Wolni od uzależnienia. Droga do życia bez nałogów - Karolina Kownacka

Kup ebooka

59.00 zł
29.49 zł (29,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1. "Startujemy"

Zapnij pasy, STARTUJEMY!!!

Cześć! Myślę, że miło byłoby przełamać pierwsze lody. Czy zgadzasz się, abyśmy skrócili dystans? Wtedy łatwiej będzie nam wspólnie przejść przez dalsze kroki mojego poradnika. Ja nazywam się Karolina. Jestem psychologiem oraz psychoterapeutą uzależnień. Pracuję z osobami uzależnionymi od wielu lat. Moja praca to moja pasja. Możesz mi zaufać.

Posłuchaj, cieszę się, że tu jesteś. Serio. Pewnie zastanawiasz się teraz, jaki mam w tym cel? Właściwie założeń mam wiele. Motywowanie ludzi do podjęcia zmiany, poszerzanie ogólnej świadomości w tematyce uzależnień, odczarowanie mitów i stereotypów w tymże temacie oraz pomoc osobom uzależnionym i ich rodzinom w zmianie życia. Mój Drogi Czytelniku / Moja Droga Czytelniczko, by zbudować między nami zaufanie, nie używam w książce rzeczywistych przykładów moich pacjentów oraz pacjentów terapeutów, z którymi kiedykolwiek współpracowałam - po to, by ich chronić. Przytaczam historie, o których słyszymy wszyscy, ponieważ kwestie zachowań i sytuacji w uzależnieniu są prawdziwe. Postacie przedstawione przeze mnie w tym poradniku są wykreowane jedynie na potrzebę tej książki, w oparciu o szeroką znajomość kwestii uzależnienia i mechanizmów jego działania. Chociaż podejrzewam, że moja kreacja postaci zapewne pozwoli Ci się z nimi w jakiejś części utożsamić, gdyż jak podkreślam - poparte jest to moim wieloletnim doświadczeniem. Dodam, że właściwie, przytaczane historie mogą nie być dla Ciebie zaskoczeniem, gdyż najprawdopodobniej znasz takich ludzi osobiście, a na pewno słyszałeś/słyszałaś o nich w radiu, internecie czy telewizji. Nie uchylę w tej książce tajemnicy zawodowej, o to możesz się nie martwić.

Skoro czytasz tę książkę, to mogę się założyć, że zaintrygował Cię jej tytuł. Pozwól, że odgadnę, kim jesteś. Zakładam, że jesteś osobą uzależnioną, która za nic w świecie nie chce się z tym utożsamić.

Twoja podświadomość aż krzyczy:

- Przeczytaj to, po prostu weź i przeczytaj.

Ale też słyszysz głos z drugiej strony:

- Stary/stara, to nie dla ciebie, ty nie masz problemu. Kolejna psycholożka napisała kłamliwe wypociny, by nabijać kasę do portfela".

Ja powiem Ci jedno... to ta pierwsza opcja jest prawdziwa.

Możliwe, że zauważasz u siebie problem z nałogiem, a Twoje wielokrotne próby przerwania go kończyły się fiaskiem. Pewnie wątpisz też w to, co mówią o Twoim nałogu inni... a z całą pewnością mówią: "masz problem".

Posłuchaj... Po prostu weź i przeczytaj tę książkę - nic nie tracisz.

Idąc dalej tropem, kim jesteś... (a w tropieniu jestem dobra). Zakładam, że jesteś osobą, która żyje albo żyła - w czasie przeszłym - obok osoby uzależnionej. Chcesz się dowiedzieć, czy bliska Ci osoba jest uzależniona, jak i dlaczego tak właśnie funkcjonuje. Znajdziesz tu te odpowiedzi. Rozgość się. Mam dla Ciebie ciekawe treści, które pozwolą Ci zrozumieć, jak funkcjonuje, co myśli i co czuje osoba uzależniona. Pewnie też pomogę rozwiać Twoje wątpliwości i wahania: "czy to problem, czy już uzależnienie?".

Możesz też być moim kolegą / moją koleżanką z branży. Interesujesz się tematyką uzależnień, a być może Twoi klienci to osoby uzależnione. Świetnie trafiłaś/trafiłeś. Książka pomoże Ci uzyskać szerszą wiedzę w tematyce uzależnień i przełamać pierwsze lody w pracy z klientem. Śmiało możesz polecić ten poradnik każdemu, kto powie: "ja nie mam problemu", a Ty widzisz to zupełnie inaczej! Poradnik zawiera szereg przydatnych arkuszy do pracy własnej i terapeutycznej.

Książkę kieruję do wszystkich trzech wymienionych grup, ale przede wszystkim do osób uzależnionych - i to do nich będę się bezpośrednio zwracać.

Widzisz, z uzależnieniami jest pewien problem. Chociaż słowo "problem" jest tu dość trywialnym określeniem. Dlaczego? Problem możesz mieć Ty lub może mieć bliska Ci osoba, kiedy zepsuje się samochód. Nie dość, że trzeba wywalić kupę kasy na naprawę, to jeszcze nie ma się czym przemieszczać. A już w ogóle problem jest wtedy, gdy masz małe dzieci i trzeba je porozwozić przed pracą w różne części miasta. Ale widzisz - to jest problem, który minie, który możesz rozwiązać. Albo próbujesz naprawić auto samodzielnie; albo prosisz o pomoc kogoś bliskiego; albo jedziesz do mechanika, on stawia diagnozę problemu, naprawia, wymienia części i auto śmiga jak nowe. W najgorszym wypadku kombinujesz, skąd wziąć kasę i jak zorganizować poranne rozwożenie towarzystwa... ale to nadal problem, który możesz rozwiązać dosyć szybko i dosyć łatwo. On minie.

Z uzależnieniem nie jest tak łatwo. Z pewnością wiele razy słyszałeś/słyszałaś w radiu, w telewizji, w internecie, od sąsiadki, siostry, brata, że ktoś ma "problem" z alkoholem / z graniem / z braniem leków. Ludzie mówią: "On/Ona ma "problem", bo za dużo pije / za dużo gra". Mówią też: "Wystarczy przestać, wystarczy chcieć". Odnosząc to do problemu z zepsutym autem, przyjmijmy, że punktem wyjścia w uzależnieniu będzie zepsucie czujnika jako "problem człowieka". Więc skoro "problem" w dosyć szybki sposób można rozwiązać, wystarczyłoby: pójść do kolegi/koleżanki, poprosić o pomoc w rozwiązaniu problemu zepsucia czujnika, wdrożyć w życie magiczne wskazówki - niczym czar Reparo ze świata Harry'ego Pottera - i uzależnienie zostaje zażegnane. Można byłoby też pójść do "mechanika­-psychologa", który wymieniłby zepsuty "czujnik" i "problem" byłby rozwiązany. Więc powiedz mi - dlaczego w naszym społeczeństwie funkcjonuje tyle osób uzależnionych?

Nie będę odnosić się do suchych statystyk. Do niczego Ci to nie jest potrzebne. Zresztą statystyki pokazują tylko pewną skalę uzależnień. Są to osoby w jakiś sposób zarejestrowane w systemie - albo ze względu na próby lub przymus leczenia, albo ze względu na inne przewinienia związane z uzależnieniem. Uważam, że w społeczeństwie funkcjonuje jednak większa część osób uzależnionych, ale oficjalnie niezdiagnozowanych. Tak. Są to osoby, które bezkarnie chodzą pod wpływem alkoholu i innych substancji do pracy; które kierują autem, będąc na rauszu; które awanturują się w domu i zawalają życiowe obowiązki w związku z nałogiem. Mówię "jeszcze niezdiagnozowani". Prędzej czy później kończy się to tragicznie dla tejże osoby. Utrata pracy, rozwód, utrata relacji, konsekwencje zdrowotne, prawne... a nawet śmierć. Być może dla niektórych nadal będzie to diagnoza NIE-uzależnienia. Zawsze znajdzie się przecież logiczne wytłumaczenie: "niesprawiedliwość"; "na coś trzeba umrzeć"; "to zła kobieta była". Jednak tam, gdzie jest nadużywanie substancji psychoaktywnych bądź czynności nałogowych, tam zawsze prędzej czy później będą konsekwencje. Dlatego odwoływanie się do statystyk w tym poradniku uznaję za bezsensowne.

Porozmawiajmy o prawdziwych realiach związanych z uzależnieniem. To jak? Skoro tak łatwo przestać, tak łatwo można rozwiązać ten "problem", powiedz mi, dlaczego go jeszcze nie rozwiązałaś/rozwiązałeś. Dlaczego wszystkie Twoje próby kończyły się fiaskiem? Czy Ty kiedykolwiek zadałeś/zadałaś sobie pytanie: DLACZEGO? A, no właśnie...

Widzisz, odpowiedzi na to pytanie może być mnóstwo. Część z nich będzie prawdą, część to zwyczajne brednie. Zacznijmy więc od początku.

1.1. Stereotypy

W społeczeństwie krąży bardzo wiele mitów i stereotypów związanych z funkcjonowaniem ludzi i świata. Ze wszelkimi stereotypami jest tak, że ich znajomość zaczyna się już w okresie naszego dzieciństwa i trwa przez cały okres wychowania. Zostajemy brutalnie włożeni w czyjś światopogląd, który jest nam przekazywany na drodze rozwoju przez dorosłe, otaczające nas osoby. Problem polega na tym, że stereotypy nie do końca są prawdą o życiu - to po pierwsze. Są zbiorem negatywnych cech przypisanych danej grupie społecznej. Fałszywe i niesprawdzone przekonania są tak często powtarzane i podtrzymywane przez ludzi, że dana jednostka ostatecznie uznaje je za prawdę. Widzisz tu irracjonalizm poddania się wpływom innych ludzi? No właśnie. Wśród krzywdzących stereotypów, które zna chyba każdy, znajdziemy na przykład: "chłopaki nie płaczą"; "chłopcy są niegrzeczni"; "blondynki są głupie"; "kobieta musi zadbać o rodzinę". Po drugie - nie mamy pewności, czym przekazywane nam przez pewne osoby "prawdy" o życiu są podyktowane. Może to wynik traumatycznych wydarzeń albo skrzywionego światopoglądu przekazywanego z pokolenia na pokolenie? Może zwyczajna troska, która ma uchronić nas przed całym złem świata? Jedno jest pewne - i tu po trzecie: jako dzieci nie mamy wpływu na to, czy przekazywane prawdy o życiu zwane stereotypami będą dla nas wspierające czy krzywdzące; dobre czy złe; korzystne czy niekorzystne; przekazywane przez zdrowo czy niezdrowo funkcjonujące osoby. W końcu "czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci".

Skoro więc stereotypy dotyczą wielu aspektów ludzkiego życia, to fakt, że ludzie obwarowali mitami również aspekt spożywania alkoholu i innych zachowań nałogowych, jest oczywisty. Przyjrzyjmy się więc wspólnie stereotypom związanym ze spożywaniem alkoholu i z innymi nałogami. Być może jesteś osobą, która odnajdzie w tym siebie, lub przeciwnie - zupełnie się z tym nie zgadzasz. Z całą pewnością nie uda mi się wymienić wszystkich znanych na tym świecie stereotypów, ale zatrzymajmy się chociaż przy części z nich. To co? STARTUJEMY!

Stereotyp 1. "Alkoholik to margines i patologia społeczna"

Brzmi okropnie. Obraźliwie. Odrzuca. Budzi strach, wstręt, oburzenie. Wyobraźnia idzie w kierunku sinej pani śpiącej na dworcu albo zaniedbanego mężczyzny żebrzącego pod sklepem o pieniądze na alkohol. Oczami wyobraźni widzimy przemoc, zaniedbane dzieci, obskurne lokum bez toalety, kradzieże, rozboje i walące się kamienice, na teren których wielu z nas bałoby się choćby zajrzeć. Wyobraźnia podpowiada nam również obraz alkoholika z polskiej wsi - czerwonego na twarzy, stojącego pod wiejskim sklepem z tanim winem - jakże znanym i wspominanym przez moich pacjentów "winem patykiem pisanym" - lub zataczającego się pomiędzy polami kwitnącego rzepaku pana w brudnych gaciach, w porywach chwili śpiącego w rowie. Nikt nie wie, nikt nie chce wiedzieć, nikt nie słyszy tam ludzkiego cierpienia. Albo to zwyczajnie wydaje się normalne, naturalne. Szczerze? - bywa i tak. Ale absolutnie nie zawsze! Nic dziwnego, że wielu ludzi nie chce utożsamiać się ze słowem alkoholik/alkoholiczka czy uzależniony/uzależniona. To brzmi jak piętno nadane tej osobie, baaa - nawet całej jej/jego rodzinie. Patologia... tak mówią inni, mówią ci nieświadomi. Czy aby na pewno słowo "patologia" ma być piętnem człowieka na całe życie? Jak dla mnie to nie same słowa budzą tutaj strach, tylko dopisane im znaczenia. Te znaczenia, które były nam powtarzane przez dziada, pradziada, a potem media społecznościowe. Stereotypy, mity dotyczące uzależnień to tak naprawdę głęboka niewiedza o tym problemie - w którą bardzo chętnie chcą wierzyć osoby uzależnione. Osoby, które nie chcą poczuć się alkoholikami. Skoro startujemy od pana śpiącego w rowie, to osobie, która weekendami wypija szampan Cristal z kryształowego kieliszka, jest tam bardzo, bardzo daleko - nie sądzisz?

Okazuje się, że takie stereotypowe kojarzenie osób uzależnionych doprowadza do tego, że osoby o wyższym statusie społecznym mają niezwykły problem z utożsamieniem się z problemem alkoholowym. Uważam, że są wręcz chronione przez społeczeństwo. Moje osobiste refleksje zawodowe wielokrotnie pokazały niespójność co do zasad. W pracy zawodowej często spotykam się z przymusem sądowego leczenia w wyniku złamania prawa, gdy osoba kierowała pojazdem pod wpływem alkoholu. Czy aby te same zasady stosowane są w stosunku do osób znanych społecznie? Piosenkarze, celebryci, być może osoby znane z grona polityków lub ramienia prawa... Czy aby na pewno wyciągnięte konsekwencje były współmierne? Czy aby na pewno te osoby otrzymały przymus leczenia lub dożywotnie odebranie prawa jazdy? Gdzieś w czeluści internetu można byłoby odnaleźć chwilową nagonkę na taką osobę, być może otrzymała prace społeczne, z których prawdopodobnie nie musiała się wywiązać, bo miały za zadanie tylko uciszyć skandal. A ile takich sytuacji zostało zatajonych? Z czasem skandal cichnie, celebryta nadal występuje na scenie, nadal budzi podziw, zapominamy o tym, co się wydarzyło, i nie nazywamy tego rzeczywistym problemem tego człowieka. Problem został zamieciony pod dywan, taka osoba czuje się bezkarna, nie pracuje nad rozwiązaniem, nadal może raczyć się Cristalem w kryształowym kieliszku i nadal może twierdzić: "Nie jestem patologią".

Dodatkowo uważam, że to właśnie same osoby uzależnione podtrzymują te mity lub tworzą nowe. Dlaczego? Ano dlatego, żeby tym alkoholikiem się nie poczuć. Żeby sobie udowodnić, że nie upadły, że nic nie straciły, że do konsekwencji jest jeszcze długa droga. Znowu się udało. A skoro droga długa - to nie warto nic zmieniać, można pić dalej, przecież wszyscy tak robią. Znasz to? Powiedz mi, jaka jest różnica pomiędzy tym, że za kierownicę wsiada pod wpływem celebryta albo zwykły szary Kowalski? Co odróżnia osobę, która śpi na dworcu, od tej, która śpi pijana na kanapie w wymuskanym loftowym salonie? To, że na dworcu widzą ją obcy, a w salonie widzą ją najbliżsi - żona/mąż i dzieci? Co odróżnia spuchniętą i śmierdzącą panią z dworca od spuchniętej pani ubranej w markowe ciuchy prosto od Prady, która kryje czerwoną twarz pod podkładem Diora, a cuchnący zapach rozkładu alkoholu pod perfumami Chanel...? Co odróżnia alkoholika pijącego pod sklepem "wino patykiem pisane" od "konesera Macallana - najdroższej whisky na świecie" pijącego codziennie alkohol z "najwyższej półki"? Jaka jest różnica pomiędzy rodzicielstwem państwa z kamienicy zwanych patologią a ludzi żyjących w willi z basenem, gdzie awantury pod wpływem alkoholu to codzienność? Gdzie doszukiwać się możemy odmienności pomiędzy pijącym, który pracuje na budowie, a spożywającym regularnie na terenie własnej firmy? Pan prezes... który jest wiecznie "na bani"? Tak! Używam takich kolokwialnych określeń - zamiast bułkę przez bibułkę!

Teraz posłuchaj mnie uważnie. O czym Ty myślisz przez cały ten czas? Ja dobrze wiem... skupiasz się na NIEBYCIU ALKOHOLIKIEM. Och, jak jest Ci cudownie porównywać się do ludzi "którzy mają gorzej"; "którzy upadli"; "przy historii których możesz powiedzieć "ja się tak nie stoczyłem/stoczyłam"". Robisz to, by poczuć się lepiej, by poczuć się inaczej, by poczuć się NIEUZALEŻNIONYM/NIEUZALEŻNIONĄ. Budowanie poczucia wartości na osobach, które z pozoru mają gorzej, to chwytanie się deski podczas tonięcia. Tylko wiesz, co jest Twoim poważnym problemem? Porównując się do tych, którzy mają gorzej, nie widzisz i nie chcesz widzieć swojego upadku, swojej degradacji. Pomyśl, jak bardzo z tymi mitami schodziłeś/schodziłaś na przestrzeni lat coraz niżej i niżej. Twoje manipulacje miały za zadanie utrzymać Twój zakłamany obraz siebie... ostatecznie prowadząc Cię dalej w destrukcję i rozwój nałogu...

Przyjrzyjmy się temu na poniższych przykładach.

Przykład

"Pan A" ma własną firmę. Pije regularnie. Alkohol jest wszechobecny. Na spotkaniach towarzyskich, biznesowych, wakacjach all inclusive. Spójrz tylko, jak pod płaszczykiem bogactwa i prestiżu można tę sytuację zracjonalizować. Pan prezes w oczach innych uchodzi za osobę elegancką i z klasą. Równo przystrzyżona broda (u najlepszego barbera w mieście) podkreśla zarys jego uwydatnionej szczęki. Wysoki, postawny, sprawia wrażenie człowieka niezwykle pewnego siebie. Firma odziedziczona po ojcu działa dosyć prężnie, chociaż od pewnego czasu gorzej w porównaniu z poprzednimi latami. Pan prezes pije. Coraz więcej i coraz częściej. Jego wolne dni stają się codziennością. Próbuje łatać zaległości w firmie, przerzucając odpowiedzialność na innych pracowników. Oni, widząc nieobecności szefa, pozwalają sobie na rozluźnienie trybu pracy. Pracują mniej wydajnie, nie przychodzą punktualnie do pracy, zaniedbują obowiązki, pewnie też dochodzi do przekrętów finansowych. Firma zaczyna przynosić straty. Uzależniony szef nic nie zmienia, pije nadal, zrzucając to na karb złego okresu finansowego czy gospodarczego. Traci kontrolę, firma upada. A on nie uznaje porażki, nie bierze odpowiedzialności. Mówi: "Podejmę pracę na etat, będzie super. Praca w stałych godzinach, nie obchodzi mnie ZUS czy inne opłaty". Racjonalizuje, pije nadal, nie uznając strat - czyli prestiżu, wygody finansowej i wolności - które dawała firma. Oczywiście praca na etacie również staje się trudnością. Dni pijane są częściej niż dni trzeźwe, dochodzą kace, fałszywe zwolnienia chorobowe i zaniedbania obowiązków. Widzą to inni, widzi to szef, który rozwiązuje umowę. Czy ta osoba przyzna się do błędu? Oczywiście, że nie. Zgoni to na złego szefa albo złe warunki pracy. Usprawiedliwi swój stan tym, że w pracy dorywczej będzie lepiej. Oczywiście jej też nie utrzyma. Zaczną się zasiłki w MOPS-ie, MOPR-ze, a z czasem bezdomność. Tylko wiesz, co jest najgorsze? Pan A cały czas będzie porównywał się do osób, które mają gorzej. Będzie schodził z widzeniem siebie coraz niżej. Najpierw mówiąc, że alkoholik to ten, który nie potrafi utrzymać pracy, a potem mówiąc, że to ten, który jest bezdomny.

Tak samo moglibyśmy przejść przez drabinę upadku w aspekcie rodzicielstwa w uzależnieniu. Najpierw uzależniony rodzic będzie mówił, że alkoholikiem/alkoholiczką jest ten, kto pije przy dzieciach, potem ten, kto pije przy dzieciach w ciągu tygodnia pracy, następnie ci, którzy zaniedbują dzieci; ci, którzy stosują przemoc; a na końcu ci, którym zostają odebrane prawa rodzicielskie. A wiesz, co mówią uzależnieni rodzice, którym zostały odebrane prawa rodzicielskie? Mówią, że to wina państwa i wrednej baby z MOPS-u, która bezczelnie wtargnęła za próg mieszkania i wyrwała dzieci z objęć kochającej mamy lub taty. I nie... Nie dzieje się to w "kamienicach zwanych patologią". Zabrane lub ograniczone prawa rodzicielskie pojawiają się również w pięknych willach z basenem. Ci rodzice nie widzą kryzysu i zaniedbań, na które narażone są ich dzieci. Często dzieci z problemami szkolnymi, depresją lub po próbach samobójczych. Dzieci, które nieszczęśliwie uległy wypadkom, będąc pod opieką pijanych rodziców. Dzieci, które po raz pierwszy napiły się alkoholu w wieku 3-4 lat, bo były niedopilnowane na pijanej imprezie. Widzisz to? Ci ludzie schodzą coraz niżej w swoich wartościach, w swojej moralności, w swoim myśleniu o sobie - tylko po to, by nie poczuć się alkoholikiem/alkoholiczką. Owszem, zgodzę się z tym, że znajdzie się ogromne grono osób, które jeszcze nie straciły firmy, dzieci. I prawdopodobnie ich nie stracą z racji dobrych znajomości, może łutu szczęścia. Ale jedno jest pewne - tracą zdrowie, wartości, marzenia, cele. A to też jest istotny czynnik pokazujący konsekwencje uzależnienia, o których zbyt mało się mówi. I teraz odpowiedz: czy słusznie myślałaś/myślałeś o swoim funkcjonowaniu w nałogu, jego wpływie na Twoje relacje, wartości, przekonania? Czy nie było tak, że skupiałeś/skupiałaś się na różnicach między Tobą a stereotypowym nałogowcem zamiast na podobieństwach?

Osoby współuzależnione również boją się i wstydzą tego, że zostałyby napiętnowane przez społeczeństwo. "Żona alkoholika" - brrr, to brzmi strasznie, mrozi krew w żyłach; "tam jest patologia", "co to za kobieta, która z nim jest?". Współuzależniony mąż? Istny pantofel i NIEMĘŻCZYZNA. Ten strach i wstyd są tak ogromne, że osoby współuzależnione bardzo często milczą i ukrywają problem, który tkwi wewnątrz rodziny. Wolą zacisnąć zęby niż zmierzyć się z nadanym piętnem i brakiem wsparcia, który dookoła tworzą ludzie patrzący na świat przez klapki zwane stereotypami. Pomyśl teraz: kto tak chętnie tworzy te mity i stereotypy? W mojej opinii są to ludzie, którzy się boją; ludzie, którzy nie wiedzą; ludzie, którzy chcą czuć się lepiej; ludzie, którzy nie chcą nic zmienić; ludzie, którzy chcą wierzyć w stereotypy; i ludzie, którzy chcą czuć się lepsi od innych. Jesteś w tym gronie?

Stereotyp 2. "Alkoholik pije codziennie"

"Nie jestem alkoholikiem, bo nie piję codziennie, tylko w weekendy i nie piję przed dwunastą". Co o tym myślisz? Trąci tu usprawiedliwieniem? Słuchaj, według mnie - i jest to moja obserwacja - żadna osoba, która nie ma przysłowiowego problemu z nadużywaniem jakiejkolwiek substancji czy czynności, nie racjonalizuje tego, nie szuka tłumaczeń, nie szuka usprawiedliwień. Po prostu o tym nie myśli i na tym się nie koncentruje. Pewnie znasz przysłowie "tłumaczy się winny". Coś w tym jest. Widzisz, z poczuciem winy już tak jest, że trudno je udźwignąć. Raczej każdy człowiek chce w swoim życiu mieć balans, czuć się dobrze, myśleć o sobie pozytywnie, prezentować się w oczach innych korzystnie. Dążymy więc do utrzymywania pozytywnego obrazu siebie - w mniej lub bardziej konstruktywny sposób. Jednak nikt z nas nie jest idealny. Zdarzają się sytuacje, w których postępujemy wbrew sobie, wbrew pewnym założeniom, zasadom. Czujemy się winni, kiedy naruszamy nałożone przez nas standardy. Niełatwo jest przyznać się do błędu, do swojej nieidealności, wadliwości, winy. Również z racji tego, że to narusza nasz życiowy balans, komfort, których częścią jest myślenie o sobie dobrze. Niektórych ludzi - funkcjonujących w miarę zdrowo emocjonalnie - poczucie winy popchnie do zmiany, rozwiązania problemy czy odkupienia tej winy. U innych - którzy z emocjami, ze swoim zdrowiem psychologiczno-emocjonalnym, ze swoim obrazem siebie są na bakier - może uruchamiać psychologiczne mechanizmy obronne mające za zadanie uchronić nas przed ciężarem odczuwania winy. Wtedy taka osoba będzie:

zrzucać z siebie odpowiedzialność za popełnione czyny przynoszące odczuwanie winy; usprawiedliwiać się przed samym sobą i innymi ludźmi; wchodzić w poczucie krzywdy - tłumacząc, że nie można było postąpić inaczej; racjonalizować i szukać alibi do zaistniałej sytuacji; minimalizować zaistniałą sytuację, by nie dopuścić prawdziwych uczuć.

Tematowi psychologicznych mechanizmów obronnych (szczególnie mechanizmów w uzależnieniu) poświęcę znacznie więcej uwagi w następnym rozdziale, natomiast krótkie wprowadzenie w tym miejscu wydaje się znaczące.