Rozdział II
Summy Skim wbrew swej woli wkracza na ścieżkę przygód
Wróciwszy do siebie, Summy Skim zabrał się do załatwiania spraw, jakich wymagała śmierć pana Josiasa Lacoste'a. Zajął się wysyłaniem do przyjaciół rodziny wiadomości o jego zgonie, okazywaniem należnej żałoby oraz zleceniem obrzędów religijnych, które powinny zostać odprawione w kościele parafialnym.
Natomiast zamknięciem spraw osobistych jego wuja, co wymagało poważnej rozmowy z rejentem Snubbinem, zamierzał się zająć, kiedy tylko obaj kuzyni dojdą w tej sprawie do porozumienia i kiedy notariusz otrzyma informacje pozwalające na dokonanie inwentaryzacji schedy po zmarłym, o uzyskanie których zwrócił się w depeszy.
Ben Raddle wrócił do Montrealu dopiero pięć dni później, rankiem dwudziestego pierwszego marca, po miesięcznym pobycie w Nowym Jorku, gdzie na zlecenie wielkiego syndykatu zapoznawał się z gigantycznym projektem przerzucenia nad Hudsonem37 mostu38 pomiędzy ową metropolią a stanem New Jersey39.
Raddle całe swe serce włożył w to zadanie, które musiało rozpalać inżyniera. Nic jednak nie wskazywało na to, żeby budowa mostu miała się wkrótce rozpocząć. Chociaż wiele o niej rozprawiano w gazetach, chociaż sporządzono dużo planów na papierze, to było pewne, że upłynie rok, a może i dwa, zanim zaczną się rzeczywiste prace budowlane. Dlatego też Ben Raddle postanowił wrócić.
Czas jego nieobecności dłużył się bardzo Summy'emu Skimowi. Jakże mocno żałował, że nie był w stanie przekonać kuzyna do swoich poglądów, sprawić, aby tamten zechciał polubić jego życie bez trosk! Tak wielkie przedsięwzięcie jak Hudson Bridge powiększało jeszcze jego obawy. Jeżeli Ben Raddle weźmie w nim udział, to czy na długo, może na całe lata, nie zamieszka w Nowym Jorku? A wówczas Summy Skim zostanie sam w ich wspólnym domu, sam na farmie Green Valley!
Zaraz po powrocie inżyniera kuzyn powiadomił go o śmierci zmarłego w Dawson City wuja Josiasa, który jako jedyny majątek pozostawił po sobie claim numer sto dwadzieścia dziewięć, położony nad Forty Miles Creek na terytorium Klondike.
Kiedy padła ta ostatnia nazwa, bardzo wówczas sławna, inżynier nastawił ucha. Zapewne perspektywy wejścia w posiadanie złotonośnej działki nie przyjął z taką samą wspaniałą obojętnością jak Summy Skim. Nie zdradzał się wszakże ani trochę z tym, co na ten temat myśli.
Zgodnie ze swym zwyczajem dogłębnego badania spraw wolał się zastanowić, zanim się wypowie.
Dwadzieścia cztery godziny wystarczyły mu na rozważenie wszystkich zalet i wad nowej sytuacji, i następnego dnia podczas śniadania zwrócił się ex abrupto40 do Summy'ego Skima, który, jak zauważył, był wyjątkowo zamyślony.
- A może, kuzynie, porozmawiamy trochę o Klondike?
- Jeśli tylko poprzestaniemy na trochę...!
- Trochę... albo dużo, Summy.
- Proszę bardzo, drogi Benie.
- Notariusz nie przekazał ci praw własności do tego claimu sto dwadzieścia dziewięć...?
- Nie przekazał - odparł Summy Skim. - Nie sądziłem, żeby warto było się z nimi zapoznawać...
- Cały ty, mój zacny Summy! - zawołał ze śmiechem Ben Raddle.
- A dlaczego miałbym się zapoznawać? - zdziwił się Summy. - Moim zdaniem nie ma co przejmować się tak bardzo tą sprawą. To bardzo proste: albo ten spadek ma jakąś wartość i sprzedamy go z jak największym zyskiem dla nas, albo nie ma żadnej, co według mnie jest nieskończenie bardziej prawdopodobne, i nie będziemy się nim zajmować.
- Masz rację - oświadczył Ben Raddle. - Ale nie trzeba się śpieszyć... Z tymi placerami nigdy nic nie wiadomo... Uznaje się je za biedne, za wyczerpane... a jeden cios motyki może przynieść fortunę...
Po tych słowach Summy Skim poczuł rodzące się w nim obawy.
- No cóż, drogi Benie - powiedział z narastającym żarem - to właśnie powinni wiedzieć znający się na rzeczy, którzy prowadzą obecnie prace na słynnych złożach Klondike. Jeśli claim nad Forty Miles Creek jest coś wart, postaramy się, powtarzam ci, uzyskać za niego najkorzystniejszą cenę... Ale przyznasz to chyba, że jest mało prawdopodobne, żeby nasz wuj Lacoste odszedł z tego świata akurat wtedy, kiedy został milionerem...?!
- To właśnie trzeba rozpoznać - odparł Ben Raddle. - Zajęcie poszukiwaczy obfituje w tego rodzaju zaskoczenia. Są zawsze na progu odkrycia korzystnej żyły, a przez słowo "żyła" nie rozumiem żyły tak cienkiej jak w ciele, ale złoże złota pełne samorodków. Są wreszcie, nie zdołasz zaprzeczyć, tacy poszukiwacze złota, którzy nie mają się na co uskarżać...
- Są - przyznał Summy Skim - jeden na stu, a raczej na sto tysięcy, i za cenę jakich wysiłków, jakich trudów, a można dodać: i jakich niedoli...!
- Oto piękne słowa, Summy - powiedział Ben Raddle - ale tylko słowa. Ja jednak nie zamierzam zajmować się literaturą, ale faktami, wyłącznie faktami.
Summy Skim wyczuwał dobrze, co zresztą ani trochę go nie zdziwiło, do czego zmierzał jego kuzyn, jaki ulubiony temat chciał poruszyć. I rzeczywiście po raz kolejny rozgorzała wiecznie powtarzająca się dyskusja.
- Mój przyjacielu, czy nie wystarczy spuścizna, którą zostawili nam rodzice? Czy ojcowizna nie zapewnia nam niezależności i dostatku...? I dlatego tak do ciebie mówię, ponieważ widzę, że przywiązujesz do tej sprawy większe znaczenie, niż ona moim zdaniem na to zasługuje... Powiedz, czy nie jesteśmy dostatecznie bogaci?
- Nigdy nie ma się dość, skoro można mieć więcej.
- Można jeszcze mieć za wiele, Benie, jak to jest z niektórymi miliarderami, którzy mają tyle samo trosk co milionów i który dużo większy trud wkładają w zachowywanie swojego majątku, niż włożyli w jego zdobycie.
- Akurat, akurat - odrzekł Ben Raddle. - Filozofia jest zaiste piękną rzeczą, ale nie należy z nią przesadzać. A jeszcze nie wmawiaj mi tego, czego nie powiedziałem. Nie oczekuję wcale znalezienia ton złota na claimie wuja Josiasa. Chcę się tylko dowiedzieć czegoś więcej.
- Dowiedzmy się, drogi Benie, zgoda, i niechże Niebo sprawi, abyśmy po zdobyciu informacji nie znaleźli się w kłopotliwej sytuacji, z którą będziemy musieli się zmierzyć przez na szacunek dla naszej rodziny... W takim przypadku, o czym zapewniłem rejenta Snubbina...
- I dobrze zrobiłeś, Summy - wtrącił się Ben Raddle. - Uważam jednak za zbyteczne roztrząsanie tej ewentualności, do której najprawdopodobniej nie dojdzie. Gdyby istnieli jacyś wierzyciele, już daliby o sobie znać, możesz być pewny. Porozmawiajmy raczej o Klondike. Zapewne sądzisz, że nic nie słyszałem o tamtejszych złożach. Chociaż są eksploatowane zaledwie od dwóch lat, to przeczytałem wszystko, co opublikowano na temat bogactw tych terenów, i mogę powiedzieć ci o nich rzeczy, które zachwieją twoją godną podziwu obojętnością. Po Australii, po Kalifornii, po Afryce Południowej można było nawet przypuszczać, że na naszym globie nie zostały już żadne inne placery. I właśnie tutaj, w tej części Ameryki Północnej, na pograniczu Alaski i Dominium, przypadek pozwolił odkryć nowe. Wydaje się zresztą, że północne obszary Ameryki są pod tym względem uprzywilejowane. Pokłady złota istnieją nie tylko w Klondike, ale znaleziono je także w Ontario, w Michipicoten, w Kolumbii Brytyjskiej, gdzie zawiązały się potężne spółki, takie jak War Eagle41, Standard42, Sullivan Group43, Alhabarca44, Fern45, Syndicate46, Sans Poel47, Cariboo48, Deer Trail49, Georgie Reed50 i tyle innych, których akcje zachowują stale bardzo wysoką wartość, nie wspominając o kopalniach srebra, miedzi, manganu, żelaza i węgla. Jeżeli zaś chodzi dokładniej o Klondike, to pomyśl, Summy, o powierzchni tego obszaru złotonośnego. Ma on dwieście pięćdziesiąt lig51 długości na około czterdzieści szerokości, i to tylko na terytorium Dominium, przy pominięciu złóż Alaski. Czyż nie udostępnia to ludzkim działaniom ogromnego obszaru, być może bardziej rozległego od rozpoznanych dotychczas złóż na powierzchni ziemi? I kto wie, czy wartość wydobycia z tego regionu nie będzie kiedyś liczona nie w milionach, ale w miliardach!
Ben Raddle mógłby rozprawiać o tym bardzo długo, i Summy Skim przestał go słuchać, poprzestając na wzruszeniu ramionami i powiedzeniu:
- No, Benie, wyraźnie widać, że masz gorączkę...
- Jak to... mam gorączkę?
- Tak, gorączkę złota, jak tylu innych, a tej gorączki nie da się wyleczyć siarczanem chininy52, gdyż niestety nie jest ona przerywana53.
- Możesz być spokojny, drogi Summy - odparł ze śmiechem Ben Raddle - mój puls nie bije szybciej niż zwykle. Nie wybaczyłbym sobie zresztą, gdybym zagroził twemu doskonałemu zdrowiu, stykając cię z kimś gorączkującym...
- Och! Nie zagroziłbyś! Jestem zaszczepiony - odciął się tym samym tonem Summy Skim. - Z troską jednak patrzę na ciebie, przyznam, jak pogrążasz się w urojeniach, które nie mogą przynieść nic dobrego, i się rozpalasz...
- Gdzie to widzisz? - przerwał mu Ben Raddle. - Na razie chodzi jedynie o zbadanie sprawy, i jeśli tylko się da, o zarobienie na niej. Uważasz, że nasz wuj nie miał nigdy szczęścia w swoich interesach. Rzeczywiście nie sposób wykluczyć, że claim nad Forty Miles Creek przynosił mu więcej błota niż samorodków. Ale być może wuj nie miał środków niezbędnych do prowadzenia na nim prac. Być może nie stosował sposobów, których potrafiłby używać...
- Inżynier, czyż nie, Benie?
- Inżynier, na pewno...
- Na przykład... ty?
- A dlaczego nie? - odpowiedział Ben Raddle. - W każdym razie teraz nie ma o tym mowy... Chodzi po prostu o to, żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Kiedy poznamy bliżej wartość claimu, zobaczymy, co należy z nim zrobić.
Na tym rozmowa się zakończyła. W gruncie rzeczy nie można było odrzucić propozycji Bena Raddle'a. Nic bardziej naturalnego, niż zdobyć dane przed podjęciem decyzji. Nie budziło też żadnych wątpliwości, że inżynier był człowiekiem poważnym, rozumnym i praktycznym. Pomimo to Summy martwił się i obawiał, widząc, z jaką zachłannością jego kuzyn rzucał się na ten łup, tak niebacznie podsunięty jego ambicjom. Czy zdoła je powściągnąć? W każdym razie Summy Skim na pewno nie pozostawi Bena Raddle'a samego. Ich interesy pozostaną wspólne, cokolwiek mogłoby się wydarzyć! Tym niemniej nie przestawał pomstować na fatalny pomysł wuja Josiasa, by udać się w poszukiwaniu majątku do Klondike, gdzie czekała go nędza i śmierć. Doszło nawet do tego, że Summy zapragnął, aby informacje, o jakie się zwrócą, okazały się takiego rodzaju, że cała ta sprawa nie będzie miała dalszego ciągu.
Po południu Ben Raddle udał się do kancelarii notariusza, gdzie zapoznał się z tytułami własności i stwierdził, że są całkowicie prawomocne. Mapa w wielkiej skali z dużą dokładnością ukazywała położenie claimu sto dwadzieścia dziewięć. Był oddalony o czterdzieści dwa kilometry od Fort Cudahy54, osady założonej przez Hudson's Bay Company55. Znajdował się on na prawym brzegu Forty Miles Creek, jednego z niezliczonych dopływów Jukonu, owej wielkiej rzeki, która po przecięciu ziem zachodniego obszaru Dominium przepływa przez całą Alaskę. Jej wody, angielskie w górnym biegu, w dolnym stały się amerykańskie, odkąd tę rozległą krainę Alaski Rosjanie przekazali Stanom Zjednoczonym56.
- Być może nie zauważył pan, rejencie Snubbin, niezwykle ciekawej osobliwości - powiedział Ben Raddle, przyjrzawszy się mapie. - Potok Forty Miles Creek, zanim ujdzie do Jukonu, przecina sto czterdziesty pierwszy południk, uznany za linię podziału między Dominium a Alaską. Południk ten stanowi jednocześnie zachodnią granicą naszego claimu, który zatem leży matematycznie na granicy obu tych krajów.
- Rzeczywiście - potwierdził notariusz.
- Przyznam - dodał jeszcze Ben Raddle, nie zaprzestając oględzin mapy - że na pierwszy rzut oka to położenie naprawdę nie wydaje mi się złe. Nie ma powodu, dla którego Forty Miles Creek nie miałby być równie uprzywilejowany jak Rzeka Klondike, jej dopływ Bonanza57 czy dopływy jej dopływów, jak Victoria58, Eldorado59 i inne strumienie, tak zasobne i tak poszukiwane przez górników!
Ben Raddle dosłownie pożerał wzrokiem ten cudowny kraj, którego system hydrograficzny toczy obficie ów szlachetny metal, który wedle kursu obowiązującego w Dawson City osiągał wartość dwóch milionów trzystu czterdziestu dwóch tysięcy franków za tonę!
- Przepraszam, panie Raddle - odważył się odezwać notariusz. - Ośmielę się zapytać, czy ma pan zamiar osobiście prowadzić wydobycie na placerze świętej pamięci Josiasa Lacoste'a?
Ben Raddle odpowiedział enigmatycznym gestem.
- Przecież pan Skim... - napomknął rejent Snubbin.
- Summy nie potrafi się zdecydować - oświadczył wprost Ben Raddle - ja natomiast zaczekam z ostateczną oceną do chwili uzyskania wszystkich przydatnych informacji... a nawet, jeśli będzie trzeba, sam się tam wybiorę...
- Rozważa pan więc odbycie tej długiej podróży do Klondike? - zapytał pan Snubbin, kręcąc głową.
- Dlaczego nie? I cokolwiek mógłby sądzić Summy Skim, to moim zdaniem sprawa jest warta takiego trudu... Zostanie rozstrzygnięta dopiero w Dawson City... Czyż w celu sprzedaży tego claimu, oszacowania jego wartości, nie należy, zgodzi się pan chyba ze mną, mecenasie Snubbin, złożyć na nim wizyty?
- Czy to rzeczywiście konieczne? - zastanowił się mecenas Snubbin.
- Czy nie będzie konieczne chociażby dla znalezienia nabywcy?
Notariusz już miał odpowiedzieć, kiedy przeszkodziło mu wejście kancelisty, który przyniósł depeszę.
- Jeżeli tylko o to chodzi, panie Raddle - powiedział rejent po jej otwarciu - to może pan uniknąć trudów podobnej podróży.
Mówiąc to, pan Snubbin wręczył Benowi Raddle'owi telegram opatrzony datą osiem dni wcześniejszą, który po zaniesieniu z Dawson City do Vancouver przybył do Montrealu drutami przecinającymi Dominium.
Zgodnie bowiem z treścią tej depeszy Anglo-American Transport and Trading Co. (Chicago-Dawson)60, amerykański syndykat, posiadający już w Klondike osiem claimów, na których pracami wydobywczymi kierował kapitan Healy61, złożył poważną ofertę kupna claimu sto dwadzieścia dziewięć nad Forty Miles Creek za kwotę pięciu tysięcy dolarów, które zostaną wysłane do Montrealu po otrzymaniu telegramu wyrażającego zgodę na tę transakcję.
Ben Raddle wziął telegram i przeczytał go z równie wielką uwagą jak w zapoznawanie się z tytułami własności.
- I co pan powie, panie Raddle? - zapytał notariusz.
- Nic - odpowiedział inżynier. - Czy oferowana cena jest wystarczająca? Pięć tysięcy dolarów za claim w Klondike!
- Pięć tysięcy dolarów to zawsze ładna sumka.
- Mniejsza od dziesięciu tysięcy, panie rejencie.
- Niezaprzeczalnie. Przewiduję wszakże, że pan Skim...
- Summy zawsze przychyli się do mojego zdania, jeśli będę w stanie poprzeć je przekonującym rozumowaniem. A jeśli udowodnię mu konieczność odbycia tej podróży, to ją odbędzie, niech pan w to nie wątpi.
- On...!? - zawołał mecenas Snubbin. - Człowiek najszczęśliwszy, najbardziej niezależny z wszystkich, jakich notariusz napotkał kiedykolwiek podczas wykonywania swojego zawodu!
- Tak, ten człowiek szczęśliwy, ten niezależny, kiedy mu wykażę, że będzie mógł podwoić swoje szczęście i swoją niezależność... Czym bowiem ryzykujemy, skoro zawsze będziemy w stanie przyjąć kwotę proponowaną przez ten syndykat?
Po opuszczeniu kancelarii Ben Raddle najkrótszą drogą wrócił do siebie, zastanawiając się głęboko nad decyzją, którą należało podjąć. Kiedy dotarł do domu przy ulicy Jacques'a Cartiera, miał to już za sobą. Od razu wszedł do pokoju swojego kuzyna.
- I co, spotkałeś się z mecenasem Snubbinem? - zapytał go Summy. - Czy miał coś nowego do przekazania?
- Tak, Summy, miał i coś nowego, i nowiny.
- Dobre?
- Doskonałe.
- Zapoznałeś się z tytułami własności...?
- Jak należy, i są w porządku. Jesteśmy rzeczywiście właścicielami claimu sto dwadzieścia dziewięć.
- Jakże znacznie powiększy to nasz majątek! - zauważył ze śmiechem Summy Skim.
- Być może bardziej, aniżeli myślisz - oświadczył poważnym tonem inżynier.
I Ben Raddle wręczył kuzynowi depeszę przysłaną przez Anglo-American Transportation and Trading Company.
- To przecież wspaniała oferta! - zawołał Summy. - Nie ma tu miejsca na wahanie. Sprzedajmy nasz claim tej uczynnej spółce, i to jak najszybciej...!
- Czemu mielibyśmy oddać za pięć tysięcy dolarów to, co może mieć dużo większą wartość...? - zapytał Ben Raddle.
- Jednakże, drogi Benie...
- No cóż, twój drogi Ben odpowie ci, że tak nie prowadzi się interesów. Żeby działać ze znajomością sprawy, trzeba się jej przyjrzeć, przyjrzeć na własne oczy, tylko tak.
- Ty ciągle swoje...?
- Bardziej niż kiedykolwiek! Pomyśl tylko, Summy, jeśli złożyli nam tę propozycję zakupu, to dlatego, że znają wartość claimu i że owa wartość jest nieskończenie większa. Wzdłuż rios62 i w górach Klondike nie brakuje przecież innych dostępnych placerów.
- Skąd to wiesz...?
- A jeśli spółka - mówił dalej Ben Raddle, nie zwracając uwagi na to, że mu przerwano - która już posiada ich wiele, chce kupić nasz, to dlatego, że ma nie pięć tysięcy powodów, aby zaoferować pięć tysięcy dolarów, ale dziesięć tysięcy, ale sto tysięcy...
- Milion, dziesięć milionów, sto miliardów - skończył za niego szyderczo Summy. - Naprawdę, Benie, bawisz się liczbami...
- Przecież liczby to życie, mój drogi, i przekonuję się, że za mało liczysz...
- A ty być może za dużo.
- Posłuchaj, drogi Summy, rozmawiam z tobą bardzo poważnie. Zastanawiałem się nad wyjazdem. Po przysłaniu nam tej depeszy zdecydowałem, że odpowiedzi na nią udzielę osobiście.
- Co...!? Chcesz pojechać do Klondike...?
- Owszem.
- Bez uzyskania dalszych informacji...?
- Uzyskam je na miejscu.
- I zamierzasz znowu zostawić mnie samego...?
- Nie, ponieważ będziesz mi towarzyszył.
- Ja...?
- Ty!
- Nigdy...!
- Tak, ponieważ ten interes dotyczy nas obu.
- Udzielę ci wszelkich pełnomocnictw.
- Nie przyjmę ich, to ciebie chcę tam mieć.
- Przecież chodzi o podróż na dystansie tysiąca pięciuset lig...!
- Ależ skąd...! Jedynie tysiąca ośmiuset.
- O Boże...! I która potrwa?
- Tyle, ile będzie trzeba. Może się przecież okazać, że zamiast sprzedania naszego claimu korzystniejsze dla nas będzie prowadzenie na nim wydobycia.
- Jak to... wydobycia...?! - zawołał osłupiały Summy Skim. - Ależ to zajmie cały rok...
- Dwa, jeśli będzie to konieczne!
- Dwa lata...! Dwa lata...! - powtarzał Summy Skim.
- To bez znaczenia! - zawołał Ben Raddle. - Przecież każdy miesiąc, każdy dzień, każda godzina będzie powiększała nasz majątek...!
- Nie...! Nie...! - krzyczał Summy Skim, kuląc się, zapadając w fotelu jak człowiek zdecydowany, że nigdy go nie opuści.
Miał jednak do czynienia z mocnym przeciwnikiem. Ben Raddle na pewno nie okaże kuzynowi litości, dopóki po zażartej walce nie uzyska jego zgody.
- Ja sam natomiast, Summy - zakończył - postanowiłem wyjechać do Dawson City i nie mogę uwierzyć, że nie chcesz mi towarzyszyć. Zresztą do tej pory prowadziłeś nazbyt osiadły tryb życia...! Musisz trochę pojeździć po świecie...!
- Och! - prychnął Summy Skim. - Wolałbym odwiedzić wiele innych krajów w Ameryce czy w Europie, gdybym miał na to ochotę, i na pewno nie zacząłbym od zapuszczania się w serce tego obrzydliwego Klondike...
- Które uznasz za czarujące, Summy, kiedy przekonasz się osobiście, że jest usiane złotym pyłem i wybrukowane samorodkami.
- Benie, drogi Benie - zaklinał go Summy Skim - przerażasz mnie...! Tak, przerażasz...! Pragniesz wdać się w interesy, które przyniosą ci jedynie niebezpieczeństwa i rozczarowania.
- Przekonamy się...!
- Począwszy od tego przeklętego claimu, który na pewno jest mniej warty aniżeli zagon kapusty!
- No to dlaczego tamta spółka proponuje za niego kilka tysięcy dolarów...?
- I kiedy pomyślę, Benie, że w poszukiwaniu tego budzącego śmiech claimu konieczna byłaby wyprawa do krainy, w której temperatura spada do pięćdziesięciu stopni poniżej zera...!
- Rozpalimy ogień.
Ben Raddle miał odpowiedź na każde zastrzeżenie. Pozostawał całkowicie nieczuły na rozpacz kuzyna.
- A Green Valley, Benie...? - westchnął Summy.
- No cóż! - odpowiedział Ben Raddle. - Na równinach Klondike nie brakuje zwierzyny, ani ryb w tamtejszych rios. Będziesz je łowił, będziesz polował w nowym kraju, który kryje dla ciebie niespodzianki!
- Ale nasi chłopi... nasi zacni dzierżawcy, którzy na nas czekają...! - skarżył się Summy.
- Czy naprawdę będą żałowali naszej nieobecności, kiedy powrócimy dostatecznie bogaci, żeby zbudować im inne gospodarstwa i wykupić cały okręg!
W końcu Summy Skim musiał się uznać za pokonanego... Nie! Nie pozwoli kuzynowi wyjechać samemu do Klondike... Będzie mu towarzyszył choćby po to, żeby szybciej skłonić go do powrotu...
Dlatego też jeszcze tego dnia po drutach telegraficznych Dominium pomknęła depesza, która powiadamiała kapitana Healy'ego, prezesa syndykatu Transportation and Trading Company, Dawson City, Klondike, o rychłym wyjeździe panów Bena Raddle'a i Summy'ego Skima, właścicieli claimu sto dwadzieścia dziewięć.
37 Hudson - rzeka w Stanach Zjednoczonych, w stanie Nowy Jork, o długości 507 km, uchodzi do zatoki Upper New York Atlantyku, jej odcinek ujściowy stanowi granicę pomiędzy stanami New Jersey (brzeg prawy) i Nowy Jork (brzeg lewy), leży nad nią Nowy Jork.
38 Mowa o George Washington Bridge, wiszącym moście przez Rzekę Hudson, pomiędzy Manhattanem a Fort Lee w stanie Nowy Jork, o długości 1450 m, w tym głównego przęsła 486 m, pierwszy jego projekt powstał w roku 1906, budowany w latach 1926-1931, most o największym ruchu samochodowym na świecie.
39 New Jersey - stan w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych, w Nowej Anglii, nad Atlantykiem, o powierzchni 22 591 km2.
40 Ex abrupto (łac.) - niespodziewanie, znienacka.
41 War Eagle - kopalnia złota, miedzi i srebra w środkowej części stanu Idaho, inna o tej nazwie działała we wschodniej Kalifornii, przy granicy ze stanem Utah.
42 Standard - kopalnia złota i srebra w północno-zachodniej części stanu Nevada, nad Rzeką Humboldt, w hrabstwie Pershing.
43 Sullivan Group - kopalnia cynku, srebra i złota w okolicach miastach Kimberley w południowo-wschodniej części Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, złoża odkryto w roku 1892.
44 Alhabarca - być może chodzi o kopalnię złota Alhambra w Kalifornii, ok. 100 km na północny wschód od Sacramento, złoża odkryto tam w roku 1883.
45 Fern - kopalnia złota Fern Hill w północno-wschodniej części Kalifornii, w okręgu New Pine Creek, Fern Gold Mine działała także w Alasce, w zagłębiu Willow Creek, ale została otwarta dopiero w roku 1917.
46 Słowo syndicate (syndykat) występuje w nazwach wielu spółek, także tych zajmujących się wydobywaniem złota.
47 Sans Poel - inna nazwa małej Rzeki Sanpoils w północno-zachodniej części stanu Waszyngton, prawego dopływu Kolumbii, złoża nad nią odkryto w roku 1898.
48 Cariboo - pasmo górskie w południowo-wschodniej części Kolumbii Brytyjskiej, część Columbia Mountains, na północ od Przełęczy Kicking Horse, w roku 1858 odkryto w nim złoto, co w 1861 wywołało gorączkę złota.
49 Na początku XX wieku działała spółka Deer Trail Consolidated Mining Company, zajmująca się m.in. od roku 1894 wydobyciem złota ze złóż nad Deer Trail, rzeczką w hrabstwie Stevens w północno-zachodniej części stanu Waszyngton.
50 Georgie Reed - być może chodzi o stan Georgia w Stanach Zjednoczonych, gdzie w roku 1829 wybuchła gorączka złota lub o Karolinę Północną, gdzie w roku 1799 Conrad Reed odkrył złoto, co J. Verne połączył w jedno.
51 Liga - dawna francuska miara odległości, dystans pokonywany przez pieszego w ciągu godziny; po przyjęciu systemu metrycznego przyjęto, że wynosi 4 km.
52 Siarczan chininy (Chininum sulfuricum) - najstarsza przetworzona forma chininy stosowana w leczeniu malarii, zawiera ok. 73% chininy.
53 Gorączka przerywana - dosłowne tłumaczenie francuskiego wyrażenia fi?vre intermittente, innej nazwy malarii, w której występują regularnie okresy nasilania się objawów, np. co trzy lub cztery dni, stąd nazwy odmian malarii trzeciaczka czy czwartaczka.
54 Fort Cudahy - placówka handlowa nad Jukonem, kilometr na północ od ujścia Forty Mile Creek, założona w roku 1893 przez North American Trading and Transportation Company, porzucona po kilku latach.
55 Hudson's Bay Company (Kompania Zatoki Hudsona) - spółka założona w roku 1670, handlująca futrami zwierząt; jej statut zatwierdzony przez króla Anglii Karola II dawał spółce monopol na handel na całym terytorium kanadyjskich posiadłości Wielkiej Brytanii, od roku 1821 zajmowała się także wydobyciem surowców mineralnych, jej znaczenie spadło po roku 1870, działa nadal.
56 Alaska należała do Rosji od roku 1725, ale pozostawała prawie niezasiedlona (miała najwyżej 400 mieszkańców), dlatego w roku 1859 Cesarstwo Rosyjskie, potrzebując po wojnie krymskiej pieniędzy, zaproponowało jej sprzedaż Stanom Zjednoczonym, do transakcji doszło w 1867, za sumę 7,2 mln dolarów.
57 Bonanza - lewy dopływ Rzeki Klondike, ostatni przed jej ujściem do Jukonu, długość 32 km, płynie na północ, ujście 2,5 km na południe od Dawson City, przed odkryciem złota nosił nazwę Rabbit Creek, główne miejsce wydobywania złota; angielskie słowo "bonanza" oznacza złoże złota lub cennych minerałów; przenośnie źródło niespodziewanie wielkich korzyści, szczęście, pomyślność, z hiszp. "bonanza" - spokojne morze, pomyślność.
58 Victoria Gulch - lewy dopływ Bonanza Creek, w górnym jego biegu.
59 Eldorado Creek - największy lewy dopływ Bonanza Creek, w środkowym jego biegu, leżały nad nim najbogatsze działki poszukiwaczy złota; nazwa od Eldorado, mitycznej krainy w Ameryce Południowej, obfitującej w złoto, bezskutecznie poszukiwanej przez konkwistadorów i łowców skarbów.
60 Anglo-American Transportation and Trading Co (Chicago-Dawson) (właśc. North American Trading and Transportation Company) - spółka założona w roku 1892 w Chicago; miała się zajmować nie wydobyciem złota, ale przewozem poszukiwaczy oraz dostarczaniem im żywności i towarów, w roku 1911 kupiona przez Merchant's Yukon Line.
61 John Healy (1840-1908) - amerykański przedsiębiorca, w roku 1869 założył punkt sprzedaży whisky w Fort Whoop-Up w Albercie, w Kanadzie, potem szeryf, redaktor gazety i przedsiębiorca w Montanie, wreszcie handlarz w Dyea na Alasce, jeden z założycieli w roku 1892 spółki North American Trading and Transportation Company.
62 Rios (ang.) - strumienie, z hiszpańskiego rio, rzeka, w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie określenie zwłaszcza mniejszych rzek, potoków.