Wojtuś z ulicy Wesołej - Jolanta Knitter-Zakrzewska

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wojtuś i żółw Franklin

Wojtuś mieszkał z mamą i tatą w przytulnym domu przy ulicy Wesołej.

Nie tylko jego ulica była wesoła. On sam też był bardzo wesołym chłopcem. I to całkiem dużym, bo miał już prawie pięć lat. Nosił marynarską koszulkę, granatowe spodnie na szelkach i czerwoną czapkę z daszkiem. Lubił słuchać, kiedy mama czytała mu książki o żółwiu Franklinie, a kiedy któregoś dnia zobaczył Franklina w sklepie i to takiego, któremu ruszały się ręce i nogi od razu zapragnął go mieć.

- Wojtuś, masz bardzo dużo zabawek. Ciesz się i baw tym, co masz - tłumaczyła mama, tym bardziej, że żółw był bardzo drogi, a pokój Wojtka wypełniony był nieomal pod sufit najróżniejszymi zabawkami, o których chłopiec szybko zapominał, kiedy tylko zobaczył coś nowego i fajnego. A przecież starymi zabawkami też warto się pobawić, a nie ciągle chcieć czegoś nowego. Jednak Wojtuś nie dał się przekonać. Zrobił się bardzo smutny, kiedy usłyszał, że nie dostanie żółwia Franklina, rozpłakał się i w tym momencie był chyba najsmutniejszym dzieckiem na całej ulicy Wesołej. Mamie zrobiło się żal synka i zgodziła się jednak kupić mu upragnioną zabawkę. Kiedy tylko Franklin znalazł się w rączkach Wojtusia, towarzyszył mu podczas zabawy, aż do wieczora. Wojtek zbudował Franklinowi zamek z piasku w piaskownicy, most zwodzony, warownię, mury obronne, a nawet porobił pączki z piasku. Trudno było się go dowołać na kolację. W końcu tata stanowczym głosem, oznajmił, że już pora, by wrócił do domu razem z Franklinem oczywiście.

- Wojtek, chodź na kolację. Zabierz żółwia i wracaj do domu. Na dzisiaj koniec zabawy. Jutro też jest dzień.

Wojtuś owszem wrócił do domu, ale cały zapłakany. Nie można go było w ogóle uspokoić ani zrozumieć, co się stało takiego strasznego.

- Bo... ja...bo Frankiln...

- Co się stało? Uspokój się i powiedz spokojnie, co takiego się stało?

- Franklin chciał zwiedzić lochy zamku i ja go zakopałem i nie wiem gdzie... - Wojtuś był znowu najsmutniejszym chłopcem na całej ulicy Wesołej.

Po kolacji cała trójka: mama, tata i Wojtuś poszli do piaskownicy, by przekopać wszystkie możliwe miejsca, w których mógł znajdować się Franklin. Niestety przekopanie całej piaskownicy nie przyniosło szczęśliwego zakończenia. Franklin zaginął. Na dobre. Niestety.

Wojtuś był już zmęczony płakaniem i smuceniem się.

- Wojtuś, położysz się teraz spać, a jutro wszystko będzie dobrze. To, co wieczorem się wydaje kłopotem, rano już nim nie jest. Jesteś zmęczony. Jak się wyśpisz, odzyskasz uśmiech na twarzy - przekonywała synka mama.

Wojtuś zrezygnował więc z dalszych poszukiwań i położył się spać. Zasnął od razu. A rano, kiedy tylko się obudził, zawołał radośnie:

- Mamoooo, ja już wiem, gdzie zakopałem Franklina!

- Skąd wiesz? - zapytała zdumiona mama.

- Przyśniło mi się to.

Chłopiec wziął mamę za rękę i zaprowadził do ogrodu, w którym znajdowała się piaskownica.

- O, tutaj jest! - zawołał Wojtek i zaczął zabawkową łopatką rozkopywać miejsce tuż przy piaskownicy. Po chwili jego oczom ukazało się coś zielonego. To była noga żółwia!

Franklin został cudownie odnaleziony, a Wojtuś znowu był najweselszym chłopcem na całej ulicy Wesołej.

Wojtuś i ciężkie serduszko

- Dlaczego jesteś smutny?

- Nie. Nie jestem.

- Widzę, że coś ci ciężko na serduszku.

- Moje serduszko jest ciężkie?

- Tak. Powiedz mi co takiego przykrego się stało w przedszkolu?

- Nic.

- Powiedz, to będzie ci na serduszku lżej.

- Ale moje serce nie jest przecież ciężkie.

- Mów.

- No dobra. Bo Franek powiedział, że będzie się ze mną bawił pod warunkiem, że oddam mu mojego żółwia Franklina.

Nie musisz mu oddawać żółwia. Żółw jest prezentem od tatusia i nawet nie możesz go nikomu oddać z tego powodu.

- Ale wtedy Franek nie będzie się ze mną bawił.

- Wojtuś, nie ma przyjaźni pod warunkiem. Jeśli to ma być za żółwia albo za coś, to nie jest prawdziwa przyjaźń. Franek wziąłby żółwia, pobawi się chwile, a potem i tak poszedłby do innych kolegów, a od ciebie by chciał znowu coś nowego i tak w kółko.

- To co ja teraz zrobię? Nie mam się z kim bawić.

- Przecież Julka cię lubi i Bartek i wiele innych dzieci.

- A, Julka przyniosła do przedszkola pluszowego kota i on miał taką fajną łatę na lewym uszku. I Julka chciała bawić się w dom, ale Franek powiedział, że to nudne.

- To jutro pobaw się z Julką w dom i sam sprawdź czy to było nudne.

- Dobrze, tak zrobię.

Następnego dnia Wojtek wrócił z przedszkola bardzo zadowolony i znowu był najweselszym chłopcem na całej ulicy Wesołej.

- I jak było w przedszkolu?

- Bardzo fanie. Bawiłem się z Julką i zabawa w dom wcale nie jest nudna! I wiesz, co mamusiu?

- Co takiego?

- Na serduszku nie jest mi już ciężko.

Wojtuś i wróżka zębuszka

- Mamoooo - w pokoju Wojtusia, jakby włączyła się syrena alarmowa. Jego mama przestraszyła się nie na żarty. Coś strasznego musiało się wydarzyć, skoro Wojtuś tak strasznie głośno ją woła.

- Co się stało? - zapytała mama wpadając do pokoju synka.

- To! - Wojtuś wyciągnął rączkę, na środku której leżał jego mały, biały ząbek.

- Uff - odetchnęła z ulgą mama. - Nic się nie stało - uśmiechnęła się.

- Jak to nic? - Wojtuś był bardzo zdziwiony. - Straciłem ząb.

- To dobra wiadomość. W jego miejscu pojawi się inny ząbek - silniejszy, mocniejszy, taki na stałe. A ten ząbek musisz włożyć pod poduszkę. W nocy przyjdzie Zębowa Wróżka i zabierze ząbek, a w jego miejscu zostawi pieniążek, za który będziesz mógł sobie kupić w sklepie żelki.

- O, to fajnie - ucieszył się Wojtuś.

Jednak, kiedy tylko wrócił z przedszkola nie był już taki radosny.

- Czemu jesteś taki smutny?

- Wiesz, co, mamusiu, ja jednak tego zęba nie będę zostawiał pod poduszką.

- A dlaczego?

- Bo Antek w przedszkolu mi powiedział, że Wróżka Zębuszka ma bardzo dużo wydatków, musi zapłacić za światło, za obiad i buty...

- Jak to? Myślisz naprawdę, że Wróżka ma aż tyle wydatków? Przecież ona zostawia tylko monety za ząbki.

- Antek mówił, że tak naprawdę to mamy są wróżkami zębuszkami a one razem z tatusiami mają właśnie tak dużo wydatków.

- Wiesz co Wojtuś, nawet jeśli to ja zamieniam się w nocy we Wróżkę Zębuszkę, to musisz wiedzieć, że to nie będzie dla mamusi wróżki kłopot, jeśli zostawi ci pieniążek na żelki.

- O, to super, bo ja bardzo lubię żelkowe misie i marzyłem o nich.

- Biegnij zatem do pokoju i włóż ząbek pod poduszkę, a potem zjemy kolację, wykapiemy się a tata przeczyta ci na dobranoc bajkę o Wróżce Zębuszce. A rano w drodze do przedszkola będziesz pewnie mógł wejść sam do sklepu i samodzielnie kupić sobie wymarzone żelki.

- Och, dziękuję, mamusiu - Wojtuś podbiegł do mamy i zarzucił jej rączki na szyję. Mama pocałowała go w czoło i pieszczotliwie potargała jego jasną czuprynę.