Rozdział 2
PAN ŚMIAŁY
Monika przyszła do pracy wcześniej niż zwykle. Chciała mieć spokój, gdy będzie pisała pożegnalny mail do Adama. Pół nocy zastanawiała się, jak go spławić. Nie miała ochoty spotykać się z nim więcej, ale z drugiej strony nie chciała ranić jego uczuć. Najlepsza byłaby jakaś krótka wiadomość; o tym, że jest superfacetem, ale niestety nie dla niej, powinni zatem rozejść się w dwie różne strony i żyć długo i szczęśliwie.
Tak jak się spodziewała, w odebranych wiadomościach czekał mail od Adama. Otworzyła go z niechęcią i... osłupiała. Adam napisał:
Droga Moniko. Myślę, że nie powinniśmy się więcej spotykać.
Nie mogła uwierzyć. Owszem, chciała pozbyć się tego niezguły, ale chciała to zrobić sama! Subtelnie dać mu do zrozumienia, że do siebie nie pasują, że nie jest gotowa na nowy związek lub, gdy to nie przyniesie skutku i on wciąż będzie nalegał na kolejne spotkanie, że bardzo jej przykro, ale w trybie natychmiastowym musi jeszcze dziś przeprowadzić się na inny kontynent. Tymczasem ten gapowaty łysielec spławił ją wcześniej! Jak to możliwe? Czyżby mu się nie spodobała? Wpadła w panikę. Wyglądała wczoraj rewelacyjnie... A może nie? Może nie jest tak ładna, jak się jej wydaje? Może już nigdy nikt nie zechce się z nią umówić...?
Przygryzając ze zdenerwowania końcówki włosów, zaczęła pisać.
Dlaczego uważasz, że nie powinniśmy się spotykać?
Na korytarzu trzasnęły drzwi. Szybko wylogowała się z portalu dla singli.
Ale ziarno wątpliwości zostało zasiane. Kiedy wszystko przewróciło się do góry nogami? Kiedy przeciętni, a wręcz brzydcy i nieinteresujący faceci stali się tak wybredni? Monika nie uważała się za powalająco piękną, ale nigdy wcześniej nie narzekała na brak zainteresowania ze strony mężczyzn. No tak, aż do teraz. Może po trzydziestce wszystko się kończy?
Do biura weszła niewysoka blondynka, Beata. Zdjęła płaszcz i usiadła przy sąsiednim biurku. Dzień wcześniej Monika opowiadała jej, że wybiera się na pierwszą od wieków randkę.
- Jak twoja wczorajsza randka? Spotkałaś tego jedynego? - zapytała z nieukrywaną ciekawością.
- To była kompletna katastrofa. - Monice nie chciało się o tym opowiadać. Wczorajsza randka i dzisiejszy mail od Adama całkiem ją dobiły. Zanim zdołała powiedzieć coś jeszcze, drzwi znów się otworzyły i pojawiła się w nich ruda głowa Agnieszki, koleżanki z sąsiedniego działu.
- Dobrze, że już jesteście! Nie zgadniecie, czego się dowiedziałam.
Monika westchnęła. Jeśli Agnieszka wpadała z taką miną, to na pewno ktoś się żenił, rozwodził albo spodziewał dziecka.
- Magda, ta z działu logistyki, znów jest w ciąży! - oznajmiła Agnieszka.
Ciąża, oczywiście. Monika przygryzła wargę, żeby nie powiedzieć głośno, że ma powyżej uszu słuchania o ciążach koleżanek, ich zaręczynach i ślubach. Powinno istnieć międzynarodowe prawo zabraniające rozmów o takich sprawach w obecności singielek.
- To już jej trzecie dziecko, uwierzycie?! - Agnieszka nie przerywała swojego monologu, tylko rozsiadła się na krześle i Monika zrozumiała, że tortura potrwa dłużej.
- Dlaczego robisz z tego taką sensację? - spytała Beata. - Magda ma męża, jest jeszcze młoda...
- Pewnie, ma męża, ale w ich sytuacji powinni raczej się zabezpieczać, niż mieć kolejne dziecko. On nie ma pracy, ona więcej siedzi na macierzyńskim i chorobowym, niż pracuje... - Agnieszka zamiast zamilknąć, rozkręcała się coraz bardziej.
Monika już nie chciała tego słuchać. Postanowiła jak najszybciej zmienić temat, zanim jej irytacja sięgnie zenitu. Nienawidziła obgadywania innych przez wszystkich, a zwłaszcza przez tych, którym daleko było do ideału. Zanim jednak zdążyła się odezwać, Agnieszka sama przeskoczyła na inny temat. Nie całkiem odległy, ale jednak inny.
- Monika... - Agnieszka spojrzała na nią z nieukrywaną ciekawością. - Widziałam wczoraj Roberta. Wiesz, twojego byłego narzeczonego.
- Naprawdę? - Monika starała się nadać swojemu głosowi obojętne brzmienie. - Słusznie zauważyłaś, że to mój były narzeczony. Nie interesują mnie ploty o nim.
Ten temat był jeszcze gorszy od poprzedniego. Każda wzmianka o Robercie skutkowała tym, że Monika najpierw się wściekała, a dużo później, już w samotności, połykała gorzkie łzy.
- Widziałam go z nową dziewczyną. Wyglądał świetnie. A co u ciebie? Masz nowego chłopaka?
- Nie twój interes! - warknęła Monika, już nie panując nad ogarniającą ją furią, która atakowała niczym pożar.
- Jasne, że nie mój. Ale na twoim miejscu nie czekałabym zbyt długo. Jeśli będziesz taka wybredna, to może się okazać, że będzie za późno na założenie rodziny. - Agnieszka chyba zdała sobie sprawę, że nieco się zagalopowała, bo wstała i pożegnała się szybko. - Ale późno się zrobiło... Muszę lecieć!
Agnieszka wyszła, a Monika czuła, że policzki jej płoną.
- Nie słuchaj tej idiotki. - Beata starała się ją pocieszyć. - W końcu kogoś poznasz. Jak nie dziś, to jutro. Na pewno.
Jednak Monika wcale nie była tego taka pewna. Skoro nawet tak beznadziejni faceci jak Adam nie chcą się z nią spotykać, to kto? Zabrała się do pracy, żeby nie myśleć o przykrych rzeczach.
Po godzinie zalogowała się na swój profil. Odpowiedź od Adama już czekała.
Widziałem w twoich oczach łzy, gdy mówiłaś o swoim byłym chłopaku. Chyba jeszcze nie jesteś gotowa na kolejny związek. Byłem z dziewczyną, która dopiero rozstała się z kimś i bardzo szybko do niego wróciła...
Monika odetchnęła z ulgą. Tak łatwo obarczyła siebie winą za tchórzostwo Adama. To on ma problem! Olała go jakaś dziewczyna i teraz się boi. Zresztą nic dziwnego, że go olała. Od takiego nieudacznika pewnie uciekła w popłochu. Postanowiła już do niego nie odpisywać, tylko rozpocząć poszukiwania kandydatów do następnej randki. Już w lepszym nastroju zaczęła przeglądać zdjęcia i czytać opisy.
Robert, lat 33, opis: "Jestem, jaki jestem". Ależ banał!
Andrzej, lat 36, opis: "Chcesz mnie poznać? Napisz". Nuuuuda.
Marek, lat 38, opis: "Szukam kobiety". To chyba oczywiste.
I nagle trafiła na coś ciekawego. Profil nie miał zdjęcia, ale opis od razu ją rozbawił.
Waldek, lat 33, opis:
"MASA ATOMOWA: średnia, około 60-80 atomowych jednostek masy, lecz istnieją też rzadkie izotopy o masie nawet 150 j.m.a. (bokserzy, kulturyści, strongmeni).
WYSTĘPOWANIE: we wszystkich krajach, na wszystkich kontynentach.
WŁAŚCIWOŚCI FIZYCZNE:
a) znajdowany pod różnymi postaciami: od metalu szlachetnego do pospolitej rudy;
b) powierzchnia zwykle pokryta warstwą zarostu i owłosienia,
c) topnieje przy odpowiednim traktowaniu,
d) wrze pod wpływem niewłaściwego użycia;
e) wykazuje silne przyciąganie do pojazdów mechanicznych i gadżetów.
WŁAŚCIWOŚCI CHEMICZNE:
a) absorbuje każdą ilość pizzy, hamburgerów, chipsów i coli;
b) nierozpuszczalny w płynach, ale wykazuje wzrost aktywności po nasączeniu alkoholem;
c) katalizuje wybuch śmiechu;
d) może nagle eksplodować bez ostrzeżenia.
ZASTOSOWANIE:
a) do ciężkich prac domowych;
b) do wysłuchiwania, pocieszania i chwalenia dziewczyn;
c) do szeroko pojętej rozrywki.
REAKCJE:
a) okaz nakryty przez kumpli z dziewczyną przyjmuje barwę czerwoną,
b) barwa zmienia się na zieloną, jeśli spotyka swoją dziewczynę w towarzystwie rywala.
ZAGROŻENIA:
a) wysoce niebezpieczny w niedoświadczonych rękach,
b) legalnie można posiadać tylko jeden okaz.
Szanowna Pani, Panienko, Dziewczyno, Narzeczono, Kobieto, Żono:
Jeśli sądzisz, że jesteś gruba, to najprawdopodobniej jesteś gruba. Nie zadawaj mi takich pytań, odmawiam odpowiedzi.
Jeśli czegoś chcesz, to wystarczy poprosić. Postawmy sprawę jasno: mężczyźni są prości.
Jeśli zadajesz pytanie, na które nie oczekujesz odpowiedzi, nie zdziw się, że otrzymasz odpowiedź, której raczej nie chciałaś usłyszeć.
My jesteśmy PROŚCI. Jeżeli proszę o podanie chleba, to nie mam na myśli niczego innego. Nie mam do ciebie pretensji, że go nie ma na stole. Nie ma tu niedomówień czy żalu. My jesteśmy naprawdę prości.
Czasem nie myślę o tobie. Przywyknij do tego. Nie pytaj, o czym myślę, jeżeli nie jesteś przygotowana do rozmowy na temat polityki, filozofii, ekonomii, piłki nożnej, picia, piersi, nóg czy fajnych samochodów.
Piątek/sobota/niedziela: żarcie, piłka nożna w telewizji, piwo, a potem tragiczne maniery.
Zakupy nam się nie podobają.
Gdy gdzieś idziemy, cokolwiek założysz, będziesz w tym wyglądać doskonale. Przysięgam.
Masz wystarczająco dużo ciuchów i butów. Płacz to szantaż. Robienie ze mnie bankruta nie jest okazywaniem uczuć z twojej strony.
Większość mężczyzn ma 3 pary butów. Skąd ci przyszło do głowy, że pomogę ci wybrać z twoich 30 par te, które najlepiej pasują?
Lubimy piwo tak samo, jak wy lubicie torebki. Wy tego nie rozumiecie, my również.
Jeśli cię pytam, co się stało, a ty odpowiadasz NIC, wtedy ci wierzę i jestem przekonany, że wszystko jest w porządku.
Nie pytaj mnie, czy cię kocham. Gdybym miał wątpliwości, nie byłbym z tobą.
Reguła podstawowa przy jakichkolwiek wątpliwościach: weź to, co najprostsze"1.
Przez moment Monika zastanawiała się, czy rozpoczynać znajomość z kimś, kto nawet nie wstawił swojego zdjęcia. Może jest żonaty lub zaręczony, ma piątkę dzieci i boi się zdemaskowania? Postanowiła jednak zaryzykować.
Masz świetny opis. Jeszcze gdybym mogła zobaczyć Twoje zdjęcie, to byłoby super. Pozdrawiam - Monika.
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
witaj słonce ale numer dla ciebie wszystko podaj maila a wysle ci zdjecie pozdrawiam waldek
Monika się zawahała. Brak znaków interpunkcyjnych i literówki zawsze ją raziły, ale czy to powód, żeby kogoś od razu skreślać? Odpisała:
A dlaczego nie zamieściłeś zdjęcia na swoim profilu?
nie mam zdjecia ze wzgledu na swoją prace nie chce zeby znajomi wiedzieli ze w taki sposob szukam dziewczyny
Monice takie wytłumaczenie wydało się jak najbardziej logiczne. Sama trochę wstydziła się, że szuka chłopaka w Internecie.
halo jestes tam jeszcze?
Jestem w pracy, więc nie mogę cały czas pisać.
jaka to praca jeśli mozna wiedziec
Pracuję w księgowości. A Ty?
Wykładam chemie
w biedronce
ha ha zartuje
Monika parsknęła śmiechem i pomyślała, że jej nowy znajomy ma przynajmniej poczucie humoru. Z uśmiechem odpisała.
To co robisz naprawdę?
ucze przystosowania do zycia w społeczenstwie dorosłych ludzi
Czyli?
a jak myslisz
To chyba jakaś resocjalizacja.
tak co sądzisz o poznaniu się bliżej no wiesz porozmawianie co kogo kreci co lubi
Jasne, pytaj, masz czas do 15, potem uciekam do domu.
ale numer no dobra jak lubisz spędzać wolny czas czy lubisz podrozowac jakie lubisz lody i jesli mogłabys podac 3 swoje najlepsze cechy i nie chodzi mi tu o urode
Waniliowe. Myślę, że jestem bardzo tolerancyjna, punktualna i uparta, ale tylko, jeśli chodzi o dążenie do wyznaczonego sobie celu.
ale numer kiedy sie spotkamy
Zaproponuj coś.
moze w sobote
Sobota mi pasuje.
wysle ci jeszcze swoj numer telefonu aby ustalic szczegoly spotkania ale teraz niestety musze konczyc pozdrawiam serdecznie waldek
***
Monika była zdenerwowana. Chociaż tłumaczyła sobie, że to nic poważnego - ot, pierwsze, zapoznawcze spotkanie - jednak przez te kilka dni, gdy do siebie pisali, zdążyła narobić sobie wielkich nadziei. Przebierała się już trzeci raz i wciąż nie była zadowolona z efektu. Waldek twierdził, że ma coś koło 175 cm wzrostu, zatem odpadały jej ulubione szpilki. Założyła sandałki na płaskim obcasie, jeansy i turkusową bluzkę. Czuła, że wygląda rewelacyjnie, co bardzo ją uspokoiło i już w świetnym nastroju wsiadła do auta.
Nie ujechała daleko, gdy spojrzała we wsteczne lusterko i zamarła. Tuż za nią jechał Robert, jej były chłopak! Nie widziała jego samego, ale ten samochód rozpoznałaby wszędzie.
Momentalnie odechciało się jej wszystkiego - nowych znajomości, pierwszych randek, nieznajomych facetów, tych wszystkich nerwów i rozdmuchanych oczekiwań. Dlaczego nie mogło być jak dawniej? Dlaczego on nagle i bez uprzedzenia z cudownego faceta stał się niezadowolonym ze wszystkiego kłamcą? Wspomnienia przeleciały przez jej głowę niczym burza. Jego czerwone bmw mignęło światłem kierunkowym i szybko ją wyprzedziło. Już miała odwołać spotkanie, gdy zadzwonił jej telefon.
- Słońce, ja już jestem na miejscu i czekam na ciebie. - To był Waldek.
- Tak wcześnie?
- Już nie mogę doczekać się naszego spotkania.
- Ja również - skłamała. - Za chwilę będę.
- Prowadzisz? Nie rozmawia się przez telefon podczas prowadzenia samochodu.
- Wiem, wiem. Ale to ty zadzwoniłeś.
- Już się rozłączam. Do zobaczenia, perełko.
Krótka rozmowa poprawiła jej humor. "A właśnie, że będę szczęśliwa! Choćby po to, żeby zrobić temu idiocie na złość!". Zaparkowała w centrum miasta i powoli ruszyła w stronę rynku, gdzie umówiła się z Waldkiem.
Dzień był słoneczny i ciepły. Na wrocławskim rynku roiło się od kawiarenek i stolików wystawionych na zewnątrz. Wszędzie tłoczyli się ludzie. Monika przystanęła przy zabytkowym pręgierzu, przy którym miała się spotkać z Waldkiem, i rozglądała się bezradnie, nie mogąc go nigdzie dostrzec. Nagle ktoś dotknął od tyłu jej ramienia.
- Witaj, słońce - usłyszała. Odwróciła się z szerokim uśmiechem, ale dostrzegła przed sobą tylko czyjś czubek głowy... Spojrzała niżej i dopiero wtedy ujrzała niewielkiego grubaska w pełnej krasie. Stał przed nią, dzierżąc w rączce czerwoną różę.
"Oh my God!" - krzyknęła w myślach. Głośno zaś powiedziała:
- O? To dla mnie? Yyy... Dziękuję.
- Mam nadzieję, że lubisz róże.
Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Ten facet był tak ewidentną pomyłką - jakiekolwiek próby udawania, że mogą być parą, uznała za niewykonalne. Tymczasem Waldkowi wydawało się to w ogóle nie przeszkadzać. Był jak mały ratlerek, który nie widzi, że wszystkie inne psy są od niego dwa razy większe.
- Jest naprawdę... piękna - wyjąkała Monika.
- Pisałaś, że lubisz lody waniliowe. Tu w pobliżu jest lodziarnia. Masz ochotę?
- Jasne.
Monika była zrozpaczona. Nie chciała od razu spławiać Waldka. W końcu przyjechał kawał drogi, żeby się z nią spotkać, kupił różę, zapraszał na lody. Ale doskonale wiedziała, że spotykanie się z nim nie ma sensu. Nawet szwedzki książę, gdyby był pół głowy od niej niższy, nie miałby u niej szans.
- Gdzie zaparkowałaś?
- Tu niedaleko. - Wskazała nieokreślony kierunek.
Nie chciała, aby Waldek odprowadzał ją później na parking. Postanowiła zjeść z nim lody, porozmawiać na jakieś neutralne tematy i bardzo szybko się pożegnać.
- Jaki masz samochód? - spytał znów Waldek.
Monikę zatkało. "Cóż to za pytanie do kobiety? Może próbuje się zorientować, czy mam dużo kasy? Dziewczyna z mercedesem to niezła partia. A może po prostu jest zestresowany i nie wie, o czym rozmawiać na pierwszej randce?".
- Niebieski - zażartowała i uśmiechnęła się do niego szeroko.
Waldek spojrzał na nią, jakby właśnie spadła z księżyca.
- Chodziło mi o markę samochodu.
- Ach, nie sądziłam, że to mogłoby cię interesować.
- Bardzo mnie to interesuje. Samochody to moja największa pasja - odparł śmiertelnie poważnie.
Dotarli w końcu do lokalu. Waldek przepuścił ją w drzwiach, ale zaraz po wejściu potrącił przechodzącą kelnerkę. Dziewczyna o mało nie upuściła tacy. On jednak zdawał się w ogóle tym nie przejmować. Gdy usiedli przy stoliku, kontynuował swój monolog i nie przestawał nawet wtedy, gdy podeszła kelnerka, by spytać co podać.
- Pierwszy samochód kupiłem, gdy miałem dwadzieścia lat. Pracowałem przez całe wakacje, żeby na niego zarobić...
Monika przestała słuchać już na etapie jego drugiego samochodu. Kelnerka przyniosła zamówione przez nich lody, więc Monika mogła przestać udawać, że z uwagą słucha jego opowieści. Zanurzyła łyżeczkę w topniejącym deserze i z rozkoszą go spróbowała.
Nagle poczuła dłoń Waldka na swoim udzie. W pierwszej sekundzie pomyślała, że tak zaaferował się swoją opowieścią, iż nie zauważył tego, co robi jego ręka. Jednakże ręka nie pozostała tam bez ruchu. Powolutku zaczęła przesuwać się ku górze. Waldek, jak gdyby nigdy nic, ciągnął swoją opowieść.
- Później kupiłem volkswagena...
- To fascynujące, ale mógłbyś zdjąć rękę z mojego uda? - spytała lodowato.
Waldek pochylił się ku Monice i patrząc jej prosto w oczy, najniewinniej w świecie zapytał:
- Naprawdę mi się podobasz. Nie miałabyś ochoty, żebym posunął się dalej?
- Nie!
To go jednak nie zniechęciło. Ręka pozostała na zdobytym już terytorium i Monika zrozumiała, że łagodnością i dobrymi manierami się jej nie pozbędzie.
- Zabierz tę rękę! - powiedziała na tyle głośno, że odwrócili się goście siedzący przy sąsiednim stoliku.
- Dobra, wystarczyło normalnie powiedzieć. Nie musiałaś się wydzierać - odrzekł obrażonym tonem.
Lody momentalnie przestały jej smakować. Odstawiła łyżeczkę z głośnym brzękiem i spojrzała lodowato na Waldka.
- Muszę uciekać. Mam coś niesamowicie ważnego do załatwienia. - Chwyciła torebkę i skierowała się do wyjścia.
- Przepraszam, że byłem taki nachalny. Po prostu wyglądasz tak pięknie, że nie mogłem się powstrzymać. Obiecuję, że już cię nie dotknę.
Monika zawahała się, gdyż komplement sprawił jej przyjemność. Po tak nerwowym poranku i "spotkaniu" z Robertem miło było usłyszeć, że ktoś, nawet jeśli był to facet mniejszy o pół głowy, uważa ją za atrakcyjną. Odstawiła torebkę.
- Zostanę, ale zmieńmy temat rozmowy. Te twoje samochody są przenudne.
- Nie ma sprawy. O czym chcesz porozmawiać?
- Nie wiem, może opowiesz coś o sobie? Na przykład, co lubisz robić w wolnym czasie?
- Naprawiać samochody.
Monika parsknęła śmiechem. Nagle uleciała z niej cała złość i postanowiła zostać.
- No tak, mogłam zgadnąć - odrzekła. - Ale nie myśl sobie, że tylko ja będę się wysilać i wymyślać pytania. Teraz twoja kolej.
- Na co? - spytał szczerze zdumiony Waldek.
- Na zadanie mi pytania. Tylko od razu zaznaczam, że nie może być takie samo jak moje. Musisz wymyślić inne.
- Dobrze, ale obiecaj, że się nie obrazisz. - Waldek uśmiechnął się obleśnie.
- To zależy od pytania. Ale zaciekawiłeś mnie. Pytaj.
- Wolisz na górze czy na dole?
Monika zamarła, a potem wyobraziła sobie Waldka w intymnej sytuacji i... wybuchła śmiechem. Śmiała się tak szczerze, że aż łzy popłynęły jej z oczu. Wszyscy w kawiarni odwrócili się i patrzyli na nią ze zdziwieniem.
W końcu się opanowała i odpowiedziała, patrząc mu prosto w oczy:
- To zależy od mojego nastroju.
Waldek najwyraźniej uznał, że pytanie się jej spodobało, więc posunął się dalej:
- Jeśli jesteś w dobrym nastroju, to moglibyśmy skoczyć tu zaraz obok, do takiego jednego przytulnego hoteliku... - Jego ręka znów wylądowała na jej kolanie.
- Źle mnie zrozumiałeś. Nie jestem zainteresowana hotelikami, nawet jeśli są przytulne.
- To może mi chociaż obciągniesz w samochodzie?
W tym momencie Monika zrozumiała, że Waldek nie żartuje, nie droczy się z nią ani nie flirtuje. Liczy na seks, nawet jeśli miałby to być szybki numerek w jakimś obrzydliwym miejscu.
- Raczej nie - odpowiedziała krótko i wstała z krzesła, nie zwracając uwagi na kolejne przeprosiny i prośby o wybaczenie. Zarzuciła swoją torebkę na ramię i nie oglądając się za siebie, ruszyła do wyjścia.
1 W powyższym fragmencie wykorzystano popularny tekst internetowy, krążący w sieci od kilku lat pod tytułem Manifest mężczyzny lub Apel do kobiet, autor najprawdopodobniej pozostaje anonimowy, przytoczono za: joemonster.org/art/30194 (dostęp 27.07.2022).