Wychowywanie chłopców w XXI wieku - Steve Biddulph

Kup ebooka

39.99 zł
31.19 zł (22,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wiek chłopięcy się zmienił

Dzie­ciń­stwo chłop­ców ulega prze­obra­że­niu - tak można to w skró­cie okre­ślić. Jeżeli w ciągu ostat­nich dwu­dzie­stu lat zda­rzyło ci się cze­kać wśród innych rodzi­ców pod szkolną bramą lub śle­dzić rodzi­ciel­skie fora inter­ne­towe, to na pewno wiesz, że sytu­acja dyna­micz­nie się roz­wija. Nie­ustan­nie uczymy się, jak spra­wiać, aby wiek chło­pięcy był szczę­śliw­szy, i ta wie­dza cza­sami ratuje życie.

Książka, którą trzy­masz w rękach, została cie­pło przy­jęta w wielu róż­nych kul­tu­rach na całym świe­cie, ponie­waż doko­nała cze­goś bar­dzo prak­tycz­nego. Jasno stwier­dziła, że jeśli pra­gniemy, aby chłopcy pra­wi­dłowo się roz­wi­jali - wyra­stali na dobrych i bez­piecz­nych męż­czyzn o otwar­tych ser­cach - musimy zro­zu­mieć ich spe­cy­ficzne potrzeby. Podob­nie jak w przy­padku dziew­cząt, bycie typo­wym chłop­cem wiąże się z okre­ślo­nymi czyn­ni­kami ryzyka. Doty­czą one zarówno zupeł­nie zwy­czaj­nych rze­czy, jak i naprawdę poważ­nych pro­ble­mów: od nie­lu­bie­nia szkoły przez sze­ścio­latka, po trzy­krot­nie więk­sze ryzyko śmierci w wieku lat kil­ku­na­stu (głów­nie w wyniku wypad­ków samo­cho­do­wych, samo­bójstw lub aktów prze­mocy). Chłopcy dzie­wię­cio­krot­nie czę­ściej tra­fiają do wię­zie­nia1. To nie są błahe sprawy. Jeśli jed­nak zro­zu­miemy wyjąt­kowe potrzeby naszych synów, możemy kochać ich mądrzej i spra­wić, że wyro­sną "na ludzi".

Dziś już wiemy, że płeć nie jest sztywną kate­go­rią. Infor­ma­cja, że uro­dzi ci się syn lub córka, wła­ści­wie nic ci nie mówi o tym, jakim będzie dziec­kiem. Ale choć płeć jest swo­istym kon­ti­nuum, na dro­dze roz­woju mamy wyraźne "wyboje", i dla­tego możemy mówić o "więk­szo­ści" chłop­ców lub "więk­szo­ści" dziew­czy­nek, mając na uwa­dze, że nie doty­czy to wszyst­kich. Więk­szość chłop­ców wol­niej uczy się mówić (a także czy­tać lub pisać) niż więk­szość dziew­czy­nek. Więk­szość wcho­dzi w wiek doj­rze­wa­nia rok lub dwa lata póź­niej od swo­ich kole­ża­nek. (Pokwi­ta­nie u dziew­cząt koń­czy się około czter­na­stego roku życia i osią­gają one w tym cza­sie swój doce­lowy wzrost. Tym­cza­sem pokwi­ta­nie u chłop­ców trwa do około sie­dem­na­stego roku życia, a mózg osiąga peł­nię roz­woju dopiero u dwu­dzie­sto­kil­ku­latka). To ogrom­nie ważne infor­ma­cje, jeśli wycho­wu­jesz syna i pra­gniesz zapew­nić mu pra­wi­dłowy roz­wój i bez­pie­czeń­stwo.

Róż­nice nie ogra­ni­czają się wyłącz­nie do cech zewnętrz­nych. Mamy coraz wię­cej dowo­dów na to, że che­mia orga­ni­zmu chłopca jest inna już od wcze­snego etapu ciąży i pre­dys­po­nuje więk­szość chłop­ców do roz­wi­ja­nia więk­szej masy mię­śnio­wej, więk­szej potrzeby ruchu i aktyw­no­ści, chęci rywa­li­za­cji i zami­ło­wa­nia do kon­kret­nych spo­so­bów naucza­nia. Oczy­wi­ście nie­które dziew­czynki rów­nież są wła­śnie takie, a nie­któ­rzy chłopcy - zupeł­nie inni. Zapa­mię­taj sobie i powta­rzaj jak man­trę słowa: więk­szość to nie wszy­scy.

Roz­wój mózgu u chłopca prze­biega nieco wol­niej, a połą­cze­nia synap­tyczne powstają w innej kolej­no­ści, co ma ogromne zna­cze­nie, ponie­waż ozna­cza, że chłopcy roz­po­czy­nają szkołę zde­cy­do­wa­nie za wcze­śnie i czę­sto jej nie­na­wi­dzą, bo jest dla nich zbyt for­malna i polega głów­nie na sie­dze­niu w ławce. Dobra szkoła dla chłop­ców to taka, która daje im więk­szą moż­li­wość ruchu i czas na doro­śnię­cie.

To nie koniec wiel­kich zmian. Zro­zu­mie­nie, że nie­któ­rzy chłopcy iden­ty­fi­kują się jako osoby homo­sek­su­alne lub trans­pł­ciowe - co jest nor­malne i okej - pomo­gło milio­nom rodzi­ców spo­koj­niej do tego podejść i zaak­cep­to­wać ich wyjąt­ko­wego syna. Prawdę mówiąc, pozwo­liło wszyst­kim chłop­com i dziew­czę­tom na więk­szą auten­tycz­ność. Mniej homo­fo­bii ozna­cza, że każdy chło­pak może mieć ser­decz­nych przy­ja­ciół, pła­kać, gdy jest smutny, oka­zy­wać czu­łość i w rezul­ta­cie cie­szyć się lep­szym zdro­wiem psy­chicz­nym.

Rosnąca wie­dza na temat zabu­rzeń ze spek­trum auty­zmu przy­nio­sła wielką ulgę tysiącom rodzi­ców i dzieci. Możemy wszy­scy swo­bod­niej pod­cho­dzić do tego, że tro­chę - lub bar­dzo - się róż­nimy. Cenimy i doce­niamy dzieci, które nie miesz­czą się w "tra­dy­cyj­nym" sza­blo­nie.

Oczy­wi­ście z tej książki dowiesz się o wiele wię­cej. Zawiera ona infor­ma­cje o trzech eta­pach wieku chło­pię­cego. O tym, jak dbać o bez­pie­czeń­stwo chłop­ców. O podej­ściu do obo­wiąz­ków domo­wych. Znaj­dziesz tu także nową wie­dzę na temat zmian zacho­dzą­cych u chłop­ców w wieku czte­rech, a następ­nie ośmiu lat, którą powinni posia­dać wszy­scy rodzice. I ważne prze­sła­nie, że męż­czyźni odgry­wają w wycho­wy­wa­niu dzieci rów­no­rzędną rolę. Dzie­ciaki powinny wie­dzieć, że ist­nieją męż­czyźni o róż­nych cechach cha­rak­teru - twór­czy, prak­tyczni, odważni, nie­śmiali, zabawni - a także róż­nych ras i orien­ta­cji sek­su­al­nej. Dzięki temu chłopcy mogą budo­wać wła­sną męskość, mając sze­roki wybór wzo­rów do naśla­do­wa­nia, a dziew­czynki pozna­wać naj­róż­niej­szych męż­czyzn.

Dziś bar­dzo potrze­bu­jemy dobrych męż­czyzn. Tym złym trzeba poka­zać, gdzie jest ich miej­sce. Twój syn ma szansę stać się jedną z osób, które pomogą uzdro­wić ten smutny i cza­sem prze­ra­ża­jący świat. Dzię­kuję, że dołą­czasz do chło­pię­cej rewo­lu­cji. W XXI wieku jest ona nie­zwy­kle potrzebna.

Ciesz się swoim syn­kiem, kochaj go mocno i z dumą patrz, jak podąża wła­sną drogą.

Steve Bid­dulph

ROZDZIAŁ 1

Co jest z tymi chłopcami?

Wczo­raj wie­czo­rem jecha­łem do mia­sta na spo­tka­nie, nie dojecha­łem tam jed­nak. Oko­licz­no­ści po raz kolejny zmu­siły mnie do zasta­no­wie­nia się nad sytu­acją mło­dych męż­czyzn. Trzy samo­chody przede mną auto­strada została zablo­ko­wana. Sedan pro­wa­dzony przez nasto­latka, któ­remu towa­rzy­szyło czte­rech kole­gów, pró­bo­wał włą­czyć się do ruchu. Młody kie­rowca popeł­nił błąd w oce­nie. Nad­jeż­dża­jąca z tyłu cię­ża­rówka ude­rzyła w samo­chód, poważ­nie go uszka­dza­jąc i cią­gnąc za sobą jesz­cze pięć­dzie­siąt metrów po szo­sie. Na miej­sce wypadku szybko przy­były służby ratow­ni­cze: straż pożarna, poli­cja i pogo­to­wie. Ekipy męż­czyzn spo­koj­nie, ale szybko opa­no­wały sytu­ację.

Nie­przy­tom­nego mło­dego kie­rowcę powoli wydo­byto z wraku. Jego czte­rej kole­dzy rów­nież odnie­śli obra­że­nia, nie­któ­rzy poważne. Z pobli­skiej farmy nad­bie­gła star­sza kobieta, być może matka jed­nego z chłop­ców. Poli­cjant łagod­nie ją uspo­ka­jał. Po obu stro­nach byli męż­czyźni - po jed­nej nie­do­świad­czeni i skłonni do ryzyka, po dru­giej kom­pe­tentni, tro­skliwi i zrów­no­wa­żeni.

Pomy­śla­łem, że to dobre pod­su­mo­wa­nie sytu­acji męż­czyzn. Gdy wyra­stają na porząd­nych ludzi, są wspa­niali - bez­in­te­re­sowni, odważni i solidni. Ale mło­dzi chłopcy są tak bez­bronni, czyha na nich tak wiele nie­bez­pie­czeństw, a o kata­strofę nie­trudno. Kiedy na świat przy­cho­dzi chło­piec, zasta­na­wiamy się, na kogo wyro­śnie. W XX wieku chłopcy mieli dobry start. Jako malcy byli pełni ener­gii i miło­ści, ufni, rado­śni i swo­bodni, a z mamą i tatą łączyły ich bli­skie więzi. Jed­nak gdy roz­po­czy­nali szkołę, czę­sto sta­wali się spięci i nie­szczę­śliwi. Po krót­kim cza­sie zaczy­nali się wałę­sać zgrają po placu zabaw, doku­czać kole­żan­kom i zastra­szać młod­szych kole­gów. Jako nasto­lat­ko­wie byli już zupeł­nie nie­przy­stępni, szor­stcy, bur­kliwi i nie­przy­jemni w obej­ściu. Czę­sto sta­wali się wiecz­nie znu­dzo­nymi i trud­nymi męż­czyznami, któ­rzy nie znali praw­dzi­wej przy­jaźni ani rado­ści, a rekom­pen­so­wali to sobie piwem i spor­tem. W poprzed­nim poko­le­niu męskość była naprawdę smut­nym miej­scem. Teraz się to zmie­nia.

Na jakim eta­pie jeste­ście ty i twój syn lub syno­wie? Czy­tasz tę książkę, bo w twoim życiu wła­śnie się poja­wił chłop­czyk? Może masz hała­śli­wego dwu­latka, który na szczę­ście aku­rat śpi w swoim pokoju i wygląda tak nie­win­nie. A może twój syn już cho­dzi do szkoły, jest odważny, a zara­zem wraż­liwy i chce radzić sobie ze świa­tem na wła­snych zasa­dach, ale na­dal bie­gnie do cie­bie, kiedy potrze­buje pocie­sze­nia lub porady.

Uwierz mi, lata szybko lecą. Pew­nego dnia zoba­czysz przed sobą doro­słego męż­czy­znę i poczu­jesz nie­wia­ry­godną dumę z tego, że jest kocha­jący, godny zaufa­nia, dużo z sie­bie daje i osiąga w życiu - oby - wię­cej od cie­bie.

To będzie poko­le­nie, w któ­rym stwo­rzymy nowy rodzaj męż­czy­zny. I stwo­rzymy ich tylu, że uda się uzdro­wić ten świat. Taki mam w życiu cel i liczę, że sta­nie się on rów­nież twoim celem.

Co dobrego nas czeka

W tej książce prze­ana­li­zu­jemy wiele istot­nych kwe­stii pozwa­la­ją­cych zro­zu­mieć chłop­ców. W następ­nym roz­dziale zaczniemy od wyja­śnie­nia trzech odręb­nych eta­pów ich roz­woju:

do 6 lat - okres ucze­nia się miło­ści; 6-14 lat - czas, w któ­rym naj­bar­dziej liczą się ojco­wie; od 14 lat po doro­słość - wiek, w któ­rym oprócz rodzi­ców chłop­com potrzebni są men­to­rzy i zaan­ga­żo­wani w ich życie doro­śli.

Zna­jo­mość tych trzech eta­pów pomoże ci przy­go­to­wać się do tego, co cię czeka, i pod­po­wie, jak sobie z tym radzić.

W trze­cim roz­dziale prze­ana­li­zu­jemy wpływ hor­mo­nów na zacho­wa­nie chłop­ców i zasta­no­wimy się, jak pomóc im prze­trwać silne skoki roz­wo­jowe. Wszy­scy wie­dzą o hor­mo­nach, ale kiedy tak naprawdę wkra­czają one do akcji i jak dzia­łają? Dla­czego trzy­na­sto­lat­ko­wie są czę­sto nie­zbyt roz­gar­nięci, a czter­na­sto­lat­ko­wie pyskaci? Jak pora­dzić sobie z nimi, oka­zu­jąc wyro­zu­mia­łość i nie tra­cąc poczu­cia humoru?

W roz­dziale czwar­tym poka­żemy, że w XXI wieku poja­wia się nowy typ chłopca, który potrafi oka­zy­wać uczu­cia, nie wsty­dzi się pła­kać oraz sku­tecz­nie i jasno się komu­ni­kuje. Który ma zarówno cha­rak­ter, jak i serce i potrafi zre­zy­gno­wać z daw­nych, tok­sycz­nych i nie­po­ko­ją­cych prze­ja­wów męsko­ści, być kocha­jący i ser­deczny.

Następ­nie zaj­miemy się istotną rolą taty oraz powiemy, jak sobie pora­dzić, nawet jeśli nasi ojco­wie nie byli tacy wspa­niali. Więk­szość męż­czyzn chce wypaść lepiej niż ich ojco­wie, ale nie zawsze wie, jak to osią­gnąć. Rewo­lu­cja w ojco­stwie jest jedną z naj­bar­dziej pozy­tyw­nych zmian, jakie zaszły w ostat­nich trzy­dzie­stu latach. Jeśli jesteś samotną matką, dowiesz się, jak zadbać o to, aby w życiu two­jego syna zna­leźli się dobrzy męż­czyźni.

Potem przyj­dzie czas na kilka opo­wie­ści i uwag o zna­cze­niu więzi mię­dzy mamami a synami. Matki muszą być pewne sie­bie i pro­ak­tywne w rela­cjach ze swo­imi chłop­cami, bo w ten spo­sób pomogą im poczuć się pew­niej wobec odmien­nej płci. Mama jest kimś w rodzaju "dziew­czyny na próbę". Uczy chłopca, jak budo­wać dobre rela­cje z kobie­tami. Bez względu na to, czy robi to świa­do­mie czy nie, to ona ustala wzo­rzec wszyst­kich jego przy­szłych związ­ków.

Potem poroz­ma­wiamy o chłop­cach i o sek­sie, ponie­waż jest to ważna sfera, która może uczy­nić ich życie szczę­śli­wym lub nie - w zależ­no­ści od tego, jak podej­dzie­cie do sprawy.

Dalej - skoro szkoła jest miej­scem, w któ­rym chłopcy spę­dzają połowę dzie­ciń­stwa - zna­lazł się też roz­dział o tym, jak popra­wić sytu­ację w pla­ców­kach edu­ka­cyj­nych. Otrzy­masz wska­zówki, które uła­twią ci decy­zję, jacy nauczy­ciele i jaka szkoła naj­le­piej pomogą two­jemu synowi.

Wresz­cie zaj­miemy się spor­tem, który bywa nie­bez­pieczny dla ciała i ducha chłopca - ale w odpo­wied­niej for­mie jest dla niego bar­dzo korzystny. Chłopcy potrze­bują sportu, a zatem musimy zadbać o to, aby sport sta­nął na wyso­ko­ści zada­nia.

Na koniec powiemy, jak cała spo­łecz­ność może wspie­rać prze­mianę chłop­ców w doro­słych męż­czyzn - ponie­waż matki i ojco­wie nie dadzą sobie rady bez pomocy. Rodzice powinni doko­nać odpo­wied­nich wybo­rów, jesz­cze gdy ich syno­wie są bar­dzo małymi dziećmi, aby mieć pew­ność, że w przy­szło­ści chłopcy będą mogli liczyć na innych doro­słych, któ­rzy pomogą im prze­trwać okres dora­sta­nia. Potrzebny jest krąg przy­ja­ciół oraz krew­nych, dzięki któ­rym syn bez szwanku dotrwa do doro­sło­ści. Zacie­ka­wiło cię to? Jesteś zdu­miony? Jeśli tak, to czas zacząć.

Chłopcy mogą być wspa­niali. Wiele zależy od nas. Naj­waż­niej­sze jest zro­zu­mie­nie.

ROZDZIAŁ 2

Trzy etapy wieku chłopięcego

Zda­rzyło ci się w rodzin­nych albu­mach ze zdję­ciami śle­dzić dora­sta­nie chłopca od dzie­ciń­stwa aż po doro­słość? Jeśli tak, to na pewno wiesz, że chłopcy nie roz­wi­jają się rów­no­mier­nie, tylko rosną sko­kami. Przez jakiś czas wyglą­dają tak samo, a potem zmie­niają się dosłow­nie z dnia na dzień. Mowa tu tylko o prze­obra­że­niu, jakie zacho­dzi na zewnątrz. Tym­cza­sem wewnątrz rów­nież doko­nują się ogromne zmiany. Rzecz w tym, że kształ­to­wa­nie doj­rza­ło­ści i cha­rak­teru nie prze­biega w tak auto­ma­tyczny spo­sób jak roz­wój fizyczny. Zda­rza się, że chło­piec utknie gdzieś po dro­dze. Chyba każdy zna przy­naj­mniej jed­nego męż­czy­znę, któ­rego ciało jest duże, ale umysł lub dusza pozo­stały małe - takiego wiecz­nego chło­paka, który ni­gdy nie stał się doj­rza­łym czło­wie­kiem. Tacy ludzie są wszę­dzie, ale nawet jeśli pia­stują urząd pre­miera, pre­zy­denta czy są poten­ta­tami prze­my­sło­wymi, patrząc na nich, myślisz sobie: "No tak, to wieczny chło­piec. I do tego nie­miły".

Dora­sta­nie chłop­ców nie prze­biega gładko i spo­koj­nie, jeśli nikt im w tym nie pomaga. Nie wystar­czy codzien­nie napy­chać ich płat­kami śnia­da­nio­wymi i dostar­czać czy­ste koszulki, aby pew­nego dnia obu­dzili się jako męż­czyźni! Trzeba się trzy­mać okre­ślo­nego planu dzia­ła­nia. Cała sztuka polega na tym, aby zro­zu­mieć, czego im potrzeba - i kiedy.

Na szczę­ście nie my pierwsi mamy do czy­nie­nia z chłop­cami. Wszyst­kie kul­tury na świe­cie musiały spro­stać wyzwa­niu wycho­wy­wa­nia chłop­ców i wszyst­kie wypra­co­wały wła­sne metody. Trzy etapy wieku chło­pię­cego są nie­zmienne i uni­wer­salne. Wie­dzą o nich rdzenni Ame­ry­ka­nie, Busz­meni z Kala­hari oraz inu­iccy łowcy. Rodzice, z któ­rymi na ten temat roz­ma­wiam, czę­sto mi przy­ta­kują: "Wszystko się zga­dza!" - ponie­waż znają to z wła­snych doświad­czeń.

Trzy etapy w skrócie

1. Pierw­szy etap trwa od naro­dzin do szó­stego roku życia - jest to okres, kiedy syn należy przede wszyst­kim do matki. Jest "jej" chłop­czy­kiem, nawet jeśli ojciec rów­nież odgrywa w jego życiu bar­dzo ważną rolę. Na tym eta­pie celem jest oto­cze­nie malca ogromną, bez­wa­run­kową miło­ścią, zapew­nie­nie mu bez­pie­czeń­stwa i takie wpro­wa­dze­nie w życie, aby było dla niego pozy­tyw­nym i zachę­ca­ją­cym doświad­cze­niem.

2. Drugi etap to wiek od sze­ściu do czter­na­stu lat. Chło­piec z wła­snej, wewnętrz­nej potrzeby chce się wtedy uczyć, jak być męż­czy­zną, i coraz czę­ściej wzo­ruje się na zain­te­re­so­wa­niach i postę­po­wa­niu ojca (cho­ciaż matka wciąż jest zaan­ga­żo­wana, a chłopca zaczyna też inte­re­so­wać wielki świat). Celem tego etapu jest kształ­to­wa­nie umie­jęt­no­ści i kom­pe­ten­cji, przy jed­no­cze­snym roz­bu­dza­niu życz­li­wo­ści i rado­ści - poma­gasz chłopcu wyro­snąć na zrów­no­wa­żoną osobę. Wła­śnie w tym sta­dium syn zaczyna się czuć pew­nie ze swoją męsko­ścią.

3. Ostatni etap - od czter­na­stego roku życia aż do doro­sło­ści - to czas, gdy chło­piec potrze­buje męskich auto­ry­te­tów, jeśli ma szczę­śli­wie zakoń­czyć podróż do pełni wieku doro­słego. Mama i tata scho­dzą na drugi plan, ale muszą zadbać o to, by syn miał odpo­wied­nich men­to­rów, w prze­ciw­nym razie w poszu­ki­wa­niu wła­snej toż­sa­mo­ści będzie się wzo­ro­wał na gru­pie rówie­śni­czej, która nie jest do tego przy­go­to­wana. Celem tego etapu jest kształ­to­wa­nie umie­jęt­no­ści, poczu­cia odpo­wie­dzial­no­ści i sza­cunku do sie­bie samego poprzez coraz peł­niej­sze włą­cza­nie się w spo­łecz­ność doro­słych.

Te etapy nie ozna­czają nagłego przej­ścia od jed­nego rodzica do dru­giego.

Nie ma mowy o odręb­nych fazach mamy, taty i men­tora. Ojciec zaan­ga­żo­wany w roz­wój syna może peł­nić ważną funk­cję już od momentu naro­dzin chłopca, a w razie potrzeby nawet prze­jąć rolę, jaka zwy­kle przy­pada matce. Ona z kolei nie prze­staje inte­re­so­wać się syn­kiem, gdy ten koń­czy sześć lat - wręcz prze­ciw­nie. Etapy sygna­li­zują jedy­nie prze­su­nię­cie prio­ry­te­tów: od szó­stego do czter­na­stego roku życia chłopca na pierw­szy plan wysuwa się ojciec, a po czter­na­stym roku życia rośnie zna­cze­nie auto­ry­te­tów zewnętrz­nych. Cała rzecz polega raczej na doda­wa­niu w każ­dej fazie nowych skład­ni­ków.

Zna­jo­mość tych trzech eta­pów uświa­da­mia nam, co robić. Na przy­kład jasne jest, że ojco­wie chłop­ców w wieku od sze­ściu do czter­na­stu lat nie mogą być wiecz­nie zaję­tymi pra­co­ho­li­kami ani oso­bami nie­do­stęp­nymi emo­cjo­nal­nie lub fizycz­nie. Jeśli są, z pew­no­ścią odbywa się to ze szkodą dla ich synów. (Mimo to więk­szość ojców w XX wieku tak wła­śnie postę­po­wała - co wiele osób pamięta z wła­snego dzie­ciń­stwa).

Dzięki wyszcze­gól­nie­niu eta­pów roz­woju mamy świa­do­mość, że kiedy nasi syno­wie mają kil­ka­na­ście lat, powin­ni­śmy zapew­nić im wspar­cie spo­łecz­no­ści - nie­gdyś rolę tę peł­nili człon­ko­wie rodziny (wujo­wie i dziad­ko­wie) lub zastę­po­wały ją rela­cje uczeń-mistrz. Nasto­letni chłopcy zbyt czę­sto wkra­czają w wielki świat, nie mając nikogo, kto by ich dalej popro­wa­dził, dla­tego spę­dzają ostat­nie lata okresu doj­rze­wa­nia i pierw­sze lata doro­sło­ści w nie­bez­piecz­nym zawie­sze­niu, mogąc liczyć tylko na rówie­śni­ków.

Naj­praw­do­po­dob­niej wiele pro­ble­mów zwią­za­nych z zacho­wa­niem chłop­ców - brak moty­wa­cji do nauki, depre­sja czy popa­da­nie w kon­flikt z pra­wem (pro­wa­dze­nie pojaz­dów po spo­ży­ciu alko­holu, bójki, prze­stęp­stwa itp.) - ule­gło eska­la­cji, ponie­waż nie wie­dzie­li­śmy o tych eta­pach i nie zapew­ni­li­śmy synom wła­ści­wych "skład­ni­ków" ludz­kich w odpo­wied­nim cza­sie.

Te etapy są tak ważne, że koniecz­nie trzeba prze­ana­li­zo­wać je bar­dziej szcze­gó­łowo i zasta­no­wić się, jak należy reago­wać. Wła­śnie tym się teraz zaj­miemy.

Od narodzin do szóstego roku życia: wiek łagodności

Nie­mow­lęta to nie­mow­lęta. Nie przej­mują się kwe­stią płci, więc my też nie powin­ni­śmy. Bobasy lubią być przy­tu­lane i łasko­tane, chcą się bawić i śmiać; uwiel­biają pozna­wać świat i wiro­wać w ramio­nach mamy lub taty. Mają różny tem­pe­ra­ment. Z nie­któ­rymi łatwo dać sobie radę - są wyci­szone, spo­kojne i dużo śpią. Inne hała­sują, mają kło­poty z zasy­pia­niem i chcą, żeby cią­gle coś się wokół nich działo. Jesz­cze inne maru­dzą, są roz­draż­nione i chcą stale czuć, że jeste­śmy obok i że je kochamy.

Nie­mow­lęta i małe dzieci naj­bar­dziej potrze­bują spe­cjal­nej więzi przy­naj­mniej z jedną osobą. Zwy­kle jest nią matka. To ona ma naj­sil­niej­szą moty­wa­cję, zapew­nia pokarm, jest łagodna w swoim podej­ściu, potrafi przy­tu­lić i uspo­koić2. Matka jest zazwy­czaj naj­le­piej przy­go­to­wana, aby zaspo­koić potrzeby dziecka. Hor­mony wydzie­lane przez jej orga­nizm (przede wszyst­kim pro­lak­tyna uwal­niana do krwio­biegu pod­czas kar­mie­nia pier­sią) spra­wiają, że chce ona być z dziec­kiem i poświę­cać mu całą uwagę.

Ojco­wie wpraw­dzie nie mogą kar­mić dziecka pier­sią, ale także potra­fią zaspo­koić wszyst­kie jego potrzeby, tylko robią to w inny spo­sób. Bada­nia poka­zują, że tatu­sio­wie są bar­dziej ener­giczni pod­czas zabaw, lubią sty­mu­lo­wać dzieci, pod­czas gdy matki chęt­niej je uspo­ka­jają3. (Jed­nak gdy ojco­wie nie dosy­piają, tak jak cza­sem matki, oni rów­nież wolą uspo­ka­jać malca!)

Uczenie miłości

Gdy to matka jest główną opie­kunką chłopca, staje się dla niego pierw­szym wzo­rem intym­no­ści i miło­ści. Jeżeli zbu­duje z nim bli­ską więź i od początku wyraź­nie okre­śli gra­nice - bez ucie­ka­nia się do kar cie­le­snych lub zawsty­dza­nia - chło­piec przyj­mie to spo­koj­nie. Będzie chciał zado­wo­lić mamę i chęt­niej będzie jej słu­chał wła­śnie dla­tego, że ich więź jest tak silna. On wie, że zaj­muje szcze­gólne miej­sce w jej sercu. Może przez chwilę poczuje się nie­pew­nie, gdy usły­szy, że musi na coś pocze­kać lub zmie­nić spo­sób postę­po­wa­nia, ale pogo­dzi się z tym. Wie, że jest kochany, i nie będzie chciał spra­wiać przy­kro­ści oso­bie, na któ­rej sku­pia się jego życie.

Uwaga, jaką mama poświęca syn­kowi, oraz radość, z jaką go uczy i do niego mówi, wpły­wają na lep­szy roz­wój jego zdol­no­ści wer­bal­nych oraz spra­wiają, że staje się on bar­dziej towa­rzy­ski. Chłopcy potrze­bują wię­cej pomocy niż dziew­czynki w nauce reguł zacho­wa­nia spo­łecz­nego (wró­cimy do tego w dal­szej czę­ści książki).

Jeżeli przez pierw­szy rok lub dwa lata po poro­dzie matka jest bar­dzo przy­gnę­biona i z tego powodu nie­do­stępna emo­cjo­nal­nie, w mózgu chłopca zajdą zmiany pro­gra­mu­jące go "na smutno"4. Jeśli nato­miast nie­ustan­nie się gniewa, bije malca lub krzyw­dzi go, chło­piec nie będzie miał pew­no­ści, czy jest kochany. (Weź pod uwagę to, że mówimy tutaj o cią­głym gnie­wie, a nie o spo­ra­dycz­nym roz­draż­nie­niu, które wszy­scy rodzice czują i oka­zują. Rodzice nie są anio­łami - bo gdyby tak było, to od kogo nasze dzieci uczy­łyby się o praw­dzi­wym świe­cie?)

Oto­cze­nie mło­dych matek powinno roz­waż­nie je wspie­rać i im poma­gać, aby nie czuły się samotne ani przy­tło­czone obo­wiąz­kami. Matka potrze­buje asy­sty innych, aby sama mogła spo­koj­nie zająć się waż­nym zada­niem, jakie ma do wypeł­nie­nia. Jeśli trosz­czymy się o młode mamy, one z kolei mogą się trosz­czyć o swoje dzieci. Pierw­szą linię pomocy sta­no­wią mężo­wie i part­ne­rzy, ale dal­sza rodzina oraz sąsie­dzi rów­nież są potrzebni.

Co się dzieje między mamą i synkiem?

Nauka wciąż ma kło­poty z mie­rze­niem takich uczuć jak miłość, ale radzi sobie z tym coraz lepiej. Naukowcy pro­wa­dzący bada­nia z udzia­łem matek i nie­mow­ląt zaob­ser­wo­wali coś, co nazwali "wspól­nym polem uwagi" (joint atten­tion). Oto miłość w akcji - miłość, którą widać.

Na pewno masz podobne doświad­cze­nia z wła­snym dziec­kiem. Nie­mowlę pró­buje zwró­cić twoją uwagę, gawo­rząc lub popła­ku­jąc. Zer­kasz na synka i widzisz, że on patrzy na cie­bie. Cie­szy się, gdy udaje mu się nawią­zać kon­takt wzro­kowy - dosłow­nie wierci się z rado­ści. Wtedy coś do niego mówisz. Albo bie­rzesz go na ręce czy zmie­niasz mu pie­luszkę i czu­jesz tę bli­skość - patrzysz mu w oczy i śpie­wasz mu albo go łasko­czesz. On ma wpływ na cie­bie, a ty na niego. Taka wymiana trwa bez końca. To coś w rodzaju "przed­wer­bal­nej" roz­mowy - cudow­nej i czu­łej. Bada­cze fil­mu­jący mamy i ich dzieci pod­czas zwy­czaj­nych, codzien­nych zajęć, obser­wo­wali sekwen­cje takiej "wspól­nej uwagi" pięć­dzie­siąt do stu razy w ciągu dnia5. Wła­śnie w ten spo­sób zaczy­namy się uczyć sku­tecz­nej i peł­nej wraż­li­wo­ści komu­ni­ka­cji z innymi.

Z odmien­nym rodza­jem wspól­nego pola uwagi mamy do czy­nie­nia, gdy maluch jest nie­spo­kojny, a ty mu coś nucisz, głasz­czesz go albo deli­kat­nie tulisz i pró­bu­jesz czymś zająć - czyli robisz to, co pod­po­wiada ci zdo­byte już doświad­cze­nie, bo wiesz, w jaki spo­sób naj­ła­twiej go uspo­ko­isz. Nie­raz to ty ini­cju­jesz kon­takt tylko po to, aby cie­szyć się szczę­ściem lub pod­eks­cy­to­wa­niem synka. Póź­niej takie chwile wspól­nej uwagi mogą doty­czyć zabawki, kwiatka, zwie­rzę­cia lub wyda­ją­cego dźwięki przed­miotu - cze­goś, co zachwyca lub zadzi­wia cie­bie i twoje dziecko. Uczysz je inte­re­so­wać się ota­cza­ją­cym go świa­tem.

To jedna z naj­waż­niej­szych rze­czy, jaką rodzic robi dla swo­jego dziecka. W główce synka mózg kieł­kuje jak bro­kuły na wio­snę. Kiedy malec jest szczę­śliwy, hor­mon wzro­stu roz­cho­dzi się po całym orga­ni­zmie, docie­ra­jąc także do mózgu - i dziecko roz­wija się kwit­nąco. Gdy chło­piec jest nie­spo­kojny, hor­mon stresu - kor­ty­zol - spo­wal­nia wzrost, a zwłasz­cza roz­wój mózgu. Dla­tego prze­by­wa­nie razem, śmiech i miłość są jak pożywka dla dzie­cię­cego mózgu. Każda taka inte­rak­cja zostaje "zapa­mię­tana" w tych nowych obsza­rach mózgu. Dziecko uczy się roz­po­zna­wać miny i nastroje, wykształca w sobie wraż­li­wość, poznaje, co to spo­kój, radość, surowe upo­mnie­nia lub cie­pło miło­ści. Wkrótce do tego reper­tu­aru maluch dołą­czy język, muzykę, ruch, rytm i przede wszyst­kim dobre samo­po­czu­cie oraz zdol­ność rozu­mie­nia innych ludzi. Mali chłopcy są odro­binę wol­niejsi, nieco sła­biej przy­go­to­wani do inte­rak­cji z oto­cze­niem niż dziew­czynki, dla­tego tym bar­dziej potrze­bują takiej pomocy, i to od osoby, która dobrze ich zna, ma czas i sama jest szczę­śliwa i zado­wo­lona.

Ten pro­ces trwa przez wcze­sne lata dzie­ciń­stwa. Mama się cie­szy, gdy synek łapie jasz­czurki czy robi babki z pia­sku, i podzi­wia jego kolejne osią­gnię­cia. Tato łasko­cze go i mocuje się z nim na niby, ale potrafi też być łagodny i opie­kuń­czy, czy­tać mu bajki i pocie­szać go, kiedy zacho­ruje. Dzięki temu mały chło­piec uczy się, że męż­czyźni potra­fią być zarówno łagodni, jak i pełni ener­gii; tatu­sio­wie czy­tają książki i dobrze sobie radzą z zaję­ciami domo­wymi; a mamy są nie tylko pełne miło­ści, ale także zaradne i są czę­ścią więk­szego świata.

Krótko mówiąc

Pod­su­mo­wu­jąc, pierw­sze lek­cje, jakie powi­nien pojąć mały chło­piec, doty­czą bli­sko­ści - oka­zy­wa­nej przez zaufa­nie, czu­łość, wspólne zabawy i ser­decz­ność. Do szó­stego roku życia płeć nie ma dla dzieci więk­szego zna­cze­nia i nie powinno się robić z niej pro­blemu. W tym okre­sie zwy­kle matki peł­nią rolę głów­nego opie­kuna, ale to miej­sce może zająć także ojciec. Naj­waż­niej­sze, aby przez te pierw­sze lata jedna lub dwie istotne w życiu chłopca osoby kochały go i sta­wiały w cen­trum uwagi. Dzięki temu roz­wija on w sobie wewnętrzne poczu­cie bez­pie­czeń­stwa na całe życie, a jego mózg opa­no­wuje sztukę bli­skiej komu­ni­ka­cji oraz miło­ści do życia i świata. Te lata szybko mijają. Ciesz się swoim małym syn­kiem, dopóki możesz!

Od szóstego do czternastego roku życia: nauka bycia mężczyzną

Około szó­stego roku życia w chłop­cach zacho­dzi wielka prze­miana. W tym wieku "włą­cza się" w nich męskość. Nawet malec, który nie oglą­dał tele­wi­zji, może nagle chcieć wal­czyć na mie­cze, nosić pele­rynę Super­mana, bić się i moco­wać oraz robić dużo hałasu6. Zacho­dzi jesz­cze jedna ogrom­nie ważna zmiana, zauwa­żana we wszyst­kich spo­łe­czeń­stwach na całym świe­cie. Mniej wię­cej w wieku sze­ściu lat mali chłopcy "biorą azy­mut" na ojców, ojczy­mów lub innych męż­czyzn ze swo­jego oto­cze­nia. Pra­gną z nimi prze­by­wać, od nich się uczyć i ich naśla­do­wać. Chcą się dowie­dzieć, jak "być męż­czyzną".

Jeśli tata igno­ruje syna w tym okre­sie, kil­ku­la­tek nie­raz roz­po­czyna gene­ralną kam­pa­nię, aby zwró­cić na sie­bie uwagę. Kie­dyś popro­szono mnie o kon­sul­ta­cję w spra­wie małego chłopca, który wie­lo­krot­nie poważ­nie cho­ro­wał, pozor­nie bez przy­czyny. W końcu tra­fił na oddział inten­syw­nej opieki medycz­nej. Jego ojciec, znany lekarz spe­cja­li­sta, przy­le­ciał z kon­fe­ren­cji w Ame­ryce, żeby być przy nim, i stan synka się popra­wił. Tato pole­ciał na następną kon­fe­ren­cję i cho­roba wró­ciła. Popro­si­li­śmy ojca, aby roz­wa­żył zmianę stylu życia, ponie­waż dotych­czas sprawy zawo­dowe spra­wiały, że był poza domem przez osiem mie­sięcy w roku! Zde­cy­do­wał się na to i jego syn prze­stał cho­ro­wać.

Chłopcy potra­fią kraść, nisz­czyć, postę­po­wać agre­syw­nie w szkole i prze­ja­wiać wiele spra­wia­ją­cych pro­blemy zacho­wań tylko po to, by zwró­cić na sie­bie uwagę ojca. Jeśli jed­nak tato jest na miej­scu, codzien­nie bawi się z mal­cem, uczy go i trosz­czy się o niego, ten etap powi­nien minąć gładko.

Mama wciąż jest tak samo ważna

Nagłe prze­nie­sie­nie zain­te­re­so­wa­nia na ojca nie ozna­cza, że mama zupeł­nie opusz­cza scenę. Daw­niej w Ame­ryce Pół­noc­nej, a w jesz­cze więk­szej mie­rze w Wiel­kiej Bry­ta­nii, matki czę­sto na tym eta­pie usu­wały się z życia synów, aby "zmęż­nieli". (Bry­tyj­skie klasy wyż­sze wysy­łały chłop­ców w tym wieku do szkół z inter­na­tem). Tym­cza­sem, jak tłu­ma­czy Olga Silver­stein w książce The Courage to Raise Good Men7, takie postę­po­wa­nie czę­sto przy­nosi skutki odwrotne do zamie­rzo­nych. Jeśli matka we wcze­snych latach życia syna nagle zupeł­nie się wyco­fuje lub ogra­ni­cza cie­pło i miłość, któ­rymi go dotych­czas ota­czała, dzieje się coś strasz­nego: chło­piec, aby pora­dzić sobie ze smut­kiem i cier­pie­niem, zamyka tę część sie­bie, która go z nią łączyła - wraż­li­wość i czu­łość. Odczu­wa­nie miło­ści staje się dla niego zbyt bole­sne, gdy nie jest ona odwza­jem­niona przez matkę. Taki ktoś w doro­sło­ści będzie miał trud­no­ści z wyra­ża­niem ser­decz­no­ści i czu­ło­ści wobec wła­snej part­nerki lub dzieci. Naj­praw­do­po­dob­niej wyro­śnie na spię­tego i szorst­kiego czło­wieka8. Wszy­scy znamy męż­czyzn (sze­fów, ojców, a nawet mężów), któ­rzy są emo­cjo­nal­nie zamknięci i oschli w kon­tak­tach z innymi. Posta­rajmy się, aby nasi syno­wie się tacy nie stali. Przy­tu­lajmy ich, roz­ma­wiajmy z nimi i słu­chajmy, gdy mówią nam, co czują, bez względu na to, czy mają pięć, dzie­sięć czy pięt­na­ście lat.

PRAK­TYCZNA POMOC

Gdy jesteś samotną matką

Od tysięcy lat samotne matki muszą samo­dziel­nie wycho­wy­wać synów bez wspar­cia męż­czy­zny w domu. I naj­czę­ściej ci chłopcy wyra­stają na porząd­nych ludzi. Pro­szę, zapa­mię­taj to sobie - mamy potra­fią samo­dziel­nie wycho­wać wspa­nia­łych synów.

Od dawna prze­pro­wa­dzam roz­mowy z kobie­tami, które tego doko­nały, pró­bu­jąc odkryć ich tajem­nicę. Te, któ­rym się udało, zawsze powta­rzają to samo: przede wszyst­kim zna­la­zły dla swo­ich chłop­ców dobre wzorce wśród męż­czyzn - zwró­ciły się o pomoc do wujów, przy­ja­ciół, nauczy­cieli, tre­ne­rów spor­to­wych albo ani­ma­to­rów zajęć z mło­dzieżą (wybie­ra­jąc roz­waż­nie, aby nie nara­zić dziecka na ryzyko wyko­rzy­sty­wa­nia sek­su­al­nego). Chło­piec powi­nien "wie­dzieć, jak wygląda porządny męż­czyzna". Jeśli tro­skliwi męż­czyźni są w wystar­cza­ją­cym stop­niu - i przez dosta­tecz­nie długi okres - zaan­ga­żo­wani w wycho­wa­nie chłopca, dają mu to, czego matka sama nie może zapew­nić: męski wzór. Jeden lub dwóch takich męż­czyzn, któ­rzy znają two­jego syna i jego dobro nie jest im obo­jętne, potrafi wiele zmie­nić. (To samo doty­czy rodzin, w któ­rych chłopca wycho­wują dwie mamy. W waszym oto­cze­niu na pewno są męż­czyźni repre­zen­tu­jący wzo­rzec, który chcia­ły­by­ście, aby wasz syn naśla­do­wał. Popro­ście ich, by was wspo­mo­gli).

Czę­ścią tego, co umoż­li­wia samot­nym mat­kom prze­trwa­nie, jest wspar­cie porząd­nych męż­czyzn z ich spo­łecz­no­ści. Jako ojciec zain­te­re­suj się, czy twój syn ma kole­gów, któ­rych ojco­wie są nie­obecni bądź nie anga­żują się w wycho­wa­nie. Roz­waż zapro­sze­nie takiego chłopca, gdy z synem zamier­za­cie wybrać się na kon­cert, plażę czy mecz lub kiedy pla­nu­je­cie wypad na week­end. Jego mama na pewno będzie ci wdzięczna, choć ni­gdy by cię o coś takiego nie popro­siła, nie chcąc się narzu­cać. (Praw­do­po­dob­nie na początku będzie ostrożna, więc nie zaczy­naj od trud­nej dzie­wię­cio­dnio­wej wyprawy na łono natury).

Samotni rodzice potrze­bują sieci kon­tak­tów. Aktywne uczest­nic­two w lokal­nej spo­łecz­no­ści, wspól­no­cie reli­gij­nej, zaję­ciach spor­to­wych lub kołach zain­te­re­so­wań, a także dal­sza rodzina lub po pro­stu wspa­niałe sąsiedz­two, w któ­rym dzieci są kochane i cenione, w natu­ralny spo­sób stają się źró­dłem dobrych wzor­ców do naśla­do­wa­nia. Znajdą się w nich doro­słe osoby, na które chło­pak może w razie koniecz­no­ści liczyć, zwłasz­cza w okre­sie doj­rze­wa­nia.

I jesz­cze jedno. Znani mi samotni rodzice, któ­rym udało się dobrze wycho­wać dzieci, zda­wali sobie sprawę, że muszą być wyro­zu­miali dla sie­bie samych i uni­kać roli wiecz­nych męczen­ni­ków. (Takie zgry­wa­nie "boha­te­rów" jest jak jogurt: po dwóch tygo­dniach robi się kwa­śne!) Samotni rodzice, któ­rzy dobrze wywią­zali się z zada­nia, świa­do­mie pla­no­wali czas na masaż, grę w tenisa, zaję­cia z jogi lub na pole­że­nie sobie przed tele­wi­zo­rem, gdy reszta domow­ni­ków szła spać - i trzy­mali się tych pla­nów dla wła­snego dobra.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Richard Flet­cher, Austra­lian Men and Boys: a Pic­ture of Health?, Depart­ment of Health Stu­dies, Uni­ver­sity of New­ca­stle, 1995. [wróć]

Pokarm matki dostar­cza dziecku skład­ni­ków odżyw­czych sty­mu­lu­ją­cych roz­wój mózgu. Dostępne na rynku mie­szanki są w nie znacz­nie uboż­sze. [wróć]

Angela Phil­lips, The Tro­uble with Boys, Pan­dora, Lon­don 1993. [wróć]

Geral­dine Daw­son, psy­cho­log z Uni­ver­sity of Washing­ton, stwier­dziła, że dzieci wycho­wy­wane przez matki chore na depre­sję mają wyjąt­kowo niski poziom aktyw­no­ści mózgu. Jeśli jed­nak matka pokona depre­sję i oto­czy dziecko inten­sywną opieką, maluch odrobi zale­gło­ści. Dodat­kowo, jeśli matka wyj­dzie z depre­sji, zanim dziecko skoń­czy rok, nie­mowlę wróci cał­ko­wi­cie do rów­no­wagi. Jeżeli tak się nie sta­nie, "smutny mózg" dziecka już się nie zmieni. J.M. Nash, Fer­tile Minds, "Time", 3 lutego 1997. [wróć]

S. Gre­en­span, S. Rolfe, wyniki cyto­wane w Mother­hood, How Sho­uld we Care for our Chil­dren?, A. Manne, Allen and Unwin, 2007. Zaj­rzyj też do Why Love Mat­ters, how Affec­tion Sha­pes a Baby's Brain, S. Ger­hardt, Brun­ner Routledge, New York 2004. [wróć]

Michael Gurian, The Won­der of Boys, Tar­cher/Put­nam, New York 1996. Gurian przy­pi­suje wpły­wowi testo­ste­ronu więk­sze zna­cze­nie niż ja, suge­ru­jąc, że psy­chika chłopca jest w naj­więk­szym stop­niu zdo­mi­no­wana przez ten hor­mon. Popiera kara­nie chłop­ców klap­sami (zupeł­nie nie bio­rąc pod uwagę faktu, że przez to stają się oni jesz­cze bar­dziej agre­sywni). Ale poza tym pre­zen­tuje wiele dobrych pomy­słów i bar­dziej pozy­tywny wize­ru­nek chłop­ców. [wróć]

Olga Silver­stein, Beth Rash­baum, The Courage to Raise Good Men, Pen­guin, Mel­bo­urne 1994. [wróć]

Ten rodzaj socja­li­za­cji męż­czyzn dosko­nale przed­sta­wiony został w wielu fil­mach, na przy­kład w Okru­chach dnia z Antho­nym Hop­kin­sem oraz w Wer­sji Brow­ninga z Alber­tem Fin­neyem. [wróć]