Rozdział LXIX
Wysłaniec Rocambole'a
Następnego dnia spotkaniu się Rocambole'a z Conceptión, a w konsekwencji przybycia pana de Sallandrera do Paryża, książę de Château-Mailly, obudziwszy się, ujrzał Zampę siedzącego przy jego łóżku. Portugalczyk miał tajemniczą, pełną pokory minę, co zaintrygowało młodego księcia.
- Co ty tu robisz? - zapytał.
- Czekam na przebudzenie się Waszej Książęcej Mości.
- Dlaczego? Czy nie mam zwyczaju dzwonić, gdy cię potrzebuję?
- Wasza Wysokość ma rację.
- A więc?
- Gdyby jednak - rzekł Zampa - książę pozwolił mi mówić...
- Mów!
- I pozwolił na pewną swobodę wypowiedzi...
- Co to znaczy?
- To dlatego, bym na chwilę mógł zapomnieć, że jestem na służbie Waszej Wysokości, a zatem jego sługą, a wtedy wyrażałbym się jaśniej.
- Słucham... - rzekł książę.
- Niech książę mi wybaczy, ale znam pewne szczegóły...
- Co takiego wiesz?
- Dziesięć lat służyłem u nieboszczyka don Joségo.
- Wiem o tym.
- Mój biedny pan - mówił Zampa, wydając się wzruszony tym wspomnieniem - raczył mnie darzyć pewnym zaufaniem.
- Widocznie sobie na nie zasłużyłeś.
- Co więcej, doszło nawet do tego...
- Że zostałeś jego powiernikiem, nieprawdaż?
- Niekiedy tak bywało.
- A wtedy...?
- Wtedy dowiadywałem się o wielu rzeczach dotyczących don Joségo, panny de Sallandrera, jego kuzynki i...
- I kogo jeszcze?
- Waszej Książęcej Mości.
- Mnie! - zadrżawszy, zawołał pan de Château-Mailly.
- Don José wcale nie kochał panny Conceptión - mówił dalej Zampa.
- Ach, tak sądzisz?
- Chciał ją tylko poślubić dla tytułu i majątku.
- Rozumiem.
- Natomiast w zamian panna Conceptión strasznie nienawidziła don Joségo.
Te słowa spowodowały, że młody książę radośnie drgnął.
- Dlaczego? - zapytał.
Zampa uznał, że teraz należy udać zakłopotanie.
- Do licha! - odrzekł po chwili wahania. - Ponieważ po pierwsze kochała jego brata.
- Don Pedra?
- Tak.
- A co dalej...?
- Po drugie, po śmierci don Pedra może pokochała kogoś innego.
Te ostatnie słowa wywarły na księciu dziwne i nieznane mu wrażenie.
- A ten... ktoś? - zapytał, drżąc.
- Nie wiem, ale być może...
- Kończ wreszcie! - krzyknął niecierpliwie de Château-Mailly.
- Nie śmiem wymienić jego nazwiska, ale mógłbym opowiedzieć księciu o niektórych okolicznościach...
- Mów... - rzekł zaciekawiony książę, całą duszę zawiesiwszy na ustach swego lokaja.
- Pewnego wieczora, jakieś sześć miesięcy temu, don José posłał mnie do pałacu de Sallandrera - zaczął Zampa. - Miałem zanieść list księciu, znajdującemu się wówczas w pokoju z panną Conceptión. Z przedpokoju poprzedzającego jego gabinet, którego drzwi były uchylone, gdzie pozostawałem przez pięć minut, mogłem dosłyszeć te słowa: "Moje drogie dziecko - mówił książę - twoja piękność stawia mnie w kłopotliwym położeniu. Otóż hrabina Artoff, która przed chwilą odjechała, przybyła tu prosić o twoją rękę dla młodego księcia de Château-Mailly". To nazwisko i te słowa wzbudziły moją ciekawość...
- I...? - dopytywał się książę.
- Spojrzawszy przez uchylone drzwi, dostrzegłem, że panna Conceptión była mocno zarumieniona.
- Ach! - wyszeptał pan de Château-Mailly, poczuwszy, że serce gwałtownie mu uderzało. - A co ona odpowiedziała?
- Nic. Książę de Sallandrera mówił dalej: "Pan de Château-Mailly nosi piękne nazwisko, ma wielką fortunę, więc nic nie było dla mnie bardziej okrutnego niż odmowa, ale dobrze wiesz, że nie mogłem postąpić inaczej.
- A co na to panna Conceptión? - zapytał z niepokojem młody książę.
- Nic nie odpowiedziała, ale wydaje się, że zdusiła westchnienie, a z czerwonej, jaka wcześniej była, nagle stała się blada.
Książę spojrzał badawczo na sługę.
- Strzeż się! - zawołał. - Gdybyś mi opowiadał jakieś bajki, gdybyś kłamał...!
- Mówię prawdę... - odparł Zampa. - Przed miesiącem, gdy prosiłem pannę de Sallandrera o list rekomendacyjny do pana...
- Ach! Więc ty ją o niego prosiłeś?
Na ustach Portugalczyka pojawił się lekki uśmiech.
- Odgadłem albo uważałem, że odgadłem - odparł - i byłem pewny, że panna de Sallandrera nie odmówi napisania tego listu i że pan może weźmie pod uwagę...
- Faktycznie dobrze to wymyśliłeś - rzekł książę. - Co dalej?
- Skoro tylko wymówiłem pańskie nazwisko i powiedziałem, że życzyłbym sobie przyjąć u niego służbę, panna Conceptión powtórnie się zaczerwieniła i nic nie mówiąc, napisała list, o który prosiłem.
- A zatem...? - zapytał książę de Château-Mailly.
- Zatem - odparł Zampa, chytrze się uśmiechając - z tego wywnioskowałem, że książę zapewne mógłby być tym...
- Milcz! - zawołał nagle pan de Château-Mailly.
- Przepraszam! - rzekł Zampa. - Może mi książę pozwoli dodać ostatnie słowo...
- Słucham.
- Don José umarł...
- Wiem o tym.
- Panna Conceptión jest teraz wolna i może wyjść za mąż.
- To także wiem.
- A ponieważ właśnie przyjechała...
- Co? Przyjechała...? Przyjechała? - poderwawszy się z łóżka, wykrzyknął de Château-Mailly.
- Tak, wczoraj rano.
- Z ojcem?
- Z księciem i księżną.
Ta wiadomość sprawiła chwilowy zamęt w myślach pana de Château-Mailly. Podniósł się szybko i ubrał, jak gdyby chcąc natychmiast wyjść. Ta gorączkowa niecierpliwość trwała jednak zaledwie chwilę. Powrócił mu rozum z jego zimnymi kalkulacjami i książę z największym spokojem oświadczył Zampie:
- Skąd wiesz, że książę de Sallandrera powrócił...?
- Dowiedziałem się tego wczoraj wieczorem, od jego lokaja.
- Och...!
- Pomyślałem więc, że książę nie pogniewa się, gdy się o tym dowie.
- Dobrze, dobrze! - rzekł pan de Château-Mailly. - Zostaw mnie.
Zampa wyszedł, nie wypowiedziawszy już ani słowa. Wtedy młodzieniec usiadł przy biurku, oparł głowę na rękach i zatopił się w rozmyślaniach.
- Mój Boże! - szepnął w końcu. - Gdyby ten sługa mówił prawdę... gdyby... mnie ona kochała... mój Boże!
Następnie wziął pióro i drżącą ręką napisał następujący list skierowany do księcia de Sallandrera:
Szanowny książę!
Przed nakreśleniem tego listu hrabina Artoff zapewne powiadomiła Pana, w jak doniosłej kwestii pragnąłbym pomówić osobiście. Łączący nas związek bliskiego pokrewieństwa daje mi niejako nadzieję uzyskania przychylnej odpowiedzi na moją prośbę. Będę szczęśliwy, jeżeli Pan raczy mnie u siebie przyjąć.
Pański posłuszny i pełen szacunku
Książę de Château-Mailly
Po napisaniu zapieczętował list i zadzwonił.
- Zampa - powiedział do lokaja - zanieś ten list do pałacu Sallandrera i z powrotem przynieś mi odpowiedź.
- Tak, mości książę.
Zampa wziął list i ruszył w stronę drzwi.
- Weź mój kabriolet lub wsiądź na konia, abyś prędzej dojechał.
Zampa ukłonił się i wyszedł.
Ponieważ książę de Château-Mailly wyjeżdżał konno codziennie rano, zawsze miał na dziedzińcu o godzinie dziewiątej w zimie i piątej latem osiodłanego wierzchowca.
- Z rozkazu księcia - biorąc konia z rąk stajennego i zwinnie na niego wskakując, rzucił Zampa.
Pałac księcia, jak sobie przypominamy, stał się przy placu Beauvau.
Zampa początkowo pomknął galopem na przedmieście Saint-Honoré, mając zamiar jechać ulicą Royale, by dotrzeć na plac Ludwika XV i lewy brzeg Sekwany, ale dojechawszy do ulicy de la Madeleine, skręcił gwałtownie w lewo i podążył ulicą de Sur?ne.
Tam czekał na niego Rocambole w swojej peruce blond, ubrany w polonez. Zampa podał mu list. Rocambole rozpieczętował go ze zwykłą sobie zręcznością i przeczytał, a następnie kazał sobie opowiedzieć rozmowę sługi z księciem de Château-Mailly.
- Co teraz mam robić? - zapytał Zampa.
- Wykonać skrupulatnie moje wczorajsze polecenia.
- Ten list w niczym ich nie zmienia?
- Absolutnie w niczym, lecz...
Rocambole przez chwilę zdawał się rozmyślać.
- Czy wiesz, gdzie książę chowa ten piękny zeszyt, który mi przynosiłeś pewnego wieczora, zapisany ręką jego rosyjskiego krewnego, pułkownika de Château-Mailly? - zapytał.
- W którym mu wyjawia, że jest jednym z Sallandrerów?
- Dokładnie ten.
- Gdy mi go pan oddał, włożyłem go do sekretarzyka.
- I ciągle tam jest?
- Nie.
- Więc gdzie się znajduje?
- Książę włożył go do szkatułki z drzewa sandałowego1, w której przechowuje różne dokumenty i wartościowe papiery, banknoty i akcje przemysłowe.
- Ta szkatułka znajduje się w biurku?
- Nie.
- Więc gdzie ją schował?
- Stoi na stole, który służy mu do pisania, obok kominka w jego gabinecie.
- Bardzo dobrze - odparł Rocambole.
Przez dłuższą chwilę znowu nad czymś rozmyślał.
- Powiedz mi, czy ta szkatułka zwykle tam stoi? - badał dalej.
- Czasami. Niekiedy też książę chowa ją do sekretarzyka, ale tego ranka stała na stole, ponieważ dziś jest zbyt wzburzony, by się nią zajmować.
- Masz zapasowy kluczyk do szkatułki?
- Do licha, oczywiście!
- Wspaniale!
- Co trzeba zrobić?
- Zanieś najpierw ten list i rzuć się do stóp panny Conceptión. Chyba wiesz, w jakim celu?
- Dobrze... A potem?
- Potem przyniesiesz mi list, który napisze książę de Sallandrera do pana de Château-Mailly. Teraz ruszaj...
Zampa opuścił Rocambole'a, dosiadł konia i pomknął jak strzała do pałacu Sallandrerów, zostawiwszy Rocambole'a pogrążonego w bardzo intensywnych rozmyślaniach. Zampa zapytał, czy książę już wstał, a potem, kiedy mu powiedziano, że pan de Sallandrera poszedł bardzo późno spać i prawdopodobnie jeszcze nie wstał, poprosił lokaja, by poszedł do panny Conceptión i zapytał ją, czy zechce go przyjąć.
Panna do Sallandrera, mimo że bardzo późno udała się na spoczynek i spędziła noc prawie bezsennie, wstała wcześnie.
Choć żądanie Zampy niezwykle ją zdziwiło, poleciła wprowadzić go swojej pokojówce. Ten człowiek budził w niej rodzaj instynktownego obrzydzenia. Uważała go za wcieloną potępioną duszę don Joségo za jego życia i zwykle miotała nią dziwna odraza, gdy Zampa się do niej zbliżał. Tymczasem jednak w tym momencie uczucie ciekawości przeważyło u niej nad wstrętem, jaki w niej wywoływał, gdy go przyjmowała.
Zampa wszedł jak zwykle pochylony, płaszcząc się, i złożył głęboki ukłon pannie de Sallandrera. Następnie spojrzał znacząco na pokojówkę. Conceptión zrozumiała, że chciał z nią pomówić bez świadków.
Dała znak ręką służącej, aby ta odeszła.
- Pani - rzekł Zampa, gdy pozostał sam z dziewczyną - stoi przed tobą wielki winowajca, ścigany wyrzutami sumienia, który przyszedł błagać panią o miłosierdzie i przebaczenie.
Rzekłszy to, ukląkł przed nią.
- Jaką zbrodnię popełniłeś, panie Zampa? - zapytała bardzo zaskoczona Conceptión.
- Zdradziłem panią!
- Ty... mnie... zdradziłeś?!
- Tak! - odrzekł pokornym głosem.
- W jaki sposób? Czyżbyś kiedyś należał do naszej służby? - pytała wyniośle.
- Służyłem u don Joségo.
- No i co z tego?
- Don José kazał mi panią szpiegować.
- Och...! - zawołała ze wzgardą.
- Byłem oddany mojemu panu - mówił dalej Zampa. - Dałbym się dla niego posiekać, wszystko, co mi polecał, ślepo wypełniałem.
- Tak więc mnie... szpiegowałeś?
- Gdyby pani mi pozwoliła, powiedziałbym, w jaki sposób się to działo.
- Mów - rzekła Conceptión.
- Don José wiedział, że pani go nie kocha i tylko podąża za wolą swego ojca.
- Co dalej? - zapytała młoda dziewczyna.
- Wiedział, a może odgadywał, że pani kocha... innego.
Conceptión zadrżała, wstała i zmierzyła Zampę pogardliwym spojrzeniem.
- Don José - mówił dalej Zampa - kazał mi wieczorami czatować w okolicy pałacu.
Dziewczyna zbladła.
- Był przekonany, że jeżeli pani go nie kocha, to dlatego, że może pokochała pana de Château-Mailly.
- To nieprawda! - zawołała żywo Conceptión.
- Otóż wieczorem - ciągnął Portugalczyk - gdy szedłem bulwarem des Invalides...
Zamilkł. Panna de Sallandrera zaczęła drżeć.
Po chwili Zampa kontynuował:
- Dostrzegłem jakiegoś mężczyznę wysiadającego z powozu na nabrzeżu, idącego pieszo bulwarem i zatrzymującego się przy furtce ogrodowej pałacu. Tam czekał na niego pani Murzyn.
- Nędzniku! - zawołała ze wzburzeniem Conceptión. - Zamilcz...!
- Niech pani raczy wysłuchać mnie do końca, a może mi przebaczy...
- Co masz mi więcej do powiedzenia? - zapytała Conceptión.
- Widziałem tego człowieka wchodzącego, widziałem godzinę później, jak wychodził...
- I... poznałeś go?
- Nie, ponieważ nie był to książę de Château-Mailly, lecz jakiś zupełnie nieznany mi mężczyzna.
Conceptión odetchnęła.
- Nazajutrz - mówił dalej Zampa - doniosłem o tym don Josému.
- A co on na to...?
- Tym lepiej - rzekł do mnie don José - skoro to nie jest książę, którego nienawidzę z całego mego serca. Łatwiej zniósłbym rywalizację całego świata niż jego.
- I nie starałeś się dowiedzieć...? - zapytała Conceptión.
- Kim był ten człowiek?
- Tak - wybełkotała Conceptión.
- Nie, pani, ponieważ don José tego dnia by go zabił, ale...
Zampa znowu zamilkł, jakby jeszcze się wahając.
- Mów! - ciężko oddychając, rozkazała Conceptión.
- Ale wiem - wyjąknął z wysiłkiem Zampa - kto zamordował mego biednego pana...
Conceptión posiniała.
- Wiem i poprzysiągłem się zemścić...!
Panna de Sallandrera poczuła, jak gdyby ziemia rozstępowała się pod nią, i prawie padła, zemdlona. Czyżby ten lokaj posiadł jej tajemnicę?
- Mordercą don Joségo - mówił dalej Portugalczyk - jest książę de Château-Mailly!
Bez wątpienia chciała wykrzyknąć: "To fałsz, on go nie zabił", jednak czy mówienie tego nie znaczyłoby oskarżyć, zgubić samą siebie? Czy nie byłoby to przyznanie się przed Zampą, że znała prawdziwego mordercę don Joségo? Tak więc pochyliła tylko głowę i milczała.
- Od dnia, kiedy powziąłem to przekonanie - mówił dalej Zampa - mam tylko przed sobą jeden cel, jedną gorącą myśl... Pomścić mojego pana! Z tego powodu widzi mnie pani u swoich stóp błagającego o przebaczenie...
Conceptión nakazującym gestem rozkazała mu powstać.
- Nie wiem, czy jesteś szalony, panie Zampa - powiedziała - ale nie rozumiem, dlaczego prosisz mnie o przebaczenie... Nie zdradziłeś mnie, ponieważ służyłeś wówczas u don Joségo.
- To prawda, ale ośmieliłem się naśladować pani pismo! - rzekł Zampa.
- Moje pismo...!
- I udałem się do pana de Château-Mailly jakoby z listem od pani.
- Dlaczego? W jakim celu? - zapytała żywo Conceptión.
- Chciałem, by przyjął mnie do swej służby.
- I... przyjął cię?
- Jestem jego kamerdynerem.
W spojrzeniu dumnej Hiszpanki pojawiła się błyskawica. Przez chwilę była gotowa wskazać drzwi temu człowiekowi i zawołać: "Precz! Będę się starała wygnać cię od księcia", ale zapanowała nad sobą. Czy Zampa nie posiadał części jej tajemnicy, skoro wieczorem widział mężczyznę wchodzącego furtką od ogrodu do pałacu? Oczekiwał go jej Murzyn, więc nie można było wątpić, że szedł do niej.
Tak więc Conceptión z początku nic nie odpowiedziała, a potem popatrzyła na Zampę i rzekła do niego:
- Dobrze, nie powiadomię o twoim podstępie pana de Château-Mailly, ale co zamierzasz robić u niego?
- Pomścić don Joségo.
- W jaki sposób?
- Przeszkadzając księciu w zdobyciu pani ręki.
- On wciąż o tym myśli? - ponownie zadrżawszy, zapytała dziewczyna.
- Bardziej niż kiedykolwiek! - stwierdził Zampa.
Panna do Sallandrera zadygotała do szpiku kości.
1 Sandałowce (Santalum) - rodzina drzew, z których najważniejszy jest sandałowiec biały (Santalum album), niewielkie (do 9 m wysokości), półpasożytnicze drzewo rodzime w Indiach, uważane tam za święte, przyjemnie pachnące drewno używane jest do wyrobu rzeźb, ozdób, mebli, pozyskuje się też z niego olejek sandałowy.