rosną we mnie miliony obcychserc
drżenie jest nadejściem wiosny
nigdy nie wracaj do spalonych łąk kochaniewioska w której żyły nasze sobowtóry już dawno zasnęła
dzikie koty zabijają pisklęta wielkie drzewa szumiąnadchodzi wiosna potężna obfitarozleją się rzeki między domy szaleńcówi jednym z nich będę ja
ja głupiecja grzebacz palcem w ziemija obrońca zdechłych mrówekja nosiciel obcych przestrzenija koślawe dwa kolanaja dumny pomyleniec złączony z przypadkowych genów
przytul mnie kochaniebo tak mi daleko
marcowy poranku
kiedy tak tulisz drzewaraz słońcem raz śniegiemwąskim chodnikiem wyprowadzaszkota w nieznaneto nie mam pytańzostawiam puste kieszenieszalik czapkę rękawiczkizasmarkane chusteczki
dżdżownice wiedzą więcej tam pod ziemiągrzeją się przedsionki duszy jak małe nornicew twarz mnie uderza potęga ciszyto piękne to martwe to dobre to łaskawe
pobudka raz
skrawek spódnicy zażółcił się forsycjamisól z dna oka matki pachnie ziemią przodków budzę sięz głodnego ciałaz idealnego świata w którym krewto tylko podróż erytrocytów
Sofia zrywa bazie kotkidla haftowanych włosów Igoraobie wiemy że wiosna że życiejednak słowa umierają w nas dwa razy
c'est la vie c'est la mort
mimetyzm
coś musiało w nas umrzećmeduzygestykwiatki zawieszone na mościewelurowe słowa
latami głodne nocejadły nas od kości
ktoś wtedy krzyknąłprzyjdzie wiosnakołysana żebrem diabła
zrozumieliśmy w jednej chwilijak rozciągać skórę do granic
pocztówka z wczoraj
zasypiam w skórze z łosiajest marzec za oknempada zimny deszczjest rok w którymumiera ostatni słoń na ziemito nic po prostu znowu coś się kończyco miesiąc ogłaszają w telewizji koniec świataa mimo to kwiaty kwitnąsłońce zachodzi i wschodzi
pamiętasz?
obiecałeś mi kupić sadzonkę z lasu Aokigaharatylko tam jeszcze rosną drzewajuż prawie nie słyszę śpiewu sikorek
za dziesięć dni rusza szesnasty lot na Marsapasażerowie mają w ceniepokaz wskrzeszania wymarłych gatunkówkto wie może za kilkadziesiąt latnasze połówki będą pływać w formalinieniczym krowa Hirstabędziemy przyprawiać o dreszcze
małe formaty zamknięte w polnych kwiatachczerwiec - król karmiciel unosi głowękrwawym kłosem całuje niebodłonie brudne od truskawekwycieram w spodnieodsyłam lepkie czerwone fale
kocie oczy błyszczą jak potłuczone szkłonigdy nie miałam kota na własnośćnigdy nie miałam człowieka na własność
jeśli wiesz o czym mówię
susza wybiła z rytmu największą z rzekwkradła się nawet w treść
jeśli wiesz o czym mówię
trzeba nam deszczu mio carotrzeba miesiąca burz