Rozdział 2
Paige
To nie przypadek, że pracuję w takim miejscu jak Siesta Playa. Moi rodzice to biolodzy morscy, bardzo aktywni w swojej dziedzinie. Dwa absolutne czubki, które wolą pływać z żółwiami, niż mieć do czynienia z ludźmi. Dziwi mnie, że w ogóle chcieli mieć dziecko. Chociaż czarujący i oddani, byli nienajlepiej przygotowani na stworzenie mi czegoś w rodzaju zorganizowanego dzieciństwa. Nastoletnie lata spędziłam, jeżdżąc po świecie i przeskakując z jednej szkoły do drugiej, z jednej grupki przyjaciół do następnej. Rodzice nie rozumieli, czemu dziecko miałoby ich spowalniać. Potrzebni dwaj pracownicy naukowi do badania Oceanu Indyjskiego? Wspaniale! Paige umie pływać, powinno się udać.
Najwyraźniej przejęłam ten ich awanturniczy styl życia, bo nigdy nie umiałam nigdzie zagrzać miejsca na dłużej. Studiowałam za granicą, w Portugalii i Nowej Zelandii, i po odebraniu dyplomu spędziłam rok na morzu. A potem uznałam, że czegoś mi brakuje.
Trochę się martwiłam, że funkcjonuję w ten sposób dlatego, że to jedyne, co znam, a nie dlatego, że mnie to uszczęśliwia. W rzeczywistości beztroska i luz są trudniejsze, niż się wydaje - to prawdziwy koszmar obmyślać, co będzie się robić z tygodnia na tydzień. Taki styl życia wiąże się też z samotnością. Koniec końców czujesz się jak wieczny turysta, jakbyś nigdzie nie przynależał. Życie tylko dla nowych przygód ostatecznie zaczyna się nudzić. Co więcej, czułam, że tęsknię za trwałymi więziami i miejscem, do którego mogłabym się przyzwyczaić. Fajnie byłoby zostać stałym gościem w jakiejś kawiarni, gdzie ktoś wołałby do mnie od progu: "Waniliowe latte z dodatkowym espresso?". Ale ta wizja zaczęła się wydawać o wiele bardziej egzotyczna niż upychanie ubrań do plecaka i nieustanne wyruszanie w nieznane.
Pragnęłam korzeni. Pragnęłam rutyny. Pragnęłam domu.
Uznałam, że jeśli zamierzam zostać na dłużej w jednym miejscu, powinnam wybrać coś niezwykłego. I dlatego zdecydowałam, że najlepsze dla mnie będzie życie na wyspie.
Mieszkam na wyspach Turks i Caicos już od roku i czuję się tu cudownie. Wciąż czeka mnie wiele przygód. Codziennie zdarza się coś innego - od opalania się na plaży Long Bay czy eksplorowania jaskiń w Conch Bar po nurkowanie z rurką przy urwisku koralowym Grand Turk Wall.
Mogę sobie wyobrazić, że zostaję tu na bardzo długo.
Pomaga też to, że lubię swoją pracę i współpracowników. Niestety, na moim stanowisku naprawdę kiepsko płacą. W niektóre dni wydaje się, że to ja płacę im, żeby w ogóle pozwolili mi tu być. Na szczęście pokrywają koszt wyżywienia i zakwaterowania. Poza tym jakoś sobie radzę. Panuje między nami prawdziwe koleżeństwo, coś w stylu jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, co potwierdza dzisiejsze ognisko.
Poszperałam w pokoju i znalazłam nieotwartą butelkę wina i dwie puszki piwa. Ktoś pewnie przyniesie więcej alkoholu i, miejmy nadzieję, jakieś przekąski. Krzyżuję palce, licząc na pianki, bo jaki to wszystko ma sens bez nich?
Théo i Oscar już fajnie wszystko przygotowali, gdy zeszłam na plażę. Jako nieoficjalni organizatorzy imprezy wykopali dołek na ognisko i przynieśli parę leżaków. Niczego więcej nie potrzeba. Wyspa zajmie się resztą. Słońce urządza spektakl, obniżając się nad horyzontem i obdarowując nas niebem w landrynkowych odcieniach różu i pomarańczy, tak pięknych, że przystaję na chwilę, żeby je podziwiać. Nigdy mi się to nie znudzi. Turkusowa woda jest spokojna, fale łagodne, a piasek miękki. Zsuwam sandały i idę do chłopaków boso.
W przeciwieństwie do mnie Théo jest stąd - urodził się i wychował na wyspie. Oscar przeniósł się tu z Australii. Obaj pracują na polu golfowym i nigdy nie przestanie mnie śmieszyć związana z tym sprzeczność. Przez cały dzień pracy muszą nosić wyprasowane koszulki polo i spodnie khaki. Oscar ukrywa swoje krótko ostrzyżone, neonowo niebieskie włosy pod firmową bejsbolówką Siesta Playa, więc goście niczego się nie domyślają. Théo jest z kolei cały wytatuowany, od przegubów po obojczyki, ale nie da się tego odgadnąć, kiedy nosi służbową koszulę z długimi rękawami. Dziś wieczorem jednak możemy być sobą. Oscar ma na sobie szorty kąpielowe i tank top, a Théo krótkie bojówki i stary T-shirt z logo jakiegoś zespołu.
Przystaję przed nimi i dygam w głębokim ukłonie, jakby byli dwoma królami, a ja prostą chłopką.
- Składam wam w darze dwa letnie piwa - żartuję, wręczając im po jednym w ramach podziękowania za zorganizowanie ogniska.
- Cholera, chętnie wezmę - mówi Oscar i od razu je otwiera.
- Jak mogę pomóc? - pytam, lustrując wzrokiem stertę leżaków oraz stos przekąsek i napojów.
- Możesz zabawić nas opowieścią o swoim dniu - odpowiada z uśmiechem Théo. Nie ma idealnie równych zębów, ale ten krzywy uśmiech tylko dodaje mu uroku. - Słyszałem, że dostałaś opieprz za wycieczkę.
- Można tak powiedzieć - jęczę. - Mieliście w tym tygodniu do czynienia z Daughertymi?
- Tylko z mężem. Był na kursie golfa przez cały dzień, bo ukrywał się przed żoną.
- Trudno go winić.
- Ktoś mówił, że Cole pospieszył ci na ratunek... - wtrąca Oscar ze znaczącym uśmieszkiem.
- Nie sądzę.
Théo śmieje się i wskazuje na stos leżaków.
- Możesz je dla nas rozstawić?
- Już się robi!
Przyszłam tu jako jedna z pierwszych nie bez powodu. Mam na dziś wieczór zaplanowaną strategię, która obejmuje zapewnienie Blaze'owi łatwego dostępu do mojej osoby. Oczywiście pod kątem przestrzeni. Nie chcę ugrzęznąć ściśnięta między dwoma zajętymi leżakami, więc rozmyślnie rozkładam ręcznik na przyjemnym skrawku piasku w pobliżu wody, tak że po obu stronach jest sporo wolnego miejsca, i czekam.
Słońce całkiem zachodzi, zanim pojawia się więcej ludzi. Z wielką ulgą dostrzegam Camilę i Larę, które podchodzą do mnie powoli. To dwie siostry z Florydy, które zaczęły tu pracować mniej więcej w tym samym czasie co ja, czyli rok temu. Są trochę starsze i tworzą zgrany duet, ale zawsze są tak miłe, że pozwalają mi dołączyć do siebie, kiedy wychodzą do klubów i barów.
Wyglądają olśniewająco, naprawdę przepięknie. Mają długie, ciemne włosy i zmysłowe oczy. Nie mogłybyśmy bardziej się różnić. Moje duże, niebieskie oczy nie krzyczą: "Seks!", tak jak ich, tylko wołają litościwie: "Cześć! Szukasz przyjaciółki?".
Poza tym Camila i Lara zawsze uatrakcyjniają swoje służbowe uniformy i nigdy nie wyglądają tandetnie. Po pracy noszą odważne ciuchy - tak zestawiają ze sobą poszczególne elementy, że ja w życiu bym na to nie wpadła. To bluzka czy sukienka? Szorty czy bielizna modelująca? A tak w ogóle, to czy dżinsy z wysokim stanem są nadal modne, czy już nie? Niech mi ktoś pomoże!
Jestem w szoku, że te dziewczyny coś ze mną łączy - z moim sprzętem turystycznym, sportowymi ubraniami i stanikami. Te parę sukienek, które posiadam, dostałam od nich. Kiedy tu przyjechałam, zerknęły tylko na moją garderobę i krzyknęły ze zgrozy.
- Gdzie masz ciuchy na wyjścia? - spytała Lara z dezaprobatą, gorączkowo przeglądając moje praktyczne, odprowadzające wilgoć koszulki do ćwiczeń.
Wskazałam na kilka dżinsowych szortów, a potem przypomniałam sobie, że mam też prosty czarny tank top, zagrzebany gdzieś w torbie, jeszcze nierozpakowany. Uniosłam go z dumą. Lara przeżegnała się i odmówiła za mnie cichą modlitwę.
Od tamtego czasu Camila i Lara uznały, że ich jedyną życiową misją jest wystroić mnie tak, jakbym była ich osobistą Barbie. Jest to, jak się wyraziły, farsa, żeby pozwolić mojemu ciału tak się marnować.
- Te nogi! Ta talia! Te piersi!
Przeważnie pozwalam im na te przebieranki, bo to zabawne i skrycie schlebia mi, że są gotowe mi pomóc. Są seksowne i czuję przy nich, że też mogę taka być. Dlatego bardzo się cieszę, kiedy postanawiają rozłożyć swój koc plażowy obok mnie.
Dziś wieczorem, aby je udobruchać oraz, przyznaję, wyjść nieco z mojej strefy komfortu, założyłam na ognisko jedną z ich starych sukienek. To obcisła kiecka mini w lawendowym kolorze, z cienkim sznureczkiem wiązanym na karku. Poczułam się trochę głupio, kiedy pierwszy raz ją założyłam - w końcu odsłania sporo ciała - więc zanim opuściłam mój pokój, narzuciłam na nią dżinsową kurtkę.
- Ściągaj to - nakazuje Lara, gdy tylko zauważa, co wykombinowałam. Pstryka przy tym niecierpliwie palcami.
- Co? - Śmieję się. - Czemu? Zmarznę!
Ściąga brwi, nie dając się na to nabrać. Jej cierpliwość wobec mnie kurczy się z każdym dniem.
- Jesteśmy w tropikach. Tu nigdy nie jest zimno, a już zwłaszcza w sierpniu.
Camila włącza się ze wsparciem dla siostry.
- Masz świetny biust, Paige, i naprawdę mnie to boli, wręcz rani mi serce, gdy upierasz się, żeby go przed wszystkimi ukrywać.
- Ale...
- Nie.
- Ja...
- Nie - powtarza Lara ze stanowczym gestem, jakby kończyła negocjacje.
Udało im się przekonać mnie do ściągnięcia kurtki i, tak jak się spodziewałam, następuje niezręczny moment, kiedy wydaje się, że wszyscy siedzący wokół ogniska gapią się na mnie, mrugając powoli i myśląc to samo: "Zaraz, chwila. Czyli Paige to jednak dziewczyna?". Théo i Oscar bez skrępowania gwiżdżą i droczą się ze mną żarcikami, ale przebaczam im, bo wiem, że tylko próbują mnie rozśmieszyć. Cała reszta na szczęście zachowuje swoje uwagi dla siebie.
Wiem, że nie jestem brzydka. Wyglądam jak moja mama, a ona według mnie jest oszałamiająco piękna. Dlaczego więc Blaze od razu mi się nie oświadcza?
Lara rozumie moje kłopotliwe położenie i chce mi pomóc.
- Wygnij bardziej plecy. Tak, właśnie tak.
Ujmuje mnie za barki i siłą wypycha mój biust do przodu. Wygląda to tak, jakbym cierpiała na zaawansowany przypadek skoliozy, ale załatwia sprawę. Blaze zerka w moim kierunku i oczy mu się rozszerzają z wyraźnym uznaniem. Dzięki, geny. Uśmiecha się i lekko do mnie macha.
- Dobrze, a teraz odwróć wzrok. Odwróć wzrok! - syczy gorączkowo Camila.
Spoglądam na piasek, a potem w nocne niebo, na Camilę, na Larę i znów na Blaze'a, bo po prostu nie mogę się powstrzymać. Trochę się pogubiłam.
Lara śmieje się i kręci głową.
- Dziewczyno, jesteś beznadziejna.
Wzdycham i zmieniam pozycję, odwracając się od Blaze'a, jakby jego obecność nie robiła na mnie żadnego wrażenia.
- Wciąż tu patrzy? - szepczę kącikiem ust, jakby mógł mnie usłyszeć z tej odległości.
- Nie. Rozmawia teraz z Cole'em.
Co?!
Serce zamiera mi w piersi. Zacinam się, krztuszę, gram na zwłokę - niczym samochód z ręczną skrzynią biegów i z początkującym kierowcą za kółkiem. Wreszcie podnoszę wzrok, desperacko szukając spojrzeniem Cole'a pośród małej grupki. Nie zauważam go i przygarbiam się, czując się dosyć głupio. Oczywiście, że go tu nie ma. Przecież ostatecznie go nie zaprosiłam. Blaze nadal rozmawia ze swoim kumplem, innym barmanem. Nie z Cole'em. Nigdy z Cole'em.
Rzucam Camili gniewne spojrzenie, ale to tylko jeszcze bardziej rozśmiesza ją i Larę.
- Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. Boże, tak łatwo cię zwieść.
Lara potwierdza, odrzucając swoje długie, ciemne włosy za ramię.
- No właśnie. Nie trzeba nawet wypowiadać całego jego imienia, a od razu panikuje. Wystarczy "Co..." i widzisz? Już ma gęsią skórkę.
- Wcale nie! - Przesuwam dłońmi po ramionach, żeby przygładzić najeżone włoski. - Nie tylko ja tak mam. Wszyscy tak na niego reagują. - I w obawie, że mogą opacznie zinterpretować, co mam na myśli, dodaję: - Wszyscy go nienawidzą.
- Nie tacy znów wszyscy. - Wzrusza ramionami Lara. - Słyszałam, jak Tamara mówiła o nim niedawno w socjalnym. Nawijała bez końca, jaki to z niego przystojniak.
- Tak, też przy tym byłam. - Camila przewraca oczami. - Jakby miała obsesję. Myślałam, że nie skończę lunchu, tak o nim ględziła.
Cole podoba się Tamarze? Pierwsze słyszę. Dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz? Choć to pewnie nowina dla wszystkich, nie tylko dla mnie.
Nachylam się ku nim, nagle spragniona odpowiedzi.
- Tamara? Czy to ta kelnerka z bistro? Ta z piskliwym głosem?
Kiwają potakująco głowami.
- Blondynka? Ale bardziej platynowa niż ja? - pytam, upewniając się trzykrotnie, czy myślę o właściwej osobie.
- Tak. - Kiwa głową Lara.
Kurczę. Widziałam Tamarę tylko parę razy, ale wiem, że jest ładna i urocza. Jest też wesoła, w tym stylu, który podoba się facetom. Rozchichotana i lubiąca dobrą zabawę. Co prawda za tymi wielkimi oczami chyba niewiele się dzieje, ale może się mylę. Może Cole dostrzega w niej coś, czego ja nie widzę.
Muszę być bardziej taka jak Tamara.
Próbuję na początek zachichotać, ale Camila mierzy mnie wzrokiem, jakbym straciła rozum.
- Co ty wyprawiasz? Co to było?
- Kaszel. - Kręcę głową, próbując rozwiać jej podejrzenia. - Do rzeczy. Potrzebna mi wasza pomoc. Jak mam przyciągnąć uwagę Blaze'a?
- Jesteś pewna, że chodzi ci o Blaze'a? - pyta mnie Lara ze zdrową dozą sceptycyzmu.
- A o kogo innego?
Wymieniają znaczące spojrzenia.
- O kogo innego miałoby mi chodzić? - dopytuję.
Camila uśmiecha się figlarnie.
O nie. Nie ma mowy. Nie będziemy znów bawić się w tę gierkę, kiedy one rzucają subtelne aluzje, że może nie cierpię Cole'a nieco bardziej, niż to normalne, że mówię o nim i skarżę się na niego tak często, że to aż chorobliwe. No i co z tego, jeśli nienawiść do niego to moje trzecie ulubione hobby, zaraz po nielubieniu go i pogardzie dla jego osoby? Trzeba mieć jakieś zainteresowania!
- Czyli, tak dla jasności, nie obchodziłoby cię, gdyby Tamara spotykała się z Cole'em? - zastanawia się Lara.
- On nigdy się z nią nie umówi.
Stwierdzam to jako fakt. Nie jako przepowiednię, którą wyczytałam z jakiegoś starożytnego zwoju. Widzicie? Piszą tu, że Cole umrze w smutku i samotności.
Lara wzrusza ramionami i unosi brwi.
- Nie byłabym taka pewna... Tamara, zdaje się, uważała, że jest nią oczarowany.
- A jakie przedstawiła dowody?!
Nachylam się teraz do Lary tak blisko, jakbym była detektywem, który w trakcie przesłuchania stracił zimną krew. Jakbym uderzała pięściami w metalowy stolik, powarkując: "Odpowiadaj, do cholery!".
Lara uśmiecha się, a ja chrząkam i prostuję się na moim ręczniku. Wyraźnie mnie poniosło.
Przypominam sobie, że nie obchodzi mnie życie miłosne Cole'a. Mam ważniejsze sprawy, takie jak Blaze. Postawny przystojniak z potężnymi bicepsami i idealnie nieidealnym uśmiechem. Jego brązowe włosy są na tyle długie, że może je lekko odgarniać za uszy. Zwykle za tym nie przepadam, ale teraz całkiem mi się to podoba.
Lara i Camila najwyraźniej nie są zainteresowane pomaganiem mi w usidleniu Blaze'a, więc będę musiała wziąć sprawy w swoje ręce. Raczej nie przyciągnę jego uwagi, siedząc tu w odosobnieniu, więc postanawiam upiec piankę. Tak. Dużą, puszystą, białą piankę, którą muszę uwodzicielsko nadziać na koniec długiego kijka, a jeśli będzie to wyglądało nieco erotycznie - jakbym... sama nie wiem, pieściła go ręką - to cóż, trudno! Przecież nie mam o tym pojęcia. Postanawiam, że wsunę następną, tym razem wolniej. Muszę ją wręcz wepchnąć na miejsce.
Och, super!
Już na mnie patrzy!
Nikt nie jest tak blisko płomieni jak ja, bo na dworze jest dziś gorąco i parno - ognisko służy raczej estetyce niż sztuce przetrwania - ale tak właśnie wolę. Jestem w centrum uwagi. Wyobrażam sobie, że łuna migocze mi kusząco na twarzy, ale to najwyraźniej nie wystarcza. Blaze nadal do mnie nie podchodzi. Dlatego - i nie jestem z tego dumna, wybacz, mamuś - nachylam się, by zbliżyć pianki bardziej do płomieni, wystawiając na pokaz zbyt wiele biustu. Omal mi nie wyskakuje z tej lawendowej sukienki.
I wtedy wyczuwam jakąś woń.
Ach tak, palących się włosów.
- Aaach! - Odskakuję od ognia, macając się po głowie. Nie spaliło się wiele, raptem parę kosmyków, ale skutecznie kończy to moje małe przedstawienie.
- Nic ci nie jest, Paige? - pyta Oscar, z trudem powstrzymując uśmiech.
- Nic - szczebioczę, próbując zignorować zakłopotanie.
Teraz, pomimo moich starań, nie mam nic do pokazania, oprócz dwóch okopconych pianek oraz nieco mniejszej ilości włosów niż ta, z którą przyszłam. Blaze nawet już nie zerka w moją stronę. Jaka szkoda. Powinnam naprawdę o to zawalczyć. Może nawet przypadkiem wetknąć w płomienie palec czy dwa, żeby Blaze mógł odegrać bohatera i pielęgnować mnie, póki nie wrócę do zdrowia.
Mogłabym naprawdę to rozdmuchać, zmusić go, żeby zaniósł mnie do hotelu, żebyśmy mogli obudzić doktora Missicka. Udawałabym z powodzeniem damę w opałach, napierając na Blaze'a biustem, wtulając głowę w zagłębienie jego szyi i jęcząc na zawołanie.
O tak, zaryzykuję obrażenia cielesne, byle przyciągnąć uwagę mężczyzny. Co tam feminizm!
Lara i Camila nie odzywają się ani słowem, gdy wracam na swoje miejsce obok nich. Lara podaje mi piwo, a ja siadam i piję, samotna i nienawidząca siebie za to, że myślę o Cole'u i o tym, co może porabiać o tej porze.