Rozdział 3
Kamienne podobizny
I
1.
Wewnętrzna część Skalnego Miasta była siecią niekończących się korytarzy. Magowie podejrzewali że nawet zamieszkujący je mnisi nie znali wszystkich z nich.
Pierwsi magowie penetrowali korytarze i sporządzali mapy. Nie udało im się poznać wszystkich z nich, ale ich uwagi pomogły następcom uniknąć wielu pułapek. Niektóre tajemnicze korytarze nie zdawały się być groźne, ale i tak lepiej było się trzymać od nich z daleka.
Magowie wiedzieli że pod górnymi korytarzami jest niższy poziom i droga prowadząca do legendarnego archiwum, ale nikomu nie udało się tam dotrzeć. Jeśli wierzyć zapiskom.
Poprzedni magowie przestrzegali przed zapuszczaniem się w pewne części skalnego labiryntu w określone dni lub pory roku. Na końcu jednego z południowych tuneli ciągnął się szereg małych komnat, w których wykuto zagłębienie zapełnione stojącymi obok siebie posągami. Niejedna rzeźba z tej kolekcji mogła wywołać koszmary. Posągi, które nie wiadomo kogo przedstawiały, pokazywała obce twarze i dziwne ciała. Może ukazywały prastare gatunki, nieudane boskie twory lub dzieci szalonych magów? Na pewno istoty dawno zapomniane i porzucone. Jeden z zapisków sugerował że zdarza się iż posągi ożywiają. Nie potraktowali tych ostrzeżeń poważnie. A mimo to korytarz, w którym królowały kamienne posagi, omijany był przez adeptów i co wrażliwszych magów. Niektórzy adepci śnili o tych istotach jeszcze przez długie tygodnie, od chwili gdy je ujrzeli kątem oka. Co poniektórzy fantazjowali o tym że niektóre z rzeźb ożywiają co noc i poruszają się, czając w ciemnych korytarzach na nieostrożnych. Opowiadano o nich wiele strasznych opowieści, które wyśmiewano. Ale nikt kto choć raz ujrzał te dziwne, przerażające istoty nie traktował ich lekko. Niektórzy wierzyli że te skamieniałe istoty, mogły by się na nich zemścić za obrazę. I że gdy czasem się budzą, by wyruszyć na polowanie, mogą ich dopaść.
Żaden z magów nie wierzył w te opowieści, mimo to kiedy Ardonn ujrzał ruch w mijanym korytarzu ruszył odruchowo w tamtym kierunku. Ciekawość zawsze była jego największą słabością.
2.
Cienisty mag minął kilka wnęk pełnych posagów i zatrzymał się niezdecydowany. Śledził wcześniej jednego z adeptów, który się skradał i nagle zrobił coś niespodziewanego. Zamaskowana postać stworzyła portal i przesłała nim coś. Adepci nie powinni posiadać takiej wiedzy, więc to był ktoś udający tylko niedoświadczonego w magii. Mag zastanawiał się jak postąpić. Może powinien powiedzieć o tym komuś? A może powinien sam zbadać tą sprawę? Przecież powinien poradzić sobie z jednym magiem.
Zatrzymał się rozglądając się po korytarzu. Omijał wzrokiem potworne rzeźby. Gdyby mogły mówić, czy by mu pomogły? A co by było gdyby zawołał kogoś jeszcze do pomocy? Co prawda jako nieliczny z magów posiadał zdolność do kontaktowani się z przedmiotami nieożywionymi, lub od dawna martwymi. Ale zarazem nie miał też materialnego ciała i nie mógłby powstrzymać obudzonych bestii.
On był bezpieczny i nic mu nie mogło zagrozić, a mimo to się wahał. Kręcił się kółko niezdecydowany i zamyślony. Nie wiedział co się do niego zbliża ciemnym korytarzem, do chwili kiedy było już za późno.
Cienisty mag odwrócił się nagle i spojrzał we prosto w nieludzkie ślepia istoty jak z koszmarów. Choć to wydawało się niemożliwe istota, która nie powinna żyć powaliła go na ziemie i przygniotła swoim ciężarem. Czuł na sobie, jej człekokształtne ciało, choć nie powinien. Wpatrywał się niezwykłą twarz czując mętlik w głowie. Twarda jak kamień skóra, puste oczodoły, zagłębienia nozdrzy i wąskie usta. Parodia ludzkiego oblicza. Nie mogąc się bronić, mógł tylko czekać. Nie podejrzewał, że aż coś tak dziwnego kiedykolwiek doświadczy. Co jeszcze można było odkryć w tym miejscu?
Wyszeptał kilka zaklęć, ale ich działanie go zaskoczyło. Magia tylko opłynęła ciało bestii i odpłynęło dalej. Istota warcząc chwyciła go szponami i nie chciała puścić. Wpatrywał się w puste oczodoły i przez jego umysł przepływały setki obrazów i wspomnień. Czuł, że to coś, co go przygniatało naznacza go. Nie mógł już uciec, od tego co ujrzał w swoim umyśle. Najpierw ogarnęła go ciemność, zimna i obca. Ale potem ujrzał coś znajomego.
Wspomnienia z jego życia w Górnym Starym Królestwie, przepływały mu przed oczami. Jego beztroskie dzieciństwo, wieczna nauka i bolesne wtajemniczenia. Na nowo przeżył swój wypadek, przeistoczenie i znów przyzwyczajał się do nowego życia w ciele, które było niezniszczalne i znienawidzone. Opuścił je, choć ostrzegano go przed konsekwencjami. Jego prawdziwe ciało leżało bezpiecznie w sarkofagu, a on szukał sposobu by do niego wrócić. Lata samotności i nieudanych eksperymentów. Wieści z domu, które budziły wyrzuty sumienia. Czy tak naprawę chciał wrócić do tego co na niego czekało? Czasem się nad tym zastanawiał, ale jeszcze nie podjął decyzji. Wiele razy o tym myślał.
Zamykał oczy i dostrzegał coś nowego. To co znał mieszało się z obcymi obrazami i emocjami, które mroziły go śmiertelnym chłodem. Obce oblicza, pojęcia, zmartwienia i kłopoty, oraz potrzeby i smak krwi... oraz wiedza, której nie potrafił by sobie nawet wyobrazić. Pociągała go, bo spełniały jego najbardziej skryte pragnienia. Otworzył oczy i spojrzał na bestię, która się niego wpatrywała. Czekała na coś. To była zarazem groźba i oferta?
- Potrzebuje twojego ciała - wyszeptał potworna istota, wprost do jego umysłu. - Kotwicy w tym świecie...
Zmroziło go to. Zawsze liczył na to, że kiedyś wróci do swojego ciała, a teraz miał stracić tą możliwość? Ale co jeśli nigdy mu się nie uda? Co jeśli przez trzymanie się przeszłości, straci taką okazję? Zdobył się na szczerość i wyszeptał:
- Zgoda.