3.
NIESPODZIANKA
ZOSIA
W swoim mieszkaniu w końcu się rozklejam. Nalewam sobie kieliszek wina i wchodzę do wanny pełnej piany.
Mam trzydzieści lat. Brak faceta, brak dzieci, a teraz jeszcze i brak pracy.
I jeszcze bym zapomniała. Brak imprez i przygodnego seksu. Nawet przystojnemu szefowi odmówiłam, czemu dziwi się pewnie z połowa kobiet w firmie.
Ale ja już taka jestem.
Jak kocham, to całym sercem, duszą, ciałem i czym tam jeszcze się da, a jak nie, to się odsuwam, nie dając nawet najmniejszej nadziei, bo dobrze wiem, jak to boli.
Taka jestem i koniec.
Z wanny wyciąga mnie głód. Gdyby nie burczenie w brzuchu, to leżałabym tak aż do samego wieczora.
Wycieram się ręcznikiem, później narzucam szlafrok i idę do kuchni. Drewniany blat, czarne fronty i białe ściany. Ten wystrój jest prosty i elegancki zarazem, i bardzo w moim stylu. Otwieram lodówkę i przyglądam się jej zawartości. Kilka plasterków szynki i sera, pomidor, ogórek zielony, masło, kilka jajek oraz jogurt naturalny.
Marszczę swój nosek, zamykam lodówkę i postanawiam zamówić sobie pizzę.
A co! W końcu mam urodziny, i to okrągłe.
Po godzinie czekania w końcu rozsiadam się na kanapie z pudełkiem z gorącą zawartością. Włączam na Netfliksie Jak stracić chłopaka w 10 dni i oglądam go po raz tysięczny. Na końcu filmu płaczę, bo ta historia jest tak niesamowicie nieprawdopodobna i ociekająca cholerną miłością, że aż chce się rzygać.
Chyba za dużo wypiłam tego wina!
Odstawiam pudełko z niedojedzoną pizzą na stolik i robię sobie mocną kawę. Zegar wskazuje już prawie dziewiętnastą. Za nieco ponad godzinę zjawi się tutaj Iza, a mnie całkowicie odeszła ochota na wyjście.
Przez chwilę zastanawiam się, czy do niej nie zadzwonić i nie powiedzieć, że rozbolała mnie głowa, ale zanim sięgam po telefon, ktoś puka do drzwi. Wolnym krokiem podchodzę i otwieram je, nawet nie patrząc przez wizjer.
Co się stało z moją ostrożnością? Z całą pewnością wyparowała wraz z drugim kieliszkiem wina. Mam stanowczo za słabą głowę.
- STO LAAAAT! - W progu stoi Iza z wielkim balonem z napisem "30" i szampanem. - No co się tak patrzysz? Chyba nie myślałaś właśnie o tym, aby mnie zbyć, co? - Wchodzi do środka, nie czekając na zaproszenie. Puszcza balon, który od razu szybuje pod biały sufit, i otwiera szampana. Korek wystrzela w ścianę, a piana zalewa jasne płytki. - Pijemy z gwinta czy dasz kieliszki?
Nie myśląc wiele, biorę butelkę z rąk Izy i przykładam do ust.
Skończyłam trzydzieści lat.
Skończyłam...
Z moich oczu zaczynają cieknąć łzy. Skończyłam trzydzieści lat i nadal jestem sama. Już jako piętnastolatka marzyłam o zbudowaniu własnej rodziny, o zakochaniu się z wzajemnością, ślubie i gromadce dzieci, przez które będę nie dosypiać.
Czuję się samotna.
Stara i samotna.
Iza mnie przytula, a później prowadzi na kanapę i sadza jak małe dziecko.
- Grechuta, Niemen, Myslovitz czy coś współczesnego?
- Przy Grechucie jeszcze bardziej się rozryczę. - Ocieram oczy rękawem szlafroka. - Puść Myslovitz.
Iza spełnia moją prośbę i już po chwili z głośników rozbrzmiewa głos Artura Rojka.
Kiedy powrócisz już ja będę czekał
Ulicą pójdę wzdłuż kupię gazetę
Zabiorę z sobą psa usiądę na ławce
Skończę scenariusz by gotowy był
Wieczorem wieczorem przed mym domem
Wystawię ekran i wyświetlę film
Coś o mnie i o tobie
Będę leczył chore sąsiadów sny*
Też bym mogła wyświetlić film. Coś o mnie i o...
Nie!
Nie!
Nie!
- Dlaczego przy Grechucie byś się popłakała? - pyta Iza. - Jego piosenki nie są smutne. Przynajmniej te, które znam.
- Moja mama kochała Grechutę. Miała jego płyty. Winylowe. Uwielbiała je puszczać w domku w Tulewie...
Milknę, bo wspomnienia tak szybko wracają. Czuję zapach świeżych naleśników, słyszę śmiech mamy i pozostałych. Marek celuje we mnie łyżką pełną truskawkowego dżemu, Igor zasłania mnie i obrywa prosto w oko. Śmiejemy się głośno. Biorę chusteczkę i ocieram dżem z oka Igora. Tata zaparza dzbanek kawy w przelewowym ekspresie, ciocia Tamara całuje w policzek wujka Tomka, a mama perfekcyjnie podrzuca kolejny naleśnik.
Tak było.
Pięknie.
Nie to, co teraz.
Iza przytula mnie, a ja opieram głowę na jej ramieniu.
Tak bardzo tęsknię za tym, co było.
- Naprawdę z miłą chęcią wyciągnęłabym z ciebie wszystko. - Iza dźga mnie lekko palcem w serce. - Posłuchałabym o tym domku, o tych wszystkich latach, w których byłaś szczęśliwa, ale dzisiaj jest twój dzień, a ja mam dla ciebie niespodziankę i już musimy się szykować. Tak że wstawaj, bo nie możemy się spóźnić.
- Niespodziankę? - Odrzucam na bok wszystkie wspomnienia i wstaję. - Mowa była tylko o dwóch drinkach.
- Jedno nie wyklucza drugiego. Podkręcę ci włosy, dobra?
- Nie mam lokówki.
- Ja robię fale prostownicą. - Iza bierze łyk szampana. - No, biegnij się ubrać, bo czas ucieka!
Robię, co mi każe. Staję przed szafą w swojej sypialni i marszczę brwi. Nie posiadam zbyt wielu kreacji nadających się na wieczorne wyjście. Moje wieczory zazwyczaj wyglądają tak samo. Jakiś film lub audiobook, farby, pędzel i doniczki ceramiczne, na których wyżywam się artystycznie i które potem pokazuję na swoim koncie na Instagramie. Nie wiem, kiedy to się stało, ale od ponad dwóch lat spływają do mnie zamówienia z całego świata, a moje konto obserwuje coraz więcej ludzi. Dzięki temu wiem, że nie zostałam teraz na lodzie, bo może i straciłam pracę, ale nie zostałam z niczym.
Już od dawna marzyłam o otworzeniu małej pracowni. Może nadszedł ten czas...
Ściągam z wieszaka czarną koronkową sukienkę z dekoltem na plecach i rękawami trzy czwarte. Sięga mi do kolan, przez co nie czuję się jak ladacznica. Zakładam ją i staję przed Izą.
- A ty idziesz na stypę?
- Tak. Twoją!
- Ja nie planuję jeszcze umierać - śmieje się. - Obróć się.
Robię to, o co mnie prosi. Obracam się wokół własnej osi.
- Ten dekolt na plecach jest całkiem seksi. Niby z przodu się zakrywasz, a z tyłu pokazujesz pazurki. Ładnie.
- To teraz szybki makijaż i będę gotowa.
- Jeszcze włosy. - Iza idzie za mną do łazienki.
Patrzę na swoje i Izy odbicie w lustrze. Jesteśmy totalnie różne. Ja mam kasztanowe włosy sięgające ramion, duże piersi i szerokie biodra, a Iza jest szatynką z prostymi długimi włosami i figurą modelki. Ale może właśnie dlatego potrafimy ze sobą wytrzymać? Bo przeciwieństwa się przyciągają. Podobno.
Nie maluję się mocno, więc po oprószeniu twarzy pudrem i przeciągnięciu rzęs tuszem jestem gotowa. Iza próbuje mnie namówić na czarną kreskę eyelinerem, ale się nie zgadzam, więc tylko kręci głową z bezsilnością i robi delikatne fale na moich włosach ledwo sięgających ramion.
- Tadam! - Odwraca mnie do lustra po skończeniu swojego dzieła. - I jak? Podoba się? Trochę jak Emma Stone, co nie?
Uśmiecham się. Naprawdę ładnie wyglądam. Iza sprawia, że po raz pierwszy od bardzo dawna czuję się atrakcyjna.
- Dziękuję - mówię drżącym głosem.
- Jesteś piękna, kobieto! - Iza daje mi klapsa w pośladki. - Wiesz, ile dałabym za taki tyłek? Wszystko!
Śmiejemy się.
Mój tyłek naprawdę jest seksi.
- To gdzie idziemy? - pytam, zakładając czarne botki na grubym obcasie.
- Do Beczki.
- Beczki? - Mrużę oczy.
- Tak. To taki fajny bar. Spodoba ci się.
Mam nadzieję.
Narzucam na sukienkę czarną ramoneskę i wychodzimy z mojego mieszkania. Dzięki czarnemu kolorowi nie będę rzucać się w oczy, a to mi bardzo odpowiada.
Przed blokiem czeka już na nas taksówka. Na miejsce docieramy po jakichś piętnastu minutach.
Beczka znajduje się pomiędzy dwoma blokami, a przed nią kłębi się masa ludzi.
- To na pewno bar, a nie dyskoteka? - Staję na chodniku i przyglądam się neonowi. Napis świeci na żółto, a rysunek beczki na brązowo. Nic specjalnego, a jednak przyciąga gości jak magnes.
- To bar. Zapewniam cię. Ale dzisiaj jest tu występ i pewnie dlatego jest tyle ludzi. Chodź! - Iza chwyta mnie za rękę i ciągnie do wejścia, nic sobie nie robiąc z kolejki.
Wysoki i bardzo umięśniony ochroniarz na widok Izy uśmiecha się i nie pytając o nic, natychmiast wpuszcza nas do środka.
Od razu po wejściu zauważam ceglane ściany oraz boksy obite zieloną skórą. Wystrój przypomina trochę ten z Jak poznałem waszą matkę, ale tutaj jest o wiele więcej miejsca oraz mała drewniana scena, na której ktoś dzisiaj ma występować.
Prawie wszystkie miejsca są już zajęte. Iza ciągnie mnie do trzeciego boksu od sceny, gdzie na stoliku stoi kartka z napisem REZERWACJA.
- Siadaj, a ja nam przyniosę coś do picia - mówi i znika mi z oczu.
Na scenie ktoś się pojawia. Mężczyzna ustawia mikrofon, perkusję, podłącza elektryczną gitarę, stawia wysoki drewniany stołek i znika za zieloną kurtyną.
- Proszę. - Iza stawia przede mną kufel zimnego piwa, drugi stawia przed sobą i siada. - Zaraz się zacznie. - Patrzy na zegarek. - Jeszcze jakieś pięć minut.
- Ale co się zacznie? - Nie bardzo wiem, czego mam się spodziewać.
- Niespodzianka, kochana!
- Ale jaka niespodzianka?
- Pięć minut i się dowiesz.
- Nie lubię niespodzianek.
- Och, nie zachowuj się jak przedszkolak - śmieje się Iza. - Za trzydziestkę. - Podnosi kufel do góry.
- Za trzydziestkę. - Podnoszę swój. Stukamy się i upijamy po łyku chmielowego trunku.
Na scenie pojawia się grubszy facet, na moje oko, około pięćdziesiątki. Ma siwe włosy, małe oczy i czerwony nos. Biała koszula wydaje się o rozmiar za mała, a spodnie zbyt workowate.
- To właściciel - informuje mnie Iza. - Mój wujek.
- Teraz rozumiem, dlaczego weszłyśmy tutaj bez żadnego problemu.
- Witam wszystkich w Beczce - mówi wujek Izy. - I dziękuję za tak liczne przybycie, ale nie ma się czemu dziwić, skoro dzisiaj na naszej scenie wystąpi Igi.
Wszyscy zaczynają klaskać, piszczeć i gwizdać z zachwytu, a mnie zapiera dech w piersi.
Igi?
Czy on powiedział Igi?
Igi?
To nie może być on!
Zaciskam dłonie na zimnym kuflu i nerwowo mrugam oczami.
Iza nachyla się i mówi mi prosto do ucha:
- Nie raz słyszałam, jak go słuchasz. Wiem, że go subskrybujesz i oglądasz jego filmiki na YouTubie na bieżąco, więc gdy dowiedziałam się, że ma tutaj wystąpić, i to dokładnie w twoje urodziny, musiałam zrobić wszystko, aby cię tutaj ściągnąć.
Pocę się.
Moje serce bije stanowczo za szybko.
Nie powinno mnie tutaj być.
Powinnam uciec, ale jestem w takim szoku, że nie potrafię się ruszyć, i nim mój mózg włącza myślenie, ludzie zaczynają szaleć, bo na scenę wchodzi on.
Ma na sobie ciemne dżinsy i zwykły biały T-shirt, ale wygląda jak milion dolarów. Jego brązowe włosy są zaczesane na prawy bok, niesforne kręcone kosmyki dodają mu tylko uroku i sprawiają wrażenie niegrzecznego chłopca.
Z miejsca, w którym siedzę, nie widzę dobrze jego oczu, ale dobrze wiem, że są zielone i mienią się w słońcu.
Gdy podchodzi do mikrofonu, wszyscy milkną. Nie śpieszy się. Powoli sięga po gitarę, ale nie elektryczną, a zwykłą, przerzuca sobie pasek przez ramię i siada na stołku.
- Witajcie, kochani - odzywa się w końcu.
Ten głos. Zamykam na chwilę oczy i wracam do domku w Tulewie. Igor siedzi na drewnianych schodach przed naszym domkiem i mruży oczy, bo słońce świeci wprost na niego.
- Nie daj się prosić, Zocha - mówi i składa dłonie jak do modlitwy.
- Nie - odpowiadam, chociaż dobrze wiem, że i tak zaraz się zgodzę.
- Jak się nie zgodzisz, to złamiesz mi serce.
Zaczynam się śmiać.
- Zosiu.
- Masz na mnie zły wpływ.
- Mam na ciebie najlepszy wpływ. - Igor wstaje i podchodzi do mnie. - Kiedyś zostaniesz moją żoną, zobaczysz!
Miałam wtedy piętnaście lat i o niczym nie marzyłam tak bardzo, jak o tym, aby zostać żoną Igora Kwiatkowskiego. Ale on tylko żartował, bo ja nigdy nie byłam dla niego tak ważna, jak on dla mnie.
Iza szturcha mnie w ramię, a ja wracam do rzeczywistości. Znajduję się dokładnie piętnaście lat później, w barze Beczka i patrzę na Igora występującego na scenie.
- Zaczniemy od klasyki - mówi i zaczyna grać na gitarze.
I już wiem, co to za utwór. Ten cover w jego wykonaniu ma ponad trzy miliony wyświetleń, a niektóre komentarze pod filmem są wyznaniem miłości, totalnego oddania i oświadczynami.
Ofiaruję mojej dziewczynie
Z kwiatów Holandii utkany
Szlafrok, w którym utonie
Całkiem niezły posiłek, jaki
Konsumuje lubieżnie co wieczór
W ciepłych dekoracjach pokoju
Przy świecach i przy koniaku
A nad sobą mam jej loki
Tak, tylko ona, jak jedwab**
W połowie piosenki włącza się tłum ludzi. Niektórzy opuszczają boksy i stają pod słabo oświetloną sceną.
- Idziemy? - Iza ciągnie mnie za rękę, ale ja nadal nie potrafię się ruszyć. Siedzę jak posąg.
- Nie. - Kręcę głową.
Później Igi śpiewa Golden Life "Oprócz błękitnego nieba", Dżem "Wehikuł czasu" oraz Ira "Nadzieja".
Po tych utworach ściąga gitarę, odstawia ją na bok i znika na chwilę za kurtyną. Gdy wraca, w dłoni trzyma skrzypce. Podchodzi do stojącego z boku laptopa i klika coś na nim. Wiem, że sam miksuje swoje podkłady muzyczne, bo nie jest w stanie grać na kilku instrumentach jednocześnie.
- Niewielu z was wie, że wychowałem się przy piosenkach Grechuty - mówi do mikrofonu. - I że potrafię grać także na skrzypcach. - Na sali słychać okrzyk zachwytu. Niejedna dziewczyna ma już pewnie mokro w majtkach.
- Ożeż w mordę! Dałabym się mu przelecieć nawet tutaj przy wszystkich - mówi Iza.
Dobrze wiem, jak Igi oddziałuje na kobiety, znam go od urodzenia, i to bardzo dobrze. O wiele lepiej, niż wszystkim się wydaje.
- Dzisiaj jest szczególny dzień - mówi Igi. - Pewna kobieta obchodzi urodziny i pomimo tego, że jej tu nie ma, to ten utwór dedykuję właśnie jej.
Gdy do moich uszu docierają pierwsze dźwięki wydobywające się ze strun, moje oczy wypełniają się łzami.
To Grechuta.
On śpiewa Grechutę, i to jedną z moich ulubionych piosenek.
I zadedykował ją mnie.
Czy ja dobrze słyszałam? Czy naprawdę zadedykował ją mnie?
A może się tylko przesłyszałam?
A może ja tylko śnię?
Zaczyna brakować mi powietrza. To za dużo jak na mnie.
Muszę stąd wyjść, i to jak najprędzej.
Było kiedyś w pewnym mieście wielkie poruszenie
Wystawiano niesłychanie piękne przedstawienie
Wszyscy dobrze się bawili chociaż był wyjątek
Młoda pani w pierwszym rzędzie wszystko miała za nic
Nawet to że śpiewak śpiewał tylko dla tej pani
I gdy rozum tracił dla niej śmiała się klaskała
W drugim akcie śpiewak śpiewał znacznie już rozważniej
Młoda pani była jednak ciągle niepoważna
Aż do chwili kiedy nagle nagle wśród pokazu padły słowa
Nie dokazuj miła nie dokazuj
Przecież nie jest z ciebie znowu taki cud
Nie od razu miła nie od razu
Nie od razu stopisz serca mego lód
Nie dokazuj miła nie dokazuj
Przecież nie jest z ciebie znowu taki cud
Nie od razu miła nie od razu
Nie od razu stopisz serca mego lód***
Wstaję.
Niechcący szturcham kufel i piwo rozlewa się na stół. Ludzie zaczynają się odwracać i patrzeć na mnie.
- Zocha, co jest? - Iza wstaje i pozwala mi wyjść zza stolika. - Dobrze się czujesz?
Podnoszę wzrok. Igi przestaje śpiewać i grać. Na sali zalega głucha cisza.
I nagle nasze oczy się spotykają. Po raz pierwszy od dziesięciu lat.
* Myslovitz Scenariusz dla moich sąsiadów.
*** Marek Grechuta Nie dokazuj.