Wrota Europy. Zrozumieć Ukrainę - Serhii Plokhy

Reflow text when sidebars are open.
Jeśli chodzi o przypadki zastosowania procedury impeachmentu wobec amerykańskich prezydentów, ta wszczęta przez Izbę Reprezentantów Kongresu USA przeciwko Donaldowi Trumpowi w grudniu 2019 roku miała charakter wyjątkowy. Spośród czterech impeachmentów w dotychczasowych dziejach Stanów Zjednoczonych tylko ten jeden dotyczył działań prezydenta odnoszących się do obcego państwa. Krajem, o którym mowa, była Ukraina.
Wielokrotnie w ciągu ostatnich kilku lat zadawano mi pytanie: "Dlaczego Ukraina zyskała takie znaczenie w polityce światowej?". Po raz pierwszy zetknąłem się z nim w kontekście protestów na Majdanie na przełomie 2013 i 2014 roku, po których w krótkim czasie doszło do zaanektowania Krymu przez Rosję i jej agresji na resztę Ukrainy, czego efektem było dramatyczne pogorszenie się stosunków między USA i Rosją oraz UE i Rosją. To samo pytanie rozbrzmiewało w odniesieniu do roli Ukrainy w procesie impeachmentu prezydenta Trumpa, a następnie ponownie w trakcie amerykańskiej kampanii prezydenckiej w 2020 roku.
Moja odpowiedź była i pozostaje taka sama. Pojawienie się Ukrainy w centrum zainteresowania polityków europejskich i amerykańskich nie jest przypadkowe. Ukraina, największa po Rosji republika postsowiecka, a obecnie obiekt rosyjskiej agresji, w ciągu ostatnich kilku lat stała się polem bitwy. W odróżnieniu od swoich wschodniosłowiańskich sąsiadów, Rosji i Białorusi, Ukraina zachowała demokratyczne standardy w burzliwych latach postsowieckiej transformacji i zorientowała się na Zachód w aspiracjach geopolitycznych oraz wartościach społecznych i kulturowych.
Niewypowiedziana przez Rosję wojna hybrydowa w ukraińskim Donbasie, która w ciągu ostatnich siedmiu lat pochłonęła ponad 14 tysięcy ofiar, przykuwa uwagę Ameryki i Zachodu jako jeden z głównych przejawów globalnej walki między demokracją a autorytaryzmem. Trwający w Ukrainie konflikt zbrojny to nie tylko rywalizacja w zakresie wartości politycznych. Wysiłki Rosji, by powstrzymać swój imperialny upadek poprzez zajęcie Krymu i okupację części Donbasu, stanowią poważne zagrożenie dla porządku międzynarodowego z jego fundamentalnymi zasadami suwerenności i integralności terytorialnej państw narodowych, w stopniu niespotykanym od zakończenia II wojny światowej.
Choć świat zaczął interesować się Ukrainą dopiero ostatnimi czasy, ma ona długą, dramatyczną, ale też fascynującą historię, często zaciemnioną przez wielkie narracje imperiów, które przez stulecia władały jej terytorium. Wydobywanie tej historii, do niedawna mało znanej na Zachodzie, spod warstw imperialnych przeinaczeń pomaga lepiej zrozumieć nie tylko naród, który skupia na sobie uwagę świata, ale także całą Europę, zarówno wschodnią, jak i zachodnią. Korzystając z okazji zaoferowanej mi przez wydawcę, przygotowałem zaktualizowane wydanie niniejszej książki wzbogacone o rozdział poświęcony najnowszej historii Ukrainy - wydarzeniom, które miały miejsce od daty pierwotnej publikacji w roku 2015. Ukazuje on historię kraju i regionu w nowym świetle.
Serhii Plokhy 21 marca 2021 roku
Ukraińcy mają prawdopodobnie takie samo prawo chwalić się swoją rolą w zmienianiu świata jak Szkoci i inne narody, o których pisze się w książkach, że wpłynęły na bieg historii ludzkości. W grudniu 1991 roku obywatele Ukrainy, idąc masowo do urn, by zagłosować za niepodległością, odesłali na śmietnik historii potężny Związek Radziecki. To, co zdarzyło się w Ukrainie, miało poważne reperkusje międzynarodowe i rzeczywiście zmieniło bieg historii: tydzień po ukraińskim referendum Związek Radziecki się rozpadł, a prezydent George H.W. Bush ogłosił ostateczne zwycięstwo Zachodu w długotrwałej i wyczerpującej zimnej wojnie.
Ponownie świat zobaczył Ukrainę na ekranach telewizorów w listopadzie 2004 roku, gdy rozentuzjazmowane tłumy w pomarańczowych barwach wyległy na ulice i place Kijowa, domagając się uczciwych wyborów, i swój cel osiągnęły. Pomarańczowa rewolucja dała nazwę całej serii innych "kolorowych", które wstrząsnęły autorytarnymi reżimami od Serbii po Liban i od Gruzji po Kirgistan. Kolorowe rewolucje nie zmieniły postsowieckiego świata, ale pozostawiły po sobie trwałe dziedzictwo i nadzieję, że kiedyś i on się zmieni. Ukraińcy powrócili na ekrany telewizorów na całym świecie w listopadzie i grudniu 2013 roku, gdy po raz kolejny tłumnie wyszli na ulice Kijowa, tym razem by wyrazić poparcie dla zacieśnienia stosunków z Unią Europejską. W czasie, gdy entuzjazm dla Unii Europejskiej w jej krajach członkowskich spadł, gotowość Ukraińców do demonstrowania na jej rzecz na mrozie, przez długie dni, tygodnie i miesiące, zaskoczyła i zainspirowała obywateli zachodniej i środkowej Europy.
Wydarzenia w Ukrainie przybrały nieoczekiwany i tragiczny obrót na początku 2014 roku, kiedy to niemal świąteczna atmosfera wcześniejszych protestów zamieniła się w gwałtowną konfrontację między demonstrantami a siłami rządowymi. Przed obiektywami telewizyjnych kamer oddziały policji i rządowi snajperzy otworzyli ogień do ludzi, raniąc i zabijając w lutym 2014 roku dziesiątki proeuropejskich manifestantów. Obrazy te zaszokowały świat. Takie też wrażenie wywarła rosyjska aneksja Krymu w marcu 2014 roku i rozpoczęta wkrótce potem przez Moskwę wojna hybrydowa w regionie Donbasu we wschodniej Ukrainie. W lipcu tego samego roku zestrzelenie przez prorosyjskich separatystów malezyjskiego samolotu pasażerskiego z prawie trzystoma osobami na pokładzie uczyniło z konfrontacji rosyjsko-ukraińskiej prawdziwie międzynarodowy konflikt. Rozwój sytuacji w Ukrainie miał duży wpływ na sprawy europejskie i światowe, do tego stopnia, że politycy zaczęli mówić o "walce o przyszłość Europy" i powrocie zimnej wojny w tej samej części świata, w której jakoby miała się ona zakończyć w 1991 roku.
Jakie są przyczyny kryzysu ukraińskiego? Jaką rolę w tych wydarzeniach odgrywa historia? Co odróżnia Ukraińców od Rosjan? Kto ma prawo do Krymu i wschodniej Ukrainy? Dlaczego działania ukraińskie mają poważne reperkusje międzynarodowe? Takie pytania, zadawane w ostatnich latach niejednokrotnie, zasługują na wyczerpujące odpowiedzi. Aby zrozumieć tendencje leżące u podstaw bieżących wydarzeń w Ukrainie i ich wpływ na świat, trzeba sięgnąć do korzeni. To właśnie, bardzo ogólnie rzecz ujmując, jest głównym zadaniem tej książki, którą napisałem w nadziei, że historia może zapewnić lepszy wgląd w teraźniejszość, a tym samym wpłynąć na przyszłość. Choć trudno, o ile w ogóle jest to możliwe, przewidzieć wynik i długoterminowe konsekwencje obecnego kryzysu ukraińskiego tudzież przyszłość Ukrainy jako narodu, podróż w głąb historii może pomóc nam lepiej orientować się w natłoku wiadomości codziennie serwowanych przez media, reagować w sposób przemyślany na obecne wydarzenia, a tym samym ukształtować ich skutki.
Niniejsza książka przedstawia historię Ukrainy w perspektywie "długiego trwania" (longue durée), od czasów Herodota do upadku ZSRR i obecnego konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Ale w jaki sposób na kilkuset stronach zmieścić tysiąc lat historii kraju o powierzchni zbliżonej do terytorium Francji, mającego 46 milionów obywateli dzisiaj i setki milionów w ciągu istnienia? Trzeba przebierać i wybierać, jak to niezmiennie czynią historycy. Ich metody bywają jednak różnorodne. Ojciec współczesnej ukraińskiej historiografii, pojawiający się na stronach tej książki, Mychajło Hruszewski (1866-1934), którego imię nosi katedra historii Ukrainy na Uniwersytecie Harvarda, zajmował się badaniem historii narodu, istniejącego od niepamiętnych czasów i przeżywającego okresy rozkwitu, upadku i odrodzenia, czego kulminacją było ukształtowanie się państwowości ukraińskiej w trakcie i w następstwie I wojny światowej.
Hruszewski uczynił z ukraińskiej historii odrębną dziedzinę badań, ale wielu jego krytyków i następców kwestionowało proponowane przez niego ujęcie tematu. Uczniowie Hruszewskiego kładli nacisk na dzieje ukraińskiej państwowości; radzieccy historycy opowiadali historię Ukrainy pod kątem walki klas; niektórzy zachodni autorzy podkreślali jej wieloetniczny charakter; obecnie coraz więcej badaczy skłania się ku podejściu ponadnarodowemu. Te najnowsze trendy w pisaniu historii Ukrainy i innych krajów wpłynęły na przyjętą przeze mnie narrację. Korzystałem też z niedawnego kulturowego zwrotu w studiach historycznych i badaniu dziejów tożsamości. Pytania, które stawiam, są bezwstydnie prezentystyczne, ale staram się nie rzutować w przeszłość współczesnych tożsamości, lojalności, myśli, motywacji i wrażliwości.
Tytuł książki, Wrota Europy, jest oczywiście metaforą, ale nie należy go bagatelizować ani odrzucać jako chwytu marketingowego. Europa stanowi ważną część opowieści o Ukrainie; podobnie nie sposób opowiadać o Europie, nie wspominając o Ukrainie. Położona na zachodnim skraju eurazjatyckiego Wielkiego Stepu Ukraina przez wiele wieków była bramą do Europy. Czasami, gdy "wrota" zamykano na skutek wojen i konfliktów, Ukraina pomagała zatrzymać najazdy wrogów ze wschodu i zachodu; gdy pozostawały otwarte, jak to przeważnie bywało w dziejach Ukrainy, służyły jako pomost między Europą a Eurazją, ułatwiając wymianę ludzi, towarów i idei. Przez wieki Ukraina była też miejscem spotkań (i starć) różnych imperiów czy rodów, od rzymskiego po osmańskie, od Habsburgów po Romanowów. W XVIII wieku Ukrainą rządzono z Petersburga i Wiednia, Warszawy i Konstantynopola. W XIX wieku zostały już tylko dwie pierwsze stolice. W drugiej połowie XX wieku nad większością ziem ukraińskich niepodzielnie panowała Moskwa. Każde z imperiów zagarniało ziemie i łupy, odciskając swoje piętno na krajobrazie i społeczeństwie, tworząc niepowtarzalną, właściwą dla pogranicza tożsamość i towarzyszący jej etos.
Naród jest ważną, choć nie dominującą kategorią analityczną i częścią składową opowieści, która wraz z ciągle zmieniającą się ideą Europy określa charakter tej narracji. Niniejsza książka opowiada historię Ukrainy w granicach nakreślonych przez etnografów i kartografów z końca XIX i początku XX wieku, które często (ale nie zawsze) pokrywały się z granicami dzisiejszego państwa ukraińskiego. Śledzi rozwój idei i tożsamości łączących te ziemie od czasów średniowiecznego państwa kijowskiego, znanego w historiografii jako Ruś Kijowska, do ukształtowania się nowoczesnego nacjonalizmu i wyjaśnia genezę współczesnego ukraińskiego państwa i narodu politycznego. Tym samym książka ta koncentruje się na Ukraińcach jako największej grupie demograficznej, a z czasem głównej sile sprawczej stojącej za stworzeniem nowoczesnego narodu i państwa, nie tracąc jednak z pola widzenia obecnych w Ukrainie mniejszości narodowych, w szczególności Polaków, Żydów i Rosjan, uznając współczesny, wieloetniczny i wielokulturowy naród ukraiński za projekt w toku realizacji. Kultura ukraińska zawsze istniała w przestrzeni dzielonej z innymi kulturami i w swoich początkach szukała własnej drogi wśród tych "innych". Zdolność społeczeństwa ukraińskiego do przekraczania wewnętrznych i zewnętrznych granic oraz negocjowania tworzonych przez nie tożsamości stanowi główną cechę charakterystyczną dziejów Ukrainy przedstawionych na kartach niniejszej publikacji.
Polityka międzynarodowa i krajowa zapewniają wygodną fabułę, ale przy pisaniu tej książki przekonałem się, że to geografia, ekologia i kultura oddziałują najsilniej i wywierają najtrwalszy wpływ w długiej perspektywie czasowej. Współczesna Ukraina, widziana przez pryzmat długotrwałych trendów kulturowych, jest produktem interakcji dwóch ruchomych granic, z których jedna wyznaczona jest przez linię oddzielającą eurazjatyckie stepy od wschodnioeuropejskich nizin, druga zaś odpowiada linii podziału między wschodnim i zachodnim chrześcijaństwem. Pierwsza z nich była też granicą między ludami osiadłymi a koczowniczymi, a z czasem między chrześcijaństwem i islamem. Geneza drugiej sięga podziału cesarstwa rzymskiego na wschodnie i zachodnie ze stolicami w Rzymie i Konstantynopolu, skutkującego utrzymującymi się do dziś politycznymi i kulturowymi różnicami między wschodem i zachodem Europy. Ruch tych granic w ciągu wieków wytworzył unikatowy zestaw cech kulturowych, które legły u podstaw dzisiejszej tożsamości ukraińskiej.
Nie sposób mówić o historii Ukrainy, nie opowiadając o dziejach jej regionów. Kulturalna i społeczna przestrzeń tworzona przez zmienność granic nie była jednorodna. W miarę jak granice państw i imperiów przesuwały się przez terytoria etnicznie ukraińskie, powstawały tam różne przestrzenie kulturowe, kładące fundamenty pod poszczególne regiony Ukrainy, takie jak należące przez setki lat do Węgier Zakarpacie, historycznie austriacka Galicja, znajdujące się pod polskim władaniem Podole i Wołyń, kozackie Lewobrzeże w dolnym biegu Dniepru, Ukraina Słobodzka i wreszcie wybrzeże Morza Czarnego i Zagłębie Donieckie, skolonizowane w czasach imperialnej Rosji. W przeciwieństwie do większości moich poprzedników staram się unikać omawiania historii różnych regionów Ukrainy (np. tych, które przez długi czas znajdowały się pod panowaniem rosyjskim i austriackim) w osobnych rozdziałach i wolę przyglądać się im łącznie, porównując ich rozwój w danym okresie.
Na zakończenie kilka słów o terminologii. Przodkowie współczesnych Ukraińców zamieszkiwali kilkadziesiąt przednowoczesnych i nowoczesnych księstw, królestw i imperiów, które w miarę upływu czasu przybierały różne nazwy i tożsamości. Dwoma kluczowymi słowami, którymi ich mieszkańcy posługiwali się, by zdefiniować swój kraj, były Ruś (cyrylicą pisana Pycь, gdzie ostatnia litera to tzw. znak miękki, zmiękczający wymowę poprzedzającej go spółgłoski) i Ukraina. Nazwa Ruś pojawiła się w regionie wraz z wikingami w IX i X stuleciu, a zapożyczona została przez mieszkańców Rusi Kijowskiej od skandynawskich wojowników, którzy dołączyli do ich wspólnoty i się zesłowiańszczyli. Przodkowie dzisiejszych Ukraińców, Rosjan i Białorusinów przyjęli nazwę Ruś w różnych wariantach, począwszy od skandynawsko-słowiańskiej Rusi, na zhellenizowanej Rosji skończywszy. Na początku XVIII wieku Moskwa przyjęła tę drugą formę jako oficjalną nazwę swojego państwa i imperium.
W zależności od okresu historycznego i regionu, w którym przyszło im żyć, Ukraińcy nazywani byli różnie. Dla Polaków byli Rusinami, w monarchii habsburskiej zwani byli Ruthenen, w Imperium Rosyjskim nosili miano Małorosjan. W ciągu XIX wieku budowniczowie narodu ukraińskiego postanowili położyć kres zamieszaniu, wyrzekając się nazwy Ruś i wyraźnie odcinając się od reszty świata wschodniosłowiańskiego, zwłaszcza od Rosjan, przez przyjęcie słów Ukraina i Ukraińcy na określenie swojego kraju i grupy etnicznej, zarówno w Imperium Rosyjskim, jak i w Austro-Węgrzech. Nazwa Ukraina miała źródło w średniowieczu i w epoce nowożytnej odnosiła się do państwa kozackiego w Ukrainie Naddnieprzańskiej1. W zbiorowym umyśle dziewiętnastowiecznych działaczy niepodległościowych Kozacy, z których większość była pochodzenia miejscowego, byli kwintesencją ukraińskości. Aby połączyć ruską przeszłość z ukraińską przyszłością, Mychajło Hruszewski zatytułował swoje dziesięciotomowe opus magnum Historia Ukrainy-Rusi. I rzeczywiście, każdy, kto pisze o ukraińskiej przeszłości, musi używać dziś dwóch albo i więcej terminów, chcąc zdefiniować przodków współczesnych Ukraińców.
W niniejszej książce przeważnie posługuję się nazwą Ruś, ale nie wyłącznie w kontekście średniowiecza. Rusinami nazywam Ukraińców z epoki nowożytnej, a słowa Ukraińcy używam, gdy piszę o czasach współczesnych. Od powstania niepodległego państwa ukraińskiego w 1991 roku wszyscy jego obywatele zaczęli być określani mianem Ukraińców, niezależnie od pochodzenia etnicznego. Takie nazewnictwo odzwierciedla aktualnie obowiązujące konwencje w historiografii akademickiej i mimo że może wprowadzać to pewną zawiłość, mam nadzieję, że nie będzie powodować nieporozumień.
"Chodźcie, a zobaczycie!" - tymi słowy anonimowy autor Historii Rusów, jednego z najważniejszych tekstów założycielskich nowoczesnej ukraińskiej historiografii, kończy przedmowę do swojego dzieła. Nie mógłbym zakończyć wstępu do mojej książki lepszym zaproszeniem do lektury.
1 Słowo ukraina oznaczało w języku polskim teren pograniczny i jeszcze w XVII wieku używano go niekiedy również do określenia obszarów leżących nie tylko na wschodnich, ale również zachodnich i południowych rubieżach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Już wtedy jednak nazywano Ukrainą przede wszystkim obszar trzech województw: kijowskiego, bracławskiego i czernichowskiego, ale nie Rusi Czerwonej (ze stolicą we Lwowie), Podola czy Wołynia. Tak rozumiana Ukraina objęta została w połowie XVII wieku powstaniem Chmielnickiego i zdaniem historyków ukraińskich stała się miejscem formowania kozackiego państwa ukraińskiego - przyp. red.
Pierwszym dziejopisem Ukrainy był Herodot, zwany ojcem historii. Zaszczyt ten zazwyczaj zarezerwowany jest dla historii krajów i narodów należących do świata śródziemnomorskiego. Ukraina - obszar obejmujący stepy, góry i lasy na północ od Morza Czarnego, zwanego przez Greków Pontos Eukseinos (Morze Gościnne, w zlatynizowanej wersji Pontus Euxinus) - była ważną częścią tego świata, a jej znaczenie miało szczególny charakter. Świat Herodota, skupiony wokół miast-państw starożytnej Grecji, sięgał Egiptu na południu oraz Krymu i Stepu Pontyjskiego na północy. O ile Egipt kojarzono z kulturowym i filozoficznym dziedzictwem wartym studiowania i naśladowania, o tyle ziemie dzisiejszej Ukrainy były w owym czasie kwintesencją pogranicza, gdzie cywilizacja grecka napotykała swoje barbarzyńskie alter ego. Była to pierwsza granica w dziejach polityczno-kulturowego obszaru, który miał zostać nazwany "światem zachodnim". To właśnie tu Zachód zaczął definiować siebie i swoje przeciwieństwo.
Herodot pochodził z Halikarnasu, greckiego miasta w dzisiejszej Turcji. W V wieku p.n.e., kiedy żył, pisał i recytował swoje Dzieje, jego rodzinne miasto znajdowało się pod panowaniem imperium perskiego. Znaczną część życia Herodot spędził w Atenach i południowej Italii, dużo też podróżował po basenie Morza Śródziemnego i Bliskim Wschodzie, odwiedzając m.in. Egipt i Babilon. Choć żywił głęboki podziw dla demokracji ateńskiej i pisał w dialekcie jońskim, jego zainteresowania rozciągały się na cały ówcześnie znany świat. Jego Dzieje, podzielone później na dziewięć ksiąg, opisują genezę i przebieg wojen perskich, które rozpoczęły się w roku 499 i trwały do połowy V wieku p.n.e. Herodot przeżył znaczną część tego okresu, a po zakończeniu wojen perskich w 449 roku poświęcił trzydzieści lat na ich badanie. Konflikt grecko-perski przedstawił jako epicką walkę pomiędzy wolnością i zniewoleniem, reprezentowanymi odpowiednio przez Greków i Persów. Mimo że jego własne sympatie polityczne i światopoglądowe były wyraźnie określone, starał się przedstawić racje obu walczących stron. Jak sam to ujął, podjął się tego zadania, "żeby ani dzieje ludzkie z biegiem czasu nie zatarły się w pamięci, ani wielkie i podziwu godne dzieła, jakich bądź Hellenowie, bądź barbarzyńcy dokonali, nie przebrzmiały bez echa"1.
Zainteresowanie "barbarzyńskim" aspektem opowiadanej historii skierowało uwagę Herodota na Step Pontyjski. W 512 roku p.n.e., trzynaście lat przed wybuchem wojen grecko-perskich, Dariusz I Wielki, zdecydowanie najpotężniejszy władca imperium perskiego, najechał ten region, by ukarać Scytów, ci spłatali mu jednak figla. Królowie scytyjscy, władcy rozległego koczowniczego państwa położonego na północ od Morza Czarnego, zmusili Dariusza, by daremnie ścigał ich od Dunaju aż po Don. Wysoce mobilne wojska scytyjskie okazały się dla Persów nieuchwytne i nie dały im szansy na stoczenie bitwy. Władca, którego imię za kilkanaście lat miało wzbudzić strach w całym świecie greckim, musiał znieść gorycz upokarzającej porażki. Herodot dołożył wszelkich starań, by zawrzeć w Dziejach wszystko, czego udało mu się dowiedzieć na temat tajemniczych Scytów, ich państwa, społeczeństwa i obyczajów. Wygląda na to, że mimo iż sam wiele podróżował, osobiście nigdy nie był w kraju Scytów, przez co zmuszony był polegać na cudzych relacjach. Niemniej jednak pozostawiony przez niego szczegółowy opis Scytów i ziem oraz ludów, którymi władali, czyni z niego nie tylko pierwszego historyka, ale też geografa i etnografa Ukrainy.
Tereny na północ od Morza Czarnego po raz pierwszy zostały zasiedlone około 45 tysięcy lat p.n.e. przez polujących na mamuty Neandertalczyków, o czym wiemy na podstawie badań wykopaliskowych. W V tysiącleciu p.n.e. strefę lasostepu między Dunajem i Dnieprem zasiedlili przedstawiciele kultury Cucuteni-Trypole, trudniący się hodowlą zwierząt i uprawą roli, zakładający rozległe osady i wytwarzający gliniane figurki i malowaną ceramikę. Około 3500 lat p.n.e. ludzie przybywający na Step Pontyjski udomowili konia, a tysiąc lat później przynieśli do Europy Środkowej języki indoeuropejskie.
Zanim Herodot zaczął recytować fragmenty swojego dzieła podczas uroczystości świątecznych w Atenach, Grecy zasadniczo niewiele wiedzieli na temat terenów położonych na północ od Morza Czarnego. Uważali je za dziką krainę i miejsce igraszek bogów. Niektórzy wierzyli, że to gdzieś tam, na wyspie u ujścia Dunaju lub Dniepru, Achilles, bohater wojny trojańskiej i Iliady Homera, znalazł miejsce wiecznego spoczynku. Amazonki, nieustraszone wojowniczki z mitów greckich, które obcinały sobie jedną pierś, by nie przeszkadzała w napinaniu łuku, również miały mieszkać w tej okolicy, podobno gdzieś nad rzeką Don. Byli jeszcze okrutni Taurowie z Krymu, przez Greków zwanego Taurydą. Grecka księżniczka Ifigenia nie okazywała litości nieszczęsnym podróżnym, których morskie wichry zapędziły na górzyste brzegi Krymu. Ponoć składała ich w ofierze bogini Artemidzie, jako że ta ongiś uratowała ją od śmierci, na którą skazał ją jej własny ojciec Agamemnon. Niewielu chciało podróżować do ziem tak niebezpiecznych, jak te graniczące z "Morzem Gościnnym", które wbrew nazwie wcale nie było łatwym akwenem żeglugowym i znano je z nadciągających znienacka gwałtownych sztormów.
Grecy po raz pierwszy usłyszeli o mieszkańcach ziem położonych na północ od Morza Czarnego od Kimmerów. Wyparci ze Stepu Pontyjskiego przez Scytów w VIII wieku p.n.e., koczowniczy Kimmerowie przez Kaukaz przywędrowali do Azji Mniejszej, gdzie zetknęli się z osiadłymi i wysoce rozwiniętymi kulturowo społeczeństwami z kręgu kultury śródziemnomorskiej. To właśnie wtedy wojowniczy nomadzi zapracowali na miano barbarzyńców. Są oni wspomniani nawet w Biblii, gdzie prorok Jeremiasz opisuje ich następująco: "Łuk i miecz trzymają w ręku, są okrutni i bez litości. Ich wrzawa jest jak szum morza, i dosiadają koni, gotowi jak jeden mąż do walki przeciw tobie"2. Wizerunek Kimmerów jako dzikich wojowników trafił do współczesnej kultury popularnej. Cymeryjczykiem3 miał rzekomo być Conan Barbarzyńca, postać literacka wymyślona w 1923 roku przez amerykańskiego pisarza Roberta E. Howarda, bohater hollywoodzkiego przeboju kinowego z 1982 roku, w którym zagrał go Arnold Schwarzenegger.
Krym i północne wybrzeża Morza Czarnego stały się częścią świata greckiego w VII i VI wieku p.n.e. po tym, jak Kimmerowie zostali zmuszeni do opuszczenia ojczyzny. W regionie tym zaczęły jedna pod drugiej powstawać kolonie greckie, przeważnie zakładane przez osadników z Miletu, jednego z najpotężniejszych państw greckich tej epoki. Synopa, założona przez przybyszów z Miletu na południowym wybrzeżu Morza Czarnego, wkrótce sama zaczęła zakładać własne kolonie na jego północnych brzegach. Na Krymie były to: Pantikapajon w pobliżu dzisiejszego miasta Kercz; Teodozja, na terenie dzisiejszego miasta o takiej samej nazwie; Chersonez, nieopodal współczesnego Sewastopola. Ale zdecydowanie najbardziej znaną kolonią Miletu była Olbia położona w pobliżu ujścia Bohu do limanu Dniepru. Miasto, bronione przez kamienne mury, miało swój akropol i świątynię Apollina Delfinosa4. Według archeologów w szczytowym momencie rozwoju Olbia zajmowała obszar około 50 ha i liczyła 10 tysięcy mieszkańców. Rządzone demokratycznie miasto utrzymywało potwierdzone traktatowo ścisłe kontakty z macierzystym Miletem.
Dobrobyt Olbii, podobnie jak i innych greckich miast i emporiów (faktorii handlowych) w regionie, zależał od utrzymania dobrych stosunków z mieszkańcami Pontyjskiego Stepu. W momencie założenia miasta i w czasach jego największej prosperity przypadających na V i IV wiek p.n.e. ludnością okoliczną byli Scytowie, konglomerat plemion pochodzenia irańskiego. Grecy z Olbii i ich sąsiedzi nie tylko mieszkali obok siebie i ze sobą handlowali, ale też łączyli się przez małżeństwa, dając początek licznej populacji mieszanej, w której żyłach płynęła krew zarówno grecka, jak i "barbarzyńska" i której zwyczaje były połączeniem tradycji greckich i lokalnych. Olbijscy kupcy i żeglarze dostarczali do Miletu i innych miast Hellady zboże, suszone ryby i niewolników, a przywozili stamtąd wino, oliwę i wyroby greckich rzemieślników, w tym tekstylia i przedmioty z metalu, przeznaczone do sprzedaży na rynkach lokalnych. Sprowadzano też luksusowe wyroby ze złota, o czym wiemy z badań archeologicznych kopców grobowych scytyjskich władców. Stepy południowej Ukrainy obfitują w pozostałości po takich kopcach, zwanych kurhanami, które z wyglądu przypominają niewielkie pagórki.
Zdecydowanie najbardziej imponującym zabytkiem należącym do tzw. scytyjskiego złota jest ozdobny trójrzędowy pektorał, odnaleziony w 1971 roku na południu Ukrainy, obecnie znajdujący się w zbiorach ukraińskiego Muzeum Skarbów Historycznych w Kijowie. Pektorał, pochodzący prawdopodobnie z IV wieku p.n.e. i ongiś zdobiący pierś scytyjskiego władcy, przedstawia sceny rodzajowe z życia Scytów. W jego centrum znajduje się wizerunek dwóch klęczących brodatych mężczyzn, którzy trzymają przedmiot wyglądający jak kaftan z owczej skóry. Zważywszy na kruszec, z którego wykonano pektorał, może to budzić skojarzenia ze złotym runem z mitu o Argonautach - symbolem władzy i godności królewskiej. Po prawej i lewej stronie znajdują się wizerunki zwierząt udomowionych: koni, krów, owiec i kóz. Widnieją tam też wizerunki scytyjskich niewolników, z których jeden doi krowę, a drugi owcę. Pektorał nie pozostawia wątpliwości co do tego, że Scytowie żyli w społeczeństwie zdominowanym przez mężczyzn - stepowych wojowników, a ich gospodarka opierała się na hodowli zwierząt.
Jeśli wizerunki Scytów i udomowionych zwierząt zabierają nas do wnętrza scytyjskiego świata, te przedstawiające dzikie bestie dają nam pojęcie nie o tym, jak w rzeczywistości wyglądało życie na Pontyjskim Stepie, lecz raczej o tym, jak Grecy wyobrażali sobie tę najodleglejszą granicę antycznego uniwersum. Są zatem na pektorale lwy i pantery polujące na dziki i jelenie, są też skrzydlate gryfy - mityczne pół lwy, pół orły - atakujące konie, zwierzęta dla Scytów szczególnie ważne. Pektorał jest doskonałym symbolem nie tylko greckich wpływów kulturowych, ale też zachodzącej na obszarze Stepu Pontyjskiego interakcji między światami greckim i scytyjskim.
Dzięki takiemu przenikaniu się kultur Herodot mógł zebrać informacje, których nie są w stanie dostarczyć żadne wykopaliska archeologiczne. Do tej kategorii z pewnością zaliczyć należy legendę o pochodzeniu Scytów. "Jak opowiadają Scytowie, lud ich jest najmłodszy ze wszystkich ludów"5 - pisze autor Dziejów. Ich rzekomym protoplastą był niejaki Targitaos, który miał trzech synów. "Za ich panowania spadły z nieba złote sprzęty do kraju Scytów: pług, jarzmo, topór i czara"6 - tymi słowy Herodot przystępuje do zrelacjonowania scytyjskiego mitu założycielskiego. Gdy dwóch starszych braci próbowało podnieść dary, stanęły one w płomieniach, jedynie najmłodszy brat zdołał podnieść je i zatrzymać dla siebie. Natychmiast został on uznany za władcę całego królestwa i dał początek plemieniu Scytów Królewskich, którzy objęli panowanie nad Stepem Pontyjskim i przechowywali złoto, które spadło z nieba. Scytowie najwyraźniej uważali się za ludność autochtoniczną, w przeciwnym razie nie twierdziliby, że rodzicami ich praojca Targitaosa byli władca niebios7 i córka największej rzeki królestwa Borystenesu, znanego dziś jako Dniepr. Ten sam mit sugeruje, że Scytowie, będący przede wszystkim koczownikami, uważali się też za rolników. Wszak wśród zesłanych przez niebiosa narzędzi były pług i jarzmo, przedmioty typowe dla kultur osiadłych.
I rzeczywiście z opisu Herodota wynika, że wśród Scytów dało się wyróżnić zarówno konnych koczowników, jak i rolników, a każda grupa zajmowała własną niszę ekologiczną w północnej części regionu Morza Czarnego. Na prawym (zachodnim) brzegu Dniepru, w bezpośrednim sąsiedztwie greckiej kolonii Olbia, od mieszkańców której Herodot w dużej mierze czerpał swoją wiedzę na temat regionu, mieszkali Kallipidowie, prawdopodobnie potomkowie zhellenizowanych Scytów. Dalej na północ, na terenach położonych wzdłuż Dniestru i powyżej stepów kontrolowanych przez Scytów Królewskich, usadowili się Alizonowie, którzy "mają zresztą ten sam tryb życia co Scytowie, sieją jednak i żywią się zbożem, nadto cebulą, czosnkiem, soczewicą i prosem"8. Na północ od Alizonów, na prawym brzegu Dniepru, Herodot umiejscowił Scytów oraczy, którzy uprawiali zboże na sprzedaż. Na lewym zaś brzegu rzeki zamieszkiwać mieli Scytowie rolnicy, zwani też Borystenitami. Według Herodota plemiona te miały znacznie różnić się od Scytów mieszkających na południu, na obszarach Stepu Pontyjskiego.
Historyk podaje, że ziemie położone nad Dnieprem były jednymi z najbardziej urodzajnych na świecie:
Czwarty jest Borystenes, największa po Istrze z tych rzek i nastręczająca, moim zdaniem, największe korzyści, nie tylko wśród scytyjskich, lecz także wśród wszystkich innych rzek - z wyjątkiem egipskiego Nilu. Z tym bowiem nie można żadnej innej rzeki porównać; wśród reszty zaś Borystenes jest najpożyteczniejszy, ponieważ użycza bydłu najpiękniejszych i najlepiej utrzymanych pastwisk i zawiera stanowczo najlepsze i najliczniejsze ryby; także jego woda jest bardzo przyjemna do picia, a płynie on czysty obok zamulonych rzek; dalej na jego brzegach najlepiej udają się zasiewy zboża, a tam gdzie się nie obsiewa ziemi, rośnie najbujniejsza trawa9.
Jakże trafny to opis. Naddnieprzańskie czarnoziemy nadal uważane są za jedne z najżyźniejszych gleb, a dzisiejsza Ukraina zawdzięcza im miano "spichlerza Europy".
Ziemie w środkowym biegu Dniepru, zamieszkane przez ludność trudniącą się rolnictwem, nie były krańcem Herodotowego świata. Dalej na północ żyły ludy, o których niewiele wiedzieli nie tylko Grecy z kolonii czarnomorskich, ale nawet sami Scytowie. To był prawdziwy kraniec świata. Na prawym brzegu Dniepru mieszkali Neurowie; na lewym, na północny wschód od nich Androfagowie10. Herodot niewiele miał do powiedzenia na ich temat, ale umiejscowienie Neurów na bagnach prypeckich, na dzisiejszej granicy ukraińsko-białoruskiej, odpowiada obszarowi występowania najstarszych dialektów języka ukraińskiego i jednej z domniemanych lokalizacji praojczyzny Słowian.
Jeśli wierzyć Herodotowi i jego źródłom informacji, państwo scytyjskie stanowiło konglomerat różnych grup etnicznych i kultur, a o ich miejscu w tej strukturze decydowały położenie geograficzne i warunki naturalne. Zamieszkujący wybrzeże Grecy i zhellenizowani Scytowie służyli jako pośrednicy między śródziemnomorskim światem greckim i obszarami położonymi w głębi lądu w zakresie wymiany handlowej i kulturowej. Handlowano głównie zbożem, suszonymi rybami, a także niewolnikami. Towary te pochodziły przeważnie z obszarów leśnych i leśno-stepowych. Szlaki, jakimi były transportowane do portów Morza Czarnego, wiodły przez stepy zamieszkiwane przez Scytów Królewskich, którzy kontrolowali handel i znaczną część dochodów z niego płynących zatrzymywali dla siebie, czego dowodem są złote skarby odnajdywane w scytyjskich kurhanach. Opisany przez Herodota wyraźnie zarysowany podział regionu na obszary nadmorskie, stepowe i leśne miał pozostać jednym z przewodnich wątków ukraińskiej historii, obecnym w niej przez wieki, jeśli nie tysiąclecia.
Wielowarstwowy świat Scytów przedstawiony w Dziejach dobiegł końca w III wieku p.n.e. Rzymianie, którzy w I wieku p.n.e. przejęli kontrolę nad greckimi koloniami w północnym regionie Morza Czarnego, rozpościerając nad nimi parasol ochronny, musieli stawić czoła innym władcom stepu.
Scytyjscy jeźdźcy, kontrolujący szlaki handlowe między rolniczym interiorem i greckimi koloniami, zostali pokonani, zepchnięci na boczny tor i w ostatecznym rozrachunku zastąpieni przez kolejną falę koczowników ze wschodu - Sarmatów. Nowi przybysze, podobnie jak Scytowie, byli ludem irańskiego pochodzenia. Herodot, który ulokował ich siedziby na wschód od rzeki Don, przytacza legendę, zgodnie z którą mieli oni pochodzić od Scytów i Amazonek, które uciekły z greckiej niewoli. Podobnie jak Scytowie, Sarmaci stanowili związek różnych plemion, w skład którego wchodzili m.in. Roksolanie, Alanowie i Jazygowie. Sarmaci władali Pontyjskim Stepem przez pół tysiąclecia, aż do IV wieku n.e. W szczytowym momencie swej potęgi całkowicie opanowali obszar rozciągający się od Wołgi na wschodzie aż po Dunaj na zachodzie i zapuszczali się na teren Europy Środkowej aż po Wisłę.
Mimo że Sarmaci byli potęgą nie mniej groźną niż Scytowie, wiemy o nich znacznie mniej niż o ich poprzednikach. Głównie dlatego, że wymiana handlowa (a co za tym idzie przepływ informacji) między greckimi koloniami i obszarami położonymi w głębi lądu, która rozkwitała pod panowaniem Scytów, pod rządami Sarmatów niemal zupełnie ustała. Sarmaci wyparli Scytów na Krym, gdzie niegdysiejsi władcy ogromnego państwa założyli nowe królestwo znane jako Scytia Mniejsza. Scytowie opanowali wprawdzie półwysep wraz z przyległym skrawkiem stepu, w tym także kolonie greckie, utracili jednak kontrolę nad stepem i dalej położonymi terenami. Z kolei Sarmaci, którzy wzięli we władanie Step Pontyjski, pozbawieni zostali dostępu do kolonii. Konflikt między nowymi i starymi władcami stepu spowodował osłabienie handlu i wpłynął niekorzystnie na dobrobyt, a z czasem także bezpieczeństwo greckich kolonii (Scytowie i inne ludy koczownicze żądały od nich pieniędzy i towarów, niezależnie od tego, czy handel kwitł, czy też nie). Innym nie mniej istotnym czynnikiem ograniczającym handel było pojawienie się nowych dostawców produktów rolnych na rynki śródziemnomorskie. Zboże docierało teraz na wybrzeża Morza Egejskiego i Jońskiego z Egiptu i Bliskiego Wschodu, wzdłuż szlaków handlowych zabezpieczonych w wyniku podbojów Aleksandra Wielkiego i ekspansji cesarstwa rzymskiego.
Rzymianie, rozciągnąwszy swoje panowanie na północne wybrzeża Morza Czarnego, zdołali do pewnego stopnia przywrócić ożywioną wymianę handlową w tym regionie, zapewniając byłym greckim koloniom względne bezpieczeństwo, aczkolwiek nie przyszło im to łatwo. Owidiusz (Publius Ovidius Naso), wygnany przez cesarza Augusta w 8 roku n.e. do Tomis11 na czarnomorskim wybrzeżu dzisiejszej Rumunii, gdzie dziesięć lat później zmarł, pozostawił nam barwny opis pełnego niebezpieczeństw życia mieszkańców tej greckiej kolonii u zarania I tysiąclecia n.e.:
Plemiona niezliczone zewsząd dziś grożą wojną,
Wszak wielką dla nich hańbą jest życie bez grabieży.
Z bezpiecznych miejsc tylko to wzgórze nam zostało,
dogodnie położone, chronione wątłym murem. (...)
Lecz w twierdzy tej trudno nam czuć się pewnie,
gdy wewnątrz barbarzyńców tłum, z Grekami przemieszany,
strach w sercu budzi, bo barbarzyńców u nas wielu,
ponoć połowę domów już zajmują, a może więcej12.
Przykry ten stan rzeczy, spowodowany przez nieprzyjazne relacje z "barbarzyńskimi" sąsiadami i brak bezpieczeństwa, musiał niekorzystnie odbić się na dobrze niegdyś prosperujących koloniach na wybrzeżach Morza Czarnego. Dion Chryzostom, grecki filozof i mówca, który pod koniec I wieku n.e. odwiedził Olbię (przez przybyszów z zewnątrz nazywaną Borystenes), pozostawił barwny opis kolonii chylącej się ku upadkowi:
Miasto Borystenes, pod względem wielkości, jest tylko cieniem swej dawnej sławy, gdyż z powodu toczonych wojen ciągle jest łupione. Jako że od dawna już ze wszystkich stron otaczają je barbarzyńcy i to najbardziej wojowniczy ze wszystkich barbarzyńców, toteż zawsze jest w stanie wojny. (...) Z tej to przyczyny los Greków w tychże stronach zaiste dalece się pogorszył, niektórzy z nich przestali się jednoczyć w celu tworzenia miast, inni zaś wiodą nędzny żywot i jeno barbarzyńcy się ku nim garną.
W takim oto stanie znajdowały się greckie kolonie przeszło sto lat po przybyciu Rzymian. Dobrobyt mieszkańców, kwitnący handel i silne związki z terenami położonymi w głębi lądu, którymi region ten cieszył się za czasów Herodota, przeminęły na zawsze. Koloniści, stale będący z kimś w stanie wojny lub żyjący w ciągłej obawie przed nią, niewiele wiedzieli o swoich sąsiadach. "Bospor, Don, a za nim bagna scytyjskie - pisał Owidiusz, spoglądając na północ i wschód z miejsca swojego wygnania w Tomis. - To tylko kilka zasłyszanych nazw z krain, o których niewiele wiadomo. Dalej nie ma już nic prócz wielkich chłodów, które sprawiają, że nie da się tam mieszkać. Ach, jak blisko jestem krańca ziemi!"
Współczesny Owidiuszowi Strabon, autor wysoko cenionej Geografii, wiedział o Pontyjskim Stepie więcej niż słynny rzymski wygnaniec. Dzięki Strabonowi wiemy, jak nazywały się plemiona sarmackie i jakie obszary znajdowały się pod ich kontrolą. Według niego Jazygowie i Roksolanowie "mieszkali na wozach" lub byli koczownikami. Jednakże słynny geograf praktycznie nic nie pisze o prowadzących osiadły tryb życia mieszkańcach obszarów leśno-stepowych po obu stronach Dniepru, nie mówiąc już o zalesionych obszarach położonych dalej na północ. W przeciwieństwie do Owidiusza, nie mieszkał on jednak w tym regionie, a jego informatorzy nie byli tak dobrzy jak ci, z pomocy których korzystał Herodot. Nic nie wiedzieli o "mieszkańcach Północy", a sam Strabon utyskiwał na niewiedzę panującą "w odniesieniu do pozostałych ludów zamieszkujących północne krainy; bo nie wiem nic ani o Bastarnach, ani o Sauromatach, ani o żadnym z ludów mieszkających na północ od Pontu, ani jak daleko ich ziemie oddalone są od Atlantyku, ani też czy niektóre z tych krain z nim graniczą".
Informatorzy Strabona niewątpliwie pochodzili z jednej z greckich kolonii, ale podczas gdy u Herodota znaleźć można liczne odniesienia do Dniepru, Strabon wydaje się bardziej obeznany z Donem. Prawdopodobnie jego informatorami byli mieszkańcy Tanais, greckiej kolonii u ujścia Donu, wchodzącej w skład Królestwa Bosporańskiego, najpotężniejszego związku kolonii greckich, które po przybyciu Rzymian przeżywały okres ponownego rozkwitu. Don miał szczególne znaczenie dla Strabona. Stanowił najdalej na wschód wysuniętą granicę Europy, terminu używanego w basenie Morza Egejskiego do określenia zasięgu greckiej obecności w świecie zewnętrznym. Europa leżała na zachód od Donu, podczas gdy Azja zaczynała się na wschód od niego.
Zatem, na początku I tysiąclecia n.e., gdy Rzymianie przybyli do kolonii pontyjskich, ziemie ukraińskie ponownie znalazły się na skraju tego, co stać się miało cywilizacją zachodnią. Północna granica świata hellenistycznego stała się teraz wschodnią granicą Europy. Ten stan rzeczy miał utrzymać się przez prawie 2 tysiące lat, aż do czasu, gdy wzrost potęgi Imperium Rosyjskiego doprowadził do przekształcenia mapy Europy i przesunął granice kontynentu aż na Ural.
Podział Stepu Pontyjskiego na część europejską i część azjatycką nie miał większego znaczenia w czasach rzymskich. Strabon pisał o Sarmatach na lewym i prawym brzegu Donu, a Ptolemeusz, jeden z jego następców, wyróżniał w II wieku n.e. dwie Sarmacje: jedną europejską, drugą azjatycką. Podział ten utrzymał się w pismach europejskich geografów przez kolejne 1,5 tysiąca lat. Ale ważniejsza od wyimaginowanej wschodniej granicy Europy była prawdziwa granica cywilizacyjna między koloniami śródziemnomorskimi na północnym brzegu Morza Czarnego a koczownikami z Pontyjskiego Stepu. W przeciwieństwie do fortyfikacji otaczających greckie kolonie, granica ta nie została wykonana z kamienia, dzięki czemu mogła powstać szeroka strefa wzajemnego oddziaływania pomiędzy kolonistami i tubylcami, w obrębie której dochodziło do mieszania się języków, religii i kultur, co skutkowało powstaniem nowych realiów kulturowych i społecznych.
Nader ważna granica pomiędzy stepowymi koczownikami i rolnikami z obszarów leśno-stepowych, która znana była Herodotowi, stała się niewidoczna dla Strabona. Trudno rozstrzygnąć, czy zanikła zupełnie, czy może śródziemnomorscy pisarze po prostu o niej nie wiedzieli. Uwarunkowania geograficzne i ekologiczne nie zmieniły się, ale z ludnością tych terenów prawdopodobnie było inaczej. Z relacji uczonych Greków jasno wynika, że w połowie pierwszego tysiąclecia naszej ery mieszkańcy regionu nie zamierzali siedzieć bezczynnie.
1 Herodot, Dzieje, tłum. i oprac. S. Hammer, Warszawa 1959, s. 21.
2 Jr 6:23, w: Biblia Tysiąclecia. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Poznań 2000 - przyp. tłum.
3 Od ang. Cimmerian - Kimmer - przyp. red.
4 Opiekuna żeglarzy - przyp. tłum.
5 Herodot, Dzieje, s. 274.
6 Ibidem, s. 275.
7 Zeus - przyp. tłum.
8 Herodot, Dzieje, s. 280.
9 Ibidem, s. 293.
10 Dosł. Ludożercy - przyp. red.
11 Dzisiejsza Konstanca - przyp. tłum.
12 Wszystkie cytaty nieopatrzone przypisami stanowią przekład własny tłumacza.
O ile w schyłkowych wiekach I tysiąclecia p.n.e. wymiana handlowa i kulturowa w dużej mierze definiowała relacje starożytnych Greków z ludami zamieszkującymi ukraińskie stepy, o tyle Rzymianie w pierwszych wiekach naszej ery nie mieli innego wyjścia, jak łączyć handel z wojną. Sytuacja w regionie stała się szczególnie napięta w IV wieku n.e., gdy rozpoczął się okres migracji plemion barbarzyńskich, zwany wielką wędrówką ludów. Kolejne fale migracji ze stepów Eurazji i wschodniej Europy w kierunku centrum i zachodu kontynentu doprowadziły do upadku cesarstwa rzymskiego w drugiej połowie V wieku. Wschodnia część imperium, choć osłabiona, zdołała oprzeć się naporowi stepowych barbarzyńców i towarzyszących im ludów rolniczych. Przez historyków nazwana Bizancjum, miała istnieć nieprzerwanie aż do połowy XV wieku.
Ukraina odgrywała ważną rolę w spektaklu wielkich wędrówek. Niektórzy z głównych uczestników inwazji, które doprowadziły do upadku imperium rzymskiego, przez jakiś czas mieszkali na jej terytorium lub przez nie przeszli. Byli wśród nich Goci i Hunowie, ci drudzy pod wodzą słynnego Attyli zwanego Biczem Bożym. Wędrówka ludów przyniosła też kres długiej ery, w trakcie której Stepem Pontyjskim władały koczownicze plemiona pochodzenia irańskiego, w tym Scytowie i Sarmaci. Goci byli ludem germańskim, podczas gdy Hunowie, zdaniem większości uczonych wywodzący się ze stepów Mongolii, przybyli w tamte strony w towarzystwie licznych plemion środkowoazjatyckich. W połowie VI wieku miejsce zwolnione przez Hunów zajęły pastersko-koczownicze plemiona tureckie.
Wszystkie wyżej wymienione ludy przybywały do Ukrainy, brały we władanie jej stepy, zatrzymywały się na krótko i ruszały w dalszą drogę. Zdarzyło się jednak, że pewna grupa po wejściu na scenę postanowiła na niej pozostać. Byli to Słowianie, konglomerat plemion połączonych wspólnotą języka i kultury. Indoeuropejskie korzenie języków, którymi się posługiwali, świadczą o tym, że najprawdopodobniej przybyli do Europy ze wschodu między VII i III tysiącleciem p.n.e. i osiedlili się we wschodniej części kontynentu na długo przed tym, zanim Herodot jako pierwszy opisał ten region i jego mieszkańców. Obrawszy sobie za dom zalesione obszary na północ od Stepu Pontyjskiego, pozostawali niewidzialni dla kultur śródziemnomorskich autorów przez znaczną część swoich wczesnych dziejów.
Słowianie po raz pierwszy zwrócili na siebie uwagę na początku VI wieku, gdy wkraczając na Bałkany, w wielkiej liczbie pojawili się na granicach cesarstwa bizantyjskiego, osłabionego przez Gotów i Hunów. Jordanes, żyjący w VI wieku rzymski historyk gockiego pochodzenia, wyróżnił dwie główne grupy wśród współczesnych mu Słowian: "chociaż teraz przybierają różne miana od rodów i miejsc, w zasadzie są nazywani Sklawenami i Antami"1. Sklawenów Jordanes umiejscowił między Dunajem i Dniestrem, natomiast dla Antów zarezerwował ziemie między Dniestrem i Dnieprem, "nad zakrętem morza Pontyjskiego". Dane lingwistyczne sugerują, że rodową kolebką Słowian była strefa lasów i lasostepu między Dnieprem i Wisłą, głównie obszar dzisiejszego Wołynia i bagien prypeckich. W czasach, w których Jordanes pisał swą kronikę, Słowianie, opuściwszy swoje leśne kryjówki, rozlewali się szeroką falą po stepie, przysparzając poważnych problemów cesarzowi Justynianowi I Wielkiemu.
Justynian władał cesarstwem bizantyjskim w latach 527-565 i był na tyle ambitny, by podjąć próbę odbudowy całego imperium rzymskiego, zarówno wschodniego, jak i zachodniego. Na granicy dunajskiej, nieustannie atakowanej przez lokalne plemiona, Justynian postanowił przejść do ofensywy. Prokopiusz2, bizantyjski kronikarz z VI wieku, który pozostawił nam szczegółowy opis wojen toczonych za panowania Justyniana, pisze, że na początku lat trzydziestych VI wieku Chilbudiusz, wódz blisko związany z dworem cesarskim, wysłany został za Dunaj, by położyć kres najazdom plemion słowiańskich. Odniósł tam szereg zwycięstw nad Antami, co pozwoliło Justynianowi dodać do swojej tytulatury słowo Anticus (Pogromca Antów). Sukces okazał się jednak krótkotrwały. Trzy lata później Chilbudiusz zginął w walce, a Justynian powrócił do starej strategii polegającej na obronie granicy na Dunaju, rezygnując z dalszej ekspansji terytorialnej.
Justynian przywrócił starą rzymską zasadę "dziel i rządź". Pod koniec lat trzydziestych VI wieku, nie bez zachęty ze strony Bizantyjczyków, Antowie walczyli już ze Sklawenami, a bizantyjscy wodzowie werbowali i jednych, i drugich do wojsk cesarskich. Mimo to słowiańskie najazdy nadal się powtarzały. Będąc w stanie wojny ze Sklawenami, Antowie zdołali najechać należącą do Bizancjum Trację, łupiąc ją doszczętnie i porywając wielu mieszkańców jako niewolników, z którymi uszli na lewy brzeg Dunaju. Zademonstrowawszy swój niszczycielski potencjał, Antowie zaoferowali swe usługi cesarzowi. Justynian wziął ich pod swoje skrzydła i oddał im jako siedzibę opuszczone greckie miasto Turris, po północnej stronie Dunaju.
Podobnie jak wielu innych wrogów imperium, Antowie stali się jego obrońcami w zamian za regularne wypłaty z cesarskiego skarbca. Pewnego razu, chcąc poprawić swoją pozycję, zawiadomili cesarza, że pojmali jego najlepszego wodza Chilbudiusza i chcą go obwołać swoim władcą. Jednak, jako że Justynian uprzednio nadał Chilbudiuszowi tytuł magister militum (naczelny wódz wszystkich wojsk cesarskich w regionie), uczyniłoby to z nich prawowitych obywateli imperium, a nie tylko strażników pogranicza. Intryga nie udała się. Prawdziwy Chilbudiusz był, rzecz jasna, od dawna martwy, a oszust, który się pod niego podszył, został zdemaskowany i odesłany do Konstantynopola. Antom nie pozostało nic innego, jak zaakceptować status foederati (sprzymierzeńców), nie zaś obywateli wielkiego imperium.
Kim byli owi nowi sojusznicy Bizancjum? Jak wyglądali? Jak walczyli? W co wierzyli? Prokopiusz w kilku miejscach pisze, że Antowie i Sklawinowie mieli wspólny język, religię i obyczaje. A zatem możemy uznać, że jego dość szczegółowy opis Słowian (Sklawinów) odnosi się do obu tych plemion. Według Prokopiusza Słowianie wiedli półkoczowniczy tryb życia i mieszkali "w nędznych chatach rozsiedleni z dala jedni od drugich"3. Ciągle też zmieniali miejsce zamieszkania. A oto jak bizantyjski historyk opisywał wygląd słowiańskich wojowników: "wszyscy bowiem są rośli i niezwykle silni, a skóra ich i włosy nie są ani bardzo białe względnie płowe, ani nie przechodzą zdecydowanie w kolor ciemny, lecz wszyscy są rudawi"4. Słowianie "życie wiodą twarde i na najniższej stopie (...) i brudem są okryci stale (...). A przecież bynajmniej nie są niegodziwi z natury i skłonni do czynienia zła, lecz prostotą obyczajów również przypominają Hunów"5.
Choć brudem okryci, Słowianie wkraczali na arenę dziejów pod sztandarem demokracji. "Plemiona te, Sklawinowie i Antowie - pisał Prokopiusz - nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu"6. W bój wyruszali półnadzy, aczkolwiek w odróżnieniu od średniowiecznych Szkotów z filmu Waleczne serce7 zachowywali większą skromność i nie obnażali swoich części intymnych. "Stając do walki - objaśnia kronikarz - na ogół pieszo idą na nieprzyjaciela, mają w ręku tarczę i dzidę, pancerza natomiast nigdy nie wdziewają. Niektórzy nie mają ani koszul, ani płaszcza, lecz jedynie długie spodnie podkasane aż do kroku i tak stają do walki z wrogiem"8.
Dodatkowe informacje na temat wojennych zwyczajów Słowian zawiera bizantyjski traktat wojskowy Strategikon, napisany około 600 roku i tradycyjnie przypisywany cesarzowi Maurycjuszowi. Autor dość szczegółowo opisuje w nim Słowian, którzy przekroczyli granicę na Dunaju i osiedlili się na Bałkanach. Mieli oni okazywać życzliwość wobec przybyszów, ale wykazywać się niefrasobliwością i niechęcią do honorowania traktatów oraz podążania za opinią większości. W swojej ojczyźnie na północ od Dunaju budowali domostwa w lasach, wzdłuż rzek i na obszarach bagiennych trudno dostępnych dla najeźdźców. Ich ulubioną taktyką było organizowanie zasadzek. Unikali starć na otwartym terenie i nie uznawali walki w szyku. Ich bronią były niewielkie włócznie, łuki i krótkie strzały, niekiedy z zatrutymi grotami. Ze swoich jeńców czynili niewolników, ale okres zniewolenia był ograniczony czasowo.
Prokopiusz podaje też parę ciekawych informacji na temat religii Słowian, którzy nie byli bynajmniej monoteistami. Co prawda bizantyjski kronikarz zaczyna od stwierdzenia: "Uważają bowiem, że jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne"9, zaraz jednak dodaje, że w żaden sposób nie wyrzekli się oni swoich starych zwyczajów związanych z kultem sił przyrody: "Oddają ponadto także cześć rzekom, nimfom i innym jakimś duchom i składają im wszystkim ofiary, a w czasie tych ofiar czynią wróżby"10. Tym, co zaskoczyło kronikarza, nie był słowiański zwyczaj składania ofiar bogom, gdyż przedchrześcijańscy Rzymianie robili dokładnie to samo, lecz nieprzyjęcie chrześcijaństwa w sytuacji, gdy inni poddani cesarscy uczynili to już znacznie wcześniej. Prokopiusz pisze z pewnym zdziwieniem, a nawet rozczarowaniem:
O przeznaczeniu nic nie wiedzą, ani nie przyznają mu żadnej roli w życiu ludzkim, lecz kiedy śmierć im zajrzy w oczy czy to w chorobie, czy na wojnie, ślubują wówczas, że jeśli jej unikną, złożą bogu natychmiast ofiarę w zamian za ocalone życie, a uniknąwszy, składają ją, jak przyobiecali, i są przekonani, że kupili sobie ocalenie za tę właśnie ofiarę11.
To, co na temat Słowian mają do powiedzenia Prokopiusz i inni autorzy bizantyjscy, znajduje częściowo potwierdzenie w wynikach badań wykopaliskowych w Ukrainie. Antowie są zwykle kojarzeni z tzw. kulturą pieńkowską, której nazwa pochodzi od stanowiska archeologicznego Pieńkiwka w Ukrainie. Przedstawiciele tej kultury żyli w VI, VII i na początku VIII wieku na obszarze strefy leśno-stepowej pomiędzy rzekami Dniestr i Dniepr, zakładając osady na obu brzegach Dniepru. Obszar ten obejmował terytoria przypisane Antom przez Jordanesa. Podobnie jak Antowie i Sklawenowie z opisu Prokopiusza, plemiona kultury pieńkowskiej mieszkały w ziemiankach i często przenosiły się z miejsca na miejsce. Osady były opuszczane, a po pewnym czasie ponownie zasiedlane, co sugeruje, że ich mieszkańcy praktykowali rolnictwo wędrowne. Wprawdzie Prokopiusz milczy na ten temat, ale z badań wykopaliskowych wiemy, że plemiona kultury pieńkowskiej zakładały też ufortyfikowane grodziska, które służyły jako siedziby lokalnych władców i ośrodki władzy administracyjno-wojskowej.
Okres, w którym Słowianie odgrywali w regionie samodzielną rolę, dobiegł końca na początku VII wieku, z chwilą pojawienia się Awarów, którzy przybyli ze stepów Kaukazu Północnego i stanowili konglomerat plemion posługujących się językami należącymi do tureckiej rodziny językowej.
Awarowie pozostawili po sobie złe wspomnienia, wciąż jeszcze żywe na przełomie XI i XII wieku, kiedy to kijowscy mnisi przystąpili do spisywania kroniki, która z czasem stała się znana jako Powieść minionych lat, Powieść doroczna lub Latopis (Kronika) Nestora. Jej pierwsza część oparta jest na miejscowych legendach i źródłach bizantyjskich. Według kroniki "Obrowie (Awarowie) wojowali i ze Słowiany i uciemiężali Dulebów, istnych Słowian i gwałcili żony Dulebów"12, którzy byli plemieniem słowiańskim zamieszkującym ziemie nad Bugiem. "Bo gdy Obrzyn (Awar) chciał gdzie pojechać, to nie zaprzęgał konia ani wołu, ale kazał zaprząc 3, 4 albo 5 kobiet do wózka i wieźć siebie"13. Za takie postępowanie spotkała ich kara Boża. "Byli bowiem Obrzyni ogromnego wzrostu, a dumnego umysłu i zniszczył ich Bóg, wyginęli wszyscy tak, że ani jednego nie zostało Obrzyna. Dotąd jeszcze jest przysłowie na Rusi: zginęli jako Obrzyni, których rodu, ni pokolenia nie zostało"14.
Awarów w roli władców Pontyjskiego Stepu zastąpili najpierw Bułgarzy, a następnie Chazarowie, których przybycie na te tereny zakończyło okres wielkiej wędrówki ludów i sprawiło, że pod koniec VII wieku zapanował względny spokój. Chazarowie lepiej niż Awarowie zapisali się w pamięci mieszkańców ukraińskich stepów. "Potem napadli na nich, osiadłych na tych górach i lasach, Kozarowie - zapisał kijowski kronikarz, odnosząc się do Słowian naddnieprzańskich - i rzekli: "płaćcie nam daninę""15. Według słów kronikarza miejscowa ludność (kijowianie), uprzednio podporządkowana słowiańskiemu plemieniu Drewlan (czyli mieszkańców lasów), wypłaciła daninę w mieczach, co miało symbolizować opór i zwiastować zemstę. Poza przekazaniem tej legendy, która poniekąd rozgrzeszała kijowian z zapłacenia trybutu Chazarom, kijowski kronikarz nie okazał większej wrogości wobec najeźdźców.
Chazarowie mieli ograniczoną kontrolę nad leśno-stepowym pograniczem; zakres ich dominacji w strefach zalesionych w większym lub mniejszym stopniu wyznaczał zaś Dniepr. Ich plemienne elity, zainteresowane życiem w pokoju i handlem, były otwarte na obce wpływy. Z życzliwością gościli w swoim kraju chrześcijańskich misjonarzy, a nawet przyjęli judaizm, co dało początek legendzie o chazarskim pochodzeniu wschodnioeuropejskich Żydów. Geograficzny rdzeń państwa utworzonego przez nich zlokalizowany był w dolnym biegu Wołgi i Donu, a głównymi miastami były Itil nad Wołgą i Sarkel nad Donem. Elity chazarskie bogaciły się na kontrolowaniu szlaków handlowych, z których zdecydowanie najważniejszy był ten wołżański wiodący do Persji i krajów arabskich. Szlak dnieprzański do Bizancjum początkowo pozostawał w jego cieniu.
W trzeciej dekadzie VII wieku Chazarowie zawarli pokój z cesarstwem bizantyjskim, które do tego czasu zdążyło odbudować swą obecność na północnym wybrzeżu Morza Czarnego. Co prawda Olbia, zajęta przez Gotów w IV wieku, utracona została na zawsze, ale bizantyjskim dowódcom udało się zabezpieczyć skrawek ziemi na południowym wybrzeżu Krymu, oddzielony od reszty półwyspu pasmem gór. To właśnie tam, w Chersonezie, powstał główny bizantyjski ośrodek administracyjny na Krymie. Za panowania cesarza Justyniana ważniejsze miasta obsadzone zostały garnizonami, a do ochrony cesarskich posiadłości zwerbowani zostali Goci Krymscy - odłam Gotów, który pozostał w tamtych stronach, gdy ich pobratymcy wyruszyli na zachód, by przez Europę Środkową dotrzeć aż na Półwysep Iberyjski. Bizantyjscy inżynierowie wojskowi pomogli Gotom ufortyfikować ich skalne miasta w Górach Krymskich. Chazarowie stali się sojusznikami Bizancjum w walkach z Persami i Arabami, starając się utrzymać kontrolę nad szlakami handlowymi do najbogatszego rynku na świecie - Konstantynopola.
Co wiemy na temat Słowian żyjących w Ukrainie w okresie, gdy Chazarowie kontrolowali jej wschodnią i środkową część? Więcej niż o wcześniejszych czasach, lecz niewiele więcej. W tym wypadku naszym głównym, a czasem jedynym źródłem informacji są zapiski żyjących dużo później kronikarzy kijowskich. Badania archeologiczne wskazują, że Kijów, który w okresie największego rozkwitu państwa chazarskiego był jego najdalej na zachód wysuniętą placówką w lesistej części Ukrainy, założony został pod koniec V wieku. Powieść minionych lat pozwala zrozumieć, dlaczego akurat to miejsce było tak ważne i dlaczego wybrano je pod założenie osady. Miejscowa legenda wiązała powstanie miasta z pobliską przeprawą przez Dniepr, a jego założycielem miał być lokalny władca o imieniu Kij. Posiadał on dwóch braci, którzy użyczyli swych imion pobliskim wzgórzom, i siostrę, od imienia której wzięła swą nazwę przepływająca przez Kijów i wpadająca do Dniepru rzeka Łybedź. Stojący na brzegu Dniepru pomnik czworga legendarnych założycieli miasta jest dziś jedną z wizytówek ukraińskiej stolicy.
Kijowski kronikarz Nestor wylicza dwanaście plemion słowiańskich na zachód od Karpat. Na północy obszary zasiedlone przez Słowian rozciągały się aż do jeziora Ładoga, obok dzisiejszego Petersburga; na wschodzie sięgały górnego biegu Wołgi i Oki; na południu zaś dolnego biegu Dniestru i środkowego odcinka Dniepru. Słowianie ci byli przodkami współczesnych Ukraińców, Rosjan i Białorusinów. Lingwiści określają ich mianem Słowian Wschodnich na podstawie różnic dialektalnych, które zaczęły pojawiać się w VI wieku i które odróżniają ich od Słowian Zachodnich, będących przodkami dzisiejszych Polaków, Czechów i Słowaków, jak również od Słowian Południowych, do których zaliczani są Serbowie, Chorwaci i inne narody słowiańskie byłej Jugosławii.
Siedem z dwunastu plemion wymienionych przez kijowskiego kronikarza zamieszkiwało tereny dzisiejszej Ukrainy wzdłuż brzegów Dniepru, Dniestru, Bugu, Prypeci, Desny i Sożu. Tylko niektóre z tych plemion pozostawały pod chazarskim panowaniem. O ile miały różnych władców i dążenia polityczne, o tyle obyczaje i zwyczaje miały takie same lub bardzo podobne. Przynajmniej takie wrażenie odniósł kijowski dziejopis. Jako chrześcijański mnich wszystkie te plemiona uważał za dzikie. "Mieszkali jako zwierzęta po lasach jedząc wszelkie paskudztwa"16 - pisał kronikarz, z wyższością spoglądając na swoich pogańskich przodków i współczesnych.
Wyniki badań archeologicznych wskazują, że Słowianie Wschodni prowadzili raczej osiadły tryb życia. Mieszkali w chatach z bali, organizowanych w wioski liczące od czterech do trzydziestu domostw. Kilka wiosek tworzyło skupisko, w centrum wznoszono ufortyfikowaną osadę, która dawała schronienie w razie ataku wroga. Słowianie zajmowali się uprawą roli i hodowlą zwierząt. Mieli swoich wodzów i można przypuszczać, że praktykowali jakąś formę demokracji wojskowej, tak jak Słowianie opisani przez Prokopiusza. Podobnie jak Antowie i Sklawinowie czcili boga piorunów, którego nazwali Perunem i który był dla nich głównym bóstwem.
W porównaniu ze Słowianami, których znaleźć można na kartach kroniki Prokopiusza, ci opisywani przez kronikarza kijowskiego poczynili już pewne postępy w zakresie higieny osobistej. Nestor wkłada następujące słowa w usta św. Andrzeja Apostoła, który wedle legendy miał pierwszy przynieść chrześcijaństwo do Kijowa: "Dziwo widziałem w ziemi słowieńskiej, idąc tu. Widziałem łaźnie drewniane, i rozpalą je do czerwona, i rozbiorą się, i będąc nadzy oblewają się ługiem garbarskim, i biorą na się witki młode, i biją się sami, i do tego biją siebie, że złażą ledwo żywi, i obleją się wodą zimną i tak ożyją"17.
Kijowski kronikarz, który mieszkał i prawdopodobnie dorastał w okolicach Kijowa, nie wahał się szydzić z nawyków kąpielowych mieszkańców północnych krańców dzisiejszej Rosji i Skandynawii, szczególnie ostro krytykował jednak stare przedchrześcijańskie obyczaje swoich rodaków, uznając je za iście barbarzyńskie. "A Drewlanie - pisał kronikarz o byłych władcach Kijowa - żyli na obraz zwierzęcy, po bydlęcemu, zabijali jeden drugiego, jedli wszystko nieczyste, i ślubów u nich nie bywało, lecz porywali dziewice nad wodą"18. Inne plemiona słowiańskie nie były pod tym względem lepsze. "I ślubów u nich nie bywało, jeno igrzyska między siołami; schodzili się na igrzyska, na pląsy i na wszelkie pieśni biesowskie, i tu porywali żony sobie, z którymi już wprzódy się umówili; mieli zaś po dwie i po trzy żony"19.
Błędem byłoby uznanie kronikarskiej charakterystyki słowiańskich praktyk małżeńskich, czy raczej ich braku, za opis normy, a nie odstępstwa od niej. Kijowski kronikarz jako gorliwy chrześcijanin starał się - rzecz jasna - zwalczać wszelkie odstępstwa od moralności chrześcijańskiej i skupiał swoją uwagę na młodzieńczych zabawach świątecznych, sprzecznych z przyjętymi zwyczajami dotyczącymi instytucji małżeństwa. Ibrahim ibn Jakub, mauretański Żyd z Kordoby, który odwiedził ziemie Słowian Zachodnich w połowie X wieku, zauważył, że słowiańskie związki małżeńskie były trwałe, a pozyskiwanie posagu stanowiło jeden z głównych sposobów gromadzenia bogactw. Nadmienił jednak, że zarówno od młodych mężczyzn, jak i młodych kobiet oczekiwano przedmałżeńskich doświadczeń seksualnych. "Ich kobiety nie popełniają, gdy są już zamężne, żadnego cudzołóstwa - pisał ibn Jakub. - Ale kiedy wcześniej dziewczyna zakocha się w jakimś mężczyźnie, podchodzi do niego i nasyca swoje żądze. Jeśli jednak mąż bierze kobietę i znajduje ją dziewicą, tako rzecze do niej: "Gdyby było co dobrego w Tobie, wtedy pożądaliby Cię mężczyźni i byłabyś jednego wybrała, któryby zabrał twoje dziewictwo", wypędza ją od siebie i uwalnia się od niej"20.
Niewiele wiemy o Słowianach zasiedlających obszar Ukrainy przed X i XI wiekiem. Informacje, którymi dysponujemy, pochodzą na ogół od ich bizantyjskich lub gockich nieprzyjaciół, a w późniejszych wiekach od chrześcijańskich mnichów, którzy tak jak autor Powieści minionych lat widzieli w Słowianach co najwyżej nosicieli pogańskich zabobonów. W obu typach relacji są oni przedstawiani jako barbarzyńcy walczący albo z chrześcijańskim cesarstwem, albo z chrześcijańską wiarą i jej rytuałami. Tym, co zostało przez kronikarzy pominięte i pozostaje dla nas owiane mgłą tajemnicy, jest w dużej mierze pokojowa kolonizacja Europy Wschodniej dokonana przez Słowian. W ramach tego procesu, wyruszywszy ze swojej praojczyzny leżącej częściowo na terenie dzisiejszej północno-zachodniej Ukrainy, zdołali oni dotrzeć na południu na Bałkany, na zachodzie za Wisłę i Odrę, na północy po wybrzeże Bałtyku, a na wschodzie aż po Wołgę i Okę. Słowianie byli rolnikami, którzy podążali w ślad za atakującymi nomadami, gdyż "tworzący historię" koczownicy zwykle nie wiedzieli, co zrobić z ziemią niebędącą stepem, na którym można paść konie. Kolonizacja w wydaniu słowiańskim przebiegała powoli, ale zazwyczaj spokojnie i co najważniejsze, przynosiła długotrwałe efekty.
1 Jordanes, O pochodzeniu i czynach gotów, w: E. Zwolski, Historia gocka czyli scytyjska Europa, Lublin 1984, s. 96.
2 Z Cezarei - przyp. tłum.
3 Prokopiusz z Cezarei, Z historii wojen (fragm.), w: Greckie i łacińskie źródła do najstarszych dziejów Słowian. Cz. 1 (do VIII w.), t. 3, tłum. i oprac. M. Plezia, Kraków 1952, s. 72.
4 Ibidem.
5 Ibidem.
6 Ibidem.
7 Film Braveheart (Waleczne serce) z 1995 roku w reż. Mela Gibsona.
8 Prokopiusz z Cezarei, Z historii wojen, s. 72.
9 Ibidem.
10 Ibidem.
11 Ibidem.
12 Latopis Nestora. Stary tekst mnicha Ławrentego z XIV w. Oddz. 1, tłum. J. Kotkowski, Kijów 1860, s. 19.
13 Ibidem.
14 Ibidem.
15 Ibidem, s. 23.
16 Powieść minionych lat. Charakterystyka historycznoliteracka, tłum. i kom. F. Sielicki, Wrocław 1968, s. 213.
17 Ibidem.
18 Ibidem, s. 218.
19 Ibidem.
20 Relacja Ibr?h?ma Ibn Ja'k?ba z podróży do krajów słowiańskich w przekazie Al-Bekr?ego, wstęp, tłum. i kom. T. Kowalski, Kraków 1946, s. 25.