ROZDZIAŁ IIIGRANICE ZAUFANIA. MIĘDZY WSPÓŁPRACĄ A KONTROLĄ
Zaufanie nie robi hałasu. Nie ma pieczątki. Nie wisi na tablicy ogłoszeń. A jednak decyduje o wszystkim.
Gdy jest - praca idzie prosto. Gdy znika - każdy krok kosztuje dwa razy więcej wysiłku.
Zaczyna się od drobiazgów:
- od spojrzeń, których nikt nie komentuje,
- od pytań, których nikt nie zadaje na forum, bo lepiej szeptać po cichu...
Wtedy praca robi się ciężka, jak mokry cement. Niby ten sam materiał, ale nagle niczego nie da się dźwignąć.
Nie trzeba wielkiego skandalu, żeby zaufanie pękło. Wystarczy ciąg drobnych zaniedbań.
- ktoś nie zweryfikował rozliczeń, ktoś zbagatelizował sprawdzenie faktur, ktoś nie przeczytał ważnej korespondencji - bo uznał, że to "na jutro".
Potem przychodzi nowy zarząd, i wszystkie zaniedbania odkrywają swoje karty: rachunki bez pokrycia, wezwania do zapłaty, puste konto bankowe, połowiczne dokumenty "rozsypane" po mieszkaniach, przeglądy robione "na sztukę", tylko po to, żeby były. Wieloletnie zaległości czynszowe i tak dalej...
A na koniec wszystko sprowadza się do jednego: brak jakiegokolwiek nadzoru nawet w najprostszych sprawach.
Wniosek?
Jest tylko jeden. Nikt nie zrobił jednej podstawowej rzeczy.
Tak naprawdę każdy czegoś nie dopilnował. Zabrakło zainteresowania i wsparcia dla osób, które próbowały coś zrobić dobrze, kosztem swojego wolnego czasu. Tylko po to, żeby innym żyło się wygodniej.
Najpierw bierzesz dwa głębokie wdechy, i próbujesz ogarnąć nową, przykrą rzeczywistość. Układasz sobie wszystko w głowie, żeby w ogóle móc zacząć działać. Wydaje ci się, że wystarczy to poukładać: opracować plan naprawczy, zachować konsekwencje oraz komunikację, a reszta załatwi się już sama. I faktycznie, dużo z tego naprawdę działa. Ale nawet najlepsze działania naprawcze, nie cofają utraty zaufania. Ono nie podlega naprawie, tylko odbudowie, a to są dwie różne rzeczy.
Ludzie długo pamiętają, jak coś upadło. Trzeba czasu, zanim zobaczą, że teraz idzie inaczej. Zaufanie jest wolniejsze od faktów. Potrzebuje wielu spokojnych miesięcy, żeby ruszyć z miejsca.
Kiedy została podpisana umowa z zewnętrznym administratorem, a on zawodzi, zaufanie kruszy się szybciej.
Na papierze miało być lżej, prościej a przede wszystkim rzetelnie. W praktyce, to zarząd poprawia cudze błędy, pilnuje terminów, tłumaczy oczywistości. Zamiast partnerstwa pojawia się kontrola, zamiast wsparcia - nadzór.
Dodatkowo dochodzą rozmowy, które bardziej przypominają przepychanki niż współpracę.
Wysyłasz dokładne wytyczne, a wraca coś zrobionego połowicznie, lub niepoprawnie. Zamiast odciążyć, współpraca przeradza się w stały dozór.
To kosztuje najwięcej. Nie pieniądze, lecz energię.
Prywatny czas który w dzisiejszym świecie jest dobrem deficytowym.
Są sytuacje, które potrafią pokazać wszystko w kilka chwil.
"Na biurku leży umowa, którą trzeba zawrzeć z wykonawcą. Ktoś zapytał spokojnie:
- a kto to sprawdził?
Zarząd. Punkt po punkcie.
- A firma administrująca?
Oni sporządzili. My skorygowaliśmy, bo pierwotna wersja nie zabezpieczała interesów wspólnoty."