Obrazek ze starego Śląska
Kiedy Maks o świcie zjeżdżał pod ziemię
Freda myślała - co poda na obiad
czy zdąży ze wszystkim na drugą trzydzieści
Codzienne czynności blask garnków i szkła
sprzątanie mieszkania rachunki zakupy
Nie wybiegać w przyszłość a złe skojarzenia
wyrzucać natychmiast z pamięci
W myślach przywoływać sprawy oczywiste
Zupa powinna być esencjonalna
musi gotować się na małym ogniu
okna zakurzone trzeba będzie umyć
Wielkanoc już blisko duszę czas oczyścić
dzieci wkrótce powrócą ze szkoły...
Zmęczona krzątaniną - przysiądzie na chwilę
w czyściutkim fartuszku z lokami pod chustką
obrane kartofle promień słońca liczy
mięso w brytfance skwierczy apetycznie
Jeszcze zmieni bluzkę poprawi firankę,
pomyśli o pierwszych spotkaniach swych z Maksem
o zielonej sukni która potrafiła
wzmocnić kolor jej oczu
jemu oczy zamglić...
Nie ma już domu z ciemnoczerwonej cegły
Maks dawno powrócił ostatni raz z kopalni
Przestała się martwić o niego dopiero
kiedy umarł na płuca zwyczajnie