Dwa dni wcześniej
Może te wakacje to był naprawdę fatalny pomysł - jak ostrzegał Robert.
Trzygodzinny lot do Malagi dobiegał już prawie końca, a oni ledwie zamienili ze sobą słowo poza podjęciem decyzji, którą nijaką kanapkę zamówić z pokładowej karty dań. Robert był pochłonięty lekturą jakiegoś thrillera, a Ellen przeglądała czasopismo, w które zaopatrzyła się na lotnisku. Tylko jej przypominało, dlaczego nie kupowała takich rzeczy. Wszyscy byli tam młodzi i piękni, co boleśnie podkreślało fakt, że żadne z tych określeń już do niej nie pasowało.
Znudzona poczuciem wybrakowania, wcisnęła gazetę do kieszonki na oparciu fotela, razem z broszurą linii lotniczych i ulotką z instrukcjami bezpieczeństwa, a następnie wyciągnęła paczkę Mint Imperials i poczęstowała Roberta.
- Dziwnie będzie znów zobaczyć się z Lucy, co nie?
Robert założył książkę kciukiem i wziął od niej miętówkę.
- Nadal nie rozumiem, po co tam jedziemy. Nie utrzymywaliśmy z nią kontaktu od ponad dwudziestu lat. Nie sądzisz, że pobyt w jej domu będzie krępujący?
Ponieważ musiał w ostatniej chwili ogarnąć kilka spraw zawodowych, a ona wybrała się na szybkie zakupy po kryjący niedoskonałości strój kąpielowy i ręczniki plażowe, których nie będzie się wstydzić, mieli tylko krótki moment na rozmowę o wyjeździe, odkąd dzień wcześniej kupiła bilety lotnicze.
- Rozumiem, co masz na myśli, ale kiedy się okazało, że jej córka studiuje na tej samej uczelni co Abigail, poczułam, że to przeznaczenie.
W zeszłym tygodniu pomogła swojemu najmłodszemu dziecku przenieść się do akademika i cała ta przeprowadzka wydawała jej się kompletnie abstrakcyjna. Ani ona, ani Robert nie postawili stopy w Canterbury od ukończenia studiów w 1998 roku. Od tego czasu wszystko się zmieniło - pokój Abigail przypominał bardziej średniej klasy hotel sieciowy niż studencką kwaterę, ze stosownie wysokim czynszem - lecz Ellen mimo to doświadczała słodko-gorzkiej nostalgii związanej z powrotem na kampus, na którym ona i Robert się w sobie zakochali.
Robert zmarszczył brwi.
- Cóż, Lucy też tam studiowała, tak samo jak my. Może przeprowadziła całą kampanię marketingową, żeby nakłonić do tego swoją córkę, tak jak ty Abigail.
Jego szorstki ton złagodziła uniesiona brew, przez co Ellen się roześmiała.
- Emily bardzo przypomina mi Lucy. Byłyśmy tam ledwie piętnaście minut, nim wsadziła głowę w drzwi i się przedstawiła. Zasypała Abbie pytaniami, wskutek czego ja powiedziałam, że kiedyś tam studiowaliśmy, i w ten właśnie sposób dowiedziałam się, że jest córką Lucy. Nie mogłam wprost uwierzyć, kiedy wymieniła nazwisko panieńskie matki i dodałyśmy dwa do dwóch.
Ellen była pewna, że już mu o tym opowiadała. Czy on w ogóle jej słuchał? Robert otworzył znów książkę i przebiegł wzrokiem tekst, żeby znaleźć miejsce, w którym skończył czytać.
- A dwa plus dwa sprawiło, że ona opowiedziała Lucy o tobie, przez co siedzimy teraz w samolocie do Malagi, żeby ją odwiedzić.
- Obiecaliśmy sobie, że weźmiemy kilka dni wolnego, kiedy Abigail rozpocznie studia. Zaproszenie od Lucy przyszło w odpowiednim momencie.
Nie dodała, że wystarczająco często rzucała aluzję, że to Robert powinien tym razem coś zorganizować. Miniony tydzień składał się dla niej z pakowania i odhaczania kolejnych zadań z listy oraz organizowania na ostatnią chwilę wizyt w Ikei w celu nabycia przyborów kuchennych dla Abigail - jej mąż natomiast nie zrobił nic. To również nie on odwiózł córkę na kampus, a potem musiał wracać z ciężkim sercem, uświadomiwszy sobie powagę pozostawienia jej na uczelni. Po raz kolejny był wtedy w delegacji. Coraz częściej tak się zdarzało. Jak na kogoś, kto twierdzi, że nie lubi swojej pracy przedstawiciela medycznego, poświęcał jej wyjątkowo dużo czasu.
Tym razem Robert zagiął róg strony i odłożył zamkniętą powieść na stolik.
- Ale to i tak trochę dziwne, nie sądzisz? Hej, nie rozmawialiśmy ze sobą od ponad dwudziestu lat, ale może chcielibyście przylecieć jutro do mnie do Hiszpanii?
Zadowolona z jego uwagi Ellen zmieniła pozycję tak, aby mogli normalnie porozmawiać.
- To nie do końca tak. Powiedziałam jej, że wzięliśmy tydzień wolnego w pracy, ale nie zaplanowaliśmy jeszcze niczego konkretnego, poza tym to przecież nie jest obca osoba. Kiedyś się przyjaźniliśmy, prawda? A jej wyraźnie zależało na odnowieniu kontaktu, bo inaczej po co prosiłaby Emily, żeby wzięła od Abby mój numer?
Robert spojrzał ze zmarszczonym czołem na okładkę swojego thrillera, która ukazywała mężczyznę w koszuli z podwiniętymi rękawami na tle jaskrawopomarańczowego zachodu słońca.
- Byłoby miło, gdybyś chociaż się ze mną skonsultowała, a nie od razu kupowała bilety.
Ellen odwróciła się i wbiła wzrok w oparcie fotela naprzeciwko.
- Myślałam, że to będzie przyjemna niespodzianka.
Z głośników dobiegł ich ostry komunikat:
- Załoga, przygotować się do lądowania.
W strefie odbioru bagażu panował nieprzyjemny tłok. Po hali snuły się grupki ludzi czekających na uruchomienie taśmy, niecierpliwie wyczekujących na swoje walizki, żeby móc rozpocząć wakacje. Młodzi zakochani, którzy trzymali się za ręce i dzielili słuchawkami, rodzice, którzy pilnowali, aby podekscytowane maluchy za bardzo się od nich nie oddaliły, oraz pary takie jak oni, których pociechy wyfrunęły już z gniazda.
Choć Ellen spodziewała się, że będzie się czuła nieco zagubiona bez Abigail w domu, nie była przygotowana na skalę wstrząsu związanego z wyprowadzką najmłodszego z jej dzieci. Canterbury znajdowało się niecałe dwie godziny drogi od ich domu w Sussex, ale równie dobrze mogło leżeć na Księżycu. Po odstawieniu córki do akademika Ellen wróciła do domu i stanęła na progu pokoju Abby, zarzuconego ubraniami, których dziewczyna postanowiła nie brać ze sobą. Już za nią tęskniła.
Robert stanął w szerokim rozkroku i skrzyżowawszy ręce, czekał, gotowy skoczyć po bagaże w chwili, w której się pojawią. W pomiętej lnianej marynarce i ciemnoniebieskich dżinsach wyglądał jak jedna z postaci z jego powieści. Może jakiś dyplomata. Ellen przysunęła się do niego i szturchnęła go w łokieć.
- Lucy ma basen, a ty uwielbiasz pływać.
Opuścił z westchnieniem ręce na boki i pozwolił, aby jego głowa opadła w wyrazie irytacji lub przeprosin.
- Nie musisz mnie przekonywać, Ellen. Wiem, że trochę zrzędziłem. Wybacz. Po prostu czuję się dziwnie. Skoro byłyście z Lucy takimi bliskimi przyjaciółkami, dlaczego zerwałyście ze sobą kontakt na tyle lat? Ale powiedziałem, że polecę, i jestem.
Był tam fizycznie. Ale ostatnio dzielił ich ogromny dystans. Rozmawiali wyłącznie o córkach albo pracy, ewentualnie o tym, który kontener trzeba wystawić na koniec podjazdu. Jednym z powodów, dla których Ellen wybrała na lotnisku akurat takie czasopismo, był nagłówek na okładce: Powrót romantycznej miłości. O to właśnie musieli zadbać. I na pewno odpowiednim do tego miejscem będzie piękny, słoneczny dom, w którym spędzą razem kilka dni.
W końcu taśma bagażowa stęknęła i ruszyła, a Robert podszedł bliżej, wypatrując ich walizek. Miał jednak rację, gdy pytał, dlaczego ona i Lucy nie utrzymywały przez wszystkie te lata kontaktu. Choć podczas zasypiania intensywnie się wczoraj nad tym zastanawiała, nie uzyskała odpowiedzi. Po studiach obiecały sobie, że pozostaną w kontakcie, ale życie każdej z nich potoczyło się inaczej. Po dotarciu na miejsce Ellen czuła się trochę zdenerwowana perspektywą ponownego spotkania z Lucy. Dwadzieścia siedem lat to szmat czasu. A jeśli nic już ich nie łączyło?
- Jest pierwsza. - Robert wysunął teleskopowy uchwyt walizki i przesunął ją w stronę Ellen, a potem wrócił wypatrywać drugiej.
Seria pobrzękiwań w telefonie oznaczała, że w końcu połączył się z hiszpańską siecią. Jedna wiadomość pochodziła od Lucy, która pisała, że czeka na nich z niecierpliwością w hali przylotów. Poprzedniego wieczoru Ellen przeszukała kilka starych pudeł w garażu, chcąc wygrzebać z nich zdjęcia z trzech wspólnych lat studiów. Pomyślała, że fajnie będzie je zabrać. W tamtym okresie Lucy była olśniewająco piękna i skupiała na sobie tak duże zainteresowanie, że reszta dziewczyn z ich grupy stawała się praktycznie niewidzialna. Ellen próbowała też wyśledzić ją w sieci, żeby się dowiedzieć, jak wygląda teraz, ale nie udało jej się znaleźć dawnej znajomej na Instagramie ani na Facebooku, a za bardzo się wstydziła poprosić ją o przesłanie aktualnego zdjęcia. Ale chyba ją rozpozna?
Na taśmę bagażową wytoczyła się druga walizka. Ellen aż się skrzywiła, słysząc mechaniczny zgrzyt. Nadal martwiła się o to, co zapakowała. Według prognozy serwisu BBC w Maladze miało świecić piękne słońce, co oznaczało krótkie spodenki i T-shirty oraz - co najbardziej przerażające - stroje kąpielowe. Grace, starsza córka, zaoferowała wczoraj, że pożyczy jej swoje bikini, a Ellen na samą myśl o tym omal się nie zadławiła kanapką z serem i piklami.
Robert podszedł do niej z drugą walizką.
- Idziemy?
Wokół nich rozbrzmiewały rozentuzjazmowane głosy turystów. W przeciwieństwie do nich Robert znajdował się w praktycznym nastroju i szedł żwawym krokiem w kierunku wyjścia. Rychłe spotkanie z Lucy coraz bardziej stresowało Ellen. Czy to szaleństwo, że kupiła wczoraj te bilety lotnicze po jednej rozmowie telefonicznej? A jeśli po tylu latach nic ich już nie łączyło? Wspomnień z uniwerku starczy na jeden wieczór, a zatrzymywali się u niej na trzy dni. Bez względu na świetny dom, basen i pogodę, jeśli zabraknie tematów do rozmów, wakacje okażą się bardzo krępujące. A jeśli Robert miał rację i to naprawdę był fatalny pomysł? Chwyciła go za rękę.
- Spróbujesz się dobrze bawić, prawda?
Zmarszczył czoło i przez krótką chwilę wyglądał tak, jakby chciał powiedzieć coś poważnego, ale potem jego twarz się rozpogodziła i odparł z uśmiechem:
- Dam z siebie wszystko.
Kiedy weszli do oświetlonej słońcem hali przylotów, Ellen zlustrowała wzrokiem barierkę. Starając się nie zawadzać idącym za nimi ludziom, zwolniła kroku i wypatrując znajomej twarzy, spoglądała ponad przyjaciółmi i członkami rodzin, którzy obejmowali się i w melodyjnej hiszpańszczyźnie wyrażali radość ze spotkania.
I wtedy ją zobaczyła. Lucy. Opaloną, szczupłą, w dopasowanej kremowej garsonce i czarnej jedwabnej bluzce z na tyle dużym dekoltem, że widać było zarys piersi. Ellen w najśmielszych wyobrażeniach nie spodziewała się, że Lucy będzie wyglądała równie efektownie. Dlaczego nie posłuchała rady Grace i nie ubrała się na podróż w coś bardziej stylowego?
Lucy pomachała do niej, a cieniutka diamentowa bransoletka na jej nadgarstku odbiła światło wpadające przez spore przeszklenia.
- Robert! Ellen! Tutaj!
Kilku taksówkarzy uwieszonych barierki, trzymających w rękach plakietki z nazwiskami klientów, spojrzało na nią z aprobatą. Jak widać nadal budziła duże zainteresowanie. Robert przyspieszył i znalazł się przy barierce tuż przed Ellen. Lucy zarzuciła mu ręce na szyję i powiedziała mu do ucha coś, co zginęło w lotniskowym harmidrze. Potem odwróciła się do Ellen z idealnym uśmiechem i zamknęła ją na krótko w kosztownie pachnących objęciach.
- Bardzo się cieszę, że przylecieliście.
Wyraz twarzy Roberta ponad ramieniem Lucy był dość nieodgadniony. Może to tylko nerwy związane z tą impulsywną wizytą, ale w jego oczach było coś, przez co Ellen poczuła się nieswojo.