Wolne i Hanzeatyckie Osiedle Hamburg - Mikołaj Olczyk

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Wyprawa na bazar

Pani Halina Kapuśniak była, w dużym uproszczeniu mówiąc, typową, stereotypową emerytką. Miała coś około siedemdziesięciu lat. Mieszkała w Bartoszycach, na osiedlu Hamburg (jest to osiedle, na którym znajdują się np. ulice Chilmanowicza, Wyszyńskiego, Sikorskiego itd.), a dokładniej mówiąc- przy ulicy Sikorskiego. Od dwóch lat była wdową. Jej mąż niestety zachorował na raka i zmarł. Była emerytowaną nauczycielką matematyki. Jak już wspomniałem, pani Halina mieszkała w Bartoszycach. I była z tego bardzo dumna. Uważała, że skoro mieszka w bardzo prestiżowej miejscowości, to może czuć się lepsza od innych. I prawdę mówiąc, miała trochę racji. Bartoszyce to bardzo ładna, niezwykła miejscowość. Jest to spokojne miasto, i pomimo tego, że nie jest największe, to łatwo tu znaleźć pracę, kupić mieszkanie i żyć na wysokim poziomie. Przez kilka ostatnich lat miejscowość ta się naprawdę rozwinęła. Ludzie w Bartoszycach statystycznie rzecz ujmując, żyją dłużej niż mieszkańcy innych miejscowości i zarabiają lepiej. Wydawałoby się, że pani Halina jest typową emerytką: lubi stać w oknie i patrzeć co się dzieje na ulicy, nosi moherowy beret, lubi wspominać czasy swojej młodości, z racji tego, że nie ma samochodu to tak jak większość sąsiadek w podobnym wieku wszędzie dojeżdża komunikacją miejską. Pani Halina uwielbia na wszystko narzekać: na złą pogodę, dzisiejszą młodzież, wysokie ceny, dzisiejszą młodzież, bóle krzyża, ach, czy wspomniałem o dzisiejszej młodzieży? Właśnie. Pani Halina uwielbiała komentować to, w jaki sposób zachowują się młodzi ludzie. To tyle tytułem wstępu, można zatem przejść do akcji.

Pewnego dnia pani Halina postanowiła pojechać na bazar (koło Urzędu Miasta), żeby kupić trochę owoców i warzyw, ale przede wszystkim- kapustę. Pani Halina, jak jej nazwisko sugeruje, uwielbiała kapuśniak. Ale tylko taki, jaki sama przygotowała. Kapuśniak pani Haliny było to nic innego jak bigos ( w którym jest mało kiełbasy a dużo kapusty), do którego dodało się wodę, a następnie wymieszało. Dlatego więc pani Kapuśniak wybrała się na przystanek przy ulicy Sikorskiego aby złapać trójkę, lub inny autobus, którym dojechałaby do centrum Bartoszyc. Ledwo doszła na przystanek, usiadła, gdy spotkała tam swoją koleżankę z sąsiedniego bloku, panią Zosię.

- Dzień dobry Zosiu- powiedziała pani Halinka

- Ach, witaj Halinko! - odparła Zofia.- Jak żeśmy się dawno nie widziały!

- A wiesz, że ponoć w Biedronce mają promocję? Pomidory malinowe tylko po 8,40 za kilogram!

- No co ty nie powiesz? - powiedziała Zosia. Nie wiedziałam. Ja jadę teraz do "Netto" na Bema kupić coś na jutro na rosół. A ty gdzie? Pewnie na bazar po kapuchę?

- Oj zgadłaś, moja droga, zgadłaś. Nie ma to jak dobry kapuśniak.

- Nie ciężko ci aż do centrum jeździć i kapuchę wozić? Przecież i w Hamburgu w sklepikach osiedlowych jest kapusta.

- A idź ty z taką kapustą. Najlepsza jest na bazarze. Ale masz rację, same zakupy się nie przyniosą. Jak mój wnusio przyjedzie z Lidzbarka Warmińskiego do babci, to mi pomoże coś przywieźć.

- A ile lat ma twój wnuczek? Dawno go nie widziałam.

- Już piętnaście.

- Piętnaście! Ach, jak ten czas leci... Pamiętam twojego Mateusza, jak był taki mały.

- Ach, jak ten czas leci! Pamiętam jak go synowa przywoziła, bo był za mały, aby sam do Bartoszyc jeździć. A teraz sam przyjeżdża busikiem do mnie! Jak ten czas leci! - powiedziała na to pani Halina.

Wtedy na przystanek podjechał autobus.

- Wsiadamy. Komu w drogę, temu czas! - powiedziała pani Halina.

Powiedziawszy to, wsiadła do autobusu numer 3 w kierunku dworca. Pojazd natychmiast ruszył. Jechał dalej ulicą Sikorskiego, po czym skręcił w Bema, przejechał przez dwa ronda, skręcił w Paderewskiego, przejechał koło nowo wybudowanego mostu, skręcił w Słowackiego, a następnie ulicą Warszawską i Bohaterów Warszawy dojechał do Ronda Solidarności, na którym skręcił i zatrzymał się przy Urzędzie Miasta. Dla formalności tylko dodam, że w chwili pisania tego utworu, linia 3 nie jedzie przez Słowackiego, ale przez Poniatowskiego, ale w lutym 2022 roku trasa z nieznanego mi powodu była zmieniona. Pani Halina wysiadła, przeszła na drugą stronę i poszła na bazar. Podeszła do stoiska, na którym sprzedaje się warzywa.

- Witam, półtora kilo kapuchy kiszonej. Tylko tej dobrej! - powiedziała Halina

- O! Kochana! Dawno cię nie widziałam! - odparła przekupka. Już podaję.

Pani Halina doskonale znała przekupkę, u której kupowała kapustę, więc zwracała się do niej na "ty". Kupowała tu kapustę już od długiego czasu.

- Szykuje się dobry kapuśniak. Jak mój wnuczek jutro do mnie z Lidzbarka przyjedzie, to go poczęstuję. Już się nie mogę doczekać aż go zobaczę! Pomoże mi siatki z Biedry nosić. Ja dzisiaj tylko kapuchę i może jakieś gruszki kupię. Starość, nie radość, śmierć nie wesele.

Po tym pani Halina zapłaciła, nawet nie chciała kilku groszy reszty. Następnie kupiła dwie ładne gruszki na stoisku obok, po czym siatka zrobiła się już naprawdę ciężka- co było znakiem, że należy już kończyć zakupy i kierować się w stronę domu. Udała się więc z powrotem na przystanek autobusowy. Za kilka minut podjechała "trójeczka". Nie wiedzieć czemu, ale na poprzednim przystanku (koło dworca) wsiadło bardzo wiele osób i prawie nie było już miejsc siedzących. Mimo tego były dwa wolne obok siebie. Pani Halina rozgościła się tam niczym królowa- sama usiadła na miejscu przy oknie, a ciężką (jak na staruszkę) siatkę położyła na siedzeniu obok. Niedługo później autobus zatrzymał się na Bohaterów Warszawy (niedaleko Placu Bohaterów Westerplatte). Wsiadł tam pewien człowiek, który miał może z szesnaście lat. Nie miał gdzie usiąść, więc grzecznie zapytał:

- Przepraszam bardzo, czy mogłaby Pani zdjąć tą torbę? Chciałbym tu usiąść- zapytał.

Na co pani Halina, wyraźnie oburzona, odparła:

- Moje torby się zmęczyły! Młodzież niech sobie postoi!

- Ale, proszę Pani, ciężko mi stać bo noga mnie boli. Ja właśnie do szpitala jadę tym autobusem.

- Młody człowieku! Ty mi tu nie opowiadaj bzdur! A wyobraź sobie, że mnie dziś krzyż boli. Od dwóch dni jestem połamana. A mimo wszystko aż z Hamburga na bazar jeżdżę, żeby kupić dobrą kapustę. Mi też się nie chce nosić tych toreb. Ale zakupy same się nie przyniosą. Jaka ta dzisiejsza młodzież niekulturalna! Ach, jak źle wychowana! I to w moim mieście? Na to się nie godzę. Jak tak w ogóle można...

Tu pani Halina wygłosiła bardzo długi monolog na temat tego, jaka to dzisiejsza młodzież jest niewychowana. Nawet nie zauważyła, że ktoś już ustąpił miejsca temu człowiekowi, i że ów młodzieniec w ogóle jej nie słuchał. Gdy skończyła, autobus znajdował się na Bema, koło galerii "Awangarda". Wkrótce zatrzymał się na Sikorskiego. Pani Kapuśniak wysiadła i czym prędzej weszła do domu. Gdy chwilę odpoczęła po tej wyprawie, podeszła pod okno. Pomimo tego, że na dworze było może pięć stopni, a może i mniej, zarzuciła na siebie płaszcz i oddała się swojemu ulubionemu zajęciu. Było to patrzenie z okna na to, co się dzieje na ulicy. Po tym, jak mąż pani Haliny umarł, w domu czuła się bardzo samotna, więc zajmowała się patrzeniem na to, co się dzieje na ulicy. Staruszce widocznie naprawdę się nudziło na emeryturze. Patrzyła się na przejeżdżające samochody i przechodzących ludzi. Dzięki temu zawsze wiedziała, co się dzieje na osiedlu, kto kiedy wychodzi i wraca. W pewnym momencie spostrzegła sąsiadkę z bloku obok. Szła z pieskiem na spacer.

- Dziwne- pomyślała Halina. Przecież Mariola wychodzi z pieskiem na spacer zawsze koło czwartej, a dopiero kilka minut po trzeciej. Wyjątkowo wcześnie dzisiaj.

Nagle zauważyła inną sąsiadkę i niemal osłupiała na jej widok.

- Co ona na siebie założyła? - pomyślała pani Halina. Przecież Danusia w tej kurtce wygląda okropnie. Jak jej nie wstyd wyjść na ulicę? Czy ona kupiła tą kurtkę w jakimś lumpie? Jak ją jutro spotkam, to jej chyba normalnie powiem! Jak tak się można ubierać?

Rozważając nad tym dylematem, stała w oknie jeszcze przez dobre pół godziny.

Rozdział 3

Bagażówka

Tego samego dnia, w którym Halina pojechała do Lewiatana, jej wnuczek wrócił wieczornym busem do Lidzbarka Warmińskiego. Emerytka spojrzała na zegarek (oczywiście kupiony za niecałe pięć dych na bazarze). Zegarek pokazywał za dwie minuty siódmą.

- Włączę telewizor.- pomyślała emerytka. Zaraz będzie program lokalny.

Lokalna telewizja w Bartoszycach nadawała widomości z miasta (i powiatu) o godzinie dziewiętnastej każdego dnia, aczkolwiek krótsze serwisy informacyjne nadawane były też rano i popołudniu.

- Jest godzina dziewiętnasta, zapraszam na lokalne wiadomości- rozległ się głos z telewizora.

Pani Halina uwielbiała oglądać wiadomości lokalne. Zawsze musiała wiedzieć, co dzieje się w jej ukochanym mieście

- Według najnowszych statystyk, Bartoszyce zostały wybrane najlepszą miejscowością w województwie warmińsko-mazurskim pod względem zarobków, jakości życia, możliwości znalezienia pracy, długowieczności oraz kilku innych czynników.- pani Halinka usłyszała w telewizorze. Następnie na ekranie pokazały się wykresy oraz tabele, które to udowadniały. Zarabiało się tu o wiele więcej jak w Olsztynie! To dlaczego Bartoszyce nie były stolicą województwa? Na to pytanie pani Halina nie umiała sobie odpowiedzieć. Następnie w programie mówiono o jakimś wypadku, który miał miejsce wczoraj w Górowie Iławieckim, korku na ul. Warszawskiej w stronę centrum, a następnie podano prognozę pogody na jutrzejszy dzień. O dziwo, dla każdego miasta lub większej wsi w powiecie bartoszyckim podano osobną temperaturę, zachmurzenie itd. Powiat bartoszycki był absolutnym liderem w Polsce jeśli chodzi o meteorologię. Prognozy podawane w lokalnej telewizji były bardzo dokładne i w 99% przypadków się sprawdzały. Po dwudziestu minutach program się skończył.

- Mój Boże-powiedziała do siebie uradowana pani Kapuśniak. W Bartoszycach żyje się lepiej niż w każdym mieście w warmińsko-mazurskim! Nawet lepiej od Olsztyna! Ach! Jaka jestem dumna, że tu mieszkam!

Po wiadomościach pani Halina poszła odgrzać sobie coś na kolację. Zjadła trochę kapuśniaczku, który został od obiadu.

- Jaki smaczny kapuśniak- pomyślała pani Halinka. Ale tylko kapusta kupiona na bazarze w moim mieście ma taki smak. Gdybym kupiła w Elblągu lub w Olsztynie, nie byłoby to takie dobre!

Niedługo po kolacji pani Halina wyprasowała parę ubrań, zadzwoniła do koleżanki z osiedla, umyła się i poszła spać dosyć wcześnie, jeszcze przed jedenastą wieczorem.

***

Następnego dnia pani Halina, po śniadaniu wyjrzała tradycyjnie przez okno. Jednak tym razem oprócz przechodzących ludzi i przejeżdżających aut, spostrzegła coś niezwykłego. Pod blokiem stała duża furgonetka. Jednak pani Halina nie mogła przeczytać napisu, który znajdował się na boku samochodu. Wzięła więc lornetkę, którą trzymała na parapecie na takie właśnie okazje.

- "Przeprowadzki"-zdołała przeczytać pani Halina.

- Muszę zejść na dół i zobaczyć, co się tam dzieje- pomyślała staruszka, szybko się ubrała i wyszła z bloku. Usiadła na ławeczce znajdującej się przed samym blokiem. Widziała, że z samochodu dwaj mężczyźni wynoszą różne ciężkie meble: stoliki, krzesła, a nawet szafy. Wkrótce pojechała druga furgonetka, z której zaczęto wypakowywać wiele innych sprzętów. Uwagę pani Haliny przyciągnął wielki, ale to naprawdę ogromny głośnik.

- Kto tu się wprowadza do mojego bloku- pomyślała emerytka. I po co komuś taki wielki głośnik. Czy ktoś chce tu dyskotekę urządzać?

Wkrótce przed blokiem pojawiła się pani Ewa Zamożna, sąsiadka pani Haliny. Ewa miała siedemdziesiąt cztery lata. Była uznawana za jedną z bogatszych emerytek na osiedlu, ponieważ przez wiele lat była sędziną, a jej mąż- był marynarzem. W dwójkę dostawali całkiem przyzwoitą emeryturę. Trzeba jeszcze wspomnieć, iż pani sędzia mieszkała pod numerem 5, a pani Halinka pod 4.

- Cześć, Ewa! Skąd wracasz?

- Z Biedronki. Jabłka mają w dobrej cenie.

- W której Biedrze byłaś?

- Na Warszawskiej.

- A co tu się dzieje pod naszym blokiem? -zadała pytanie Halina. Ktoś się chyba wprowadza.

- Dawno tu nie było tak dużego samochodu- odparła Ewa. Tylko śmieciarki tu jeżdżą tego gabarytu- zaśmiała się Ewa.

Emerytki jeszcze chwilę pogadały pod blokiem na temat zakupów w Biedronce i bólu krzyża i o tym że ciśnienie jest niskie, po czym pani Ewa wróciła do mieszkania. Pani Halinie też się znudziło, więc postanowiła również wrócić do bloku. Na klatce schodowej, przy windzie, spotkała młodą, dwudziestokilkuletnią kobietę.

- Dzień dobry, jestem Dorota. Jestem prawdopodobnie Pani nową sąsiadką, wprowadzam się pod numer 7.

- Dzień dobry, nazywam się Halina.

Emerytka podała młodej kobiecie rękę.

Nowa sąsiadka wyglądała jak typowa, młoda osoba. Widać, że długo się malowała, usta posmarowane szminką, kurtka i inne elementy ubioru wyglądały na nowe. Emerytka wróciła do swojego mieszkania.

- Kim jest ta młoda osoba? - zastanawiała się staruszka. Coś mi to podpada, przecież w moim bloku mieszkają tylko osoby po sześćdziesiątce. No, oprócz Grzesia. Ciekawe, skąd się przeprowadziła? Z innej dzielnicy czy może z innego miasta? A może i nawet z Olsztyna przyjechała albo i nawet z Warszawy? Bo w końcu wczoraj w wiadomościach lokalnych mówili, że w Bartoszycach żyje się lepiej niż w innych miastach.

Tego dnia nic wielkiego właściwie się nie działo. Starsza pani zadzwoniła do swojej kuzynki, rozmawiała przez telefon z wnuczkiem, a następnie poszła spać trochę później, oglądała w telewizji (oczywiście lokalnej) jakiś ciekawy program.

***

Następny poranek był trochę inny niż zwykle. Gdy emerytka wstała i zjadła śniadanie, to za ściany, koło godziny dziewiątej, zaczęły dochodzić głośne dźwięki. Była to bardzo, ale to bardzo głośna muzyka. Piosenki, które leciały za ścianą, nie były znane pani Halinie, gdyż były one po angielsku. Starsza pani była emerytowaną matematyczką i kochała język ten przedmiot. Nie cierpiała głośniej muzyki, ponieważ burzy to ład i porządek. Nie można się wówczas na niczym skupić

- Do jasnej cholery! -wrzasnęła pani Halina. Kto tu puszcza mi jakieś piosenki w obcym języku! I to jak głośno! Może to ta nowa łajza? Tak! To musi być ona! Mieszkam w tym bloku dwadzieścia pięć lat i nigdy podobna sytuacja nie miała miejsca! Pani Halina szybko się zebrała, ubrała bambosze, wyszła na korytarz i zadzwoniła pod numer 7. Jednak niestety nikt nie otworzył drzwi. Emerytka, dość zdenerwowana, przytrzymała dzwonek dłużej. Nadal nikt nie otwierał. W końcu starsza kobieta zapukała z całej siły w drzwi i zadzwoniła kilka razy. Muzyka nagle ucichła, aż w końcu drzwi otworzyła ta sama osoba, która wczoraj się wprowadziła.

- Słucham? - zapytała Dorota, sprawiając wrażenie lekko zdenerwowanej, że ktoś zakłóca jej koncert.

- Młoda obywatelko! Jak ty się zachowujesz?! Ściszyć mi natychmiast tą muzykę! Przeszkadza mi!

- No dobrze, już dobrze- powiedziała Dorota.

- A skąd w ogóle pani tu przyjechała? Kupę lat mieszkam w Bartoszycach i nigdy takiego występku nie widziałam. Co najwyżej w sylwestra ludzie puszczają głośno muzykę, ale nie przeszkadza mi to raz w roku.

- Z Ornety- odparła Martyna. Orneta to całkiem ładna miejscowość, ale nie można tam znaleźć pracy i generalnie jest tam dużo odrapanych budynków. Dlatego przeprowadziłam się do Bartoszyc.

- Oj, dziecko... To najlepsza decyzja w twoim życiu. Ale tą muzykę to ścisz.

- Jasne. Robi się.

Pani Halina wróciła do swojego mieszkania.

- Podpada mi ta sąsiadka robiąca sobie koncerty. Ale trzeba przyznać, że olej to ma w głowie- pomyślała sobie. Nie podobało jej się życie w Ornecie, więc doskonale wiedziała do jakiego miasta się przeprowadzić.

I rzeczywiście, po prośbie pani Haliny muzyka przestała grać. Tymczasem starsza pani postanowiła sobie urządzić swój własny "koncert". W tym celu wyjęła stary magnetofon mający dziesięć lat (a może i nawet więcej). Pomimo swojego wieku sprzęt był w bardzo dobrym stanie technicznym. Emerytka zawsze wmawiała sobie, że ten magnetofon jest porządny, bo kupiła go w Bartoszycach.

- Jak kiedyś kupiłam w Kętrzynie magnetofon to się rozwalił po miesiącu- przypomniała sobie pani Halina. A trzeba przyznać, że ten magnetofon wcale do tanich nie należał. Starsza kobieta włożyła do urządzenia płytę z napisem "przeboje lat osiemdziesiątych" i zaczęła słuchać. Pani Kapuśniak uwielbiała wszystko, co przypominało jej "stare, dobre czasy". .

Muzyka jednak nie była na tyle głośna, żeby komuś przeszkadzać. Niestety po niecałych dwóch godzinach sąsiadka spod siódemki znowu zaczęła nadawać piosenki, tym razem po francusku.

- Szlag mnie trafi! -pomyślała Halina. Jak ta młoda kobieta daje po uszach! Niech ją szlag jasny trafi, krew nagła zaleje! -wrzasnęła.

Emerytka jeszcze raz poszła pod numer 7, ale niestety nikt nie otwierał.

- Trzeba się gdzieś ruszyć z domu- pomyślała. Dziś mnie połamało w krzyżu, więc nie dziś. Ale jutro przecież jadę się spotkać z koleżankami. Jutro im wszystko opowiem- pomyślała pani Halina.

Rozdział 6

Kto pozwolił robić zdjęcia?

Karol Kapuśniak był wnuczkiem pani Haliny, głównej bohaterki tej książki. Mieszkał na ulicy Kętrzyńskiej, niedaleko Urzędu Miasta. Miał zamiar wybrać się do mieszkającej w Hamburgu babci, która miała mu pomóc w przygotowaniu się do klasówki z geometrii. Chłopiec ten nienawidził matematyki. Uważał, że jest bardzo trudna i niezrozumiała. Pomimo tego, że był dobrym uczniem, to z matematyką miał poważne problemy. Chodził do ósmej klasy szkoły podstawowej, a i tak materiał z podstawówki wydawał się dla niego niemożliwy do opanowania. Karol wyszedł z domu i poszedł w kierunku przystanku autobusowego. Po drodze zadzwonił do babci, żeby powiedzieć o której dokładnie będzie. Chłopiec usiadł na ławce i z podekscytowaniem czekał na autobus. Trzeba o nim wspomnieć jeszcze jedno: był pasjonatem komunikacji zbiorowej, a w szczególności autobusów. Dla niego wycieczka autobusowa (nawet po bardzo dobrze znanej mu i zjeżdżonej dziesiątki razy trasie) była niezwykłą przygodą. Wkrótce, z ulicy Grota-Roweckiego wyłonił się autobus linii nr 3.

- Toż to Neoplan Centroliner N4409! Jaki piękny...

Pomyślawszy to, Karol wyciągnął telefon komórkowy i podczas, gdy wehikuł podjechał na przystanek, zrobił mu zdjęci. Karol, trzymając w ręku bilet ulgowy za złoty dwadzieścia (kupiony wcześniej w kiosku), wszedł do autobusu przednimi drzwiami

- Kto pozwolił robić zdjęcia?! RODO jest! - krzyknął na Karola kierowca autobusu.

- Ale... proszę pana.... RODO dotyczy rozpowszechniania zdjęć, a ja robię to zdjęcie to prywatnej kolekcji.

- A po co niby? - zapytał szofer.

- Jestem fanem komunikacji miejskiej- odparł Karol.

Na tym ten spór się zakończył. Kierowca zamknął drzwi i odjechał. Tymczasem Karol skasował swój bilet i usiadł przy oknie po lewej stronie. Nie przejmował się zbytnio aroganckim zachowaniem pracownika firmy przewozowej. Gdy pojazd ruszył, młody człowiek poczuł się, jakby był marynarzem, co wypływa w rejs za ocean. Pomimo tego, że jeździł tą trasą wiele razy, to zawsze przeżywał tą "przygodę życia" z najwyższym zachwyceniem. Po drodze, na ul. Paderewskiego, minął się z innym autobusem.

- Jaki śliczny Mercedes Sprinter City-pomyślał Karol. Jednak po tym, co go chwilę temu spotkało, postanowił powstrzymać się od fotografowania.

Wkrótce autobus zatrzymał się na Sikorskiego. Karol wysiadł i skierował się w kierunku bloku, w którym mieszkała matematyczka. Lubił nawet jeździć do babci, ale po pierwsze robił to bardzo rzadko, a po drugie matematyka nie była jego ulubionym przedmiotem. Wkrótce chłopak zadzwonił do mieszkania pani Haliny.

- Witaj, Karolu! Jak ja dawno cię nie widziałam! Chodź, przyjdź do babci!

Karol wszedł do mieszkania i usiadł przy stole kuchennym. Od razu po wejściu do mieszkania czuć było uderzającą "woń" kapusty.

- Tak więc, geometria, tak? - zapytała emerytowana nauczycielka.

- Tak... - powiedział posępnie Karol.

Przygotowałam dla ciebie kilka zadań, które porobimy sobie, żebyś dobrze przygotował się do klasówki. Jestem pewna, że dobrze ci pójdzie. Tak więc zacznijmy.

Karol otworzył zeszyt i wziął do ręki długopis.

- Zacznijmy od czegoś łatwego, na rozgrzewkę. Czytam treść zadania- powiedziała pani Halina.

- Jaką powierzchnię ma trójkąt prostokątny o przeciwprostokątnej 100, a jednej przyprostokątnej- 60?

- Oj, babciu... Takie trudne...

- Wcale nie trudne. Banalnie proste. Co musisz wiedzieć, aby obliczyć pole trójkąta? - zapytała babcia.

- Podstawę i wysokość- odparł ze smutkiem Karol.

- No właśnie. A co tu będzie podstawą i wysokością?

- Jedna i druga przyprostokątna?

- Dokładnie tak. A możesz obliczyć drugą przyprostokątną? - zapytała matematyczka.

- Mogę. Z twierdzenia Pitagorasa.

- Właśnie! Teraz należy tylko to wykonać- powiedziała babcia.

Karol zaczął pisać twierdzenie Pitagorasa, podstawił do wzoru dane i dokonał obliczeń. Wyszło mu, że druga przyprostokątna musi wynosić 80.

- Teraz wystarczy podstawić tylko do wzoru- powiedziała pani Kapuśniak.

- Sześćdziesiąt razy osiemdziesiąt... - zaczął Karol. To jest... cztery tysiące osiemset. Podzielić na dwa... to... będzie... dwa tysiące czterysta!

- Dokładnie! Widzisz, wnusiu? Sam do tego doszedłeś. Brawo. Możesz być z siebie dumny. Przejdźmy zatem do kolejnego zadanka.

- Kwadrat o boku 6cm ma taką samą powierzchnię jak prostokąt o wymiarach 3cm na x. Oblicz x.

- Babciu! Tu jest błąd! Kwadrat nie ma boku sześciu centymetrów. Dłuższy bok Placu Konstytucji to chyba ze dwieście metrów ma. A może i nawet więcej...

- Haha! Wnusiu! Ale jesteś zabawny- zaśmiała się seniorka. Byle tylko nie brać się za geometrię. Dasz radę, wnusiu. Pomyśl trochę. Mamy czas.

Wnuczek z babcią siedzieli chwilę w milczeniu.

- Może... Należy najpierw policzyć pole tego kwadratu?

- Dobry pomysł- przytaknęła babcia.

- To będzie 36.

- Zgoda.

W tym momencie zza ściany dobiegły dźwięki muzyki. Była to tym razem jakaś muzyka heavymetalowa.

- Wnuczku kochany! Poczekaj chwilę. Wybacz, że musimy przerwać w takim momencie, ale ta stara... a z resztą, nieważne, przeszkadza nam! Muszę do niej iść i to ukrócić!

Starsza pani ubrała kapcie i wyszła na korytarz. Zadzwoniła do mieszkania pod numerem siedem. Otworzył Daniel, chłopak Doroty.

- Proszę pana. Niech pan sobie jaj nie robi- zaczęła dość agresywnie pani Kapuśniak. Co pan sobie wyobraża? Ja mam teraz korepetycje. Lepiej żeby pan ściszył tą muzykę.

- Dobra, zara... - odparł lekko arogancko i z dużą niechęcią Daniel.

- Nie "zaraz" tylko "tera"! - powiedziała seniorka. W przeciwnym razie skończy pan na Policji!