4. Śledczy
Na komisariacie policji, do Piotra i Kasi zszedł wezwany przez dyżurkę śledczy. Sprawiał wrażenie doświadczonego policjanta. Nie tylko ze względu na swój wiek, ale i swobodę, którą było widać w nim zarówno przy powitaniu z policjantami w dyżurce, jak i zwróceniu się do ludzi.
- Witam, nazywam się śledczy Tomasz Warny. Zapraszam do mnie.
Kasia zadowolona z reakcji policji od razu ruszyła za nim. Piotr nieśmiało podążał na końcu, aż wąskimi korytarzami doszli do skromnego pokoju.
- Usiądźcie, proszę - zaprosił ich do siebie i zamknął za sobą drzwi.
Sam zasiadł za swoim biurkiem i przyglądając im się uważnie, zapytał:
- Podobno chcecie zgłosić przestępstwo?
- Tak i to nie jedno - odpowiedziała mu Kasia.
Tomasz Warny złączył swoje dłonie i nie odrywając od nich wzroku, rzekł:
- To słucham.
- Chcieliśmy zgłosić porwanie i morderstwo - odpowiedziała mu i zwróciła się do Piotra: - Opowiadaj.
Piotr bojąc się o siebie i o to, jak jego słowa będą odebrane, nie bardzo wiedział, jak ma to wyjaśnić. Szukał dobrych słów w głowie, gdy śledczy go uprzedził:
- Kto pana porwał?
- Nie wiem jak się nazywa, ale ma niedaleko stąd dom. Mogę wskazać.
- A dlaczego miałby pana porwać?
Piotr znów zamilkł.
- Ponieważ właściciel tego domu sądzi, że jest on odpowiedzialny za śmierć jego syna. Ale to był wypadek.
Nagle śledczy wyprostował się w swoim fotelu i odchylił do tyłu, nie kryjąc swojego zaskoczenia.
- Czyli to pan jest tym kierowcą, który zabił syna Kasztelana
- Kogo? - zapytała od razu Kasia.
- Miejscowego biznesmena.
- Chyba gangstera. Widziałam jego ludzi. To na pewno nie byli maklerzy.
- Mamy kilka podejrzeń co do niego, ale wszystko na razie jest w toku.
- To lepiej zacznijcie działać szybciej. On musiał uciekać przez pół miasta, by nie dać się złapać jego zbirom.