Wszystko dobrze - Maria Krzywda

Kup ebooka

19.00 zł
15.77 zł (16,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

DECY­ZJA BO­HA­TE­RA

Chło­piec bu­dzi się w nocy. Jest spo­co­ny, góra od pi­ża­my w sa­mo­lo­ty lepi się do chu­de­go cia­ła, ser­ce bije moc­no i szyb­ko. Za­pa­la lamp­kę noc­ną, na ścia­nie po­ja­wia się znak nie­to­pe­rza. Obok lamp­ki leżą Spi­der­man i bat­mo­bil. Wła­ści­ciel po­jaz­du po­zba­wio­ny nogi ku­rzy się pod łó­żkiem. Chło­piec bie­rze do ręki Czło­wie­ka Pa­jąka i uspo­ka­ja od­dech. Kosz­mar wci­ąż czai się pod po­wie­ka­mi.

Ści­ska za­baw­kę z ca­łych sił. Waha się, czy pó­jść do łó­żka ro­dzi­ców, ale się boi. Nie chce ich bu­dzić i jest już duży. Nie­daw­no do­stał wła­sny po­kój z biur­kiem, sza­fą, pó­łką na ksi­ążki i skrzy­nią na za­baw­ki, wy­brał dy­wan, ko­lor ścian i lamp­kę noc­ną.

Chło­piec sia­da na brze­gu łó­żka i opusz­cza sto­py na dy­wan w sa­mo­cho­dy i uli­ce. Stoi na skrzy­żo­wa­niu tuż obok ban­ku i pocz­ty, za­raz za po­li­cyj­nym ra­dio­wo­zem. Za­sta­na­wia się, do­kąd iść. Ze stra­chu za­schło mu w ustach. De­cy­du­je się na kuch­nię.

Wyj­mu­je sok z lo­dów­ki, na­le­wa do szklan­ki, pije, od­sta­wia szklan­kę do zle­wu, cho­wa kar­ton, wy­cho­dzi. Na podło­dze zo­sta­wia wąską smu­gę świa­tła. Wra­ca do po­ko­ju i za­sy­pia z fi­gur­ką Spi­der­ma­na pod po­dusz­ką.

Rano wsta­je, bie­rze fi­gur­kę i idzie do ła­zien­ki.

- Nie patrz się - mówi.

Spi­der­man od­wra­ca gło­wę, chło­piec sika.

Ra­zem myją zęby i twarz.

Wy­cho­dzi z ła­zien­ki, w ko­ry­ta­rzu sły­szy do­cho­dzące z kuch­ni gło­sy. Przy­sta­je. Ro­dzi­ce roz­ma­wia­ją o ze­psu­tej lo­dów­ce. Słu­cha. Mó­wią o ku­zy­nie mamy, któ­ry zna się na ta­kich na­pra­wach, ale miesz­ka da­le­ko, o ser­wi­san­tach oszu­stach, o tym, że gwa­ran­cja daw­no się sko­ńczy­ła, o dro­gich no­wych lo­dów­kach, ra­tach, ze­ro­wym opro­cen­to­wa­niu i ze­psu­tym je­dze­niu.

Nie wszyst­ko ro­zu­mie, boi się, z ka­żdym sło­wem ro­dzi­ców co­raz bar­dziej. Wie, że raty to nic do­bre­go. Są dla lu­dzi, któ­rym bra­ku­je pie­ni­ędzy, i trze­ba dłu­go pła­cić. My­śli o nad­cho­dzących uro­dzi­nach i że nie do­sta­nie pre­zen­tu. Że będą krzy­czeć albo że nie będą i że prze­sta­ną ko­chać. O soku i o tym, że zno­wu musi iść do ła­zien­ki. Zim­no mu w bose sto­py. Przy­dep­tu­je no­gaw­ki spodni, prze­stępu­je z nogi na nogę.

Mnie pi­ża­mę, za­ci­ska­jąc ma­te­riał w pi­ęści, Spi­der­ma­na zo­sta­wił na umy­wal­ce. Cofa się. Drzwi od ła­zien­ki skrzy­pią, si­ęga po fi­gur­kę.

Ści­ska­jąc w dło­niach bo­ha­te­ra, chło­piec wra­ca na ko­ry­tarz. Z kuch­ni nie do­cho­dzą już gło­sy.

Za­pra­sza­my do za­ku­pu pe­łnej wer­sji ksi­ążki