Wracam do domu. Saga rodziny Kippów. Tom 3 - Karin Smirnoff

Kup ebooka

42.90 zł
34.32 zł (30,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

W SE­RII DZIEŁ PI­SA­RZY SKAN­DY­NAW­SKICHUKA­ZAŁY SIĘ DO­TYCH­CZAS:

Carl Frode TIL­LER, Ucieczka, prze­ło­żyła Ka­ta­rzyna Tun­kiel

Nina WÄHÄ, Ba­betta, prze­ło­żyła Ju­styna Kwiat­kow­ska

Ka­rin SMIR­NOFF, Je­dziemy z matką na pół­noc, prze­ło­żyła Agata Te­pe­rek

Tar­jei VESAAS, Wio­senna noc / Za­mek z lodu, prze­ło­żyła Ma­ria Go­łę­biew­ska-Bi­jak

Tommi KIN­NU­NEN, Po­wie­działa, że nie ża­łuje, prze­ło­żył Se­ba­stian Mu­sie­lak

Roy JACOB­SEN, An­ne­liese PITZ, Czło­wiek, który ko­chał Sy­be­rię, prze­ło­żyła Iwona Zim­nicka

Helga FLA­TLAND, Ostatni raz, prze­ło­żyła Ka­ro­lina Droz­dow­ska

Ka­rin SMIR­NOFF, Po­je­cha­łam do brata na po­łu­dnie, prze­ło­żyła Agata Te­pe­rek

Nina WÄHÄ, Te­sta­ment, prze­ło­żyła Ju­styna Cze­chow­ska

Kjell WESTÖ, Niebo w ko­lo­rze siarki, prze­ło­żyła Ka­ta­rzyna Tu­by­le­wicz

Roy JACOB­SEN, Tylko matka, prze­ło­żyła Iwona Zim­nicka

Knut HAM­SUN, Sza­rady, prze­ło­żyła Ma­ria Go­łę­biew­ska-Bi­jak

Laura LIN­D­STEDT, One­iron, prze­ło­żył Se­ba­stian Mu­sie­lak

Roy JACOB­SEN, Oczy z Ri­gela, prze­ło­żyła Iwona Zim­nicka

Stig DAGER­MAN, Po­pa­rzone dziecko, prze­ło­żyła Ju­styna Cze­chow­ska

Au­?ur Ava OLA­FS­DÓT­TIR, Bli­zna, prze­ło­żył Ja­cek Go­dek

Jo­nas T. BENGTS­SON, Ży­cie Sus, prze­ło­żyła Iwona Zim­nicka

Roy JACOB­SEN, Białe mo­rze, prze­ło­żyła Iwona Zim­nicka

Ka­ren BLI­XEN, Po­że­gna­nie z Afryką, prze­ło­żyli Jó­zef Gie­buł­to­wicz i Ja­dwiga Piąt­kow­ska

Carl Frode TIL­LER, Po­czątki, prze­ło­żyła Ka­ta­rzyna Tun­kiel

Helga FLA­TLAND, Współ­cze­sna ro­dzina, prze­ło­żyła Ka­ro­lina Droz­dow­ska

Roy JACOB­SEN, Nie­wi­dzialni, prze­ło­żyła Iwona Zim­nicka

3

Mimo wszystko mu­simy ja­koś uczcić boże na­ro­dze­nie oświad­czyła an­ge­lika.

Znio­sła ze stry­chu pu­dła z de­ko­ra­cjami świą­tecz­nymi i po­sta­wiła je na pod­ło­dze w izbie. Usia­dła na em­mie i tak sie­działa.

Ja usia­dłam na osca­rze i też tak sie­dzia­łam.

Nie chcę ob­cho­dzić bo­żego na­ro­dze­nia po­wtó­rzy­łam.

A więc w tej kwe­stii mamy od­mienne zda­nia od­parła an­ge­lika.

Chciała pod­trzy­mać tra­dy­cję. Bo tra­dy­cje po­zwa­lają lu­dziom za­cho­wać rów­no­wagę jak to ujęła.

Wszystko może się zda­rzyć je­śli nie bę­dziemy ob­cho­dzić świąt. Jesz­cze coś ci się prze­stawi w gło­wie i za­czniesz pić do­dała. Albo ja nie dam rady wię­cej piec.

Je­śli już to bez bom­bek łań­cu­chów i go­ści nie ustę­po­wa­łam.

Pod­nio­sła aniołka na nitce. Od­cze­kała aż prze­sta­nie się ob­ra­cać i scho­wała go z po­wro­tem do pu­dełka.

Sporo ozdób jest po mo­jej ma­mie za­uwa­żyła. Też lu­biła boże na­ro­dze­nie.

Twoja mama pod­chwy­ci­łam i po­my­śla­łam że ni­gdy nie py­ta­łam an­ge­liki o ro­dzinę. Zro­bi­łam to te­raz a ona od­po­wie­działa nie­zbyt wy­lew­nie.

Miesz­ka­li­śmy w va?sti­byn. Koło lant­manny. Oj­ciec był me­cha­ni­kiem. Na po­dwó­rzu miał warsz­tat. Wła­ści­wie to na­wet wciąż ma. Dawno tam nie za­glą­da­łam.

A co z twoją mamą.

Po­wie­siła się na stryszku. Do­sta­łam po niej w spadku de­ko­ra­cje świą­teczne.

Prze­su­nęła się na skraj sie­dzi­ska ze­brała w so­bie wszyst­kie siły i dźwi­gnęła się z fo­tela. Bror jej mama i to co wła­śnie w niej ro­sło od­biło się na jej czole pod po­sta­cią zmarsz­czek.

To brora spy­ta­łam.

Za­pewne nie. Ale przy­je­chał pro­sto do mnie. A ja mu wy­ba­czy­łam wy­ja­śniła.

Ale nie są­dzisz żeby to było jego drą­ży­łam.

Nie nie są­dzę. Może ar­cha­nio­ła­ga­briela.

Ko­ły­sząc się po­czła­pała do kuchni. Przy­nio­sła tacę z pro­wian­tem. Pod­pło­myk z roz­to­pio­nym tłusz­czem szynką i ki­szo­nym ogór­kiem. Sok bo­rów­kowy kawę i spodek cia­ste­czek.

Pro­szę po­wie­działa. Jedz. Mu­sisz coś jeść.

Ugry­złam ka­napkę. Za­czę­łam prze­żu­wać szynkę. Na­pi­łam się kawy żeby prze­pchnąć przez gar­dło ten kęs.

Ktoś za­pu­kał do drzwi.

Otwarte za­wo­ła­ły­śmy nie wsta­jąc z miejsc.

Go?ranba?ckstro?m wgra­mo­lił się do środka z cho­inką w ob­ję­ciach. Ściął ją nad mo­rzem. Brnął przez śnieg z sie­kierą sznu­rem i piłą. Wi­dzia­ły­śmy po nim że sporo go to kosz­to­wało. Nie­mal ry­zy­ko­wał ży­cie żeby tylko an­ge­lika miała cho­inkę.

Prze­cież pra­wie nie ma śniegu za­uwa­ży­łam. Mo­głeś ją tu przy­nieść choćby w pan­to­flach.

An­ge­lika i göran­bäck­ström wy­mie­nili spoj­rze­nia.

Chcia­łem tylko po­móc mruk­nął.

Wiel­kie dzięki rzu­ci­łam. Po­szłam na stry­szek po­ło­ży­łam się na łóżku i wle­pi­łam wzrok w su­fit. We­szło mi to w na­wyk. Le­że­nie na łóżku i ga­pie­nie się w su­fit. W my­ślach raz po raz prze­cho­dzi­łam przez to co się stało. Od mo­mentu kiedy cze­ka­jąc na johna wy­sia­dłam z sa­mo­chodu przy tar­taku aż do chwili gdy ten sam john zniósł mnie z góry i za­pa­ko­wał do mo­jego dżipa.

Mo­głam cho­dzić. No­gom nic nie do­le­gało. Tylko się od­mro­ziły.

Ko­niecz­nie jedź na po­go­to­wie oświad­czył.

Nie. Za­wieź mnie do tej prze­klę­tej góry. Mu­sia­łam się do­wie­dzieć co z bro­rem. Nie sły­sza­łam już jego my­śli.

U pod­nóża afta­ber­get ze­brali się miesz­kańcy wsi. El­la­gran obej­mo­wała an­ge­likę.

Ka­retka już tu je­dzie oświad­czyła na nasz wi­dok. Stała tam na­wet ta finka i trzę­sła się z zimna w sztucz­nym fu­trze.

A ona co tu robi spy­ta­łam johna. Nic tu po niej.

Mieszka te­raz u mnie wy­ja­śnił. Też chce wie­dzieć co się dzieje.

Aha od­par­łam i spró­bo­wa­łam wy­siąść z sa­mo­chodu. Wkrótce jej się znu­dzi i wróci do swo­jego spód­ni­co­spod­nio­landu.

Je­śli bę­dziesz ci­cho to bę­dzie cię mniej bo­lało po­ra­dził john i za­ło­żył mi tem­blak z sza­lika.

Nie czu­łam bólu. Ale nie pro­te­sto­wa­łam.

Jego ręce pra­co­wały ostroż­nie.

Rzadko się to zda­rzało.

Jak­bym była szcze­gól­nie kru­cha.

Nie by­łam.

Go?ranba?ckstro?m i gun­nar­gran zna­leźli ciało brora pod wy­soką skałą. Tuż przy wej­ściu do po­rzu­co­nej li­siej nory. Bror nie miał wi­docz­nych ob­ra­żeń je­śli nie li­czyć stopy wy­krę­co­nej w od­wrotną stronę. Po­ło­żyli go na sa­niach i za­wieźli na po­dwó­rze an­ders­sona. Usia­dłam przy nim. W od­dali sły­sze­li­śmy sy­reny. Po­chy­li­łam się nad bro­rem i za­czę­łam mu szep­tać do ucha.

To nie pierw­szy raz.

Już wcze­śniej był o krok od śmierci.

Za­wsze od­zy­ski­wał przy­tom­ność.

Bro­rze po­wie­dzia­łam nie mo­żesz tak le­żeć. Wiesz prze­cież. Je­śli za­śnie się w za­spie można już się nie obu­dzić.

Raz po raz za­kła­da­łam mu włosy za ucho. Jego po­liczki try­skały zdro­wiem. Jak pod­czas wy­cieczki nad mo­rze u progu wio­sny gdy woda jesz­cze jest skuta lo­dem. A kwiet­niowe słońce od­bi­ja­jąc się od śniegu wy­pala piegi. Te­raz jed­nak był gru­dniowy wie­czór tuż przed bo­żym na­ro­dze­niem. Wpraw­dzie pod­czas od­wilży śnieg opadł z drzew ale mrozy wra­cały.

Pa­mię­tasz złote za­sady aatki spy­ta­łam. Nie pij zim­nego mleka. Nie kładź się do zim­nego łóżka. Nie wy­chodź z domu bez czapki. La­tem jedz na za­pas. A zimą.

Po­wie­dzia­łam mu że jest idiotą. Ża­ło­sną kre­wetką która znów się wy­dur­niła ale wszystko bę­dzie do­brze. Zdję­łam czapkę i na­cią­gnę­łam mu na głowę. Je­śli umrze to ja też umrę a tego na pewno by nie chciał.

Nic mi nie od­po­wie­dział. Po­ło­ży­łam się koło niego. Ob­ję­łam go. El­la­gran przy­kryła nas ko­cem.

No cóż wes­tchnę­łam kiedy mię­dzy nami znów dało się wy­czuć cie­pło. Ota­cza­jące nas dźwięki roz­mowy lu­dzi i szum drzew uci­chły. Sły­chać było tylko od­głos na­szego wspól­nego płuca. Wdech. Wy­dech. Wdech. Wy­dech.

Opo­wia­da­łam mu o sy­riu­szu. O tym jak egip­cja­nie utoż­sa­miali z nim ozy­rysa a wi­kin­go­wie odyna i skła­dali im ofiary. Wie­dzia­łam że bror bę­dzie miał uwagi. Po­prawi mnie że odyn to bóg a nie gwiazda on jed­nak nic nie po­wie­dział.

Praw­dziwe imię tora to bror do­da­łam. To tylko mit że zo­stał po­ko­nany przez węża. Góra także nie ode­brała mu ży­cia. Był nie­śmier­telny. Tak jak ty.

Od­głosy po­wró­ciły. Pa­pla­nina miesz­kań­ców sma­l?n­ger war­kot sa­mo­cho­dów i ożyw­cze po­dmu­chy wia­tru. Ra­tow­nicy w od­bla­sko­wych stro­jach po­de­szli do nas z no­szami. Pod­nie­śli koc. Chwy­cili mnie za ręce. Po­świe­cili mi la­tarką w oko. Po­wie­dzieli że mnie prze­niosą ale ucze­pi­łam się brora. Mu­sieli mnie od­ry­wać siłą.

Nie za­bie­raj­cie go pro­si­łam. Je­śli nas roz­dzie­li­cie umrzemy.

Kilka szyb­kich cięć i nas roz­dzie­lili.

5

W sa­mo­cho­dzie kiedy je­cha­li­śmy do sma­l?n­ger wró­ciło wra­że­nie nie­czu­cia. John był tylko przy­pad­ko­wym czło­wie­kiem choć bar­dzo się sta­rał.

Mieszka tu tylko tym­cza­sowo bo wła­śnie re­mon­tują jej dom po­wie­dział a ja spy­ta­łam o kim mówi.

O pirjo wy­ja­śnił.

Ach o niej prych­nę­łam i utkwi­łam wzrok w ra­chi­tycz­nym wale śnie­go­wym który zo­sta­wił po so­bie pług na wznie­sie­niu sma­l?n­ger­bac­ken.

Gdyby śnieg le­żał tak jak za­wsze do­da­łam. Mógłby za­mor­ty­zo­wać upa­dek.

To nie wina śniegu od­parł john. Wszedł tam na wła­snych no­gach.

A ty spy­ta­łam. Nie mo­głeś po­móc. By­łeś chyba w po­bliżu. Można by po­my­śleć że.

Ależ na boga krzyk­nął i za­ha­mo­wał tak gwał­tow­nie że zgasł sil­nik.

Uj­rza­łam sza­leńca. Dzi­kusa. Obłą­kań­cze spoj­rze­nie pod grzywką kom­pul­syw­nie od­gar­nianą na bok. Parę czar­nych dziur przy któ­rych twarz tra­ciła rysy.

Je­śli są­dzisz że mam coś wspól­nego ze śmier­cią two­jego brata to mi to po­wiedz.

Wi­dzia­łam cię w le­sie. Cza­iłeś się mię­dzy drze­wami. A lina się po­lu­zo­wała. Ot tak po pro­stu. Cho­ciaż za­wią­za­łam na niej su­peł ooca.

Czy na­prawdę to zro­bi­łam. Czy tylko za­mie­rza­łam.

Więc są­dzisz że to ja roz­wią­za­łem linę że­by­ście zje­chali z tej góry na łeb na szyję.

Nic nie od­po­wie­dzia­łam.

Nie tylko twój brat lecz także ty cią­gnął john.

Po­krę­cił głową. Uru­cho­mił sil­nik i ru­szył w stronę tar­taku gdzie zo­sta­wi­li­śmy sa­mo­chód tego bab­ska.

Prze­pra­szam szep­nę­łam i po­ło­ży­łam rękę na jego dłoni.

Od­trą­cił ją wy­siadł z dżipa i trza­snął drzwiami.

Wgra­mo­li­łam się na fo­tel kie­rowcy. Ba­bo­wóz po­je­chał w swoją stronę. Na tyl­nym sie­dze­niu le­żał sza­lik. Się­gnę­łam po niego. Przy­ci­snę­łam do twa­rzy. Wciąż pach­niał bro­rem. Ży­wym bro­rem. Ale te­raz jed­nak zo­sta­łam już tylko ja. Ja i mor­derca z to-nie-jest-kraj-dla-sta­rych-lu­dzi. Stał tam. Z bu­tlą tle­nową. Jakby miał ro­ze­dmę płuc czy coś ta­kiego. Z rę­kawa wy­sta­wał mu wę­żyk. I ten wę­żyk był pod­łą­czony do pi­sto­letu ubo­jo­wego.

Opu­ści­łam szybę. Za­strzel mnie po­le­ci­łam.

To nie cie­bie szu­kam od­parł.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki