Prolog
Ogień strzelał w kominku pochłaniając kolejne baliki suszonego drzewa. Paliły się szybko, dlatego pani Ludwika zmuszona była do gimnastyki podkładając do ognia. Ludwika była już starą kobietą po sześćdziesiątce. Siedziała teraz w swoim ulubionym fotelu grzejąc stopy przy kominku. Twarz niegdyś piękną pokryły już zmarszczki. Opalenizna dawnych lat zniknęła bezpowrotnie. Reszta ciała opatulona była szczelnie kocem który izolował od chłodu wieczoru. Na dworze panowała już ciemność. Wychowanka pani Ludwiki od dawna jedyny cel i światło życia staruszki już spała. Miała 20 lat i niedługo trzeba będzie wydać ją za mąż, ale kto wtedy zajmie się schorowaną babcią ? Ludwika odpędziła od siebie tę myśl.
Zawiało chłodem choć okno i drzwi były zamknięte. Po pomieszczeniu rozniósł się prawie niemożliwy do zniesienia odór padliny. Ogień w kominku nieco przygasł z sobie tylko znanych powodów. Staruszka bardziej wyczuła niż zauważyła obecność czegoś - kogoś z dawnych lat. To było znajome uczucie towarzyszące zawsze...
Pani Ludwika wzdrygnęła się i zbladła na i tak bielutkiej jak śnieg twarzyczce. Czy to ? Nie, to niemożliwe! To nie mogło być to o czym w tej chwili pomyślała. On nie mógł wrócić. Przecież widziała jego śmierć ! A przynajmniej jej się zdawało, że widziała. A jednak uczucie nie dało się odpędzić. Ogień kominka bardziej przygasł ujmując pomieszczenie w półmrok. Starowinka usłyszała znajomy głos za plecami:
- Witaj Ludi - Tylko jedna osoba ją tak nazywała. Tak, to był on. Jakimś niesamowicie złym zrządzeniem losu on wrócił ! Znów usłyszała ten głos, donośny, męski głos, który mimo jego wieku w ogóle nie uległ zmianie.
- Czyżbyś o mnie zapomniała ? Minęło tylko 18 lat od naszego ostatniego spotkania - rzekł.
Przełknęła ślinę, która teraz nadzwyczaj obficie spłynęła jej do ust i odpowiedziała bez wyrazu jak gdyby jego powrót w ogóle jej nie dziwił.
- Oczywiście, że nie zapomniałam Robercie -
- A pamiętasz jak się skończyło nasze ostatnie spotkanie ? -
- Nie - skłamała rwącym się głosem
- Och czyżby trochę chłodu ci zaszkodziło ? Nie jesteśmy już tacy odporni jak dawniej - zadrwił
- Nigdy nie umiałaś kłamać - ciągnął dalej swą wypowiedź
- ale jak widać czas nie jest dla ciebie łaskawy Ludi co ? -
- Ale tobie przynajmniej sprzyja. Po co wróciłeś ? -
- By odświeżyć stare znajomości, bo tak się składa, że ja doskonale pamiętam tę scenę nad urwiskiem, która rozegrała się 18 lat temu i twoją szyderczą minę gdy odeszłaś z tym kochasiem. Ostrzegałem cię wtedy, ale ty nie słuchałaś a teraz nadeszła godzina mojej zemsty i mogę ci oświadczyć, że wszystko w co przez ostatnie lata pokładałaś swą miłość zostanie zniszczone. - Ludwika przypomniała sobie o śpiącej obok wnuczce.
- Nie odważysz się ! - Choć wiedziała, że jest do tego zdolny
- A jednak ?! Naszą rozmowę uważam za skończoną.-
Ogień błysnął dużym płomieniem na nowo, a odór znikł tak samo jak jego właściciel. Ludwika podniosła się z fotela i już chciała biec obudzić wnuczkę i ostrzec ją, gdy poczuła ucisk w sercu. Zakręciło jej się w głowie, padła i skonała a ogień w kominku wygasł grzebiąc jej sekret razem z nią w ciemności nocy, która i tak dobiegała już końca.