Wybrałam Allaha Polki, które przeszły na islam - Danuta Awolusi

Kup ebooka

39.99 zł
35.99 zł (23,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
 
 
DEBIUTANTKA W MECZECIE

Przed pierwszą wizytą starannie dobieram strój. Muzułmanki nie odsłaniają ciała, a w meczecie ta zasada wydaje mi się szczególnie ważna, również dla mnie - niemuzułmanki. Wkładam długą, przewiewną sukienkę za kostki, do tego cienką bluzę z długim rękawem - jest czerwiec.

Dojeżdżam na Wilanów, pod jeden z dwóch warszawskich meczetów. Niegdyś był willą, która w 1993 roku została zaadaptowana na dom modlitwy. Ceglasta fasada z charakterystycznymi łukami, które zwężają się u góry, sprawia, że meczet rzuca się w oczy, ale gdyby stał w kraju muzułmańskim, również wydałby się nietypowy - nie ma minaretu, czyli zwyczajowej wieży, z której muezzini pięć razy dziennie nawołują wiernych na modlitwę.

Bywało, że warszawskie meczety wzbudzały kontrowersje.

Portal RadioMaryja.pl miał "islamistom" za złe, że postawili swój meczet zaledwie kilkaset metrów od Świątyni Opatrzności Bożej[1]. "Nasz Dziennik" oceniał, że meczet powstający za pieniądze sponsora z Arabii Saudyjskiej to "wyprzedaż za duże arabskie pieniądze polskiej i chrześcijańskiej tożsamości"[2]. Wszechpolacy demonstrowali z transparentami przeciwko szariatowi, a czytelnicy jednego z katolicko-narodowych portali mieli plan, aby zakopać na działce martwą świnię i w ten sposób zablokować budowę.

"Zgoda władz Warszawy na wybudowanie meczetu to nie tylko polityczna poprawność i naiwna ignorancja, ale coś dużo gorszego. To dosłownie wyprzedaż za duże arabskie pieniądze polskiej i chrześcijańskiej tożsamości" - grzmiał znów serwis Radia Maryja[3].

A jednak obydwa meczety spokojnie sobie stoją i dobrze funkcjonują, spowszedniały warszawiakom. Wiele osób nie ma nawet zielonego pojęcia, że w stolicy znajdują się muzułmańskie domy modlitwy i spotkań.

Brama jest otwarta. Na ścianie w podwórzu widzę napis "Wejście dla kobiet". Drzwi dla mężczyzn znajdują się nieco dalej. Wchodzę do przedsionka i od razu zasłaniam włosy. Nie muszę tego robić, ale planuję spędzić tu wiele godzin i chcę okazać dziewczynom szacunek.

Buty kładę na regale, bo do meczetu wchodzi się boso lub w samych skarpetkach. Przekraczam próg dużej, pozbawionej mebli sali, której podłoga wyłożona jest grubym, bordowym dywanem we wzory. Z sufitu zwisają ozdobne żyrandole, a na ścianie wisi wizerunek pozłacanego Koranu.

Jestem jedną z pierwszych. Agnieszka, organizatorka tego wydarzenia (a dziś, wiele miesięcy później, okładkowa bohaterka tej książki) wita mnie szerokim uśmiechem.

- Cieszę się, że zobaczę siostry - mówi, bo we wspólnotach islamskich wierzące kobiety nazywane są siostrami, a mężczyźni braćmi.

Powoli schodzą się pozostałe dziewczyny. Niektóre mają na sobie długie, wzorzyste sukienki z pełnym rękawem, a inne - abaje, zwiewne szaty, które całkowicie maskują kształt ciała. Każda z nich nosi chustę.

Nie we wszystkich muzułmańskich krajach kobiety zasłaniają włosy. A jeśli zasłaniają, mają z czego wybierać.

Najwięcej kontrowersji wzbudza burka, zakrywająca ciało całkowicie, łącznie z oczami.

Nikab odsłania jedynie oczy. W meczecie jest kilka dziewczyn w nikabach. Nos i usta zasłaniają w miejscach publicznych i tam, gdzie przebywają obcy mężczyźni. W domu, wśród rodziny, ubierają się inaczej i mogą odsłaniać włosy.

Czador jest obszerną chustą, którą trzeba przytrzymywać rękami.

Chimar kończy się nad talią.

Al-amira zakrywa dodatkowo również ramiona.

Chusta, która zasłania większość ciała, a szczególnie włosy, część czoła, szyję i dekolt, to hidżab. Hidżab, szerzej, oznacza "zasłonę". Jedna z dziewczyn w meczecie ma specjalnie uszyty wariant hidżabu, którego nie trzeba przypinać szpilkami.

- Skąd wzięłaś coś takiego? - pyta któraś z sióstr.

- Jak to skąd? Z AliExpress! - Kobieta wybucha porozumiewawczym śmiechem.

W meczecie siada się na podłodze - nie ma tu krzeseł ani stołów. To moment na integrację. Pijemy kawę i podjadamy ciastka - ja i konwertytki. Tak mówi się o osobach, które zmieniły wiarę. Jak słyszałam w ich rozmowach, one same używają tego określenia.

Niektóre dziewczyny znają się od lat, inne są na zjeździe po raz pierwszy. Przyjechały z całego kraju - wyłącznie Polki, bo zajęcia prowadzone są po polsku. Później pojawiają się jednak dwie anglojęzyczne muzułmanki.

- Najbardziej lubię, jak ludzie zaczynają mnie żałować. Jaka to ja jestem biedna, uciemiężona, jak to mąż kazał mi chodzić w tych ciuchach - śmieje się jedna z dziewczyn w nikabie. - Mówią mi to, kiedy pcham wózek z dwójką dzieci. I nikt nie pomoże, a to z tym wózkiem mi ciężko. Z niczym innym.

Pozostałe kiwają głowami. Codziennie poddawane są ocenie, bo ubierają się inaczej i zakrywają ciało.

Wiele osób jest przekonanych, że polskie konwertytki wybierają islam ze względu na męża, ale nic bardziej mylnego. Jak przekonują mnie bohaterki tej książki - to rzadkość. Większość kobiet najpierw zmienia religię, a dopiero później, czasem po latach, wychodzi za mąż.

Podczas zlotu poznaję kilkadziesiąt kobiet w różnym wieku. Najmłodsze wydają się nastolatkami, najstarsza jest seniorką. Niektóre przyjęły islam całkiem niedawno, a inne przeżyły w nim większość swojego życia.

Ulicami Warszawy, w centrum miasta, maszeruje właśnie Parada Równości, a my, na odległym Wilanowie, rozmawiamy i słuchamy wykładów.

Pierwsza gościni - Katarzyna Górak-Sosnowska, pracownica naukowa ze stopniem doktora habilitowanego - opowiada, jak islam przedstawiany jest w polskich szkołach. Choć nie jest muzułmanką, i tak oburza ją zniekształcony i negatywny obraz w polskich podręcznikach, przy pomocy których wiele dzieci po raz pierwszy styka się z religią inną niż katolicyzm. Objawienia Muhammada przedstawia się jako "wizje". Dziewczyny zgodnie przyznają, że wizja to coś, co można łatwo podważyć, uznać za urojenie.

- Wyobraźmy sobie podręcznik w jakimś niechrześcijańskim kraju, z którego wynika, że Jezus miał WIZJĘ, że jest Synem Bożym. Wizje to mogę mieć po środkach odurzających! Myślę, że warto przyjąć perspektywę osób, których dana sprawa dotyczy, czyli choćby to, że dla muzułmanów Mahomet jest prorokiem - dodaje prowadząca.

Rozmowy, wykłady. Potem - wezwanie do modlitwy i modlitwa.

Muzułmanie modlą się pięć razy dziennie, zawsze z twarzą zwróconą w kierunku Al-Kaby w Mekce. To jedna z pięciu powinności, które musi spełnić osoba wierząca. Pozostałe to wiara w jednego Boga, jałmużna, post w czasie ramadanu oraz pielgrzymka do Mekki.

Cała reszta to, jak opowiadają bohaterki tej książki, wybór i wolna wola. Oczywiście nakazów pochodzących od Boga jest w Koranie więcej, na przykład nakaz bycia dobrym człowiekiem, opiekowania się sierotami, wybaczania, ale to indywidualna sprawa, czy ktoś im się podda. Z decyzji przyjdzie rozliczyć się później z Allahem.

* * *

Zajęcia w meczecie trwają do późnego wieczora, ale ja muszę wyjść wcześniej. Tak się składa, że na przystanek idą ze mną dwie kobiety, których nie zdążyłam poinformować, że nie jestem muzułmanką. Strasznie głupio mi tak nagle zdjąć chustę i odsłonić włosy - nie chcę wyjść na przebierańca. A warunki są niesprzyjające, robi się bardzo gorąco i duszno, słońce pali. Jest mi coraz goręcej - chusta, którą mam na głowie, nie jest odpowiednia do letnich temperatur.

Na przystanku spotykamy wykładowcę, który opowiadał o tysiącletniej historii islamu na terenie Rzeczypospolitej. To Polak, który kilkanaście lat temu także przeszedł na islam. Sądzi, że jestem jedną z sióstr, i tak właśnie się do mnie zwraca.

Wsiadamy do autobusu, on dźwiga rower i siatki z zakupami. W końcu dziewczyny wysiadają, ale wykładowca jedzie ze mną jeszcze kilka przystanków. Pomagam mu wysiąść, bo zrobiło się tłoczno. W centrum Warszawy kotłują się turyści i osoby, które właśnie wracają z Parady Równości.

- Siostra jest silna, ale da mi już te moje siatki. - Wyciąga ręce i wiesza reklamówki na rowerze.

Nie jestem w stanie dłużej wytrzymać.

- Wie pan co, muszę sprostować. Nie jestem muzułmanką - rzucam i z największą ulgą odsłaniam włosy. Nagle dociera do mnie, jak wielu emocji doświadczyłam tego dnia. Gdy świeże powietrze dociera do skóry mojej głowy, nerwy zaczynają puszczać. Jestem wykończona.

Wykładowca uśmiecha się życzliwie i wyraźnie rozluźnia. Wiele razy powtarzał, że prelekcja jest dla niego stresująca i zależało mu, by siostry dobrze wszystko zrozumiały. Ja jednak nie jestem siostrą. Przy mnie można nawet przekląć. I przestaje obowiązywać izolacja płci.

Opowiadam o moim projekcie, książce o polskich muzułmankach, pomysł mu się podoba.

- Wie pani, konwertytki to bardzo znienawidzona grupa społeczna. Przelewa się na nie całą mizoginię. Straszne to jest - komentuje.

* * *

W lipcową niedzielę wkładam długą, kwiecistą sukienkę, która idealnie zakrywa nawet palce stóp. Do plecaka pakuję bluzę i chustę. Mój stres, czy odpowiednio dobrałam strój i czy nie będę się zbytnio wyróżniać, jest o wiele mniejszy.

To będzie moja druga wizyta w meczecie na warszawskim Wilanowie. Tym razem jadę na dzień otwarty, właściwie każdy z ulicy może wpaść. Muzułmanki zapraszają swoje niemuzułmańskie rodziny. To dla nich ważne, bo większość marzy o tym, by bliscy przyjęli islam.

Od razu dostrzegam, że kręci się tu wielu mężczyzn, głównie obcokrajowców. Przyszli posłuchać albo po prostu się pomodlić.

Mają na sobie bawełniane koszulki z krótkim rękawem, spodnie, czasem spodenki, choć sięgające do kolan. Nie odróżniłabym ich od przechodniów na ulicy.

Za to kobiety noszą abaje, hidżaby spływające na ramiona i całą klatkę piersiową niczym zakonny welon. Otoczona nimi ulegam wrażeniu, jakbym wyjechała do innego kraju. A przecież rozmawiamy po polsku.

Obecne w meczecie konwertytki znają nawzajem swoje imiona, witają się serdecznie, właściwie żadna nie jest obca. Nawet ja zostałam w jakiś sposób włączona do ich kręgu, choć spotykamy się dopiero drugi raz. Widać, że dziewczyny mają potrzebę, by co jakiś czas pobyć wśród swoich. Rozmawiają o wszystkim.

- Postanowiłam pomalować ogrodzenie na wsi pod Warszawą, oczywiście w moim roboczym hidżabie. Córki też były w hidżabach. Maluję przęsła, mijają nas sąsiedzi. "O, zobaczcie, muzułmanki ogrodniczki", słyszę. Jesteśmy prawdziwą sensacją.

- Ja na mojej wsi nie zakładam hidżabu. Ostatnio zaczęłam coś przebąkiwać, że bym chciała, ale dzieci ostro się sprzeciwiły. I tak się wyróżniają z powodu ciemniejszej skóry. Nie chcą, żeby matka jeszcze bardziej zwracała na siebie uwagę.

- Europejki myślą, że są wolne. Guzik prawda. Wolne to są muzułmanki, bo one nie muszą pracować. Mogą, ale nie muszą. Mąż ma utrzymywać rodzinę. A ja sama wychowuję dzieci. Tyram po dziesięć godzin. Mam dosyć. To ma być ten przywilej dla mnie? Pięćset plus i codzienna harówka? Uwierz mi, kobiety w muzułmańskich krajach mają o wiele lepiej ode mnie.

- Kiedyś mój syn przyszedł do mnie z płaczem, bo na lekcji rozmawiali o islamie. Mówił, że wszystko było przedstawione bardzo negatywnie i inaczej, niż ja mu opowiadałam - wspomina jedna z kobiet na sali. Dziecku powiedziała, by nie brało słów nauczycielki do siebie. Wytłumaczyła mu także, że Jezus pojawia się w wielu religiach i jest w nich przedstawiany w różny sposób. Przykładowo, w islamie jest nie Bogiem, lecz prorokiem.

- Za to ja nie mam żadnych problemów. W Pruszkowie jest sporo muzułmanów. W ogóle nie mam wrażenia, żeby postrzegano nas negatywnie. Jestem wręcz zdziwiona, że jest jakaś islamofobia. No może poza tym, że ludzie wciąż gadają o tym uciśnieniu kobiet. Że niby hidżab to jakiś problem. Skąd taki wniosek? Koleżanki z pracy ciągle się dziwią, mówią: po co to zakładać? A ja się pytam: a jak wy wychodzicie na zewnątrz, to nago, czy jednak w ubraniu? No właśnie. Bo każdy nosi to, co jest dla niego ważne. W co wierzy. Co sprawia, że wpisuje się w jakieś normy! Więc zamiast mnie oceniać, wmawiać mi, że nie jestem wolną kobietą, dowiedz się najpierw, kim jestem i w co wierzę - mówi jedna z kobiet, po czym mierzy mnie uważnym spojrzeniem. Jej twarz rozjaśnia uśmiech. - Ale ty to wyglądasz jak rasowa muzułmanka, wiesz?

* * *

Czekamy na wykład. W końcu na środek wychodzi młody mężczyzna, Polak. Proponuje, by kobiety poszły na prawą stronę, mężczyźni na lewą. Nawet nie musiałby tego mówić, ten podział wygenerował się już wcześniej, bo większość polskich konwertytek mocno stroni od obcych mężczyzn. Dla niektórych męskie towarzystwo jest naprawdę dużym dyskomfortem.

Moją uwagę przykuwa imam. Ze względu na strój trudno go pomylić z kimkolwiek innym. Ma na sobie bawełnianą koszulę, która sięga niemal do kostek, oraz materiałowe spodnie. Wszystko w kolorze śnieżnej bieli, nawet skarpetki. Jego głowę zdobi charakterystyczna okrągła czapka. Powagi dodaje mu półdługa posiwiała broda. Dla muzułmanów imam jest duchowym przewodnikiem, doradcą, osobą zarządzającą sprawami meczetu. Imam biegle zna Koran i wie, jak go interpretować, w razie potrzeby daje odpowiedź na każde pytanie. Ponieważ w islamie każda sfera życia podlega religii, można powiedzieć, że jest on specjalistą od wszystkiego.

Nie oznacza to jednak, że ma prawo oceniać innych lub coś komuś nakazywać. Podpowiada rozwiązania, ale nie może niczego narzucać, do niczego zmuszać. Każdy muzułmanin jest obdarzony wolną wolą i może żyć według własnych upodobań.

Ostatecznie tylko Allah wie, co jest najlepsze.

Do meczetu przyszło kilkoro niemuzułmanów. To najczęściej znajomi lub członkowie rodzin. Pojawiają się więc pytania:

- Dlaczego wyznawcy islamu nie mogą jeść wieprzowiny?

- Bo to nieczyste mięso. Świnia potrafi zjadać odpadki, nawet własne odpady - odpowiada imam.

- Odchody - poprawia go ktoś z sali.

- Odchody - potwierdza, bo choć polszczyzną włada z imponującą biegłością, zdarzają się drobne wpadki.

Jedna z muzułmanek podejmuje dyskusję o psach - to zwierzęta, które nie są szczególnie pożądane w muzułmańskim domu, uważa się je za nieczyste. Dom jest miejscem modlitwy, nie powinno więc być w nim dla nich miejsca.

- Co zrobić, jak się już psy ma, a przechodzi się na islam? - pada pytanie.

- Albo co zrobić, jeśli dziecko chce psa?

- Pójść do imama. On doradzi - odpowiada któraś z dziewczyn.

- Ale co doradzi?

- Żeby się psem zaopiekować, jeśli już jest. W islamie żadne zwierzę nie może cierpieć z powodu złego traktowania przez człowieka.

* * *

Po wykładzie i poczęstunku pora na modlitwę. Trwa kilka minut, kobiety ustawiają się blisko ściany, twarzą w kierunku Mekki. Te, które się nie modlą z powodu menstruacji, zwalniającej je z tego obowiązku, rozmawiają ze sobą szeptem.

Ponownie jest z nami Agnieszka, która w tamtym momencie wydała właśnie swój e-book Bismillimach i do przodu. Dziewczyny chwalą tekst i dzielą się wrażeniami z lektury. Zachwycają się także jej strojem, bo trzeba przyznać, że Agnieszka potrafi wyszperać perełki. Tym razem ma na sobie długą dresową tunikę w kolorze orzechowego brązu. Sportową elegancję podkreśla złota nerka w pasie, biżuteria i bawełniany hidżab.

Jak same przyznają, nikt nie pisze o polskich muzułmankach lepiej niż one same.

- Danusia, a ty kiedy? - zwraca się do mnie z szerokim uśmiechem Agnieszka.

- Co kiedy? - odpowiadam niewinnym tonem i szczerzę zęby.

- No, kiedy konwertujesz?

 
 
MAHR
 

Obowiązkowa darowizna, którą mężczyzna przekazuje kobiecie w momencie zawarcia małżeństwa, formalny element umowy małżeńskiej w islamie. Mogą ją stanowić pieniądze, biżuteria czy nieruchomości. Jeśli mahr nie zostanie określony albo nie zostanie zaakceptowany przez kobietę, ślub jest uznawany za nieważny. Jego wartość różni się w zależności od sytuacji ekonomicznej przyszłych małżonków lub przyjętych w kulturze danego kraju zwyczajów. Jego wysokość powinna być ustalona i potwierdzona przez obie strony. W przypadku rozwodu lub śmierci męża mahr staje się własnością kobiety i ma jej zapewnić bezpieczeństwo finansowe.

 
 

NAZYWAM SIĘ: Karolina.

WIEK: 23 lata.

POCHODZĘ Z: Podkarpacia.

W BYCIU POLKĄ LUBIĘ...: nasz język, naszą kulturę, jedzenie.

NA ISLAM KONWERTOWAŁAM: 9 lat temu.

NA GŁOWIE NOSZĘ: hidżab, ale nie codziennie.

O TYM, ŻE KONWERTOWAŁAM...: nie powiedziałam nikomu przez 9 lat.

MÓJ SEKRET: Z początku, gdy modliłam się w pokoju, kładłam na podłodze kolczyk, gdyby ktoś nagle wszedł i spytał, czemu klęczę na podłodze.

ZANIM KONWERTOWAŁAM, NIGDY BYM NIE POMYŚLAŁA, ŻE...: chciałabym pojechać do Arabii Saudyjskiej. Kiedyś to było dla mnie nie do pomyślenia.

W REAKCJACH LUDZI WCIĄŻ DZIWI MNIE: pozytywne podejście do mojej konwersji. Spodziewałam się negatywnych reakcji.

CZASAMI BRAKUJE MI...: swobody czasowej, bez konieczności ustalania porządku dnia pod pory modlitw. Zwłaszcza zimą, gdy dzień jest krótszy.

 
 
NORMALNIE, PO EGIPSKU

Muszę wam coś powiedzieć - oświadcza z ekscytacją siedząca obok mnie w meczecie dziewczyna. Ma piękny uśmiech, duże brązowe oczy okolone siateczką czarnych, wyrazistych rzęs, ciemną karnację. Zapewne często słyszy, że wygląda jak cudzoziemka. Nakrycie głowy i luźny strój, czyli spodnie i bawełniana koszula, pasują do niej idealnie.

- Po naszym ostatnim zlocie poczułam siłę - mówi. - I w końcu powiedziałam mamie, że jestem muzułmanką. Po dziewięciu latach.

- Jak zareagowała?! - pytamy niemal chórem.

Karolina śmieje się z zadowoleniem. Widać, że jest z siebie dumna.

- Nawet dobrze. Ale codziennie modli się, żebym się nawróciła. Uznała, że zadziałały na mnie jakieś złe siły. Że coś się stało.

Od tego momentu historię Karoliny będę śledzić przez wiele miesięcy.

ODCIĄGNIJ MNIE, JEŚLI TO ZŁE

Przez dziewięć lat ani mamie, ani żadnej z przyjaciółek nie zdradziła, że jest muzułmanką. Dlaczego? Nie potrafi wyjaśnić.

- Chciałam spokoju. Bez pytań, bez patrzenia na mnie, że jestem inna, "trochę dziwna". Nie chciałam się tłumaczyć. Teraz, kiedy powiedziałam mamie, to jest mi trochę przykro, że nie zdobyłam się na to wyznanie wcześniej.

To Karolina, dwudziestotrzyletnia studentka kierunku medycznego. Jej zdaniem na Podkarpaciu, skąd pochodzi, katolickie wartości i tradycje są bardzo mocno zakorzenione. Kontaktów w muzułmańskiej społeczności szukała w sieci.

- Jak każda nastolatka z pokolenia Z wszystkie informacje czerpałam z mediów społecznościowych - śmieje się. - Gdy miałam czternaście lat, na portalu Ask.fm poznałam Polkę muzułmankę. Algorytm zaczął mi podsyłać więcej konwertytek. Z ciekawości zaczęłam je obserwować, czytać ich wypowiedzi. I zadawałam pytania, takie, jakie każdy by zadawał. Na przykład dlaczego w islamie można mieć cztery żony? Dlaczego można je bić?

- I co ci na to odpowiadały?

- To samo, co ja powiedziałabym dzisiaj tobie. Że to nie ma nic wspólnego z religią. Tylko z ludźmi. W Polsce mężczyźni także biją kobiety, prawda?

Karolina pochodzi z wyjątkowo religijnej rodziny. Śpiewała w scholi, na mszy była w każdą niedzielę, i nie tylko. Przed pójściem do szkoły lubiła wpaść na chwilę do świątyni, by się pomodlić. Kiedy islam pojawił się w jej życiu, ale nadal jeszcze była praktykującą katoliczką, prosiła Boga, by ułatwił sprawę.

- Poszłam kiedyś na mszę w niedzielę i padłam na klęczki. Powiedziałam: "Jeśli to jest dobre, pozwól mi pójść tą drogą, a jeśli to jest złe, to mnie odciągnij".

Islam przekonał ją swoją prostotą i racjonalnością.

- Podoba mi się, że islam podaje wskazówki dotyczące nawet przyziemnych rzeczy, jest taką pełną religią.

- A czym dla ciebie jest ta pełna religia?

- Konwertowałam bardzo młodo. Islam regulował to, że nie piję alkoholu. Uniknęłam więc tego doświadczenia, które wcale mi się nie podoba, bo pamiętam moje koleżanki z liceum, które upijały się na imprezach. Innym przykładem jest randkowanie. W islamie mężczyźni i kobiety nie mogą randkować, więc uniknęłam wielu łez, złamanego serca i dram. Niektórym islam wydaje się restrykcyjny. Na przykład to, że mamy się podmywać lewą ręką, a jeść prawą. A dla mnie to bardzo logiczne, mamy zasady od Boga, które pokazują najlepszą drogę. Masz wytyczoną ścieżkę, a czy to wykorzystasz, to twój wybór. Uznaję, że skoro Bóg zesłał nas na ziemię, to dlaczego nie miałby kierować naszym życiem?

SZAHADA ONLINE I KOLCZYK NA DYWANIE

Z czasem fascynacja islamem przerodziła się w coś poważniejszego. Karolina przekopywała sieć w poszukiwaniu informacji. Koran w polskim tłumaczeniu wydawał jej się toporny, więc czytała wersety po angielsku. Oglądała filmy na YouTubie tworzone przez muzułmanów.

- Czy jest coś, co wspominasz jako szczególny powód do przyjęcia islamu?

Karolina uśmiecha się i wzdycha.

- Pytał mnie o to kiedyś imam. Nie mam odpowiedzi pełnej. Po prostu czytałam, poczułam to...

- Ale dlaczego nie religia katolicka?

- Bo mi się w niej wiele rzeczy nie podoba, na przykład kult świętych. Nigdy nie rozumiałam Trójcy Świętej. W islamie jest tylko Allah, wszystko jest jasne.

Po mniej więcej sześciu miesiącach zgłębiania wiedzy o islamie wiedziała, że przyjmie go jako swoją religię. Jak na nastolatkę żyjącą w cyfrowym świecie przystało, bez trudu poradziła sobie z szahadą, czyli muzułmańskim wyznaniem wiary. Napisała ją online, w swoim pokoju, na swoim laptopie, w obecności dwóch męskich świadków, którzy połączyli się zdalnie.

- No i oto jestem! - oświadcza mi z uśmiechem.

Choć konwersja poszła gładko, Karolina i tak uległa panice. Bała się, że może nagle przestanie czuć to, co tak ją napędzało. Odcięła się na tydzień od materiałów dotyczących islamu, by przekonać się, czy moc przyciągania dalej działa. Okazało się, że jak najbardziej.

- Na samym początku się przestraszyłam. Pomyślałam: jak mam się modlić pięć razy dziennie? Jak mam pościć? Jak mam jechać na jakąś pielgrzymkę do Arabii Saudyjskiej? To dla mnie za dużo. Ale później zaczęłam się uspokajać. Przecież nie wszystko muszę zrobić od razu. Trzeba się oswoić, dać sobie czas. A zgłębianie religii było dla mnie superciekawe. Wszystko znalazłam w internecie.

W domu jej przemiana nie wzbudzała podejrzeń. Karolina islam praktykowała w ukryciu, wciąż jednak chodziła do kościoła.

- To dla mojej mamy było bardzo ważne. Zawsze wysyłała nas w niedzielę i święta na mszę. Ale ja po prostu siadałam gdzieś w przedsionku i tyle. No i nie musiałam przyjmować komunii.

Tylko brat zauważył, że coś się dzieje. Dzielili się laptopem, więc pewnego razu odkrył w historii przeglądanych stron te związane z islamem.

- Zaczął mi później dokuczać. Na przykład mówił: "Zjedz schabowego" - wspomina ze śmiechem. - Ale ja od siódmego roku życia i tak jestem wegetarianką.

Gdy matka Karoliny zwróciła uwagę, że córka nie je nic przez cały dzień, zaczęła zmuszać ją do posiłków. Nie miała pojęcia, że jest ramadan i chodzi o post.

Poza tą niedogodnością życie kryptomuzułmanki w katolickim domu wcale nie było trudne.

- W ramadanie starałam się być poza domem. Żeby wrócić późno i zjeść obiad już po zachodzie słońca. Mama musiała widzieć, że coś jem.

Jej pierwszy ramadan przypadł w lipcu - a więc w momencie, gdy dni są naprawdę bardzo długie. Zdarzało jej się przerywać post, bo gdyby musiała wstać przed wschodem słońca na śniadanie, wzbudziłaby podejrzenia domowników. Przyjmowała za mało kalorii, więc miewała zawroty głowy.

- Gdy pościsz cały dzień, to wcale nie jest tak, że potem rzucasz się na jedzenie i możesz wcisnąć nie wiadomo ile. Zjadłam talerz zupy i tyle. A to przecież nie więcej niż pięćset kalorii.

Karolina wyjechała na studia do Warszawy, ale jej wyznanie nadal pozostawało tajemnicą. Gdy przyjeżdżała na weekendy, matka zadawała pytanie: byłaś w niedzielę na mszy?

- Czasem, żeby nie kłamać, potrafiłam pójść do kościoła, wejść tam i wyjść. I wtedy mówiłam jej prawdę. Ale przez ostatnie dwa lata przestałam mówić mamie, że chodzę do kościoła. Zaczęła mnie wypytywać dlaczego, ale powiedziałam, że nie będę się tłumaczyć.

Cała rodzina Karoliny jest wierząca, choć jej siostra, obecnie piętnastolatka, wiedzie zwyczajne życie nastolatki i niezbyt przejmuje się sprawami duchowymi.

- Chłopaki, koleżanki, Instagram - wylicza Karolina z pobłażliwym uśmiechem. - Jej na razie do religii nie ciągnie.

Matka Karoliny mocno przeżywa Boże Narodzenie. Zależy jej, by w tym czasie zgromadzić rodzinę, pięknie udekorować dom, przygotować najlepsze jedzenie.

- Pomagałam jej. Chciałam stworzyć dla niej klimat świąt. Nawet mi się to udzielało, tylko nie w sensie religijnym.

Po latach mówi, że to całe ukrywanie się nie było wcale takie trudne.

- Poza tym, koleżanki z liceum i tak do osiemnastki nie piły alkoholu, takie sobie dobrałam towarzystwo, więc w jakimś sensie dzieliły moje poglądy.

W gronie rówieśników Karolina czuła się inna. O godzinie dwudziestej pierwszej chciała wracać z imprez do domu, oczywiście całkowicie trzeźwa. Koleżanki uważały, że to przez matkę, najwyraźniej nadopiekuńczą. Karolina powiedziała im, że czyta o islamie i ten temat zaczyna być jej bliski. Nie przejęły się. W tym wieku każdy ma przecież jakieś swoje zajawki.

- Natomiast, żeby była jasność: ja takiego ukrywania się nie polecam. To jednak jest droga samotności i strachu. Nie jest fajnie być samej.

Jako muzułmanka ukrywająca swoją wiarę Karolina znajdowała różne sposoby, by praktykować. Podczas modlitwy zasłanianie włosów jest obowiązkowe, więc wkładała bluzę z kapturem.

- Modliłam się wszędzie, gdzie to możliwe. Tylko nie w szkole. Najczęściej w domu. I musiałam zawsze mieć jakąś asekurację, gdyby ktoś wszedł do pokoju i zobaczył, co robię. Kładłam więc kolczyk na ziemię. Że niby mi upadł i muszę go poszukać. - Chichoczemy obie, wyobrażając sobie tę scenę. - Ale zdarzały się dni, gdy nie udawało mi się pomodlić ani razu i wszystkie pięć modlitw musiałam zsumować i odrobić w nocy. To wyzwanie, bo wtedy całość zajmuje dobre czterdzieści minut.

Modlitwa nigdy nie była jednak dla Karoliny przymusem. Na początku czuła tak wielką potrzebę, że modliła się nie pięć, a siedem razy dziennie. Porównuje tę czynność do medytacji, która potrafi wciągnąć i uspokoić.

Karolina przez długi czas nie mogła zdobyć przyjaciółek w swojej społeczności. Lata ukrywania się zrobiły swoje, a w rodzinnych stronach czuła się wyobcowana. Dopiero spotkania w meczecie w Warszawie umożliwiły nawiązanie znajomości. Obawiała się swojej pierwszej wizyty. Choć od lat jest muzułmanką, aby przekroczyć próg tego miejsca, potrzebowała specjalnej okazji, jakiegoś punktu zaczepienia.

- Przyszłam podczas Nocy Muzeów, po kilku miesiącach mieszkania w Warszawie. Meczet był wtedy otwarty dla zwiedzających. Nie musiałam się martwić, że coś źle zrobię.

 

[...]