Sarah
Początki nie wiedzą, co to koniec, a dobro nie potrafi wyobrazić sobie zła.
Tak było też z nami, Marc.
Już od pierwszego dnia.
Z tym nieschodzącym z ust uśmiechem i tą fasadą nonszalancji na pierwszy rzut oka sprawiałeś wrażenie aroganta, podczas gdy twój przyjaciel wydawał się bardziej wyluzowany. Będę szczera: kiedy podeszliście do mnie z ostentacyjną niefrasobliwością, trącając się łokciami jak nastolatki, po cichu liczyłam, że to on mnie zagadnie. Ale stało się inaczej, po prostu go ubiegłeś.
Z początku miałam jeszcze nadzieję, że przez ciebie zbliżę się do niego, ale stało się, jak się stało. Zakochałam się.
W tobie. W Marcu, który chował się za nieschodzącym z ust uśmiechem i za fasadą nonszalancji.
Żaden człowiek nie ma wpływu na to, w kim się zakocha, ale nawet gdybyś ty dokonał tego wyboru świadomie, to i tak w kolejnych latach nie miałabym czego żałować. Jesteś najtroskliwszym mężczyzną, jakiego można sobie wymarzyć, i nadal potrafisz mnie zachwycić i zaskoczyć.
Ileż to razy moje przyjaciółki mi ciebie zazdrościły? Sama nie wiem.
Ale często.
Naprawdę często.
Od samego początku miłość stanowiła filar naszego związku, podobnie jak pociąg fizyczny, a także zaufanie, które było z nich wszystkich najsilniejsze. Zawsze ci ufałam, przede wszystkim dlatego, że nigdy nie byłeś wobec mnie nieszczery. Niewielu ludzi zasługuje na takie zaufanie. Ci, których kiedyś kochałam i którzy twierdzili, że są twardzi, z czasem obnażali swoje słabości, na przykład to, że ich idealne fasady mają rysy i że brakuje im pewności siebie. Ty jednak nigdy nie pozowałeś na twardziela. Taki po prostu jesteś. A do tego też radosny, ciepły i pogodny.
Gdybym miała cię porównać do pory roku, byłbyś latem.
Prawdopodobnie poza Henningiem jestem jedyną osobą, która wie, że zima również stanowi część twojej natury. Że masz w sobie jakieś zło - i to bynajmniej nie w przenośnym znaczeniu. To coś zupełnie realnego, jak jeden z narządów wewnętrznych. Być może po twojej śmierci znajdą to podczas sekcji. Myślę, że tkwiące w tobie zło ma wielkość piłeczki pingpongowej i ani chybi jest czarne. Na jego widok lekarz sądowy powie zapewne: "Oho... a co my tu mamy?".
Ale nie wybiegajmy za daleko w przyszłość. Nie powinniśmy mówić o końcu, tylko o początku, bo to było naprawdę coś wielkiego.
Po tamtym urlopie spotykaliśmy się tak często, jak to było możliwe, pomimo dzielącej nas odległości. Ty mieszkałeś w Hamburgu, ja w małej miejscowości położonej w górach Taunus. Kiedy nie byliśmy razem, moją codzienność wypełniała wielka, bezgraniczna tęsknota. Każdego wieczoru rozmawialiśmy ze sobą godzinami przez telefon, żeby jakoś przetrwać rozłąkę, i odliczaliśmy dni do kolejnego spotkania.
Dopiero z tobą u boku poczułam się kompletna i czasem miałam wrażenie, jakbym żyła tylko dla tych spotkań. Naprawdę tak było, Marc, nawet jeśli mi później nie wierzyłeś. Z czasem stworzyłeś własną prawdę. Ja też mam swoją, a najgroźniejsze kłamstwa to i tak te, które sami sobie opowiadamy.
Byliśmy ze sobą raptem trzy miesiące, kiedy spytałeś, czy nie chcę opuścić mojej górskiej wioski i zamieszkać z tobą w Hamburgu. Powiedziałeś, że znalazłeś już dla nas idealne gniazdko; niepowtarzalna okazja, musimy się tylko szybko decydować.
W duchu liczyłam na mieszkanie w starym budownictwie. Być może dwa pokoje, do tego kuchnia, przedpokój, łazienka i mały balkon. Niezbyt spektakularny, ale przytulny kąt, w którym stworzymy nasz własny świat. Jakżebym mogła spodziewać się czegoś innego? Twoja matka jest zastępczynią kierownika oddziału Volksbanku w Eppendorfie, a ojciec profesorem wyższej uczelni - tej samej, na której w wieku trzydziestu jeden lat wciąż studiowałeś. Porządna rodzina bez problemów finansowych, której jednak daleko do krezusów. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy po raz pierwszy zobaczyłam loft.
Loft: tak od początku nazywaliśmy nasze mieszkanie, mimo że nie jest typowym loftem i tylko ogromny salon ze stalowymi elementami nośnymi pod sufitem może sprawiać takie wrażenie. Sto trzynaście metrów kwadratowych w pobliżu Łaby - jak dla nas za dużo i za drogo. Stwierdziłeś, że to nic, bo Henning wprowadzi się z nami i będzie się dokładał do czynszu. Jedno lokum, dwie przestrzenie mieszkalne, zero problemów.
Ja wolałabym jednak coś mniejszego w starej kamienicy.
O dziwo, nasze życie we trójkę na początku szło całkiem nieźle. Jakoś dawaliśmy sobie radę z codziennymi obowiązkami, na zmianę gotowaliśmy, robiliśmy zakupy i sprzątaliśmy. Do spięć dochodziło tylko wtedy, kiedy trzeba było umyć okna albo gdy Henning znowu przyprowadził jakąś laskę, która rano siadała z nami do śniadania i rzucała głupio: "Hej, wy też tu mieszkacie?".
Żeby mu uzmysłowić, jak trywialne są te jego jednorazowe przygody, następnej nocy zwykle uprawialiśmy wyjątkowo dziki seks. Ty brałeś mnie wyjątkowo ostro, a ja wyjątkowo głośno jęczałam, żeby moje krzyki rozkoszy odbijały się od brudnych szyb, dając Henningowi do zrozumienia, jak brzmi prawdziwa miłość. Swoją drogą, brzmiała tak samo również po roku. I po dwóch, i po trzech latach.
Seks z tobą zawsze był świetny.
Z całą resztą bywało różnie.
Krótko po przeprowadzce znalazłam pracę jako graficzka, poza tym twoi rodzice wspierali nas finansowo. Mimo to nadal nie rozumiałam, jak to możliwe, że z moją pensją i ich pomocą stać nas na taki styl życia. Nie chodziło tylko o drogie mieszkanie, ale też o nowe bmw, nasze wakacje i eleganckie restauracje, w których się stołowaliśmy.
Okej, skłamałam.
Oczywiście w którymś momencie zaczęłam podejrzewać, skąd biorą się pieniądze, po prostu się tym nie interesowałam. Zasmakowałam w życiu, które wiodłeś. Ty robisz to, co musisz, a ja zamykam oczy i udaję, że o niczym nie wiem. Czy z tego powodu jestem ignorantką albo płytką lalunią? Być może. Czy inni mają prawo mnie osądzać? Bynajmniej.
Między nami układało się dobrze, naprawdę dobrze, mimo to jakaś część mnie wiedziała, że nie spędzę z tobą całego życia. Z biegiem lat oddalilibyśmy się od siebie; najpóźniej wtedy, gdy zapragnęłabym mieć dzieci i coś solidnego. Coraz częściej byśmy się kłócili i czynili sobie nawzajem wyrzuty i kiedyś w końcu bym odeszła - spakowała się i rozpłynęła we mgle. Przez jakiś czas pewnie byśmy za sobą tęsknili, mgła jednak wkrótce by zgęstniała i wyłoniłaby się z niej nowa miłość.
Ale tak się już nie stanie, prawda? Jesteśmy na siebie skazani, czy tego chcemy, czy nie; nie mamy już wyjścia, żadnej możliwości ucieczki. Jeśli kiedyś zapadnie wyrok, karą za nasze przewinienia będzie ten loft albo cele w jakimś więzieniu. Ja być może trafię do Billwerder, ty do Fuhlsbüttel, kto wie.
Alternatywa jest taka, że tylko ty pójdziesz siedzieć, a ja znajdę jakieś ładne mieszkanko w kamienicy, z dwoma pokojami, kuchnią, łazienką i balkonem. Nie tak to sobie wyobrażałam - wciąż marzę o tym, żeby żyć z tobą na wolności, bez względu na to, co zrobiłeś - ale to zdecydowanie najlepsze ze wszystkich możliwych rozwiązań.
Bo jedno wiem na pewno: krwi w naszej kuchni i odciskom palców na nożu nie da się zaprzeczyć. W tej sytuacji nie pomogą nam ani twoi rodzice, ani twój talent oratorski, a policja chce nas oboje dopaść za morderstwo, to jasne.
Pozostaje pytanie, do czego się dokopią.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki