WstępEwa Domańska i Jan Pomorski
Wprowadzenie do metodologii historii jest pierwszym od lat na polskim rynku wydawniczym podręcznikiem akademickim, adresowanym do studentów historii i pokrewnych kierunków studiów humanistycznych, którzy zainteresowani są problematyką teorii i metodologii historii oraz nowymi tendencjami w badaniach historycznych i sposobami ich uprawiania. Zadaniem podręcznika jest przystępne zaprezentowanie wybranych zagadnień związanych z metodologicznymi aspektami wiedzy historycznej. Ma on przede wszystkim pokazać w praktyce, jak ważną rolę odgrywa refleksja metodologiczna w rozumieniu historii jako dziedziny wiedzy i w realizowaniu jej społecznych funkcji oraz jak nieodzowna jest pomoc metodologii w zapewnieniu historii statusu wiedzy naukowej, prowadzeniu profesjonalnych badań oraz pisaniu logicznie skonstruowanych i krytycznych tekstów akademickich.
Podręcznik ma umocnić pozycję metodologii historii jako samodzielnej subdysycypliny badań historycznych oraz ogólnie przedmiotów teoretycznych w programie studiów na kierunku historia (i na innych kierunkach humanistycznych), a także zachęcić studentów do pogłębiania wiedzy z zakresu metodologicznych i teoretycznych aspektów wiedzy historycznej. Intencją autorów podręcznika jest dokonanie przeglądu wybranych zagadnień metodologicznych tak, aby studenci historii z jednej strony mieli wyobrażenie, czym reflektując nad historią/historiografią, środowisko metodologiczno-historiograficzne się zajmuje, a z drugiej - by dzięki temu przeglądowi mogli pracować nad własną świadomością i kulturą metodologiczną w obszarze historii. Jesteśmy bowiem przekonani, że wysoki poziom kształcenia w zakresie przedmiotów z tego bloku jest nieodzownym warunkiem prowadzenia teraz i w przyszłości wysokiej jakości nowoczesnych badań naukowych w obszarze wiedzy o przeszłości.
Przedmiot metodologii historii
Zajęcia z metodologii historii zazwyczaj skupiają się na zagadnieniach związanych z poznaniem i badaniem historycznym, zaznajamiając studentów z wiedzą na temat tego, czym jest historia jako nauka, jaki jest jej status i rola wśród innych dyscyplin naukowych, na czym polega specyfika myślenia historycznego, co to jest fakt historyczny i jakie są metody jego ustalania, jak rozumieć kwestie obiektywizmu i subiektywizmu w kontekście wiedzy historycznej itp. Dotyczą także metod badań historycznych, rodzajów wyjaśniania w historii, metodologicznych zagadnień interpretacji i przedstawiania (reprezentacji) przeszłości oraz wartościowania w pracy historyka, a także problemu prawdy w historii i etyki w badaniach historycznych. Prowadzący kursy z metodologii historii często zapoznają studentów również z nowymi tendencjami w badaniach historycznych i proponowanymi tam kategoriami badawczymi, metodami i podejściami.
Istnieją różne rozumienia m e t o d o l o g i i h i s t o r i i. Dla celów tej publikacji proponujemy następującą jej definicję sprawozdawczą:
M e t o d o l o g i a h i s t o r i i (gr. methodos - badanie + logos - słowo, nauka; gr. historia - tu: wiedza o przeszłości pochodząca z badań) to specjalistyczna, samodzielna subdyscyplina badań historycznych, zajmująca się refleksją nad przedmiotem tych badań (na przykład co to jest historia, na czym polega specyfika historii wobec innych dyscyplin naukowych, co to jest fakt historyczny lub zdarzenie historyczne itd.), analizami czynności poznawczych historyka (ustalanie faktów, wyjaśnianie i interpretacja, wartościowanie i ocena) oraz efektów prowadzonych przez historyka badań (różnych form przedstawiania przeszłości między innymi w formie materialnej, pisanej czy wizualnej). W ślad za koncepcją Jerzego Topolskiego w tradycji polskich badań teoretyczno-historycznych termin "metodologia historii" bywa używany zamiennie z takimi określeniami jak: "teoria poznania/badania historycznego" czy "teoria wiedzy historycznej" oraz "analityczna filozofia historii".
Istnieją też różne rodzaje metodologii historii, wśród których w zależności od podejścia do praktyki badawczej historyka można wyróżnić: 1) ogólną metodologię historii będącą dyscyplinarnym przedłużeniem ogólnej metodologii nauk, 2) empiryczną metodologię historii, 3) metodologię stosowaną historii oraz 4) metodologię praktyczną.
Rodzaje metodologii historii wyróżnione ze względu na podejście do praktyki badawczej historyka
Źródło: opracowanie własne.
Metodologia empiryczna jako podstawa Wprowadzenia do metodologii historii
W publikacji tej przyjmujemy perspektywę metodologii empirycznej, silnie akcentując związek rozważań stricte metodologicznych z praktyką badawczą historyka, pisarstwem historycznym oraz innymi sposobami reprezentacji przeszłości. Jerzy Topolski (1928-1998) - twórca rozpoznawalnej w świecie polskiej szkoły metodologii historii, do dziedzictwa której jako autorzy Wprowadzenia nawiązujemy, przywiązywał szczególną wagę do związków teorii historii z praktyką badawczą historyków. Przedmiotem badania metodologii historii miała być w jego ujęciu s p o ł e c z n a p r a k t y k a h i s t o r i o g r a f i c z n a, tj. faktyczne zachowania poznawcze i badawcze historyków. W jednym z wywiadów Topolski wspomina opublikowane z Andrzejem Malewskim (1929-1963) Studia z metodologii historii (1960), które - skupiając się na analizach praktyki badawczej historyków - stały się impulsem dla narodzin empirycznej metodologii historii. I w tym właśnie, jak mówił Topolski, mieściła się jej specyfika w odróżnieniu od uprawianej dotąd głównie przez filozofów analitycznej filozofii historii[1]. Jak pisał w Teorii wiedzy historycznej (1983):
w odróżnieniu od "zawodowych" metodologów czy filozofów nauki moim punktem wyjścia i odniesienia jest rzeczywista nauka historyczna, z jej problemami i aktualnym sposobem ich rozwiązywania; a nie swego rodzaju wewnętrzna logika rozwoju takich czy innych systemów filozofii nauki[2].
To fundament, na którym opiera się także nasze Wprowadzenie do metodologii historii. Autorzy prezentowanych w tej publikacji tekstów wyrażają przekonanie, że przyszłość nauki historycznej zależy od samoświadomości metodologicznej historyków i pracy każdego nad własnymi kompetencjami w tym zakresie. Za równie ważne uznajemy to, aby prowadząc metarefleksję historyczną, pozostawać w bliskim kontakcie z historiograficzną praxis; być wyczulonym na to, co nowe, okazując zarazem respekt dla już istniejących dokonań i zastanej tradycji badań historycznych. W proponowanym przez nas ujęciu zadaniem metodologa historii nie jest "poprawianie" pracy historyka ani tym bardziej jego pouczanie. Metodologia ma rację bytu wtedy, gdy służy w swym ostatecznym rezultacie praktyce badawczej historyków[3]. Chodzi zatem o efektywną współpracę przy kształceniu świadomych metodologicznie i teoretycznie adeptów historii i wspólnego z nimi budowania nowoczesnej wiedzy o przeszłości.
Warto w tym kontekście jeszcze raz podkreślić różnicę pomiędzy metodologią empiryczną a - jak określił ją Jan Pomorski - metodologią stosowaną, która jest nieodłączną częścią wszelkiej praktyki badawczej[4]. Praktyką badawczą każdego historyka sterują określone normy i dyrektywy. Najczęściej jest to metodologia wyniesiona z treningu w zastanej tradycji uprawiania historii bądź metodologia żywiołowa, wypracowana drogą prób i błędów w toku gromadzenia własnych doświadczeń. Metodologią posługuje się zatem każdy badacz, nawet ten programowo odżegnujący się od wszelkiej metodologii i niechętny metodologii historii jako dyscyplinie badawczej. Uświadomienie sobie tego faktu jednak nie wystarczy. Problem polega bowiem na jakości metodologii stosowanej. Tutaj otwiera się pole możliwych dokonań dla edukacji z zakresu metodologii historii, co w konsekwencji może wpłynąć na poziom i jakość procesu badawczego i jego ostateczny efekt, tj. na uzyskaną wiedzę historyczną.
Dlatego też można wyróżnić p o t o c z n ą m e t o d o l o g i ę s t o s o w a n ą (tj. spontanicznie i często intuicyjnie stosowane przez historyka zasady i metody tworzenia wiedzy historycznej) i n a u k o w ą m e t o d o l o g i ę s t o s o w a n ą (tj. świadome odwoływanie się do dyrektyw metodologicznych i teorii związanych z określonym paradygmatem, perspektywą badawczą czy podejściem w celu lepszej konceptualizacji przedmiotu badania historycznego). Ten wyższy, naukowy poziom metodologii stosowanej zapewnia na przykład wprowadzona przez Ewę Domańską do polskiej refleksji historycznej m e t o d o l o g i a p r a k t y c z n a, która adaptuje do badań historycznych i rozwija zasady tworzenia pojęć analitycznych oraz teorii małego i średniego zasięgu zaczerpnięte z wypracowanej na gruncie socjologii teorii ugruntowanej. Metodologia praktyczna łączy metodykę badania historycznego z nowymi podejściami i krytyczną refleksją na temat związków między badaniem a poznaniem historycznym.
Obserwowana w ostatnich dekadach wielość perspektyw i podejść badawczych do historii to nie tylko różne sposoby poznania przeszłości i metod badań, lecz także różne ontologie (tj. różne wizje świata i człowieka, by użyć znanej frazy Topolskiego), różne postulowane światy historyczne, pomiędzy którymi przychodzi nam wybierać. Za każdym z nich kryje się jakaś metodologia, co powoduje, iż historyk staje wobec trudnych wyborów. Nie ma bowiem metodologii uniwersalnej, która pasowałaby do każdego typu badania. Nie ma jednej metodologii historii, tak jak nie ma jednej historiografii. Jest wielość podejść i perspektyw, które - czego musimy mieć świadomość - proponują różne (czasem wykluczające się wzajemnie) reguły sterujące praktyką badawczą w naukach historycznych, a często i różne rozumienie kluczowych pojęć myślenia historycznego takich jak czas, przestrzeń, zdarzenie, fakt, postęp, prawda itd. Za każdą z nich kryją się określone założenia ontologiczne, epistemologiczne i aksjologiczne i jeżeli historyk wybiera którąś z opcji, adaptuje nie jej wybrane fragmenty, ale cały stojący za nią system założeń, przekonań i wartości. Historycy nie zawsze są świadomi tych następstw, traktując teorie i ich narzędzia pojęciowe jako gotowe do użycia "skrzynki z narzędziami", z której można korzystać wybiórczo, używając tylko tych, które uzna się za przydatne do prowadzonych aktualnie badań. Tymczasem wybór metodologii ma zawsze swoje konsekwencje. Dlatego kultura metodologiczna - znajomość wielu metodologii i wielu paradygmatów badania historycznego, zarówno dawnych, jak i współczesnych - są tak ważne.
Krótka historia powstania podręcznika
Podręcznik powstał pod auspicjami reaktywowanej we wrześniu 2020 roku Komisji Teorii i Historii Historiografii oraz Metodologii Historii działającej przy Komitecie Nauk Historycznych Polskiej Akademii Nauk. Jest on efektem wielomiesięcznej współpracy 25-osobowego zespołu autorskiego, wywodzącego się z najważniejszych ośrodków akademickiej historii w Polsce, gdzie te subdyscypliny historyczne są na co dzień uprawiane. Prace nad podręcznikiem od początku wpisane zostały w podstawowe cele działań Komisji[5]. Ze względu na postęp wiedzy w naukach historycznych, a także zmiany zachodzące w kształceniu studentów książka, która mogłaby służyć jako podręcznik do zajęć z metodologii historii (i z innych bliskich jej przedmiotów) na studiach I i II stopnia na kierunku historia, a także na takich pokrewnych kierunkach, jak między innymi archeologia, antropologia, historia sztuki i literaturoznawstwo, była priorytetem.
Planując pracę nad podręcznikiem, Komisja najpierw przeprowadziła wielomiesięczne konsultacje, których efektem było wypracowanie dokumentu zatytułowanego "Rekomendacje Komisji Teorii i Historii Historiografii oraz Metodologii Historii w zakresie kształcenia w bloku przedmiotów poświęconych teoretycznym i metodologicznym problemom wiedzy historycznej na studiach I i II stopnia kierunku historia", który został przyjęty uchwałą Komitetu Nauk Historycznych z dnia 14 kwietnia 2021 roku i rozesłany do wszystkich dyrekcji Instytutów Historii oraz dziekanów Wydziałów Historycznych w Polsce, a także do Polskiej Komisji Akredytacyjnej[6]. W toku tej środowiskowej debaty nad znaczeniem obecności przedmiotów teoretycznych na studiach historycznych i najpilniejszymi potrzebami dydaktycznymi w tym zakresie kluczowa okazała się kwestia opracowania podręcznika akademickiego, który w sposób przeglądowy i przystępny zebrałby efekty najnowszych badań prowadzonych w Polsce i na świecie w ramach metodologii, teorii i historii historiografii oraz zaktualizował wiedzę na ten temat przedstawioną wcześniej w znakomitych, ale napisanych przed kilkudziesięciu laty, publikacjach autorstwa profesora Jerzego Topolskiego[7].
Struktura podręcznika
Staraliśmy się nawiązać do obecnego w książkach Topolskiego układu treści także w trakcie pracy nad podręcznikiem, "rozpisując" kluczowe dla współczesnej teorii historii i metodologii kwestie na działy i tematy poszczególnych rozdziałów tak, by uzyskać efekt wzajemnego powiązania i "zazębiania się" poruszanych problemów.
Publikacja składa się z wprowadzenia oraz trzydziestu trzech rozdziałów, napisanych przez różnych autorów. Rozdziały podzielone zostały na pięć części:
I. Historia jako przedmiot refleksji metodologicznej,
II. Metodologiczne problemy poznania historycznego,
III. Metodologia a krytyka i etyka poznania historycznego,
IV. Metodologiczne problemy warsztatu badawczego historyka,
V. Metodologiczne problemy subdyscyplin historycznych.
Każdy rozdział kończy zestaw zagadnień do przemyślenia czy wspólnego przepracowania na zajęciach dydaktycznych oraz wykaz zalecanej literatury przedmiotu. Na końcu podręcznika umieszczona została bibliografia zawierająca referencje do publikacji ważnych z perspektywy nauczania metodologii historii. Mamy nadzieję, że taki układ treści sprawdzi się w praktyce dydaktycznej, czyniąc ze Wprowadzenia do metodologii historii ważny element unowocześnienia studium historii na polskich uniwersytetach i poszerzenia zainteresowań problematyką metodologiczną wiedzy historycznej i kulturą historiograficzną reprezentantów innych dyscyplin humanistycznych i nauk społecznych.
*
Na koniec zostawiliśmy sobie przyjemność podziękowania tym, bez pracy i wsparcia których publikacja naszego podręcznika nie mogłaby dojść do skutku. Słowa wdzięczności kierujemy zatem ku recenzentom wydawniczym Pani Profesor Lidii Michalskiej-Brasze i Panu Profesorowi Hubertowi Łaszkiewiczowi, którzy dostrzegli i podkreślili celowość publikacji, a dzieląc się z nami swoimi uwagami, pozwolili redaktorom dopracować całość. Dziękujemy Panu Profesorowi Tomaszowi Schrammowi, przewodniczącemu Komitetu Nauk Historycznych Polskiej Akademii Nauk, za patronat naukowy nad tym przedsięwzięciem, Panu Profesorowi Krzysztofowi Mikulskiemu, prezesowi Polskiego Towarzystwa Historycznego, oraz Profesor Joannie Pisulińskiej, Pani Prezes Towarzystwa Historiograficznego, za patronat obydwu Towarzystw i finansowe wsparcie publikacji, a Panu Profesorowi Krzysztofowi Zamorskiemu i czasopismu naukowemu Historyka. Studia Metodologiczne za patronat honorowy. Za uważne korekty książki bardzo wdzięczni jesteśmy Pani Marcie Stęplewskiej-Przybyłowicz, a Pani Redaktor Agnieszce Kowalskiej i Panu Redaktorowi Mikołajowi Tajchmanowi z Wydawnictwa Naukowego PWN za opiekę nad sprawami wydawniczymi.
1Przedmiot metodologii historii, jej zakres i strukturaJan Pomorski
Każdy podręcznik jest spotkaniem z problematyką właściwą dla danej dyscypliny naukowej. W naszym przypadku będzie to dodatkowo spotkanie na poziomie m e t a - , bowiem metodologia historii, o której tu mowa, b a d a i r e f l e k t u j e n a d h i s t o r i o g r a f i ą, sama będąc częścią składową nauk historycznych, musi opowiadać w metajęzyku[8] o języku, jakim posługują się w swej praktyce badawczej historycy. I w tym sensie mówimy czasem, że metodologia jest wtórna wobec historii. Pierwotne jest bowiem zawsze s p o t k a n i e z h i s t o r i ą. Spróbujmy je sobie jakoś zwizualizować[9].
Oto stoisz w księgarni i sięgasz po opasłe tomisko, na przykład po Samobójstwo Europy Andrzeja Chwalby[10], Rewolucję Solidarności Andrzeja Friszkego[11] albo też dowolną inną pracę historyczną. Zaczynasz ją niespiesznie przeglądać, zanim zdecydujesz: odłożyć na półkę czy kupić. Każda książka historyczna jest autorską opowieścią o tym, co zdarzyło się w przeszłości. Czytając, zazwyczaj skupiasz się na samej dziejącej się historii ( d z i e j a c h) : na wydarzeniach i ludziach, którzy je tworzyli, na datach, miejscach i okolicznościach, które opisał autor. Zachowujesz się jak typowy konsument książki (i wiedzy) historycznej. Raczej nie dociekasz, jak historyk do tej wiedzy doszedł. Nie stawiasz pytania, d l a c z e g o h i s t o r i a j e s t p r z e d s t a w i a n a / o p o w i a d a n a w t e n w ł a ś n i e s p o s ó b. I czy możliwa byłaby jakaś alternatywna opowieść?
Fot. 1. W księgarni
Źródło: archiwum własne autora.
Fot. 2. W restauracji
Źródło: archiwum własne autora.
Po udanych zakupach w księgarni wybrałeś się z gronem przyjaciół do pobliskiej restauracji.
Zgodnie z polską tradycją (opisaną już przez Przecława Słotę [ok. 1375-1419] w utworze O zachowaniu się przy stole, datowanym na rok ok. 1420)[12], zaczynają się rozmowy...
To wersja Kaczmarskiego. Nas będzie interesował nieco inny wątek możliwej konwersacji. Gdy kolacja jest dobra, zaczynacie rozmowę o tym, co trafiło na stół: zastanawiacie się, jakich składników użyto, według jakiej receptury je przygotowano... Zadajecie pytanie, kto za tym tymi potrawami stoi? Może jakiś kolejny Wojciech Amaro lub jakaś nowa Magda Gessler. To norma, nieprawdaż?
Zestawmy teraz obydwie scenki ze sobą. Widzicie różnicę w zachowaniu? W pierwszym przypadku nasza uwaga skupiona jest na zawartości/treści książki. Na odbiorze tego, o czym autor opowiada. W drugim, gdy już spróbowaliśmy potraw i nam zasmakowały, koncentrujemy się na tym, jak powstały. Może uda się coś podpatrzeć albo (najlepiej) zdobyć przepis. Przecież funkcjonując na co dzień w obrębie praktyki kulinarnej, często prosimy kogoś, kto na przykład upiekł znakomite ciasto, o recepturę na nie. To zachowanie jak najbardziej racjonalne. Czemu więc nie przenieść go na grunt historiografii? Przecież książka, którą przeglądaliście w scenie pierwszej, jest finalnym produktem pracy historyka. Za tym serwowanym "daniem", które dostałeś niejako "na tacy", w formie gotowego dzieła, kryje się zawsze jakaś "kuchnia", która je wyprodukowała, czyli jakaś - często wieloletnia - p r a k t y k a b a d a w c z a, która za każdym takim produktem historiograficznym stoi i która go poprzedza. Niekiedy historyk stara się tę "kuchnię" nam przybliżyć, opowiedzieć o niej wprost. Oto przykład[13].
Źródło: opracowanie własne.
Niestety, większość czytelników (także czytelników-historyków) do "kuchni" historyka nie zagląda, skupiając się na opisywanych przez niego faktach... Oczywiście można całe bogactwo historii, ukazywane nam tak wspaniale przez wybitnego znawcę XVII stulecia Adama Kerstena (1930-1983), sprowadzić do dat i wydarzeń, które należy zapamiętać i przejść przez całe studia zgodnie z zasadą "3 razy Z": zakuj, zdaj, zapomnij! W rezultacie są też wśród absolwentów tacy historycy, którzy zamiast mózgów mają "twarde dyski". Rywalizują potem na ich pojemność, zmuszając do tego samego swoich uczniów. Ale tak naprawdę szkoda na to czasu i... naszego umysłu[14]. Oczywiście kiedyś pojmowanie historii jako zbioru faktów historycznych, który należy poznać i zapamiętać, było szeroko rozpowszechnione, by nie powiedzieć dominujące. Wprawdzie - jak celnie zauważył niegdyś Marcin Kula - "historiografia funkcjonuje jak ciężki liniowiec, który bardzo powoli zmienia kurs", to jednak los Titanica, który podążał wprost na zderzenie z górą lodową[15], dla wielu historyków był wystarczającą przestrogą i - szczęśliwie dla nas - potrafili oni w XX stuleciu ten kurs zmienić.
Są jednak w naszej społeczności nadal tacy, którzy albo nie zdążyli tej zmiany zauważyć, albo programowo odcinają się od wszelkich "kuchennych" rewolucji w historiografii. To odwrotność postawy, jaką zajmuje metodolog historii. Jego właśnie ta "kuchnia" historyczna frapuje poznawczo najbardziej. Spróbujmy zatem poszukać kulinarnych analogii...
Można przejść przez życie jako ten, kto zna tylko "schabowego plus", gdzie pod plusem kryją się... kapusta, ziemniaki i setka wódki! I na tym zamknąć świat kulinarnych doświadczeń. Ale przecież skądinąd dobrze wiemy, że praktyka kulinarna to nie tylko zaspokajanie głodu i pragnienia. I to na jeden i ciągle ten sam sposób. To coś znacznie więcej. Jak pisał autor pierwszego (wydanego w 1682 roku) polskiego podręcznika kulinarnego Compendium ferculorum czyli Zebranie potraw Stanisław Czerniecki (?-1698) "sprawa idzie nie o potraw gotowanie", ale o "świętowanie stołu"[16].
Metodologia historii, a także teoria i historia historiografii, są - mówiąc metaforycznie - właśnie takim ś w i ę t o w a n i e m h i s t o r i i, będacym czymś odmiennym od jej codziennego użytkowania. Świętowanie historii jest niespiesznym reflektowaniem nad tym, co robili/robią historycy każdego dnia: nad ich praktyką badawczą. Nad tym, jak widzą i rozumieją dzieje (przeszłość) - przedmiot historii i jak je(ją) badają. Oraz nad historiograficznymi sposobami opowiadania o tym, co w ogóle się zdarzyło (nad narracją historyczną). Po to świętujemy historię, by pełniej jej doświadczać. Pozwala to w rezultacie na skuteczniejsze i bardziej efektywne poruszanie się w obrębie samej praktyki historiograficznej, co dla przyszłego badacza dziejów jest przecież ważne już od poziomu seminarium licencjackiego/magisterskiego. Kontakt z metodologią /teorią historii/historią historiografii uczy, jak p o b u d z a ć s m a k i w y o b r a ź n i ę historyczną, j a k z a s k a k i w a ć odbiorców prac historycznych, j a k c z a r o w a ć i c h ujęciem tematu i sposobem opowiadania o przeszłości, by sparafrazować ojca założyciela polskiej szkoły kulinarnej, który tak właśnie o swej misji i zadaniach na dworze Lubomirskich myślał, czemu dał wyraz w Compendium ferculorum.
Pora na pierwsze wnioski.
Jako metodologów historii poznawczo interesuje nas to, jak postrzegają i rozumieją swoją dyscyplinę historycy, co jest przedmiotem ich badania, a co poznania, jak dochodzą do wiedzy o przeszłych zdarzeniach, jakie metody stosują w swej praktyce badawczej i w jaki sposób przedstawiają wyniki swoich badań, komunikując się z odbiorcami.
I o tym traktuje ten podręcznik. Dodatkowo będzie to także próba nauczenia/zaznajomienia was ze specyficznym j ę z y k i e m m e t o d o l o g i c z n y m, jakim posługują się w swych analizach badacze historiografii i teoretycy historii. Bo jak łatwo można się przekonać, sięgając po dowolny tekst, którego autorem jest metodolog historii, jest to język dość trudny i hermetyczny, co wynika z tego, że ta subdyscyplina historyczna - ceniąc sobie precyzję wypowiedzi - nie posługuje się raczej językiem potocznym, jakim zwyczajowo operują w narracjach historycy, lecz tworzy swój własny. Każdy poważny namysł wymaga bowiem nie tylko danych płynących z obserwacji tego, co na co dzień robią historycy, ale także (a może przede wszystkim) z m y ś l e n i a p o j ę c i o w e g o: systemu k a t e g o r i i m e t o d o l o g i c z n y c h (narzędzi intelektualnych), służących do prowadzenia analiz.
Przedmiot metodologii historii
P r z e d m i o t e m metodologii historii są badania nad s p o ł e c z n ą p r a k t y k ą h i s t o r i o g r a f i c z n ą (dalej SPH, używana zamiennie z SPBH - s p o ł e c z n ą p r a k t y k ą b a d a ń h i s t o r y c z n y c h) . Wyjaśnię od razu, że h i s t o r i o g r a f i a to pojęcie zakresowo szersze, wykraczające poza naukowe badania historyczne.
To jedna z najważniejszych tez (a SPH/SPBH to także jedno z najważniejszych p o j ę ć) metodologii historii, do jakich będziemy się odwoływali. Zanim jednak dookreślimy znaczenie i zakres s p o ł e c z n e j p r a k t y k i b a d a ń h i s t o r y c z n y c h, spróbujmy poglądowo przedstawić kryjące się za tym pojęciem intuicje.
Historycy zwyczajowo we wstępach do swoich książek składają podziękowania. Jest w nich z reguły jakaś fraza odnosząca się do innych badaczy przeszłości. I nie jest to gest tylko kurtuazyjny, świadectwo odpowiedniego wychowania i dobrych obyczajów, jak mógłby ktoś przypuszczać. Kryje się za tym coś znacznie głębszego, czego niekoniecznie - jako czytelnicy prac historycznych - jesteśmy świadomi. Oto przykład takiego podziękowania autorstwa Marcina Zaremby:
Niniejsza książka wyrasta z tradycji szkoły Marcina Kuli, który zaszczepił we mnie zainteresowanie problematyką społeczną, przekonanie o wartości łączenia socjologii z historią. [...] Długą listę myślicieli, wobec których zaciągnąłem dług, otwierają historycy francuscy Georges Lefebvre i Jean Delumeau. To lektura ich książek zainspirowała mnie do zajęcia się problematyką strachu. Za kanoniczne zaś uznaję prace Krystyny Kersten, stanowiące wzór wolnego od wartościowania sposobu uprawiania historii. Nie można też pominąć jej wielkiego wkładu w poznanie i zrozumienie okresu powojennego. Podobne znaczenie miały dla mnie liczne publikacje Andrzeja Paczkowskiego o aparacie przemocy. Pierwszy o strachu w czasie wojny pisał w swojej książce o życiu codziennym okupowanej Warszawy Tomasz Szarota. Wielka Trwoga pozwala sobie być kontynuacją także jego rozważań[17].
Chodzi Zarembie o to, że naukowo pracuje się zawsze w określonej wspólnocie uczonych, w pewnej szkole myślenia o uprawianiu zawodu historyka i o tym, czym jest przeszłość i jak można ją badać. Wchodzimy do tej wspólnoty, zostając studentami historii. Potem przez cale lata trenujemy wraz z innymi na seminariach prowadzonych przez naszych mistrzów (jeśli mieliśmy szansę i szczęście na mistrza trafić). Wspólnie dyskutujemy nad zadanymi lekturami, referujemy, czytamy nawzajem swoje prace, spieramy się, dochodząc do ustaleń, do określonej w i e d z y h i s t o r y c z n e j, by po magisterium zostać adeptem tego zawodu. Działamy w ramach k o l e k t y w u u c z o n y c h, jakby powiedział Ludwik Fleck (1896-1961), polski uczony, który jako pierwszy zwrócił uwagę na wspólnotowy charakter wiedzy naukowej[18]. Z kolei Thomas S. Kuhn (1922-1996), jeden z najwybitniejszych historyków i filozofów nauki XX wieku, w swej głośnej książce Struktura rewolucji naukowych (1962) nazwał ów kolektyw w s p ó l n o t ą p a r a d y g m a t y c z n ą [19].
Tego typu indywidualne doświadczenie, wyrażane w podobnych jak powyższe podziękowaniach, poznawczo rozpoznane i odpowiednio przełożone na język filozofii i metodologii nauk (jak uczynili to Fleck i Kuhn) prowadzi nas do - dziś powszechnie uznawanej w filozofii nauki, a kiedyś wcale nieoczywistej:
tezy o społeczno-kulturowym charakterze b a d a ń n a u k o w y c h i ich finalnego produktu - w i e d z y n a u k o w e j.
Ani praktyka badawcza, ani wiedza naukowa nie dadzą się sprowadzić (metodolog powie: nie są redukowalne) do indywidualnego wysiłku poznawczego. Z tych powodów właśnie będziemy mówić i pisać już od tej chwili o s p o ł e c z n e j p r a k t y c e b a d a ń h i s t o r y c z n y c h ( h i s t o r i o g r a f i i) i o k u l t u r a c h p o z n a w c z y c h/ s t y l a c h m y ś l e n i a/ p a r a d y g m a t a c h h i s t o r i o g r a f i c z n y c h, do jakich każdy historyk (mniej lub bardziej świadomie) przynależy (? Jan Pomorski, "Paradygmatyczna struktura historiografii").
Zauważmy, że nauka jest tu traktowana jako jeden z typów p r a k t y k i s p o ł e c z n e j. Czym są praktyki społeczne? To działania nakierowane na zaspakajanie/realizowanie tych samych potrzeb. Działając w obrębie poszczególnych praktyk społecznych, chcemy osiągnąć jakieś zamierzone cele - zwyczajowo nazywamy je w a r t o ś c i a m i. Wartości, stawiane jako konkretne cele do osiągnięcia przed wspólnotą, wynikają z - uświadamianych sobie przez jednostki w mniejszym lub większym stopniu - s p o ł e c z n y c h p o t r z e b. Działania są próbą ich zaspokojenia. Razem tworzą to, co historycy nazywają w y d a r z e n i e m/ w y d a r z e n i a m i.
Każde wydarzenie jest wypadkową działań ludzkich, intencjonalnie nakierowanych na realizację jakiejś wartości. Wiele z nich ma przy tym charakter w a r t o ś c i s p o ł e c z n y c h, co znaczy, że nie da się ich osiągnąć w trybie działań indywidualnych - wymagają współpracy międzyosobniczej, konstytuując w ten sposób p r a k t y k ę s p o ł e c z n ą danego rodzaju. Każde z wydarzeń ma też swoje w s p ó ł r z ę d n e c z a s o p r z e s t r z e n n e, swój czas i miejsce "zadziania się". Przykładowym wydarzeniem może być wspólne spotkanie się na wykładzie z metodologii historii. Partycypujemy wówczas między innymi w tym, co nazywamy s p o ł e c z n ą p r a k t y k ą k o m u n i k a c j i j ę z y k o w e j (w języku polskim - należałoby dodać dla ścisłości): wykładowca przy pomocy aparatu głosowego wytwarza określone dźwięki, wy odbieracie je za pośrednictwem własnych aparatów słuchowych, a zasłyszanym słowom przypisujecie określone znaczenia. Cel komunikacji jest osiągnięty, jeśli jej uczestnicy znają i respektują r e g u ł y s t e r u j ą c e komunikacją w języku polskim. R e g u ł y s t e r u j ą c e p r a k t y k ą s p o ł e c z n ą są kolejnym bardzo ważnym pojęciem. W przypadku komunikacji językowej to między innymi reguły gramatyczne (część z nich zapamiętaliśmy ze szkoły), ale także mogą to być tak zwane językowe reguły transformacyjno-generatywne (które badał jeden z najwybitniejszych językoznawców XX stulecia, urodzony w 1928 roku Noam Chomsky)[20] czy reguły semantyczne, wskazujące na znaczenia słów.
R e g u ł y s t e r u j ą c e p r a k t y k ą k o m u n i k a c j i j ę z y k o w e j istnieją obiektywnie w tym sensie, że " o b o w i ą z u j ą" n i e z a l e ż n i e o d f a k t u, c z y u ż y t k o w n i k j ę z y k a j e s t i c h ś w i a d o m y. Fakt istnienia i obecności reguł sterujących uświadamiamy sobie dopiero w momencie, jeśli ktoś złamie jedną z nich. Na przykład wtedy, gdy mówiący popełni b ł ą d j ę z y k o w y lub gdy podczas wykładu profesor użyje jakiegoś specjalistycznego terminu z zakresu metodologii historii, na przykład e k s p l a n a c j a k a u z a l n a (opisana swoją drogą przez Jerzego Topolskiego [1926-1996] w Metodologii historii)[21], i nie poda stosownej r e g u ł y s e m a n t y c z n e j, wyjaśniającej, co termin ten oznacza. Komunikacja zostaje wówczas przerwana i zakładany cel działania, czyli porozumienie się wykładowcy ze swoimi słuchaczami, nie zostaje osiągnięty. Aby ją odbudować, wykładowca musi wyjaśnić, co się kryje pod rzeczonym pojęciem[22].
Obok społecznej praktyki komunikacji językowej mamy, rzecz jasna, wiele innych praktyk, które składają się na ż y c i e s p o ł e c z n e: poczynając od społecznej praktyki prokreacyjnej przez społeczną praktykę produkcyjną (ekonomiczną) i społeczną praktykę prawno-polityczną do całej rodziny praktyk kulturotwórczych, która obejmuje między innymi społeczną praktykę obyczajową, religijną, artystyczną i wiele, wiele innych, a wśród nich jest także s p o ł e c z n a p r a k t y k a n a u k o w a. I właśnie ta ostatnia będzie nas teraz zajmowała. Na podstawie dotychczasowych ustaleń wiemy już, że:
- każda praktyka społeczna ma swoje r e g u ł y s t e r u j ą c e;
- r e g u ł y s t e r u j ą c e p r a k t y k ą s p o ł e c z n ą i s t n i e j ą o b i e k t y w n i e, co znaczy tyle i tylko tyle, że obowiązują one niezależnie od tego, czy poszczególne osoby w tę praktykę zaangażowane mają świadomość ich istnienia;
- na reguły sterujące praktykami składają się (1) w a r t o ś c i, stawiane jako cele do osiągnięcia w danej praktyce społecznej, oraz (2) d y r e k t y w y, mówiące, jak cele te mają być osiągnięte/zrealizowane.
P r a k t y k o w a n i e n a u k i to uczestnictwo w życiu konkretnej wspólnoty uczonych (na przykład historyków) i respektowanie reguł sterujących jej "zachowaniem". Nie ma przynależności bez respektowania reguł, choć respektowanie nie oznacza świadomości ich istnienia (podobnie jak małe dziecko, ucząc się mówić, respektuje reguły gramatyczne języka, nie mając przecież świadomości, że istnieje coś takiego jak gramatyka!). W tym właśnie węższym, kulturowo-regulacyjnym sensie mówimy, że metodologia jest zbiorem reguł sterujących praktyką naukową.
M e t o d o l o g i a o g ó l n a to zbiór społeczno-kulturowych reguł sterujących naukową praktyką badawczą, a m e t o d o l o g i a h i s t o r i i to zbiór takich reguł sterujących przebiegiem działań podejmowanych w obrębie społecznej praktyki badań historycznych.
Funkcję metodologii w stosunku do praktyki badań historycznych można zatem porównać do funkcji, jaką pełni gramatyka (rozumiana tu bardzo szeroko, tj. obejmująca co najmniej syntaksę, semantykę i pragmatykę języka) w stosunku do społecznej praktyki komunikacji językowej. Zapamiętajmy także, że r e g u ł y s t e r u j ą c e (a więc i sama metodologia), gdy są społecznie rozpoznane, konstytuują to, co nazywamy ś w i a d o m o ś c i ą m e t o d o l o g i c z n ą h i s t o r y k ó w, a mówiąc ściślej: danej wspólnoty naukowej, do której historyk przynależy, w której terminuje, nabywając kompetencje zawodowego badacza, i z którą się utożsamia.
Usytuowanie metodologii historii wobec metodologii nauki
Źródło: opracowanie własne.
R e g u ł y s t e r u j ą c e:
- są społeczne ze swej natury, to znaczy m a j ą s t a t u s p o n a d i n d y w i d u a l n y (jak gramatyka), a także
- m a j ą c h a r a k t e r h i s t o r y c z n y, to znaczy, że nie są ponadczasowe; przeciwnie są zmienne w czasie: jedne przestają być użyteczne (efektywne) i przemijają, a na ich miejsce pojawiają się nowe.
Oczywiście można żyć bez metodologii, tak jak i - znów odwołując się do kulinarnych analogii - można próbować obejść się bez receptur, eksperymentując codziennie na żołądkach domowników. Każdy może próbować coś "upichcić", mówiąc kolokwialnie. Na zasadzie prób i błędów dopracować się z czasem własnej kulinarnej "metodologii stosowanej". T a k ą m e t o d o l o g i ę s t o s o w a n ą m a k a ż d y h i s t o r y k [23]. Tylko nie zawsze wie on, że to, czym się w praktyce badawczej posługuje, tak właśnie się nazywa. Jest równie zaskoczony swoją metodologicznością jak molierowski Pan Jourdain tym, że całe życie mówił prozą...
Chodzi jednakże nie tylko o autoświadomość własnej metodologii stosowanej, ale o jej j a k o ś ć! O to tak naprawdę toczy się gra. Metodologia stosowana może mieć bowiem postać d o ś w i a d c z e n i a p o t o c z n e g o ( p o t o c z n a m e t o d o l o g i a s t o s o w a n a) , zdobytego drogą prób i błędów, bądź być efektem prowadzonych badań naukowych nad regułami sterującymi historiograficzną praktyką badawczą i poszukiwania najlepszych praktyk w tym zakresie ( n a u k o w a m e t o d o l o g i a s t o s o w a n a) . Przedstawmy te wzajemne zależności na schemacie idiograficznym:
Zakres i struktura metodologii historii
Przejdziemy teraz do kolejnej kwestii: do dookreślenia zakresu i struktury metodologii historii, wychodząc od pojęcia nauki. N a u k o w ą p r a k t y k ę b a d a w c z ą najczęściej rozumie się w metodologii ogólnej[24] dwojako:
(1) jako z b i ó r c z y n n o ś c i podejmowanych przez naukowców i
(2) jako widome r e z u l t a t y tych czynności, czyli w i e d z ę n a u k o w ą na dany temat, do jakiej dochodzimy poprzez prowadzone badania, ujętą w odpowiednie formuły.
W pierwszym znaczeniu - nazwijmy je za Kazimierzem Ajdukiewiczem (1890-1963), polskim logikiem i filozofem nauki, p r a g m a t y c z n y m [25] - nauka to zorganizowany p r o c e s p o z n a w c z y, prowadzący finalnie do konstruowania złożonych struktur epistemicznych, zwanych tu t e o r i a m i n a u k o w y m i (w metodologii ogólnej mówi się tu o k o n t e k ś c i e o d k r y c i a) , oraz do ich sprawdzania i uzasadniania (w metodologii ogólnej nazywa się to k o n t e k s t e m u z a s a d n i a n i a) . Metodologów interesują tu szczególnie: formułowanie hipotez, przeprowadzanie obserwacji, eksperymentów i symulacji, definiowanie pojęć, rodzaje wnioskowania i sposoby argumentacji.
W drugim znaczeniu, nazwijmy go a p r a g m a t y c z n y m, n a u k a t o z e s p ó ł/ z e s p o ł y t w i e r d z e ń o r z e c z y w i s t o ś c i b a d a n e j, spełniających pewne warunki formalne (na przykład dotyczących precyzji pojęć czy poprawności logicznej wnioskowań) i pozaformalne (na przykład dotyczących sposobu uzasadniania twierdzeń). Twierdzeń wskazujących na coś (na przykład na jakąś zależność: genetyczną, funkcjonalną, przyczynową czy probabilistyczną) zachodzącą w obrębie badanej rzeczywistości lub - jak wolą mówić z powodu ostrożności poznawczej metodologowie - w zakładanym m o d e l u tej r z e c z y w i s t o ś c i.
W Metodologii historii Topolski, idąc poniekąd tropem Ajdukiewicza, próbował wyznaczyć zakres metodologii historii, wychodząc od analizy k o n t e k s t ó w z n a c z e n i o w y c h, w jakim termin "historia" zwykł być używany. Termin staje się p o j ę c i e m dopiero wtedy, gdy wskażemy ów kontekst, gdy dookreślimy jego d e s y g n a t (czyli to do czego się odnosi), jak zwykli mówić metodologowie. Jednym z takich desygnatów terminu historia są d z i e j e, czyli miniona rzeczywistość (res gestae, jak pisali kiedyś historycy), na temat której historyk się wypowiada ( t o z n a c z e n i e p i e r w s z e) . Jego wypowiedzi o d z i e j a c h, w postaci n a r r a c j i h i s t o r y c z n e j i konstruowanych przez nią o b r a z ó w h i s t o r i o g r a f i c z n y c h tej przeszłości (łac. historia rerum gestarum), to kolejny desygnat terminu "historia" ( z n a c z e n i e d r u g i e) . Użyty w tym znaczeniu to nic innego jak r e p r e z e n t a c j a historii w znaczeniu pierwszym, czyli d z i e j ó w . Reprezentacja bowiem nie jest tym samym co to, co jest przez nią r e p r e z e n t o w a n e [26]. Jest ona pewnym wyobrażeniem tegoż, konstruktem/modelem historii w znaczeniu pierwszym (dziejów). Problem reprezentacji dotyka samej istoty, jądra, p o z n a n i a h i s t o r y c z n e g o i jako taki staje się także kluczowym problemem t e o r i i p o z n a n i a h i s t o r y c z n e g o (epistemologii historycznej) jako działu metodologii historii. Na czym polega specyfika poznania historycznego? Na ile p o ś r e d n i c z o ś ć (jak powiadają historycy, poznajemy historię za pośrednictwem źródeł) jest jego ograniczeniem? - oto kilka przykładowych (a zarazem fundamentalnych) kwestii rozważanych w ramach tego działu.
Z kolei gdy poruszamy problemy związane z historią w znaczeniu pierwszym, to funkcjonujemy w obrębie działu metodologii historii nazywanego dziś t e o r i ą z m i a n y s p o ł e c z n e j lub t e o r i ą p r o c e s u h i s t o r y c z n e g o, a dawniej f i l o z o f i ą d z i e j ó w lub h i s t o r i o z o f i ą. To pytania o ontologię dziejów i człowieka jako d z i e j o t w ó r c ę .
Pomiędzy historią w znaczeniu pierwszym a historią w znaczeniu drugim rozciąga się cała p r z e s t r z e ń s e m a n t y c z n a, którą wypełniają kolejne znaczenia (pojęcia) terminu "historia". Zawsze odnoszą się one jakoś do samej p r a k t y k i b a d a w c z e j/ p r a k t y k i p o z n a w c z e j historyków, czyli o tego, co Ajdukiewicz i Topolski nazywali nauką w rozumieniu pragmatycznym i apragmatycznym[27]. Tę złożoną przestrzeń semantyczną p o m i ę d z y wypełniają (konstytuując zarazem kolejne działy metodologii historii) następujące obszary tematyczne:
- Zakres (obszar) problemów/zagadnień, który nazwany jest współcześnie t e o r i ą h i s t o r i i / t e o r i ą h i s t o r i o g r a f i i. Chodzi tu o badanie tego, jak zmieniało się w czasie wyobrażenie o tym, czym historiografia jest / ma być? Na przykład o przechodzenie od h i s t o r i i j a k o p r z e d m i o t u w i a r y do h i s t o r i i j a k o p r z e d m i o t u w i e d z y , co tak znakomicie potrafił uchwycić, opisać i wyjaśnić Krzysztof Pomian[28]. Lub o nieustanne lawirowanie społecznej praktyki historiograficznej pomiędzy n a u k ą a s z t u k ą. Jedni stawiali na n a u k o w o ś ć historii i poszukiwali jej ideału[29], drudzy tej naukowości historii odmawiali, podkreślając raczej jej związki ze sztuką/polityką/ideologią/pamięcią. W tym obszarze mieszczą się także zagadnienia związane ze społeczną odpowiedzialnością zawodu historyka (niektórzy mówili nawet nie tyle o zawodzie, co o służbie historyka wobec narodu czy społeczeństwa) i etyką jego pracy.
- Zakres (obszar) problemów/zagadnień, który nazwany jest współcześnie t e o r i ą b a d a n i a h i s t o r y c z n e g o. Uwaga metodologa koncentruje się tu po pierwsze na ź r ó d l e h i s t o r y c z n y m (teoria wiedzy źródłowej i wiedzy pozaźródłowej)[30], a po drugie na m e t o d a c h, jakimi posługują się historycy w swej pracy, by dojść do ustalenia faktów historycznych.
- Zakres (obszar) problemów/zagadnień, który nazwany jest współcześnie t e o r i ą w i e d z y h i s t o r y c z n e j. Tu metodologa interesuje przede wszystkim status wiedzy historycznej. Jej naukowa pewność, wynikająca z respektowania s t a n d a r d o w y c h dla danego modelu/sposobu uprawiania badań historycznych z a s a d (w tym samoświadomość reguł sterujących własną praktyką badawczą), sposobów argumentacji i wyjaśniania historycznego czy sprawdzania twierdzeń o minionej rzeczywistości. Tu przynależą także zagadnienia związane z ciągłością i nieciągłością wiedzy historycznej, kontynuacją i rewolucjami w dziejach historiografii.
- Zakres (obszar) problemów/zagadnień, który nazwany jest współcześnie t e o r i ą n a r r a c j i h i s t o r y c z n e j. Wyniki badań należy przedstawić, do czego służy właśnie narracja historyczna. W rękach niektórych historyków to bardzo wyrafinowany instrument, w w a r s t w i e p o z n a w c z e j służący do modelowania przeszłości, w w a r s t w i e p e r s w a z y j n o - r e t o r y c z n e j do utrwalania wśród odbiorców wiedzy historycznej określonych przekonań, w w a r s t w i e l o g i c z n o - g r a m a t y c z n e j zaś do eksperymentów z czasem, punktami widzenia, stylami dyskursów, a także z wnioskowaniami kontrfaktycznymi czy opowieściami alternatywnymi. Warto pamiętać przy tym, że tekst pisany przestaje dziś mieć monopol na narrację i coraz mocniej jest naciskany/wypierany przez inne teksty kultury, w tym wideoteksty właściwe dla e-historii. Współczesna teoria narracji historycznej obejmuje swym zainteresowaniem również to zagadnienie.
Z powyższego wynika, że całościowa s t r u k t u r a m e t o d o l o g i i h i s t o r i i jako subdyscypliny nauk historycznych miałaby następującą postać:
Struktura metodologii historii jako subdyscypliny
Teoria zmiany społecznej (procesu historycznego)
Teoria historii
Teoria poznania historycznego
Teoria badania historycznego
Teoria wiedzy historycznej
Teoria narracji historycznej
Oczywiście przedstawienie takiej pełnej struktury metodologii historii (nawet w zarysie) przekracza ramy niniejszego podręcznika. Wymagałoby to, po pierwsze, co najmniej kilku tomów, po drugie zaś - ogromnych kompetencji. Dość powiedzieć, że taki napisany współcześnie całościowy podręcznik metodologii historii nie powstał - o ile mi wiadomo - jak dotąd w skali światowej. Mamy natomiast znakomite dzieła dedykowane poszczególnym działom naszej subdyscypliny, by wspomnieć chociażby Teorię wiedzy historycznej (1983) Topolskiego[31]. Intencją autorów współtworzących podręcznik Wprowadzenie do metodologii historii jest więc dokonanie przeglądu wybranych zagadnień metodologicznych, tak aby student historii miał z jednej strony wyobrażenie, czym środowisko metodologiczno-historiograficzne się zajmuje, reflektując nad historią/historiografią, a z drugiej strony, aby dzięki temu przeglądowi mogli oni pracować nad własną świadomością i kulturą metodologiczną w obszarze historii.
Empiryzm metodologii historii i historii historiografii
Metodologia historii, jaką jako autorzy tego podręcznika preferujemy i jaką staramy się uprawiać, jest n a u k ą e m p i r y c z n ą (nie jest to jedyny ani też najpopularniejszy z wariantów, z jakimi można się zetknąć, przeglądając metodologiczne piśmiennictwo), co znaczy, że przedmiotem jej badania jest zawsze jakaś konkretna praktyka historiograficzna bądź wiele takich praktyk. Liczba mnoga jest tu ważna, bowiem - wbrew obiegowej tezie, jaką możecie spotkać na przykład w popularnym na studiach historycznych podręczniku Nauki pomocnicze historii (1968) Józefa Szymańskiego (1931-2011) - n i e m a j e d n e j n a u k i h i s t o r y c z n e j [32]. Przeciwnie, była i jest ona bardzo wewnętrznie zróżnicowana (przyjdzie czas, aby wam to pokazać; ? Jan Pomorski, "Paradygmatyczna struktura historiografii"), podobnie jak bogaty i wewnętrznie zróżnicowany jest nasza przykładowa społeczna praktyka kulinarna, mająca współcześnie wiele swoich odmian regionalnych czy narodowych. Naiwnością jest sądzić, że wszyscy zaspakajają swoje potrzeby żywieniowe w ten sam sposób. Zwłaszcza w konfrontacji z bogactwem oferty kulinarnej, jaką oferuje nam świat. To dlaczego tolerujemy równie naiwne myślenie niektórych historyków, którzy nadal uważają, że cała historiografia / nauka historyczna powinna zachowywać się tak jak oni, powielając jeden i ten sam wzorzec? Tymczasem zarówno dzieje historiografii, jak i współczesny stan nauki historycznej dowodzą jednoznacznie, że:
Historiografia to wielość istniejących, zarówno obok siebie w tym samym czasie, jak i następujących po sobie, szkół historycznych, orientacji, stylów myślenia i sposobów prowadzenia badań historycznych i prezentacji ich wyników.
Zapamiętajcie: nigdy nie było jednej historiografii - to jednoznaczny wniosek z jej dziejów! Każdy ze sposobów jej uprawiania ma swoje reguły sterujące, swoją metodologię stosowaną. Jedynie w niewielkim zakresie mogą one pokrywać się ze sobą. To ważna przestroga, zwłaszcza dla tych, którzy dopiero swą przygodę z metodologią historii zaczynają.
Ta przestroga to także teza finalna pierwszego rozdziału Metodologicznych problemów wiedzy historycznej. Pora na bonus dla wytrwałych, którzy do tego miejsca ze mną dotrwali.
Przy okazji: warto wiedzieć, że książki kulinarne są znakomitym źródłem historycznym do poznania historii kultury, obyczajów czy życia codziennego ówczesnych ludzi. Pięknie o tym pisze (a najpierw je bada) toruński historyk Jarosław Dumanowski[33]. Jak wiele potrafi nam powiedzieć na przykład następująca rada Lucyny Ćwierczakiewiczowej (1826-1901) - dziewiętnastowiecznej Magdy Gessler - która uwiodła swą kuchnią setki tysięcy rodaków: "rzuć faskę masła na ogień, gdy nie chce się palić"[34]. A swoją drogą, wiecie, co to "faska" i czym jest "ociąganie" z przepisu na rosół Czernieckiego?
Źródło: opracowanie własne.
Zagadnienia do dyskusji
1. Jaka jest różnica pomiędzy przedmiotem badania a przedmiotem poznania w nauce?
2. Jakie praktyki społeczne stały się przedmiotem badania historyków w XX i XXI stuleciu?
3. Czy metodolog historii ma (może mieć) gotowe "receptury" na dobrą pracę historyczną?
Polecana literatura
Kmita, Jerzy. Wykłady z logiki i metodologii nauk. Dla studentów Wydziałów Humanistycznych. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1976.
Lorenz, Chris. Przekraczanie granic. Eseje z filozofii historii i teorii historiografii, red. Krzysztof Brzechczyn, przeł. Monika Bobako, Roman Dziergwa. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, 2009.
Pomian, Krzysztof. Historia. Nauka wobec pamięci. Lublin: Wydawnictwo UMCS, 2006.
Pomorski, Jan. Historyk i metodologia. Lublin: Wydawnictwo UMCS, 1985.
Topolski, Jerzy. Teoretyczne problemy wiedzy historycznej. Antologia tekstów, wybór, oprac. i wstęp Ewa Domańska. Poznań: Wydawnictwo Nauka i Innowacje, 2016.
2Metodologia jako metarefleksja nad historiografią i innymi reprezentacjami przeszłościJan Pomorski
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak doświadczamy przeszłości? Skąd w ogóle wiadomo, że istniała ona poza tym, co pamiętamy? Że było coś jeszcze przed nami? Stawianie pytań to wyraz refleksyjnej wobec otaczającego nas świata - a także wobec jego przeszłości - postawy. Odnajdujemy ją już u Herodota z Halikarnasu (ok. 484-426 p.n.e.), uznawanego - obok Tukidydesa (471/460-404/393 p.n.e.) - za ojca historiografii[35]. Historyk z wykształcenia i mistrz reportażu Ryszard Kapuściński (1932-2007), zabierając czytelników w Podróże z Herodotem, pisał o tym tak:
Herodot jest uwikłany w pewien nierozwiązywalny dylemat: z jednej strony poświęca życie staraniom, żeby zachować prawdę historyczną, aby dzieje ludzkości nie zatarły się w pamięci, a z drugiej - w jego dociekaniach głównym źródłem nie jest historia rzeczywista, ale historia opowiedziana przez innych, a więc taka, jaka im się wydawała, a więc selektywnie zapamiętana i później intencjonalnie przedstawiona. Słowem, nie jest to historia obiektywna, ale taka, jaką jego rozmówcy chcieli, aby była. I z tej rozbieżności nie ma wyjścia. Możemy ją próbować zmniejszać lub łagodzić, ale nigdy nie osiągniemy stanu doskonałego. Nieusuwalny będzie ten czynnik subiektywny, jego deformująca obecność. Nasz Grek zdaje sobie z tego sprawę i dlatego stale się zastrzega: "jak mi mówią", "jak utrzymują", "różnie to przedstawiają" itd. Dlatego w sensie idealnym, nigdy nie mamy do czynienia z historią rzeczywistą, ale zawsze z opowiedzianą, z przedstawioną, z taką, jaka - jak ktoś utrzymuje - była; taka, w jaką ktoś wierzy. Ta prawda jest może największym odkryciem Herodota [wszystkie wyróżn. J.P.][36].
I trudno się z tym ostatnim stwierdzeniem Kapuścińskiego nie zgodzić, bowiem dotykamy tu kluczowych problemów związanych z poznaniem historycznym na styku przeszłości i jej reprezentacji, a przytoczona powyżej analiza stanowi dobry wstęp do ich rozważenia z perspektywy metodologii historii.
Istotą metodologii historii jest namysł nad rozmaitymi formami obecności przeszłości w naszym życiu i dzieleniem się tym doświadczeniem historyczności z innymi. Reflektując nad sposobami badania i poznawania tego, co minione, metodolog historii w centrum swojej uwagi stawia problem przedstawiania (reprezentacji) przeszłości. Uprawia metarefleksję.
Oto dwa godne polecenia przykłady takiego podejścia na gruncie polskim: O myśleniu historycznym Wojciecha Wrzoska oraz Historyczna wspólnota słowa. Rozważania z teorii historii Macieja Bugajewskiego.
Historyczność człowieka objawia się na dwa sposoby: (1) poprzez jego zdolność do tworzenia dziejów (sprawstwo historyczne) i (2) poprzez zdolność gatunku ludzkiego do reflektowania nad własną historią, opowiadania jej. Postawę sprawcy historii będziemy określać dalej mianem h o m o h i s t o r i c us, a postawę reflektującą - h o m o m e t a h i s t o r i c us. W tym rozdziale skupimy się wyłącznie na tej drugiej.
Podmiotowa zdolność człowieka do rozpoznania i opisywania biegu zdarzeń w ich wzajemnym powiązaniu oznacza z jednej strony zdolność do wyrwania wydarzeń z poznawczego niebytu - nienazwania i niepamięci, a z drugiej zdolność do działania na poziomie nie dziejów (ontologii historycznej), ale ich konceptualnej reprezentacji. Poznawczo istnieje historycznie to tylko, co ma swoją reprezentację. Jeśli coś z naszego codziennego doświadczania "biegu zdarzeń" nie zostanie wyróżnione jako ważne (choćby tylko dla nas samych) i wyartykułowane, czyli z przygodnego zdarzenia nie stanie się dla nas w y d a r z e n i e m, czymś wyjątkowym, ważnym, a przez to wartym utrwalenia we wspomnieniach oraz posiadania swojej nie tylko mentalnej (pamięć), ale i materialnej reprezentacji, bezpowrotnie przemija. Jest dla historii stracone.
D o ś w i a d c z e n i e h i s t o r y c z n o ś c i świata ludzkiego może manifestować się kulturowo społecznym deficytem ("głodem") historii lub społecznym jej nadmiarem/przesytem, ale samo to doświadczenie przeszłości j e s t p i e r w o t n e, s t a r s z e n i ż h i s t o r i o g r a f i a, obecne już na poziomie magii i mitu, które praktykowane społecznie pozwalają ludziom oswajać przemijalność ich świata i radzić sobie z nią. Znakomicie opisał to doświadczanie historyczności Jerzy Topolski (1928-1998) w metarefleksyjnym studium Świat bez historii[37]. Czasu nie możemy dotknąć ani bezpośrednio poczuć. Dotyczy to tak przeszłości, jak teraźniejszości i przyszłości, choć - jak dowodzą współcześni kognitywiści - to odczucie teraźniejszości jest najmocniej zakorzenione w języku i umyśle[38] ("O chwilo obecna, ty do mnie należysz cała")[39]. Możemy natomiast czas sobie wyobrazić i o nim opowiedzieć, przywołując wspomnienia minionych chwil i porównując je z obecnym stanem rzeczy. Wyciągamy wtedy wniosek, że czas mija, doświadczamy jego upływu i dzielimy się tym doświadczeniem z innymi. "Jesteśmy ludźmi, bo opowiadamy" - pisał w 1966 roku w głośnym artykule francuski filozof i teoretyk literatury Roland Barthes (1915-1980)[40] i niewątpliwie ta z d o l n o ś ć d o n a r r a t y z o w a n i a (także przeszłości), jakościowo odróżniając nas od zwierząt, k o n s t y t u u j e k u l t u r ę p o z n a j ą cą, z j a k i e j " p r z y g l ą d a m y s i ę" ś w i a t u.
Historiografia rodzi się z autorefleksji kultury poznającej nad swą przeszłością.
Nad przechodzeniem j e s t w b y ł o; tego, co bezpośrednio doświadczane, w to, co pośrednio domyślne, widzialnego w niewidzialne, bytu w nie-byt, bowiem przeszłość nie tylko ex definitione jest czymś odmiennym od teraźniejszości. Owszem, dzieje są w pewnym sensie nieprzerwanym ciągiem teraźniejszości i homo historicus zawsze żyje w konkretnym tu i teraz, w swojej aktualnej teraźniejszości. Ale też wyrasta z przeszłości i najczęściej d z i a ł a p r o s p e k t y w n i e, jest zorientowany na przyszłość. Te trzy wymiary czasu obecne są w każdym celowym działaniu człowieka. Bazując na doświadczeniu z przeszłości, pozwalają tu i teraz planować przyszłość. Operując czasem przeszłym dokonanym, h i s t o r i a r e r u m g e s t a r u m lepiej niż pamięć przekazuje minione doświadczenia zbiorowe; staje się najważniejszą reprezentacją przeszłości.
Rozmowa z tymi, których już nie ma, jest ważna. Historyk, narratyzując przeszłość, stwarza ją dla wspólnoty. Wspólne doświadczenie wyniesione z przeszłych zdarzeń jest fundamentem tożsamości grupowej, etnicznej i narodowej oraz wszelkiej odrębności kulturowej opartej na zasadzie "my-oni". Historia daje umarłym głos. Jeśli kogoś nie ma w historiografii, publicznie nie istnieje. Nawet jeśli zostawił po sobie jakiś materialny ślad, jego istnienie dla teraźniejszości i przyszłości jest wyłącznie potencjalne, dopóki ktoś inny o tym nie opowie. To brutalna prawda. Ale też źródło społecznej siły historiografii przez wieki. Herodot i wszyscy jego następcy mieli moc dawania drugiego życia, strzegąc granic czasu na styku przeszłości, teraźniejszości, przyszłości.
Byliśmy jako historycy takimi Charonami, opłacanymi za przewożenie zmarłych, tyle że w odwrotnym kierunku: ze świata bezpowrotnie minionego, otchłani wiecznego zapomnienia, ku historyczności - domeny świata żywych.
Uwspółcześniona wersja tej prawdy dałaby się zamknąć w nieco zmodyfikowanej klasycznej formule szekspirowskiej: "To be "e-" or not to be, that is the question". Jeśli nie istniejesz w formie zdigitalizowanej, nie ma cię w ogóle. W dobie cyfrowej chmury i mediów społecznościowych Charon przestaje być potrzebny. Każdy może wykreować za życia swoje "życie po życiu", pozostawić po sobie trwałe cyfrowe ślady i opowiedzieć swoją historię. H i s t o r i a (jako wspólnotowe doświadczenie) i M a t r i x s ą d o s i e b i e p o d o b n e w t y m s e n s i e, ż e z o s t a ł y s p o ł e c z n i e w y k r e o w a n e; ta pierwsza bardzo, bardzo dawno temu, ten drugi za życia jednego pokolenia i na moich oczach. Wróćmy jednak do greckich początków.
Słowo ??????? oznaczało w starożytnej Grecji tyle co badanie świadectwa, a więc konfrontowanie czyjegoś indywidualnego doświadczenia (z) przeszłości z doświadczeniem innych ludzi. Histor był synonimem "wiedzącego" - tego, który posiadł wiedzę, bo poddał indywidualne świadectwo badaniu/sprawdzeniu. W historii wydarzyło się / i s t n i e j e t y l k o t o, c o z o s t a ł o u p r z e d n i o z n a r r a t y z o w a n e i s p o ł e c z n i e u z g o d n i o n e, że się zdarzyło; wszystko inne pozostaje sferą prywatności (przynależy do doświadczenia personalnego, do sfery pamięci indywidualnej).
Pierwsza zatem m e t a r e f l e k s j a, jaka z dotychczasowych rozważań się wyłania, to teza, iż:
res gestae to nasz gatunkowy sposób doświadczania świata, a h i s t o r i a r e r u m g e s t a r u m jest historycznie ukształtowaną w czasach Herodota formą opowieści o tym, co byłe, już nieobecne. W tym sensie historiografia staje się r e p r e z e n t a c j ą p r z e s z ł o ś c i, a refleksja nad ukształtowanymi historycznie sposobami reprezentowania przeszłości konstytuuje m e t a h i s t o r i ę.
Doświadczanie przeszłości: wydarzenie/fakt źródłowy/fakt historyczny
Składając świadectwo o tym, czego doświadczamy aktualnie albo doświadczyliśmy w nieodległej przeszłości, odwołujemy się do konceptu w y d a r z e n i a jako czegoś zewnętrznego w stosunku do nas, ale przecież zmysłowo możliwego do poznawczego uchwycenia: dziejącego się w określonym czasie i na konkretnej przestrzeni, o którego zaistnieniu świadczymy, opowiadamy[41]. Intencjonalnie wydarzenia przynależą do res gestae - rzeczywistości minionej, w niej mają swoje ontyczne desygnaty. W istocie są n a r z ę d z i a m i naszego m y ś l e n i a h i s t o r y c z n e g o, dźwigniami wyobraźni umysłu, jak mówi amerykański filozof i kognitywista Daniel C. Dennett[42]. Narzędziami, dzięki którym poznanie historii w ogóle staje się możliwe.
Bezpośrednio doświadczana przeszłość k o n c e p t u a l i z o w a n a jest poznawczo w wydarzenia historyczne. W tym sensie s ł o w o/ j ę z y k ma moc kreowania ś w i a t a z h i s t o r i ą.
Świadomość, że za każdym wydarzeniem kryje się jakaś myśl, jest zdobyczą refleksji metodologicznej XX wieku. Amerykański historyk Timothy Snyder zwrócił uwagę na ważne konsekwencje tego odkrycia: "Zrozumienie wydarzenia wymaga od historyka porzucenia jednego schematu i zaakceptowania, że kilka może być prawdziwych jednocześnie. Przynosi to o wiele mniejszą satysfakcję, ale sprawia, że osiągnięcia są o wiele trwalsze"[43]. Spróbujmy przyjrzeć się temu nieco dokładniej.
Z perspektywy metodologii historii świadek (osoba składająca świadectwo o tym, co się wydarzyło) kreuje f a k t ź r ó d ł o w y, który historyk następnie transponuje (przeistacza, przenosi poznawczo) ze sfery res gestae w sferę historia rerum gestarum, nadając jednocześnie wydarzeniu status f a k t u h i s t o r y c z n e g o lub mu tego statusu odmawiając. Dochodzi w ten sposób do społecznej obiektywizacji (uprzedmiotowienia) historii jako istniejącego niezależnie od podmiotu poznającego przedmiotu badania - d z i e j ó w. Opowieść o tym, jak ludzie doświadczali świata, zawarta w b e z p o ś r e d n i c h świadectwach źródłowych, zostaje przełożona na p o ś r e d n i o ś ć przekazu historiograficznego. Podkreślmy: świadectwo jest składane w języku bezpośredniego doświadczenia, operuje wyrażeniami deiktycznymi[44]: j a, m y, t u i t e r a z, a historiografia jest pisana w metajęzyku w stosunku do języka źródeł historycznych, tj. w języku wyższego rzędu, powstałym specjalnie po to, aby poznawczo zdystansować się wobec przekazu źródłowego (zawiesić jego prawomocność - jak mówią metodologowie - dopóki się go nie zweryfikuje, nie sprawdzi) i podkreślić pośredniczość wszelkiej wiedzy o przeszłości, na co tak wyczulony był już Herodot. W opisach faktów historycznych wyrażenia deiktyczne znikają zastępowane przez narracyjne formy zapośredniczone: o n, o n i, t a m i w t e d y.
Historia jako przedmiot poznania i historia jako reprezentacja dziejów rozdzielają się. Ta druga przyjmie z czasem postać historiografii - zapisu społecznego doświadczania przeszłości. Wydarzenie, fakt źródłowy i fakt historyczny coraz mocniej i wyraźniej zaczną się od siebie "odklejać" w dyskursach o historii. Z czasem to odróżnienie w metarefleksji nad historią i historiografią stanie się dystynkcją fundamentalną: historia jako praktyka badawcza w coraz większym stopniu zacznie być umiejętnością wątpienia, stawiania źródłom nieustannych pytań, ich krytycznej analizy. "Aby osiągnąć stopień pewności równy temu, jaki mamy na podstawie percepcji, poznanie historyczne potrzebuje uzasadnienia a nie wiary w świadka"[45] - pisał już w 1566 roku Jean Bodin (1530-1596) w traktacie Methodus ad facilem historiarum cognitionem, formułując - jako jeden z pierwszych - podstawy uprawiania historii jako przedmiotu wiedzy (nauki), a nie wiary.
Kluczem do zrozumienia wyzwań i kłopotów, jakie mamy z historiografią, okazuje się metarefleksja nad pośredniczością poznania historycznego i fundamentalną opozycją, jaka zachodzi pomiędzy historią a fikcją. Tym zagadnieniom Krzysztof Pomian poświęcił znakomitą książkę Historia. Nauka wobec pamięci (2006)[46]. Oto reprezentatywny fragment, obrazujący styl prowadzonego przez niego namysłu - metarefleksji:
Jeśli wymóg przywoływania dowodów odróżnia historię od fikcji, to charakter dowodów, które historia przywołuje, odróżnia ją od pamięci. Dowody bowiem, które historia uznaje dziś za ważne, odwołują się do szczątków pozostałych z przeszłości i takich, że ich pochodzenie i datowanie dadzą się określić; w ten sposób stają się one źródłami, za których pośrednictwem można poznawać tych, co je stworzyli, a nierzadko i tych, co ich w swoim czasie używali. Dowody uznawane przez pamięć są całkowicie odmienne. "Byłem tam, widziałem to na własne oczy" - to dla pamięci nieodparty argument. "Powiedział mi to, znam go, wierzę mu" - to dla niej też argument. Póki historia była tylko zapisem pamięci, dowody takie były dla niej wystarczające. Począwszy od XV wieku, historia wyodrębnia się jako gałąź wiedzy, która przeciwstawia się pamięci i stosować zaczyna coraz bardziej subtelne środki do poznawania faktów, których nie tylko zajmujący się nimi historyk nie może pamiętać, ponieważ miały miejsce na długo przed jego urodzeniem, ale których nikt nigdy nie zachował w pamięci, gdyż nikt nie dostrzegł ich, gdy się wydarzyły[47].
Metarefleksja nad historycznością to także poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, j a k p r z e s z ł o ś ć j e s t o b e c n a w n a s z e j t e r a ź n i e j s z o ś c i. Nawet wtedy, gdy są to dzieje bajeczne, to korespondencja pomiędzy treściami, jakie opowieści te zawierają, a wyzwaniami teraźniejszości, w jakiej przyszło żyć ich narratorom, jest ewidentna, dobrze czytelna dla historyka. Znakomicie na przykład potrafił to wychwycić mediewista, badacz Chronica Polonorum Wincentego Kadłubka, Jacek Banaszkiewicz, podkreślając sprawczość takich podań jako składników kulturotwórczych epoki: "Dzieje bajeczne, choć ożywiają je dawni herosi i znane od stuleci motywy czy wątki mitologiczne, są materią bardzo wrażliwą na potrzeby i zadania przeżywanej przez wspólnotę teraźniejszości"[48].
Czasem taka metarefleksja może przyjąć p o s t a ć d i a l o g u o doświadczeniach wyniesionych z historii - instruktywnym przykładem może tu być zapis rozmowy dwóch świetnych historyków, Timothy'ego Snydera i Tony'ego Judta, o wieku XX[49]. Kolejnym, równie interesującym, jest wymiana myśli pomiędzy dwójką metodologów historii z Poznania, Marią Solarską i Maciejem Bugajewskim; punktem wyjścia do tej dyskusji był namysł nad historiograficznymi reprezentacjami w kontekście związku, jaki zachodzi pomiędzy wyobrażeniami przeszłości a pożądaną przyszłością[50]. Chodzi o to, jak społeczeństwo może/powinno czynić użytek z naukowych i nienaukowych reprezentacji przeszłości, by lepiej i bardziej odpowiedzialnie kształtować swoją przyszłość. Taka refleksja nad użytkowaniem historii, tyle że czyniona samotnie, jest charakterystyczna szczególnie dla Marcina Kuli czy klasyka teorii historii Haydena White'a (1928-2018)[51]. Bywa, że taka metarefleksja historyka przyjmuje formę konstatacji wręcz historiozoficznych:
Gdy brakuje nam poczucia przeszłości i przyszłości, teraźniejszość wydaje się chybotliwa i nie daje podstaw do działania. Obrona państw i ochrona praw nie będą możliwe, jeśli nie wyciągniemy wniosków z przeszłości ani nie uwierzymy w przyszłość. Świadomość historii pozwala ujawnić pułapki ideologiczne i skutkuje sceptycyzmem wobec postulatów natychmiastowego działania, gdy wszystko uległo nagłej zmianie. Wiara w przyszłość może sprawić, że świat wyda się czymś więcej niż, przywołując słowa Hitlera, "powierzchnią precyzyjnie wymierzonej przestrzeni". Czas - czwarty wymiar - może uczynić trzy wymiary przestrzeni mniej klaustrofobicznymi. Wiara w trwanie stanowi antidotum na panikę i balsam łagodzący demagogię. Poczucie przyszłości trzeba w teraźniejszości stworzyć z tego, co wiemy o przeszłości, budując czwarty wymiar z trzech znanych nam z życia codziennego[52].
A swoją drogą h i s t o r i o z o f i e typu tych uprawianych przez Oswalda Spenglera (1880-1936) czy Arnolda Toynbeego (1889-1975), a w Polsce na przykład przez Feliksa Konecznego (1862-1949), czy ich współczesne odpowiedniki autorstwa izraelskiego historyka Yuvala Noaha Harrariego, s ą t a k ż e r e p r e z e n t a c j a m i p r z e s z ł o ś c i. Ale historyczność nie jest jedynie cechą czy przywilejem historiografii. Jest ona obecna w wielu innych opowieściach o świecie - ma rację Wiktor Werner, gdy mówi o niej jako o swoistym fundamencie kultury. Nie chodzi bowiem o konkretne treści historyczne (a tym bardziej ich prawdziwość), ale o h i s t o r y c z n o ś ć j a k o f o r m ę u j m o w a n i a z j a w i s k, które same z siebie mogą być niehistoryczne, nierealistyczne, nieprawdziwe i niewiarygodne[53]. Zakorzenione w kulturze doświadczenie historyczności może bowiem objawiać się (znajdować swoją reprezentację) w bardzo zróżnicowanych formach[54].
O semioforach i innych formach reprezentacji doświadczenia historycznego
Metodologia historii dokonuje nieustannie przeglądu dostępnych aktualnie form i sposobów reprezentacji przeszłości, prowadząc także metarefleksję nad ich społeczną rolą[55]. Oczywiście nie sposób tu omówić wszystkich k a t e g o r i i ( r o d z a j ó w) r e p r e z e n t a c j i, zdecydowałem się zatem dokonać pewnego wyboru, który - mam nadzieję - zarówno jest w miarę reprezentatywny, jak też oddaje pewną nieoczywistość w utrwalaniu społeczno-subiektywnego doświadczania przeszłości. Rozpocznę jednak od kategorii klasycznej.
Postać klasyczna to, rzecz jasna, d o k u m e n t y ź r ó d ł o w e, które będąc pozostałościami po czasach minionych, intencjonalnie mogły i mogą zostać wytworzone, aby reprezentować także określony stan rzeczy z przeszłości. Przykładowo najstarszy dokument łaciński odnoszący się bezpośrednio do ziem polskich, Dagome iudex, potwierdzał akt darowizny "jednego miasta w całości" świętemu Piotrowi przez władcę, jego żonę i dwóch synów[56]. Klasyfikacji źródeł mamy w metodologii historii i źródłoznawstwie bardzo wiele, lecz nie one są tym razem ważne. Z punktu widzenia reprezentacji istotne jest coś innego, a mianowicie to, że obiekt materialny (jego cechą konstytutywną jest w i d z i a l n o ś ć) został w y p o s a ż o n y w z n a c z e n i e, czyli aktualnie p e ł n i f u n k c j ę s e m i o f o ru.
S e m i o f o r to szczególny rodzaj z n a k u: celowo nadany obiektowi przez wspólnotę, komunikuje, że to, do czego się odnosi (co znak w s k a z u j e) jest c e n n e d l a t e j w s p ó l n o t y. Cenne s a m o z s i e b i e, a nie przez swą praktyczną u ż y t e c z n o ś ć. A przy tym, cenne t u i t e r a z, bowiem b y c i e s e m i o f o r e m t o f u n k c j a z m i e n n a w c z a s i e.
Jak pisze twórca koncepcji semioforów Krzysztof Pomian: w pewnych okolicznościach semiofor może stać się odpadem, a odpad awansować do funkcji semioforu[57]. Weźmy jakiś przykład. Oto marmurowe e p i t a f i u m zmarłego w Lublinie Wojciecha Oczki (1537-1599), nadwornego lekarza Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy, znajdujące się w tamtejszym pobernardyńskim kościele pod wezwaniem Nawrócenia św. Pawła. Powstało bez wątpienia jako semiofor, podkreślając dla potomnych znaczenie życia Ocellusa. Spróbujcie pomyśleć, w jakich okolicznościach źródła materialne tego typu (podpowiem: ) mogły/mogą stracić status semioforu i czy wtedy nadal pozostaną reprezentacją przeszłości?
Z kolei stanowiące zapis indywidualnego i społecznego doświadczania historii ź r ó d ł a p i s a n e mogą stać się podstawą i punktem wyjścia dla tworzenia kolejnych reprezentacji. Podam jedynie dwa przykłady: pierwszy z kategorii narracji historiograficznych, drugi - z narracji literackich. Francuski historyk Emmanuel Le Roy Ladurie, pisząc w 1975 roku jedną z najgłośniejszych książek historycznych XX stulecia - Montaillou. Wioska heretyków 1294-1324[58] - twórczo wykorzystał rejestr inkwizycyjny, zawierający zeznania mieszkańców wioski u podnóża Pirenejów, przesłuchiwanych przez walczącego z herezją katarską biskupa Pamiers Jacques'a Fourniera, późniejszego papieża Benedykta XII. Z kolei Olga Tokarczuk oparła swoją epopeję historyczną Księgi Jakubowe na osiemnastowiecznym źródle - Księdze Słów Pańskich Jakuba Franka, konstruując niejako przy okazji jedną z najbardziej wielopiętrowych reprezentacji przeszłości[59]. Niekiedy historyk decyduje się sam wystąpić w roli świadka i wytworzyć modelowe źródło historyczne dla przyszłych badaczy. To przypadek Marca Blocha (1886-1944) i jego Dziwnej klęski[60].
Fot. 1. Epitafium Ocellusa
Źródło: archiwum własne autora.
Udane reprezentacje przeszłości mogą, rzecz jasna, mieć o wiele krótszą formę, jak na przykład l i s t y (tu muszę wspomnieć o jednym z największych epistolografów, a jednocześnie świadków historii XX wieku - Jerzym Giedroyciu (1906-2000), którego kilkadziesiąt tomów korespondencji z lat 1944-2000 zostało już opracowanych i wydanych), d e p e s z e (słynna depesza emska, która wywołała wojnę Francji z Prusami w 1870 roku), a nawet t w e e t y (za pomocą których Donald Trump chciał przejść do historii)[61]. A czasami, by osiągnąć efekt adekwatnej reprezentacji niezwykle ważnego zjawiska z tragicznej przeszłości, wystarczy historykowi po prostu krótki wypis ze źródła. Tak postąpił Timothy Snyder, chcąc ukazać dramatyzm głodującego Leningradu w Skrwawionych ziemiach:
Z dziennika lekarki Wiery Kostrowickiej: Na śniegu siedzi, opierając się o słup, wysoki mężczyzna. Na sobie ma łachmany, na ramionach plecak. Kuli się przy słupie. Sądzę, że szedł na Dworzec Fiński, zmęczył się i przysiadł. Przez dwa tygodnie, idąc i wracając ze szpitala, wiedziałam, jak "siedzi":
Bez plecaka.
Bez łachmanów. W bieliźnie.
Nagi.
Szkielet w wyprutymi wnętrznościami[62].
Fragment pamiętnika jako zapis modelowy. A co powiedzieć w takim kontekście o spisywanej dla potomnych przez Emanuela Ringelbluma (1900-1944) k r o n i c e g e t t a w a r s z a w s k i e g o? Jaki potencjał odwzorowania świata codziennego nosi w sobie to unikatowe dzieło? Napisano o tym wiele, ale od strony metahistorycznej to ciągle księga otwarta.
No to może jeszcze jeden przykład takiej nieoczywistej reprezentacji tekstualnej: tym razem będzie to h i s t o r i a u c h w y c o n a w p o e z j i, a konkretnie w znanym wierszu Wisławy Szymborskiej, dla którego inspiracją była fotografia Richarda Drewa:
Fotografia z 11 września
Skoczyli z płonących pięter w dół
- jeden, dwóch, jeszcze kilku
wyżej, niżej.
Fotografia powstrzymała ich przy życiu,
a teraz przechowuje
nad ziemią ku ziemi.
Każdy to jeszcze całość
z osobistą twarzą
i krwią dobrze ukrytą.
Jest dosyć czasu,
żeby rozwiały się włosy,
a z kieszeni wypadły
klucze, drobne pieniądze.
Są ciągle jeszcze w zasięgu powietrza,
w obrębie miejsc,
które się właśnie otwarły.
Tylko dwie rzeczy mogę dla nich zrobić
- opisać ten lot
i nie dodawać ostatniego zdania.
[Wisława Szymborska, Fotografia z 11 września. Znane wiersze, https://znanewiersze.pl/wislawa-szymborska/fotografia-z-11-wrzesnia (dostęp: 11.08.2022)].
Dla wielu zamach terrorystyczny z 11 września zakończył ostatecznie wiek XX. Inni - jak brytyjski historyk Eric Hobsbawm (1917-2012)[63] - widzą ten koniec o dekadę wcześniej i łączą go z obaleniem berlińskiego muru i Jesienią Narodów. Historiograficznych reprezentacji ostatniego stulecia jest wiele, ale chciałbym odnotować podejście bardziej niekonwencjonalne, gdzie tekst w specyficzny sposób łączony jest z fotografią (nie tylko samym tytułem, jak to miało miejsce w przypadku naszej noblistki, ale intencjonalnie: by siła oddziaływania reprezentacji na zmysły została zwielokrotniona). Tak postąpił na przykład Rosjanin Wiktor Szenderowicz, realizując autorski projekt Wiek XX, gdzie zestawił zaklęte w mądrość aforyzmów Stanisława Jerzego Leca (1909-1966) przemyślenia nad historią tego najkrótszego ze stuleci ze zdjęciami (autorstwa często najwybitniejszych fotografików swych czasów), które stanowią ich wizualne dopełnienie[64]. Przyznaję, że osobiście uważam ten niezwykły album za jedną z najlepszych reprezentacji historii XX wieku w ogóle. Oto próbka zawartości na zachętę...
Fot. 2. Lec. XX wiek. Projekt Wiktora Szenderowicza (Warszawa: Agora, 2018), 170-171
Źródło: archiwum własne autora.
Niestety album ten ukazał się w zaledwie stu egzemplarzach, więc to wydanie raczej bibliofilskie. Dlatego polecam dużo łatwiej dostępną wizualną reprezentację Cywilizacji komunizmu w jej odmianie nadwiślańskiej, jak nazwali to autorzy Mariusz Mazur i Sebastian Ligarski[65].
A co robić, gdy zabraknie słów? Reprezentacja doświadczenia historycznego może wówczas mieć tak nieoczywistą postać, jak miało to miejsce w przypadku Esther Krinitz (1927-2001). Jako żydowskie dziecko w Polsce doświadczyła traumy pokolenia Holokaustu. Nigdy nie potrafiła o tym rozmawiać, nawet z najbliższą rodziną, a tym bardziej pisać. Znalazła w końcu inną formę reprezentacji: jako emigrantka w Stanach Zjednoczonych utrzymywała się z szycia, postanowiła więc z resztek materiałów, igły i nici u t k a ć s w o j ą h i s t o r i ę. Zwizualizować pamięć. Stworzyła serię trzydziestu sześciu kolaży - poruszającą opowieść o przetrwaniu, widzianym oczami dziecka[66]. Zobaczyłem je na żywo w 2017 roku - to było odkrycie! Zmuszało do refleksji nie tylko w kontekście reprezentacji Zagłady i nadal pozostaję pod wrażeniem tego, jak dużo da się wyrazić za pomocą tak bardzo oszczędnych środków.
Reprezentacja przeszłości poprzez wizualizację - w metodologicznej metarefleksji doprowadziło to do narodzin i wyodrębnienia się h i s t o r i i w i z u a l n e j [67] - to oczywiście pierwotnie k a r t o g r a f i a h i s t o r y c z n a (mapa jest obecna już u Herodota!) czy m a l a r s t w o h i s t o r y c z n e (kłaniają się Jan Matejko, Artur Grottger, Wojciech Siemiradzki i autorzy Panoramy Racławickiej z Janem Styką i Wojciechem Kossakiem na czele, by pozostać tylko przy Polakach i wieku XIX, gdy ta forma reprezentacji przeszłości święciła największe tryumfy) lub późniejsze od nich d r z e w a g e n e a l o g i c z n e, dziś przeżywające swój renesans w ramach historii rodzinnych. To także fenomen m u z e ó w h i s t o r y c z n y c h [68], które obecnie w coraz większym stopniu oparte są na filozofii, metodyce i technologii reprezentacji audiowizualnej[69]. Każdy, kto odwiedził Muzeum II Wojny Światowej, Muzeum Historii Żydów Polskich Polin czy Muzeum Powstania Warszawskiego, miał okazję doświadczyć tego bezpośrednio. Obraz i dźwięk odgrywają w nich pierwszoplanowe role. Oczywiście w historii wizualnej odrębne miejsca zajmują obrazy: statyczny - f o t o g r a f i a ( f o t o h i s t o r i a jako reprezentacja przeszłości)[70] oraz ruchomy - f i l m [71]. Nie będę tu rozwodził się nad tymi zagadnieniami, bowiem staną się one - podobnie jak s p e k t a k l e r e k o n s t r u k c j i h i s t o r y c z n y c h, szeroko rozpowszechnione w domenie h i s t o r i i p u b l i c z n e j (ang. public history) - przedmiotem kolejnych rozdziałów naszego podręcznika. Dopowiem jedynie, że osobną kategorię reprezentacji tworzą spektakle teatralne - i tu mogę znów odwołać się do metarefleksji na najwyższym poziomie, autorstwa polskiej antropolożki kultury i historyczki teatru Joanny Krakowskiej, ukazującej t e a t r j a k o m e d i u m h i s t o r i i [72].
Równie długą drogę przeszły r e p r e z e n t a c j e p r z e s z ł o ś c i o p a r t e n a d ź w i ę k u: od znanej już ludom starożytnym h i s t o r i i m ó w i o n e j po całkiem współczesną o r a l h i s t o ry[73] i tak niekonwencjonalne jej wcielenia, jak te prezentujowane przez słynną szwedzką grupę heavy metalową Sabaton, wyśpiewującą na przykład Sztukę wojenną Sun Zi, chińskiego stratega żyjącego w VI wieku p.n.e.[74] A swoją drogą, skoro już dotknęliśmy sfery dźwięku, to czy wiecie, że w Stanach powstało muzeum, które archiwizuje głosy wybitnych postaci historycznych?[75]
Świat cyfrowy, w jakim żyjemy obecnie, przyniósł prawdziwą rewolucję w odwzorowaniu przeszłości dzięki technologiom i historykom nowej generacji, dla których media społecznościowe i innowacje to chleb powszedni. Prekursorem był tu Michaił Zygar, założyciel Future History Production Studio i pomysłodawca dwu przełomowych projektów: 1968.digital, czyli całkowicie nowej (cyfrowej) formy reprezentacji roku 1968, i 1917. Free History, poszukującego odpowiedzi na niebanalne pytanie, jak wyglądałaby reprezentacja rewolucji październikowej w mediach społecznościowych (gdyby były one wówczas dostępne). Wizjonerskie reprezentacje Zygara doczekały się milionowych odbiorców, śledzących na bieżąco kolejne odsłony obydwu projektów w internecie[76]. Także w Polsce realizowane są już pierwsze tego typu przedsięwzięcia (choć na o wiele mniejszą skalę ze względów budżetowych) w postaci m o b i l n y c h a p l i k a c j i h i s t o r y c z n y c h [77].
Dzięki technologii 3D potrafimy dziś robić także i n t e r a k t y w n e m a p y h i s t o r y c z n e [78], wykorzystywać m e t a v e r s e - r z e c z y w i s t o ś ć r o z s z e r z o n ą - do przedstawiania obiektów z przeszłości[79] czy tworzyć oparte o historyczne realia gry wideo[80], a także budować historyczne światy wirtualne (ang. virtual historical reality, VHR), w których postaci historyczne "ożywają" i wygłaszają - jak Józef Piłsudski[81] - znane ze źródeł historycznych przemówienia, mówiąc własnym głosem zrekonstruowanym przez sztuczną inteligencję.
C o b ę d z i e d a l e j? Adresuję to pytanie do waszego pokolenia z nadzieją, że to wy swoimi innowacyjnymi reprezentacjami przeszłości będziecie wyznaczać już niedługo obowiązujące w świecie trendy...
Zagadnienia do dyskusji
1. Nadaj status semioforu wybranemu obiektowi, który funkcjonuje w waszym otoczeniu ze względu na swe walory użytkowe.
2. Czy tak zwane historie alternatywne są reprezentacjami przeszłości?
3. Stwórz za pomocą smartfona dowolną reprezentację przeszłości na Instagramie.
Polecana literatura
Bugajewski, Maciej. Historyczna wspólnota słowa. Rozważania z teorii historii. Poznań: Instytut Historii UAM - Oficyna Wydawnicza Epigram, 2018.
Krakowska, Joanna. PRL. Przedstawienia. Warszawa: PIW - Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, 2016.
Pomian, Krzysztof. Porządek czasu. Gdańsk: słowo/obraz terytoria, 2014.
Topolski, Jerzy. Świat bez historii, wyd. 3. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, 1998.
Wrzosek, Wojciech. O myśleniu historycznym. Bydgoszcz: Oficyna Wydawnicza Epigram, 2009.
Przypisy
[1] Ewa Domańska, "Interview with Jerzy Topolski," przeł. Olgierd Wojtasiewicz, w: taż, Encounters: Philosophy of History after Postmodernism (Charlottesville-London: University of Virginia Press, 1998), 115.
[2] Jerzy Topolski, Teoria wiedzy historycznej (Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, 1983), 15.
[3] Jan Pomorski, Historyk i metodologia (Lublin: Wydawnictwo Naukowe UMCS, 1991), 29.
[4] Tamże, 15 i nast.
[5] Zob. misja i cel działań Komisji Teorii i Historii Historiografii oraz Metodologii Historii w latach 2020-2023, https://mthh.edu.pl/o-nas/ (dostęp: 22.07.2022).
[6] Pełny tekst Rekomendacji dostępny jest na stronie internetowej Forum Badaczy Teorii, Historii Historiografii i Metodologii Historii, https://mthh.edu.pl/rekomendacje-komisji/ (dostęp: 22.07.2022).
[7] Jerzy Topolski, Metodologia historii (Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1968); tenże, Teoria wiedzy historycznej; tenże, Jak się pisze i rozumie historię. Tajemnice narracji historycznej (Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, 1996).
[8] Metajęzyk jest nadbudowany nad językiem przedmiotowym (językiem danej dyscypliny naukowej), bowiem "musi" ten język przedmiotowy i jego słownik jakoś "opisać"/nazwać, by móc w ogóle o nim opowiadać.
[9] Wizualizacja jest starą metodą pedagogii filozofii, znaną już platonikom. Jej współczesnym wcieleniem jest Teaching Design, czyli metoda edukacji odwołująca się do wytwarzania w umyśle odbiorcy pożądanych obrazów celem objaśnienia złożonych zjawisk. Dziś do tego celu wykorzystuje się głównie multimedia i nowoczesne technologie Argumented Reality czy Virtual Reality.
[10] Andrzej Chwalba, Samobójstwo Europy. Wielka Wojna 1914-1918 (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2014), 646.
[11] Andrzej Friszke, Rewolucja Solidarności 1980-1981 (Kraków: Znak Horyzont - Instytut Studiów Politycznych PAN - Europejskie Centrum Solidarności, 2014), 997.
[12] Oryginał został zniszczony w czasie drugiej wojny światowej, zachowała się jedynie fotokopia wykonana w okresie międzywojennym. Dla zainteresowanych do posłuchania na Youtube współczesna wersja O zachowania się przy stole autorstwa Jacka Kaczmarskiego: https://www.youtube.com/watch?v=O_bx9JnYPXU&ab_channel=Encore (dostęp: 22.07.2022).
[13] Adam Kersten, Na tropach Napierskiego (Warszawa: PIW, 1970).
[14] Neuronauka pokazuje, że pamięć jest najniższą zdolnością ludzkiego umysłu, a uczenie się "na pamięć" bywa zabójcze dla naszego intelektu. Zob. Daniel Kahneman, Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym, przeł. Piotr Szymczak (Poznań: Media Rodzina, 2012).
[15] Czytaj: z właściwym dla kumulatywizmu wyobrażeniem o historii jako wielkim gmachu wiedzy wznoszonym rękami historyków dzięki dokładaniu kolejnych cegiełek - pojedynczych ustaleń faktograficznych.
[16] Stanisław Czerniecki, Compendium ferculorum czyli Zebranie potraw (Warszawa: Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, 2009).
[17] Marcin Zaremba, Wielka Trwoga. Polska 1944-1947 (Kraków: Znak - Instytut Studiów Politycznych PAN, 2012), 27-28.
[18] Ludwik Fleck, Powstanie i rozwój faktu naukowego. Wprowadzenie do nauki o stylu myślowym i kolektywie myślowym, przeł. Maria Tuszkiewicz (Lublin: Wydawnictwo Lubelskie, 1973). Pierwsze wydanie w języku niemieckim ukazało się w 1935 roku.
[19] Thomas S. Kuhn, Struktura rewolucji naukowych, przeł. Stefan Amsterdamski (Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1968).
[20] Zob. teksty Noama Chomsky'ego opublikowane w książce Lingwistyka a filozofia. Współczesny spór o filozoficzne założenia teorii języka, red. Barbara Stanosz (Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1977).
[21] Jerzy Topolski, Metodologia historii (Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1968), 373-374.
[22] Eksplanacja to procedura wyjaśniania. Jednym z jego rodzajów jest wyjaśnianie przyczynowe (polegające na wskazaniu przyczyn zajścia zaobserwowanego zjawiska), czyli w żargonie metodologów właśnie "eksplanacja kauzalna" (? Krzysztof Brzechczyn, "Wyjaśnianie historyczne w tradycji analitycznej filozofii historii").
[23] Interesująco pisze o tym historyk dziejów najnowszych Andrzej Paczkowski, "Historyk dziejów najnowszych wśród źródeł", w: Historia - dziś. Teoretyczne problemy wiedzy o przeszłości, red. Ewa Domańska, Rafał Stobiecki, Tomasz Wiślicz (Kraków: Universitas, 2014), 89-98.
[24] Metodologię ogólną (czasami zwaną także logiką nauki lub filozofią nauki), zajmującą się regułami sterującymi społeczną praktyką naukową w ogóle, należy odróżniać od metodologii dyscyplinarnej (na przykład metodologia historii), której przedmiotem poznania i badania są reguły sterujące praktykami badawczymi w danej dyscyplinie naukowej.
[25] Kazimierz Ajdukiewicz, Logika pragmatyczna (Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1965).
[26] Dobrze to sobie znów zwizualizować: figura woskowa Elvisa Presleya w Muzeum Madame Tussauds nie jest Elvisem. Jest jego reprezentacją.
[27] Topolski na początkach swego namysłu metodologicznego nad historią (to okres pisania Metodologii historii) w ogóle dzielił metodologię historii właśnie na trzy części: przedmiotową metodologię historii (czyli refleksję nad dziejami, nad procesem historycznym i tym, jak ludzie tworzą/wytwarzają dzieje swoimi działaniami), pragmatyczną metodologię historii (tu skupiał się przede wszystkim na pracy historyka ze źródłem historycznym i metodami ustalania faktów historycznych oraz na wyjaśnianiu historycznym) oraz apragmatyczną metodologię historii (sfokusowaną na strukturze/budowie narracji historycznej).
[28] Krzysztof Pomian, Przeszłość jako przedmiot wiary. Historia i filozofia w myśli średniowiecza (Warszawa: PIW, 1972); tenże, Przeszłość jako przedmiot wiedzy (Warszawa: Fundacja Aletheia, 1992).
[29] Zob. Jan Pomorski, "Spór o ideał badania historycznego w metodologii historii", w: tenże, Historyk i metodologia (Lublin: Wydawnictwo UMCS, 1991), s. 53-77.
[30] Te pojęcia wprowadzone zostały do metodologii historii przez Jerzego Topolskiego. Zob. Topolski, Metodologia, 265-285.
[31] Tenże, Teoria wiedzy historycznej (Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, 1983).
[32] Józef Szymański, Nauki pomocnicze historii (Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1970), 10.
[33] Jarosław Dumanowski jest pomysłodawcą edycji staropolskich książek kucharskich w ramach projektu Monumenta Poloniae Culinaria, gdzie ukazało się między innymi w 2009 roku dzieło Czernieckiego.
[34] Lucyna Ćwierczakiewiczówna, Kalendarz na rok 1878 (Warszawa: Gebethner i Wolff, 1878), b.s.
[35] Dzieje Herodota w tłumaczeniu profesora Seweryna Hammera ukazały się w Polsce dopiero w 1955 roku, czyli dwa lata po śmierci Józefa Stalina, bowiem kilka lat gotowa do druku książka przeleżała "na półce", gdyż gorliwy cenzor doszukał się współczesnych analogii w historycznym opisie despotii sprzed dwóch i pół tysiąca lat! Przytaczam ten fakt, bo bardzo dobrze ilustruje on nie tylko klimat epoki stalinowskiej, w której przyszło studiować Kapuścińskiemu historię na Uniwersytecie Warszawskim, ale także przekonanie ówczesnych decydentów o sile oddziaływania przekazu historycznego.
[36] Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem, wyd. 5 (Warszawa: Czytelnik, 2020), 277.
[37] Jerzy Topolski, Świat bez historii (Warszawa: Wiedza Powszechna, 1972).
[38] Daniel L. Everett, Język. Narzędzie kultury, przeł. Paweł Paszkowski (Kraków: Copernicus Center Press, 2018).
[39] Św. Faustyna, Dzienniczek, 6, cyt. za: https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/dzienniczek_fragmenty_wo.html (dostęp: 22.07.2022).
[40] Roland Barthes, "Wstęp do strukturalnej analizy opowiadań", przeł. Wanda Błońska, Pamiętnik Literacki 4 (1968), 327.
[41] Historia mówiona czy tekst pisany są jedynie dwoma z bardzo wielu form składania takiego świadectwa. Będzie o tym mowa dalej.
[42] Zob. Daniel C. Dennett, Dźwignie wyobraźni i inne narzędzia do myślenia, przeł. Łukasz Kurek (Kraków: Copericus Center Press, 2015).
[43] Timothy Snyder, "Przedmowa", w: Tony Judt, Timothy Snyder, Rozważania o wieku XX, przeł. Paweł Marczewski (Poznań: Dom Wydawniczy Rebis, 2013), 13-14.
[44] Wyrażenia deiktyczne to takie, które jednoznacznie wskazują na autora przekazu (komunikatu) i jego aktualnego usytuowania w czasie (teraz) i w przestrzeni (tu, tutaj).
[45] Jean Bodin, "Methodus ad facilem historiarum cognitionis", w: tenże, Oeuvres philosophiques, trad. Pierre Mesnard, t. 1 (Paris: Presses Universitaires de France, 1951), 300.
[46] Krzysztof Pomian, Historia. Nauka wobec pamięci (Lublin: Wydawnictwo UMCS, 2006).
[47] Tamże, 233.
[48] Jacek Banaszkiewicz, Polskie dzieje bajeczne mistrza Wincentego Kadłubka (Wrocław: Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej, 2002), 6.
[49] Judt, Snyder, Rozważania o wieku XX. Polskim substytutem tego rodzaju metarefleksji nad historią najnowszą mogłaby być książka Modzelewski - Werblan. Polska Ludowa, rozmawia Robert Walenciak (Warszawa: Iskry, 2017).
[50] Maria Solarska, Maciej Bugajewski, Doświadczanie przeszłości. Poznanie historyczne wobec pluralizmu czasu historycznego (Poznań: Instytut Historii UAM, 2018).
[51] Marcin Kula, Krótki raport o użytkowaniu historii (Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2004); Hayden White, Przeszłość praktyczna, red. Ewa Domańska, przeł. Jan Burzyński i in. (Kraków: Universitas, 2014).
[52] Timothy Snyder, Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie, przeł. Barłomiej Pietrzyk (Kraków: Znak Horyzont, 2015), 440-441.
[53] Wiktor Werner, Historyczność kultury. W poszukiwaniu myślowego fundamentu współczesnej historiografii (Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, 2009).
[54] Zob. Ewa Domańska, Historie niekonwencjonalne. Refleksja o przeszłości w nowej humanistyce (Poznań: Wydawnictwo Poznańskie, 2006); Historia w kulturze współczesnej. Niekonwencjonalne podejścia do przeszłości, red. Piotr Witek, Mariusz Mazur, Ewa Solska (Lublin: Edytor.org, 2011).
[55] Przykładem takiej metarefleksji może być studium: Violetta Julkowska, Wiktor Werner, Contemporary Lives of the Past, przeł. Anna Topolska (Poznań: Instytut Historii UAM, 2018).
[56] Dagome iudex nie dotrwał do naszych czasów. Jego treść jest znana z późniejszych kopii, bazujących na regeście wykonanym przez kardynała Deusdedita pod koniec XI stulecia. Dla zainteresowanych przekład na język polski tekstu łacińskiego: "Podobnie w innym tomie z czasów papieża Jana XV, Dagome sędzia i Ota senatorka, i synowie ich Mieszko i Lambert ofiarowali świętemu Piotrowi w całości jedno miasto, które zwie się Schinesghe ze wszystkimi swymi przynależnościami w obrębie takich granic, jak, zaczyna się, z jednej strony długie morze, granicą Prus aż do miejsca, które nazywa się Ruś, a granicą Rusi dalej ciągnąc aż do Krakowa i od tego Krakowa aż do rzeki Odry prosto do miejsca, które nazywa się Alemure, i od samej Alemure aż do ziemi Milczan, i od granicy Milczan prosto do Odry i stąd idąc wzdłuż rzeki Odry aż do rzeczonego miasta Schinesghe", cyt. za: Gerard Labuda, Słowiańszczyzna starożytna i wczesnośredniowieczna. Antologia tekstów źródłowych, Poznań: Wydawnictwo PTH & Wydawnictwo Sorus, 1999, 159-161.
[57] Krzysztof Pomian, "Semiofory wśród innych przedmiotów widzialnych", w: tenże, Historia. Nauka wobec pamięci, 120-125.
[58] Emmanuel Le Roy Ladurie, Mantaillou. Wioska heretyków 1294-1324, przeł. Ewa Dorota Żółkiewska, przedmowa do wyd. polskiego Ewa Domańska (Czerwonak: Wydawnictwo Vesper, 2014).
[59] Piszę na ten temat obszerniej w: Jan Pomorski, "Rzecz o wyobraźni historycznej w XXI wieku: Olga Tokarczuk jako kultura poznająca historię. Przyczynek do hermeneutyki tekstu literackiego", w: tenże, Rzecz o wyobraźni historycznej. Ćwiczenia z hermeneutyki (Lublin: Wydawnictwo UMCS, 2021), 133-205.
[60] Marc Bloch, Dziwna klęska, przeł. Katarzyna Marczewska (Warszawa: Oficyna Naukowa, 2008). Zob. analizę tego przypadku w: Jan Pomorski, Kultura poznająca w roli twórcy źródła historycznego. Wokół "Dziwnej klęski" Marca Blocha, w: tenże, Homo metahistoricus. Studium sześciu kultur poznających historię (Lublin: Wydawnictwo UMCS, 2019), 291-320.
[61] Swoją drogą nie wiem, czy wiecie, że amerykańska Library of Congress zakupiła od Twittera 170 milionów tweetów, jakie wytworzyli mieszkańcy USA w latach 2006-2010, by zarchiwizować to źródło i zachować dla przyszłych historyków wyposażonych w narzędzia do analizy historical big data.
[62] Timothy Snyder, Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem, przeł. Bartłomiej Pietrzyk (Warszawa: Świat Książki, 2011), 197.
[63] Eric Hobsbawn, Wiek skrajności. Spojrzenie na krótkie XX stulecie, przeł. Julia Kalinowska-Król, Marcin Król (Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2018).
[64] Wiktor Szenderowicz, Lec. XX wiek (Warszawa: Agora, 2018).
[65] Mariusz Mazur, Sebastian Ligarski, Cywilizacja komunizmu. Odmiana nadwiślańska 1944-1956 (Warszawa: Instytut Pamięci Narodowej, 2016).
[66] Zob. "Through the Eye of the Needle. The Art of Esther Krinitz", https://www.youtube.com/watch?v=HCvlhYCKruQ (dostęp: 22.07.2022).
[67] Zob. Dorota Skotarczak, Historia wizualna (Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM, 2013).
[68] Wspaniale kreśli ich panoramę poprzez dzieje i kontynenty w trzytomowym opracowaniu Krzysztof Pomian, Le musée, une histoire mondiale, t. 1-3 (Paris: Gallimard, 2020-2022).
[69] Wnikliwie analizuje to zjawisko Anna Ziębińska-Witek. Zob. np. Anna Ziębińska-Witek, "Jak przedstawiać historię w muzeach?", w: "Wielka zmiana. Historia wobec wyzwań...". Pamiętnik XX Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich, t. 1: Potęga historii, red. Jan Pomorski, Mariusz Mazur (Warszawa-Lublin: Instytut Pamięci Narodowej - Instytut Historii UMCS, 2021), 338-364.
[70] Na ten temat zob. Foto-historia. Fotografia w przedstawieniu przeszłości, red. Violetta Julkowska (Poznań: Instytut Historii UAM, 2012). Ciekawym przykładem wdrożeniowym jest: Jakub Kuza, Krótka historia jednego zdjęcia (Kraków: Znak, 2019).
[71] Znakomicie tę funkcję filmu ukazuje i objaśnia na przykładzie twórczości Andrzeja Wajdy lubelski metodolog Piotr Witek, Andrzej Wajda jako historyk. Metodologiczne studium z historii wizualnej (Lublin: Wydawnictwo UMCS, 2016).
[72] Joanna Krakowska, PRL. Przedstawienia (Warszawa: PIW - Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, 2016).
[73] Udane polskie wdrożenia oral history to: Marta Kurkowska-Budzan, Antykomunistyczne podziemie zbrojne na Białostocczyźnie. Analiza współczesnej symbolizacji przeszłości (Kraków: Historia Iagellonica, 2009); Wiktoria Kudela-Świątek, Odpamiętanie. O historii mówionej na przykładzie narracji kazachstańskich Polaków o represjach na tle narodowościowym i religijnym (Kraków: Universitas, 2013).
[74] Zob. album The Art of War, https://www.youtube.com/watch?v=epeQwq-aYV0 (dostęp: 22.07.2022).
[75] Zob. https://www.youtube.com/watch?v=f9VLmM7YDuI (dostęp: 02.09.2022).
[76] Zob. https://project1917.com/about (dostęp: 22.07.2022); https://shortyawards.com/3rd-socialgood/1968digital#%20( (dostęp: 22.07.2022).
[77] Tu początek dała apka Szlakami Polski Niepodległej 1914-1922, którą możecie bezpłatnie pobrać z GooglePlay lub AppStore.
[78] Tworzenie interaktywnych map historycznych 3D to jeden z przedmiotów nauczania w Instytucie Historii UMCS, a także podstawowe źródło przychodów utworzonego przez doktorantów oraz studentów start-upu.
[79] Zob. projekt Cyfrowy Krzyżtopór, któremu początek dała praca dyplomowa dwóch studentów - Artura Sabata i Łukasza Sawy, https://youtu.be/xo0pyP9qn_I (dostęp: 22.07.2022).
[80] Przykładem może być realizowana przez doktorantów Instytutu Historii UMCS - Bartłomieja Stolarza i Karola Kasprowicza - gra wideo Orzeł w szkarłacie, której zwiastun możecie zobaczyć tutaj: https://youtu.be/4ZC73EiqUJg (dostęp: 22.07.2022).
[81] Projekt ten w wersji 2.0 po raz pierwszy został zaprezentowany publicznie na XX Powszechnym Zjeździe Historyków Polskich w Lublinie w 2019 roku: https://workroomgroup.com/case-study-post/jozef-pilsudski-marszalek-polskich-serc/ (dostęp: 02.08.2022). Obecnie pracujemy nad jego wersją 3.0, w której Marszałek nie tylko stoi obok nas na scenie, ale i przemawia własnym głosem.