ROZDZIAŁ 2
Evelina
MAM KREW NA BUCIE.
Cholera.
Przyglądam się moim znoszonym skórzanym kozakom na obcasie, a irytacja tylko się nasila, bo będę musiała spędzić resztę wieczoru w tym gównianym klubie z ludzką krwią wsiąkającą w moją stopę.
Mam nadzieję, że przez to nie wróci z zaświatów i nie będzie mnie nawiedzał.
- Co jest, gburku? - pyta mój najlepszy, i jedyny, przyjaciel, Cody, a potem uśmiecha się szeroko, opierając o bar obok mnie.
Podnoszę wzrok, kładę rękę na piersi i unoszę brew.
- Nie jestem gburowata.
Jego blond włosy aż podskakują, gdy odrzuca głowę w tył i wybucha śmiechem.
- Jesteś stuprocentową pesymistką.
Zerkam na ludzi, którzy ustawiają się za nim w kolejce do baru i wzruszam ramionami.
- Realistką. A to różnica.
- Cóż, i zajebiście nudną. - Przewraca oczami. - To po to mnie tu ściągnęłaś? Myślałem, że z tą peruką trochę się rozluźnisz. Blondynki podobno lepiej się bawią.
Zgrzytam zębami i stukam paznokciami w kształcie migdałów o blat. Czarny lakier odzwierciedla mój nastrój. Jedyny powód, dla którego przyjechałam do Chicago, jest taki, że niestety jak zwykle, gdy chodzi o ludzi wchodzących ojcu w drogę, zostałam tu wysłana, żeby znaleźć nic nieznaczącego idiotę i dać mu nauczkę. Blond peruka, którą mam przymocowaną do głowy na klej, i soczewki kontaktowe to tylko zabezpieczenie. Nie noszę ich dla rozrywki.
- Chcesz szota? - pyta, poruszając brwiami częściowo skrytymi za okularami.
- Nie piję.
Te słowa wybrzmiały ostrzej, niż zamierzałam, ale ból między moimi oczami się nasila, a mój lont staje się coraz krótszy od chwili, gdy rano jakiś idiota przeszkodził mi w przygotowywaniu ksiąg rachunkowych dla rodzinnego biznesu, żeby wyglądał legalnie, choć w ogóle taki nie jest.
Znowu zerkam na zaschniętą krew.
Mój przyjaciel marszczy brwi.
- Od kiedy?
Wzruszam ramionami i przeczesuję palcami gęste włosy, a rozjaśnione blond pasma opadają mi na ramię.
- Od zawsze, Cody. Nie wiem. Chryste, będziesz mi tak ciągle zawracał dupę? Chciałam ci tylko pomóc wyjść z domu matki. - Ponownie wzruszam ramionami. - Żebyś skorzystał z życia, zamiast wiecznie siedzieć przed komputerem.
Patrzy na mnie bez słowa i mruga.
- Okej - szepcze. - Pójdę potańczyć. Znajdę sobie jakiegoś fajnego, wielkiego fiuta do possania. - Uśmiecham się po raz pierwszy tego dnia, a on puszcza mi oczko. - Jak już skończysz z tym, po co tu przyjechałaś, powinnaś zrobić to samo. Może dobre rżnięcie pozwoli ci przepchać ten gigantyczny kij i wyciągnąć go z dupy.
Macham na niego ręką i odwracam się w stronę baru, a żołądek mi się zaciska, gdy barman podchodzi do mnie z uśmiechem. To właśnie do niego zostałam tu wysłana.
- Zdecydowałaś się już na coś do picia? - pyta.
- Nie jestem pewna, czego chcę. - Uśmiecham się chytrze i patrzę na niego spod rzęs. To oczywiście jedno wielkie kłamstwo. Przyjechałam tu, żeby sprawdzić, czy sprzedaje podróbę naszego produktu.
W jego niebieskich oczach pojawia się błysk.
- Żadnego ulubionego drinka?
Opieram się o bar i upewniam się, że mój dekolt jest dobrze wyeksponowany, a on ma dobry widok.
- Nie jestem fanką alkoholu, wiesz? Wolałabym raczej... odlecieć.
Jego spojrzenie przesuwa się na moje piersi, a ja walczę z obrzydzeniem na myśl, jaki jest przewidywalny. Szczerze, nawet nie jestem tak atrakcyjna. Nie w porównaniu z delikatną urodą mojej siostry, ale wystarczy rzucić facetowi cycki pod nos, a krew od razu spływa im do kutasa zamiast zostać w mózgu.
Oblizuje się.
- Po prostu chcę się dobrze bawić. - Przekrzywiam głowę i stukam długimi paznokciami o blat baru. - A ty nie?
Przerzuca białą ścierkę przez ramię i opiera się łokciami o bar.
- Andrew! - krzyczy ktoś. Barman przenosi spojrzenie na kelnerkę z pustą tacą w ręce, która ma zirytowany wyraz twarzy.
- Koleś, dostanę mojego drinka?
Krzywi się, znowu patrzy na mnie i stuka knykciami o bar.
- Nigdzie nie idź. Mam coś, co przypadnie ci do gustu.
Gdy tylko się odwraca, znika moja ponętna mina, podnoszę podkładkę i obracam nią w dłoni, walcząc z chęcią, by poprosić o wodę niegazowaną oraz serwetkę, żeby zetrzeć plamę krwi z buta.
Nie widać jej, ale mi przeszkadza.
- Za bardzo się starasz.
Odwracam głowę i patrzę na mężczyznę z mocno zarysowaną szczęką oraz intensywnie zielonymi oczami. Unoszę brew.
- Słucham?
Uśmiecha się szeroko, prezentując dołeczki w policzkach, i bierze łyk piwa, po czym opiera się o bar.
Prycham, zirytowana tym, że ten koleś postanowił mnie wkurzyć. Jeszcze bardziej irytuje mnie to, że jest tak atrakcyjny, że ściska mnie w brzuchu.
- A kto twierdzi, że się staram?
Podchodzi bliżej i przełyka ślinę, a do mojego nosa dociera zapach cynamonu. Przeczesuje swoje krótkie i lekko kręcone brązowe włosy. Śledzę ten ruch wzrokiem, a potem wiodę nim po jego czarnej skórzanej kurtce i ciemnych dżinsach.
- Jeśli chcesz, możesz poćwiczyć na mnie - kontynuuje, wskazując głową na barmana. - Zanim tu wróci.
Odchylam lekko głowę, starając się zrozumieć, czy mnie podrywa, czy się ze mnie wyśmiewa.
- Wow, co za propozycja.
Wzrusza ramionami.
- Jestem dzisiaj wyjątkowo szczodry.
Normalnie nie zareagowałabym dobrze na to, że ktoś narusza moją przestrzeń osobistą. Ale ten mężczyzna mnie intryguje. Poza tym jest seksowny, a ja jestem napalona. Trudno mi znaleźć kogoś, kogo byłabym w stanie znosić wystarczająco długo, żeby doprowadził mnie do orgazmu.
Wyciągam rękę, zabieram mu piwo i biorę mały łyk. Ukrywam grymas wywołany smakiem i przesuwam językiem po wargach. Dziwnie mi tam bez kolczyka, ale tego typu cechy charakterystyczne nie sprzyjają anonimowości.
Natomiast wcześniej nie kłamałam, że nie jestem typem osoby, która lubi pić.
- Cóż, to dobra wiadomość. - Zsuwam się ze stołka i podchodzę do niego, aż nasze klatki piersiowe ocierają się od siebie. Czuję, jak rwie mu się oddech, i staję na palcach, by przeciągnąć ustami po jego szczęce. - Bo ja uwielbiam brać.
W oczach pojawia mu się błysk, a gdy robię krok w tył, jego usta znowu rozciągają się w tym idealnym uśmiechu.
- Jesteś interesująca.
- A ty irytujący - odpowiadam.
Śmieje się.
Ściska mnie w piersi i muszę przygryźć wargę, by powstrzymać kąciki ust przed uniesieniem. Kręcę głową.
- Jak masz na imię? - pyta.
Zerkam na niego.
- Po co ci moje imię?
- To normalna kolej rzeczy. Facet widzi atrakcyjną kobietę w barze, więc chce ją lepiej poznać. - Wyciąga rękę. - Jestem Nick.
Krzyżuję ramiona na piersi i patrzę na jego dłoń.
- Skąd mam wiedzieć, że nie próbujesz poznać mojego imienia, żeby potem mnie stalkować?
- To aroganckie z twojej strony.
- Czyżby? W końcu jesteś tutaj sam, zarywasz do nieznajomej i pytasz ją o imię. Nie widziałeś nigdy Dateline, Nicholasie?
Wskazuje w kierunku parkietu.
- Nie jestem tu sam. I mów mi Nick.
Podążam spojrzeniem we wskazane miejsce i patrzę na atrakcyjnego mężczyznę, który na środku parkietu tańczy z jakąś dziewczyną.
- To mój przyjaciel, Seth. Dostałem dzisiaj nowe zlecenie w pracy, przez które będę musiał na trochę wyjechać, więc postanowiliśmy razem świętować.
- Ja zapewne też bym świętowała, gdybyś wyjeżdżał.
Śmieje się i bierze kolejny łyk piwa, ustami dotykając dokładnie tego samego miejsca, do którego ja przykładałam wargi. Potem oblizuje usta, nie odrywając ode mnie wzroku. Wszystko się we mnie zaciska, a między nogami czuję falę gorąca.
To wręcz okropne, jak bardzo mnie pociąga.
- Słuchaj, nie mam czasu - wskazuję palcem na niego, a potem na siebie - na to tutaj. Dlatego albo przejdź do rzeczy, albo poszukaj kogoś innego. Jestem pewna, że znajdziesz w tym miejscu wystarczająco zdesperowanych kobiet, które podadzą ci swoje dane, żebyś mógł zaglądać im przez okna do domów.
Odstawia kufel i zerka ponad moim ramieniem, a potem robi krok w przód, pochyla się, jego usta znajdują się bardzo blisko mojej szyi.
Biorę gwałtowny wdech, serce łomocze mi w piersi.
- Nie chcę cię stalkować, ślicznotko. - Zakłada mi kosmyk włosów za ucho. - Chcę cię zerżnąć.
Och.
Przez moje wnętrze przelewa się coś gorącego i nikczemnego. Ten mężczyzna jest niebezpieczny. A ja nie mogę sobie pozwolić na rozproszenie. Tyle że... Zerkam na barmana, Andrew, i dociera do mnie, że zostało mu jeszcze kilka godzin do końca pracy. Trochę rozrywki mi nie zaszkodzi. I dlaczego miałabym się nie nagrodzić? Poza tym nie jestem przyzwyczajona do bycia w centrum uwagi. Zwykle chowam się w ciemnych kątach i staram wtopić w cień. Dzięki temu łatwiej jest obserwować moją siostrę, Dorothy, i czekać, aż wyjdzie ze swojej roli idealnej kobiety na wystarczająco długo, bym mogła udowodnić to, co wiem od lat.
Że to ona zabiła Nessę.
Ta zmiana dynamiki jest całkiem przyjemna, choć niespodziewana.
- Cóż... - Stukam palcami o bar, czując na sobie gorące spojrzenie Nicholasa, którym lustruje moje ciało. - Było miło, ale muszę iść do toalety. Jeśli wiesz, co dla ciebie dobre, nie pójdziesz za mną, stalkerze.
Zaciska usta, jakby walczył z uśmiechem, i pochyla głowę.
Szczerze to spodziewam się, że za mną pójdzie, ale gdy idę przez parkiet w stronę wąskiego korytarza, przeciskając się przez tłum lepkich, spoconych ciał, nigdzie go nie widzę. Tak jest lepiej.
Otwieram drzwi do damskiej toalety i wchodzę do środka. To małe pomieszczenie, wyłożone białymi i czarnymi kafelkami, z dwiema kabinami. Podchodzę do nich i zerkam pod spód, aby się upewnić, że nikogo tam nie ma. Potem idę do umywalki i opieram ręce o krawędź. Wypuszczam oddech.
Drzwi szybko się otwierają i zamykają, a mnie serce podchodzi do gardła, wszelkie mechanizmy obronne budzą się do życia, bo słyszę kliknięcie przekręcanego zamka. Odwracam się, a ekscytacja przepełnia mnie całą, gdy napotykam spojrzenie Nicholasa, który idzie pewnym krokiem w moją stronę. Przekrzywia głowę, zdejmuje kurtkę i rzuca ją na blat koło umywalki. Cofam się, aż plecami dotykam obleśnej ściany, ale on się nie zatrzymuje, póki nie przywiera do mnie ciałem, a mnie przeszywa dreszcz.
- Wiedziałam, że za mną pójdziesz. - Przewracam oczami. - To było do przewidzenia.
Wyciąga rękę i chwyta mnie za włosy na potylicy. Zaciska palce i pociąga, tak że muszę wygiąć szyję i spojrzeć prosto na niego.
Jezu.
Serce mi przyspiesza i mam nadzieję, że klej, którym mocowałam perukę, wytrzyma.
- Wygląda na to, że nie wiem, co dla mnie dobre - mówi.
A potem się pochyla i mnie całuje.
Jęczę i chwytam go za głowę, jego język splata się z moim. Smakuje czymś słodkim i ostrym, a ja zatracam się w chwili. Nigdy więcej nie zobaczę tego gościa, ale mam nadzieję, że jego zachowanie to nie była tylko gra i zdoła dać mi orgazm, zanim zniknie.
Zsuwa ręce na moje uda, podnosi mnie i przyciska do siebie, aż czuję każdy jego centymetr między nogami. Wypycha biodra, a ja jęczę w jego usta.
Tak się cieszę, że zostawiłam pistolet w samochodzie. Ciężko byłoby to wytłumaczyć.
Krzyżuję kostki za jego plecami i zaczynam się o niego ocierać, kołysząc biodrami.
- Kurwa - klnie, odrywając się od moich ust, i przesuwa usta na moją szyję.
Czuję, że ociekam wilgocią. Wyginam plecy, aż uderzam głową o ścianę, odsłaniając przed nim więcej skóry.
- Podasz mi swoje imię? - chrypi.
- Nie.
Sięgam w dół i rozpinam guzik jego spodni, a potem wsuwam rękę za pasek i chwytam jego kutasa. Ściska mnie w żołądku, gdy dociera do mnie, jaki jest wielki.
Puszcza moje nogi i odsuwa się nieznacznie, żeby wyjąć prezerwatywę z kieszeni. Wyrywam mu ją z rąk, padam na kolana i ściągam mu spodnie na tyle, by móc wyciągnąć jego sprzęt. Na żołędzi zebrała się już kropla wilgoci, a ja pochylam się i zlizuję słonawy płyn. Jęczę. Smakuje tak dobrze, że chcę więcej, dlatego wsuwam go w usta, aż dociera do tylnej ściany gardła.
- Jezu Chryste - jęczy, opierając ręce o ścianę.
Poruszam kilka razy głową, przesuwam językiem po grubej żyle ciągnącej się przez całą jego długość, a potem wysuwam go z głośnym cmoknięciem i otwieram prezerwatywę zębami. Zakładam mu ją, a gdy to robię, czuję na sobie jego gorące spojrzenie.
Chwyta mnie za ramiona i podnosi gwałtownie. Zanim jestem w stanie choćby mrugnąć, podwija mi spódnicę i odsuwa majtki na bok.
- Muszę w ciebie wejść.
Obejmuje się moimi nogami w pasie i wchodzi we mnie jednym mocnym ruchem.
Tak głęboko.
Porusza się szybko, a ja przewracam oczami, bo chyba nikt nigdy mnie tak pieprzył. Szybko i gwałtownie, jakby wszystko od tego zależało.
Ta myśl i to, jak mnie wypełnia, szybko zbliżają mnie do orgazmu, łechtaczka nabrzmiewa od napięcia zbierającego się w moim podbrzuszu.
- Boże - mruczę, uderzając głową o ścianę. - Uwielbiam twojego kutasa.
Śmieje się i ani trochę nie zwalnia, trzymając mnie za uda tak mocno, że pewnie będę miała siniaki.
- Pokaż mi - mówi, przygryzając płatek mojego ucha. - Pokaż mi, jak bardzo uwielbiasz mojego kutasa.
Jego słowa to ostatnie, czego potrzebuję. Dochodzę, przed oczami pojawiają mi się mroczki, paznokcie wbijam mu w ramiona, a on nie przestaje mnie pieprzyć.
- Właśnie tak, ślicznotko. Właśnie tak.
Porusza się jeszcze kilka razy, aż wchodzi we mnie tak głęboko, że przywiera do mnie biodrami. Jego kutas zaczyna podrygiwać, a jego niski jęk wprawia każdą moją kość w wibracje.
Powoli wracam na ziemię, aż do mnie dociera, co się stało i gdzie się znajduję.
I co powinnam robić.
Puszcza moje drżące nogi, przesuwa palcami po udach i chwyta pod boki, dotykając czołem mojego czoła.
- Zdradź mi swoje imię - szepcze.
Nie robię tego. Odpycham go i odwracam się na drżących nogach.
Najlepszy seks, jaki w życiu miałam.
Nagle w pomieszczeniu robi się duszno, a ja muszę wyjść. Teraz. Nie podoba mi się to, jak się przez niego czuję. Bo chcę mu podać swoje imię. Chcę go zapytać, dokąd idzie, kim są jego przyjaciele, a ja tak nie postępuję.
Ja tak nie funkcjonuję.
Dlatego odwracam się, mam wrażenie, jakby ściany zaczęły się do siebie zbliżać. Podchodzę do niego, obejmuję go za szyję, staję na palcach i składam pocałunek na jego nabrzmiałych wargach.
Widzę, jak ciemnieją mu oczy.
Wychodzę z łazienki i poruszam się tak szybko, jak to możliwe, żeby mieć pewność, że za mną nie pójdzie.
I nie idzie.
A gdy kilka godzin później w ciemnej alejce strzelam barmanowi Andrew w szyję i patrzę, jak jego krew wlewa się w pęknięcia w chodniku, a mężczyzna pada na kolana, wypuszczając z ręki podróbkę naszego narkotyku... Tymczasem ja potrafię myśleć tylko o tym, że naprawdę chciałabym móc podać Nicholasowi swoje imię.