Wszyscy się czegoś bali. Fobie, lęki i kompleksy wielkich Polek i Polaków - Ewa Lando

-
Proszę czekać

 

Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce" - mawiali humaniści epoki renesansu i maksyma ta pozostaje wciąż aktualna. Ludzie zawsze mieli, mają i będą mieć swoje lęki, obsesje i kompleksy, nie byli też od nich wolni najwybitniejsi przedstawiciele naszego narodu. Często były to sprawy wstydliwie ukrywane, jak bowiem powszechnie wiadomo, w Polsce nie ma zwyczaju, aby pomnikowe postacie przyznawały się do swoich słabości. A nawet gdyby nasi wielcy przodkowie chcieli o tym opowiedzieć, to ich otoczenie na to by nie pozwoliło.

Szkoda, że tak się działo, bo przecież nic bardziej nie ożywia posągowych postaci jak właśnie ich słabości. Przeciętni ludzie mogą się wówczas z nimi identyfikować, a także dostrzec, że bohaterowie z podręczników czy pierwszych stron gazet często nie potrafili się uporać z problemami własnej psychiki, a mimo to dokonywali rzeczy wielkich, przez co zasłużyli na jeszcze większe słowa uznania.

Ukrywanie wstydliwych tematów i cenzurowanie niewygodnych informacji oznacza poważne problemy podczas zbierania materiałów. Doskonałym przykładem takiej sytuacji jest postać Jana Matejki, który niemal przez całe życie cierpiał na lęk przed ciemnością, jednak zachowały się na ten temat tak nieliczne wzmianki, że właściwie trudno ustalić charakter tego zaburzenia oraz jego wpływ na życie i twórczość artysty. Praktycznie jedyną informacją o nyktofobii wielkiego twórcy jest wzmianka we wspomnieniach jego przyjaciela, natomiast pamiętnikarze oraz późniejsi badacze woleli zajmować się problemami artysty z żoną niż jego osobistymi lękami.

Informacje na temat lęków czy obsesji rozsiane są najczęściej w wielu źródłach i mają tak fragmentaryczny charakter, że zbieranie ich w jedną całość przypomina układanie puzzli. Być może właśnie dlatego inni autorzy rzadko sięgają po tę tematykę.

Z wiadomych względów pewne problemy będą się na kartach tej książki powtarzać, choć liczba fobii, obsesji i kompleksów jest praktycznie nieograniczona. Niektóre z nich występowały znacznie częściej, inne natomiast pozostawały rzadkością. Jednak każdy z tych przypadków był inny i odmiennie wpłynął na życie i działalność danej osoby.

Pisząc tę książkę, z rozmysłem ograniczyłam się do postaci wybitnych Polaków żyjących pod koniec XIX i w XX stuleciu. Wprawdzie we wcześniejszych epokach także można zdiagnozować pewne fobie czy kompleksy, jednak liczba źródeł jest tak ograniczona, że zajmowanie się tym tematem nie rokowałoby powodzenia.

W niniejszej książce świadomie pominęłam problematykę uzależnień. Na ten temat napisano już bardzo dużo, a w ostatnich latach pojawiło się kilku autorów, którzy w swoich opowieściach o życiu prywatnym znanych Polaków dokładnie przeanalizowali ten problem. Natomiast fobie i obsesje pozostały tematem niemal dziewiczym, tym większa jest zatem moja satysfakcja, że jako pierwsza zajęłam się zagadnieniem psychologicznych problemów znanych Polaków. Mam nadzieję, że przy tej okazji powstała ciekawa książka, która nie zawiedzie oczekiwań Czytelników.

Ewa Lando

 

Zapewne nikt w czasach II Rzeczypospolitej nie podejrzewał, że za największego polskiego artystę tego okresu zostanie uznany człowiek zupełnie wówczas anonimowy. Twórczość tego żyjącego w prowincjonalnym Drohobyczu pisarza i malarza doceniała wtedy zaledwie garstka koneserów. On zaś był artystą, który własne fobie i obsesje potrafił uczynić dominującym motywem swojej twórczości.

Fetyszyzm

Rzadko możemy się spotkać z podobną symbiozą talentu artystycznego i seksualnych preferencji autora. Najbardziej widocznym ich przejawem jest Xięga Bałwochwalcza, najważniejsze dzieło plastyczne Schulza. Jest ona zbiorem grafik o jednoznacznie erotycznej tematyce, a przy tym dziełem, które nigdy nie miało zamkniętego kształtu. Każdy egzemplarz był inny, a jego zawartość zależała wyłącznie od samego autora. Wszystkie jednak łączyło uderzające podobieństwo - ich treść stanowiła dominacja kobiety nad słabymi partnerami płci przeciwnej. Czarno-białe grafiki kipiały od dusznej seksualności, a dominująca czerń podkreślała obsesje i fascynacje autora. Widzimy na nich piękne, wyzywająco ubrane (lub niemal nagie) kobiety i ich wielbicieli w rolach podglądaczy czy wręcz zwierząt domowych.

Większość męskich bohaterów grafik Schulza obdarzona była jego rysami, jako że autor nie miał zamiaru ukrywać swoich fascynacji. Na wielu grafikach powtarzają się tematy najbardziej działające na wyobraźnię artysty. Damskie nogi, czarne pończochy i pantofelki na obcasie... Schulz nigdy nie ukrywał, że to dla niego najsilniejszy afrodyzjak. Dotykanie zgrabnych nóg w pończochach uważał za niezwykłą rozkosz, której dorównywało tylko całowanie kobiecych stóp. Dla tych chwil gotów był poświęcić wszystko. Nie ograniczał się zresztą do całowania, zdarzyło się bowiem, że rysując portret jednej ze swoich znajomych, pił wino z jej pantofla...

Fetyszyzm Schulza nie miał jednak w sobie nic wulgarnego, ulegając w jego grafikach daleko idącej sublimacji, przy czym dominująca w tych pracach czerń nadawała im nieco demoniczny wyraz. Artysta potrafił nadać swojej obsesji niemal sakralny wymiar, stwarzając własny mistyczny świat emocji. Zaludniały go władcze, niedostępne kobiety i podporządkowani im mężczyźni, w ekstazie pochylający się nad ich stopami lub pełniący funkcję podnóżka...

Schulz portretował nie tylko siebie, bohaterom swoich prac nadawał także rysy twarzy przypadkowych mieszkańców Drohobycza. Z tego powodu doszło nawet do skandalu, gdy pewien szanowany obywatel miasta na jednym z rysunków Schulza rozpoznał własną żonę. Oskarżył partnerkę o pozowanie do aktu bez jego wiedzy, sugerował też zdradę małżeńską z artystą. Sprawa została w końcu wyciszona, a mogła mieć dla Brunona fatalne następstwa. Podstawę jego utrzymania stanowił bowiem etat w miejscowym gimnazjum, gdzie Schulz uczył rysunku i prac ręcznych. Nauczyciele powinni odznaczać się nieposzlakowaną opinią, zatem pretensje zazdrosnego męża mogły zakończyć się zwolnieniem Brunona z pracy. Nikt jednak nie podniósł tego tematu - w maleńkim Drohobyczu wszyscy wiedzieli, że artysta był niewolnikiem swoich obsesji i fakt ten po prostu tolerowano.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.