Wróg z przeszłości - Przemysław Kałaska

Kup ebooka

13.66 zł
11.61 zł (8,88 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Ogień strzelał w kominku pochłaniając kolejne baliki suszonego drzewa. Paliły się szybko, dlatego pani Ludwika zmuszona była do gimnastyki podkładając do ognia. Ludwika była już starą kobietą po sześćdziesiątce. Siedziała teraz w swoim ulubionym fotelu grzejąc stopy przy kominku. Twarz niegdyś piękną pokryły już zmarszczki. Opalenizna dawnych lat zniknęła bezpowrotnie. Reszta ciała opatulona była szczelnie kocem który izolował od chłodu wieczoru. Na dworze panowała już ciemność. Wychowanka pani Ludwiki od dawna jedyny cel i światło życia staruszki już spała. Miała 20 lat i niedługo trzeba będzie wydać ją za mąż, ale kto wtedy zajmie się schorowaną babcią ? Ludwika odpędziła od siebie tę myśl.

Zawiało chłodem choć okno i drzwi były zamknięte. Po pomieszczeniu rozniósł się prawie niemożliwy do zniesienia odór padliny. Ogień w kominku nieco przygasł z sobie tylko znanych powodów. Staruszka bardziej wyczuła niż zauważyła obecność czegoś - kogoś z dawnych lat. To było znajome uczucie towarzyszące zawsze...

Pani Ludwika wzdrygnęła się i zbladła na i tak bielutkiej jak śnieg twarzyczce. Czy to ? Nie, to niemożliwe! To nie mogło być to o czym w tej chwili pomyślała. On nie mógł wrócić. Przecież widziała jego śmierć ! A przynajmniej jej się zdawało, że widziała. A jednak uczucie nie dało się odpędzić. Ogień kominka bardziej przygasł ujmując pomieszczenie w półmrok. Starowinka usłyszała znajomy głos za plecami:

- Witaj Ludi - Tylko jedna osoba ją tak nazywała. Tak, to był on. Jakimś niesamowicie złym zrządzeniem losu on wrócił ! Znów usłyszała ten głos, donośny, męski głos, który mimo jego wieku w ogóle nie uległ zmianie.

- Czyżbyś o mnie zapomniała ? Minęło tylko 18 lat od naszego ostatniego spotkania - rzekł.

Przełknęła ślinę, która teraz nadzwyczaj obficie spłynęła jej do ust i odpowiedziała bez wyrazu jak gdyby jego powrót w ogóle jej nie dziwił.

- Oczywiście, że nie zapomniałam Robercie -

- A pamiętasz jak się skończyło nasze ostatnie spotkanie ? -

- Nie - skłamała rwącym się głosem

- Och czyżby trochę chłodu ci zaszkodziło ? Nie jesteśmy już tacy odporni jak dawniej - zadrwił

- Nigdy nie umiałaś kłamać - ciągnął dalej swą wypowiedź

- ale jak widać czas nie jest dla ciebie łaskawy Ludi co ? -

- Ale tobie przynajmniej sprzyja. Po co wróciłeś ? -

- By odświeżyć stare znajomości, bo tak się składa, że ja doskonale pamiętam tę scenę nad urwiskiem, która rozegrała się 18 lat temu i twoją szyderczą minę gdy odeszłaś z tym kochasiem. Ostrzegałem cię wtedy, ale ty nie słuchałaś a teraz nadeszła godzina mojej zemsty i mogę ci oświadczyć, że wszystko w co przez ostatnie lata pokładałaś swą miłość zostanie zniszczone. - Ludwika przypomniała sobie o śpiącej obok wnuczce.

- Nie odważysz się ! - Choć wiedziała, że jest do tego zdolny

- A jednak ?! Naszą rozmowę uważam za skończoną.-

Ogień błysnął dużym płomieniem na nowo, a odór znikł tak samo jak jego właściciel. Ludwika podniosła się z fotela i już chciała biec obudzić wnuczkę i ostrzec ją, gdy poczuła ucisk w sercu. Zakręciło jej się w głowie, padła i skonała a ogień w kominku wygasł grzebiąc jej sekret razem z nią w ciemności nocy, która i tak dobiegała już końca.

1. Zauroczenie

Dorota zbudziła się wczesnym rankiem, miała mętlik w głowie. Ten nowy chłopak... chyba Robert, tak to było jego imię. Zmienił jej życie diametralnie. Boże ! Była zakochana. Tak ona, klasowy kujon, nie zajmujący się niczym prócz nauki !? Nie do wiary, ale miała go na talerzu, mimo że chodził z największą laską a zarówno największą zdzirą w szkole. Dorota zaczynała pierwszy rok studiów a tyle się wydarzyło. Liceum zdawało się teraz odległą przeszłością. Cała poprzednia szkoła sprzymierzyła się przeciw niej i uczyniła z jej życia koszmar. Opieka nad babcią dobiła Dorotę. Mimo to lubiła staruszkę, zawsze pogodną pomimo choroby. Potem nadszedł sądny dzień. W niedzielę o 8 rano zaszokowana dziewczyna znalazła ciało babki w salonie. Na jej ustach malował się grymas bólu i bezsilności, którego Dorota nigdy nie zapomni. Ale co było, to już nie wróci a teraz są ważniejsze sprawy niż rozmyślanie o przeszłości. Młoda studentka powinna przygotować się na zajęcia. Szczególnie, że ma zamiar przyjść wcześniej by spotkać Roberta. Naturalnie on nie może wiedzieć, że Dorota za nim szaleje, do czasu aż zaczną być parą. Robert to smaczny kąsek dla większości dziewczyn z roku. Jest przystojny, umięśniony i ma dużo pod sufitem a ponadto jest zabawny. Zdawało by się, że nie czuje do niej specjalnego sentymentu gdyby nie wczorajszy list, który doręczono Dorocie tuż po zajęciach. Oczywiście mogły być to żarty lecz serce wskazywało na co innego, a zresztą styl listu nie wskazywał by to nie było coś poważnego. Dorota była pewna swych uczuć, ale czy list mówi prawdę ? Czy naprawdę ją zauważył pośród wielu zapewne ładniejszych dziewczyn ? Taką cichą myszkę. Kujonka, z którego wszyscy kpią. Najstaranniej jak mogła nakładała na twarz delikatny makijaż. Nie chciała aby był zbyt wyrazisty lub wyzywający bo nazwano by ją wtedy dziwką i zapewne pogrzebało by to jej szansę wobec Roberta. Tak, tego kochanego Roberta, który nigdy jej nie uraził czy nie urągał jej przed grupą. Potem zbliżał się czas doboru sukienki, która nie mogła być za zwyczajna bo wówczas nazwano by ją oberwańcem, ale nie mogła być również za uroczysta bo świadczyło by to, że zadurzyła się w kimś. Tak to prawdziwy dramat dobrze ułożyć sukienkę i makijaż. Przy jej pozycji nie ma się zbyt wielu możliwości, a wpadnięcie w oko chłopakowi graniczy z cudem. Musiała celować jak snajper, ale nie miała za dużo czasu. Zbliżała się godzina wyjścia a łóżko jeszcze nie pościelone, książki nie spakowane i brzuch dopomina się o swoje. Trzeba się śpieszyć, tego to mogła być pewna. Czasu było coraz mniej. Jednak zdążyła. Już szła szerokim chodnikiem prowadzącym ją ku przeznaczeniu. Dotarła do celu acz nie spotkała Roberta tam gdzie mogła się go spodziewać. Nie było go na placu, ani z kolegami. Wpadła na niego w piwnicy i tego się nie spodziewała, ale jak mogła w ogóle wierzyć, że coś się wydarzyło, że coś zaiskrzyło. Ona... Klasowy kujon i Robert kapitan szkolnej drużyny grającej w kosza. To było głupie. Wszystko co rano wydawało się możliwe a nawet prawdziwe było teraz totalną głupotą. Robert stał tam, ale jego usta wmieszane w usta jego ex dziewczyny ukrywały taniec ich języków. Rano myślała, że ma go na talerzu ale to było tylko fatalne zauroczenie. Miała ochotę chwycić ją i rozerwać na strzępy, ale opanowała się i wyszła bez słowa nie przerywając im. Wiedziała, że jego oczy podążają za nią ale nie odwróciła się. A jednak nie był takim skończonym dupkiem za jakiego go miała. Nikt się o tym nie dowiedział. Po południu wydarzyła się kolejna nieprzewidywalna rzecz. Jeden z nauczycieli oświadczył ze smutkiem w głosie, że uczennica została pogryziona przez psa wilczura i przebywa teraz na ostrym dyżurze w szpitalu. Z niebywałą euforią Dorota przyjęła wiadomość, bo była to ta sama dziewczyna, którą nakryła w uściskach Roberta dziś rano. Podobno pies zaatakował jej szyję. Na gardle biedaczki pozostały cztery krwawiące ślady więc nie należy spodziewać się jej w najbliższym czasie. O ile w ogóle zdoła wrócić na uczelnię. Lekarze bardzo źle wróżą ofierze tego jakże fatalnego wypadku. Psa - sprawcy nie udało się jeszcze ująć ale poszukiwania trwają. Profesor prosi o zachowanie szczególnej ostrożności na terenie uczelni. Pies jest prawdopodobnie wściekły.