Sezon ślubny rozpoczął się na dobre. W każdy niemal weekend Nina miała pełne ręce roboty, a liczba zleceń rosła w szaleńczym tempie, w związku z czym zaczynała zastanawiać się nad zatrudnieniem kolejnej osoby. Mateusz cały czas narzekał, że nie mogą nigdzie wyjechać choćby na sobotę i niedzielę, a Nina musiała przyznać mu rację. Obiecywała sobie wiele razy, że trochę zwolni, że przynajmniej jeden weekend w miesiącu będzie miała wolny; uporczywie odsuwała od siebie myśl, że popada w pracoholizm. Z drugiej strony jednak, prowadząc własną działalność, musiała trzymać rękę na pulsie. Była odpowiedzialna za firmę i pracowników, to od niej zależało, czy biuro prosperuje dobrze.
Tego dnia również działała na pełnych obrotach. Mateusz jeszcze spał, gdy wychodziła z mieszkania. Tym razem, z bólem zwlókłszy się z łóżka pół godziny wcześniej niż zwykle, zostawiła mu własnoręcznie przygotowane śniadanie i karteczkę z czułym, porannym powitaniem. Sama przełknęła jedynie kilka łyżek owsianki pomiędzy poranną toaletą a prasowaniem sukienki. Musiała przed dziewiątą odebrać bukiety dla panny młodej i druhen, upewnić się, czy dekoratorka odpowiednio przystroiła salę weselną oraz kościół, zadzwonić do muzyków z kwartetu smyczkowego, by przypomnieć im adres parafii, w której dziś grali. Wszystko miała zaplanowane co do minuty, niemniej jak za każdym razem towarzyszyła jej nutka niepewności, czy na pewno zdąży na czas. Na szczęście mało kiedy zdarzały się niespodziewane zwroty akcji, a nawet jeśli już miały miejsce, Nina zawsze wychodziła z opresji obronną ręką.
Tym razem wszystko przebiegło zgodnie z planem, a więc tak, że para młoda była w pełni zadowolona. Nina z lekkim sercem wyjeżdżała przed północą z sali weselnej, pozostawiając młodych w gorączce zabawy, cieszących się swoim wielkim dniem. Kiedy weszła do mieszkania i z ulgą zsunęła szpiki, które od siódmej rano miała na nogach, w końcu odetchnęła.
Mateusz oglądał telewizję w salonie, popijając drinka. Opadła obok niego na kanapę i położyła mu głowę na ramieniu.
- Co oglądasz? - zapytała.
- Powtórkę Wojewódzkiego. Jak wesele?
- Bez zarzutu. Kolejna owieczka wydana szczęśliwie za mąż. Rodzice wzruszeni, goście rozbawieni, młodzi zadowoleni.
- A ty?
- Padam na twarz.
- Jutro wolne czy kolejna impreza?
- Wolne. - Westchnęła z ulgą.
- Niemożliwe - zaśmiał się.
- A jednak - powiedziała cicho. - Wiem, że ostatnio za dużo pracuję... Ale obiecuję, to się zmieni. Zastanawiam się nad zatrudnieniem jeszcze jednego pracownika. Chciałabym w końcu mieć trochę więcej czasu dla nas. - Popatrzyła czule na narzeczonego.
Mateusz spojrzał na nią uważnie, zamrugał szybko, po czym teatralnie zapytał:
- Kim jesteś i co zrobiłaś z moją narzeczoną-pracoholiczką?
- Postanowiłam przywołać ją do porządku i przypomnieć jej, że ma wspaniałego mężczyznę, którym musi się zająć od czasu do czasu, by jej w końcu nie zwiał.
- Mądra z ciebie nieznajoma.
Nina zaśmiała się cicho, po czym pocałowała Mateusza delikatnie i wtuliła się w niego, gdy objął ją ramieniem.
- A jak twoja praca? Dziś coś projektowałeś czy odpoczywałeś?
- Skończyłem projekt parterówki, byłem na siłowni, zrobiłem zakupy, umyłem samochód i...
- Nie mów, że posprzątałeś mieszkanie? - Nina aż poderwała się z miejsca.
- Aż takim ideałem nie jestem, wybacz, kochanie.
Westchnęła teatralnie, po czym znów się do niego przytuliła. Dla niej był ideałem, mimo wszelkich jego wad. Czuła się przy nim bezpiecznie i swobodnie, kochała go nad życie i była pewna, że on darzy ją takim samym uczuciem. Pomijając częste sprzeczki, tworzyli całkiem dobraną parę.
Poznała Mateusza podczas studenckich praktyk. Pracował w biurze projektowym, w którym Nina przez chwilę była sekretarką, wtedy jednak w ogóle nie zwracali na siebie uwagi. Gdy po studiach rozpoczęła pracę w firmie IT, z którą współpracowało biuro Mateusza, a ich drogi na nowo się przecięły, zaczęło między nimi iskrzyć. Zaprosił ją na kawę, później zaproponował podwózkę do domu, a w końcu tak zawrócił jej w głowie, że zakochała się bez pamięci. I z wzajemnością! Od tamtej pory byli niemal nierozłączni, a kiedy dwa lata później, podczas wspólnych wakacji w Rzymie, oświadczył się jej przy fontannie Di Trevi, wiedziała, że szczęśliwsza z nikim innym być nie może. I choć wcale nie zależało jej na pierścionku, to była poważna deklaracja cementująca ich związek. Od tamtej pory miała wrażenie, że są ze sobą jeszcze szczęśliwsi. Mateusz wspierał ją na każdym kroku, przede wszystkim w tym trudnym okresie, kiedy rozwijała swoją firmę, ona zaś kibicowała mu przy każdym kolejnym projekcie. Nieraz zachęcała go do założenia własnego biura, ale gdy postanowił, że woli pracować na etacie, zaakceptowała jego wybór bez żadnych wyrzutów. Oczywiście miewali gorsze chwile, ciche dni, zdarzyły się nawet karczemne awantury, po których któreś z nich pakowało walizki, nigdy jednak te konflikty nie trwały długo, po prostu nie potrafili bez siebie żyć. Nina wiedziała, że nie powinna zaniedbywać tej miłości, a jednocześnie coraz częściej to praca była u niej na pierwszym miejscu. Brakowało jej czasu na wspólny obiad, nie mówiąc już o weekendach czy kilkudniowych wyjazdach. Musiała się więc opamiętać i dała sobie na to najbliższe kilka tygodni.
- To może jutro gdzieś się wybierzemy? - zaproponował Mateusz, wyrywając ją z zamyślenia, a w zasadzie to z drzemki, w którą właśnie odpływała.
- Bardzo chętnie. Co proponujesz?
- Może jakaś wycieczka za miasto? Fajnie byłoby odwiedzić naszą ulubioną winiarnię, zjedlibyśmy tam jakiś obiad, poszlibyśmy na spacer do parku... Co ty na to?
- Jestem jak najbardziej za! Tylko czy możemy jutro pospać trochę dłużej? - Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem.
Mateusz tylko się zaśmiał, po czym pocałował ją w czoło i znów przyciągnął do siebie. Nie musiał odpowiadać, dla Niny wszystko było jasne. Miała najlepszego narzeczonego pod słońcem!
Następnego dnia rano, kiedy się obudziła, o dziwo czuła się wypoczęta. Po raz pierwszy od dawna ze snu nie wyrwał jej przeraźliwy dźwięk budzika. Przeciągnęła się, po czym spojrzała na zegarek i aż zamrugała, nie wierząc własnym oczom. Dochodziła dwunasta! Jak to się stało? I czemu Mateusz nie obudził jej wcześniej?! Przecież... Usiadła gwałtownie, po czym uświadomiła sobie, że dziś nie musi biec do pracy. Miała wolny dzień! Przypomniała sobie wtedy wczorajszą propozycję Mateusza i uśmiechnęła się na samą myśl o wycieczce za miasto, po czym znów leniwie opadła na poduszkę.
Po chwili usłyszała dźwięki dobiegające z kuchni, co bardzo ją zdziwiło. Przecież dla Mateusza kuchnia była wrogiem numer jeden, gdy tylko mógł, stronił od przygotowywania posiłków. Nie lubił tego, choć Nina twierdziła, że ma naturalny talent. Gotowanie go nudziło, denerwowało, nie miał cierpliwości do pilnowania gotującej się zupy czy doglądania pieczeni. Kiedy jednak od czasu do czasu zachciało mu się zrobić jajecznicę czy omlet na śniadanie, były tak dobre, że Nina zawsze prosiła o dokładkę. Czasem nawet robiła małe podchody, próbując wymusić na nim domowy obiad czy kolację. Nigdy jednak nie udało jej się osiągnąć niczego więcej poza śniadaniem w jakiejś naprawdę wyjątkowej sytuacji. Tym razem jednak o nic nie prosiła, nie proponowała, nie zachęcała, nie użyła żadnej ze swoich sztuczek... Chyba że Mateusz po prostu szukał czegoś w szafkach, a nie przestawiał naczynia z parującymi daniami na kuchence.
Ciekawość wygrała z lenistwem - Nina zwlekła się w końcu z łóżka i poczłapała do kuchni, by sprawdzić, co się dzieje. Aż przetarła oczy, gdy ujrzała na stole jajka na miękko i świeże pieczywo. Na patelni przyjemnie skwierczały grzanki, a aromatyczna herbata już parzyła się w dzbanku.
- Teraz chyba ja powinnam zapytać: "Kim jesteś i co zrobiłeś z moim narzeczonym?" - powiedziała powoli, nie mogąc się otrząsnąć ze zdumienia.
Mateusz odwrócił się w jej stronę, błysnął zębami w szelmowskim uśmiechu, i wrócił do obracania chleba na patelni.
- Pomyślałem, że będzie ci miło, jeśli przygotuję śniadanie.
- Jest mi bardzo miło, ale też jestem w szoku, rzadko sam z siebie...
- Właśnie dlatego. Skoro spędzasz niedzielę w domu, to właściwie mamy święto i musimy je odpowiednio uczcić. - Ponownie wyszczerzył się łobuzersko.
- Wyczuwam nutkę ironii... - Nina wzięła się pod boki.
- Żadnej ironii. Mamy trochę czasu dla siebie, należy go wykorzystać, to wszystko. A ponieważ ty musiałaś odespać miniony tydzień, ja zająłem się śniadaniem.
- Jestem bardzo mile zaskoczona. - Nina podeszła w końcu do Mateusza i objęła go ramionami w pasie. - A jeśli chodzi o sen, to tak, wyspałam się za wszystkie czasy. Aż mam wyrzuty sumienia, że zmarnowałam połowę dnia.
- Należało ci się. Resztę wykorzystamy za to bardzo aktywnie. - Cmoknął ją w usta.
Nina wtuliła się weń jeszcze bardziej. Puściła go, dopiero gdy zaczął przekładać rumiane grzanki na duży talerz. Zaprosił ją wtedy do stołu, położył jej na talerzyku jeden tost, nalał do filiżanki herbaty i w końcu usiadł naprzeciwko. Tęskniła za takimi leniwymi, cóż, już przedpołudniami. Odruchowo włączyła radio i zabrała się za jedzenie. Grzanki były przepyszne, niczego innego się zresztą nie spodziewała.
- Wiesz, pomyślałem, że moglibyśmy dziś zaplanować jakiś dłuższy wyjazd - rzucił nagle. - Już dawno nie byliśmy na wakacjach za granicą, może udałoby ci się wziąć kilka dni wolnego? Końcówka sierpnia, początek września? Jest jeszcze trochę czasu, powinnaś zdążyć wszystko poukładać.
Nina spojrzała na niego zaskoczona, po czym wzięła głęboki wdech. Serce aż ją zabolało na samą myśl, że będzie musiała znów go rozczarować. Może jednak mogłaby jakoś poprzekładać pewne spotkania... Ale końcówka sierpnia zdecydowanie odpadała...
- Kochanie... W ostatnią niedzielę sierpnia będę mieć ślub, a klientka, dla której go organizuję, wręcz uparła się, bym to ja ją poprowadziła... Już mi potwierdziła, że zgadza się na ten termin, nie mogę teraz odmówić ani oddać jej komuś innemu... - powiedziała zawstydzona.
- Rozumiem - odparł krótko Mateusz i posłał w jej stronę lekko wymuszony uśmiech.
- Na pewno? Może postaram się bardziej podziałać z tym początkiem września? - dodała speszona, widząc, że zmarkotniał. - We wrześniu powinno udać mi się wygospodarować więcej czasu. Może tak być?
- Jak najbardziej. Tylko daj mi, proszę, znać najpóźniej w przyszłym tygodniu, bo muszę złożyć wniosek w pracy.
- Oczywiście - powiedziała szybko. - Mati? - Po chwili dotknęła jego dłoni. - Na pewno się nie gniewasz? Wiesz, że...
- Na pewno - przerwał jej i w końcu uśmiechnął się pogodnie. - Jeśli uda ci się zorganizować jakieś wolne z początkiem września, to też będzie świetnie. Jeszcze znajdziemy jakąś fajną ofertę. Wiem, jaką masz pracę, po prostu myślałem, że do tego czasu wdrożysz nową osobę - dodał.
Nina uśmiechnęła się w końcu swobodnie, niemniej kłuły ją trochę wyrzuty sumienia. Przecież obiecała sobie, że w końcu zwolni, zacznie myśleć o ich związku, poświęci mu więcej czasu... Ale ślub Sylwii, która tak jej zaufała... Kiedy dowiedziała się, że Nina zaklepała termin w jednym z najpiękniejszych miejsc w okolicy, dziękowała chyba z dziesięć razy. To było priorytetowe zlecenie, nie tylko ze względów finansowych (chociaż trzeba przyznać, że ta klientka planowała wydać na swój ślub pokaźną sumę), ale przede wszystkim dlatego, że jak nigdy Nina miała niemal wolną rękę, Sylwia powierzyła jej prawie wszystko, co związane z tym pięknym dniem. Eliza śmiała się nawet, że nie zdziwiłaby się, gdyby poprosiła Ninę o wyjście za nią za mąż! Miała więc nadzieję, że pokłady cierpliwości, którymi dysponuje Mateusz, nie są jeszcze na wyczerpaniu. Postanowiła zresztą pokazać mu, jak bardzo to docenia - wyłączyła służbowy telefon. Choćby się paliło i waliło, dziewczyny muszą poradzić sobie same. Mateusz, widząc ten gest, uśmiechnął się do niej promiennie.
Niedługo po śniadaniu zebrali się i ruszyli za miasto. Słońce przyjemnie przygrzewało, ptaki śpiewały, zieleniły się krzewy i drzewa. Kiedy dojechali do winnicy, Nina od razu pożałowała, że mogą tu spędzić tylko popołudnie. Już prawie zapomniała o ich dawnych eskapadach, kiedy to przyjeżdżali tu i zostawali na noc w pensjonacie prowadzonym przez właścicieli winiarni. Spędzali wieczory przy winie i nastrojowej muzyce, spacerowali w blasku księżyca, a później zatracali się w miłości w zaciszu hotelowego pokoju. Bała się do tego przyznać, ale miała wrażenie, że w ich życie wkradła się jakaś posępna rutyna, która w połączeniu z nawałem pracy zamazywała najpiękniejsze wspomnienia i ograniczała ich dawną spontaniczność. Czy to było naturalne w przypadku wieloletniego związku? Czy po prostu poszli na łatwiznę?
- O czym tak rozmyślasz? - zapytał nagle Mateusz, zatrzymując samochód na parkingu.
- Jakoś tak odpłynęłam... Wspominam sobie nasze wizyty w tym miejscu.
- To widzę, że myślimy dokładnie o tym samym - mruknął i pochylił się, by ją pocałować. - Jeśli chcesz, możemy zostać do jutra i z samego rana wrócić do miasta.
- Kusząca propozycja... - Nina przygryzła dolną wargę. - A nie przeszkadza ci brak szczoteczki do zębów i jakichkolwiek kosmetyków?
- Mnie ani trochę - zaśmiał się. - A tobie? Poza tym z tego, co pamiętam, w pokojach zawsze był jakiś mały zestaw higieniczny.
- Warto zapytać o wolny pokój - odparła po chwili wahania.
Mateusz uśmiechnął się szeroko, po czym wysiadł, by otworzyć jej drzwi. Tego też już bardzo dawno nie robił. Spojrzała na niego wymownie i podała mu dłoń.
- Podoba mi się ta randka - stwierdziła.
- A to jeszcze nie koniec niespodzianek - odparł dumnie i trochę tajemniczo.
- Co takiego? Jakich niespodzianek?
- Wszystko w swoim czasie.
- Mati, co ty wymyśliłeś?
- Skąd ten twój niepokój? Czyżbyś przestała lubić niespodzianki?
- Nie, ale...
- Więc odpręż się i nie zaprzątaj sobie niczym głowy. Dzisiaj jesteśmy tylko ty i ja, pamiętasz? - objął ją w talii, przyciągnął do siebie i ostentacyjnie cmoknął w usta.
Nina w końcu się rozluźniła i uśmiechając szeroko, podążyła za Mateuszem, który prowadził ją teraz w stronę restauracji na wzgórzu. Tam było jeszcze bardziej urokliwie. Przepiękny taras oraz altanka w ogrodzie odpowiadały upodobaniom Niny, co zresztą Mateusz doskonale wiedział. To było idealne miejsce na romantyczny obiad. Wybrali nawet ten sam stolik, co kiedyś, ze wspaniałym widokiem na okolicę. W dole rosły powoje winorośli, w równych rzędach pnąc się po specjalnych stelażach ku słońcu. Porośnięte nimi pola zajmowały znaczną część posesji, większą niż restauracja, destylarnia oraz pensjonat razem wzięte. To miejsce, poza swym urokiem, miało też niezwykłą, domową atmosferę. Ze względu na to, że Nina dwa razy organizowała tu przyjęcia weselne, była zaprzyjaźniona z właścicielami i czuła się niemal jak u siebie w domu.
- Nina! Jak miło cię widzieć! - przywitał ją Antoni, właściciel winiarni, który właśnie podszedł do ich stolika.
- Dzień dobry! Ciebie również! Nie sądziłam, że będziesz dziś w restauracji.
- Wiesz, jak jest z własnym interesem, trzeba go pilnować każdego dnia. - Pocałował ją w policzek, po czym przywitał się z Mateuszem, serdecznie poklepując go po plecach.
- Anna dziś ci towarzyszy?
- Moja żona pojechała na Węgry, na konferencję. Musieliśmy się tym razem rozdzielić, bo zbiegło nam się kilka ważnych wydarzeń w tym samym czasie. Ale z pewnością przekażę jej, że byliście! Dziś służbowo?
- Dziś całkiem prywatnie.
- W takim razie proszę, tu są karty, a za chwilę podejdzie kelner, by przyjąć zamówienie. Jeśli się zdecydujecie, to dobierzemy jakieś dobre wino.
- Serdecznie dziękujemy! - odparła uprzejmie Nina.
- Dobrze mieć takie znajomości - zaśmiał się cicho Mateusz, gdy Antoni odszedł w stronę kuchni.
- Zawsze dobrze mieć znajomości. - Nina puściła do niego oko, po czym znów zapatrzyła się w krajobraz. - Już zapomniałam, jak tu pięknie. Jeszcze o tej porze roku... Bajka!
- Cieszę się w takim razie, że trafiłem z tą propozycją.
- Zrobiłeś mi ogromną przyjemność. - Nina położyła dłoń na dłoni Mateusza i spojrzała na niego czule.
- To co, zostajemy? - zapytał po chwili.
W odpowiedzi tylko pokiwała głową. Nie mieli stąd daleko do domu, mogli spokojnie wstać jutro wcześnie, pojechać do mieszkania i przygotować się na czas do pracy. Wizja wspólnie spędzonego wieczoru w tak magicznym miejscu była zbyt zachęcająca, by jej nie zrealizować.
Kiedy złożyli zamówienie, a kelner zaproponował im jedno z najlepszych win z karty, Mateusz poszedł do recepcji, by zapytać o wolne pokoje na dzisiejszą noc.
- Chyba rzeczywiście mamy tu wyjątkowe względy, bo... dostaliśmy apartament dla nowożeńców - powiedział, gdy wrócił, uśmiechając się przy tym wymownie.
- Naprawdę? Muszę w takim razie podziękować Antoniemu, bo to z pewnością jego sprawka - odparła Nina i upiła łyk czerwonego, półwytrawnego wina, po czym aż przymknęła oczy z rozkoszy.
- No właśnie... Skoro już o tym mowa... - zaczął po chwili niepewnie Mateusz.
- O czym?
- O ślubach.
- Rozmawialiśmy o ślubach? - Nina popatrzyła na narzeczonego z lekkim przestrachem w oczach.
- Może czas zrobić ten kolejny krok? Dawno temu odpuściliśmy ten temat, ale chyba nadszedł czas, by do niego wrócić - stwierdził twardo. - Chciałem ci przypomnieć, że wciąż jesteśmy narzeczeństwem. Wyjdziesz w końcu za mnie?
- Oczywiście, że tak, już się przecież zgodziłam - szepnęła i ukradkiem spojrzała w bok, czy nikt ich nie obserwuje. - Tylko... jeszcze nie teraz.
Mateusz przyciągnął do ust jej dłoń, wbijając w nią wymowne spojrzenie.
- Kochanie... Przecież już o tym kiedyś rozmawialiśmy... - westchnęła, a uśmiech zaczął znikać z jej twarzy.
- Miałem nadzieję, że coś się zmieniło od tamtego czasu.
- Naprawdę ślub jest dla ciebie tak bardzo ważny?
- A po co bym się oświadczał? Tak, to dla mnie dość ważne. Dla ciebie nie?
- Dla mnie chyba też, tylko...
- Chyba?
- Oj, skarbie, wiesz, że chcę być z tobą do końca życia, po prostu ślub...
- To za duża deklaracja? - Mateusz wyprostował się w krześle i wbił w Ninę badawczy wzrok.
- Nie! Zupełnie nie o to chodzi! Może inaczej... Jak ty to sobie wyobrażasz?
- Nasz ślub? Jako jeden z najlepszych dni w moim życiu.
- Wiesz, ile mam na głowie, jak dużo jest teraz pracy. Trudno byłoby mi ogarniać jeszcze w międzyczasie własny ślub...
- Nadal tylko tego się boisz?
- Nie boję! - podniosła głos, po czym szybko się zmieszała i odwróciła wzrok. - Odrobinę mnie to przerasta...
- Kochanie - Mateusz znów pochylił się nad stolikiem - nie musimy organizować hucznego wesela, wielkiego przyjęcia. Jeśli chcesz, możemy być tylko we dwoje...
- Przecież wiem, że dla ciebie ważne jest, by twoja rodzina była przy tym... Moja zresztą też by mi nie wybaczyła...
- Nie bierzemy ślubu dla rodziny, tylko dla siebie. To ma być nasz dzień, od początku do końca tylko dla nas.
Nina znów popatrzyła na Mateusza, po czym spojrzała w dal.
- Mogłabym się nad tym zastanowić jeszcze kilka dni? - zapytała w końcu niepewnie.
- Powiedz mi tylko, czy w ogóle chcesz za mnie wyjść. Chcesz, byśmy byli małżeństwem?
- Oczywiście, że tak! Ja tylko... potrzebuję się z tym oswoić. Do tej pory jakoś odsuwałam od siebie wizję organizacji tego wszystkiego...
- Przecież jesteś w tym specjalistką - zaśmiał się.
- Tak, i wystarczająco dużo widziałam. Jaki to stres i ile wymaga czasu, poświęcenia... A moja praca nie bardzo mi teraz na to pozwala. Wiesz, jak duże ma dla mnie znaczenie.
- Nie mogłabyś poprosić którejś ze swoich pracownic, by zorganizowała nasz ślub?
- To niewiele zmieni, musiałabym mieć wszystko pod kontrolą. - Uśmiechnęła się blado. - Daj mi trochę czasu, proszę. Obiecuję, że sobie to przemyślę i w końcu coś ustalimy, dobrze?
Mateusz skinął głową, po czym posłał Ninie pokrzepiający uśmiech, a kiedy kelner przyniósł im zamówione dania, definitywnie odeszli od tematu ślubu i oddali się delektowaniu wyśmienitego obiadu. Nina była wdzięczna Mateuszowi, że ostatecznie się na nią nie obraził, nie oburzył jej podejściem, które mogło wydawać się egoistyczne. Czy było coś jeszcze, co zniechęcało ją do ślubu z Mateuszem? Czy mogła przeszkadzać jej przeszłość? O tym zdecydowanie nie chciała teraz myśleć.
Po obiedzie, tak jak zaplanowali, udali się na długi spacer po parku położonym nieopodal winnicy. Zrezygnowali jednak z wypadu na skałki, mógłby ich tam zastać wieczór. Kiedy wracali do pensjonatu, było już zupełnie ciemno. Ogród przy restauracji, teraz pięknie oświetlony, kusił dobiegającą z tarasu przyjemną muzyką. Właśnie trwał koncert na żywo, atmosfera była naprawdę niesamowita. Nawet chłodny wiatr, który nagle zawiał od wzgórza, w ogóle im nie przeszkadzał.
- Masz ochotę na kolację? - zapytał Mateusz, obejmując Ninę ramieniem, gdy szli powoli w stronę restauracji, za którą znajdował się pensjonat.
- Prawdę mówiąc, jestem jeszcze najedzona po obiedzie. A ty?
- Ja też nie bardzo. Może zamówimy tylko jakieś przekąski do pokoju?
- I wino - dodała z uśmiechem.
- I wino - powtórzył pogodnie i pocałował ją czule, po czym przepuścił w drzwiach.
Kiedy zamówili deskę serów i pieczywo, a Antoni obiecał osobiście wybrać dla nich najlepsze wino, od razu udali się do swojego apartamentu. Nina odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że w łazience rzeczywiście znajdował się podstawowy zestaw kosmetyków, nawet jednorazowe szczoteczki do zębów!
- Jak za starych, dobrych czasów - zaśmiała się. - Dobrze, że noszę w torebce kilka niezbędnych rzeczy, przynajmniej możemy się odświeżyć. - Zamachała podręczną kosmetyczką.
- Aż się boję pytać, co jeszcze masz przy sobie - odparł wesoło Mateusz. - Jak ci się podobał dzisiejszy dzień? - zapytał chwilę później, ściszając głos i obejmując ją w talii.
- Bardzo - odparła zmysłowo.
- Myślę, że za chwilę spodoba ci się jeszcze bardziej - mruknął jej uwodzicielsko do ucha, po czym zaczął całować jej szyję.
Aż zadrżała z emocji. Kilka minut później kelner dostarczył im jedzenie oraz oczywiście wino, które Mateusz natychmiast otworzył. Wznieśli toast za ten wspaniały, wspólnie spędzony dzień.
Tej nocy kochali się długo, dając wyraz miłości, która ich łączyła na dobre i na złe. Nina tylko raz pomyślała o tym, czy potrafiłaby żyć bez Mateusza, a odpowiedź była oczywista. Nie wyobrażała sobie tego. Czy był jej mężem, czy narzeczonym, kochała go tak samo mocno i była pewna, że już nigdy nie będzie żywić do nikogo silniejszego uczucia.