Rozdział 1 - Spotkanie
Michał zobaczył ją, gdy wychodził z piekarni przy rynku.
Stała pod kasztanem, w jasnej koszuli, z telefonem przy uchu. Wiatr poruszał jej włosami, tak jak kiedyś na szkolnym boisku. Przez chwilę patrzył, próbując upewnić się, że się nie myli. Minęło tyle lat, a jednak rozpoznał ją od razu. Nie po twarzy. Po sposobie, w jaki marszczyła brwi, gdy się skupiała. Po spojrzeniu, które przenikało duszę.
- Ania?
Odwróciła się powoli. Najpierw spojrzała na niego obojętnie, jak na przechodnia. Potem jej oczy rozszerzyły się mimowolnie. Brwi nabrały innego kształtu.
- Michał...?
W jej głosie było coś między niedowierzaniem a ostrożnością.
Rozłączyła się szybciej, niż planowała.
Przez sekundę stali naprzeciw siebie, jakby każde z nich próbowało dopasować wspomnienie do rzeczywistości. On wyższy, szersze ramiona, zmęczenie w oczach. Ona dojrzalsza, spokojniejsza, ale z tym samym nieuchwytnym ciepłem.
- Nie wiedziałam, że wróciłeś... - powiedziała w końcu.
- Wróciłem miesiąc temu. Na chwilę. Tak jakoś wyszło.
Zawiesił głos. Jakby sam nie był pewien, czy to wciąż aktualne.
Rozmawiali tylko kilka minut. O tym, że wrócił. O tym, że ona pracuje w urzędzie. O tym, że miasto właściwie się nie zmieniło.
- Nadal chodzisz do tej piekarni? - zapytała z lekkim uśmiechem.
- Nadal pieką najlepsze drożdżówki.
- Z makiem?
- Z makiem.
Uśmiechnęli się jednocześnie. To było absurdalne, jak szybko rozmowa przestała być niezręczna.
Ale pod słowami płynęło coś innego. Coś, czego żadne z nich nie nazwało.
On chciał zapytać, czy jest szczęśliwa.
Ona chciała zapytać, dlaczego nigdy nie napisał.
Nie zapytali.
- To... może kiedyś kawa? - rzucił w końcu, jakby od niechcenia.
To jedno zdanie zawisło między nimi ciężej niż wszystkie poprzednie.
Ania zawahała się ułamek sekundy... Tylko ułamek.
- Może - odpowiedziała.
Wymienili się numerami. Tak zwyczajnie. Tak niewinnie.
A jednak kiedy się rozchodzili, oboje czuli, że to spotkanie nie było przypadkiem.
Michał odwrócił się jeszcze raz. Stała w tym samym miejscu, patrząc jak odchodzi. Kiedy ich spojrzenia znowu się spotkały, szybko odwróciła wzrok.
Jak w liceum.
Wieczorem Ania siedziała przy kuchennym stole.
Zupa stygła w talerzach. W tle grały wiadomości, których nikt nie słuchał. Jej mąż, Paweł, przewijał coś w telefonie, od czasu do czasu mrucząc pod nosem komentarze do świata.
- Jutro odbierzesz młodego z treningu? - zapytał bez podnoszenia wzroku.
- Mogę - odpowiedziała automatycznie.
Automatycznie.
To słowo pasowało do większości jej dni.
Telefon zawibrował na blacie. Krótko. Jedno powiadomienie.
Spojrzała odruchowo. Nieznany numer.
Serce zrobiło jej coś dziwnego, jakby potknęło się o własny rytm. Otworzyła wiadomość.
"Nie wiem, czy wypada pisać po tylu latach, ale... miło było cię dziś zobaczyć... M."
Tylko tyle.
Nic niewłaściwego. Żadnego przekroczenia granicy.
A jednak poczuła ciepło pod skórą.
- Coś ważnego? - zapytał Paweł.
Zawahała się sekundę.
- Nie. Z pracy.
To kłamstwo przyszło łatwiej, niż się spodziewała.
Zablokowała ekran. Odłożyła telefon. Próbowała skupić się na rozmowie o rachunkach, o treningu, o tym, że trzeba w końcu umówić przegląd samochodu.
Ale gdzieś pod stołem, na jej udzie, leżał ciężar nie wysłanej odpowiedzi.
Michał patrzył teraz na swój telefon w małym mieszkaniu nad apteką.
Wiedział, że czyta. Czuł to.
Minęła minuta. Dwie.
W końcu ekran rozświetlił się.
"Mnie też. To było... niespodziewane."
Uśmiechnął się.
W kuchni Paweł wstał po dokładkę zupy.
- Anka, podasz sól?
Spojrzała na męża. Na jego plecy, na znajomy gest poprawiania rękawa koszuli.
A potem znowu na telefon.
Trzy kropki na ekranie.
Michał pisał.
I nagle zwyczajny wieczór przestał być zwyczajny....