Tessa
Tessa
Co to ma być? Narodowy Dzień Obnoszenia się
z Ciążą czy coś w tym stylu? Serio? Jestem otoczona ciążowymi
brzuchami!
Nie żeby było zaskoczeniem, że kobiety w ciąży siedzą w takich
poczekalniach. Przecież przyszłe mamy regularnie odwiedzają swoich
lekarzy położników. To normalne. I ja to rozumiem. Ale czy każda
zapłodniona laska w Ruxton w Alabamie umówiła się na wizytę tego samego
dnia co ja? Czy mogłaby tu siedzieć choćby jeszcze jedna osoba nie w ciąży?
Rozglądam się po pomieszczeniu.
Oprócz mnie czeka tu osiem innych kobiet. Nie patrzę na ich twarze. Nie
mogę. Nie byłabym w stanie nawet powiedzieć, jakiego koloru mają włosy
ani czy któraś z nich nosi okulary. Widzę tylko wystające brzuchy, jeden
większy od drugiego.
Przykładam rękę do własnego pustego brzucha, po czym zaczynam się bawić
zbyt luźną koszulką, która już zawsze będzie taka luźna. Odciągam cienki
materiał od ciała.
Boże, chyba nie mogłabym się bardziej wyróżniać.
Powinnam być już do tego przyzwyczajona. Jeszcze trzy miesiące temu dwie
z moich najlepszych przyjaciółek, Mia i Beth, były w tym samym czasie w ciąży. Beth urodziła swoją córkę Laylę w marcu. Jestem pewna, że to
pierwsze z wielu dzieci jej i Reeda.
Mia ma urodzić trzeciego Kelly'ego w przyszłym miesiącu. Wcale mnie to
nie dziwi. Mój brat ma za dużo cech samca alfa, by produkować coś innego
niż samce. Już dziś mogę się założyć, że nigdy nie będą mieli córki.
Wszystkie ważne dla mnie osoby budują swoje własne gniazda. I bardzo się
cieszę ich szczęściem. Naprawdę.
Jednak minął już rok, odkąd zdecydowaliśmy z Lukiem, że my też jesteśmy
gotowi na powiększenie rodziny. Dwanaście miesięcy najbardziej
intensywnych starań w historii. Tak przynajmniej czuję. Rok
comiesięcznych rozczarowań i przytłaczającego niepokoju, z którym nie
potrafię sobie poradzić.
Więc nawet jeśli już się przyzwyczaiłam, że gdziekolwiek spojrzę, tam
widzę wielki brzuch, to nadal sprawia mi to przykrość. I obawiam się, że
już zawsze tak będzie.
A co, jeśli nigdy się nie uda? Jeśli nigdy nie zajdę w ciążę?
Pielęgniarka wychodzi do poczekalni i wywołuje kolejną pacjentkę. Jej
głos ucisza pytania, które krążą mi po głowie. Patrzę, jak przyszła mama
powoli wstaje z krzesła i przechodzi kaczym chodem przez pomieszczenie.
Promienieje ze szczęścia.
Moje stopy nieustannie nerwowo podrygują. Czy ze zdenerwowania można
dostać zawału serca? Obawiam się, że jestem o jedną stresującą myśl od
przekręcenia się.
Wtedy drzwi prowadzące na korytarz się otwierają, a gdy podnoszę głowę,
widzę, że do pomieszczenia wchodzi Luke. Ma na sobie policyjny mundur i wygląda tak cholernie seksownie - jest przystojny każdego dnia tygodnia,
ale szczególnie w dni robocze - że na chwilę zapominam o tym, jak
nieswojo i nie na miejscu się teraz czuję.
Oddech więźnie mi w gardle, a ciało nieruchomieje, gdy patrzę na swojego
męża.
Od zawsze tak na niego reaguję. Nawet tego dnia, kiedy się poznaliśmy,
lata temu, podczas zbiórki pieniędzy na policję w Ruxton, kiedy
próbowałam udawać, że nie jestem nim zainteresowana, i zachowywałam się,
jakby był zwyczajnym facetem. Tyle że on nie mógł być "zwyczajnym
facetem". Absolutnie nie on.
Luke Evans jest oszałamiający. Na widok tak atrakcyjnego mężczyzny
kobiety zapominają języka w gębie i zaczynają się ślinić. Jest
absurdalnie przystojny. Wysoki i wysportowany, z idealnie wyrzeźbioną
sylwetką, umięśniony, ale nie nazbyt napakowany. Górne partie jego ciała
zdobią tatuaże. A twarz? Czysty obłęd. Wygląda jak model o surowym typie
urody, z grymasem, jakby był ciągle o coś wkurzony. Zdaję sobie sprawę,
że po takim opisie niektóre kobiety mogłyby kręcić nosem, ale zmieniłyby
zdanie, gdyby tylko zobaczyły Luke'a Evansa. Z pewnością by zmieniły.
Fakt, że przez dziewięćdziesiąt procent czasu wygląda, jakby od zadania
ciosu dzieliły go dwie sekundy, jest prawdopodobnie jego najbardziej
charakterystyczną cechą.
Nasze spojrzenia spotykają się chwilę po tym, gdy zamyka drzwi. Te
piękne bursztynowe oczy wpatrują się we mnie, powoli rozgrzewając
płynącą w moich żyłach krew. Na jego ustach pojawia się delikatny
uśmiech, a na twarzy widzę wypisane przeprosiny za to, że dotarł dopiero
teraz. Na moje nieszczęście potrafi we mnie czytać jak w pieprzonej
otwartej księdze i nienawidzi, gdy muszę przechodzić przez to sama. Ale
ja nie jestem sama.
Przyszedł.
Dzięki Bogu, że przyszedł.
- Cześć - mruczę i kładę głowę na jego ramieniu, gdy siada obok mnie. -
Dotarłeś.
- Przecież mówiłem, że będę. - Całuje mnie w czubek głowy, jego ciepły
oddech mnie rozgrzewa. - Wszystko w porządku? Długo czekasz?
- Dostatecznie długo, by poczuć się pokonana liczebnie. - Podnoszę głowę
i patrzę na niego. - Denerwuję się.
- Wiem.
- A ty?
Ściąga brwi.
- Nie, i co ci mówiłem na ten temat?
Odwracam wzrok i wpatruję się w podłogę, zwieszam ramiona.
- Że nie ma znaczenia, co się stanie i czego się dowiemy, bo ty nie masz
z tym problemu.
- My nie mamy z tym problemu - poprawia mnie. - No właśnie. Ej. -
Odwraca moją głowę w swoją stronę, gładzi kciukiem policzek. - Spytaj
mnie.
Zamykam oczy i wtulam się w jego dłoń. Nie muszę go o nic pytać.
Te słowa od zawsze były sposobem Luke'a na powiedzenie mi, że mnie
kocha, ale ostatnio, szczególnie przez miniony rok, stały się czymś
więcej. Oznaczają, że zawsze będzie dobrze, bez względu na wszystko. Są
obietnicą, że nic nas nie złamie. Nie muszę go o nic pytać i nie muszę
słyszeć od niego dokładnie tych słów. Ale muszę je wypowiedzieć. W tej
chwili czuję taką potrzebę.
- Kocham cię - szepczę, otwieram oczy i się w niego wpatruję. - I bardzo
się cieszę, że tu jesteś.
Pochyla się i przyciska swoje usta do moich, całuje mnie delikatnie. To
takie urocze.
- Odwrócić twoją uwagę?
Odchylam się zaintrygowana jego słowami.
Przecież mnie tutaj nie przeleci, prawda? Prawda?
Tak, potrzebuję, kurwa, odwrócenia uwagi. A łazienka na korytarzu
idealnie by się do tego nadawała.
Szybko zerkam na zegar nad recepcją i sprawdzam godzinę. Teoretycznie
moja wizyta zaczęła się dwie minuty temu.
- Ja to zawsze mam takie pieprzone szczęście - mruczę. - Nie mogłeś
przyjechać dwadzieścia minut temu i mnie o to spytać?
- Gdybym nie musiał ciągle ogarniać jakichś pierdół, z pewnością byłbym
wcześniej. Możesz podziękować swojemu bratu. - Luke garbi się na krześle
i prostuje długie nogi.
- Dlaczego? Co się stało? - pytam, ale on tylko kręci głową. - Luke!
- To głupie.
- O mój Boże, mów natychmiast. - Tak bardzo jestem ciekawa, że obracam
się w krześle i prawie kładę na podłokietniku. Gdy Luke wzdycha i odchyla głowę do tyłu, cicho chichoczę. - Wyduś to z siebie. Nie każ mi
dzwonić do Bena. Wiesz, że to zrobię - naciskam, a on odwraca głowę i mruży oczy. - Oho, już widzę, że to coś naprawdę niezłego. - Opieram
podbródek na pięści i uśmiecham się promiennie. - Dobra. Jestem gotowa.
Śmieje się, po czym przenosi wzrok na sufit, przejeżdża dłońmi po twarzy
i wzdycha zmęczony.
- Dostaliśmy zgłoszenie o krowach na Route 4. Utworzył się prawie
kilometrowy korek i ktoś musiał się tym zająć. Chciałem zrzucić to na
kogoś innego, ale Ben zdecydował, że to musimy być my. I to właśnie tym
zajmowałem się przez cały pieprzony poranek.
Przygryzam wargę i czekam. Wiem, że za tą historią kryje się coś więcej.
- Próbowałaś kiedyś zmusić krowy do ruszenia się, gdy nie mają na to
ochoty? To praktycznie niemożliwe. Czułem się jak idiota. Pchnąłem
jedną, ale bałem się, że się jeszcze przewróci, i co ja bym wtedy,
kurwa, zrobił? Więc próbowałem przywoływać je jak psa. Gwizdałem,
klaskałem, machałem rękami. Jestem pewien, że gapie mieli zajebisty
ubaw. Sprowadzenie krów z drogi zajęło nam trzy godziny. - Luke zaciska
powieki i kręci głową. - Pieprzyć Bena. Następnym razem będzie musiał
radzić sobie sam.
Jestem w stanie doskonale wyobrazić sobie to, co Luke właśnie opisał,
więc wszystkie siły poświęcam na powstrzymanie się przed rzuceniem się
na podłogę i turlaniem ze śmiechu. Udaje mi się nad sobą zapanować i stłumić chichot. Przesuwam dłonią po jego masywnej klatce piersiowej.
- Założę się, że wszyscy mieli naprawdę zajebisty ubaw - powtarzam jego
słowa. - Jesteś taki seksowny, Luke, zwłaszcza w tym mundurze - mówię
ciszej, by tylko on mógł mnie usłyszeć. Otwiera oczy i patrzy na mnie. -
Mógłbyś tam nawet żonglować wibratorami, a i tak wszystkie miałyby
kisiel w majtkach. Nie żartuję.
- Kochanie, to zabrzmiało naprawdę dziwnie.
- Ale to prawda. - Wzruszam ramionami i skubię guziki jego koszuli. - A ty nie wiedziałeś, że zapisując się do policji, zobowiązałeś się do
chronienia nas i służenia nam wszystkim, z uwzględnieniem zwierząt
hodowlanych? - Uśmiecham się. - Jeśli ktoś to nagrywał, chcę to
zobaczyć.
- Nie ma, kuźwa, szans.
- W porządku, ale jeśli kiedykolwiek będziesz miał okazję żonglować
publicznie wibratorami, to chcę dostać nagranie przynajmniej z tego.
Patrzy na mnie i widzę, że z całych sił powstrzymuje się przed
roześmianiem.
- Kocham cię, najdroższa.
- Wiem. - Uśmiecham się szerzej.
Pielęgniarka ponownie wychodzi do poczekalni.
- Tessa Evans! - woła i zerka w kartę pacjenta.
Mój żołądek gwałtownie się kurczy. Niepokój osiada na mnie niczym ciężki
cień i nie potrafię się spod niego wydostać. Wypuszczam powietrze i wstaję, wdzięczna za ciepło dłoni, którą Luke kładzie mi na plecach. To
mnie uspokaja.
Jest tutaj. Będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.
Przechodzimy ramię w ramię przez pomieszczenie, rozdzielamy się tylko
wtedy, gdy nie mieścimy się razem w drzwiach, ale już za progiem Luke
jest z powrotem u mojego boku i cały czas trzyma się blisko mnie.
- Tutaj. - Pielęgniarka kieruje nas do gabinetu doktor London. W ciągu
ostatniego roku byłam tu bardzo często. - Proszę usiąść. Pani doktor
zaraz przyjdzie.
- Dziękuję - mówię i odwzajemniam jej grzeczny uśmiech. Siadam na
krześle najbliżej okna i wyglądam na zewnątrz. Mrużę oczy od słońca. -
Gorąco dzisiaj.
- Ta.
- Mam wrażenie, że tak naprawdę nie było wiosny. A ja tak na nią
czekałam - paplam i znowu drga mi nerwowo noga. Gdy niepokój owija dłoń
wokół mojego pozbawionego nadziei serca, obgryzam paznokieć. Wpadam w panikę i przygotowuję się na najgorsze możliwe wieści, ponieważ czuję,
że powinnam być na nie gotowa. Muszę być gotowa.
Luke wsuwa dłoń pod moje włosy i delikatnie masuje mój kark.
- Jakie to przyjemne - mruczę, zamykam oczy i pochylam głowę. Daję
spokój mojemu biednemu paznokciowi, kładę ręce na udach i dociskam je,
żeby już nie podskakiwały.
Boże, Luke zawsze uspokaja mnie z taką łatwością. Jaka szkoda, że nie
dzieje się to częściej.
- Chciałabym, żebyś to robił cały czas.
- Rozcierał ci kark?
- Mhm. Działa na mnie każdy rodzaj twojego dotyku.
- Tesso, przecież ja cię ciągle dotykam. Kiedy niby tego nie robiłem?
- Kiedy byłeś w pracy.
Słyszę, że przesuwa się na krześle obok mnie, a opuszki jego palców
wciąż naciskają i przesuwają się płynnie po mojej skórze. Nie jestem w stanie spojrzeć w jego stronę czy choćby otworzyć oczu. Jest mi tak
dobrze, gdy czuję się otoczona opieką.
- Hej, sukinsynu, postanowiłem dać ci znać, że odchodzę.
Słyszę, jak mówi bardzo poważnym głosem. Spoglądam na niego i śmieję się
na widok telefonu przyłożonego do jego ucha.
- O mój Boże.
- Twoja siostra właśnie zaproponowała mi o wiele lepszą pracę, w dodatku
niewymagającą znoszenia twojej przygłupiej osoby. Biorę tę robotę. -
Uśmiecha się do mnie, po czym mówi do telefonu: - Nie, wciąż czekamy.
Tak... Tak, powiem jej. Jasne, na razie. - Kończy połączenie i chowa
urządzenie do kieszeni. - Twój brat kazał przekazać, że ma nadzieję, iż
wszystko pójdzie dobrze.
- Ja też mam taką nadzieję - szepczę.
Dłoń na moim karku przyciąga mnie bliżej, przechylam się na bok.
Zaczynamy się całować, najpierw delikatnie, potem, gdy nasze języki się
spotykają, coraz bardziej żarliwie. Jęczę w jego usta, i znów trochę
głośniej, gdy zasysa moją wargę, po czym praktycznie włażę mu na kolana,
a on zaczyna wydawać ciche, pełne desperacji pomruki.
- Och, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. - Lekarka wchodzi do gabinetu,
zamyka za sobą drzwi i obchodzi biurko, podczas gdy ja i Luke odsuwamy
się od siebie jak dwoje nastolatków, którzy zostali przyłapani w pokoju
któregoś z nich. - Chociaż jestem ogromną zwolenniczką takich czynności
- dodaje doktor London z uśmiechem i siada na swoim miejscu. - Kiedy
człowiek zajmuje się płodzeniem potomka, spontaniczne życie seksualne
może być bardzo pomocne.
- W takim razie już dawno powinno się udać. Pieprzymy się jak króliki.
Luke rzuca mi ostre spojrzenie. Nie wydaje się w najmniejszym stopniu
zszokowany moim wyznaniem.
- Skończyłaś już opowiadać o naszym życiu seksualnym?
- Jeszcze nie - droczę się z nim.
Lekarka chichocze. Doktor London to kobieta w średnim wieku, o jasnych,
zawsze upiętych w kok włosach. Jest miła i bezpośrednia. Z miejsca ją
polubiłam.
- I jak się macie?
- W porządku - odpowiada Luke, a ja wzruszam ramionami.
- Na pewno z niecierpliwością czekacie na wyniki. Przejdźmy zatem do
rzeczy.
Zgarnia leżące na biurku papiery w stos, by zrobić trochę wolnego
miejsca przed sobą. Kiedy kładzie tam grubą niebieską teczkę i zaczyna
przeglądać jej zawartość, łapię Luke'a za rękę. Splata swoje palce z moimi i pozwala mi pociągnąć swoją dłoń na moje kolana, gdzie nakrywam
ją drugą ręką.
- Panie Evans, mamy już wyniki badania nasienia i wszystko wygląda
dobrze. Właściwie to nawet spektakularnie. - Podnosi głowę i się do
niego uśmiecha. - Liczba plemników i ich ruchliwość są znacznie powyżej
średniej.
Odczuwam przytłaczającą chęć przewrócenia oczami.
- Szokujące - mamroczę, zwracając na siebie uwagę.
- Co takiego? - pyta lekarka.
- Niech pani da spokój. Przecież wystarczy na niego spojrzeć. -
Przechylam głowę w stronę Luke'a. - Czy naprawdę można było mieć pod tym
względem jakiekolwiek wątpliwości? Przecież to oczywiste, że ma idealną
spermę. Jest w doskonałej formie nawet w te kiepskie dni, a takie się
praktycznie nie zdarzają. Na pewno wszystkie inne plemniki chcą być jego
plemnikami.
- Jezu - mruczy Luke pod nosem. Wolną ręką pociera usta, długimi palcami
drapie pokrywający szczękę zarost. - Czasami mówisz naprawdę popieprzone
rzeczy.
- Stwierdzam tylko oczywistość. Nikt nie powinien być zaskoczony twoimi
wynikami. Ja nie jestem.
Lekarka znów cicho się śmieje.
- Zapewniam panią, Tesso, że pod tym względem problemy miewają nawet
atrakcyjni mężczyźni.
- Ale nie on. Byłam pewna, że on nie ma.
Panika w moim głosie i niepokój nie pozostają niezauważone. Opuszki
palców Luke'a wciskają się w grzbiet mojej dłoni, a wpatrujące się we
mnie oczy łagodnieją w wyrazie współczucia i zrozumienia.
- No to spójrzmy na pozostałe wyniki. - Lekarka sięga po kolejną kartkę
z teczki i przesuwa po niej palcem. Potem bierze następną i robi to
samo. - Cudownie - mówi, składa dłonie i unosi głowę. - Pani Tesso,
wszystko w normie. Naprawdę świetnie to wygląda.
Wypuszczam wstrzymywany oddech i opadam na oparcie krzesła. Dłoń Luke'a znów spoczywa na mojej szyi i delikatnie ją ściska, a on pochyla się
nade mną i całuje moją skroń. Czuję jego ciepły oddech, gdy szepcze:
- Kocham cię. Kuźwa, jak ja cię kocham.
Zamykam oczy i przyciskam policzek do jego policzka. Ulga, którą
odczuwam, jest krótkotrwała, bo jeśli wszystko jest świetnie, to w czym
jest problem? Hormony mam w normie. No i? Sperma Luke'a jest
nieskazitelna. W porządku... ale? Jak możemy się cieszyć, skoro wciąż tyle
pytań pozostaje bez odpowiedzi?
- I co teraz? - pytam.
- Teraz zaczynamy działać. - Lekarka patrzy to na mnie, to na niego. -
Przepiszę pani lek, ten, o którym rozmawiałyśmy...
- Aby wspomóc owulację, tak?
- W pewnym sensie tak. Zasadniczo to zwiększy stymulację pęcherzyków, co
z kolei podniesie poziom estrogenu. Ten lek przepisuję kobietom, które
mają trudności z owulacją, ale także tym, u których owulacja zachodzi
bez problemu, tak jak u pani. Proszę myśleć o tym jak o zwiększeniu
liczby jajek w koszyku. Zazwyczaj to pierwszy krok do podniesienia szans
na zajście w ciążę. Wielu kobietom udaje się to właśnie na tym etapie. -
Uśmiecha się do mnie. - Być może nie będziemy musieli wdrażać innych
terapii.
Ale ja i tak się zastanawiam. Nie mogę powstrzymać się przed pytaniem...
- A jeśli będziemy musieli?
Lekarka unosi rękę, jakby chciała uciszyć moje dalsze obawy.
- Tym będziemy się martwić później, jeśli w ogóle zajdzie taka potrzeba,
dobrze?
Luke ponownie łapie mnie za rękę.
- Dobrze - odpowiadam.
- Umówię również panią na badanie HSG, o którym chyba jeszcze nie
rozmawiałyśmy.
Kręcę głową i patrzę na Luke'a.
- Co to jest? - pyta.
- Podczas tego badania sprawdza się drożność jajowodów. Jest minimalnie
inwazyjne, ale wykonuje się je w szpitalu.
- Czy to operacja? - Dłoń Luke'a w mojej sztywnieje, potem mocniej się
zaciska.
- Nie, absolutnie nie. Pacjentka nie jest poddana narkozie, ale w tej
procedurze używany jest rentgen, a ja takiego w gabinecie nie mam. To
rutynowe badanie, bardzo często się je wykonuje. Naprawdę nie ma się
czym martwić.
- Czy gdyby moje jajowody były niedrożne, to już bym o tym nie
wiedziała?
- Niekoniecznie. U niektórych kobiet nie występują żadne objawy i wszystko okazuje się dopiero po wykonaniu badania. No i nie musi to
dotyczyć obu jajowodów. Niedrożny może być tylko jeden z nich, ale to i tak zdecydowanie utrudnia zajście w ciążę. Aby móc określić dalsze
kroki, powinniśmy to wykluczyć.
- A jeśli okażą się niedrożne? - pyta Luke. - Co wtedy?
Lekarka milczy przez chwilę.
- Będziemy się tym martwić, jeśli zajdzie taka potrzeba - powtarza.
- Wolałbym wiedzieć, co nas czeka. - Ton jego głosu staje się
ostrzejszy. Już nie prosi o informacje, tylko ich żąda.
Teraz to ja rozcieram wierzch jego dłoni.
- Panie Evans, rozumiem pańskie obawy, ale powiem tak - lekarka się
prostuje i teraz wydaje się bardziej władcza - moim zdaniem należy robić
wszystko krok po kroku i skupiać się jedynie na etapie, na którym
właśnie się znajdujemy. Mogłabym tu siedzieć i opisywać, co by było
gdyby, ale efekt, jaki bym tym tylko osiągnęła, to jeszcze większe
zdenerwowanie was obojga, a zwłaszcza pani. - Zerka na mnie. - Nie
sądzę, by tego pan chciał. Ja na pewno tego nie chcę. Fakt, że są tu
państwo teraz, jest już sam w sobie wystarczająco niepokojący. Bo
dlaczego państwo do mnie przyszli? Ponieważ macie trudności z zajściem w ciążę. I kiedy będziemy razem przechodzić przez proces diagnostyki i leczenia, cały czas będziecie mieli to z tyłu głowy. Nawet gdy
otrzymujecie takie wyniki - położyła dłonie na otwartej teczce -
naprawdę świetne wyniki, to ta myśl wciąż tam jest, prawda?
- Tak - potwierdzam.
Ja i Luke przez chwilę patrzymy sobie w oczy, zanim oboje ponownie
spoglądamy na doktor London.
- Na to nic nie poradzę - kontynuuje lekarka. - Mogę jednak kontrolować
sposób, w jaki państwa prowadzę, a w mojej profesjonalnej opinii
skupienie się na etapie, na którym właśnie się znajdujemy, to najlepsza
opcja kontynuowania tej podróży. Nie potrzebujemy dodatkowego stresu. To
nasz najgorszy wróg, rozumiecie?
- W takim razie mam przechlapane.
Lekarka uśmiecha się do mnie serdecznie.
- Pani Tesso, bez względu na to, jak bardzo bym chciała, nie mogę dać
żadnej z moich pacjentek gwarancji, że zajdzie w ciążę, jednak gdy mam
do czynienia z parą tak młodą jak państwo, bez rozpoznanych problemów
medycznych i z takimi wynikami - znów stuka palcami w kartki - mogę
powiedzieć, że szanse są duże.
Czepiam się jej słów, jakby to był oddech, którego już zaczynało mi
brakować. Luke również bardzo ich potrzebuje i także znajduje w nich
pocieszenie. Czuję, że rozluźnia uścisk na mojej dłoni, jego palce
wysuwają się spomiędzy moich, a następnie obejmują i masują moje
knykcie, by złagodzić spowodowany wcześniej ból.
- No dobrze. Lek zacznie pani przyjmować piątego dnia następnego cyklu,
musimy więc jeszcze chwilę poczekać. I będzie go pani stosować przez
pięć dni. - Bazgrze coś nieczytelnie na kartce, wyrywa ją i podaje mi
ponad biurkiem. - Jeśli z jakiegoś względu następny cykl się nie pojawi,
proszę do mnie zadzwonić. Zrobimy test ciążowy.
- Dobrze. - Nie dopuszczam do siebie myśli, że nie będę musiała do niej
zadzwonić, składam kartkę na pół i wsuwam ją do tylnej kieszeni szortów.
- Codziennie rano proszę mierzyć temperaturę, tak jak do tej pory.
Zazwyczaj owulacja zaczyna się od pięciu do dziesięciu dni po
rozpoczęciu przyjmowania leku. W dwudziestym pierwszym dniu cyklu
skieruję panią na badanie krwi.
- Żeby sprawdzić, czy jestem w ciąży?
- Żeby sprawdzić, czy doszło do owulacji - wyjaśnia. - Musimy
potwierdzić skuteczność leku.
- A co z tym drugim badaniem? HSG?
- Rejestratorka skontaktuje się z panią, aby potwierdzić termin,
najpierw jednak muszę przejrzeć grafik. Pewnie umówimy się na przyszły
miesiąc.
- A jeśli zajdę w ciążę na tym leku?
Uśmiecha się.
- Wtedy badanie nie będzie konieczne. - Ponownie składa dłonie. - Czy
mają państwo jeszcze jakieś pytania?
- Chyba nie - odpowiadam i patrzę na Luke'a.
Siedzi pochylony, opiera łokcie na kolanach, nie jest już tak skupiony.
Nie wiem, na co patrzy i czy w ogóle na czymś skupia spojrzenie. Chyba
nie.
- Panie Evans?
Podnosi wzrok, nabiera powietrza. Następnie delikatnie kręci głową.
Lekarka podaje rękę najpierw mnie, a potem Luke'owi.
- Wkrótce znowu się widzimy. Proszę być dobrej myśli.
Wychodzimy z gabinetu w ten sam sposób, w jaki do niego weszliśmy, Luke
trzyma się blisko mnie, z dłonią na moich plecach prowadzi mnie, ale też
uspokaja, jakby chciał powiedzieć: "Jestem tuż za tobą. Jestem tutaj".
Uczepiłam się tego jak pocieszenia.
Wychodzę na korytarz i ruszam w stronę wind, ale Luke zatrzymuje się i nie idzie dalej, więc ja też przystaję. Na plecach cały czas czuję jego
fantomowy dotyk.
- Cholera, zostawiłem tam telefon - mówi, odwraca się i łapie za klamkę.
- Musiałem położyć go na biurku.
- Och. - Wyobrażam sobie gabinet, blat biurka. Próbuję sobie
przypomnieć, co Luke zrobił z komórką po rozmowie z moim bratem. - Nie
widziałam twojego telefonu. Jesteś pewien, że tam go zostawiłeś?
- Na pewno. Idź już na dół. Zaraz cię dogonię.
- Mogę zaczekać.
Nagle wydaje się sfrustrowany i gotowy do kłótni ze mną. Wtedy w oddali
rozlega się piknięcie windy. Luke się rozluźnia i kiwa brodą w jej
stronę.
- No dobrze - mruczę. - Ale idę tylko dlatego, że nie mam ochoty czekać
całą wieczność na kolejną windę, a nie dlatego, że mi każesz. -
Energicznie odwracam się na pięcie i ruszam korytarzem. Spoglądam za
siebie i się uśmiecham.
Luke odwzajemnia uśmiech i wraca do gabinetu.
Zamyka za sobą drzwi.