Wprowadzenie. Europa Środkowa, ludzie z głowami psów i dębowe lasy Berehowa
Wprowadzenie
Europa Środkowa,
ludzie z głowami psów
i dębowe lasy Berehowa
Średniowieczni skrybowie, którzy ilustrowali
rękopisy, często dodawali na marginesach stron niewielkie szkice, żeby
przyciągnąć uwagę czytelników lub też ulżyć własnej nudzie. Rysowali
wijące się pnącza, kwiaty, zwierzęta hodowlane i zwykłych ludzi, ale
często dołączali również bajkowe stworzenia. Mogły to być jednorożce lub
syreny, ale także potwory i monstra: ziejące ogniem smoki, porośnięte
mchem dzikusy oraz bezgłowe stwory z twarzami na piersiach. Ulubieńcem
był "psiogłowiec", czy też cynocefal, który miał ludzkie ciało, ale psią
głowę. Towarzyscy, podobnie jak ludzie, ale potrafiący tylko szczekać
psiogłowcy byli często przedstawiani podczas gestykulacji lub
wskazywania palcem.
Idea ludzi z głowami psów została zaczerpnięta z literatury klasycznej i uważano ich za prawdziwe stworzenia żyjące na obrzeżach cywilizacji w podobny sposób, w jaki funkcjonowały na marginesach manuskryptów.
Wczesnochrześcijańscy uczeni debatowali nad równowagą cech ludzkich i psich u psiogłowców, ponieważ jeśli byli ludźmi, wynikałoby z tego, iż
byli obdarzeni duszą i powinni zostać nawróceni. Jednakże ludzie-psy
byli nieuchwytni - zawsze trzymali się poza zasięgiem misjonarzy i wojsk
chrześcijańskich królów oraz władców. Mimo to wciąż pojawiały się
opowieści o tym, co psiogłowcy wyczyniali tuż za horyzontem: mordowali
misjonarzy, pożerali pojmanych do niewoli i przestawali z wojowniczymi
Amazonkami o długich paznokciach. Kosmatego człeka z głową psa nigdy nie
udało się schwytać, niemniej jednak w przypadku niewiernych najlepszym
wyborem było dmuchanie na zimne. Jedna z relacji z IX wieku mówi o tym,
jak to biskup-misjonarz w dzisiejszej Austrii odmówił wizytującym go
pogańskim wodzom miejsca przy stole, zamiast tego rozstawiając im miski
na podłodze1.
W miarę posuwania się na wschód fali nawróceń, tworzącej z pogańskich
ludów chrześcijańskie królestwa, psiogłowcy zostali całkowicie
wypchnięci z Europy i zmuszeni do zamieszkania na krańcach świata. "Mapa
świata" (mappa mundi) z końca XIII wieku, znajdująca się w katedrze w Hereford, w Anglii, przedstawia na Dalekim Wschodzie grupę ludzi o głowach psów wypędzanych z rajskiego ogrodu przez anioła. Druga grupa
gestykulująca zilustrowana jest na późniejszym wygnaniu, na przylądku
daleko na północy. Współdzielą oni margines świata wraz z mieszkającymi
w jaskiniach troglodytami, bezgłowymi ludźmi i jednonogimi monopodami,
którzy śpią na plecach w cieniu nazbyt wielkiej stopy. Jak się jednak
okazało, wygnanie psiogłowców na kraniec świata nie miało trwałego
charakteru, już w czasie, gdy mnisi z Hereford kreślili swą mapę świata,
ludzie o głowach psów powrócili na kontynent europejski w nowej,
bardziej przerażającej formie. Tym razem byli prawdziwi.
Swoją zachodnią krawędzią Europa opiera się o Ren łączący Morze Północne
z Alpami, ale jej wschodnia granica nie ma oczywistego fizycznego
wyznacznika. Karpaty, które biorą swój początek na północny wschód od
Wiednia, na terenie dzisiejszej Słowacji, owijają się wokół Węgier i Transylwanii (Siedmiogrodu), tworząc granicę na południowym wschodzie,
ale dalej, na północ jest już tylko otwarta przestrzeń. Europa Północna
jest równinna, leży na Niżu Europejskim mierzącym ponad trzy tysiące
kilometrów od Niderlandów do Uralu, w Rosji. Na południowym skraju
Wielka Nizina Europejska przechodzi w krainę stepów lub, jak je ongiś
nazywano, Dzikie Pola rozciągające się na dzisiejszą Ukrainę i Azję
Środkową.
To właśnie przez Dzikie Pola nadeszli z Azji Środkowej psiogłowcy,
pojawiając się gwałtownie w 1241 roku i pustosząc Polskę oraz Węgry.
Nazywali siebie Mongołami i Tatarami, a ta druga nazwa zdradzała (jak
sądzono) ich pochodzenie z Tartaru, klasycznej otchłani piekielnej.
Najwyraźniej ich przywódca również był człekiem z głową psa, bowiem
znany był jako chan, zaś tytuł ten przywodził na myśl łacińskie słowo
określające psa (canis). Zachowanie Mongołów potwierdzało owe
powiązania, gdyż - jak relacjonował pewien Francuz - "pożerali ciała
swych ofiar, jakby spożywali zwykły chleb". Dając temu wiarę, ówcześni
pisarze z przekonaniem donosili, iż Mongołowie byli psiogłowcami ze
starożytności należącymi do ludu Goga i Magoga, których Aleksander
Wielki zamknął za bramami Kaukazu wraz z rozmaitymi gigantami,
zdeprawowanymi nacjami i ludźmi nieczystymi, jedzącymi myszy i muchy.
Najwyraźniej coś lub ktoś ich wypuścił2.
Mongołowie byli ludźmi-psami z Tartaru lub, według innego określenia,
ogarami piekieł. Chociaż imperium mongolskie gwałtownie się rozpadło,
jedno z jego państw sukcesyjnych zachowało to powiązanie. Począwszy od
XV wieku, tatarscy chanowie z Krymu dokonywali kolejnych najazdów na
chrześcijańskie królestwa na zachodzie. Poszukiwali łupów w postaci
niewolników, zwłaszcza młodych, których sprzedawali w krymskim porcie
Kefe (obecnie Teodozja), przekształconych w konkubiny lub eunuchów.
Przez wieki w folklorze ludów zamieszkujących okolice Karpat powtarzano
opowieści o okrucieństwach "Tatarów o psich pyskach", łącząc je z innymi
klechdami o diabłach i demonach. W przekazach węgierskich kojarzenie
Tatarów z ludźmi-psami było tak oczywiste, że przed XX wiekiem rzadko
odnotowywano Tatarów bez epitetu "psiogłowiec"3.
Nie tylko Tatarów uważano za ludzi o psich głowach. Na przełomie XIV i XV wieku z Anatolii, składającej się obecnie na kontynentalną Turcję,
Turcy osmańscy najechali i opanowali Półwysep Bałkański, zdobywając w 1453 roku Konstantynopol (dzisiejszy Stambuł). Niecały wiek później
zajęli środkowe Węgry, dokonując głębokich zagonów w sąsiednich krajach.
Nie dziwi zatem fakt, iż Turków przedstawiano jako sługi szatana o nienasyconej żądzy krwi. Zachodni pisarze oskarżali ich o najrozmaitsze
ekstrawagancje, w tym sodomię i kontakty seksualne z rybami, ale od
samego początku ich również kojarzono z psiogłowcami. Według
protestanckiego reformatora Marcina Lutra Turcy tworzyli wspólnoty
małżeńskie z psami, w efekcie płodząc z tych związków hybrydy. Ponieważ
o proroku Mahomecie również mówiono, iż jest psem, i czasami
przedstawiano go z głową psa, sensowne było uznanie wszystkich
muzułmanów za potencjalnych ludzi-psów4.
Historia ludzi o głowach psów uosabia kłopoty Europy Środkowej.
Prawdziwi i wyimaginowani, psiogłowcy są drapieżni, a inwazje stanowią
powracający temat w historii tej części świata. Lista niedoszłych
zdobywców zaczyna się od Gotów i Hunów w IV wieku, przez Awarów, Słowian
i Węgrów w VII i IX stuleciu, po czym rozciąga się aż po Mongołów i Turków osmańskich w późnym średniowieczu. Po 1500 roku obraz staje się
bardziej skomplikowany, ponieważ najeźdźcy nadciągają ze wszystkich
kierunków - Francuzi z zachodu, Szwedzi z północy i Rosjanie z północnego wschodu. Spośród nich najbardziej nieustępliwi byli ci
ostatni, wkraczając do Europy Środkowej pod koniec XVIII wieku i okupując jej większą część po 1945 roku.
Jednakże Europa Środkowa nigdy nie była tylko bierną ofiarą. Jej
królestwa i imperia również były drapieżne - wykrawały sobie
przestrzenie kosztem sąsiadów. Konflikty rodzące się w regionie często
rozlewały się także na zewnątrz, wojna trzydziestoletnia toczona w Europie Środkowej w latach 1618-1648 ogarnęła niemal cały kontynent, zaś
drugoplanowe wydarzenia objęły Afrykę, Karaiby i nawet odległy Tajwan.
Zajęcie w 1740 roku austriackiego Śląska przez Prusy Fryderyka Wielkiego
doprowadziło do ponad dwudziestu lat wojny, w którą zaangażowały się
Wielka Brytania i Francja, a podczas wojny siedmioletniej (1756-1763)
konflikt toczył się częściowo w Ameryce Północnej i na subkontynencie
indyjskim. Zjednoczenie Niemiec w 1871 roku było możliwe wyłącznie
dlatego, iż pruski polityk Otto von Bismarck pokonał Francję i zajął
Paryż. W XX wieku Europa była miejscem, w którym rozpoczęły się dwie
wojny światowe, a w XXI stuleciu stała się sceną najbardziej
niszczycielskiej wojny toczonej w Europie od ponad siedemdziesięciu lat.
Europę Środkową, czy też Mitteleuropę, jak ją nazywano w języku
niemieckim, często określano przez pryzmat tego, czym nie była.
Najwcześniejszą jej definicję dyktowała polityka wojen napoleońskich.
Opublikowany w 1805 roku w Brunszwiku statystyczny szkic wszystkich
państw europejskich (Statistischer Umriss der Sämtlichen Europäischen
Staaten) Georga Hassela był bezkompromisowo dokładny. Europa Środkowa
stanowiła część kontynentu nienależącą ani do Francji, ani do Rosji, co
pozostawiało wyłącznie ziemie we władaniu niemieckich dynastów
utrzymywanych przy władzy przez Napoleona, Prusy oraz Cesarstwo Austrii.
Znajdowała się w centrum Europy nie tylko geograficznie, ale i politycznie, a od jej przetrwania w obliczu podwójnego zagrożenia
francuską i rosyjską tyranią zależała wolność Europy. Pogląd, iż Europa
Środkowa leży w środku Europy, utrzymywał się przez cały XIX wiek w książkach podróżniczych i indeksach nazw geograficznych, choć celem
zwiększenia sprzedaży wydawcy regionalnych przewodników turystycznych
włączali do nich również wycieczki do Londynu i Paryża.
Granice polityczne podlegają przeobrażeniom i wraz z każdą z nich
ulegała zmianie koncepcja Europy Środkowej. Jej częścią zawsze
pozostawały Niemcy, ale inni członkowie społeczności tego obszaru
zmieniali się w zależności od tego, kto, kiedy i gdzie pisał. Tak więc
okazjonalnie włączano doń Belgię, jak również Alzację i Lotaryngię, zaś
Polska była włączana lub pomijana w zależności od tego, czy państwo
polskie faktycznie istniało w danym czasie. Do czasów drugiej wojny
światowej niemieccy geografowie i kartografowie zawsze byli gotowi
ogłosić, gdzie znajduje się ów region, jednakże ich definicje często
stanowiły jedynie przykrywkę dla niemieckiego wchłaniania państw na
wschodzie, politycznie lub ekonomicznie, na wątpliwej podstawie, iż
zawsze były one kulturowo niemieckie lub wytwarzały dobra szczególnie
przydatne dla niemieckiej gospodarki. Po 1945 roku termin "Europa
Środkowa" wyszedł z użycia, ponieważ Europa została podzielona na zachód
i wschód. Po upadku komunizmu historycy i politolodzy często określali
dawną Europę Wschodnią mianem Europy Środkowo-Wschodniej, choć rzadko
wyjaśniali, gdzie może znajdować się Europa Środkowo-Zachodnia.
Niniejsza historia Europy Środkowej jest wyjątkowa, gdyż łączy dwie
części tego regionu, a to dlatego, iż historycy zazwyczaj omawiają je
oddzielnie jako Niemcy i Europę Środkowo-Wschodnią, zaś Austria
funkcjonuje niepewnie pomiędzy nimi. Opowieść nie wysuwa przy tym na
pierwszy plan dziejów narodów, lecz przemierza peryferia przeszłości,
docierając do królestw i księstw, niegdyś wielkich, zapomnianych jednak
przez historie, które za punkt wyjścia obierają państwa narodowe. W ogólnych zarysach traktuje o obszarach dzisiejszych Niemiec, Polski,
Węgier, Austrii, Słowenii i zachodniej Rumunii czy też Transylwanii,
lecz jej zakres jest równie płynny jak historyczne części Europy
Środkowej, niekiedy zapuszczając się przy tym na terytoria obecnej
Ukrainy, Chorwacji, Szwajcarii i krajów bałtyckich.
Celem książki jest przedstawienie szerokiego przeglądu historii Europy
Środkowej, ale także zbadanie odrębności tego regionu i pokazanie, że
jest on czymś więcej niż tylko sporną przestrzenią. Historia Europy
Środkowej ma wiele wspólnego z dziejami Europy Zachodniej. Oba regiony
dzieliły tę samą średniowieczną cywilizację. Podobnie jak Anglia i Francja, królestwa i księstwa ulokowane pośrodku Europy miały zamki,
rycerzy, katolickie kościoły i klasztory, kwitnące miasta i bogatych
kupców. Europa Środkowa doświadczyła także ponownego odkrycia klasycznej
nauki nazywanego renesansem, bojów religijnych podczas reformacji,
rozrostu imperium, oświecenia, romantyzmu, nowożytnego nacjonalizmu,
industrializacji i dwóch wojen światowych. Jednak często przyjmowała te
większe trendy w inny sposób, nadając im szczególny wymiar lub
niespodziewaną intensywność. Jej rycerze byli również kolonizatorami
otwierającymi nowe przestrzenie dla osadnictwa i zakładającymi wioski
oraz miasta w mniej zaludnionej wschodniej części regionu. W całej
średniowiecznej Europie Środkowej szlachta, mieszczanie i wieśniacy
zakładali parlamenty, zgromadzenia i wspólnoty samorządowe w stopniu
znacznie szerszym niż w Europie Zachodniej. Na renesans w Europie
Środkowej miało wpływ to, co działo się we Włoszech, ale był on również
przesiąknięty głęboką duchowością oraz refleksjami na temat śmierci i odkupienia. Protestancka reformacja zrodziła mieszaninę sekt i wyznań,
które przetrwały do XVII wieku w atmosferze względnej tolerancji. W przeciwieństwie do Francji, Hiszpanii i Anglii, w większości krajów
Europy Środkowej ludzi nie palono za ich przekonania.
Warunki na wsi również były zróżnicowane. W całej Europie dużą część
ludności stanowili chłopi, którzy w zamian za swoje gospodarstwa musieli
płacić czynsz dzierżawny swym panom, niekiedy dla nich pracując. W przeważającej części Europy Środkowej, zwłaszcza w jej wschodniej
części, wymagania panów były jednak bardziej uciążliwe i nierzadko
zmuszali oni chłopów do pracy na swych polach przez kilka dni w tygodniu
lub częściej. Ponadto wielu chłopów na wschodzie Europy Środkowej było
przywiązanych do ziemi w tym sensie, iż nie mogli opuścić swoich wsi,
aby uciec od panów. W dużej części Europy Środkowej aż do XIX wieku
utrzymywał się rodzaj pańszczyzny w większości nieistniejący w Europie
Zachodniej.
Nowoczesne państwo narodziło się w Europie Środkowej, gdzie biurokracja
po raz pierwszy połączyła się z wczesnym oświeceniem. Tak więc gdy w Anglii, Francji i Ameryce Północnej oświecenie skłaniało się ku
promowaniu wolności jednostki, w Europie Środkowej opowiadało się za
państwem i prawem rządu do sprawowania władzy za pomocą dekretów.
Ponadto podczas gdy w Europie Zachodniej imperia budowano za oceanem, w Europie Środkowej połykały one region, prowadząc do rywalizacji o hegemonię pomiędzy austriackimi Habsburgami, Rosją oraz Prusami, które
stały się rdzeniem nowego Cesarstwa Niemieckiego. Pod koniec XVIII wieku
owe imperia podzieliły między siebie Polskę i Litwę, potem przeszły do
walki pomiędzy sobą, ostatecznie niszcząc się wzajemnie podczas
pierwszej wojny światowej. W XX wieku połączenie nacjonalizmu z pseudonauką biologii rasowej posunęło destrukcję o krok dalej, prowadząc
do prób eliminacji całych narodów.
Historyczne doświadczenia Europy Środkowej różnią się od tych Europy
Zachodniej. Trendy zdają się powielać znaczną część tego, co działo się
w Europie Zachodniej, ale przy bliższym poznaniu pulsują żywiej lub
cechuje je inna jakość, jak gdyby były oglądane w krzywym zwierciadle.
Również język sprawia, iż Europa Środkowa wydaje się inna. Fikcyjna
Lorelei Lee, narratorka w powieści Anity Loos z 1925 roku Mężczyźni
wolą blondynki, w latach dwudziestych odwiedziła Europę. Jak wyjaśniła,
Europa Środkowa była miejscem, gdzie "mówią jakimiś innymi rodzajami
nadrzecza [sic!], których poza francuskim nie rozumiemy"
(ekranizacja powieści z 1953 roku z udziałem Marilyn Monroe pomija tę
uwagę). Język sprawia, iż Europę Środkową uznaje się za trudną.
Niemiecki może sprawiać kłopoty przyjezdnym ze względu na swój obyczaj
utrzymywania słuchacza w niepewności aż do końca zdania, co jest
właściwym czasownikiem. Lecz dalej, na wschód, będące w użyciu języki
zaczynają zbijać nas z tropu, zawierają bowiem wielką ilość spółgłosek,
dziwaczne znaki diakrytyczne, a niekiedy wręcz posługują się innym
alfabetem.
Usuńmy język, albo jeszcze lepiej, uczyńmy go zrozumiałym, i oto wkrótce
wkroczymy do świata, który podobnie jak Europa Środkowa ukazuje miksturę
jednocześnie znajomą i odmienną. Weźmy zatem piętnastowieczny wykaz
wymieniający posiadłości szlachetnie urodzonego właściciela ziemskiego u podnóża Karpat, nieopodal dzisiejszego miasta Berehowo:
Lasy jego dębowe, zagajniki i sady, biorące początek u Niskiej Wody i rozciągające się do drogi przy Orlim Gnieździe; następnie jego dębiny
przy Pluskającej Wodzie, Małym Bagienku, Okrągłym Jeziorku i Ostoi, wraz
ze stawem rybnym przy Wielkim Żołędziowym Paśniku oraz lasem zwanym
Wiązowym Łęgiem, obok miejsca, w którym Wielki Sowi Strumień wpada do
Czarnej Rzeki i dalej do drogi wiodącej z Kaczych Łąk do pastwisk i miejsca zwanego Długie Piaski...5
Poddane tłumaczeniu sceneria i toponimia Berehowa brzmią tak, jakby
mogły znajdować się gdzieś na francuskiej prowincji. Ale Berehowo jest
również mikrokosmosem zmian, które zaszły w Europie Środkowej w ciągu
ostatniego stulecia. Po raz pierwszy wspomniane w 1240 roku w następstwie inwazji mongolsko-tatarskiej Berehowo było do 1918 roku
częścią Węgier. Na początku XX wieku miasto położone na tle falujących
wzgórz z lasami dębowymi i bukowymi, polami kukurydzy i winnicami miało
centrum o monumentalnej neobarokowej zabudowie ze wspaniałymi ozdobnymi
fasadami i bulwarami obsadzonymi drzewami. Choć mieszkańcy w większości
byli Węgrami i Ukraińcami, w skład lokalnej społeczności wchodzili
również żydowscy sklepikarze i chasydzcy rabinowie, cygańscy grajkowie,
wędrowni tureccy sprzedawcy lodów.
Po pierwszej wojnie światowej Berehowo stało się częścią Czechosłowacji,
w 1939 roku na krótko wróciło do Węgier, by w 1944 roku zostać terenem
okupowanym przez Niemcy. Efektem nazistowskich rządów było wymordowanie
co najmniej trzech tysięcy sześciuset Żydów z Berehowa i najbliższych
okolic. Pod koniec 1944 roku sowieckie oddziały zdobyły miasto, które
wkrótce potem zostało wcielone do Związku Sowieckiego. Sowieci
dokończyli niszczenie kultury żydowskiej w Berehowie, przekształcając
główną synagogę w komunistyczne "centrum kultury". W celu ukrycia
hebrajskich napisów i żydowskiej symboliki na elewacjach budynku pokryli
je grubą warstwą cementu. To, co niegdyś stanowiło jedną z najbardziej
imponujących fasad Berehowa, dzisiaj jest najbrzydszą elewacją. Jeśli
chodzi o tereny wiejskie Berehowa, to Sowieci najpierw je splądrowali, a następnie podzielili na kolektywne gospodarstwa rolne.
Każda zmiana na mapie niosła ze sobą także zmianę nazwy Berehowa, z Beregszász na Berehowo, Bergsass, znowu Berehowo i w końcu Berehowe.
Wraz z okolicznymi dąbrowami i wiązowymi łęgami Berehowo leży teraz w zachodniej Ukrainie, a za horyzontem czai się nowa generacja ludzi o psich głowach, tym razem uzbrojonych w kałasznikowy. Są ostatnimi z długiej listy najeźdźców i zdobywców, którzy wdzierali się do Europy
Środkowej w ciągu dwóch tysiącleci, a także świeżym przypomnieniem
wrażliwości jej cywilizacji. To, co znajduje się dalej, jest opowieścią
o Europie Środkowej, ale również eksploracją malutkich miejsc w rodzaju
Berehowa, które należą zarówno do środka Europy, jak i do jej krańców.
Rozdział 1. Cesarstwo rzymskie, Hunowie i Pieśń o Nibelungach
Rozdział 1
Cesarstwo rzymskie,
Hunowie i Pieśń o Nibelungach
Poeta Owidiusz nie miał szczęścia - na początku
pierwszego tysiąclecia cesarz August wygnał go z Rzymu za bliżej
nieokreślone przestępstwo, i choć utrzymywał, że wszystko było
nieporozumieniem, mimo to został zesłany do rzymskiego miasta
granicznego Tomis, na wybrzeżu Morza Czarnego, czyli do dzisiejszej
Konstancy w Rumunii. Na wygnaniu Owidiusz uskarżał się na mróz w zimie,
który sprawiał, iż pękały wazy z winem, a ich zawartość zamieniała się w sople, oraz na napady dzikich plemion sarmackich na Tomis i jego
okolice. Opisywał, jak jeźdźcy przełamywali rzymską obronę, plądrowali
gospodarstwa i mordowali bez zastanowienia za pomocą zatrutych strzał.
Bardziej przyzwyczajony, jak sam przyznawał, do strzał Kupidyna Owidiusz
musiał teraz unikać jadowitych grotów dzikiego ludu.
Nieszczęście Owidiusza polegało na tym, iż został zesłany do jednego z najgorszych miejsc na rzymskim pograniczu, bowiem w pierwszych wiekach
rzymskiego panowania granica zwykle bywała spokojna. W okresie
największego rozkwitu, w II wieku imperium rzymskie miało granicę o długości pięciu tysięcy kilometrów i obejmowało terytorium o powierzchni
pięciu milionów kilometrów kwadratowych. Do jego obrony i utrzymania
porządku wewnątrz tej strefy przydzielono pół miliona żołnierzy. Według
listy sporządzonej około 300 roku musieli oni stawić czoła nie mniej niż
pięćdziesięciu wrogim ludom, poczynając od Piktów na dalekiej północy,
przez Ormian na wschodzie, skończywszy na Maurach w Afryce6.
W Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie pustynia pełniła funkcję
obronnego kordonu. W Europie Środkowej rzymska granica przebiegała w dużej mierze wzdłuż Renu i Dunaju, ale z klinami wciętymi daleko poza
ich linią: przede wszystkim rzymską prowincję Dację obejmującą
Transylwanię i Karpaty Wschodnie oraz prowincję Germanię Górną (Germania
Superior) - trójkątne terytorium pomiędzy górnym biegiem Renu i Dunaju.
W szczytowym okresie imperium rzymskie zajmowało znaczną część Europy
Środkowej, w tym dzisiejszą Nadrenię i zachodnie Niemcy, Szwajcarię,
znaczną część Bawarii i południowe Niemcy, Austrię, zachodnie Węgry,
Słowenię i zachodnią Rumunię. W III wieku Rzymianie opuścili Dację i znaczną część Germanii Górnej. Od tego czasu przebieg granicy wyznaczały
dwie główne rzeki Europy Środkowej, Ren i Dunaj, patrolowane przez małe
rzymskie okręty. Żartobliwie określane mianem "figlarnych łódek"
(lusoriae) były obsadzane przez trzydziestu żołnierzy-wioślarzy i przydzielane do wojskowych składów pełniących przy okazji funkcję miejsc
pamięci o zmarłych, gdzie na tabliczkach wypisywano imiona utopionych i poległych. W II wieku po wodach Dunaju kursowało blisko tysiąc
wojskowych jednostek pływających. Naturalną geografię granicy wspierały
fortyfikacje obronne, począwszy od przesiek i strażniczych platform
obserwacyjnych, stopniowo wzmacnianych fosami, palisadami, kamiennymi
murami i wieżami. Wzdłuż południowego brzegu Dunaju, od Pasawy do
Wiednia, wzniesiono około sześćdziesięciu blokhauzów i fortów
obsadzonych garnizonami. Za linią Renu i Dunaju po stronie rzymskiej
zamieszkiwała mieszanina rdzennej celtyckiej ludności, napływowych
rolników, którzy często byli weteranami legionów, oraz niewolników
pojmanych podczas wypadów przez granicę. Niezależnie od pochodzenia
ludzie zamieszkujący rzymską Europę Środkową szybko romanizowali swój
język, ubiór i maniery, rychło przyjmując takie imiona jak Juliusz,
Tyberiusz i Klaudiusz. Ich pierwotna plemienna organizacja zaniknęła,
przetrwawszy jedynie w nazewnictwie rzymskich prowincji, które ją
wchłonęły. Miasta skupione wzdłuż granicy naśladowały Rzym swymi
amfiteatrami, publicznymi łaźniami, akweduktami, monumentalnymi
budowlami, czworobocznymi świątyniami, a od IV wieku również
chrześcijańskimi kościołami. Na prowincji wille z mozaikami i ściennymi
malowidłami stawały się centrami przedsięwzięć w branżach rolnictwa,
pasterstwa i produkcji wina. Tylko w rzymskiej prowincji Panonii (mniej
więcej w miejscu, gdzie dziś znajdują się zachodnie Węgry) archeologowie
zidentyfikowali lokalizacje około sześciuset willi7.
Rzymska władza nie zatrzymywała się na granicy. Ludy żyjące po drugiej
stronie często były wciągane w orbitę rzymskiej polityki, dyplomacji i ekonomii. Handlowały bursztynem, barwnikami, zbożem i gęsimi piórami do
wypychania poduszek oraz dostarczały rzymskim legionom rekrutów, a nawet
generałów, zaś ich wodzowie bywali nagradzani hojnymi darami i otaczani
wojskową ochroną. By zapewnić sobie lojalność plemion, dowódcy legionów
wznosili forty w głębi środkowoeuropejskich terytoriów, daleko poza
osłoną granicy. Wojska rzymskie rozpoczęły również budowę
pięciusetkilometrowego wału ziemnego, zataczającego pętlę wokół krańca
Niziny Węgierskiej, od Aquincum na północnym zachodzie (obecnie części
Budapesztu) do fortu w Viminacium położonego na wschód od dzisiejszego
Belgradu. Odcinki ziemnego wału, nazwanego później Diabelską Groblą,
zachowały się do dziś, choć uległy znacznej erozji. Przecięcie
współczesnych Węgier, Rumunii i Serbii było osiągnięciem militarnym,
którego skala równała się z brytyjskim Murem Hadriana8.
Pokojowe stosunki na granicy osiągano dzięki eksportowi przemocy poza
nią. Po drugiej stronie germańskie plemiona i sarmaccy koczownicy
rywalizowali o pozycję, a każda ze stron liczyła na miejsce bliżej
imperium rzymskiego i tym samym - łatwiejszy dostęp do jego bogactw. Na
krótko przed rokiem 100 rzymski historyk Tacyt zwrócił uwagę na
skłonność germańskich plemion do przemocy, a młodych mężczyzn - do walki
i grabieży. Wymienił plemiona, zaś historycy długo łamali sobie głowę
nad nazwami, które im nadał (Chattowie, Tencteri, Ubii itd.), ponieważ
tylko nieliczne ukazują się ponownie sześćdziesiąt lat później na
wielkiej mapie świata Ptolemeusza, będącej w zasadzie listą nazw i współrzędnych geograficznych. Niektóre plemiona można śledzić przez
kilka stuleci, jednakże wydaje się, iż większość zniknęła niemalże
natychmiast po tym, jak tylko Tacyt wymienił ich nazwy, zapewne pokonana
i wchłonięta przez rywali. Jak cierpko zauważył Tacyt: "Modlę się, aby
obce ludy długo jeszcze trwały, jeśli nie w miłości do nas, to
przynajmniej w nienawiści do siebie nawzajem, gdyż [...] fortuna nie ma
dziś lepszego daru niż niezgoda wśród naszych wrogów"9.
Przedstawiony przez Tacyta obraz młodzieńczych plemion pogrążonych w rywalizacji wieku dorastania współgrał z rzymskim stereotypem ludów
spoza granicy, które były albo szkaradne z wyglądu, albo swawolne i naiwne, zatem potrzebujące ochrony i przykładu Rzymu. W oczach Rzymian
Germanie należeli do tej drugiej kategorii. Według źródeł zamieszkując
wiejskie osady, praktykowali tylko prymitywne rolnictwo, nie znając ani
stosownych rządów, ani wytwórstwa, ani nawet własnej seksualności. Tak
więc obie płcie niewinnie kąpały się razem nago, mężczyzn nie można było
wyrwać z ich odwiecznego lenistwa i zmusić, aby zajęli się jakimkolwiek
rzemiosłem, a istnienie pieniędzy było im zupełnie obce, zanim Rzymianie
ich z nimi nie zaznajomili. Z kolei Sarmaci, których Owidiusz napotkał w Tomis, według jednego z ówczesnych opisów byli "hordą rozbójników [...]
najbardziej wyizolowaną ze wszystkich barbarzyńców tych regionów". Tacyt
zwrócił uwagę na ich dwuręczne miecze oraz zbroje wykonane ze skóry i nachodzących na siebie żelaznych łusek. Rzymscy rzeźbiarze przedstawiali
Sarmatów jako jaszczurki10.
Podobne poczucie odmienności zabarwiło również najwcześniejsze opisy
krajobrazu Europy Środkowej poza granicami Rzymu. Dla rzymskich autorów
Europa Środkowa była ogromnym dębowym borem, tak gęstym, iż czynił on
klimat chłodniejszym, i którego splątane korzenie tworzyły sklepione
przejścia na tyle szerokie, by pomieścić oddział kawalerii. W I wieku
p.n.e. Juliusz Cezar nie mógł się doszukać nikogo, kto znałby
rzeczywisty zasięg tego lasu, sam jednak sądził, iż jego szerokość
równała się kilku miesiącom marszu. Wiek później Tacyt opisał Europę
Środkową jako wyróżniającą się "swym zniekształconym krajobrazem i surowym klimatem, paskudną do zamieszkania lub podziwiania okiem". Jej
gleba była zbyt uboga, by urosły nań drzewa owocowe, wyjaśniał, zaś
tamtejsze stada i bydło wydawały się mizerne i wstrętne. Inni pisarze
zwracali uwagę na rzeki, góry i mokradła utrudniające podróżowanie, a także na brak dróg i budynków z kamienia. Dla autorów klasycznych im
dalej na północ, tym surowsza stawała się geografia i klimat, aż
docierało się do ponurego Oceanu Bałtyckiego, gdzie mieszkali Finowie,
"których barbarzyństwo i nikczemność są odrażające ponad wszelką
miarę"11.
To Rzymianie jako pierwsi nadali ludom Europy Środkowej miano Germanów,
bowiem oni sami nie mieli określenia na siebie ani żadnego poczucia
wspólnej tożsamości - w rzeczy samej wydaje się wątpliwe, czy dialekty,
którymi się posługiwali, były wzajemnie zrozumiałe, przynajmniej przy
pierwszym poznaniu. Ci pierwsi Niemcy żyli w wioskach w grupach
związanych pokrewieństwem, które mogły, ale nie musiały być zjednoczone
w jakiegoś rodzaju większej konfederacji politycznej. Niektóre z tych
grup plemiennych były rządzone przez królów, inne - przez zgromadzenia
starszych, a nieliczne - przez kapłanów. W kilku miejscach praktykowano
wiązanie głów niemowlętom, co powodowało wydłużenie czaszki w wieku
dorosłym. Gdzie indziej zadowalano się wiązaniem włosów z boku głowy
oznaczającym przynależność. Niemniej jednak rzymska polityka
faworyzowania jednych plemion na tle innych doprowadziła do ich
politycznej konsolidacji12.
Imperium rzymskiemu znana była przemoc. Większość zrodziła się we
własnym domu i była wywołana buntami niewolników, zamieszkami z powodu
braku żywności lub lokalnymi powstaniami i wojnami domowymi rozpętanymi
przez nazbyt ambitnych generałów. Do tego dochodziły wypady poza
granice. Pod koniec II wieku germańskie plemię Markomanów przerwało
rzymskie linie obronne na Dunaju, działając w porozumieniu z grupami
Sarmatów. Zostali odparci, ale dopiero po tym, jak najechali północną
Italię. W środkowych dekadach III wieku plemiona germańskie wykorzystały
przedłużające się okresy konfliktów wewnętrznych w Rzymie, aby pustoszyć
tereny nadgraniczne. Niemniej jednak w większości były to wypady na
niewielką skalę i szybko się z nimi rozprawiano. Na słynnej ilustracji z końca III wieku rzymskie łodzie patrolowe na Renie przechwyciły w pobliżu Spiry grupę łupieżców, która wracała do domu z kilkoma wozami
łupów zagarniętych w pobliskiej willi. Nie podjąwszy wyzwania, rabusie
umknęli, pozostawiając srebrne zastawy, naczynia kuchenne i zrabowane
narzędzia rolnicze13.
Pod koniec IV wieku bandytyzm ustąpił miejsca czemuś znacznie
poważniejszemu. Zamiast rabusiów szukających łupów granicę szturmowały
teraz całe migrujące ludy, zabierające ze sobą swoje dzieci, chorych i starców. Uciekali w obawie o swoje życie, umykając przed "rasą ludzi,
których nigdy wcześniej nie widziano [...], która wyłoniła się z jakiegoś tajemnego zakątka ziemi i zmiatała i niszczyła wszystko, co
stanęło jej na drodze". Rzymscy pisarze z wyższością powtarzali starsze
opowieści o ludach żyjących na północ od Morza Czarnego, ale uchodźcy
upierali się, iż mieli do czynienia z zupełnie nowymi wrogami,
zrodzonymi ze związku czarownic z nieczystymi duchami, które
zamieszkiwały moczary. Nazywali ich Hunami14.
Klasyczni autorzy nigdy nie byli wnikliwi w swoich opisach Hunów,
zapożyczając od wcześniejszych pisarzy fragmenty odnoszące się do
całkiem innych ludów i dodając przy tym własne retoryczne smaczki. Tak
więc - według zachowanych relacji - Hunowie, na podobieństwo cyklopów
Homera, żywili się korzeniami i wystrzegali się budynków, niczym
centaury byli tylko w połowie ludźmi i podobnie jak Massageci pożerali
swoich starców. Rzymscy autorzy konkludowali z przekonaniem, iż Hunowie
byli albo potomkami prymitywnych ludów opisywanych przez poetę
Wergilusza jako wyrastających z pni drzew, albo należeli do ludu Goga i Magoga ze Starego Testamentu. W rzeczywistości ludzie, których Rzymianie
nazywali Hunami, byli mieszaniną plemion. Huński rdzeń wywodził się z terenów dzisiejszego Kazachstanu i składał się w głównej mierze z ludzi
posługujących się językiem tureckim, ale częścią elity wojowników byli
także członkowie innych grup pokonanych wcześniej przez Hunów, jak
również najemnicy rekrutowani na obszarach imperium rzymskiego. Nadworny
trefniś Hunów zabawiał później publikę, gaworząc, jak donoszą źródła, w mieszaninie języka Hunów, germańskiego narzecza Gotów i łaciny15.
Hunowie byli koczownikami i hodowcami bydła, ale potrzebowali osiadłych
ludów zarówno jako źródła trybutu w złocie, jak i dostawców wyrobów
gotowych, których im brakowało. Oczywistym celem była ludność
zamieszkująca tereny na zachód od Donu. Od IV wieku Hunowie rozszerzali
wpływy na terenach stepowych, na zachód od swych sadyb w Azji Środkowej.
Zebrawszy po drodze sojuszników, w latach siedemdziesiątych III wieku
najechali Gotów, lud germański, bliski językowo z plemionami Europy
Środkowej. Podzieleni na pół tuzina odrębnych grup zasiedlali oni tereny
na wschód od Karpat, obszar dzisiejszej Ukrainy. Plemiona Gotów żyjące
na północ i zachód od Morza Czarnego stawiały Hunom zaciekły, ale
daremny opór. Ich ostatni król na próżno poświęcił się w ofierze bogom
dla dobra swego ludu. Gdy ostatnia (dosłownie) desperacka próba
powstrzymania najeźdźców zawiodła, Goci zgromadzili się na brzegach
Dunaju, gdzie dołączyły do nich inne plemiona uciekające przed Hunami.
W owym czasie imperium rzymskie było podzielone na pół, ze stolicami w Rzymie i Konstantynopolu (dzisiejszym Stambule). Ponieważ wtedy Bałkany
na południe od dolnego biegu Dunaju należały do wschodniej części
cesarstwa, uchodźcy zwrócili się do cesarza wschodu Walensa z prośbą o udzielenie im schronienia. Postrzegając ich w kontekście potencjalnego
źródła uzupełnień dla armii, cesarz Walens zgodził się. Jednakże proces
osiedlania Gotów okazał się fuszerką, a przybysze byli głodni i żądni
zemsty. Walens usiłował skłonić ich do posłuszeństwa siłą, ale w 378
roku Goci unicestwili jego armię pod Adrianopolem. Cesarz albo poległ w walce, albo spłonął żywcem w chacie, w której nabierał sił po opatrzeniu
ran. W następstwie zwycięstwa Goci tak dokładnie splądrowali Bałkany, że
- jak podają rzymskie źródła - nie pozostało tam nic poza horyzontem.
W 382 roku następca Walensa Teodozjusz zawarł traktat z przywódcami
Gotów. Teodozjusz reklamował go jako instrument, dzięki któremu "cały
lud Gotów wraz z jego królem poddał się Rzymianom", ale pakt w rzeczywistości nim nie był. Pozwalał Gotom na wkroczenie na tereny
imperium i zwalniał ich z płacenia podatków, nadawał im ziemię pod
uprawę, zezwalał na kontynuację rządów ich własnych książąt i gwarantował wypłatę corocznego haraczu. Chociaż oczekiwano, że Goci będą
służyć w armii rzymskiej, robili to pod bezpośrednim dowództwem własnych
wodzów. Nic więc dziwnego, że kiedy nowe watahy wkraczały do imperium
rzymskiego, domagały się równie szerokich praw. Punktem kulminacyjnym
był 31 grudnia 406 roku, gdy mieszane zastępy Germanów, Sarmatów i dawnych sojuszników Hunów przekroczyły Ren w Moguncji i posunęły się w głąb rzymskiej Galii. Cztery lata później wojskowa konfederacja gockich
plemion, zwana Wizygotami, zdobyła i splądrowała Rzym16.
Ze swych obozowisk na Nizinie Węgierskiej grupy Hunów kontynuowały
wypady do Włoch i na Bałkany oraz nękanie germańskich plemion, które
spychały za linię granicy, jednocześnie oferując swe usługi jako
sojusznicy Rzymu. Szczególnie głośnym przypadkiem było wynajęcie przez
rzymskiego dowódcę Aeliusa wodza Hunów zwanego Rugilą po to, by zgnieść
Burgundów, germańskie plemię osiadłe na ziemiach na zachód od Renu, w okolicach Wormacji. Masakra Burgundów dokonana przez Rugilę w 437 roku
była tak kompletna, że przeszła do legendy jako mrożący krew w żyłach
przykład okrucieństwa Hunów i ich gotowości do wyniszczania całych
narodów17.
Jednak Hunów nie zadowalała rola rzymskich strażników. W latach
czterdziestych V wieku zwierzchnictwo nad nimi przeszło w ręce krewniaka
Rugili, Attyli, który zespolił Hunów i ich sojuszników w lojalną sobie
konfederację, karząc niewiernych ukrzyżowaniem, a wiarołomne plemiona -
unicestwieniem. Przywództwo Hunów zwyczajowo dzielili między siebie
rodzeni bracia, lecz Attyla nie chciał o tym słyszeć - w 445 roku
zamordował swojego starszego brata i współwładcę, po czym objął
niepodzielną władzę. Zachował się jego opis z epoki: "Wzrostem
niewysoki, o szerokiej klatce piersiowej i dużej głowie; oczy miał małe,
brodę rzadką i przyprószoną siwizną; miał też płaski nos i śniadą skórę
świadczącą o jego pochodzeniu". Późniejsze przekazy obdarzą go głową psa
i opiszą jego ojca jako charta, tym samym łącząc go z legendą
psiogłowców ze wschodu18.
Przez pierwsze kilka lat swych samodzielnych rządów Attyla był aktywny
głównie nad granicznym Dunajem, prowadząc terrorystyczne najazdy,
których celem było wymuszenie haraczu od cesarzy wschodniorzymskich.
Jednak około 450 roku zwrócił uwagę na zachód. Za kulisami prowadził
negocjacje z Honorią, przebiegłą siostrą zachodniego cesarza
Walentyniana III, która rozbudziła w nim ambicję zastąpienia Aecjusza w roli dowódcy wojskowego na zachodzie lub nawet zastąpienia samego
cesarza poprzez nieprawdopodobne małżeństwo z nią samą. Dla Attyli obie
strategie miały taki sam sens - nie napierać dłużej na imperium od
zewnątrz, lecz całkowicie je przejąć.
Attyla rozpoczął swoją kampanię na początku 451 roku, kiedy to (według
ówczesnego opisu) "nagle świat barbarzyński, rozerwany potężnym
wstrząsem, przelał się całą północą do Galii", po czym spłynął do Włoch.
W owym czasie liczebność armii Attyli oceniano na pół miliona ludzi -
liczbę mało prawdopodobną, niemniej jednak świadczącą o panice, jaką
wywołała. Tak czy inaczej, złożona z masy germańskich plemion z pewnością była liczna. Wśród nich były pozostałości gockich plemion,
obecnie połączonych w tak zwanych Ostrogotów przez potomka gockiego
króla, który zginął z własnej ręki osiemdziesiąt lat wcześniej. Były
również obecne odłamy Franków, których wodzowie ostatecznie
odziedziczyli władzę Hunów w pokaźnej części Europy
Środkowej19.
Finał nadszedł szybko. Być może pod koniec 452 roku Attyla spotkał się z papieżem Leonem I, ale jest mało prawdopodobne, by święty biskup Rzymu
przekonał go, aby został człowiekiem pokoju. Do wycofania się Attylę
zmusiło coś bardziej przyziemnego - brak paszy dla jego koni spowodowany
gorącym latem. Attyla wrócił do swojej siedziby na Nizinie Węgierskiej,
a rok później zmarł, uduszony we śnie przez krwotok z nosa. Jego synowie
wiedli spory o dziedzictwo, co skutkowało wojną domową, podczas której
hegemonia Hunów zarówno w Europie, jak i na czarnomorskich stepach
uległa załamaniu. Współcześni historycy często wyolbrzymiają potęgę
Hunów i określają ich imperium mianem państwa, ale nie była to tego
rodzaju forma organizacji, raczej - luźne zbiorowisko huńskich,
germańskich i gockich plemion utrzymywanych razem przez bezwzględnego i pełnego ambicji władcę. Gdy tylko go zabrakło, wszystko się
rozpadło20.
Mimo to Hunowie przemodelowali Europę Środkową. Łamiąc jego potęgę,
zmusili Rzym do opuszczenia środkowoeuropejskich prowincji na terenie
dzisiejszych Niemiec, Austrii i Węgier. Pod wpływem działań Hunów
plemiona germańskie zajęły miejsce Rzymu w południowej i zachodniej
części Europy Środkowej. Podczas gdy przywódcy nowo przybyłych nakładali
własne podatki, dzielili ziemię między swych popleczników i wywłaszczali
prowincjonalną rzymską arystokrację, kurczyły się znamiona cywilizacji.
Miejsce wiejskich willi zajęły warowne obozowiska i ufortyfikowane
wzgórza, a wielkie rolnicze majątki popadły w ruinę. Jak ubolewał jeden
z ówczesnych Rzymian, "zniknęły stada, zniknęły nasiona owoców, nie ma
miejsca dla winorośli ani drzew oliwnych; niszczycielski ogień i deszcz
zabrały nawet budynki gospodarstw". Na północ od Alp bieżąca ciepła woda
jako udogodnienie dla gospodarstw domowych zniknęła na tysiąc lat.
Dziedzictwem Hunów było również kulturowe i ekonomiczne zubożenie
wielkich połaci Europy Środkowej21.
W następstwie dzieła zniszczenia dokonanego przez Hunów gockie plemiona
wdarły się do zachodniej części imperium rzymskiego, wykrawając własne
królestwa. I tak Wizygoci opanowali południową Francję, a później
Hiszpanię, zaś Ostrogoci przejęli Włochy. Z czasem ulegli językowej
akulturacji i oparte na łacinie języki romańskie w większości
zdominowały rejony, które później stały się Francją, Hiszpanią i Włochami. Jednak w Europie Środkowej, gdzie osadnictwo germańskie było
gęstsze, łacina została wyparta i region stał się w większości
germańskojęzyczny. Tym samym Ren, niegdysiejsza granica Rzymu,
rozdzielił dwie rodzące się strefy językowe, z mówiącymi po germańsku na
wschodzie i posługującymi się językami romańskimi na zachodzie. Jeśli
chodzi o zachodnią część cesarstwa rzymskiego, to przestała ona istnieć
w 476 roku, kiedy to ostatni cesarz abdykował w zamian za rentę od
senatu rzymskiego oraz pałac w Neapolu.
Po V wieku pierwotnie germańskojęzyczni Frankowie, którzy wcześniej
osiedlili się w północnej Francji, rozszerzyli swoje wpływy na starą
rzymską prowincję Galii i przesunęli się na wschód, za Ren. Od VII wieku
sąsiadowali w Europie Środkowej z plemionami słowiańskimi. Narodziła się
nowa Europa Środkowa pod przewodnictwem Franków, która była zróżnicowana
językowo - obejmowała zarówno ludność mówiącą w narzeczach germańskich,
jak i słowiańskich. Dołączyli do nich Węgrzy ze swym niespokrewnionym
językiem, którzy przybyli na teren Karpat pod koniec IX wieku. Z czasem
Frankowie, Niemcy, Słowianie i Węgrzy przyjęli wspólny kodeks kulturowy,
w którym królewskość, katolickie chrześcijaństwo, prawo, rycerstwo i rycerskość były tożsame.
Co ciekawe, ów kodeks był również przesiąknięty pamięcią o Hunach.
Wspólna tradycja literacka łączyła różne ludy Europy Środkowej patrzące
w przeszłość na inwazję Hunów jako definiujący moment ich rozwoju.
Greccy i rzymscy pisarze wykreowali Hunów jako złoczyńców, a najwcześniejsze relacje chrześcijańskie czyniły podobnie, mnożąc
męczenników, o których śmierć obwiniano Hunów. Jednak w Europie
Środkowej funkcjonowała odmienna dynamika. Wiele germańskich plemion
walczyło tam po stronie Attyli, a ich potomkowie kultywowali romantyczne
opowieści o przewagach Hunów i czynach dokonanych w ich służbie. Legendy
obrały za temat ostatnie dni dworu Burgundów w Wormacji, zanim został on
zniszczony przez Hunów w 437 roku, i opowiadały o pałacowych intrygach w stolicy Hunów Ostrzyhomiu (Esztergom na Węgrzech), gdzie Attyla
sprawował władzę pod imieniem Etzel wraz z ostrogockim władcą
Teodorykiem (Dietrichem).
Na te historyczne fragmenty nakładały się inne opowieści - o czynach
legendarnego Zygfryda i jego zabójstwie oraz o zemście uknutej przez
jego burgundzką wdowę Krymhildę, która została fikcyjną żoną Attyli.
Przekazywane w pieśniach i podaniach ustnych owe opowieści połączyły się
później w epicki poemat znany jako Pieśń o Nibelungach lub
Nibelungenlied. Liczący ponad dwa tysiące wersów utwór osiągnął
ostateczną formę dopiero w XIII wieku dzięki nieznanemu poecie z Pasawy
w Bawarii. Nibelungenlied to tragedia opowiadająca o skutkach zdrady,
zazdrości i żalu, a także opisująca karły pilnujące skarbów, płaszcze
niewidzialności, polowania na smoki i magiczne pierścienie, które
zamieniają ludzi w pył.
Wątki, które złożyły się na finalną formę Pieśni o Nibelungach,
zostały również wplecione do późniejszych czeskich i polskich zapisów
(często poprzez równoległą Legendę o Walgierzu), z których część
świadomie wzorowała się na epickiej formie Nibelungenlied. I znowu
wiele z tych wątków wysławiało czyny Hunów i opisywało heroiczne
zmagania pomiędzy nimi i ich rzymskimi adwersarzami. Inne całkowicie
przekształcają epizody, zmieniając lokalizację i aktorów, aby dopasować
się do własnych odbiorców, jednocześnie zachowując zarys fabuły - na
przykład w wersjach tyrolskich tłem były góry, a wersje styryjskie
dodawały przodków sprawującego władzę rodu książęcego w dzisiejszej
Austrii. Wspomnienie Hunów przyczyniło się także do powstania przekazów
o pochodzeniu Węgrów, w których Hunowie stali się ich protoplastami
(pomogło tu podobieństwo nazewnictwa), a Attyla został przodkiem
węgierskiego rodu panującego. Pamięć o Hunach i ich imperium zakorzeniła
się w pierwszych legendach Europy Środkowej22.
Pieśń o Nibelungach była również typowa dla szerszego gatunku
literackiego w Europie - metafory rycerskich czynów i zemsty,
szlachetnych ideałów idących w parze z wojennym wigorem i konfliktów
lojalności wobec więzów krwi i władcy są wspólne dla francuskich eposów,
skandynawskich sag oraz hiszpańskich i prowansalskich ballad. Podobnie
jest z rycerzami poszukującymi miłości, rytualnymi wizytami z wymianą
podarków oraz wizerunkami znękanych władców (Attyla-Etzel w Nibelungenlied, król Artur w legendach arturiańskich, król Marek w legendzie Tristan i Izolda itd.). Poprzez przyjęcie Pieśni o Nibelungach i przerobienie jej treści nowo powstałe społeczności Europy
Środkowej pokazały również, iż stały się częścią większej wspólnoty
kulturowej mającej jednoznacznie chrześcijański charakter. Jednak to, w jaki sposób owe społeczności w ogóle stały się chrześcijańskie i jakie
rodzaje chrześcijaństwa przyjęły, jest już tematem kolejnych rozdziałów.
Rozdział 2. Frankowie i Karol Wielki: widok znad Jeziora Bodeńskiego
Rozdział 2
Frankowie i Karol Wielki:
widok znad Jeziora Bodeńskiego
Rzymskie chrześcijaństwo nie traktowało
nawróceń poważnie.
Chrześcijaństwo było religią miast i rezydencji, ale misjonarze nie
spieszyli się z ewangelizacją prowincji. Te same uprzedzenia cechowały
biskupów i papieży w ich kontaktach z germańskimi plemionami. Duchownych
wysyłano dopiero, gdy plemię czy władca już się nawrócili. Skutek był
taki, iż tereny byłego imperium rzymskiego zamieszkałe przez Germanów
albo pozostawały pogańskie, albo wyznawały heretycką formę
chrześcijaństwa zwaną arianizmem. Nazwany tak na cześć teologa z początku IV wieku Ariusza (a więc niemający nic wspólnego z aryjską
teorią rasową), arianizm odrzucał ideę, iż Chrystus był jednym bytem z wiecznym Bogiem, argumentując natomiast, że Bóg stworzył Chrystusa, a więc "był czas, kiedy Chrystusa nie było". Arianie odrzucili Trójcę
Świętą, proponując w zamian hierarchię z Bogiem na szczycie, za którym
następował stworzony Chrystus oraz anioł, który oznaczał Ducha
Świętego23.
Konflikt pomiędzy chrześcijanami i arianami był zaciekły i gwałtowny, a ariańskie pospólstwo szalało w rzymskich miastach. Jednak pomijając jego
pozorne zapomnienie, arianizm był najwcześniejszą chrześcijańską religią
Europy Środkowej, przyjętą w IV i V wieku przez większość Gotów i wiele
plemion germańskich. Jedynie Frankowie, Fryzowie i Sasi, których
wodzowie trzymali się pogaństwa, pozostawali poza obrębem arianizmu.
Atrakcyjność tej doktryny polegała na tym, że nabożeństwa odprawiano w języku narodowym, a nie w łacinie preferowanej przez katolickich księży.
Pierwszy przekład Nowego Testamentu i części Starego Testamentu na
germański gocki został dokonany przez ariańskiego biskupa Wulfillę
(Małego Wilka) w połowie IV wieku, w stworzonym przez niego alfabecie.
Co ważne, idea istnienia niebiańskiej hierarchii pasowała do starszych
pogańskich wierzeń, według których bogów było wielu, ale z bogiem
wyższym na szczycie24.
Początkowo Frankowie składali się z kilku plemion żyjących w pobliżu
środkowego i dolnego biegu Renu, po obu stronach rzymskiej granicy. Ich
pierwszym królem, o którym mamy konkretną wiedzę, był Childeryk (zmarł w 481 roku), należący do linii tzw. władców merowińskich, nazwanych tak na
cześć potomstwa węża morskiego. Jego niezwykły grobowiec w Tournai jest
dowodem jego podwójnej roli: przywódcy plemiennego i rzymskiego
administratora, bowiem Childeryka pochowano z długimi do ramion włosami,
będącymi wyróżnikiem frankijskiej rodziny królewskiej, odciętą głową
jego konia, płaszczem zdobionym trzystoma złotymi pszczołami i podarunkami, które mogły pochodzić jedynie od wschodniorzymskiego
cesarza w Konstantynopolu. Pod rządami syna Childeryka, Chlodwiga lub
Clovisa (żył w latach 466-511), Frankowie rozprzestrzenili się z północnego zachodu i opanowali większość starej rzymskiej prowincji
Galii, podbijając jednocześnie tereny między górnym Renem a Dunajem.
Katolickie chrześcijaństwo miało to szczęście, że około 496 roku Clovis
nawrócił się z pogaństwa na katolicyzm, po czym, jak się podkreśla,
wielu jego czołowych wielmożów również przyjęło nową wiarę. Clovis
został katolikiem pod wpływem swej przebiegłej żony, która już była
wyznawczynią tej wiary, oraz dlatego, że jej Bóg pomógł mu w bitwie.
Nawrócenie miało jednak również sens polityczny, gdyż znaczna część
zromanizowanej ludności Galii była już katolikami lub wyznawała
mieszankę katolicyzmu i rzymskich kultów pogańskich. Clovis był
pierwszym władcą germańskim, który przyjął wiarę Rzymu, za co cesarz
wschodniorzymski nagrodził go godnością konsula, choć tytuł ten nie był
znaczący. Pomimo świeżości nawrócenia Clovis uważał się za kapłana
Bożego. Taka rola uzasadniała jego wojny z poganami i arianami oraz
sankcjonowała jego podboje. Mimo to tempo nawróceń na frankijskiej
prowincji było powolne. Kontynuowano inne praktyki, w tym, na co
uskarżał się jeden z kodeksów prawnych z VI wieku, "noce spędzane w Boże
Narodzenie i w okresie wielkanocnym na pijaństwie, błazenadzie i śpiewie", ale również składanie ofiar z ludzi i czczenie wizerunku
Chrystusa z wydłużonym fallusem. Praca misyjna nie pociągała
frankijskich biskupów. Trzymali się swoich diecezji, pielęgnując kult
lokalnych świętych i pisząc przepełnione troską kazania przeciwko
arianizmowi i innym rodzajom nieprawowierności. Podboje Franków na
wschód od Renu nie szły w parze z nawracaniem ludności z pogaństwa czy
też ich wodzów z arianizmu25. Pomoc przyszła z nietypowej
strony. Wyspa Irlandia, czyli Hibernia, nigdy nie była częścią imperium
rzymskiego, jednak gorliwy kler, działający w dużej mierze niezależnie
od Rzymu i Kościoła katolickiego, zaszczepił tam chrześcijaństwo.
Ponieważ Hibernia nie miała miast, trudno było narzucić sieć biskupstw
opartą na ośrodkach miejskich - ich miejsce zajęły klasztory. I tak gdy
mnisi w innych częściach Europy stronili od świata zewnętrznego, ich
irlandzcy bracia aktywnie go poszukiwali, czyniąc z powszechnego
nawracania swoje powołanie i, wedle jednego z ówczesnych wersów barda,
podróżowali "na wschód, w stronę Drzewa Słońca, ku rozległemu odległemu
morzu". W ostatnich dekadach VI wieku irlandzcy mnisi zakładali
klasztory na kontynencie i inspirowali nowe pokolenie misjonarzy, którzy
zapuszczali się na tereny dzisiejszych południowych Niemiec. Wśród nich
był wojowniczy święty Kolumban (540-615), z dzisiejszego Leinster w Irlandii, któremu anioł ukazał mapę świata i objaśnił, iż jego
nawrócenie jest powołaniem świętego26.
Obecnie położone w Szwajcarii opactwo Sankt Gallen, w pobliżu Jeziora
Bodeńskiego, ma początki w życiu świętego Gawła, naśladowcy świętego
Kolumbana. Około 610 roku Kolumban podróżował ze swą świtą do Bobbio w północnych Włoszech, aby nauczać tam ariańskich Lombardów. Gaweł
zachorował, zatem Kolumban polecił mu, aby pozostał nad Jeziorem
Bodeńskim i dawał przykład pobożności. Gaweł zamieszkał w kolibie nad
wodospadem, skąd wyruszał, aby głosić kazania pobliskiemu germańskiemu
plemieniu Alemanów. Wokół pustelni mnicha wyrosła niewielka wspólnota
religijna, która funkcjonowała również po jego śmierci około 650 roku. W ciągu następnych dwóch stuleci samotnia stała się kaplicą, a następnie
trójnawową świątynią opactwa, ostatecznie zaś - kompleksem klasztornym z dormitoriami, szkołą i szpitalem, kuchniami i ogrodami, skryptorium do
kopiowania manuskryptów oraz biblioteką rękopisów, która w IX wieku
liczyła blisko czterysta ksiąg, co czyniło ją jedną z największych w Europie.
Sankt Gallen był jednym z wielu przygranicznych klasztorów założonych w tradycji irlandzkiej, które poniosły chrześcijaństwo do Europy
Środkowej. Mnisi byli zdyscyplinowani, śmiali i nie nosili tonsur.
Zamiast tego golili przednią część głowy, a z tyłu pozwalali włosom
rosnąć na podobieństwo grzywy. Często też tatuowali sobie powieki - było
to bolesne doświadczenie, ale o to właśnie chodziło. Za wzór stawiali
sobie nie tylko Kolumbana, Gawła oraz Kiliana, zmarłego śmiercią
męczeńską w Würzburgu w 689 roku, ale również bardziej odległych
świętych, mężczyzn i kobiety, czczonych w Irlandii i na wyspie Iona, na
szkockich Hebrydach. Pomimo zburzenia irlandzkiego monastycyzmu przez
skandynawskich wikingów w IX wieku Irlandia zachowała w niemieckiej
tradycji ustnej bajeczną reputację ojczyzny smoków, niebezpiecznych
eliksirów miłosnych i królowych czyniących cuda.
Mnisi zaprawieni w irlandzkiej tradycji byli szturmowymi oddziałami
merowińskiego chrześcijaństwa, ale po Clovisie ich władcy zyskali
kiepską reputację. Bez wątpienia niektórzy z nich pasowali do opisu
jednego z nowożytnych historyków określających ich jako władców, którzy
"nie wykonywali żadnych posług [...], będąc całkowicie niezdolnymi do
zorganizowania czegokolwiek [...], podejrzliwymi, okrutnymi, kapryśnymi
i samolubnymi despotami". A jednak owi władcy wykorzystywali rzymskie
fundamenty, spajając germańskie praktyki, takie jak krwawa zemsta za
zabójstwo krewnego, z sądami i kodeksami prawnymi, które powielały
przykład Rzymu. Mieli skuteczny system podatkowy i biegłą w sztuce
pisania i czytania biurokrację. Czytać potrafili nawet królowie, a jeden
z nich, choć kiepsko, pisywał po łacinie poezję. I jak nie byliby
śmieszni, władcy frankijscy postrzegali siebie jako spadkobierców
Rzymian, posuwając się wręcz do wznoszenia amfiteatrów, przewodniczenia
tłumnym "spektaklom" (zwykle wyścigom konnym rozgrywanym na okrągłym
torze) oraz powiększania listy własnych przodków o rzymskie
bóstwa27.
Ponadto istniało też kilka problemów. Po pierwsze, merowińska linia
królów była osłabiona przez podzielne dziedziczenie, co oznaczało, że
synowie dzielili królestwo między siebie po śmierci ojca, zaś władcy
jeszcze bardziej osłabiali swoją władzę, przekazując prawo do nakładania
podatków prywatnym panom, głównie z kręgu kościelnego. Po drugie,
merowińscy monarchowie byli uważani za istoty święte do tego stopnia, że
dodawali pasma swych włosów do wosku pieczęci, co nadawało ich rozkazom
niemal magiczną moc. W związku z tym funkcjonowali z dala od codziennej
rutyny sprawowania władzy, powierzając kwestie rządowe i wojenne
majordomowi lub "zarządcom dworu i dóbr". Od VII wieku urząd zarządcy
stał się dziedziczny. Historycy określają dynastię urzędników
królewskich Karolingami - nazwa nawiązuje do watażki i zarządcy
Karolusa, znanego również jako Karol Młot lub Karl Martell (żyjącego ok.
688-741). Karolińscy majordomowie kawałek po kawałeczku przejmowali
władzę królewską.
Wszystko to obserwowano z Sankt Gallen. Mnisi sporządzali kroniki, w których rok po roku zapisywali ważne wydarzenia. Imiona królów ledwie
się w nich pojawiają. Zamiast nich wyliczane są zasługi majordomów -
Karola Młota wojującego z Fryzami nad Morzem Północnym, odpierającego
ataki Arabów z Hiszpanii przez Pireneje i rozszerzającego frankijskie
wpływy w kierunku wschodnim. Następnie opowiadają o starszym synu Karola
i jego następcy w roli zarządcy Karlomanie, który wznowił wojnę z Alemanami i w 747 roku udał się do Rzymu, aby zostać mnichem. Potem
kronikarze opisują Pepina, brata Karlomana i jego następcę w roli
majordoma. Jednak w krótkim wpisie, liczącym zaledwie cztery słowa,
roczniki Sankt Gallen odnotowały nagłą zmianę jego rangi. Przy adnotacji
z 751 roku klasztorny skryba zapisał: "Pepin został królem" (Pippinus
in regem elevatur)28.
Tym, co opisują kroniki Sankt Gallen, jest zamach stanu. Przez dwa
stulecia majordomowie poczynali sobie jak faktyczni władcy i teraz
zarządca przejął urząd królewski. Pepin uzasadnił swoje przejęcie
królestwa tym, że "lepiej było zwać królem tego, kto miał władzę
królewską, niż tego, kto jej nie miał". Zmiana nastąpiła bez wysiłku, a zdetronizowanego monarchę pozbawiono długich włosów i odesłano do
klasztoru wozem zaprzęgniętym w woły. Celem wzmocnienia nowego tytułu
Pepin kazał się konsekrować na króla najpierw przez arcybiskupa
Moguncji, a następnie przez papieża, który w 754 roku udał się w podróż
przez Alpy, aby dokonać tego obrzędu. Był to jeden z pierwszych
przypadków namaszczenia europejskiego władcy świętym olejem. Ceremonia
ta, nawiązująca do Starego Testamentu, umiejscawiała Pepina w tej samej
tradycji co biblijnego Dawida, którego prorok Samuel namaścił na
monarchę w miejsce króla Saula29.
Królowie Merowingów rozszerzyli swoje panowanie na wschód, za Ren, ale
nie skonsolidowali tam swej władzy, traktując lokalne plemiona Alemanów
i Turyngów bardziej jako dostawców trybutu niż jako poddanych, którymi
można rządzić. Pod rządami Karola Młota polityka uległa zmianie, a lokalni germańscy wodzowie zostali podporządkowani frankijskim
naczelnikom. Frankijscy osadnicy również wypełnili nową przestrzeń,
podzieloną na dzielnice, dając nazwę Frankonii regionowi wokół zbiegu
Renu i Menu. Nowe rządy narzucono bezwzględnie. Gdy w roku 746
zbuntowali się Alemanowie, poprzednik Pepina, majordom Karloman, zawlókł
ich przywódców przed oblicze sądu i skazał na śmierć. Skala owej rzezi,
która mogła obejmować kilka tysięcy ludzi, nawet w tamtych czasach
uchodziła za wielką i być może skłoniła Karlomana do podjęcia decyzji o przywdzianiu habitu mnicha30.
Fala frankijskiej potęgi płynąca na wschód przez Ren została uchwycona w najwcześniejszych annałach Sankt Gallen. W miarę jak rosła renoma
mnichów, świeccy przekazywali klasztorowi ziemię, tak że wkrótce Sankt
Gallen władało licznymi posiadłościami na terenie dzisiejszych
południowych Niemiec i Szwajcarii. Jednakże ziemia była podatna na
rabunek. Aby zniechęcić do grabieży, pierwsze dokumenty przekazujące
posiadłości w ręce Sankt Gallen, które mnisi pisali w imieniu darczyńcy,
zawierały klauzule mówiące o tym, iż Bóg zemści się na każdym, kto
spróbuje obedrzeć klasztor z jego ziemi. Jednak w ciągu VIII wieku
rodzaj zagrożenia uległ zmianie. Pojawiły się nowe kary finansowe,
płatne na rzecz królewskiego skarbca za naruszenie pokoju, więc
złoczyńcy musieli się już liczyć nie tylko z zemstą Boga, ale również z gniewem monarchy31.
Ochronny uścisk karolińskiej władzy miał swoją cenę. Karol Młot i jego
następcy zachowywali ostrożność wobec irlandzkiego monastycyzmu,
ponieważ bez nadzoru biskupów mnisi mieli tendencję do przyjmowania
nietypowych, a wręcz perwersyjnych schematów wiary. Bywało, iż skarżono
się, że nieprawidłowo interpretowali Biblię, zezwalali na poligamię,
odrzucali nauczanie ojców Kościoła i (co najgorsze) obchodzili Wielkanoc
w niewłaściwym dniu, kierując się kalendarzem żydowskim. Ich traktowanie
nieetatowych żeńskich statystów również bywało perwersyjne. Kobiety
zamknięte w celach z małym włazem, przez który można było podawać
jedzenie, często popadały w obłęd i wówczas mnisi starannie analizowali
ich szaleństwo jako formę boskich wizji.
Pod kierownictwem świętego Bonifacego, energicznego arcybiskupa Moguncji
(urzędującego w latach 745-754), zadanie ewangelizacji zostało odebrane
klasztorom i przekazane w ręce biskupów. Odtąd mnisi zostali zwolnieni z wszelkich obowiązków duszpasterskich poza murami klasztoru i kazano im
poświęcić się modlitwie. W ślad za tym frankijscy oficjele przekazali
część posiadłości Sankt Gallen pobliskim biskupom Konstancji i Chur. Gdy
opat Sankt Gallen zaprotestował, został aresztowany i zesłany na wyspę
na Jeziorze Bodeńskim, gdzie wkrótce zmarł (w 747 roku). Minęło ponad
sto lat, zanim posiadłości zostały zwrócone.
Król Pepin zmarł w 768 roku, a następcami zostali jego dwaj synowie,
którzy podzielili między siebie królestwo Franków. Starszy Karol niemal
od początku nazywany był Magnusem lub Wielkim, gdyż była to część
królewskiego szyku i to właśnie w takiej umownej formie był później
znany jako Karol Wielki (Charlemagne). Natychmiast zakwestionował on
prawa brata i dopiero wczesna śmierć tego drugiego w 771 roku zapobiegła
ich starciu. Przez ponad trzydzieści lat Karol Wielki niemal bez przerwy
prowadził wojny - w południowej Francji, wzdłuż Pirenejów, w Europie
Środkowej i na południe od Alp, gdzie w 774 roku koronował się na króla
Włoch. Wszystkie te miejsca były tradycyjnymi celami ekspansji Franków,
jednak skala interwencji Karola Wielkiego, jego sukcesy w bitwach,
podwojenie wielkości królestwa Franków do miliona kilometrów
kwadratowych oraz bezwzględna determinacja wyróżniają go (w ocenie
jednego z historyków) jako militarnego geniusza, niemal niemającego
odpowiednika w historii Europy32.
Część sukcesu Karola Wielkiego polegała na przerażeniu, które wzbudzał.
Gdy pokrzyżowano mu plany, Karol Wielki bywał brutalny. W swojej długiej
wojnie z Sasami na wschód od Renu deportował znaczną część miejscowej
ludności, zniewolił kobiety i dzieci, a także wymordował przywódców
Sasów w krwawej rzezi, która jakoby pochłonęła cztery i pół tysiąca
ofiar. Misjonarze, którzy przybyli w ślad za tą masakrą, przynieśli
ostrzeżenie - albo się nawrócić, albo stawić czoła Karolowi Wielkiemu,
"który najedzie wasze ziemie, splądruje je i spustoszy, wykrwawi was w boju, uczyni z was uchodźców, odbierze wasze włości lub was zabije, odda
wasze dobra, komu zechce, wy zaś będziecie jego niewolnikami". W pełni
oddany wojnie Karol Wielki był pierwszym europejskim władcą, który użył
słonia bojowego. Nieszczęsne zwierzę, pierwotnie dar kalifa Bagdadu,
padło w 804 roku, podczas wyprawy swego właściciela przeciwko
Danom33.
Jednak za terrorem szła organizacja. W języku tamtych czasów Karol
Wielki był nie tylko wojownikiem (bellator), ale i dowódcą
(imperator). Kazał sobie czytać rzymskie podręczniki wojskowe,
nakazywał kreślenie map i tras przemarszu, organizował składy
zaopatrzenia i mosty pontonowe oraz instruował swych generałów, aby
posługiwali się słońcem i gwiazdami do wyznaczania szerokości
geograficznej. Dla wykonania manewru okrążającego był w stanie pokonać
setki kilometrów wrogiego terenu. Wszystko to podtrzymywały rejestry -
podatników, świętych, których imiona można było przywołać w bitwie, oraz
książąt i komisarzy (missi dominici), którzy byli wykonawcami jego
woli na frankijskich ziemiach. Sto dwadzieścia pałaców, każdy z wielką
salą i kościołem, stanowiło ekonomiczny kręgosłup jego rządów, ponieważ
wioski przylegające do każdego pałacu utrzymywały pozostający w ruchu
dwór, domowników i zbrojny orszak króla. Ich zawartość również była
spisana - ilu chłopów, koni i kóz posiadały. Karol Wielki wymagał
również praworządności. O ile prawa wszystkich królów Merowingów liczą w standardowym wydaniu zaledwie dwadzieścia pięć stron tekstu, prawa
Karola Wielkiego zajmują kilkaset.
Karol Wielki nigdy nie opanował sztuki pisania. Mówi się, iż trzymał pod
swoim tronem woskową tabliczkę i rylec i że w wolnych chwilach
podejmował żmudne wysiłki pisania listów, ale zadanie to było ponad jego
siły (reumatyzm na pewno mu w tym nie pomagał). Mimo to kazał sobie
czytać książki na głos, zaś jego sekretarze często zapisywali na
marginesach czynione przezeń uwagi na temat poezji i filozofii. Jego
oficerowie również składali mu meldunki bezpośrednio i przetrwały
niektóre z jego upomnień, które do nich kierował - "Tego sobie życzymy",
"Macie czynić to, co nakazuje prawo", a nawet "Mówiliśmy wam to już
wcześniej własnymi ustami, a wy nigdy nie zrozumieliście". Tworzenie
list wpisywało się w literacki styl, znany wówczas jako congeries,
polegający na spiętrzeniu słów i fraz, a nadworni poeci Karola Wielkiego
nigdy nie przestawali być pilni w wyliczaniu cnót i bohaterów, z którymi
można by go zrównać. Wedle słów jego głównego uczonego Alkuina z Yorku
Karol Wielki był "złotą iluminacją tego świata, solą ziemi, bezpieczną
przystanią, chwałą Kościoła i koroną lśniącą klejnotami"34.
Europa Środkowa była głównym obszarem ekspansji Karola Wielkiego.
Chociaż Frankowie wyeliminowali arianizm, obszar ten w znacznej części
nadal pozostawał pogański, zatem Karol Wielki uważał za swój
chrześcijański obowiązek sprowadzenie jego mieszkańców na łono wiary
poprzez podbój. Ekspansja na wschód była również koniecznością
strategiczną. Podczas rządów Karola Wielkiego środek ciężkości królestwa
Franków przesunął się z centralnej części dzisiejszej Francji w kierunku
Renu i Mozeli, gdzie władca posiadał swoje największe pałace. Na północy
zamieszkiwali jednak Sasi, którzy trzymali się pogaństwa i regularnie
zakradali się na terytorium Franków, plądrując kościoły i podżegając do
lokalnego oporu przeciwko frankijskiej władzy. Karol Wielki nie uchylał
się od wyzwania.
W 771 roku złupił saską świątynię boga Wotana, wycinając święty gaj i wynosząc skarby z miejsca kultu. Odpowiedzią Sasów był natychmiastowy
najazd na dolinę rzeki Eder, na północ od Frankfurtu. Dopiero nagłe
przybycie aniołów zatrzymało postępy Sasów, ale w żaden sposób nie
powstrzymało wojny, która ciągnęła się przez trzydzieści lat. Mimo to do
790 roku Frankowie Karola Wielkiego przesunęli granicę na wschód, aż do
Łaby. W ślad za ich marszem pojawiły się kościoły, biskupstwa, pałace,
poborcy podatkowi i brutalne prawa, które zabraniały kultu pogańskiego
pod groźbą śmierci. Jednak w obliczu zwycięstwa Karol Wielki mógł sobie
pozwolić na wielkoduszność. Jeśli sascy wodzowie nawrócili się na
chrześcijaństwo, Karol darował im życie, a nawet przywracał ich do
władzy, ale wyłącznie w roli swych sług i z ich dziećmi w charakterze
zakładników.
Wszystko to obserwowali mnisi z Sankt Gallen i pokrewnych klasztorów w południowych Niemczech. W swoich kronikach i historiach odnotowywali
triumfy Karola Wielkiego nie tylko w walce z Sasami, ale także z nieprzyjaciółmi bliżej domu - Bawarczykami, których książęta, niegdyś
podlegli Merowingom, wybili się na niepodległość, Wenedami, często
walczącymi u boku Sasów, oraz koczowniczymi Awarami, którzy
zamieszkiwali w dzisiejszej wschodniej Austrii i Węgrzech. Mnisi pisali
zapamiętale, bowiem ambicje i działania militarne Karola Wielkiego były
faktycznie zdumiewające. I tak na przykład:
797: Karol Wielki ponownie zjawił się w Saksonii, gdzie przeciągnął
statki lądem i spuścił je na wodę oraz pobudował zamek, co w dużym
stopniu osaczyło Sasów. Posłał także swojego syna Pepina przeciwko
Awarom, a drugiego syna Ludwika do Hiszpanii. Sam zaś udał się do
Akwizgranu i ponownie do Saksonii, gdzie spędził zimę.
Trzy lata po staccato wyliczonych kampanii nastąpiła skąpa wzmianka,
która odnotowuje punkt zwrotny w historii Europy: "800: Karol Wielki
sprawował sądy w Moguncji, skąd udał się do Włoch i przybył do Rzymu,
gdzie został cesarzem"35.
Koronacji Karola Wielkiego na cesarza dokonał papież Leon III w Bazylice
świętego Piotra w Rzymie, w dzień Bożego Narodzenia 800 roku. Możemy
spokojnie pominąć komentarz najwcześniejszego biografa Karola Wielkiego,
że koronacja była dla niego niemiłą niespodzianką, jak również
spekulacje, że gdyby nie miał artretyzmu, mógłby w jakiś sposób uczynić
unik przed papieżem, gdy ten nakładał mu diadem. Negocjacje w sprawie
koronacji trwały już od kilku lat, a Karol Wielki na uroczystość w Bazylice świętego Piotra zabrał swoje córki.
Otwarcie mówiąc, koronacja oznaczała jednak dla ówczesnych ludzi różne
rzeczy. Dla papieża - mianowanie nowego protektora, w czym pomocny był
fakt, iż niedawno żołnierze Karola Wielkiego uratowali niepopularnego
wikariusza Chrystusa przed mściwym tłumem w Rzymie. Dla czołowego
bizantyjskiego komentatora tamtych czasów, który postrzegał
bizantyjskiego cesarza jako prawdziwego następcę Rzymu, koronacja była
absurdem, a ceremonia namaszczenia nowego cesarza została przeprowadzona
tak nieudolnie, że jego szaty oblano olejem. Dla doradców Karola
Wielkiego oznaczała odrodzenie imperium rzymskiego i stworzenie podwalin
nowej chrześcijańskiej Europy pod przewodnictwem Franków - "odnowienie",
"ponowne stworzenie", "przywrócenie" i "restaurowanie imperium
rzymskiego" były określeniami, których skrybowie Karola Wielkiego
używali w listach i na pieczęciach, aby opisać ciężar gatunkowy nowego
tytułu ich władcy36.
Karol Wielki nigdy nie zdradził się ze swoimi przemyśleniami na ten
temat. Niewątpliwie jednak jego poglądy dotyczące własnej królewskości
musiały być wzniosłe, bowiem był pierwszym europejskim monarchą, który
użył formuły Dei gratia (z łaski Boga) jako części swego królewskiego
wizerunku. W poszukiwaniu inspiracji odwoływał się również do rzymskiej
starożytności, zwożąc do Akwizgranu rzymskie kolumny i dzieła sztuki
kamieniarskiej w celu wyposażenia swojego pałacu i de facto stolicy -
pierwotnie został pochowany w marmurowym sarkofagu z II wieku, który
zrządzeniem losu ozdobiony był płaskorzeźbą Plutona uprowadzającego
Proserpinę. Poligonalna kaplica w Akwizgranie również wzorowana była na
rzymskim projekcie. Imperium miało też sens - dzięki swym podbojom Karol
Wielki stał się królem po trzykroć - królem Franków, królem Włoch i,
choć nigdy nie został nań koronowany, królem Sasów. Urząd cesarski
połączył odrębne królestwa Franków, Lombardów i Germanów w nową
nadbudowę, na czele której stał supermonarcha z supertytułem37.
Reguły, rękopisy i rzymskość - trzy litery "R" uosabiały dziedzictwo
kulturowe Karola Wielkiego, ale szerzone ono było nie tylko przez pałac
w Akwizgranie oraz zastępy księży i doradców cesarza. Tak zwany renesans
karoliński był policentryczny, a jego centra stanowiły klasztory. Sankt
Gallen przodowało w kreowaniu praw - kreśląc wytyczne notacji
muzycznych, edukacji młodzieży oraz gramatyki i pisma łacińskiego. Była
to wspólnota władająca pismem i nalegająca, aby jej sprawy prowadzone
były w formie pisemnej zgodnie z ustandaryzowanym formatem i aby
wszystkie jej istotne zapisy były przechowywane w specjalnym archiwum z ponumerowanymi szufladami. Mnisi byli również liderami w zachowywaniu
klasycznych tekstów rzymskich, kopiując i sprawdzając pod kątem błędów
niektóre z najwcześniejszych wydań Cezara, Tacyta, Tytusa Liwiusza,
Owidiusza i Horacego, a następnie składając gotowe prace w bibliotece
klasztornej38.
Dworzanie Karola Wielkiego wychwalali go jako poetę-króla, drugiego
Owidiusza, wzór pobożności i cnót moralnych, jednak władca nigdy nie
sprostał wielkim wyobrażeniom, jakie narzucali mu inni. Mimo pokuty
zalecanej za złamanie boskich nakazów utrzymywał konkubiny i nie uznawał
ograniczeń w swoich podbojach seksualnych. Wydaje się, że nawet jego
córki dzieliły z nim łoże i rodziły mu dzieci. Po jego śmierci niewielu
go opłakiwało i znamy tylko jedną współczesną mu lamentację związaną z jego odejściem. Zamiast tego artyści słowa opowiadali o terrorze, jaki
rozpętał, rozprawiali ze szczegółami o tym, jak to anioł wręczył kiedyś
Karolowi Wielkiemu zwój, który zapowiadał jego skryte przypadłości, i mówili o wizjonerze, który widział cesarza cierpiącego w zaświatach,
gdzie "jego części intymne wygryzało jakieś zwierzę". Reputacja Karola
Wielkiego uległa poprawie dopiero w późniejszym czasie, kiedy to
publicyści uczynili zeń wzór cnót i zdolności wojskowych,
przeciwstawiany niedostatkom jego poprzedników39.
Niezależnie od jego osobistych wad, to właśnie pod rządami Karola
Wielkiego przywrócono w Europie Cesarstwo Rzymskie. Przez kolejne tysiąc
lat na zachodzie funkcjonował rzymski cesarz, który rządził dużą częścią
Europy Środkowej. W sukcesji zdarzały się przerwy i później do nazwy
Cesarstwo Rzymskie dodany został tytuł "Święte". Znaczenie słów
"rzymski" oraz "imperium" zmieniało się wraz z upływem czasu, podobnie
jak koronacja Karola Wielkiego różniła się w umysłach ówczesnych ludzi.
Ponieważ idea imperium nigdy nie została zdefiniowana w momencie jego
narodzin, późniejsze pokolenia mogły sobie pozwolić na naginanie jej
znaczenia w celu dopasowania go do własnych fantazji i zamierzeń. Tak
więc z czasem restaurowane Cesarstwo Rzymskie mogło oznaczać zjednoczoną
chrześcijańską Europę, misję obrony Kościoła katolickiego i nawrócenia
niewiernych, kamień milowy ku sądowi ostatecznemu, światowy plan
podboju, przepis na poprowadzenie całej planety ku harmonijnej zgodności
z łaską Bożą lub po prostu inny sposób na określenie Niemiec. Wszystkie
te koncepcje znajdują swe wcielenie w tysiącleciu, które nastąpiło po
koronacji Karola Wielkiego, a ich sceną była Europa Środkowa.
Rozdział 3. Awarowie i Słowianie: destrukcja i nawrócenie
Rozdział 3
Awarowie i Słowianie:
destrukcja i nawrócenie
Na zachód od Renu imperium Karola Wielkiego
składało się w większości z germańskich plemion, które podbił albo on
sam, albo jego frankijscy poprzednicy - z Alemanów w dzisiejszych
południowo-zachodnich Niemczech, dzięki którym francuska nazwa Niemiec
to Allemagne, na północ od nich Turyngów, Fryzów i Sasów oraz na
wschodzie Bawarów. W pozostałych częściach Europy Środkowej wpływy
frankijskie były mniej wyraźne i przejawiały się pośrednio poprzez
ceremonie, kiedy to miejscowi wodzowie składali hołdy, pojawiając się na
frankijskim dworze z darami i trybutem. Mimo to istnieją pewne ślady
frankijskiego osadnictwa na terenach odległych od ośrodków władzy
Franków. Bizantyjskie przekazy mówią o regionie przylegającym do dolnego
Dunaju w dzisiejszej Serbii o nazwie Frankochorion, co wskazuje na jakąś
formę obecności w okolicy, a wiemy też o konfrontacjach pomiędzy
Frankami i Bułgarami niedaleko od zachodniego krańca
Transylwanii40.
Na wschód od terenów objętych osadnictwem germańskim (oraz w miejscach,
które się z nim pokrywały) zamieszkiwali Słowianie. Do VII wieku
zajmowali oni rozległą przestrzeń między Bałtykiem a Morzem Egejskim, od
dzisiejszego południowo-wschodniego krańca Danii po stepy, włączając
większość Bałkanów. Pochodzenie Słowian jest zupełną zagadką, gdyż
biegli w piśmie niewiele o nich wspominali aż do czasu, gdy pojawili się
niemalże w całej Europie Środkowej i Wschodniej. Jedna z najwcześniejszych relacji (550 rok) opisuje ich jako "wielce ludnych" i zamieszkujących "ogromny obszar ziemi" w dzisiejszej południowej Polsce.
W jaki sposób Słowianie przybyli tam niezauważeni przez nikogo? Niełatwo
to wyjaśnić41.
Historycy zrobili, co mogli, z niejednoznacznymi reliktami
archeologicznymi i fragmentami językowymi. Ponieważ pierwsi Słowianie
zapożyczyli od Germanów nazwę buku, historycy poszukiwali miejsca, w którym nie występowały buki, i tym sposobem doszli do Bagien Pińskich,
leżących pomiędzy współczesnym Kijowem i Mińskiem, jako pierwotnego
punktu wyjścia. Alternatywnie, ponieważ pierwsi Słowianie byli również
znani jako Wenedowie, uważano, iż są tożsami z Venedae, których rzymscy
geografowie opisywali jako mieszkających na wybrzeżu Bałtyku w I oraz II
wieku. Żadna z tych teorii dotyczących pochodzenia Słowian nie ma
obecnie większego znaczenia naukowego, choć atlasom historycznym
nadrobienie zaległości przychodzi niespiesznie. Wystarczy powiedzieć, iż
wczesne relacje o Słowianach umiejscawiają ich pomiędzy górnym biegiem
Wisły a dolnym Dunajem i Dnieprem - rejonem na tyle dużym, by uczynić
zadość większości spekulacji. Aby jednak zagmatwać sprawę, niektóre
badania DNA wskazują na ciągłą obecność Słowian na terenie dzisiejszej
zachodniej Polski, tym samym sugerując, iż Słowianie nie migrowali do
Europy Środkowej z jakiegoś miejsca położonego dalej na wschodzie, lecz
cały czas zamieszkiwali jej część42.
Oszacowanie gęstości zaludnienia we wczesnym średniowieczu to stąpanie
po cienkim lodzie, niekiedy jednak czapka błazna jest jedynym nakryciem
głowy pod ręką. Zestawiając przypuszczenia, można zakładać, iż w pierwszym tysiącleciu gęstość zaludnienia we wschodniej części Europy
Środkowej (obecnie obejmującej Czechy, Węgry, Polskę, Rumunię i Słowację) wynosiła mniej niż jedną osobę na kilometr kwadratowy. Dla
porównania, na terenie dzisiejszych Niemiec na kilometr kwadratowy
przypadało być może aż osiem osób. Możemy podwoić, potroić lub
zmniejszyć o połowę te liczby, ale wniosek pozostaje niezmienny - duży
procent wschodniej części Europy Środkowej był skąpo zaludniony i nie
potrzeba było migracji wielkiej liczby ludzi, aby całkowicie zmienić jej
oblicze. Zamiast wielkich fal ludów rozchodzących się po Europie
Środkowej rozsądniej jest wyobrazić sobie skromniejsze, acz równie
decydujące przepływy ludności43.
Pod koniec VI wieku Słowianie dominowali w częściach Europy Środkowej
opuszczonych wcześniej przez Germanów i Gotów. Ówcześni komentatorzy
zgodnie opisywali Słowian jako małe plemiona uprawiające prymitywne
rolnictwo, dla bezpieczeństwa mieszkające w lasach w nędznych chatach i posiadające tylko najbardziej prymitywną broń - krótkie włócznie,
nieporęczne miecze i zatrute strzały. Prawdopodobnie w boju Słowianie
byli niezorganizowani, niezdolni do walki w zwarciu i preferujący - gdy
nie kryli się w leśnych ostępach - atak na wroga bezładną masą. Na
początku VIII wieku grupa słowiańskich wojowników w pobliżu Friuli
broniła się, według jednej z relacji, "bardziej kamieniami i toporami
niż wojennym orężem"44.
Niewyrafinowani militarnie i niezjednoczeni politycznie Słowianie padali
ofiarą bardziej zorganizowanych grup. Jednej z nich przewodził
frankijski awanturnik Samon, który w pierwszej połowie VII wieku wykroił
sobie księstwo, które mogło sięgać od dzisiejszej Słowenii do
południowej Polski. Samon był kupcem, którego główny towar stanowili
niewolnicy. To właśnie w VII wieku zarówno w Europie, jak i na Bliskim
Wschodzie słowa Słowianin (Slav) i niewolnik (sklave, esclavo,
slaaf, slave itp.) po raz pierwszy potraktowano jako synonimy (nazwa
Słowianin wywodzi się od slovo, co oznacza "ludzi mówiących
zrozumiale"). Wielu zniewolonych Słowian płci męskiej trafiło do
"warsztatów" kastracyjnych Lyonu, Wenecji i Verdun, gdzie szykowano ich
do dalszej wysyłki celem sprzedania jako eunuchów. Niewątpliwie niektóre
z niewolnic zaspokajały apetyt Samona na ożenek i prokreację - miał co
najmniej dwanaście żon i mówi się, iż spłodził dwudziestu dwóch synów i piętnaście córek45.
Niezależnie od płodności Samona jego niewolnicze państwo nie przetrwało
śmierci swego założyciela w 658 roku. Bardziej trwałe okazało się
królestwo Awarów w Europie Środkowej. Pochodzenie Awarów jest równie
tajemnicze jak Słowian, choć w ich przypadku nie wiemy nawet, jakim
językiem się posługiwali. Podobnie jak Hunowie, byli
pastersko-koczowniczym ludem hodowców ze stepów, wysiedlonym i wypartym
na zachód, prawdopodobnie z Transoksanii w Azji Środkowej. Od końca VI
wieku do schyłku VIII stulecia Awarowie zamieszkiwali starą rzymską
prowincję Panonię i sąsiadującą z nią Nizinę Węgierską, ale ich wpływy
rozciągały się zarówno w kierunku zachodnim, jak i południowym, do
obecnej Austrii i wschodniej Bawarii, Transylwanii i zachodnich
Bałkanów. Cesarze bizantyjscy opierali obronę na sieci zamków i murów
sięgających na południe od dolnego Dunaju, ale Awarowie wciąż się
przedostawali. W ślad za nimi na Półwysep Bałkański napłynęły dziesiątki
tysięcy Słowian, zasadniczo zmieniając jego krajobraz językowy. W połowie VII wieku Saloniki (Tesalonika) były miastem, w którym w większości mówiono po słowiańsku.
Awarowie przynieśli polityczną organizację. Rozproszone plemiona
słowiańskie zaczęły łączyć się w większe, bardziej stabilne grupy.
Państwo Awarów było organizmem opartym na trybucie, które przetrwało
dzięki gromadzeniu łupów pochodzących z najazdów wojennych, okupów i danin. Tylko pod koniec VI i na początku VII wieku cesarz bizantyjski
wypłacił Awarom ponad sześć milionów złotych monet. Łupy były następnie
rozdawane wodzom i naczelnikom, aby podtrzymać ich lojalność. Jednakże
rosnąca potęga Franków ograniczyła możliwości najazdów na zachodzie,
podczas gdy na południu nowe państwo, zamieszkane przez Słowian, ale
kierowane przez elitę niegdysiejszych stepowych nomadów zwanych
Bułgarami, uniemożliwiało ruch na Bałkany.
Pozbawiona łupów władza awarskich wodzów, lub inaczej - chanów, słabła.
W połowie VIII wieku książęta bawarscy, którzy tylko nominalnie
pozostawali wierni frankijskiemu władcy, nacisnęli na Awarów od wschodu
i wsparli rebelię ich słowiańskich poddanych na terenach dzisiejszej
północnej Słowenii i południowej Austrii, które wówczas nazywano
Karantanią. W następstwie bawarskiego zwycięstwa irlandzcy mnisi z Salzburga rozpoczęli nawracanie Słowian w tym zakątku Europy Środkowej.
Karol Wielki patrzył jednak niechętnym okiem na niezależność bawarskich
władców. Po umocnieniu swojej władzy na zachodzie zmiażdżył Bawarów,
skazując na śmierć ostatniego z ich linii książęcej i oszczędzając go
dopiero wtedy, gdy ten przywdział habit.
Następnie Karol Wielki rozpoczął wojnę przeciwko Awarom w serii kampanii
w latach dziewięćdziesiątych VIII wieku. Awarowie umocnili swoje ziemie
rozbudowanymi kręgami wałów ziemnych, krzewiny i drewnianych bali, ale
oddziały Karola przebiły się przez te umocnienia i zdobyły to, co
pozostało z ich skarbów. Jak donosił jeden z mnichów z Sankt Gallen,
"wszystkie łupy wzięte na Awarach, które Karol Wielki znalazł w Panonii,
rozdzielił najhojniej między biskupstwa i klasztory". Najwidoczniej nie
wszystko trafiło w ręce Kościoła, ponieważ inna relacja mówi o tym, jak
to awarska zdobycz odmieniła losy frankijskich wodzów i wojowników,
którzy "do tego czasu wydawali się niemal nędzarzami". Karol Wielki nie
tylko zabrał złoto Awarów, ale również eksterminował ich przywódców.
Kilku z nich zostało jego wasalami, rządząc w imieniu zwycięzcy w niepewnych księstewkach, ale poza tym mówi się, iż "cała szlachta Awarów
wyginęła i nastąpił kres ich chwały". Po ponad dwustuletnim pobycie w Panonii Awarowie po prostu zniknęli z kart historii. Jak to ongiś ujęło
rosyjskie powiedzenie, "zginęli jak Awarowie"46.
Lista najeźdźców i okupantów Europy Środkowej między V a IX wiekiem jest
długa - Hunowie, Ostrogoci, Słowianie, Awarowie, handlarze niewolników
Samona, Bawarowie i Frankowie. Jednakże wśród nich Awarowie nie byli
tylko jednymi z wielu zdobywców, którzy przychodzili i odchodzili, nie
pozostawiając po sobie zbyt wielu śladów. Byli drapieżni, ale w celu
wykorzystania podległych im ludów łączyli je w grupy i konsolidowali:
koniec końców - być może nie ma aż tak wielkiej różnicy między
zaganianiem stada a zaganianiem ludzi. Awarowie przynieśli również
innowacje. Ich wkładem w rozwój technologii w Europie było strzemię, a wraz z nim sposobność atakowana wroga w pełnym pędzie bez groźby upadku
przy uderzeniu. Z mniej szczęśliwych rzeczy Awarowie sprowadzili do
Europy nową odmianę trądu, który był znacznie bardziej złośliwy niż jego
poprzednicy. Od chwili przybycia Awarów do Europy Środkowej aż jedna
czwarta męskich szkieletów wykopanych w tym regionie nosi ślady
zarażenia trądem. Opactwo Sankt Gallen, oprócz klasztoru, szkoły i skryptorium, posiadało również leprozorium, czy też szpital dla
trędowatych, założony około VIII wieku47.
Być może ze względu na to, iż byli ludem koczowniczym, Awarowie cenili
przenośne dzieła sztuki. W całej Europie kontynentalnej największym
znaleziskiem z pierwszego tysiąclecia jest z pewnością ich skarb odkryty
w 1799 roku w Sânnicolau Mare (Nagyszentmiklós), mieście leżącym dziś po
rumuńskiej stronie granicy z Węgrami i znanym przy okazji jako miejsce
narodzin kompozytora Béli Bartóka. Wykonane w VIII wieku dla nieznanego
z imienia wodza Awarów znalezisko składa się z dwudziestu trzech złotych
naczyń - waz, mis i dzbanów, z których każde jest ozdobione
wygrawerowanymi wizerunkami i wzorami. Repertuar wzorów czerpie z motywów późnoromańskich i bizantyjskich, katolickiej ikonografii
religijnej oraz motywów środkowoazjatyckich i perskich, w tym lwów,
gryfów morskich i lampartów.
Kilka inskrypcji jest zapisanych greckimi literami, ale w nieznanym
języku. Tylko dwa słowa są możliwe do rozszyfrowania - zoipan lub
zupan, który jest słowiańskim "wodzem", oraz Boila, będące dość
powszechnym słowem turkijskim, zwykle tłumaczonym jako "szlachetny",
choć może to być również nazwa własna. Skarb z Sânnicolau Mare świadczy
nie tylko o bogactwie Awarów, ale także o ich ciekawej hybrydowej
kulturze, w której mieszają się języki azjatyckie i słowiańskie oraz
łączą wzory - bizantyjskie, orientalne i kontynentalne. Zapomniani w zmiennych kolejach podbojów Awarowie zasługują na to, aby znano ich
szerzej48.
Chanat awarski zastąpiły słowiańskie księstwa, tworząc mozaikę wzdłuż
obu brzegów Dunaju. Największymi graczami w regionie byli jednak
Frankowie Karola Wielkiego i jego następców, a dalej, na wschód
Bułgarzy, których wodzowie parli do Transylwanii i wzdłuż arterii
wodnych Niziny Węgierskiej z zamiarem przechwycenia kopalń soli i szlaków handlowych. W 822 roku do Frankfurtu przybyli wysłannicy pół
tuzina plemion słowiańskich z darami dla Ludwika Pobożnego, syna i następcy Karola Wielkiego, prosząc o pomoc w walce z Bułgarami. Cztery
lata później Ludwik i chan bułgarski Omurtag uzgodnili wspólną granicę
między ich królestwami, która przebiegała przez Nizinę Węgierską, po
czym Ludwik przeorganizował tereny przygraniczne w marchie. Był to
pierwszy poważny międzynarodowy podział przestrzeni Europy
Środkowej49.
Na północ od Panonii i Niziny Węgierskiej znajdowały się tereny
zamieszkiwane przez rozmaite słowiańskie grupy tworzące gdzieniegdzie
swoje państewka. Około 900 roku bezimienny mnich, znany historykom jako
Geograf Bawarski, sporządził listę około sześćdziesięciu ludów Europy
Środkowej, w tym wielu należących do tych wczesnych formacji
politycznych, oraz policzył będące w ich posiadaniu grody. Kilka plemion
z jego listy nosiło nazwy, które przetrwały - Bohemowie, Morawianie,
Serbołużyczanie, Opolanie, Wiślanie itd., jednakże większość z nich to
relikty zagadkowych księstw, które powstawały i upadały, nie
pozostawiając po sobie żadnego śladu - Tafnesi posiadający ponad
dwieście grodzisk, Zeriuani posiadający trzysta dwadzieścia pięć grodów
itd. Nie wiemy, co stało się z tymi ludźmi ani gdzie zamieszkiwali, a ich tak zwane grody nie były zapewne niczym więcej niż wałami ziemnymi
na wierzchołkach pagórków. To właśnie te niewielkie organizmy polityczne
w Europie Środkowej stały się kolejnym celem frankijskiej ekspansji i ewangelizacji50.
Rywalizacja toczyła się jednak nie tylko między chrześcijaństwem a pogaństwem. Konkurowały ze sobą odmienne koncepcje chrześcijaństwa -
katolicyzm Rzymu i prawosławie Konstantynopola - obie w równej mierze
zainteresowane duchową kolonizacją Europy Środkowej, ale coraz bardziej
zwaśnione. Rywalizowali również biskupi, z których każdy pragnął
ulokować swych kapłanów celem zwiększenia zasięgu i prestiżu swojej
diecezji. Tak więc arcybiskupi Moguncji w Nadrenii konkurowali o dusze i patronat z misyjnymi stolicami biskupstw w Salzburgu, Regensburgu i Pasawie, z Würzburgiem we Frankonii oraz w X wieku z arcybiskupami
Magdeburga w Saksonii. Również papieże w Rzymie z niepokojem obserwowali
rosnące wpływy niezależnie myślących biskupów germańskich i starali się
hamować ich aspiracje.
Religijnym placem boju była Panonia oraz obrzeże Karpat na północy. Po
klęsce Awarów nowi władcy słowiańscy utworzyli półniezależne księstwa.
Wiemy o co najmniej czterech z nich, sięgających od zacisza Małych
Karpat, na północ od dzisiejszej Bratysławy, do obecnej Chorwacji na
wybrzeżu Adriatyku, gdzie piraci nieznużenie wybijali się do rangi
książąt. Niektóre z tych wczesnych formacji o awarskim rodowodzie
utworzono z myślą o usprawnieniu procesu płacenia danin, ale inne były
frankijskimi marchiami pod słowiańskim przywództwem. Historycy podejmują
próby naniesienia ich na mapę, niemniej jednak lepiej traktować je
raczej jako wielkie posiadłości książąt niż księstwa - grupy ludzi,
którzy uznali zwierzchnika i księcia, a nie określoną przestrzeń o ustalonych granicach.
W pierwszych dekadach IX wieku wśród Słowian w Panonii i północnych
Karpatach działali misjonarze określani wówczas jako Włosi, Grecy i Niemcy. Wśród nich prym wiodły rywalizujące ze sobą biskupstwa Pasawy i Salzburga, ale Pasawa zdobyła wczesną przewagę, gdy w 830 roku ich
protegowany Mojmir obalił stronnika Salzburga Pribinę i zagarnął jego
ziemie leżące wokół Nitry, w dzisiejszej zachodniej Słowacji. Mojmir
ogłosił się księciem morawskim i prawdopodobnie jego zaplecze polityczne
skupione było w obecnej wschodniej części Czech, która do dziś nazywana
jest Morawami. W 846 roku następcą Mojmira został jego bratanek
Rościsław, który był wyraźnie niezadowolony z duchownych z Pasawy.
Podania mówią o tym, jak sprzeniewierzyli się swojej misji, głosząc, iż
"pod ziemią żyją ludzie z wielkimi głowami, a wszystkie gady są dziełem
szatana i jeśli ktoś zabije węża, zostanie oczyszczony z dziewięciu
grzechów". Jednakże polityka również miała z tym coś wspólnego, ponieważ
germańscy duchowni stali blisko frankijskich biskupów i promowali ich
interesy51.
W 862 roku Rościsław wykonał niezwykły ruch - wysłał do Konstantynopola
poselstwo z prośbą, aby cesarz bizantyjski przysłał mu kapłanów, "którzy
w naszym języku wyłożą nam prawdziwą wiarę chrześcijańską". W prośbie
Rościsława była jednak pewna aluzja - "aby inne kraje, które się nam
przypatrują, mogły nas naśladować". W owym czasie Konstantynopol i Rzym
konkurowały o Bułgarię i spierały się o to, czy ma ona podlegać
patriarsze bizantyjskiemu czy papieżowi. W rzeczywistości Rościsław
proponował, iż nawróci swój lud z katolicyzmu rzymskiego na bizantyjskie
prawosławie. Był świadom, że opowiadając się po jednej ze stron, może
przechylić szalę zwycięstwa na Bałkanach52.
W Konstantynopolu cesarz Michał III rozumiał, co miał na myśli
Rościsław, i przypadkowo miał pod ręką człowieka, który mógłby
przewodzić wyprawie: świętego Cyryla z Salonik (w rzeczywistości
świętemu Cyrylowi nadano na chrzcie imię Konstantyn, a imię Cyryl wybrał
dopiero na łożu śmierci, gdy został mnichem, ale powszechnie jest znany
właśnie jako Cyryl). Cyryl miał imponujące referencje zdobyte na polu
misyjnym, gdzie nauczał zarówno muzułmanów, jak i Żydów na Bliskim
Wschodzie i Kaukazie. Podobnie jak jego brat Michał (Metody), opat na
Olimpie i administrator prowincji, był wielce doświadczonym dyplomatą.
Ostatnimi czasy Cyryl zdobył uznanie w Konstantynopolu, identyfikując
kielich - na podstawie inskrypcji "990 AD" - jako należący do króla
Salomona z czasów Starego Testamentu. Ponadto wykazawszy się sprytem,
Cyryl odzyskał pod boskim przewodnictwem ciało pierwszowiekowego papieża
i świętego Klemensa, zachowując przy tym zapas relikwii, aby wymieniać
je na polityczne przysługi.
Cyryl i Metody władali już językiem słowiańskim, znając go z okresu, gdy
mieszkali w Salonikach, i należy przyjąć, iż w tym czasie język
słowiański na Bałkanach wciąż był zbliżony do tego używanego przez
poddanych Rościsława. Stosownie do okoliczności Cyryl opracował alfabet,
którym można było dokonać zapisu po słowiańsku, czyniąc tym samym
pierwszy krok w kierunku opracowania Biblii, liturgii i podręczników do
nauki religii. Alfabet ten, nazwany później głagolicą, co w przybliżeniu
oznacza coś do mówienia, opierał się częściowo na greckich małych
literach z dodatkowymi dźwiękami oddanymi w alfabetach syryjskim,
hebrajskim i prawdopodobnie ormiańskim. Poszczególne litery, których
było nie mniej niż czterdzieści jeden, zostały dodatkowo ozdobione
symbolami religijnymi - kołem oznaczającym wieczność, trójkątem
odpowiadającym Trójcy Świętej itd. Nie było to pismo łatwe do
opanowania.
Misja Cyryla i Metodego, która dotarła na Morawy w 863 roku, z pewnością
napotkała przeszkody, ponieważ zbyt wiele zależało od Rościsława, a pozycja polityczna wodza nigdy nie była pewna. Ostatecznie obalono go w 870 roku, po jego nieudanej próbie uduszenia głównego rywala. Jednakże
bracia znaleźli nieoczekiwanego sojusznika w papieżu Hadrianie II
(papież w latach 867-972), który zaaprobował misję i teksty religijne
przetłumaczone na słowiański za pomocą głagolicy, uczynił Metodego
biskupem Słowian na Morawach i w Panonii, a także przyjął w zamian to,
co pozostało z truchła świętego Klemensa. Hadrian II najwyraźniej
pragnął uczynić z Metodego kogoś w pełni mu oddanego, jednak po powrocie
na Morawy w 870 roku Metody został natychmiast aresztowany przez nowego
profrankijskiego władcę Świętopełka, który wydał go w ręce jego
kościelnych nieprzyjaciół, co skutkowało sądem i uwięzieniem pod
zarzutem uzurpowania sobie władzy biskupiej (w międzyczasie, w 896 roku
zmarł Cyryl)53.
Nie wiadomo, czy to naciski ze strony papieża, czy może zmiana
orientacji politycznej spowodowały zbliżenie Metodego i Świętopełka, co
nastąpiło po zwolnieniu go z odosobnienia w 873 roku.
Przez następne kilkanaście lat Metody kształcił księży w zakresie
liturgii słowiańskiej, tłumaczył greckie teksty religijne na głagolicę,
odprawiał msze w języku łacińskim, greckim i słowiańskim. Wysyłał też
duchownych na misje szerzenia wiary, co czynili w Czechach i w obecnej
południowej Polsce. Jednakże frankijskie duchowieństwo na dworze
Świętopełka nigdy nie przestało sprzeciwiać się obecności Metodego,
oskarżając go o herezję za odprawianie liturgii po słowiańsku zamiast po
łacinie. Kres jego życia nastąpił w 885 roku wśród ogólnego zamętu -
gorzkiej ekskomuniki nałożonej przez jego przeciwników, odnowionego
werdyktu papieża zabraniającego odprawiania mszy w języku słowiańskim, a wkrótce po jego śmierci wypędzenia przez Świętopełka zwolenników
Metodego z Moraw.
Dziedzictwo Cyryla i Metodego przetrwało. Kościół prawosławny pod
przewodnictwem patriarchy Konstantynopola przyjął ich innowacje
językowe. Zewnętrzna forma języka cerkiewnosłowiańskiego uległa zmianie,
zmodyfikowana przez uczniów obu świętych na bardziej poręczny alfabet
oparty na wielkich literach greckich, który dla upamiętnienia Cyryla do
dziś znany jest jako cyrylica. To właśnie za pomocą tego alfabetu
Serbowie, Rusini i Bułgarzy zostali ostatecznie oświeceni w doktrynie
chrześcijańskiej i poznali pełnię wiary Chrystusa. Jednak w Europie
Środkowej jako język liturgii i nabożeństw dominowała łacina, a wraz z nią wiara katolicka, podlegająca Rzymowi. Słowiańska msza przetrwała
tylko w Dalmacji i części Chorwacji. Poza byciem wyłącznie ciekawostką
słowiańska liturgia i przywiązanie do wiary prawosławnej nie odniosły
sukcesu w Europie Środkowej. Tak więc niesamowity utwór chóralny Msza
głagolicka czeskiego kompozytora Leoša Janáčka, po raz pierwszy
zaprezentowany w Brnie, na Morawach w 1926 roku, jest na wskroś
katolicki w oprawie i kompozycji i tak się składa, iż jest śpiewany w mieszance języków starosłowiańskich54.
Katolicka misja w Europie Środkowej nadal rozwijała skrzydła. Czechy i Chorwacja zostały przyjęte na łono Kościoła w IX wieku, a Polska i Węgry
- w kolejnym wieku. We wszystkich tych krajach łacina stała się językiem
mszy i kultu Bożego. Ponieważ duchowieństwo katolickie zapewniało
większość urzędników, administratorów i nauczycieli, aż do XVIII wieku
język łaciński był również językiem rządów, prawodawstwa, literatury i nauki. Dla kontrastu w Rosji i większości krajów bałkańskich kwitła
religia prawosławna i liturgia słowiańska, a wraz z nimi zupełnie inna
kultura religijna i krajobraz intelektualny. Z czasem, dzięki używaniu w nabożeństwach języka miejscowego, zaczęły powstawać kościoły narodowe,
które poprzez swój patriotyczny wydźwięk wzmacniały lojalność religijną
- Bułgarski Kościół Prawosławny, Rosyjski Kościół Prawosławny itd.
Jednocześnie prawosławie zostało erygowane na zupełnie innych zasadach
niż katolicka wiara Rzymu. Ze względu na prymat języka greckiego
prawosławna tradycja intelektualna odbiegała od łacińskiego katolicyzmu,
skupiając się na starożytnej greckiej metafizyce, pismach wczesnych
greckich ojców Kościoła (z pierwszego stulecia naszej ery) oraz
krytycznej interpretacji biblijnych i greckich tekstów religijnych. Nowo
nawróceni Słowianie dołączali do tego dziedzictwa poprzez greckie teksty
tłumaczone na język cerkiewnosłowiański. Z greckimi współwyznawcami
łączyła ich również nieufność wobec katolickiego chrześcijaństwa,
wynikająca po części z odmiennych akcentów teologicznych, ale także
podsycana poczuciem wyższości, które uważało użytkowników łaciny nie
tylko za "ludzi innego języka", ale wręcz "ludzi innej rasy"55.
Te różne trajektorie religijne i kulturowe miały decydujące znaczenie
dla rozwoju Europy Środkowej. Religia prawosławna wyrosła z Cesarstwa
Bizantyjskiego, którego cesarze sprawowali władzę w sposób niemalże
nieograniczony, jako jednoczesne odzwierciedlenie sługi i obrazu Boga.
Prawosławie hołdowało temu ideałowi, podkreślając w swoich obrzędach i ceremoniach autorytet monarchy, którego władza pochodziła bezpośrednio
od Boga. W Bizancjum brakowało instytucji i zgromadzeń
przedstawicielskich, gdyż przy wszechmocnym władcy po prostu nie było
dla nich miejsca.
Katoliccy i zachodni uczeni często określają prawosławne chrześcijaństwo
jako konserwatywne, zaściankowe i tradycjonalistyczne, podczas gdy w rzeczywistości było ono po prostu inne. Dla Europy Środkowej ta różnica
miała znaczenie - sprowadzona na łono Kościoła katolickiego korzystała z owoców jego cywilizacji, doświadczając tych samych impulsów i ruchów,
które kierowały katolicką, a później protestancką Europą.
W prawosławnej Europie nie brakowało uniwersytetów, parlamentów,
renesansu, reformacji i oświecenia, ale pojawiały się one tam tylko w niewyraźnej i rozrzedzonej formie. Przyjmując katolicyzm i odrzucając
prawosławie, Europa Środkowa została przyciągnięta kulturowo na zachód.
Rosja i Bałkany wyruszyły w zupełnie innym kierunku. Mimo wspólnego
pochodzenia Słowian i ich języków świat słowiański został podzielony na
dwie części.
Rozdział 4. Powrót Hunów, państwa niewolnicze i kształtowanie się Europy Środkowej
Rozdział 4
Powrót Hunów, państwa
niewolnicze i kształtowanie się
Europy Środkowej
Najwcześniejsze historie powstałe w Europie
Centralnej reprezentowały pogląd, iż jej kraje są domami darowanymi
przez Boga zamieszkującym je ludom. Średniowieczni kronikarze opowiadali
o swoim narodzie jako o wspólnocie błąkającej się po przestworach ziemi,
dopóki nie została poprowadzona przez patriarchę, który niczym
starotestamentowy Mojżesz przywiódł ją do miejsca obiecanego przez
Wszechmogącego i ustanowił pierwszych władców. Podarowana im ziemia była
niezmiennie obfita we wszystko, z licznymi pastwiskami, czystymi
strumieniami i brzegami rzek bogatymi w szlachetne kamienie. W wariacjach na ten temat dodawano, jak to lud kronikarza przybył z Troi
lub walczył u boku Aleksandra Wielkiego, a pisarze wplątywali bajeczne
etymologie, podstępne wieszczki i wrogie smoki. Mimo to założenia
najwcześniejszych kronikarzy były w dużej mierze takie same. Opisywane
przez nich narody istniały od zawsze, a opatrzność wyznaczyła im
terytoria, które miały zasiedlić, oraz ich najwcześniejszych przywódców.
Władza, ludzie i ziemia zbiegły się w ramach boskiego planu56.
W rzeczywistości granice były płynne, władza - sporna, a to, co
stanowiło naród - wciąż niepewne. Dominującym wzorcem była konsolidacja,
dezintegracja i ponowne składanie części w zupełnie nowe konfiguracje
terytoriów, ludzi i władzy. Między IX a XI wiekiem Europa Środkowa była
wielokrotnie rozczłonkowywana, reorganizowana, a następnie ponownie
spajana. Już wtedy współcześni ubolewali nad tym, jak wielu niemających
znaczenia królów wyrosło bez zaproszenia z wnętrzności ziemi (analogie
do jelit były w powszechnej modzie) i jak "wszyscy kierowali się
chciwością i szukali wyłącznie własnej korzyści". Stopniowo jednak
sytuacja ustabilizowała się. Mapa Europy Środkowej około roku 850
pokazuje pstrokaciznę księstw i pomniejszych księstewek - niektórych ze
znajomo brzmiącymi nazwami, acz prawdopodobnie w niezwykłych miejscach.
Półtora wieku później linie i oznaczenia były już bardziej
rozpoznawalne, a granice polityczne - bardziej niezmienne57.
Imperium Franków było pierwszą wielką potęgą, która uległa rozpadowi i została odbudowana. Rozpad rozpoczął się niemal natychmiast po śmierci
Karola Wielkiego - jedynym jego żyjącym spadkobiercą był Ludwik, znany
nawet za życia jako Pobożny (panował w latach 814-840). Sam wybrał ten
przydomek, podpisując się jako "Ludwik najpobożniejszy cesarz". Jednakże
w tamtych czasach pobożność nie miała nic wspólnego ze świętością -
oznaczała raczej gotowość do odłożenia na bok interesów osobistych,
przyjaciół i rodziny na rzecz dobra publicznego. Ludwik wyróżniał się
tym, że tego nie robił. Chociaż był już wcześniej koronowany na
współcesarza, na wieść o śmierci Karola Wielkiego w 814 roku pomknął co
tchu do starego pałacu ojca w Akwizgranie, by tam zostać koronowany raz
jeszcze - rok później miała miejsce trzecia koronacja, którą celebrował
papież w Reims. Pomimo tych wspaniałych ceremonii ówcześni kronikarze
szybko zauważyli, że Ludwik niewiele miał w sobie z ojca, "nigdy nie
pokazał swych białych zębów w uśmiechu", i przepowiedzieli, iż
zaprzepaści swoje dziedzictwo58.
Zgodnie z frankijską tradycją Ludwik zaplanował, że po jego śmierci
imperium frankijskie powinno zostać podzielone pomiędzy jego trzech
synów. Potraktował jednak swoje dziedzictwo jak karykaturalna ciotka
przepisująca swój testament, z tą różnicą, iż konsekwencje były bardziej
krwawe. W podziale, który obmyślił w 817 roku, pominął swego bratanka,
którego Karol Wielki uczynił już królem Italii, więc ten natychmiast
wzniecił rebelię. Ludwik kazał go oślepić, ale karę wykonano niefachowo
i bratanek umarł w męczarniach. Po śmierci swojej pierwszej żony Ludwik
ożenił się ponownie z kobietą, którą wybrał na konkursie piękności dla
potencjalnych małżonek. Nowa żona Ludwika Judyta Bawarska była znana z rozwiązłego życia i kontaktów z czarownikami. W 823 roku spowodowała
zamieszanie w świecie frankijskiej polityki, rodząc Ludwikowi syna, co
oznaczało, iż cały schemat sukcesji musi zostać zmieniony. Nie pomagał w tym fakt, iż jego ojcostwo podawano w wątpliwość. Ponieważ trzej starsi
synowie musieli stracić, gdyby do układu dodano wątpliwego czwartego,
ruszyli na wojnę przeciwko swemu ojcu. Ludwik próbował po kolei
ułagodzić każdego z nich, ale wówczas pozostali sprzymierzali się, aby
obalić wszelkie ustalenia. W całym tym zamieszaniu Ludwik został
dwukrotnie zdetronizowany i kilkakrotnie musiał poddać się ceremonii
publicznej pokuty, na której przyznał się do zdrady urzędu królewskiego,
swej własnej bezużyteczności i odpowiedzialności za "morderstwa,
krzywoprzysięstwo, świętokradztwo, cudzołóstwo, grabieże, podpalanie
kościołów i innych miejsc oraz do okradania i uciskania
ubogich"59.
Niedługo przed śmiercią, w 840 roku Ludwik pozostawił swym żyjącym synom
(jeden w międzyczasie zmarł) kwestię podzielenia imperium niczym tortu
dla dzieci, gdzie ten, który go kroi, wybierał jako ostatni. W rzeczywistości bracia sprawili się całkiem dobrze, równoważąc ziemie i dochody. Na zachodzie leżała ziemia obejmująca znaczny obszar
dzisiejszej Francji, na wschodzie - część w kształcie półksiężyca, która
sięgała od dzisiejszej Danii po Alpy, ale biegła na południowy wschód
przez Bawarię aż do Niziny Węgierskiej, pomiędzy nimi zaś znajdowało się
"państwo środkowofrankijskie", najważniejsze z trzech królestw, bowiem
obejmowało również Rzym i Akwizgran, pierwotną siedzibę Karola
Wielkiego. Wraz z tytułem cesarskim przypadło ono w udziale Lotarowi I,
najstarszemu z trzech synów60.
Z biegiem lat następowały kolejne podziały. Państwo środkowofrankijskie
było wielokrotnie dzielone między spadkobierców, a o jego fragmenty
toczono walki. Pod koniec IX wieku rozpadło się na odrębne królestwa -
Włochy, Prowansję, Górną i Dolną Burgundię oraz Lotaryngię, która sama
uległa podziałowi po 870 roku. Ta ostatnia nazwana tak od imienia wnuka
Ludwika Pobożnego, Lotara II, przekształciła się z czasem w znacznie
mniejszą Lorraine, stając się tym samym terytorium spornym aż do XX
wieku. Na zachód i wschód od środkowej Frankonii umacniały się odrębne
wspólnoty językowe: z jednej strony, region romańsko-, z drugiej -
germańskojęzyczny. Zatem gdy w 842 roku Ludwik Niemiecki i Karol Łysy,
królowie władający odpowiednio wschodnią i zachodnią Frankonią,
postanowili połączyć siły przeciwko swojemu starszemu bratu cesarzowi
Lotarowi I, zawarli swój traktat zarówno w języku starofrancuskim (lub
galijsko-romańskim), jak i staro-wysoko-niemieckim.
Linia Karola Wielkiego wygasła. To, co niegdyś było dobrze prosperującym
przedsięwzięciem ze zbyt dużą liczbą męskich potomków, zachwiało się z powodu bezdzietności i przedwczesnych zgonów. Idea imperium również
wydawała się bliska wymarcia. Ponieważ cesarze musieli być koronowani
przez papieża w Rzymie, tytuł ten najłatwiej było zdobyć temu, kto miał
przewagę w Italii i mógł wywrzeć presję na papieża, w razie potrzeby
szturmując Wieczne Miasto. Tak oto nastąpiła sukcesja pomniejszych
książąt, namaszczanych przez papieży, której kulminacją był wybór w 915
roku mało znanego Berengariusza z Friuli, o którym nie zapisano niczego
dobrego. W chwili śmierci, w 924 roku Berengariusz zwieńczył swe
niedźwiedzie przysługi, pozostawiając same córki. Ponieważ nie wysunięto
nikogo jako jego następcy, urząd i tytuł cesarski pozostawały
nieobsadzone.
Wszystko zmienili Węgrzy, których pochodzenie jest prawie tak niejasne
jak Słowian. Dowody lingwistyczne, literackie, archeologiczne oraz
badania DNA są jawnie sprzeczne, co dało pole do fantastycznych
spekulacji. Wśród uczonych panuje powszechna zgoda, że Węgrzy pochodzili
z zachodniej Syberii i posługiwali się językiem odlegle spokrewnionym z fińskim. Przez kilka tysiącleci przemieścili się do terenów stepowych i dalej, ale nie sposób stwierdzić, czy byli osiadłymi rolnikami, czy też
wędrowali, stając się pasterzami i migrując pomiędzy letnimi i zimowymi
terenami pastewnymi. To właśnie na skraju stepu, niedaleko Krymu, gdzieś
około 860 roku święty Cyryl napotkał Węgrów, gdy ci rzucili się na
niego, wyjąc niczym wilki. Zawstydzeni jego pobożnością pozostawili go w spokoju61.
W okresie pobytu na stepach Węgrzy poddawali się dominacji kolejnych
plemion turkijskich koczowników, z których jedno, zwane Onogurami, dało
nazwę ludowi, nad którym sprawowało władzę - stąd pochodzi dzisiejsza
nazwa Węgrów w większości języków europejskich. Element turecki został
przez nich szybko zasymilowany. Mimo to we współczesnym języku
węgierskim nadal istnieje około trzystu słów zapożyczonych z języka
starotureckiego, począwszy od nazywającego niedzielę, które brzmi
vasamp - "dzień zakupów", co wywodzi się od tureckiego vasar -
"rynek" lub "bazar". Wszyscy węgierscy władcy, aż do XI wieku, nosili
imiona turkijskie. I po turkijsku wyglądali, nosząc kaftany, długie
bułaty i zaplatając włosy62.
W późniejszym okresie węgierscy kronikarze opowiadali o zwycięskim
wkroczeniu Węgrów do dawnej rzymskiej prowincji Panonii w 895 lub 896
roku i rozproszeniu zamieszkujących ją Słowian i Bułgarów, których tam
napotkali. W rzeczywistości jednak Węgrzy przekroczyli Karpaty podczas
ucieczki, wyrzuceni z zachodnich stepów przez inną grupę turkijskich
nomadów, zwanych Pieczyngami. Gdy pierwszym węgierskim historykom
przyszło opisywać te wydarzenia, uciekali się do aluzji, przedstawiając
Pieczyngów za pomocą ich totemu - orła, i opowiadając o wielkim
nagromadzeniu orłów, które spadły na Węgrów z wysokości swych trudno
dostępnych gniazd i ostoi w Karpatach. Węgrzy najwyraźniej przybywali
falami, bowiem już w latach sześćdziesiątych IX wieku przywódcy Franków
i Morawian wykorzystywali ich w swych wojnach w roli wojsk pomocniczych.
Niektórzy z nich byli zaskakująco wczesnymi chrześcijańskimi
konwertytami63.
Węgierskiemu osadnictwu w Europie Środkowej towarzyszyły szeroko
zakrojone podjazdy. Ataki Węgrów nabrały intensywności na początku X
wieku, kiedy to spustoszyli Morawy. Następnie nowi przybysze opanowali
dużą część Europy Środkowej, wysyłając przy tym zbrojne zagony aż do
Hiszpanii i Włoch. Ówczesna kronika donosi o corocznych napadach Węgrów:
907: Bawarowie walczyli z Węgrami i wielu było zabitych w wielkiej
rzezi.
908: Węgrzy ponownie przekroczyli granicę i splądrowali Saksonię i Turyngię.
909: Węgrzy wkroczyli do Alemanii.
910: Frankowie walczyli z Węgrami na granicy pomiędzy Bawarią i Frankonią i żałośnie umknęli albo zostali pokonani64.
Opisując Węgrów, współcześni pisarze najczęściej sięgali do
wcześniejszych relacji o Awarach lub, w głównej mierze, Hunach. Pomagało
w tym podobieństwo nazw - stąd "Węgrzy, czyli Hunowie", "Hunowie, zwani
również Węgrami" itd.65 Zatem podobnie jak Hunowie, Węgrzy byli
opisywani jako lud Goga i Magoga, który Aleksander Wielki uwięził na
Kaukazie, i podobnie jak Hunowie "jedzą swoje mięso surowe, spijają
krew, siekają serca brańców i połykają je kawałek po kawałku, jakby były
lekarstwem". Stopniowo Hunowie i Węgrzy połączyli się we wspólnej
opowieści do tego stopnia, iż w jednej z późniejszych chorwackich
relacji jedni i drudzy byli ludem wywodzącym się od Massagetów, którzy
pożerali swoich rodziców. Najwcześniejsze węgierskie kroniki rozwinęły
ów wątek, przedstawiając ich pierwszego przywódcę, księcia Arpada, jako
potomka Attyli, i przeszukując gorliwie starsze zapisy o Hunach celem
wzbogacenia własnych tekstów. Jednakże te opisy były przede wszystkim
ćwiczeniami literackimi, w których pisarz popisywał się znajomością
autorów klasycznych. Przyziemne relacje były o niebo bardziej
skomplikowane - w dziwacznym epizodzie z 903 roku przedstawiono
bawarskich wodzów, którzy zaprosili węgierskich naczelników na ucztę,
podczas której ich zamordowali. Pomimo koszmarnego finału wspólne
biesiadowanie świadczy o tym, iż różnice kulturowe dało się
przezwyciężyć66.
Państwo wschodniofrankijskie nie było w stanie sprostać węgierskiemu
wyzwaniu. Władza centralna uległa tam rozpadowi, pozostawiając
inicjatywę w rękach bezkompromisowych miejscowych liderów. Niemieccy
książęta, którzy początkowo byli dowódcami wojskowymi z nominacji
władcy, tworzyli regionalne zaplecza polityczne. Pieczętowali sojusze
małżeństwami, wręczaniem podarków (szczególnie ceniono relikwie) oraz
paktami przyjaźni i pamięci, w których grupy pierwszoplanowych postaci
zobowiązywały się do odprawiania dla siebie nawzajem mszy po śmierci.
Tam, gdzie brakowało instytucji pośredniczących w relacjach władzy, lukę
wypełniały dowody uczuć i ceremonie solidarności. Księstwa
wschodniofrankijskie różniły się pod względem stopnia integracji
politycznej - niektóre, jak Frankonia i Szwabia, z których obie były
niegdyś domem dla Alemanów, były luźnymi związkami wodzów; inne, jak
Saksonia i Bawaria, zostały zjednoczone pod panowaniem księcia
wywodzącego się z głównego rodu.
Wraz z wymarciem spadkobierców Karola Wielkiego książęta coraz częściej
domagali się głosu w kwestii tego, kto ma być królem wschodnich Franków.
Nie istniały stałe reguły sukcesji - dla każdego przyszłego władcy
równie dobrą drogą do królewskiego diademu była nominacja przez jego
poprzednika, głosowanie książąt i wielkich mężów czy też aklamacja z woli żołnierstwa. Wiele jednak zależało od tego, kto był w fizycznym
posiadaniu korony i szat koronacyjnych. Po żałosnym panowaniu niemający
potomków król Konrad I (panował w latach 911-923) wybrał na łożu śmierci
swego głównego adwersarza, księcia Saksonii Henryka, posyłając mu
królewskie szaty i klejnoty władzy. Mimo to Henryk i tak stawił się
przed możnowładcami wschodnich Franków, by ci mogli go uznać i potwierdzić jego godność królewską.
Potężnie zbudowany Henryk emanował naturalnym autorytetem do tego
stopnia, że niewielu odważało się na odpłacanie mu pięknym za nadobne w odpowiedzi na jego żartobliwe zaczepki. Robił wszystko, czego oczekiwano
od wojownika - pierwszy wiódł do boju, sprawiedliwie dzielił łupy i nie
miał sobie równych w pogoni za zwierzyną. Niecałe sto lat wcześniej jego
przodkowie byli poganami i Henryk zachował głęboką niechęć do kapłanów,
odmawiając z tego powodu koronacji, bowiem nie życzył sobie, aby
koronowali go słudzy Kościoła. Z tych samych pobudek obywał się bez
skryptorium, ponieważ nie chciał polegać na duchownych w roli skrybów.
Listy z okresu jego rządów są rzadkością, ale zachowały się kroniki.
Mówią o niestrudzonych bojach Henryka przeciwko Węgrom i zwycięstwach
nad ich wojskami, budowie ziemnych umocnień, by służyły zarówno jako
schronienia, jak i ośrodki oporu, i o odzianych w zbroje rycerzach,
których wystawiał przeciwko wrogim hufcom67.
Jednak to syn i następca Henryka Otton I (panował w latach 936-973) był
tym, który dokonał największego pogromu Węgrów. W 955 roku osaczył on
armię węgierską pod Augsburgiem, w miejscu, gdzie zbiegają się dwie
rzeki, Dunaj i Lech. Na podmokłym i zalesionym Lechowym Polu Węgrzy nie
byli w stanie wykonać swego zwyczajowego manewru oskrzydlenia
nieprzyjaciela i nękania jego szyku strzałami. Podczas gdy Węgrzy
mitrężyli, obdzierając poległych, ciężka kawaleria Ottona rozjechała ich
i zmusiła do boju w zwarciu. W walce wręcz lekko odziani Węgrzy nie
mogli się równać z zakutymi w żelazo niemieckimi rycerzami - usiłowali
się wycofać, ale oddziały Ottona zablokowały drogę ucieczki i pojmały
węgierskiego dowódcę wraz z kilkoma innymi książętami. Otton kazał ich
powiesić, zaś jego sojusznik biskup Cremony piał z zachwytu, iż
zwycięstwo na Lechowym Polu zastraszyło Węgrów do tego stopnia, że teraz
nie ośmielali się nawet mruknąć. W rzeczywistości do zawarcia pokoju z sąsiadami i przyjęcia chrześcijaństwa w równym stopniu skłoniła Węgrów
ekspansja Bizancjum na północ przez Bałkany w X wieku68.
Pomimo klęski Węgrów ich napór przez kolejne pół wieku odmienił mapę
Europy Środkowej. Zniszczone przez nich Morawy zniknęły jako niezależne
państwo, a znaczna część tego terytorium została przejęta przez nowy
kraj - Czechy (Bohemię), z centrum w Pradze. Tutaj nowa dynastia
Przemyślidów stopniowo likwidowała księstwa swoich rywali (Przemyślidzi
zawdzięczają swe imię legendarnemu przodkowi Przemysłowi Oraczowi).
Również Chorwacja posunęła się w X wieku na północ od wybrzeża
Adriatyku, aby zająć miejsce panońskich księstw, które wcześniej
zniszczyli Węgrzy. Po 925 roku chorwacki władca Tomisław, będący już
katolikiem, przyjął tytuł królewski. Bawaria również rozrastała się na
wschód, przyłączając Karyntię, Krainę oraz Istrię. Część tych nowych
terytoriów została następnie zreorganizowana, tworząc Marchię Wschodnią
(Ostmark), zalążek przyszłej Austrii (Austria była początkowo łacińską
nazwą Marchii Wschodniej).
Na północy pojawiło się zupełnie nowe księstwo zamieszkiwane przez lud
zwany Polanami. Przed X wiekiem nie było o nim żadnych informacji poza
tym, iż tamtejsi mieszkańcy wznosili wielkie kopce, niemniej jednak był
to zalążek Polski. Najwcześniejszy średniowieczny władca Polski Mieszko
(żyjący w latach około 930-992) rozszerzał granice swego księstwa we
wszystkich kierunkach, opanowując terytoria pomiędzy Gdańskiem (Danzig)
nad Bałtykiem a Karpatami. Ród Mieszka wywodził się od mitycznego
kołodzieja o imieniu Piast, ale nie jest pewne, skąd rodzina faktycznie
pochodziła - Gniezno, obecnie w środkowej Polsce, wydaje się najbardziej
prawdopodobne. Ekspansję Mieszka na południe, w kierunku ziemi
krakowskiej i zajęcie Moraw przez jego syna i następcę Bolesława
Śmiałego wspomogła powszechna translokacja będąca następstwem
węgierskiej inwazji, która pozostawiła te regiony bez
przywództwa69.
Nagłe pojawienie się nowych politycznych organizmów w Europie Środkowej
było jednak spowodowane czymś więcej niż tylko politycznym chaosem
wywołanym przez Węgrów. Rozwój w IX i X wieku szlaków handlowych między
Bałtykiem a Morzem Czarnym spowodował transformację gospodarki całego
regionu. Głównymi pośrednikami w nowym handlu byli skandynawscy
wikingowie, którzy poza plądrowaniem wybrzeży Europy otworzyli także
szlaki rzeczne dla dalekosiężnego ruchu handlowego. Kupcy, którzy
przybyli w ślad za nimi, handlowali srebrem i poszukiwali niewolników,
po części do dalszego transportu do Azji Środkowej i na Bliski Wschód,
ale również dla zaspokojenia lokalnego popytu w katolickiej Europie,
gdzie nawet w Rzymie istniał targ niewolników, na którym sprzedawano
chrześcijańskich brańców. Zyski, jakie można było osiągnąć na handlu
ludźmi, były ogromne. Niewolnik zakupiony w dziewięciowiecznej Europie
za odpowiednik trzydziestu pięciu gramów złota mógł osiągnąć cenę w okolicach stu pięćdziesięciu gramów kruszcu w Bagdadzie70.
W Polsce Mieszka I znajdowały się jedne z największych skupisk arabskich
monet w Europie (poza Skandynawią). Pragnienie gromadzenia srebra, czy
to w celu wymiany, czy też w formie prezentu lub na pokaz, napędzało
podboje władcy Polan. Poza jego głównym terytorium, wokół Gniezna i Poznania, okoliczną ludność zagarniano, zapędzano do obwałowanych zagród
i sprzedawano w kajdanach kupcom wikińskim, arabskim i żydowskim. Aż do
XI wieku depopulacja terenów wiejskich była charakterystycznym elementem
tych złupionych terytoriów. Kontrast stanowiła sąsiednia Praga, licząca
się bardziej jako centrum wymiany towarowej. Jednym z głównych punktów
docelowych praskiego handlu niewolnikami była Hiszpania i to właśnie od
żydowskiego podróżnika z tego kraju pochodzi najwcześniejszy opis
miasta, nakreślony około 960 roku.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. E. Ann Matter, The Soul of the Dog-Man: Ratramnus of Corbie Between Theology and Philosophy, "Rivista di Storia della Filosofia" 2006, t. 86, s. 43-53; MGH SS 11, 9. [wróć]
2. O "jedzących ciała", zob. Henry Yule (red.), The Book of Ser Marco Polo, the Venetian, t. 1, Cambridge 1871, s. 276 oraz Richard Stoneman (red.), The Greek Alexander Romance, London 1991, s. 186-187. [wróć]
3. Eizo Matsuki, The Crimean Tatars and Their Russian-Captive Slaves, "Mediterranean World" 2006, t. 18, s. 171-182; Dagmar Klímová-Rychnová, Kulturní zázemí epiteta "Tatare-Psohlavci", "Český lid" 1968, t. 55, nr 2-3, s. 109-120. [wróć]
4. Dana Rehn, Going to the Dogs: The Foreign and Renaissance Other in German Renaissance Prints, "Otherness: Essays and Studies" 2016, t. 5, nr 2, s. 111-150. [wróć]
5. Oryginalny tekst łaciński za Tibor Neumann, Bereg megye hatóságának oklevelei, Nyiregyhaza 2006, nr 223 (1476). [wróć]
6. Oryginalna łacińska lista znana jako Laterculus Veronensis za: Theodor Mommsen, Verzeichniss der Romischen Provinzen, Berlin 1863, s. 491-493. [wróć]
7. Tilmann Bechert, Bevolkerung und Gesellschaft der romischen Provinz Germania Inferior, "Antike Welt" 1983, t. 14, nr 1, s. 46-57; John Joseph Wilkes, The Roman Danube: An Archaeological Survey, "Journal of Roman Studies" 2005, t. 95, s. 124-225; Anett Firnigl, Miklos Nagy, Using Colors at the Roman Villas of Balaton Upland, "Obuda University e-Bulletin" 2018, t. 8, nr 2, s. 39-46. [wróć]
8. O Nizinie Węgierskiej zob. János Tokai, Római császárkori erődrendszer a Barbaricumban, "Tisicum. A Jász-Nagykun-Szolnok Megyei Múzeumok Évkönyve" 2006, t. 15, s. 69-75; László Selmeczi, Ördögárok mondai Biharban, "A Debreceni Déri Múzeum Évkönyve 2000-2001" Debrecen 2001, s. 183-190. [wróć]
9. Tacitus, Germania, 33, tłum. Harold Mattingly, James Rives, London 2009, s. 50. [wróć]
10. Idem, Histories, 1.79, tłum. C.H. Moore, Histories, t. 2, London, New York 1925, s. 133; o "hordzie rozbójników" zob. Karim W. Arafat, Pausanias' Greece: Ancient Artists and Roman Rulers, Cambridge 1996, s. 190. [wróć]
11. Pliny the Elder, Natural History, 16.6, tłum. John Healey, London 1991, s. 207; Zoe M. Tan, Subversive Geography in Tacitus' Germania, "Journal of Roman Studies" 2014, t. 104, s. 181-204. [wróć]
12. Wczesne języki germańskie, zob. Peter von Polenz, Geschichte der deutschen Sprache, Berlin, New York 2009, s. 1-30. [wróć]
13. K.S. Painter, Booty from a Roman Villa Found in the Rhine, "Minerva" 1994, t. 5, nr 1, s. 22-27. [wróć]
14. Edward Arthur Thompson, The Huns, Oxford 1948, s. 24-29. [wróć]
15. Jan den Boeft et al. (red.), Philological and Historical Commentary on Ammianus Marcellinus XXXI, Leiden, Boston 2018, s. 11-29. [wróć]
16. Herwig Wolfram, The Roman Empire and Its Germanic Peoples, Berkeley, Los Angeles, London 1997, s. 88-89. [wróć]
17. MGH Auct. Ant. 9, 475. [wróć]
18. The Gothic History of Jordanes, tłum. Charles Christopher Mierow, Princeton 1915, s. 102; Leopold Kretzenbacher, Kynokephale Damonen sudosteuropäischer Volksdichtung, Munich 1968, s. 21, 34. Zob. także Monika Kropej, Supernatural Beings from Slovenian Myth and Folk Tales, Ljubljana 2012, s. 202. [wróć]
19. Edward Arthur Thompson, op. cit., s. 148-149. [wróć]
20. O Hunach i państwowości, zob. Hyun Jin Kim, The Huns, Rome and the Birth of Europe, Cambridge 2013, szczególnie s. 17-42. [wróć]
21. "Zniknęły stada", zob. Michael P. McHugh, The Carmen de Providentia Dei Attributed to Prosper of Aquitaine, Washington, DC 1964, s. 261. Zob. także Helmut Bender, Archaeological Perspectives on Rural Settlement in Late Antiquity in the Rhine and Danube, [w:] Thomas S. Burns, John W. Eadie (red.), Urban Centers and Rural Contexts in Late Antiquity, East Lansing 2001, s. 185-198. [wróć]
22. Martyn Rady, Recollecting Attila: Some Medieval Hungarian Images and Their Antecedents, "Central Europe" 2003, t. 1, nr 1, s. 5-17; idem, Attila and the Hun Tradition in Hungarian Medieval Texts, [w:] János M. Bak, László Veszpremy (red.), Studies on the Illuminated Chronicle, Budapest 2018, s. 127-138; legenda o Walgierzu i jej polska wersja, zob. Marion Dexter Learned, Origin and Development of the Walther Saga, "Proceedings of the Modern Languages Association" 1892, t. 7, nr 1, s. 131-195. [wróć]
23. Najlepszym wprowadzeniem do doktryny teologicznej aranizmu pozostaje John Henry Cardinal Newman, The Arians of the Fourth Century, London 1908, s. 201-235 (pierwsze wydanie 1833). Cytat za: Philip Schaff (red.), Nicene and Post-Nicene Fathers, t. 3, New York 2007, s. 97. [wróć]
24. Wczesne wpływy ariańskie w Europie Środkowej, zob. Herwig Wolfram, Vulfila, Bishop and Secular Leader, [w:] Guido M. Berndt, Roland Steinacher (red.), Arianism: Roman Heresy and Barbarian Creed, London, New York 2016, s. 131-144 (143); B. Thomas, Arius-Darstellung. Eine römerzeitliche Ziegelritzeichnung aus Kisdorog in Pannonien, "A Szekszárdi Béri Balogh Ádám Múzeum Évkönyve" 1975, nr 4-5, s. 77-116. [wróć]
25. John Michael Wallace-Hadrill, The Frankish Church, Oxford 1983, s. 17-36. [wróć]
26. Wolfgang H. Fritze, Universalis gentium confessio. Formeln, Trager und Wege universalmissionarischen Denkens im 7. Jahrhundert, "Fruhmittelalterliche Studien" 1969, t. 3, s. 78-130 (96); Kuno Meyer, Selections from Ancient Irish Poetry, London 1913, s. 51. [wróć]
27. "Nie wykonywali żadnych posług", zob. Ferdinand Lot, The End of the Ancient World and the Beginning of the Middle Ages, New York 1961, s. 354-356; John Michael Wallace-Hadrill, The Long-Haired Kings, Toronto, Buffalo, London 1982, s. 195, 209. [wróć]
29. Royal Frankish Annals, sub 749, [w:] Carolingian Chronicles, tłum. B.W. Scholz, Ann Arbor 1972, s. 39; Florence Close, Le sacre de Pepin de 751? Coulisses d'un coup d'État, "Revue belge dephilologie et d'histoire" 2007, t. 85, nr 3-4, s. 835-852. [wróć]
31. Hermann Wartmann (red.), Urkundenbuch der Abtei Sanct Gallen, t. 1, Zurich 1863, s. 2-10, 37, 42, 47, 69 itd. [wróć]
32. Źródło przydomka Charlemagne, zob. Alessandro Barbero, Charlemagne: Father of a Continent, Berkeley, Los Angeles, London 2004, s. 413; jako geniusz militarny, zob. Bernard S. Bachrach, Charlemagne's Early Campaigns (768-777), Leiden 2013, s. 99. [wróć]
33. Cytat z MGH SS 30.2, 794; o zniewalaniu zob. MGH SS 1, 37. Zob. także Richard Hodges, Charlemagne's Elephant, "History Today" 12.2000, s. 21-27. [wróć]
34. MGH Capit. 1, 145-146; Janet L. Nelson, King and Emperor: A New Life of Charlemagne, London 2019, s. 291; Thomas Haye, Päpste und Poeten. Die mittelalterliche Kurie als Objekt und Förderer panegyrisher Dichtung, Berlin, New York 2009, s. 120. [wróć]
36. Walter Ullmann, The Carolingian Renaissance and the Idea of Kingship, London 1969, s. 7, 22. [wróć]
37. Henry Mayr-Harting, Charlemagne, the Saxons, and the Imperial Coronation of 800, "English Historical Review" 1996, t. 111, nr 444, s. 1113-1133. [wróć]
38. Ernst Tremp et al., The Abbey Library of St Gall, St Gallen 2020, s. 15. [wróć]
39. O obgryzaniu zob. MGH Poetae 2, 271; oraz dalej: Jennifer M. Feltman, Charlemagne's Sin, the Last Judgment, and the New Theology of Penance at Chartres, "Studies in Iconography" 2014, t. 35, s. 121-164; Janet L. Nelson, Women at the Court of Charlemagne: A Case of Monstrous Regiment?, New York 1998; idem, The Frankish World, 750-900, London 1992, s. 223-242; Johannes Fried, Charlemagne, Cambridge, MA, London 2016, s. 515. [wróć]
40. Frankochorion, zob. György Györffy, Das Güterverzeichnis des griechischen Klosters Szávaszentdemeter (Sremska Mitrovica) aus dem 12. Jahrhundert, "Studia Slavica" 1959, t. 5, s. 9-74 (10-14); Gyula Moravcsik, Az Árpád-kori magyar történet bizánci forrásai, Budapest 1988, s. 168. [wróć]
41. Charles Christopher Mierow (red.), The Gothic History of Jordanes, Princeton 1915, s. 59. [wróć]
42. Marta Mielnik-Sikorska et al., The History of Slavs Inferred from Complete Mitochondrial Genome Sequences, "PLoS ONE" 01.2013, t. 8, nr 1, s. 1-11. [wróć]
43. Angus Maddison, Contours of the World Economy, 1-2030 AD, Oxford 2007, s. 232. [wróć]
44. Martyn Rady, The Slavs, Avars and Hungarians, [w:] David A. Graff, Anne Curry (red.), The Cambridge History of War, t. 2, Cambridge 2020, s. 133-150 (139-140). [wróć]
45. John Michael Wallace-Hadrill (red.), The Fourth Book of the Chronicle of Fredegar, London, Edinburgh 1960, s. 39-40. [wróć]
46. Einhard and Notker the Stammerer: Two Lives of Charlemagne, tłum. D. Ganz, London 2008, s. 27, 87; Samuel Hazzard Cross (red.), The Russian Primary Chronicle, tłum. Samuel Hazzard Cross, Cambridge, MA 1930, s. 141. [wróć]
47. O zaganianiu ludzi zob. Arnold J. Toynbee, A Study of History, t. 3, Oxford 1934, s. 22; Helen D. Donoghue et al., A Migration-Driven Model for the Historical Spread of Leprosy in Medieval Eastern and Central Europe, "Infection, Genetics and Evolution" 2015, t. 31, s. 250-256; Jesper L. Boldsen, Leprosy in the Early Medieval Lauchheim Community, "American Journal of Physical Anthropology" 2008, t. 135, s. 301-310. [wróć]
48. Awarskie pochodzenie skarbu, zob. Falko Daim et al. (red.), Der Goldschatz von Sânnicolau Mare, Mainz 2015. [wróć]
49. Carolingian Chronicles, tłum. Bernhard Walter Scholz, Ann Arbor 1972, s. 111-122; György Dénes, A bolgárok hódításai és telepítései a Kárpát-medencé-ben a magyar honfoglalás előtt, [w:] Arnold Tóth (red.), Néprajz-Muzeológia, Miskolc 2012, s. 52-64 (57-58). [wróć]
50. Erwin Herrmann, Slawisch-germanischeBeziehungen im südostdeutschen Raum, Munich 1965, s. 219-221. [wróć]
51. Marvin Kantor, Medieval Slavic Lives of Saints and Princes, Ann Arbor 1983, s. 65, 111. [wróć]
52. Ibidem, s. 65. [wróć]
53. Eric J. Goldberg, Struggle for Empire: Kingship and Conflict Under Louis the German, 817-876, Ithaca, London 2006, s. 286-288. [wróć]
54. Głagolica w Chorwacji, zob. Verkholantsev, The Slavic Letters of St. Jerome, DeKalb, IL 2014, s. 34-62. [wróć]
55. "Ludzie innego języka", zob. Anthony Kaldellis, Hellenism in Byzantium: The Transformations of Greek Identity and the Reception of the Classical Tradition, Cambridge, New York 2007, s. 357. [wróć]
56. Norbert Kersken, Nationale Geschichtsschreibung im östlichen Mitteleuropa, "Mediaevalia Historica Bohemica" 1995, t. 4, s. 148-170. [wróć]
57. Nithard's Histories, 3 (830), [w:] Bernhard Walter Scholz (red.), Carolingian Chronicles, Ann Arbor 1972, s. 131. [wróć]
58. Rudolf Schieffer, Ludwig der Fromme. Zur Entstehung eines karolingischen Herrscherbeinamens, "Fruhmittelalterliche Studien" 1982, t. 16, nr 1, s. 58-73; Courtney M. Booker, Past Convictions: The Penance of Louis the Pious and the Decline of the Carolingians, Philadelphia 2009, s. 50. [wróć]
59. Łaciński tekst za: Courtney M. Booker, The Public Penance of Louis the Pious, "Viator" 2008, t. 39, nr 2, s. 1-20 (18). [wróć]
60. O dzieleniu imperium, zob. Nithard's Histories, 7 (839), [w:] Bernhard Walter Scholz (red.), op. cit., s. 139. [wróć]
61. Carlile Aylmer Macartney, The Magyars in the Ninth Century, Cambridge 1930, s. 71. [wróć]
62. Peter B. Golden, An Introduction to the History of the Uralic Peoples, Wiesbaden 1992, s. 258-260. [wróć]
63. Péter Király, A magyarok népneve a történeti forrásokban és a szomszédos népek névhasználatában, "Életünk" 1997, t. 35, nr 1, s. 94-127 (114-115). [wróć]
64. Simon MacLean (red.), History and Politics in Late Carolingian and Ottonian Europe: The Chronicle of Regino of Prüm and Adalbert of Magdeburg, Manchester, New York 2009, s. 232. [wróć]
65. W języku polskim nie brzmi to szczęśliwie i podobieństwa do Hunów nie widać. Autor ma na myśli podobieństwo do języków zachodnich. I tak: Hun - Hungarians (ang.), Hongrois (fr.), Ungarn (niem.) itd. - przyp. tłum. [wróć]
66. Tomasz Archidiakon, History of the Bishops of Salona and Split, red. Damir Karbic i in.., Budapest, New York 2006, s. 63; MGH SS 1, 54, 77. Patrz także Timothy Reuter, Germany in the Early Middle Ages c. 800-1056, London, New York 1991, s. 128. [wróć]
67. O charakterze Henryka, zob. Widukind z Corvey, Deeds of the Saxons, red. Bernard S. Bachrach, David Bachrach, Washington, DC 2014, s. 57-58 (1.39). [wróć]
68. Liudprand z Cremony, The Embassy to Constantinople, s. 10 (1.5); Márton Tősér, Az arkadiopolisi csata - az utolsó kalandozó hadjárat, 970, "Hadtörténelmi Közlemények" 2004, t. 117, nr 2, s. 595-611. [wróć]
69. Andrzej Buko, The Archaeology of Early Medieval Poland, Leiden, Boston 2008, s. 195-196. [wróć]
70. Michael McCormick, New Light on the "Dark Ages": How the Slave Trade Fuelled the Carolingian Economy, "Past and Present" 2002, t. 177, s. 17-54 (44). [wróć]