Rozdział 1
Sen Sójczego Pióra rozpłynął się w ciemności; medyk przebudził się i otworzył pysk w potężnym ziewnięciu. Całe ciało mu ciążyło, a kiedy usiadł na posłaniu, miał wrażenie, że oplatają go pędy bluszczu, ciągnąc do ziemi. Powietrze było cieplejsze niż zwykle o tej porze, pełne zapachów zwierzyny i bujnej świeżej zieleni. Przez zasłonę z jeżyn oddzielającą legowisko medyka od obozu przenikały dźwięki - odgłosy kroków i rozemocjonowane pomruki licznych kotów zbierających się na pierwsze poranne patrole.
Sójcze Pióro nie potrafił jednak podzielać entuzjazmu pobratymców. Chociaż minął już księżyc od czasu, gdy wraz z kilkoma towarzyszami powrócił z wizyty w Plemieniu, medyk czuł w sobie ponurą pustkę. W głowie wciąż roiły mu się obrazy gór, nieskończone łańcuchy ośnieżonych szczytów ginące w oddali, odcinające się ostro od lodowatobłękitnego nieba. Brzuch mu się ścisnął boleśnie zwłaszcza na jedno wspomnienie: białej kotki o zielonych oczach, która rzuciła mu długie, pełne żalu spojrzenie, po czym odwróciła się i poszła grzbietem wzgórza nad grzmiącym wodospadem.
Sójcze Pióro pokręcił głową. Co się ze mną dzieje? - pomyślał. - To się zdarzyło bardzo dawno temu. Moje miejsce zawsze było tutaj, przy klanach. Dlaczego więc czuję się tak, jakbym coś stracił?
- Cześć, Sójcze Pióro - odezwała się Wrzoścowe Światło przytłumionym głosem, odbijającym się echem od ścian; medyk domyślił się, że wsunęła głowę w szczelinę służącą do przechowywania ziół. - Wreszcie się obudziłeś.
Sójcze Pióro odpowiedział stęknięciem. Wrzoścowe Światło była kolejnym problemem. Nie potrafił zapomnieć tego, co usłyszał od Lwiego Płomienia po powrocie z gór: Wrzoścowe Światło, zniecierpliwiona zamknięciem w obozie i brakiem sprawności - miała bezwładne tylne łapy - przekonała swojego brata, Trzmielą Pręgę, by zaniósł ją do lasu na poszukiwanie ziół.
- Biegał tam luzem pies - opowiadał Lwi Płomień. - Nawet kotu na czterech sprawnych łapach byłoby trudno uciec. Gdybyśmy go z Ropuszym Krokiem nie odciągnęli, Wrzoścowe Światło zostałaby rozerwana na strzępy.
- Mysi móżdżek! - warknął Sójcze Pióro. - Dlaczego tak się narażała?
- Bo uważa się za niepotrzebną - odparł Lwi Płomień. - Nie możesz dać jej więcej zajęcia? Rozżarzone Serce i ja obiecaliśmy, że pomożemy jej znaleźć dla siebie miejsce w klanie.
- Nie miałeś prawa obiecywać jej czegokolwiek bez porozumienia ze mną! - odpalił Sójcze Pióro ostro. - Sugerujesz, żebym ją przyjął na naukę? Nie chcę uczennicy!
- Nie o to mi chodziło - miauknął Lwi Płomień; koniec ogona podrygiwał mu z rozdrażnienia. - Ale mógłbyś jej znaleźć jakieś ciekawsze obowiązki, prawda?
Sójcze Pióro, chociaż niechętnie, spełnił prośbę brata. Musiał przyznać, że Wrzoścowe Światło chłonęła wiedzę zaskakująco szybko. Od tak dawna tkwiła w legowisku medyka, że już sporo się od niego nauczyła.
Właściwie jest całkiem przydatna - rozmyślał Sójcze Pióro. - Ma zręczne i sprawne łapy przy sortowaniu ziół i dobrze sobie radzi z tymi zwiędłymi - moczy je w sadzawce, nie krusząc na kawałki.
- Sójcze Pióro! - wyrwał go z zamyślenia głos Wrzoścowego Światła. Usłyszał, że kotka wierci się, po czym jej głos zabrzmiał wyraźniej, jakby wyjęła głowę ze szczeliny. - Dobrze się czujesz? Całą noc rzucałeś się na posłaniu.
- Nic mi nie jest - wymamrotał Sójcze Pióro; nie chciał rozwodzić się nad prześladującymi go koszmarami.
- Kończy się nam nagietek - ciągnęła Wrzoścowe Światło. - Sporo go poszło na opatrzenie zadrapań Gołębiego Skrzydła po waszym powrocie z gór. Czy mam poprosić Jasne Serce, żeby jeszcze nazbierała?
- Nie, ja pójdę - wymamrotał Sójcze Pióro.
- Dobrze - odparła Wrzoścowe Światło z wyraźną determinacją, by nie tracić pogody ducha. - To ja będę dalej układać zioła. A, jeszcze jedno...
Sójcze Pióro usłyszał szuranie, kiedy młoda kotka przeczołgała się na przednich łapach przez całe legowisko; dotarła do jego posłania i przesunęła coś w jego kierunku.
- Czy możesz to wyrzucić w drodze do śmietniska? - zapytała. - Było wciśnięte w szczelinę w głębi spiżarni.
Sójcze Pióro wyciągnął szyję i nosem dotknął kosmyka sierści, pokrytej pyłem z suchych liści. Kiedy rozpoznał słaby, wciąż jeszcze utrzymujący się na nim zapach, znieruchomiał.
- Kto chowałby w ziołach kosmyk starej sierści? - ciągnęła Wrzoścowe Światło. - Na pewno leżał tam od dawna. Nie poznaję ani tego koloru, ani zapachu.
Przez chwilę Sójcze Pióro nie odpowiadał. Wdychał zapach zaginionej siostry, ogarnięty przemożną tęsknotą za czasami, kiedy razem z Ostrokrzewiastym Liściem i Lwim Płomieniem bawili się i szkolili, kiedy jeszcze nie znali przepowiedni i nie wiedzieli, że Wiewiórczy Lot i Liściasta Sadzawka ich okłamały.
Nie wiem, w jaki sposób sierść Ostrokrzewiastego Liścia trafiła do spiżarni - pomyślał - ale powinienem ją wyrzucić od razu wtedy, kiedy ją znalazłem, a nie zostawiać, żeby znalazł ją ktoś inny.
- Ciekawe, skąd się to wzięło - miauknęła Wrzoścowe Światło. - Może ktoś z innego klanu się tu zakradł, żeby ukraść zioła. - Stłumiła pomruk rozbawienia. - A może kociaki tutaj wpadły i to schowały.
- Skąd mam wiedzieć? - warknął Sójcze Pióro, zirytowany, że wyrwano go ze wspomnień. - Powinnaś zapanować nad wyobraźnią, bo za bardzo cię ponosi.
Odwróciwszy się tak, by kotka tego nie widziała, wcisnął kosmyk sierści w mech wyścielający jego posłanie, po czym się podniósł.
- Idę po ten nagietek - miauknął i wyszedł z legowiska.
Nie przeszedł jeszcze kilku kroków przez polanę, kiedy poczuł powiew zapachu Trzmielej Pręgi, a młody wojownik podbiegł do niego w podskokach.
- Właśnie do ciebie szedłem - wyrzucił z siebie. - Naprawdę martwię się o Gołębie Skrzydło.
- Dlaczego? Co się dzieje? Jej skaleczenia już się zagoiły, prawda?
- Nie o to chodzi. Wciąż męczą ją koszmary, wczoraj w nocy też. Obudziła się, piszcząc, mamrotała coś o gigantycznych ptakach i śniegu.
Sójcze Pióro z trudem stłumił irytację. Wiem, jak ciężko było patrzeć na orła porywającego Nur - pomyślał - ale Gołębie Skrzydło powinna mieć więcej siły.
- Skąd o tym wiesz? - zapytał Trzmielą Pręgę.
- Dach legowiska wojowników przecieka tuż nad moim posłaniem - odparł młody kocur. - Nie ma tam wolnego miejsca, więc na kilka nocy przeniosłem się do legowiska uczniów, do Gołębiego Skrzydła i Bluszczowej Sadzawki. Gołębie Skrzydło co noc śni koszmary. Czy nie ma ziół, które mogłyby jej pomóc?
Sójcze Pióro wyczuł falę głębokiego niepokoju napływającą od Trzmielej Pręgi.
- Nie ma ziół, które usuną wspomnienia - miauknął. - Musi nauczyć się z nimi żyć.
Jak my wszyscy - dodał w myślach.
- Ale... - zaczął Trzmiela Pręga.
Przez polanę poniósł się głos Jeżynowego Pazura, ucinając jego protest.
- Trzmiela Pręgo! Masz iść na patrol myśliwski, Szczawiowy Ogon czeka!
- Dobrze! - odkrzyknął Trzmiela Pręga. - Idę! Do zobaczenia, Sójcze Pióro! - miauknął i odbiegł.
Sójcze Pióro skierował się do legowiska uczniów, w którym sypiały Gołębie Skrzydło i Bluszczowa Sadzawka, gdyż legowisko wojowników było przepełnione; zatrzymał się jednak, kiedy uświadomił sobie, że Jeżynowy Pazur znalazł się tam przed nim.
- Bluszczowa Sadzawko, Gołębie Skrzydło, wstawajcie! - zagrzmiał zastępca przywódcy klanu, wsuwając głowę do środka. - Znów zaspałyście.
Sójcze Pióro usłyszał stłumione miauknięcia protestu, a po chwili obie kotki wytoczyły się na polanę.
- Wyglądacie okropnie! - miauknął Jeżynowy Pazur z nutą irytacji w głosie. - Nie widziałem jeszcze tak splątanego futra! Czy wyście w nocy polowały?
Chociaż Sójcze Pióro ich nie widział, jego drgający nos wyłowił zapach kurzu na zmierzwionej sierści; od obu kotek napływało echo doznanego strachu. Medyk dobrze wiedział, co zakłócało ich sen. Trzmiela Pręga tylko co opowiedział mu o koszmarach Gołębiego Skrzydła, Bluszczowa Sadzawka zaś co noc bywała w Mrocznej Puszczy, szkoląc się z kotami, które odrzucił Klan Gwiazdy.
Szkoda, że nie chce mi opowiedzieć czegoś więcej o tym, co się tam dzieje - pomyślał Sójcze Pióro. - Powtarza tylko, że da mi znać, kiedy wydarzy się coś ważnego.
- Może zabiorę je do siebie i zbadam? - zaproponował Jeżynowemu Pazurowi w nadziei, że na osobności uda mu się wydobyć z kotek jakieś informacje. - Może bierze je jakaś choroba... - urwał w pół słowa, uświadomiwszy sobie, że nikt go nie słucha.
Tupot szybkich kroków oznajmił nadejście Białego Skrzydła.
- Jeżynowy Pazurze, nie złość się na nie! - miauknęła kotka. - Bardzo ciężko pracują, przecież teraz nie mamy uczniów. - Przerwała, po czym dodała: - Dzisiaj pomogę im w pracy.
- Miałaś iść na patrol graniczny - powiedział Jeżynowy Pazur.
- Muszę zostać tutaj, przy córkach - odparowała Białe Skrzydło. - Zamiast mnie może iść ktoś inny.
Jeżynowy Pazur sapnął z dezaprobatą.
- No dobrze - mruknął i odszedł sztywno.
- A teraz się ogarnijcie - ciągnęła Białe Skrzydło, z przejęciem przesuwając językiem po uszach Bluszczowej Sadzawki.
- Przestań! - zaprotestowała córka. - Nie jestem kociakiem!
- Dla mnie zawsze będziesz moim kociakiem - odparła Białe Skrzydło, po czym odwróciła się do Gołębiego Skrzydła i po niej również przejechała szybko językiem.
- Przestań! Jestem wojowniczką! Umiem wyczyścić sobie futro! - syknęła Gołębie Skrzydło, odskakując.
- Więc to udowodnij. Musimy przynieść mech na posłania starszyzny - ciągnęła Białe Skrzydło, podczas gdy jej córki myły się w pośpiechu. - I, na Klan Gwiazdy, dopilnujcie, żeby w posłaniu Pięknisia nie znalazł się żaden kolec, bo kocur nam żyć nie da. Chodźcie!
Pogoniła kotki w stronę wyjścia, ale zanim dotarły do tunelu, do obozu wkroczył Ognista Gwiazda na czele patrolu porannego. Sójcze Pióro poczuł, że jego nos zalewają zapachy pobratymców. Przez polanę na spotkanie powracających ruszył Jeżynowy Pazur; Zakurzona Skóra, Obłoczny Ogon i Jasne Serce deptali mu po piętach. Znad stosu zwierzyny podniósł głowę Lisi Sus, z myszą zwisającą z pyska. W stronę patrolu ruszył majestatycznie Jagodowy Nos, za którym wolniej szły Liściasta Sadzawka i Wiewiórczy Lot.
Ze żłobka wyskoczyli Krecik i Wisienka, podreptali na środek polany i wpadli Jagodowemu Nosowi prosto pod nogi, omal go nie wywracając.
- Ostrożnie! - zamruczał, odzyskując równowagę i łapą zagarniając oba podekscytowane kociaki.
Jagodowy Nos bywa naprawdę irytujący - pomyślał Sójcze Pióro. - Jak to możliwe, że okazał się tak dobrym ojcem?
- Czy napadł na nas Klan Cienia? - pisnął Krecik. - Możemy iść walczyć?
- Nauczyłam się fantastycznego ruchu! - zawołała Wisienka, skacząc na liść i drąc go małymi pazurkami.
- W żadnym wypadku! - wydyszała Makowy Mróz, podbiegając do kociaków. - Nawet nie jesteście jeszcze uczniami!
Jeżynowy Pazur obszedł kociaki i zatrzymał się przed przywódcą.
- Jakieś nowiny? - zapytał.
- Nie, nic się nie dzieje - odparł Ognista Gwiazda; Sójcze Pióro podszedł bliżej. - Wygląda na to, że wśród klanów panuje spokój.
- Zgadza się - przytaknął Ciernisty Pazur, który wszedł do obozu za Ognistą Gwiazdą. - Nie znaleźliśmy dowodów na to, że Klan Wiatru czy Klan Cienia zbliżały się do granicy w celu innym niż odnowienie oznaczeń zapachowych.
- To dobra wiadomość! - zawołała Jasne Serce.
Sójcze Pióro nie był tego taki pewny. Wiedział, że z powodu głębokich podziałów w Klanie Gwiazdy, również i ziemskie klany oddaliły się od siebie. Wszyscy przodkowie ostrzegali swoich potomków, by trzymali się z dala od pozostałych klanów, ufali tylko własnym pobratymcom i szykowali się na coś okropnego, co zbierało się jak chmury burzowe na horyzoncie.
Klan Pioruna ma przynajmniej te trzy koty wspomniane w przepowiedni - pomyślał Sójcze Pióro. - Troje krewnych twoich krewnych, którzy trzymają w łapach potęgę gwiazd... Ja, Lwi Płomień i Gołębie Skrzydło, wszyscy z jednego klanu. To chyba zapewnia nam bezpieczeństwo.
Rozciągnął łapy. Po bezsennej nocy nie czuł w nich szczególnej siły, ale wiedział, że doniosą go przynajmniej do kępy nagietków nad kotliną. Potem przypomniał sobie inną przepowiednię, oznajmioną przez Plemię Wiecznych Łowów ledwie księżyc wcześniej. Przez chwilę Sójcze Pióro znów znalazł się na ciemnym, smaganym wiatrem szczycie, otoczony zmarłymi kotami, które wpatrywały się w niego lśniącymi oczami. Znów usłyszał szepty niezwykle długiego szeregu bardów.
Nadchodzi koniec gwiazd. Trójka musi przerodzić się w czwórkę, aby rzucić wyzwanie wiecznej ciemności.
Sójcze Pióro wyrwał się z transu; znów otoczyły go dźwięki i zapachy obozu.
Jak mamy rozpoznać czwartego kota? - zastanawiał się. - Już ze znalezieniem pierwszych trojga mieliśmy duże kłopoty. A ta nowa przepowiednia nie wspomina nic o krwi Ognistej Gwiazdy.
Sójcze Pióro stłumił syk frustracji. To może być którykolwiek kot z klanów! - pomyślał.