I
Katarzyna Aragońska - królowa zza morza
Księżniczka Catalina, córka królów katolickich
"Niewiele jest w dziejach Anglii postaci równie tragicznych, dotkniętych
tak okrutnym losem"1 - pisał o królowej Katarzynie Aragońskiej
biograf jej drugiego męża Henryka VIII, A.F. Pollard. I trudno nie
przyznać mu racji, gdyż życie pierwszej żony Tudora naznaczone było
cierpieniem i upokorzeniami. Z drugiej jednak strony nie sposób nie
zauważyć, że ze wszystkich małżonek tego władcy to ona zaznała z nim
najwięcej szczęścia, chociaż doświadczyła również goryczy porzucenia i wygnania. Spośród wszystkich sześciu żon tego "Sinobrodego" na tronie,
jak nazywano króla, miała też najdłuższy staż małżeński i najdłużej ze
wszystkich cieszyła się tytułem królowej Anglii. Żoną, a zarazem
monarchinią była aż dwadzieścia cztery lata, tyle bowiem czasu upłynęło
od dnia jej ślubu i koronacji do dnia, w którym biskup Thomas Cranmer,
przewodniczący specjalnego sądu, uroczyście orzekł, że jej małżeństwo z Henrykiem Tudorem jest nieważne. Wówczas też straciła królewski tytuł na
rzecz przysługującego jej do śmierci tytułu księżnej wdowy Walii,
aczkolwiek ona sama do końca swych dni uważała się zarówno za małżonkę
monarchy, jak i prawowitą królową. Tak też zwracała się do niej jej
służba.
Tymczasem jej następczyni Anna Boleyn cieszyła się tytułem królewskim
znacznie krócej, bo niespełna trzy lata, i skończyła na szafocie, Jane
Seymour zaś była żoną Henryka jeszcze krócej, zaledwie siedemnaście
miesięcy, i zmarła, wydając na świat syna, upragnionego dziedzica
korony. Czwarta królewska małżonka, Anna Kliwijska, nie doczekała się
nawet skonsumowania małżeństwa, o koronacji nie wspominając, czego nie
można powiedzieć o jej następczyni Katarzynie Howard, której panowanie u boku Tudora trwało dwa lata i która, tak jak spokrewniona z nią Anna
Boleyn, położyła swą młodą głowę na katowskim pniu. Więcej szczęścia
miała ostatnia żona króla Katarzyna Parr, której dane było być żoną i królową niespełna cztery lata, ale, jak się przekonamy, była raczej
opiekunką i przyjaciółką Henryka niż jego partnerką.
Nad wszystkimi pozostałymi małżonkami Tudora Katarzyna Aragońska miała
jeszcze jedną przewagę: jako jedyna była dla swojego męża równorzędną
partnerką w rządach i polityce, do niej zwracał się o radę, z nią
konsultował swoje poczynania. Wprawdzie jako królewska małżonka i kobieta miała mniej do powiedzenia niż doradcy Henryka, ale to właśnie
ona pełniła funkcję regentki, kiedy w 1513 roku król wojował z Francją.
I w tej roli spisała się wyśmienicie.
Katarzyna miała też okazję poznać Tudora od jego najlepszej strony, w czasach kiedy humaniści, na przykład Erazm z Rotterdamu czy Thomas More,
widzieli w nim oświeconego władcę, wiążąc z nim wielkie nadzieje, i kiedy nic nie zapowiadało, że w najbliższej przyszłości zmieni się w tyrana. Dysponujemy dowodami, że Henryka i jego pierwszą żonę łączyła
miłość zarówno w rozumieniu romantycznym, jak i zmysłowym, a parze udało
się stworzyć wyjątkowo dobrane i szczęśliwe stadło. Tymczasem wciąż się
ją postrzega przez pryzmat późniejszego rozwodu i lat spędzonych
samotnie w zgryzocie i smutku oraz uważa za najbardziej nieszczęśliwą i najbardziej skrzywdzoną ze wszystkich sześciu żon Henryka VIII.
Katarzyna Aragońska była szóstym, a zarazem ostatnim dzieckiem Izabeli
Kastylijskiej i jej męża Ferdynanda Aragońskiego. Królowa powiła ją 16
grudnia 1485 roku w pałacu znajdującym się w jednym z najstarszych miast
Hiszpanii, Alcalá de Henares. Poród był długi i ciężki, ale dumna
władczyni jak zwykle nie wydała z siebie słowa skargi. Jeden z zagranicznych dyplomatów przebywających wówczas na dworze Ferdynanda i Katarzyny tak pisał: "Kobiety, które służyły w jej komnacie, oznajmiły,
iż nigdy nie słyszały, aby się skarżyła, gdy chorowała lub straciła
dziecko [...] ale znosiła wszystko z niezwykłym męstwem"2.
Matka bohaterki tej opowieści była niezwykłą kobietą i wybitną królową,
bez wątpienia najsłynniejszą władczynią w historii Hiszpanii, która jej
zawdzięcza nie tylko zjednoczenie i pozbycie się Maurów okupujących te
ziemie od ośmiuset lat, ale także rozkwit i późniejszą potęgę. Izabela
wsparciem udzielonym Krzysztofowi Kolumbowi walnie przyczyniła się także
do zapoczątkowania epoki wielkich odkryć geograficznych, a odkrycie
przez niego Nowego Świata miało uczynić Hiszpanię wielkim i zamożnym
imperium.
22 kwietnia 1451 roku, kiedy urodziła się matka przyszłej królowej
Anglii, znana w historii jako Izabela Kastylijska, Hiszpania w dzisiejszym rozumieniu jeszcze nie istniała. W średniowieczu termin
"Hiszpania" był pojęciem czysto geograficznym, a Hiszpanami nazywano
wszystkich mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego, z Portugalczykami na
czele, podobnie zresztą, jak Niemcami określano wszystkich mieszkańców
środkowej i północnej części naszego kontynentu, z Polakami włącznie.
Półwysep natomiast w świadomości większości Europejczyków był miejscem,
w którym przebiegała granica pomiędzy światem chrześcijańskim a muzułmańskim, ponieważ jego część od 711 roku znajdowała się pod
panowaniem arabskim. Od VIII wieku chrześcijanie starali się wypędzić
Maurów z zajmowanych przez nich terytoriów, rozpoczynając tym samym
wojnę, która do historii przeszła pod nazwą rekonkwisty. Podczas tych
walk na Półwyspie Iberyjskim wyodrębniło się kilka niezależnych królestw
chrześcijańskich, z których największą potęgę zyskały Kastylia oraz
Aragonia. I to właśnie w Kastylii, która swą nazwę zawdzięcza
prawdopodobnie licznym zamkom wybudowanym na jej obszarze, w 1451 roku
przyszła na świat Izabela.
Wprawdzie urodziła się w rodzinie udzielnego władcy Kastylii Jana II
Kastylijskiego i była jego najstarszym dzieckiem, nie narodziła się jako
następczyni tronu. Tytuł ten należał do starszego od niej o dwadzieścia
siedem lat przyrodniego brata, księcia Asturii Henryka, wywodzącego się
z pierwszego małżeństwa Jana z Marią Aragońską. I to właśnie on objął
panowanie po ojcu, który zmarł 20 lipca 1454 roku, usuwając w cień
przybrane rodzeństwo. Mimo to po wielu perypetiach 20 stycznia 1479 roku
Izabeli udało się zasiąść na tronie Kastylii, a wcześniej zdołała okpić
starszego brata, wbrew jego woli wychodząc za Ferdynanda, syna Jana
II,władającego księstwem Aragonii.
Wychowana w głębokiej wierze, religijna księżna nie wiedziała, że jej
związek został zawarty za pomocą oszustwa, ponieważ łączące ją z narzeczonym dalekie pokrewieństwo wymagało na ślub dyspensy papieża.
Tymczasem zasiadający wówczas na tronie Piotrowym Paweł II nie kwapił
się z wydaniem stosownego dokumentu, gdyż obawiał się narazić
przeciwnikom tego związku: Kastylii, Portugalii i Francji. Ponieważ
jednak władcy Aragonii również zależało na tym małżeństwie, Ferdynand
poszukał pomocy w Rzymie. Za pośrednika i sojusznika wybrał człowieka
obdarzonego nie tylko wyjątkową inteligencją oraz iście lisim sprytem,
ale także pozbawionego kręgosłupa moralnego i wszelkich skrupułów -
Rodriga Borgię, późniejszego niesławnego papieża Aleksandra VI. Za jego
sprawą sfałszowano bullę papieską i to wystarczyło, by 14 października
1469 roku Ferdynand i nieświadoma owych machinacji Izabela stanęli na
ślubnym kobiercu.
Pięć lat później, po śmierci Henryka, para stoczyła zwycięską dla
Izabeli wojnę o sukcesję tronu kastylijskiego z bratanicą Joanną,
wyznaczoną przez zmarłego władcę na jego następczynię. Wprawdzie
istniały uzasadnione podejrzenia, że sukcesorka nie jest biologicznym
dzieckiem Henryka, który miał podobno poważne problemy z wypełnianiem
małżeńskich obowiązków, a co za tym idzie - płodzeniem potomstwa, o czym
świadczy nie tylko jego przydomek Bezsilny, który można tłumaczyć wręcz
jako "impotent", ale także fakt, że jego pierwsza żona, odesłana do domu
rodziców po trzynastu latach małżeństwa, wciąż była dziewicą. A Joannę,
której doczekał się z drugiego małżeństwa z Joanną Portugalską, zwano la
Beltraneja, co stanowiło aluzję do jej pochodzenia z nieprawego łoża.
Jak głosiła oparta na mocnych podstawach plotka, jej prawdziwym ojcem
był kochanek królowej, a zara-zem doradca monarchy, Beltrán de la Cueva.
Pomimo owych wątpliwości trzynastoletnią wówczas Joannę poparli nie
tylko kastylijscy możni, którzy obawiali się, że zamężna z dziedzicem
potężnej Aragonii Izabela nie będzie potrzebowała wsparcia i ukróci ich
samowolę, ale także Portugalia, o co zadbał jeszcze za życia Henryk.
Władca nie tylko obsypał swoich szlacheckich poddanych licznymi
przywilejami, ale także wydał Joannę za jej wuja, rodzonego brata jej
matki, władającego Portugalią Alfonsa V Afrykańczyka.
Obrona praw małżonki, a zarazem siostrzenicy leżała zatem w żywotnym
interesie Alfonsa. Izabela i Ferdynand walczyli nie tylko przeciwko
wojskom Kastylii, ale także z potężną Portugalią, lecz po czterech
latach zmagań udało im się zwyciężyć w bitwie pod Toro 12 marca 1476
roku. W tym czasie zyskali też poparcie Sykstusa IV, który zastąpił
zmarłego Pawła II. Przychylny im papież unieważnił także małżeństwo
rywalki Izabeli, Joanny, z powodu zbyt bliskiego pokrewieństwa łączącego
ją z królem Portugalii. W takiej sytuacji Alfons ostatecznie zrezygnował
z walki i 4 września 1479 roku w Alcáçovas podpisał traktat pokojowy.
Król Portugalii uznał wówczas Izabelę za prawowitą władczynię Kastylii,
z prawem do Wysp Kanaryjskich. Zawarcie ugody z Portugalią zbiegło się w czasie z innym, znamiennym wydarzeniem w życiu Izabeli i Ferdynanda. W styczniu 1479 roku zmarł ojciec Ferdynanda Jan. W ten sposób Izabela
wraz z małżonkiem zostali władcami Aragonii i podległych jej posiadłości
śródziemnomorskich.
Wygrana wojna nie zakończyła jednak kłopotów Izabeli, która musiała
poradzić sobie z kolejnym konfliktem: wojną domową pomiędzy
najważniejszymi i najbogatszymi rodami Kastylii. I wówczas po raz
kolejny dowiodła swojej determinacji, wkraczając na czele swoich wojsk
do Sewilli. Osobiste poprowadzenie wojsk przez królową spowodowało, że
najwięksi oponenci, oszołomieni jej energią, autorytetem i charyzmą, a także splendorem jej dworu, bez szemrania złożyli hołd władczyni, która
okazała im wielką łaskawość, co z perspektywy czasu było bardzo trafną
decyzją. Izabeli udało się odzyskać dla korony część zagarniętych
królewszczyzn, ale pozostawiła swoim oponentom większość ich majątków,
aby nie czynić sobie wśród nich nowych wrogów. Równie łaskawie
potraktowała większość przedstawicieli opozycji, którzy opowiadali się w zakończonej niedawno wojnie po stronie Portugalii. Osiągnąwszy swój cel,
zabrała się do reform w państwie, i na tym polu również odniosła sukces.
Izabeli udało się także wzmocnić władzę królewską pozornie prostymi
metodami: zakazując szlachcie umieszczania w herbach koron, których
wizerunek został zastrzeżony jedynie dla monarchów, jak rów-nież
stosowania na swoich dworach określonych zwrotów i ceremoniałów,
właściwych odtąd wyłącznie dla dworu królewskiego. Ukróciwszy samowolę i potęgę miejscowych możnowładców, królowa umożliwiła rozwój miastom, a podjęte wspólnie z mężem, władcą Aragonii, posunięcia ekonomiczne, w tym
reforma monetarna, jak również złagodzenie polityki celnej, wpłynęły na
rozwój handlu.
Objęcie władzy przez Izabelę w jej ojczyźnie spowodowało problemy z tytulaturą jej małżonka, zwłaszcza że ambitna kobieta została koronowana
w Segowii na udzielną władczynię pod nieobecność męża. Kiedy Ferdynand
przybył do Kastylii, wyraził głębokie niezadowolenie, że na skutek
poczynań żony został jedynie królem małżonkiem. Obowiązujące wówczas w Aragonii prawo salickie, na które nie omieszkał się powołać Ferdynand,
dawało pierwszeństwo w dziedziczeniu mężczyznom. Tymczasem przywołane
przez Ferdynanda prawo nie obowiązywało w Kastylii, a gdyby nawet
obowiązywało, jego małżonka z całą pewnością znalazłaby pretekst, by nie
oddawać mu władzy, uzasadniając to, swoim zwyczajem, prawem pochodzącym
od samego Stwórcy. Ostatecznie osiągnięto kompromis i na początku 1475
roku Ferdynand został uznany za współrządcę Kastylii, a jego imię
wymieniano odtąd we wszystkich dokumentach przed imieniem Izabeli,
chociaż tytuły pary monarszej miały zaczynać się od kastylijskich i być
wymieniane na przemian z aragońskimi. Ferdynand zaś zasiadł na tronie
Aragonii w 1479 roku, po śmierci ojca, jako udzielny władca.
Ale Izabela miała znacznie większe ambicje, postanowiła bowiem pozbyć
się ostatecznie z Półwyspu Iberyjskiego muzułmanów i zakończyć
rekonkwistę. I tu także odniosła sukces, wypowiadając muzułmanom wojnę
totalną, polegającą na utrzymywaniu wojsk w obcym kraju i zdobywaniu
kolejno każdej twierdzy i każdego miasta. Była to dość kosztowna, ale
bardzo efektywna strategia, a Izabela nie wahała się zastawić swojej
biżuterii, by pokryć koszty kampanii. Ofensywę prowadzono tylko wiosną i latem, zdobywając kolejne terytoria. Jak podkreślają historycy
wojskowości, choć wojna była prowadzona w tradycyjny sposób, to zdobyto
się na zastosowanie artylerii, która okazała się przydatna zwłaszcza
podczas oblężeń potężnie ufortyfikowanych arabskich twierdz. Poza tym
królowa osobiście inspirowała swoich żołnierzy do wzmożonych działań,
stając wśród nich i modląc się na środku pola bitwy. W efekcie do 1491
roku Izabela i jej mąż opanowali większość Emiratu Grenady, z wyjątkiem
silnie ufortyfikowanej stolicy. Ich wojska przystąpiły do oblężenia
miasta, a na rozkaz królowej, przekonanej oczywiście, że wszystkimi jej
działaniami kieruje Bóg, zbudowano twierdzę w kształcie krzyża, skąd
Ferdynand i jego żona mogli swobodnie obserwować oblężenie. Wkrótce
stało się jasne, że przepełniona uchodźcami Grenada skazana jest na
klęskę. Ludność cierpiała głód, a kwiat arabskiego rycerstwa ginął w potyczkach toczonych pod murami z chrześcijańskimi rycerza-mi. W końcu
ostatni emir Grenady Muhammad XII, znany jako Boadbil, podjął decyzję o przystąpieniu do negocjacji w sprawie poddania miasta. 2 stycznia 1492
roku Muhammad XII skapitulował przed parą królewską, otwierając przed
nią bramy swej stolicy i poddając Alhambrę. Królową rozpierała duma i szczęście. W tym samym roku, w którym otworzyły się przed nią mury
Alhambry, królowa wyprawiła w rejs Krzysztofa Kolumba, finansując jego
wyprawę do Indii. Jak wiadomo, słynny żeglarz ostatecznie tam nie
dotarł, ale 12 października 1492 roku jego statki dobiły do brzegów
Ameryki, kontynentu nieznanego wcześniej Europejczykom, zapoczątkowując
w ten sposób złotą erę odkryć geograficznych.
Cztery lata później, 19 grudnia 1496 roku, rodziców Katarzyny spotkał
wielki zaszczyt - ówczesny papież Aleksander VI (znany nam Rodrigo
Borgia) nadał Izabeli i Ferdynandowi dożywotni i dziedziczny tytuł
Królów Katolickich. W ten sposób stali się władcami równymi Królom
Arcychrześcijańskim, czyli monarchom francuskim. Papież, nadając
dożywotni tytuł Królów Katolickich władcom Hiszpanii, dał wyraz swojej
polityce antyfrancuskiej, ponieważ królowie francuscy od wieków dążyli
do decydowania w sprawach Kościoła, przynajmniej na terenie swego
państwa. Przyglądając się tej kwestii, trzeba jednak przyznać, że
papież, przyznając ten zaszczytny tytuł parze królewskiej, poniósł
porażkę. Za czasów jej panowania ustaliły się bowiem podstawy
absolutyzmu w Hiszpanii i prymat władzy królewskiej nad papieską. Każda
bulla wydana przez Ojca Świętego musiała być zatwierdzona przez parę
królewską, wyroki sądów duchownych podlegały apelacji sądów świeckich, a kandydatów na stanowiska kościelne zatwierdzali wyłącznie władcy. Także
powołana przez Izabelę w 1478 roku inkwizycja hiszpańska nie podlegała
papieżowi, ale hiszpańskim monarchom.
Wielkim uznaniem następcy Świętego Piotra cieszyła się natomiast
polityka względem żydów, którym królowa dała do wyboru: albo konwersję
na katolicyzm, albo wygnanie z kraju. W efekcie Półwysep Iberyjski
opuściła ponad połowa ludności żydowskiej żyjącej dotąd na tym obszarze,
a ci, którzy zostali i się nawrócili, bardzo szybko przekonali się, że
przyjęcie narzuconego przez władczynię wyznania bynajmniej nie chroniło
przed prześladowaniami.
Choć Izabela i Ferdynand pozornie nie byli dobraną parą i więcej ich
dzieliło, niż łączyło, stworzyli udany związek. Małżonkowie doszli do
porozumienia nie tylko na polu polityki ale, co było bardzo rzadkie w przypadku małżeństw aranżowanych ze względów politycznych i dynastycznych, odnaleźli prawdziwą miłość. Jak słusznie zauważają
historycy, niebagatelne znaczenie miał zbliżony wiek i zapewne bardzo
podobny temperament królewskiej pary. Dzięki żonie Ferdynand, wcześniej
stroniący od ksiąg, przekształcił się w wielkiego mecenasa kultury i sztuki, nauczył się też ukrywać swoje uczucia, prezentując poddanym
nieprzeniknione, chłodne oblicze rozsądnego władcy i trzeźwego polityka.
Ambitna i dumna Izabela w przerwach pomiędzy wojowaniem, rządzeniem i reformowaniem państwa rodziła i wychowywała dzieci, których doczekała
się z Ferdynandem, przy czym wieku dorosłego dożyło jedynie sześcioro.
Jak na wojowniczkę z krwi i kości oraz pogromczynię Maurów przystało,
królowa rodziła kolejne córki i synów, nie wydając żadnych okrzyków i jęków. Izabela uważała bowiem, że monarchini nie przystoi okazywanie
słabości właściwych "zwyczajnym" niewiastom. Z pokorą przyjmowała też
śmierć kolejnych noworodków płci męskiej, ciesząc się jedynym synem
Janem, który dożył wieku dorosłego. Pierwszym potomkiem królewskiej pary
była urodzona 2 października 1470 roku Izabela, która do historii
przeszła jako księżna Asturii, kolejnym - wspomniany już syn Jan, znany
jako Jan z Asturii, który urodził się 28 czerwca 1478 roku. Po nim na
świat przyszły kolejne córki: urodzona 6 listopada 1479 roku Joanna, a po niej, 29 czerwca 1482 roku, Maria. Jak wiadomo, swoje najmłodsze
dziecko, córkę Katarzynę, królowa urodziła trzy lata później. Być może
imię nadano jej na cześć prababki ze strony matki, Katarzyny Lancaster,
ale mała księżniczka używała jego kastylijskiej wersji - Catalina.
Zresztą jej angielska prababka, córka Jana z Gandawy, która w 1388 roku
przybyła na Półwysep Iberyjski z dalekiej Anglii, by poślubić Henryka
III Chorowitego i doczekać się z nim trójki dzieci, w tym Jana, ojca
Izabeli, była nazywana przez poddanych swojego męża właśnie Cataliną.
Los sprawił, że prawnuczka, a zarazem imienniczka Katarzyny Lancaster,
odbyła identyczną podróż jak przed laty jej prababka, ale w przeciwną
stronę, i została królową Anglii.
Narzeczony z Albionu
Kiedy mała Catalina płaczem oznajmiła wszystkim swoje przyjście na
świat, Anglia była widownią dramatycznych zmian. Zaledwie dwa lata
wcześniej Ryszard III York ogłosił synów i dziedziców swojego brata
Edwarda IV bękartami, by przejąć tron. Lecz władzą nie cieszył się zbyt
długo, 22 sierpnia 1485 roku, a więc niespełna pięć miesięcy przed
narodzinami najmłodszej córki Ferdynanda i Izabeli, zginął w bitwie pod
Bosworth, a korona spoczęła na skroniach Henryka Tudora, zwycięzcy owej
batalii kończącej wojnę Dwóch Róż3. Kiedy księżniczka Catalina
miała zaledwie miesiąc, świeżo upieczony władca Anglii ożenił się z Elżbietą York. Wówczas jednak na dworze hiszpańskim nikt nie mógł
przypuszczać, że dwóch synów wywodzących się z tego związku zostanie
kolejnymi mężami małej księżniczki, leżącej wówczas w kołysce. Kiedy
jednak się okazało, że głównie dzięki małżeństwu oraz przyjściu na świat
pierworodnego królewskiej pary, księcia Artura, pozycja Tudora na tronie
znacznie się umocniła, Ferdynand i Izabela postanowili skojarzyć
dziedzica korony z małą Cataliną i jako pierwsi, w 1487 roku,
zaproponowali królowi Anglii rękę księżniczki dla liczącego sobie
wówczas zaledwie pół roku Artura. Ponieważ angielski dwór zapatrywał się
na projekt mariażu z wielkim entuzjazmem, postanowiono przejść do
konkretów, powierzając negocjacje ówczesnemu, a zarazem pierwszemu w historii, ambasadorowi Hiszpanii w Anglii, doktorowi Rodrigowi
Gonzálezowi de la Puebli, który przystąpił do działania w maju 1488
roku. Sojusz Henryka i Ferdynanda był wymierzony przeciwko Francji
zmierzającej do dominacji na kontynencie, Tudor zaś widział w nim także
szansę na ostateczne unieszkodliwienie Plantagenetów, szukających
sojuszników w staraniach o odzyskanie tronu właśnie na Półwyspie
Iberyjskim.
Osoba Izabeli Kastylijskiej, udzielnej władczyni cieszącej się takimi
samymi prawami jak jej małżonek i opromienionej sławą pogromczyni
Maurów, niewątpliwie budziła podziw w całej Europie, w tym także na
dworze Tudorów. Elżbieta York, nosząca wprawdzie dumny tytuł królowej,
ale będąca jedynie królewską małżonką, niemal w każdym liście do
przyszłej teściowej swego starszego syna powoływała się na "znakomite
dostojeństwo i cnotę, czym Wasza Wysokość tak jaśnieje i tak się
wyróżnia, aż twe sławne imię wszędzie rozchodzi się i rozbrzmiewa"4. Adresatka owych słów wcale nie zamierzała im
zaprzeczać, gdyż była święcie przekonana o ich słuszności. Z całą
pewnością bowiem stoczona w przeszłości walka o sukcesję kastylijską
wywarła wpływ na osobowość Izabeli, a zwłaszcza na jej poglądy dotyczące
istoty i uprawnień władzy królewskiej. Zdobyte wówczas doświadczenia
wyrobiły w niej przekonanie, że władza monarsza pochodzi od Boga,
dlatego królowie powinni być posłuszni jedynie woli Stwórcy. Wbrew
pozorom takie pojmowanie królewskiej władzy było też związane z jej
płcią. Pamiętajmy, że ta ambitna i niebywale aktywna władczyni żyła w średniowieczu, a więc w okresie, kiedy miejscem kobiety był dom, a jedynym, czego od niej oczekiwano, było urodzenie gromadki zdrowych
dzieci, najlepiej synów. Wywodząc swą władzę od Boga, młoda królowa
znajdowała znakomite uzasadnienie swych śmiałych i zapewne dla
niektórych szokujących poczynań. Skoro za każdą decyzją władczyni stał
Bóg, jej poddani musieli bez szemrania pogodzić się z władzą sprawowaną
przez kobietę. W owym mniemaniu utwierdziły ją także sukcesy w walkach z Maurami, jak również tytuł przyznany parze królewskiej przez papieża.
Takie przekonanie wpajała też wszystkim swoim dzieciom, dlatego
Katarzyna dorastała w przekonaniu o wyższości księżniczki krwi nad
maluczkimi. Z rodzinnego domu wyniosła też obraz zgodnej rodziny
królewskiej, w której małżonkowie współpracują na polu polityki i wspierają się w niełatwej sztuce rządzenia państwem. Matka wpoiła jej
także głęboką wiarę w boski charakter wszystkich małżeństw, jak również
przekonanie, że to Bóg zsyła ludziom mężów i żony, a kobieta, wchodząc w związek małżeński, nawet jeżeli ma prawa do tronu, automatycznie podlega
mężowi, z którym jest związana nierozerwalnym węzłem małżeńskim do końca
życia. Wierne naukom matki dwie córki Izabeli, Joanna i Katarzyna, będą
potem trwać przy swoich mężach, których, jak wierzyły, poślubiły nie
tylko z powodów politycznych czy kierując się racją stanu, ale przede
wszystkim - z woli Boga. Pobożna do bólu Izabela, podobnie jak większość
ówczesnych żon, z iście stoickim spokojem tolerowała mężowską
niewierność, bo Ferdynand, mimo że darzył małżonkę silnym uczuciem, był
niebywale czuły na wdzięki niewieście. Doskonale wiedziała, że monarcha
prędzej czy później znudzi się nawet najpiękniejszą kochanką i potulnie
do niej wróci, miała też świadomość, że żadna z nich, choćby wywodziła
się z najmożniejszego rodu, nie ma najmniejszych szans, by zostać żoną
władcy. Taka ewentualność nie mieściła się również w głowach córek
królewskiej pary.
Możemy przypuszczać, że Izabela zapewne była matką dość surową i wymagającą. Z całą pewnością wielką miłością darzyła syna, uwielbianego
także przez siostry, z którym wiązała wielkie plany na przyszłość.
Wiadomo, że była też bardzo zżyta z najmłodszą córką Katarzyną.
Najbardziej skonfliktowana była natomiast z Joanną, a powodem
bezustannych kłótni między matką a córką stała się zapewne neurotyczna
nadwrażliwość Joanny, odziedziczona zresztą, podobnie jak imię, po jej
babce po kądzieli. Zarówno Izabela, jak i jej mąż dokładali wszelkich
starań, by należycie wychować swoje potomstwo. Korzystali przy tym z pomocy wychowawców i licznych nauczycieli, dzięki którym ich córki i syn
władali kilkoma językami, w tym również łaciną, mimo że Izabela nie
miała talentu do nauki języków obcych i ponoć nigdy nie opanowała języka
Horacego. Duży nacisk kładziono też na przygotowanie królewskich dzieci
do ewentualnych rządów, jak również na etykietę obowiązującą na
ówczesnych dworach. Trzecie z kolei dziecko Izabeli i Ferdynanda, córka
Joanna, słynęło z uzdolnień muzycznych i nadzwyczajnych umiejętności
tanecznych, ale edukacja wszystkich dziewcząt z rodziny królewskiej
obejmowała naukę muzyki, śpiewu i tańca. Wszystkie uczyły się także
haftu, szycia i koronkarstwa.
Katarzyna żywiła wielki podziw i szacunek dla ojca, po którym przejęła
nieufność do Francji, ze względu na położenie geograficzne uważanej
przez Ferdynanda za głównego nieprzyjaciela Aragonii. Ta wrogość
zaważyła także na wyborach mężów dla córek, przede wszystkim dla Joanny,
którą w wieku szesnastu lat wydał za syna cesarza Maksymiliana
Habsburga, arcyksięcia Filipa, a rok później ożenił Jana, swojego
jedynego syna i następcę tronu, z arcyksiężniczką Małgorzatą. Najstarszą
córkę, Izabelę, wyprawił natomiast do sąsiedniej Portugalii, gdzie w 1490 roku poślubiła kuzyna, infanta Alfonsa Portugalskiego, następcę
tronu. Niestety, parze nie było pisane długie i szczęśliwe pożycie
małżeńskie, gdyż kilka miesięcy po ślubie Alfons zmarł w wyniku
poważnych obrażeń, których doznał na skutek upadku z konia. Zaledwie
sześć lat później Izabela ponownie stanęła na ślubnym kobiercu, za
sprawą swojego ojca poślubiając bratanka ówczesnego władcy Portugalii,
Manuela I Szczęśliwego. Przydomek, który mu nadano, z całą pewnością
jednak nie odnosił się do jego małżeństwa z księżniczką kastylijską,
Izabela zmarła bowiem zaledwie rok po ślubie na skutek komplikacji po
urodzeniu syna, Miguela da Paz, który żył tylko dwa lata. W 1500 roku
jej miejsce u boku Manuela zajęła młodsza od Izabeli o dwanaście lat jej
siostra Maria, która obdarzyła swego małżonka aż ośmiorgiem dzieci, w tym także następcą tronu.
Anglia, państwo, które status imperium zyskało dużo później, nie była
atrakcyjnym sojusznikiem i nie mogła się równać ani z Hiszpanią
Aragonów, ani z cesarstwem Habsburgów, ani z Francją. Była krajem dość
słabo zaludnionym - jej ludność, wliczając mieszkańców Walii, nie
przekraczała dwóch i pół miliona, podczas gdy Kastylię i Aragonię,
którymi władali Królowie Katoliccy, zamieszkiwało siedem i pół miliona,
a król Francji mógł się pochwalić aż piętnastoma milionami poddanych.
Jedynym, aczkolwiek ważkim atutem w ręku Tudora były angielskie porty, z których musieli korzystać zmierzający do Niderlandów kupcy hiszpańscy,
porty francuskie bowiem z powodu napiętych stosunków między Francją a ich ojczyzną były dla nich wówczas zamknięte. Sporną kwestią w stosunkach z Francją były roszczenia angielskich królów do korony
francuskiej, które przed laty doprowadziły do wybuchu wojny stuletniej.
Angielscy władcy, mimo przegranej, poczynając od króla Henryka VI
Lancastera, tytułowali się królami Francji. Ferdynand musiał sobie
zdawać sprawę, że w przypadku ewentualnego konfliktu zbrojnego z Francją
Anglicy powinni stanąć po jego stronie.
Mimo wszystko Król Katolicki nie pałał entuzjazmem do małżeństwa swojej
córki z Tudorem. Jak mówił, nie jest zachwycony perspektywą jej wejścia
do "rodziny, która lada dzień może zostać przepędzona z Anglii"5. I było w tym sporo racji, Henryk VII bowiem nie
siedział zbyt pewnie na tronie, chociaż jego pozycję z pewnością
umocniły narodziny syna Artura, którego doczekał się z Elżbietą York.
Chłopiec nazywany "krzewem różanym Anglii" chował się zaskakująco
zdrowo, co może być argumentem przeciw tezie, jakoby był wcześniakiem,
ale też jej nie wyklucza. Był ładnym dzieckiem o blond włosach, nie
sprawiał problemów wychowawcom i budził powszechny podziw manierami. Nic
zatem dziwnego, że był oczkiem w głowie królewskiego taty. Kiedy podrósł
na tyle, by mógł pełnić dworskie funkcje, które powierzył mu ojciec,
wywiązywał się z nich należycie, zapowiadając się na dobrego władcę. Bez
wątpienia pozycję Henryka VII na tronie umocniły narodziny jego drugiego
syna, a trzeciego z kolei dziecka, księcia Henryka, ale mimo wszystko
monarcha czuł się dość zagrożony, co rusz bowiem pojawiał się jakiś
pretendent, który powoływał się na rzeczywiste lub urojone prawa do
tronu, na przykład udając zaginionego w dzieciństwie Edwarda V. Każdy z nich gromadził wokół siebie licznych zwolenników, doprowadzając do
zamieszek i fermentu w państwie.
Henryk jakoś sobie z tym radził, ale sytuacja mogła ulec zmianie, gdyby
któremuś z kolejnych pretendentów udało się zdobyć pomoc z zagranicy.
Monarcha także zraził do siebie wielu swoich wcześniejszych zwolenników,
chociażby dlatego, że wolał rządzić przy pomocy legistów i duchownych,
nie powołując na wysokie urzędy przedstawicieli angielskiej
arystokracji. Czynił tak z dość oczywistego powodu - pracujących dla
niego dostojników kościelnych mógł nagradzać wyłącznie tytułami i biskupstwami, które i tak formalnie były własnością Kościoła, a on jako
władca mógł nimi dowolnie dysponować, nie uszczuplając przy tym własnych
włości. Nastrojów nie poprawiały także inne jego posunięcia, jak
chociażby zakazanie bogatej arystokracji posiadania własnej armii, a wszyscy, którzy nie stosowali się do tego, zostali obciążeni wysokimi
podatkami. Jego dwaj poborcy podatkowi, wywodzący się zresztą z nizin
społecznych i bardzo lojalni wobec monarchy, wywiązywali się
skrupulatnie z obowiązku pobierania podatków, systematycznie zasilając
królewski skarbiec, ziejący pustką po zakończonej wojnie Dwóch Róż.
Ostatecznie jednak Ferdynand pozbył się wszelkich obiekcji i wątpliwości, godząc się wydać Catalinę za Artura.
Podpisanie przedmałżeńskiej umowy nie oznaczało jeszcze małżeństwa,
czego dowodzi przykład Marii Burgundzkiej, która była zaręczona aż
siedem razy z siedmioma różnymi mężczyznami, by ostatecznie poślubić
ósmego - Maksymiliana Austriackiego. Ale Katarzyna od dziecka była
przekonana, że kiedy osiągnie stosowny wiek, zostanie żoną Artura.
Zapoznawano ją z legendami o królu Arturze i jego rycerzach, bo w bogatych zbiorach królowej Izabeli znajdowało się hiszpańskie
tłumaczenie tych opowieści, ale zaznajamiano ją także z historią
monarchii angielskiej, w tym również z barwnymi przygodami Jana z Gandawy, pradziadka jej przyszłego małżonka. W 1497 roku sprawy
przybrały poważniejszy obrót: dwunastoletnia infantka upoważniła Rodriga
Gonzáleza de Pueblo do rozpoczęcia rokowań zaręczynowych w jej imieniu.
Ambasador spisał się na tyle dobrze, że w sierpniu tego samego roku w Woodstock odbyły się uroczyste zaręczyny pary, podczas których Katarzynę
zastępował Pueblo. Od tej pory dziewczynkę określano księżną Walii,
tytułem przynależnym żonom następcy angielskiego tronu, a król Henryk
VII w listach do jej rodziców nazywał ją "ich wspólną córką". Również
Artur słał do niej listy pisane po łacinie, w tym samym języku
odpowiadała mu narzeczona. Ze strony księcia owe listy pełne były
czułości, chociaż nigdy nie widział przyszłej małżonki.
Za pióro chwyciły też przyszła teściowa Katarzyny, jak również babka jej
męża po mieczu Małgorzata Beaufort, ciesząca się silną pozycją na dworze
syna, obie bowiem czuły się w obowiązku wspomóc przyszłą królową w jej
przygotowaniach do życia w nowej ojczyźnie. Małgorzata nalegała, by
dziewczyna uczyła się konwersacji w języku francuskim, aby mogła się
porozumieć z członkami nowej rodziny, obie panie wysyłały jej też
kolejne instrukcje na temat życia na angielskim dworze. Elżbieta
nalegała, by Katarzynę przyzwyczaić do picia wina, gdyż woda w Anglii
"nie nadaje się do picia, a nawet gdyby się nadawała, tutejszy klimat by
na to nie pozwolił"6. Zastanawiające jest natomiast, dlaczego
nie zadbano o nauczenie przyszłej księżnej Walii języka jej męża i jego
poddanych ani nie zapoznano z etykietą obowiązującą na tamtejszym
dworze. Jak się miało okazać, było to poważne niedopatrzenie.
W 1490 roku Artur otrzymał tytuł księcia Walii, przynależny wszystkim
następcom tronu Anglii. Wciąż żywa w monarchii brytyjskiej tradycja
nadawania następcom tronu tytułu księcia Walii została zapoczątkowana w 1301 roku przez króla Edwarda I, obdarzonego osobliwym przydomkiem
Długonogi, który pragnął w ten sposób podkreślić powiązanie Walii z koroną. Jeżeli wierzyć legendzie, kiedy Walijczycy oblegali angielskiego
króla na zamku Caernarfon, u jego żony zaczęły się bóle porodowe. Aby
pozyskać przychylność rozsierdzonych i niechętnych jego panowaniu
mieszkańców Walii, monarcha przyrzekł im, że da im władcę, który urodzi
się na ich ziemi i nie będzie władał ani angielskim, ani francuskim,
będącym wówczas oficjalnym językiem na dworze Plantagenetów, dynastii, z której wywodził się Edward. Dotrzymanie owej obietnicy niewiele go
kosztowało, gdyż 25 kwietnia 1294 roku jego małżonka powiła zdrowego
chłopca, wtedy sprytny król wziął syna w ramiona, wspiął się na mury
zamku, pokazał dziecko oblegającym, radośnie krzycząc w ich stronę: "Oto
wasz książę Walii!". Nowo narodzone dziecko rzeczywiście urodziło się w Walii i jako noworodek nie władało jeszcze ani angielskim, ani
francuskim, walijskim zresztą też nie. Ostateczna decyzja o przyznaniu
książęcego tytułu małemu Edwardowi, bo malec odziedziczył imię po ojcu,
została potwierdzona przez parlament w Lincoln 7 lutego 1301 roku, i odtąd każdy następca tronu Anglii tytułuje się księciem Walii.
Artur Tudor, objąwszy władzę w Walii, przeniósł się wraz ze swym dworem
do zamku w Ludlow. Tam też, pod okiem starannie wybranych guwernerów i nauczycieli, pobierał nauki. Jego program nauczania obejmował nie tylko
historię, literaturę, nauki klasyczne czy retorykę, ale również
łucznictwo i taniec. W Ludlow zamieszkałaby także Katarzyna po
uroczystej ceremonii zaślubin, która miała się odbyć w Londynie. Na mocy
traktatu z Medina del Campo, podpisanego przez Izabelę i jej męża w marcu 1489 roku i ratyfikowanego przez Tudora w następnym roku,
uregulowano kwestię posagu Katarzyny, jak również jej wiana, czyli
zabezpieczenia posagu, który po ślubie przechodził na własność męża. 19
maja 1499 roku w przypadające wówczas Zielone Świątki odbył się ślub
per procura Artura i hiszpańskiej księżniczki, która wciąż przebywała
w rodzinnym domu, dlatego w roli Aragonki wystąpił ponownie hiszpański
ambasador. Zanim doszło do ceremonii, angielski dwór uzyskał papieską
dyspensę, gdyż pan młody nie był pełnoletni, nie ukończył jeszcze
czternastego roku życia. Małżeństwo zostało zawarte, nawet odbyły się
oficjalne pokładziny, polegające na tym, że de Pueblo symbolicznie
wsunął nogę w łoże małżeńskie, ale ceremonia miała być powtórzona, tym
razem z większą pompą, gdy Katarzyna przybędzie do Anglii.
Zanim Izabela i Ferdynand zdecydowali się wysłać córkę za morze, zadbali
o pozbycie się potencjalnego konkurenta do tronu Anglii, Edwarda
Plantageneta, hrabiego Warwick. Nieszczęśnik, wykazujący ewidentne
oznaki choroby umysłowej, od czternastu lat był uwięziony w Tower, gdzie
trafił jako dziesięcioletni chłopczyk, i nikomu nie zagrażał. Miał
jednak jako Plantagenet oraz bratanek dwóch kolejnych władców z dynastii
York dość mocne prawa do korony. A to wystarczyło, by w oczach królów
kastylijskich stanowił niebezpieczeństwo dla dziedzictwa Artura i jego
potomstwa z Katarzyną. I prawdę mówiąc, mieli sporo racji, gdyż hrabia
Warwick wprawdzie był nieszkodliwy, ale mógł się stać marionetką w rękach przeciwników Tudorów, a tych na Wyspach nie brakowało. W efekcie
Ferdynand i Izabela wymogli na Henryku egzekucję nieszczęśnika, który
zakończył swą smętną egzystencję 28 listopada 1499 roku, oddając głowę
katu. Pueblo z radością donosił Izabeli i Ferdynandowi, że w Anglii "nie
ma już ani jednej wątpliwej krwi królewskiej"7, co nie do
końca odpowiadało prawdzie.
W 1500 roku ustalono, że Katarzyna wyjedzie do Anglii bezzwłocznie po
swoich szesnastych urodzinach. Możemy przypuszczać, że ostatnie trzy
lata spędzone w rodzinnym domu nie były szczęśliwe ani dla samej
infantki, ani dla jej rodziców. Na rodzinę Izabeli i Ferdynanda spadły
bowiem liczne nieszczęścia: 4 października 1497 roku jedyny syn
królewskiej pary, książę Jan, od kwietnia żonaty z córką cesarza
Maksymiliana Małgorzatą, zmarł nagle po krótkiej chorobie. Dla
czterdziestosześcioletniej Izabeli jego odejście było wielką tragedią i nigdy już nie podźwignęła się po tym ciosie, zwłaszcza że wkrótce spadł
na nią kolejny - zgon najstarszej córki, Izabeli. Dwa lata później zmarł
wnuk królowej, jedyny syn zmarłej Izabeli, Miguel, który w planach
dziadków, jako król Portugalii i Hiszpanii, miał w przyszłości
zjednoczyć cały Półwysep Iberyjski. Pewną pociechę mogła stanowić wieść
o narodzinach 24 lutego 1500 roku arcyksięcia Karola, najstarszego syna
kolejnej pod względem starszeństwa córki Królów Katolickich, Joanny.
Zarówno Ferdynand, jak i Izabela byli świadomi, że to właśnie on jako
prawowity następca zasiądzie na tronie zjednoczonej Hiszpanii, która w ten sposób przejdzie pod panowanie Habsburgów. Ambitne plany dynastyczne
pary królewskiej legły zatem w gruzach. Zrozpaczona Izabela, przybita
serią zgonów w najbliższej rodzinie, nie chciała rozstawać się ze swoją
najmłodszą latoroślą, dlatego robiła, co mogła, by zatrzymać ją przy
sobie jak najdłużej, z tego względu wyjazd Katarzyny kilkakrotnie
przekładano. Ostatecznie jednak władczyni, pragnąca tronu Anglii dla
swojej córki, wygrała z kochającą matką i narzeczona, a w zasadzie żona
Artura, 24 czerwca 1501 roku wyruszyła w drogę ku swemu przeznaczeniu.
Na obcej ziemi
Katarzyna dotarła do La Coru?i dopiero 17 sierpnia, gdzie zgodnie z planem miała wsiąść na statek płynący do Anglii. Księżniczka w drodze do
portu odwiedziła sanktuarium św. Jakuba w Santiago de Compostela.
Niestety, po wypłynięciu z portu sztorm szalejący wówczas w Zatoce
Biskajskiej zepchnął flotę hiszpańską z powrotem ku lądowi. Okręty omal
nie zatonęły i za cud uznano bezpieczne dopłynięcie statków do portu
Laredo w pobliżu Bilbao, skąd wyruszono ponownie w morze dopiero 27
września, kierując się do Southampton, cieszącego się zasłużoną opinią
najbezpieczniejszego portu w Anglii. Okazało się jednak, że sztorm
szalejący w Zatoce Biskajskiej nie był ostatnią przeszkodą, jaka czekała
podróżników: po wpłynięciu do kanału La Manche statki musiały się zmagać
z silnym wiatrem i burzami, a pasażerowie modlili się o przeżycie. Te
wydarzenia sprawiły, że flota wioząca Katarzynę dopiero 2 października
dobiła do najbliższego portu w Anglii - Plymouth.
Księżniczka Katarzyna pierwsze kroki po zejściu na ląd skierowała do
najbliższego kościoła, by podziękować Bogu za bezpieczne dotarcie do
celu. Jeden z Hiszpanów, który wchodził w skład towarzyszącej jej świty,
zauważył w liście pisanym do domu: "Trzeba mieć nadzieję, że Bóg daje
jej wszystkie te ziemie w posiadanie na czas dość długi, by mogła
nacieszyć się życiem i wydać na świat następców tronu"8.
Niestety, czas pokazał, że były to tylko pobożne życzenia.
Obserwując jednak entuzjazm poddanych Henry-ka VII na widok narzeczonej
księcia Walii, można było odnieść wrażenie, że przed księżniczką rysuje
się świetlana przyszłość, jak doniesiono bowiem w liście do królowej
Izabeli: "Nie mogłaby się spotkać z radośniejszym przyjęciem, choćby
była samym Zbawicielem"9. A przecież mieszkańcy Plymouth
zachowali się spontanicznie, bo flota wioząca Katarzynę miała przybić do
odległego o dwieście kilometrów w linii prostej portu Southampton. W Plymouth nie było też przygotowanej dla niej siedziby, zamorska
księżniczka zatrzymała się więc w domu pewnego "zacnego" i jak się można
domyślić, zamożnego kupca, którego domostwo odpowiadało wymogom
przyszłej żony następcy tronu.
Nie były to wszystkie problemy, z którymi musiał się zmierzyć angielski
dwór: przedstawiciele monarchy czekali przecież na księżniczkę w zupełnie innym miejscu, a misternie ułożone plany jej powitania trzeba
było zmienić, i to w iście ekspresowym tempie. Ze względu na sporą
odległość dzielącą Plymouth i Southampton ustalono, że Katarzyna wyruszy
w drogę, podobnie uczyni delegacja Henryka VII, i spotkają się w leżącym
mniej więcej w połowie drogi Exeter. W tym celu do Plymouth wysłano wraz
z eskortą stosunkowo skromną lektykę dla Katarzyny oraz dwanaście
rumaków dla towarzyszących jej dam dworu. W Exeter czekał na nią
wysłannik królewski, lord Willoughby de Broke, jeden z najbliższych
współpracowników, a zarazem najbardziej zaufany przyjaciel angielskiego
monarchy. Potem orszak wyruszył w stronę Londynu, gdzie miała się odbyć
oficjalna ceremonia powitania przyszłej małżonki księcia Walii.
Bez wątpienia Katarzyna przeżyła swoisty szok już w momencie pierwszego
zetknięcia się z dworzanami króla. Wprawdzie jej rodzice byli znacznie
potężniejszymi władcami niż jej przyszły teść, ale na ich dworze nie
było sztywnej i sformalizowanej etykiety ani rozbudowanego protokołu
dworskiego (w przyszłości, kiedy władzę w Hiszpanii przejmą
Habsburgowie, to się zmieni). Ale w czasach Katarzyny i Henryka to
właśnie angielski dwór słynął ze sztywnej etykiety i pompatycznych
ceremoniałów, co dało się odczuć już podczas podróży, która musiała
przebiegać zgodnie z ustalonym harmonogramem, nie było więc miejsca na
nieplanowane, przypadkowe postoje czy popasy.
A jednak doszło do wyłomu, król bowiem postanowił zobaczyć synową, zanim
orszak zawita do Londynu, dlatego wraz z księciem Arturem, który przybył
ze swego walijskiego księstwa, wybrał się do Dogmersfield, gdzie orszak
Katarzyny zatrzymał się na nocleg. Dowiedziawszy się o tym, aragońska
księżniczka stanowczo zaprotestowała, powołując się na zalecenia ojca,
który kategorycznie zakazał jej jakichkolwiek spotkań z przyszłym mężem
i jego rodziną aż do dnia uroczystych zaślubin. Jak można się domyślić,
Henryk nie miał zamiaru tolerować zaleceń obcego monarchy, dlatego
oświadczył Katarzynie, że skoro "zawędrowała już tak daleko w głąb jego
królestwa", to podlega jego władzy. Księżniczka nie miała wyjścia, jak
tylko ustąpić, ostatecznie więc najpierw spotkała się z Henrykiem, a dopiero potem, oczywiście pod czujnym okiem monarchy, ze swoim
narzeczonym. Nie wiemy, czy młodzi od razu przypadli sobie do gustu, ale
nawet gdyby było inaczej, to i tak byli skazani na wspólne życie. Możemy
przypuszczać, że Artur był zachwycony Katarzyną, podobnie zresztą jak
towarzyszący mu dworzanie, bo hiszpańska księżniczka wyróżniała się
spośród swoich czarnowłosych dwórek o ciemnej cerze, a jej uroda
wpisywała się w kanony piękna obowiązujące na Wyspach. Dzięki płynącej w jej żyłach krwi angielskich przodków miała jasną cerę i włosy o lekko
rudawym połysku. Była co prawda niską, ale szczupłą dziewczyną o zgrabnej figurze.
Wprawdzie, głównie za sprawą króla Francji Franciszka I, w historiografii i literaturze upowszechnił się pogląd, że królowa
Katarzyna Aragońska była brzydka, ale nie jest to zgodne z prawdą. Kiedy
francuski monarcha wyraził swój negatywny osąd o jej urodzie, królowa
była już kobietą nie pierwszej młodości, w dodatku wyniszczoną przez
ciąże i porody, o figurze i rysach twarzy zniekształconych przez tuszę.
Z zachowanych relacji z epoki wynika, że urodę odziedziczyła po matce, a Izabeli nikt nie uważał za brzydką, wręcz przeciwnie. "Królowa ta była
średniego wzrostu o dobrze ułożonych i proporcjonalnych członkach,
bardzo blada blondynka: jej oczy miały zielononiebieski kolor, twarz
miała śliczną i wesołą, spojrzenie pełne wdzięku oraz szczere, rysy
twarzy regularne"10 - odnotował Hernando del Pulgar, nadworny
kronikarz Królów Katolickich. O ile dziejopisa działającego na dworze
Ferdynanda i Izabeli można posądzać o chęć przypodobania się swojej
chlebodawczyni, o tyle tego samego zarzutu nie można stawiać innemu
kronikarzowi, Alfonsowi de Palencii, który nie lubił monarchini i krytykował ją przy każdej okazji. Także on, pisząc o królowej w 1474
roku, przyznawał, że żona Ferdynanda jest kobietą "niezwykłej urody".
O urodzie młodej Katarzyny świadczą nie tylko jej portrety, chociaż
historycy nie są pewni, czy naprawdę widnieje na nich najmłodsza córka
Izabeli, ale także relacje z epoki, w tym świadectwo
dwudziestotrzyletniego studenta towarzystwa prawniczego Lincoln's Inn
sir Thomasa More'a, który będąc świadkiem powitania Katarzyny w Londynie, był przyszłą królową zachwycony. Napisał potem, że "posiadała
wszystko, co przydaje urody niezwykle czarującej młodej dziewczy-nie",
wyrażając jednocześnie nadzieję, że małżeństwo następcy tronu i hiszpańskiej księżniczki "okaże się dla Anglii szczęśliwym
zwiastunem"11.
O ile Artur zapewne był zadowolony z wyglądu swojej małżonki, o tyle
Katarzyna mogła być nim rozczarowana: książę był bowiem wątłym,
niepewnym siebie chłopcem, niższym o pół głowy od swojej żony, która
przecież też nie była wysoka. Tak przynajmniej opisuje go większość
biografów i źródeł z epoki, chociaż część historyków zaprzecza temu,
twierdząc, że starszy syn Henryka VII był wysokim i szczupłym
młodzieńcem, bardzo podobnym do ojca. Oglądając zachowane portrety
starszego z braci, nie możemy wprawdzie nic powiedzieć na temat jego
wzrostu, ale możemy orzec, że wdał się w ojca i przodków po mieczu,
głównie Beaufortów, po których odziedziczył pociągłą twarz, orli nos i głęboko osadzone oczy.
Po spotkaniu, które zakończyło się balem, towarzystwo się rozjechało:
Katarzyna kontynuowała podróż do stolicy Anglii, król zaś wraz z synem
udali się do Windsoru. Po drodze przyszłą królową czekało jeszcze
spotkanie z najbogatszym arystokratą ówczesnej Anglii księciem
Buckingham, którego pochodzenie predestynowało go nawet do zasiadania na
tronie państwa. Swoim bogactwem i wystawnym sposobem bycia hiszpańskiej
księżniczce musiał się kojarzyć ze znanymi jej z ojczystego kraju
hiszpańskimi grandami.
Ceremonia powitania księżniczki z domu Aragonów, jak również jej ślub z Arturem przygotowywano od 1499 roku, a więc jedynym zmartwieniem
organizatorów tych doniosłych wydarzeń była pogoda. Znając kaprysy i nieprzewidywalność angielskiej aury, ustalono zatem, aby w przypadku
nagłego deszczu uroczysty wjazd małżonki księcia Walii przełożyć z 11
listopada na następny dzień albo poczekać, aż aura się poprawi. Pogoda
na szczęście dopisała, okazało się jednak, że Katarzyna wprowadziła
swoim zachowaniem sporo zamieszania, nie zgodziła się bowiem na wjazd do
miasta w lektyce, decydując się, że zrobi to na mule, siedząc po damsku,
ale inaczej niż miały to w zwyczaju Angielki, po prawej stronie.
Zwierzę, na którym wjeżdżała do Londynu, witana owacjami mieszkańców
miasta, było osiodłane i przybrane na hiszpańską modłę. Małżonka
następcy tronu przywdziała tradycyjny hiszpański strój, który jednak
niezbyt przypadł do gustu poddanym jej teścia.
Katarzyna jechała ulicami Londynu w towarzystwie księcia Henryka,
młodszego brata Artura, który władał zarówno francuskim, jak i łaciną.
Między bajki należy jednak włożyć tezę, lansowaną zwłaszcza przez
niektórych pisarzy, jakoby Katarzynie zabiło mocniej serce na widok
szwagra, bo Henryk był uroczym chłopcem z nienagannymi manierami, ale
miał dopiero dziesięć lat, w oczach hiszpańskiej księżniczki był zatem
dzieckiem. Możemy jednak przypuszczać, że tłumaczył Katarzynie treść
tekstów wygłaszanych pod jej adresem przez aktorów w trakcie
przedstawień zorganizowanych na trasie przejazdu. Artyści (w owych
czasach aktorami byli wyłącznie mężczyźni) wcielający się w rolę jej
patronki św. Katarzyny czy też św. Urszuli, deklamowali teksty po
angielsku, którego to języka księżniczka jeszcze się nie nauczyła.
Słuchała więc Henryka, który tłumaczył je na francuski, którym oboje
władali, bądź na łacinę. Oglądała też najprzeróżniejsze ruchome machiny
w rodzaju modelu księżycowego cyklu.
Orszak, po krótkiej przerwie przy katedrze, w której Katarzyna modliła
się przy grobie św. Erkenbalda, pierwszego biskupa Londynu, dotarł w końcu do pałacu biskupiego. Panna młoda miała tam mieszkać nie tylko do
dnia ślubu, wyznaczonego na 14 listopada, ale i cały miodowy miesiąc.
Tam czekał ją jeszcze jeden obowiązek - spotkanie z teściową, królową
Elżbietą. Ponieważ żona Henryka VII od początku była przychylnie
nastawiona do mariażu swego syna z Katarzyną, odbyło się ono w przyjaznej i miłej atmosferze.
Zgodnie z uświęconą tradycją wszystkie ważne uroczystości związane z panującym monarchą i członkami jego rodziny odbywały się w opactwie
Westminster, tym razem jednak zdecydowano się na ślub w katedrze św.
Pawła. Przyczyny tej decyzji były prozaiczne - świątynia znajdowała się
w centrum największej potencjalnej widowni w całym kraju, w dodatku
można było tam stosunkowo łatwo dojść niemal z każdej części miasta, a plac przed katedrą mógł pomieścić ponad dziesięć tysięcy ludzi.
Oczywiście nie wszyscy weszli do wnętrza katedry, ale mogli liczyć na
obejrzenie pary przybywającej na ceremonię i wyjeżdżającej już jako
małżeństwo. Żeby jednak zebrani w kościele mieli co oglądać, pośrodku
głównej nawy świątyni ustawiono specjalną scenę, dzięki czemu ceremonia
była widoczna dla wszystkich. W dodatku prowadził na nią specjalny
pomost o długości 150 metrów, po którym król Henryk, odziany w piękne
szaty z białego aksamitu wyszywanego złotem, poprowadził Katarzynę do
czekającego na nią Artura. Zaślubiny odbywały się na oczach zaproszonych
gości, w tym posłów zagranicznych dworów i miejscowych dostojników oraz
dworu i pary monarszej, a wzruszona do głębi babcia pana młodego
Małgorzata Beaufort roniła szczere łzy.
Czytając opisy i relacje dotyczące ceremonii zaślubin Katarzyny i Artura, można współczuć państwu młodym, trwała bowiem aż trzy godziny, a potem następowała druga część - msza święta, która trwała niemal tyle
samo. Z powodu tak długich uroczystości dla państwa młodych przygotowano
na wszelki wypadek przenośne toalety - osobne kabiny z zasłonami i dachem. Natomiast już po mszy podano im w celu wzmocnienia nadwątlonych
sił wino z korzeniami. Po zakończeniu ceremonii książę Henryk podał
ramię swojej bratowej, by odprowadzić ją na przyjęcie weselne, a tymczasem jego brat dopełniał wszystkich formalności związanych z przekazaniem małżonce trzeciej części dochodów płynących z Walii,
Kornwalii oraz Chester jako wiana.
Księżna Walii
Po ślubie Katarzyna automatycznie stała się księżną Walii, wkraczając w nowy etap swojego życia. Nic zatem dziwnego, że podczas uczty weselnej
to głównie na niej skupiało się zainteresowanie dworu i zaproszonych na
uroczystość gości. Kiedy wybiła godzina siedemnasta, earl Oxfordu,
piastujący jednocześnie stanowisko wielkiego szambelana, a więc
wysokiego urzędnika zajmującego się organizacją i funkcjonowaniem dworu
monarchy, wezwał grono wcześniej wybranych dam do przygotowania
małżeńskiej łożnicy. Wśród nich pierwsze skrzypce odegrały guwernantki
młodej pary - lady Elżbieta Darcy oraz donna Elwira Manuel, awansowana
przed wyjazdem z ojczyzny na pierwszą damę dworu i pierwszą damę
sypialni Katarzyny.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki