Zdradziecki napad
"Pol III" - patrolowiec norweskiej marynarki wojennej od kilku godzin
płynął wzdłuż brzegów zatoki Oslofjorden.
Był to jeden z owych małych statków handlowych, jakie Norwegowie - po
napadzie Niemiec na Polskę - pospiesznie uzbroili i wcielili do
marynarki wojennej w celu wzmocnienia osłony, liczącej 3400 kilometrów,
swej granicy morskiej i ścisłego zabezpieczenia neutralności Norwegii,
do której rząd i cały naród przywiązywali wielką wagę.
Wokół patrolowca leżała ciemna noc. Dopiero gdy okręt zbliżał się na
odległość kilkudziesięciu metrów do brzegu, spoza unoszącej się nad wodą
mgły wyłaniały się linie skał. Żadne światełko nie rozjaśniało mroku. Od
Lindesnes na południu aż do dalekiego Nordkapu cała Norwegia była
zaciemniona. Wygasły nawet latarnie morskie, wskazujące statkom drogę
wśród stu pięćdziesięciu tysięcy wysp i wysepek tego skalistego,
poszarpanego przez morze wybrzeża.
Dowódca "Pol III", kapitan rezerwy Wedling Olsen, stał na pomoście. Tak
jak i jego okręt poprzednio pracował on w marynarce handlowej. Zmianę w swym życiu przywitał jednak z zadowoleniem. Uważał, iż jest to okazja,
by odpocząć po stałej włóczędze po morzach i zakosztować nieco
spokojniejszego życia. Służba na patrolowcach nadawała się do tego celu
doskonale. Ograniczała się bowiem do kontroli przybrzeżnych wód.
Norwegia od 126 lat nie prowadziła z nikim wojny i obecnie pragnęła
trzymać się jak najdalej od zawieruchy, która ogarnęła Europę. Ten mały
kraj, niemal pozbawiony armii, nie widział dla siebie innej drogi, jak
ścisłe przestrzeganie neutralności1.
Patrol przebiegał spokojnie. Na zaciemnionym okręcie panowała cisza.
Norwegowie nie są z natury rozmowni. Kilkunastu członków załogi,
znających się od wielu miesięcy, zdążyło już sobie przez ten czas
powiedzieć wszystko. Do uszu kapitana Olsena dochodził więc tylko
rytmiczny szum maszyn i plusk fal, rozbijających się o burty.
Ów spokój spowodował, że na chwilę podążył w myślach do swoich
osobistych spraw. Jutro rano, 9 kwietnia 1940 roku, kończyło się 10 lat
jego wspólnego życia z Dagny. Przez ten długi okres była wzorową żoną i matką. Sama ponosiła trudy związane z prowadzeniem gospodarstwa i wychowywaniem małego Olafa. Dopiero ostatnio, gdy objął dowództwo
patrolowca, mogli częściej być razem.
Jeszcze dziś, przy obiedzie, gdy rozmawiali o nadchodzącym jubileuszu,
jej szare oczy błyszczały radością. Wstając od stołu powiedziała:
- Nawet nie wiesz, Welding, jak się cieszę na jutrzejszą uroczystość.
Pomyśl, jaka to ładna rocznica. Dziesięć lat, tyle czasu razem. I tak
nam przecież było dobrze...
Potem zarzuciła mu ramiona na szyję i dodała:
- Pamiętaj, tylko nie spóźnij się. Wszystko jest już przygotowane.
Ładnie by to wyglądało wobec gości, gdyby nagle zabrakło samego
jubilata...
Powodów do spóźnienia nie było żadnych. "Pol III" zbliżał się właśnie do
latarni Lille Faerder. Była to południowa granica jego rejonu
patrolowania. Miał jeszcze tylko skontrolować wody fiordu przed
strzegącą podejścia do Oslo baterią Dröbak i mógł wracać do portu.
Po kilkunastu minutach okręt zgrabnie wykonał zwrot i skierował się z powrotem dziobem na północ. Kapitan Olsen, jakkolwiek nigdy tego nie
robił, postanowił udać się do swej kabiny. Chciał chociaż kilka godzin
odpocząć przed czekającymi go rano uroczystościami. Służbę na ten czas
objął za niego porucznik Romveit.
W kabinie Olsen położył się na koję w ubraniu i natychmiast zasnął
kamiennym snem człowieka zmęczonego ciężką pracą. Obudził go dopiero
nagły dźwięk dzwonka alarmowego. Zerwał się natychmiast na nogi, włożył
pośpiesznie płaszcz nieprzemakalny i kaptur, po czym odruchowo spojrzał
na zegarek. Była godzina 11.45. Okręt musiał zatem znajdować się już w pobliżu baterii Dröbak.
Wąskim korytarzykiem przedostał się na pomost. W świetle lampki zobaczył
pobladłą twarz porucznika Romveita.
- Kapitanie, z prawej burty nierozpoznany zespół okrętów wojennych.
- Zespół okrętów...?
- Tak jest!
Olsen wychylił się przez reling i przyłożył do oczu lornetkę. Noc,
tymczasem, przejaśniła się. Spoza chmur wyjrzał księżyc. W jego świetle
zobaczył ciemne sylwetki słabo odcinające się od wody.
- Jeden, dwa, trzy, cztery... - zaczął liczyć półgłosem.
Na przodzie w ubezpieczeniu zespołu szły niszczyciele. Rozpoznał je po
smukłych kadłubach. Za nimi majaczyła pękata sylwetka kolosa.
- Pancernik albo ciężki krążownik - mruknął przez zęby.
Do jakiegokolwiek państwa należały te okręty, pogwałciły one wody
terytorialne i neutralność Norwegii. "Pol III" był w tej chwili jej
jedyną siłą zbrojną. Musiał wypełnić swój obowiązek. Obce niszczyciele i pancerniki nie mogły przemknąć niepostrzeżone obok baterii Dröbak,
stanowiącej ostatnią zaporę przed Oslo.
Świadomość tego spowodowała, że kapitan Olsen szybko podjął decyzję.
Przechylił się i krzyknął w gardziel rury głosowej:
- Wszyscy na stanowiska!
Kilkanaście par nóg zatupotało w biegu. Potem na okręcie zaległa zupełna
cisza.
- Co pan chce zrobić, kapitanie? - zapytał szeptem Romveit.
Olsen nie odpowiedział. Znów przyłożył lornetkę do oczu. Zobaczył za
nieznanymi okrętami białe smugi spienionej wody, w której przeglądał się
księżyc. Ułatwiło mu to wzięcie namiaru. Obrócił się z powrotem i wydał
rozkaz:
- Strzał ostrzegawczy, odległość 1800 metrów, pociskiem smugowym pal!
Z lufy jedynego na patrolowcu działka wyskoczył czerwony języczek.
Rozległ się huk i noc przeszyła jasna smuga, wdzierając się w wodę na
kilkadziesiąt metrów przed pierwszym okrętem.
W następnych sekundach Olsen myślał tylko o jednym: Czy obcy zespół się
zatrzyma? "Cokolwiek miałoby się stać, "Pol III" podejmie walkę" -
postanowił.
Czekał z oczami przywartymi do szkieł. Sekunda... dwie... trzy... Nagle
z nieznanych okrętów buchnęły snopy reflektorów i zaczęły myszkować po
fiordzie. W ich świetle Olsen zobaczył wyraźnie sylwetkę kolosa. Poznał
ją natychmiast. Był to ciężki krążownik niemiecki "Blücher".
Zanim oślepił go potężny blask, zdołał wziąć jeszcze raz namiar.
- Cel krążownik, odległość 1500 metrów, pociskami przeciwpancernymi -
pal! - podał rozkaz, dziwiąc się sam, że ma tak spokojny głos.
Zanim jednak działko "Pol III" zdołało się odezwać, od skał fiordu odbił
się tysięcznym echem potężny huk. Obok patrolowca trysnął w powietrze
olbrzymi słup wody.
W ciągu następnych kilku minut "Pol III" zdołał wystrzelić w stronę
niemieckiego krążownika kilkanaście pocisków. Potem nakryła go pierwsza
salwa. Ile ich padło później, Olsen nie pamiętał. Gdy otworzył powtórnie
oczy, zobaczył, że okręt przechylony na burtę zanurza się coraz głębiej
w wodę fiordu.
Przez chwilę leżał nieruchomo. W okolicach brzucha czuł dotkliwy ból.
Był ranny.
Ostrożnie, aby nie urazić rany, przeczołgał się kilka metrów dalej, po
czym jeszcze raz spojrzał na fiord. Zespół niemiecki był tuż obok.
"Nie wezmą mnie żywcem" - pomyślał. Resztką sił dźwignął się na kolana,
wsparł rękami o reling i runął za burtę...
Gdy wypłynął na powierzchnię, dojrzał wplecione w niebo nad fiordem
gwiazdy. Błyszczały cicho i spokojnie jak oczy Dagny. Nagle noc
rozjaśnił blask ognia, a ciszę przerwał huk dział. Obrócił głowę w tamtą
stronę. Bateria Dröbak strzelała ze wszystkich luf w stronę niemieckich
okrętów. Otworzył szeroko usta i chciwie wchłonął wodę. Zadanie "Pol
III" zostało wykonane...
W chwili, gdy kapitan Welding Olsen ginął razem z załogą patrolowca "Pol
III", agresja niemiecka na neutralną Norwegię była już w pełnym toku.
Pokojowo nastawiony naród, który nigdy nie dążył do wojny, stał się
drugą z kolei po napaści na Polskę ofiarą niemieckiego imperializmu.
Zasadniczym powodem napadu Niemiec na mały, biedny i niemal bezbronny
kraj fiordów był problem importu szwedzkiej wysokowartościowej rudy
żelaznej oraz zamiar przekształcenia portów norweskich w bazy okrętów
podwodnych, z których mogłyby one działać na Oceanie Atlantyckim.
Do roku 1938 Niemcy importowały ze Szwecji przeciętnie 22 miliony ton
rudy żelaznej, bez której nie mogły obejść się huty Westfalii i Śląska
oraz cały potężny przemysł zbrojeniowy. Po wybuchu wojny, na skutek
blokady wybrzeży niemieckich przez flotę angielską, import ten zmalał
blisko o połowę, tak że w 1939 roku dotarło do Niemiec tylko 9 milionów
ton. Przewoziły je w lecie statki niemieckie ze szwedzkiego portu Lulea
położonego nad Zatoką Botnicką, a gdy ów w zimie był zamknięty przez
lody, z Narviku połączonego linią kolejową z kopalniami szwedzkimi w Kirunie i Gällivure.
Flota brytyjska, rozporządzająca znaczną przewagą sił na Morzu
Północnym, mogła łatwo odciąć import rudy płynącej z Narviku. Na
przeszkodzie temu stała jednak skomplikowana linia wybrzeża norweskiego,
która umożliwiała statkom niemieckim poruszanie się wyłącznie po wodach
terytorialnych Norwegii.
W tej sytuacji nie obeszło się oczywiście bez starć zbrojnych,
jakkolwiek Anglicy starali się unikać ich, aby nie zrażać przychylnych
sobie krajów skandynawskich. W czasie jednego z poważniejszych tego
rodzaju starć Anglicy zdołali uwolnić 299 marynarzy brytyjskich,
uwięzionych na niemieckim motorowcu "Altmark", który towarzyszył
pancernikowi "Graf Spee" w jego pirackich wyprawach na Atlantyk.
Wytropiony przez RAF statek więzienie schronił się w fiordzie, do
którego wpłynął za nim niszczyciel angielski "Cossack", po czym,
przybiwszy do burty, zdobył go abordażem2.
Tak zwany incydent z "Altmarkiem" posłużył Niemcom jako pretekst do
napadu na Norwegię, jakkolwiek zamierzenia i przygotowania do niego
podjęte zostały znacznie wcześniej.
Niemcy interesowali się Norwegią i komunikacją morską z Narvikiem od
samego początku wojny. Już w pierwszych dniach października 1939 roku
admirał Raeder zwrócił uwagę Hitlera na doniosłe znaczenie baz
norweskich.
Równocześnie Kriegsmarine i Wehrmacht zaczęły planować inwazję.
Przewidziano ją początkowo na 20 marca 1940 roku, lecz przełożono ze
względów meteorologicznych na początek kwietnia. Podczas odprawy
dowódców marynarki wojennej, lotnictwa i sił lądowych 26 marca Hitler
wyznaczył datę 7 kwietnia, a 2 kwietnia przesunął ją, pragnąc umożliwić
jeszcze dokładniejsze przygotowanie, na świt dnia 9 kwietnia.
Podstawą planu niemieckiego było zaskoczenie. Hitler zdawał sobie
sprawę, że powodzenie operacji, wobec przewagi Anglików na morzu,
możliwe jest jedynie przy silnym wsparciu Luftwaffe. Warunkiem tego było
zaś błyskawiczne zajęcie portów i lotnisk norweskich.
Z tej przyczyny przygotowania wojskowe były prowadzone przez Niemców w najgłębszej tajemnicy. Celowo rozgłaszano, prawdopodobne zresztą
wiadomości, że Wehrmacht zamierza przyjść z pomocą Finlandii, która w tym czasie, broniła się przed agresją Związku Radzieckiego. Dlatego też
oddziały przeznaczone do zajęcia południowej Norwegii i stanowiące 90%
sił biorących udział w napadzie zostały zaokrętowane w portach Morza
Bałtyckiego, przeważnie w Szczecinie, a nie Morza Północnego, skąd miały
znacznie bliżej. Wyjątek stanowiły jedynie doborowe jednostki górskie
pod dowództwem generała Dietla, które miały za zadanie opanować Narvik i linię kolejową łączącą go ze szwedzkimi kopalniami rudy żelaznej.
Załadowano je w Bremie na statki zamaskowane jako węglowce.
Plan inwazji przewidywał użycie sześciu dywizji piechoty pod dowództwem
odpowiedzialnego za całość operacji generała von Falkenhorsta, około 800
samolotów bojowych i 200 transportowych oraz niemal wszystkich sił
morskich, jakimi Niemcy wówczas rozporządzały.
6 kwietnia 1940 roku admirał Raeder wydał niemieckiej flocie rozkazy
operacyjne, polecając jej przystąpić do akcji nazwanej kryptonimem
"Wesserübung", którego prawdziwe znaczenie znali tylko nieliczni
wtajemniczeni.
Flota inwazyjna została podzielona na sześć następujących zespołów:
- Zespół "Narvik" w składzie: 10 niszczycieli pod dowództwem komandora
Bonte oraz 2000 strzelców alpejskich pod dowództwem generała Dietla.
Osłonę stanowiły okręty liniowe "Gneisenau" i "Scharnhorst"**.
- Zespół "Trondheim" w składzie: ciężki krążownik "Hipper" i 4
niszczyciele pod dowództwem komandora Heye oraz 1700 żołnierzy
Wehrmachtu.
- Zespół "Bergen" w składzie: lekkie krążowniki "Köln" i "Königsberg",
okręt artyleryjski "Bremse", 2 niszczyciele i flotylla kutrów
torpedowych pod dowództwem kontradmirała Schmindta oraz 1900 żołnierzy
Wehrmachtu.
- Zespół "Kristiansand" w składzie: lekki krążownik "Karlsruhe, 3
niszczyciele i flotylla kutrów torpedowych pod dowództwem komandora Rive
oraz 1100 żołnierzy Wehrmachtu.
- Zespół "Oslo" w składzie: pancernik "kieszonkowy" "Lützow", ciężki
krążownik "Blücher", lekki krążownik "Emden", 3 niszczyciele, flotylla
trałowców i okręty pomocnicze pod dowództwem kontradmirała Kumetza oraz
2000 żołnierzy, blisko 1000 gestapowców i urzędników administracji
niemieckiej.
- Zespół okrętów podwodnych, w składzie 28 jednostek, patrolujący
przestrzenie od Narviku do Wysp Szetlandzkich oraz okolice cieśniny
Skagerrak.
Do powyższych sił dochodziły cztery dalsze zespoły utworzone celem
zajęcia zabezpieczających komunikację z Norwegią portów duńskich Nyborg,
Korsör, Kopenhaga, Middelfart i Esbjerg.
Dla zaopatrzenia pierwszych grup uderzeniowych przez okręty wojenne w ciężką broń i amunicję Raeder utworzył specjalny zespół w składzie 7
statków o łącznym tonażu 48 692 BRT. Dalsze 38 statków miało przewieźć,
w dwóch rzutach, początkowo 18 000, a później 40 000 żołnierzy.
Najpoważniejsze zazadanie przypadało zespołowi pierwszemu, w którego
skład wchodziły okręty liniowe "Scharnhorst" i "Gneisenau" dowodzone
przez wiceadmirała Lütjensa. Miały one osłonić całość operacji, w tym
celu dokonać wypadu na Ocean Arktyczny, aby odciągnąć od wybrzeży
norweskich główne siły floty brytyjskiej, a następnie ubezpieczyć powrót
reszty okrętów niemieckich do portów macierzystych.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki