ROZDZIAŁ 2
W paszczy lwa
Daria westchnęła pod drzwiami gabinetu swojego nowego szefa Michała Dłużyńskiego. Zapukała i w tym momencie poczuła, jak jej emocje sięgają zenitu. Było to coś w rodzaju podekscytowania wymieszanego ze strachem.
- Proszę - usłyszała po drugiej stronie niski głos.
Weszła do środka. Rozejrzała się po gabinecie. Ponoć miejsce, w którym pracuje twój szef, dużo o nim mówi. Daria sama nie wiedziała, co ma powiedzieć o biurze, w którym stały biurko, komoda i komputer. Żadnego kwiatka, żadnej ramki ze zdjęciem, żadnego obrazka. Pomyślała, że nie ma w tym gabinecie nic ludzkiego. To może i sam Michał Dłużyński jest nieludzkim osobnikiem?
Mężczyzna za biurkiem wstał, przedstawił się, ale nie podał jej ręki.
Bufon o nadętym ego - skwitowała w myślach Daria.
Gestem dłoni wskazał krzesło, a ona usiadła.
Michał miał na sobie białą koszulę, odpięty górny guzik i sprane dżinsy. Marynarka wisiała na oparciu obrotowego krzesła. Pierwsze, co dostrzegła Daria, to jego oczy: duże, w kształcie migdałów, zielonkawoniebieskie. Miał szerokie, lekko spierzchnięte usta. Po bokach równo i krótko przycięte włosy, a na górze dłuższe, zaczesane do tyłu. Ciemne, poprzetykane srebrnymi nitkami. Daria założyłaby się z Tatianą, że facet ma rwanie u niemal każdej laski.
- Czego się napijesz? - powiedział ze sztucznym uśmiechem malującym się na jego twarzy.
- Zielonej herbaty.
- Dobrze. - Skinął głową. Nacisnął interkom i polecił sekretarce, by zaparzyła zieloną herbatę i zrobiła kakao.
- Lubię kakao. - Uśmiechnął się. A Daria miała ochotę powiedzieć, że nic a nic jej to nie obchodzi.
- Fajnie. - Przewróciła oczami.
- Czy wyczuwam w twoim głosie kpinę?
- Ależ skąd! Fajnie, że pije pan kakao. Wow! - Wiedziała doskonale, że jej głos ocieka ironią, ale nie potrafiła się powstrzymać.
- Wolałbym, żebyśmy zwracali się do siebie per ty.
- Dobrze, wolejący Michale.
- Cięta riposta, podoba mi się. Może opowiesz mi coś o sobie?
- Do tej pory byłam kierownikiem marketingu i...
- Nie, nie. - Podniósł rękę. - Interesuje mnie, co robisz w wolnym czasie.
- Fotografuję. Pracowałam przez kilka lat jako wolny strzelec. Potem przyszła pandemia, zlecenia się skurczyły i stąd zmiana pracy. Ale nadal to robię.
- Co fotografujesz?
- Ale dla pieniędzy czy z pasji?
- Pasji...
Darii wydawało się, że był wyraźnie zainteresowany, ale może tylko tak dobrze udawał?
- Ludzi. Zmęczonych życiem lub tych, którzy z tego życia korzystają. Uśmiechniętych i płaczących. Zaniedbanych i tych, którzy z kubkiem kawy śpieszą się do pracy.
- Kochasz życie.
- Jak najbardziej. Ostatnio zaczęłam też malować.
- O, chętnie obejrzę twoje obrazy.
- Na ścianach maluję. - Zachciało jej się śmiać, bo teraz Michał się wzdrygnął.
- Graffiti? - Był zaskoczony.
- Nie. Nie jestem ani grafficiarzem, ani Banksym, po prostu ściany maluję, na kolorowo, wypisuję na nich różne górnolotne myśli. A, i anioły też maluję.
Zrobił oczy jak pięć złotych.
- Chciałeś wiedzieć... - Daria przełknęła ślinę.
- Tak... Tak... - powtórzył, cały czas się w nią wgapiając.
- Jeśli masz ochotę, możesz zobaczyć moje prace.
- Gdzie?
- W moim pokoju. Tutaj, w biurze. Twój poprzednik pozwolił mi na ożywienie wnętrza.
- Czyli pomalowanie ścian na kolorowo.
- Tak jakby.
- Aha... No dobrze. - Założył ręce na piersi, przyjmując obronną postawę. Daria od razu wiedziała, że nie podoba mu się to, że maluje ściany. - Wpadnę do ciebie w wolnym czasie.
- Obejrzeć ściany. - Roześmiała się.
- Obejrzeć ściany - odpowiedział bez cienia uśmiechu.
- Sprostowałam, bo zabrzmiało to dwuznacznie. - Znowu zachichotała jak jakaś nastolatka.
- Nie miałem nic takiego na myśli.
- Dwuznacznego? - Śmiała się w najlepsze, a on nie wiedział, co o niej sądzić.
- Żeby była jasność...
Daria nachyliła się w jego stronę, opierając na biurku ręce.
- Jest naprawdę jasno. Nie musisz nic więcej mówić.
Wstała. Skinęła głową i wyszła.
Co za koleś! - chciało jej się śmiać z "wolejącego" Michała. Będą z nim kłopoty - przemknęło jej przez myśl.
***
Michał wszedł do pokoju Darii w tym samym momencie, kiedy z pędzla spadał kleks niebieskiej farby. I spadł właśnie na czarny skórzany but jej szefa.
- Ożeż... - syknął.
Daria zeskoczyła z drabiny, sięgnęła po gazik i rozpuszczalnik i zaczęła wycierać plamę z buta Michała. Zdarzenia potoczyły się w błyskawicznym tempie. Facet był zaskoczony, a ona przestraszona.
- Daj spokój. Zostaw to. - Opędzał się od niej niczym od natrętnej muchy.
Podniosła się z klęczek.
- To tylko buty - stwierdziła.
- Masz rację. To tylko buty - przytaknął, ale w jego oczach zauważyła złość.
- To nie rób takiej miny.
Michał próbował się uśmiechnąć, ale jakoś mu nie wychodziło.
Co za sztywny sztywniak! - pomyślała Daria.
- Słuchaj, jeśli chcesz... - zaczęła niepewnie.
- Nie! - Uniósł ręce. - Nic już nie chcę.
- To nie. - Robiła wszystko, by się nie roześmiać. I już był u niej skreślony. Facet, który robił akcje z powodu plamy na butach, nie mógł być w jej typie.
- Co myślisz? - Wskazała dłonią sufit, na którym wymalowany był anioł, a nad jego głową unosił się dymek z napisem "Nasze życie jest tym, co zeń uczynią nasze myśli".
- Marek Aureliusz - stwierdził Michał.
- Brawo ty. Zaimponowałeś mi.
- Aureliuszem?
- Tak.
- Po co to robisz? - Wgapiał się w sufit z niedowierzaniem.
- Co?
- Malujesz sufit?
- Jak to "po co"? By było tutaj przyjemnie, ładnie. Kolorowo. Bo to lubię. Mogłabym wymyślić tysiące powodów.
Pokręcił głową.
- Nie wiem, co powiedzieć.
- Po prostu się uśmiechnij i tyle.
- Daria! - Do pokoju weszła Alicja. Spojrzała na Michała. - O, przepraszam, sądziłam że jesteś sama.
- Zaraz wychodzę - oznajmił Michał. Spojrzał na pstrokatą sukienkę Alicji i się uśmiechnął. Trudno było rozgryźć, czy to był przyjazny uśmiech, czy raczej kpiący.
Alicja miała sześćdziesiąt lat, dredy, które farbowała na kruczoczarny kolor, kolczyki w nosie, we brwi i dwa w dolnej wardze. Mówiła, o sobie, że jest starą hipiską. I poza tym miała dryg do wymyślania reklam. Klienci kochali wizje, które przed nimi roztaczała. Miała wyczucie tego, co się sprzeda i w jaką grupę docelową się wbić z danym produktem.
- To dobrze, mam z Darią coś do obgadania.
Michał zrobił jeszcze większe oczy. A Alicja się roześmiała.
- Szefie, nie wypraszam pana, będziemy rozmawiały o nowym projekcie, który zaprezentujemy panu na jutrzejszym spotkaniu. Ma pan minę, jakbyśmy miały tutaj imprezę rozkręcić.
Daria parsknęła śmiechem.
- Niech panie pracują rzetelnie - powiedział, po czym wycofał się rakiem z pokoju.
Alicja zamknęła drzwi.
- Nie nasz typ, ale przystojny - stwierdziła.
- Fakt, zdecydowanie nie nasz typ. Ma kołek w dupie, który sięga do samej głowy.
- Gdybym była młodsza, tobym go rozruszała. A tak, zostawiam pole do popisu tobie. - Alicja włożyła do buzi cukierka.
- Chyba nie skorzystam.
- Choć spróbuj go poderwać. Ciekawe, czy się da.
- Nawet nie wiem, czy ma żonę.
- To tylko flirt. - Alicja sięgnęła po drugi cukierek i odpakowała go z papierka. - Jeśli jest żonaty, to tylko sobie poflirtuje i mu ulży.
- Wolałabym nie.
- Ale co "nie"?
- Żeby nie był żonaty. - Daria już miała romans z żonatym facetem i długo się po nim zbierała.
- Czyli ci się podoba - drążyła temat Alicja, chodząc po pokoju i szeleszcząc swoją spódnicą.
- Wizualnie. Charakterologicznie jest cienki Bolek.
- A może po prostu nie jest ściemniaczem, który zasypuje kobietę wyświechtanymi słówkami.
- Co go tak bronisz? - Daria podała Alicji kolejnego cukierka.
- Pomyślałam, że tworzylibyście całkiem niezłą parę.
- Daj spokój. - Daria machnęła ręką. - Z czym przychodzisz?
- Po pierwsze z tym, że potrzebujemy zatrudnić więcej ludzi, którzy będą ogarniać nam komentarze w sieci. Młodych, takich, którzy dopiero wchodzą na rynek, ale też takich, którzy wrzucą sensowny koment do sieci. Ogarną media społecznościowe, klikną, podpromują linki.
- Pomyślę o tym.
- Poza tym do tej nowej wody toaletowej... - zrobiła pauzę.
- Tej, co pachnie jak odświeżacz do kibelka?
- Właśnie tej, zrezygnowałabym z prezentacji zapachu. Nie tutaj.
- No nie. Ludzie na evencie by padli.
- A produkt by się nie sprzedał.
Jeszcze chwilę porozmawiały o reklamie dla czołowego kontrahenta, Alicja zjadła w tym czasie niemal wszystkie cukierki.
- On jest naprawdę niezły - zakończyła, wychodząc.
- Przestań mnie do niego przekonywać.
- Seks na biurku, pod biurkiem... - Alicja mówiła dalej.
Parsknęły śmiechem. Daria pomyślała o jej związku z ognistym Hiszpanem Jaimem[1], który zakończył się złamanym sercem i poobijaną duszą.
- Od razu bym się zakochała. A potem bym cierpiała - stwierdziła Daria.
- I to jest twój błąd. Trzeba brać takie rzeczy na chłodno. Lecę.
- Leć.
- Swoją drogą odwaliłaś niezłego anioła. - Alicja wskazała palcem na sufit.
- Szefowi nie za bardzo się podoba.
- Albo ściemnia, albo ty mu się bardziej podobasz.
- Chyba miałaś gdzieś lecieć.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki