Rozdział 1
Wielki, złocisty księżyc w pełni spoczywał na ciemnym grzbiecie wzgórz. Gwiazdy migotały nad głową Ostrokrzewiastego Liścia, przypominając jej, że czuwają nad nią duchy przodków. Na widok poruszenia na szczycie pagórka kotka nastroszyła się. Na tle księżyca pojawiła się wyraźnie zarysowana sylwetka kota. Ostrokrzewiasty Liść rozpoznała szeroką głowę, uszy zakończone pędzelkami i ogon z kępką sierści na końcu. Chociaż w świetle łuny kot wydawał się czarny, kotka wiedziała, że jego sierść jest biała w brązowe, czarne i rude łaty.
- Sol! - syknęła.
Ciemny kot wygiął grzbiet, a potem stanął na tylnych łapach, przednie wyciągając nad głową, jakby chciał pazurami podrapać niebo. Skoczył w górę, a jednocześnie tak spotężniał, że przesłonił księżyc i jasno świecące gwiazdy. Ostrokrzewiasty Liść przysiadła drżąca w ciemności gęstszej niż najgłębsze zakamarki lasu.
Wokół niej rozległy się okrzyki niepokoju; z ukrycia podniósł się lament wszystkich kotów klanu, przerażonych cieniem, który odgrodził je od czujnej opieki Klanu Gwiazdy. Ponad hałas wybił się pojedynczy głos.
- Ostrokrzewiasty Liściu! Ostrokrzewiasty Liściu! Wychodź!
Ostrokrzewiasty Liść zerwała się wystraszona i stwierdziła, że łapy zaplątały się jej w miękki mech i paprocie. Przez gałęzie skrywające legowisko wojowników przenikało bladoszare światło. Dwie długości lisa dalej Leszczynowy Ogon wygrzebywała się ze swojego posłania i otrzepywała z mchu.
- Ostrokrzewiasty Liściu! - rozległo się znów wołanie; tym razem Ostrokrzewiasty Liść rozpoznała głos Brzozowego Zachodu, miauczącego z irytacją przed legowiskiem. - Chcesz spać cały dzień? Mieliśmy iść na polowanie.
- Idę! - Zaspana, wciąż drżąc na całym ciele na wspomnienie koszmaru, Ostrokrzewiasty Liść skierowała się do najbliższej przerwy między gałęziami. Zanim do niej dotarła, potknęła się o tylną część ciała śpiącego kota, na pół schowanego w paprociach.
Obłoczny Ogon podniósł gwałtownie głowę.
- Na wielki Klan Gwiazdy! - burknął. - Czy już nie można tutaj pospać?
- Prz... przepraszam - zająknęła się Ostrokrzewiasty Liść; Obłoczny Ogon był na nocnym patrolu, widziała, jak wracał do obozu z Zakurzoną Skórą i Szczawiowym Ogonem, podczas gdy ona odbywała czuwanie po mianowaniu na wojowniczkę.
Jak zwykle mam pecha. Pierwszy dzień i już udało mi się rozzłościć starszego wojownika! - pomyślała.
Obłoczny Ogon prychnął, znów zwinął się w kłębek, zamknął niebieskie oczy i zanurzył nos w swojej sierści.
- Nie martw się - zamruczała Leszczynowy Ogon, przesuwając pyskiem po barku Ostrokrzewiastego Liścia. - Obłoczny Ogon groźniej fuka niż drapie. I nie daj się sprowokować Brzozowemu Zachodowi. Lubi poustawiać młodych wojowników, ale wkrótce do tego przywykniesz.
Ostrokrzewiasty Liść z wdzięcznością kiwnęła głową, ale nie wyjawiła Leszczynowemu Ogonowi prawdziwego powodu swojego roztrzęsienia - wspomnienie snu, które przyprawiało ją o dreszcze na całym ciele, plątało łapy i rozpraszało myśli.
Powędrowała wzrokiem do posłania, w którym jej brat, Lwia Łapa - nie, teraz już Lwi Płomień - zwinął się w kłębek po zakończeniu czuwania. Bardzo chciała z nim porozmawiać. Jednak posłanie było puste; Lwi Płomień najwidoczniej wyszedł z porannym patrolem.
Ostrożnie stawiając łapy, Ostrokrzewiasty Liść wyszła z legowiska za Leszczynowym Ogonem. Przed wejściem Brzozowy Zachód niecierpliwie drapał ziemię pazurami.
- Wreszcie! - burknął. - Co tak długo?
- Wyluzuj, Brzozowy Zachodzie. - O długość ogona dalej siedział Jeżynowy Pazur, zastępca przywódcy Klanu Pioruna i ojciec Ostrokrzewiastego Liścia. Ogon miał równo owinięty wokół łap, bursztynowe oczy promieniowały spokojem. - Zwierzyna nie ucieknie.
- Przynajmniej dopóki nas nie zobaczy - dodała Piaskowa Burza, która w podskokach nadbiegła od strony sterty łupów.
- Jeśli w ogóle znajdzie się jakaś zwierzyna. - Brzozowy Zachód strzepnął ogonem. - Od czasu bitwy znacznie trudniej coś znaleźć.
Żołądek Ostrokrzewiastego Liścia burczeniem przyznał rację Brzozowemu Zachodowi. Przed kilkoma wschodami słońca na terytorium Klanu Pioruna rozegrała się bitwa wszystkich czterech klanów; wrzaski kotów tratujących ziemię wypłoszyły zwierzynę albo skłoniły ją do ukrycia się w głębi nor.
- Może zwierzyna zacznie już wracać - zauważyła kotka.
- Może - przytaknął Jeżynowy Pazur. - Idziemy w kierunku granicy z Klanem Cienia. Tam było znacznie mniej walk.
Ostrokrzewiasty Liść zesztywniała na wzmiankę o Klanie Cienia. Czy znów zobaczę Sola? - zastanawiała się.
- Ciekawe, czy spotkamy jakieś koty z Klanu Cienia - miauknął Brzozowy Zachód, jakby odgadł jej myśli. - Chciałbym wiedzieć, czy wszystkie mają zamiar odwrócić się od Klanu Gwiazdy i podążyć za tym dziwakiem samotnikiem.
Ostrokrzewiasty Liść miała wrażenie, że żołądek zaciążył jej kamieniem. Klan Cienia nie przybył na ostatnie zgromadzenie, dwie noce wcześniej. Przyszedł jedynie jego przywódca, Czarna Gwiazda, z Solem - samotnikiem, który niedawno pojawił się nad jeziorem - i wyjaśnił, że jego koty już nie wierzą w moc przodków.
Ale przecież to nie może być nic dobrego! Jak klan może przetrwać bez Klanu Gwiazdy? Bez kodeksu wojownika? - rozmyślała Ostrokrzewiasty Liść.
- Sol nie jest aż takim dziwakiem - zauważyła Leszczynowy Ogon, strzygąc uszami. - Przewidział, że słońce zniknie i słońce naprawdę znikło. Żaden z medyków nie wiedział, że to nastąpi.
Brzozowy Zachód wzruszył ramionami.
- Słońce przecież wróciło, prawda? To nic takiego.
- W każdym razie - przerwał im Jeżynowy Pazur, podnosząc się - idziemy na polowanie. Nie będziemy składać przyjacielskiej wizyty Klanowi Cienia.
- Ale przecież oni walczyli po naszej stronie - zaprotestował Brzozowy Zachód. - Klan Wiatru i Klan Rzeki zrobiłyby z nas karmę dla wron, gdyby nie wojownicy Klanu Cienia. Nie możemy tak szybko stać się znowu wrogami, prawda?
- Nie wrogami - poprawiła go Piaskowa Burza. - Po prostu to nadal jest inny klan. Poza tym nie jestem pewna, czy ci, którzy odrzucają Klan Gwiazdy, mogą być naszymi przyjaciółmi.
A co z naszymi kotami? - Ostrokrzewiasty Liść nie odważyła się wypowiedzieć tego pytania na głos. - Obłoczny Ogon nigdy nie wierzył w Klan Gwiazdy - dodała w myślach. Wiedziała jednak bez najmniejszych wątpliwości, że Obłoczny Ogon jest lojalnym wojownikiem, który oddałby życie za każdego kota z klanu.
Jeżynowy Pazur nie odezwał się, tylko otrząsnął i machnął ogonem, przywołując resztę patrolu. Idąc w stronę tunelu w cierniach, napotkali Paprociowe Futro przeciskającego się przez gałęzie do obozu; za nim szli Szczawiowy Ogon i Lwi Płomień. Wszystkie trzy koty wracały z patrolu porannego. Gdy skierowały się do stosu zwierzyny, Ostrokrzewiasty Liść podbiegła do nich i zatrzymała brata.
- Jak poszło? Macie coś do zgłoszenia Ognistej Gwieździe?
Lwi Płomień otworzył pysk w potężnym ziewnięciu. Musi być wykończony - pomyślała Ostrokrzewiasty Liść. - Zaraz po czuwaniu wyznaczono go do patrolu porannego.
- Nic - miauknął brat, kręcąc głową. - Na granicy z Klanem Wiatru panuje spokój.
- My wybieramy się na granicę z Klanem Cienia. - W rozmowie w cztery oczy Ostrokrzewiasty Liść mogła przyznać się bratu do swoich obaw. - Boję się, że spotkamy Sola. A jeśli on powie innym o przepowiedni?
Lwi Płomień przytulił pysk do jej barku.
- Daj spokój! Myślisz, że Sol zostanie wysłany na patrol graniczny? Pewnie wyleguje się w obozie Klanu Cienia i napycha zwierzyną, którą upolują.
Ostrokrzewiasty Liść pokręciła głową.
- No nie wiem... Jednak żałuję, że w ogóle mu o tym mówiliśmy.
- Ja też. - Lwi Płomień zmrużył oczy i mówił dalej, nieco gorzko: - Ale do Sola to niepodobne, żeby się nami przejmować. Przecież zdecydował się zostać u Czarnej Gwiazdy, prawda? Kiedy powiedzieliśmy mu o przepowiedni, obiecał nam pomóc, ale szybko zmienił zdanie.
- Poradzimy sobie lepiej bez niego. - Ostrokrzewiasty Liść przesunęła językiem po uchu brata.
- Ostrokrzewiasty Liściu!
Kotka odwróciła się - Jeżynowy Pazur czekał przy wejściu do tunelu; koniuszek jego ogona drgał niecierpliwie.
- Muszę iść - miauknęła do brata Ostrokrzewiasty Liść i pobiegła przez polanę do Jeżynowego Pazura. - Przepraszam! - wydyszała i wskoczyła do tunelu.
Ranek był zimny i ponury, ale idąc przez las z pobratymcami, Ostrokrzewiasty Liść stwierdziła, że chmury zaczęły się rozchodzić. Długie pazury promieni słonecznych przecinały gałęzie, zamieniając w płomienie te z liści, które już zmieniły kolor z zielonego na czerwony i złoty. Nadchodziła pora spadających liści.
Jeżynowy Pazur poprowadził swój patrol w kierunku przeciwnym do jeziora, w stronę granicy z Klanem Cienia, szerokim łukiem omijając starą ścieżkę Dwunożnych i opuszczone domostwo, przy którym klany stoczyły bitwę.
Ostrokrzewiasty Liść zaczerpnęła powietrza w nadziei, że odkryje wiewiórkę lub pulchną mysz - i wyczuła zwietrzały trop, pozostały po jej wycieczce z braćmi w poszukiwaniu Sola. Miała nadzieję, że nikt z patrolu go nie zauważy, zwłaszcza Jeżynowy Pazur czy Piaskowa Burza, gdyż to by oznaczało niewygodne pytania, na które może nie umiałaby odpowiedzieć.
Ku swojej uldze stwierdziła, że inne koty wydają się zbyt pochłonięte tropieniem zwierzyny, by na cokolwiek zwrócić uwagę. Piaskowa Burza uniesieniem ogona nakazała ciszę i Ostrokrzewiasty Liść usłyszała drozda stukającego ślimakiem w muszli o kamień. Wpatrzyła się uważniej w kępę paproci i dostrzegła ładnego pulchnego ptaka. Odwrócony tyłem do grupy kotów, był zbyt zajęty własną zdobyczą, by zauważyć podkradających się do niego myśliwych.
Piaskowa Burza przypadła do ziemi i zaczęła pełznąć w stronę skrzydlatej zwierzyny. Po chwili przystanęła i szykując się do skoku, zakołysała tylną częścią ciała. Ruch zaniepokoił drozda, który upuścił ślimaka, zakrzyczał głośno na alarm i poderwał się do lotu.
Jednak Piaskowa Burza nie dała mu uciec. Wybiła się mocno do skoku i chwyciła trzepoczącego skrzydłami ptaka w powietrzu. Gdy wgryzła się w jego kark, drozd zwisł jej bezwładnie z pyska.
- Doskonale! - miauknęła Leszczynowy Ogon.
- Nie najgorzej - zamruczała Piaskowa Burza, przysypując ziemią zdobycz, by później po nią wrócić.
Ostrokrzewiasty Liść wyczuła zapach myszy i poszła za nim wzdłuż krzewu jeżyn. Po chwili zauważyła drobne zwierzątko przemykające wśród liści i kamyków pod zewnętrznymi gałęziami. Moment później miała już swoją własną zdobycz, którą zagrzebała obok drozda Piaskowej Burzy.
Jeżynowy Pazur, który przysypywał ziemią nornicę, z aprobatą skinął jej głową.
- Dobrze ci poszło, Ostrokrzewiasty Liściu. Poluj tak dalej, a klan wkrótce będzie syty. - Odszedł w kierunku krzewu leszczyny, rozchylając pysk, by wyłowić nawet najsłabszy zapach zwierzyny.
Ostrokrzewiasty Liść przez kilka chwil patrzyła za ojcem, rozgrzana jego pochwałą. Potem rozejrzała się za kolejną zdobyczą. Wyczuła zapach wiewiórki, lecz kiedy obeszła pień wielkiego dębu, zobaczyła przed sobą Leszczynowy Ogon, podążającą tym samym tropem. Po wiewiórce nie było śladu, ale woń prowadziła prosto do granicy z Klanem Cienia. Ostrokrzewiasty Liść już wyczuwała graniczne oznaczenia zapachowe, lecz Leszczynowy Ogon wydawała się zbyt przejęta polowaniem, by je zauważyć.
- Hej, Leszczynowy Ogonie, stój...
Ostrokrzewiasty Liść urwała na widok trzech kotów wynurzających się z kępy paproci po drugiej stronie granicy. Leszczynowy Ogon była ledwie o dwie długości ogona od nich; zaskoczona przystanęła i poruszyła uszami.
Ostrokrzewiasty Liść poczuła falę ulgi na widok przybyszów, którymi byli Bluszczowy Ogon, Wężowy Ogon i jego uczeń Osmolona Łapa. Cała trójka walczyła w bitwie po stronie Klanu Pioruna; Ostrokrzewiasty Liść nadal widziała zadrapania na boku Bluszczowego Ogona i rozdarcie na uchu Osmolonej Łapy. Na pewno nie będą mieli pretensji do Leszczynowego Ogona, że podeszła do samej granicy.
- Cześć! - miauknęła, podbiegając do Leszczynowego Ogona i stając obok niej. - Jak ze zwierzyną w Klanie Cienia?
- Nie podchodźcie! - warknęła Bluszczowy Ogon. - Nie macie prawa wchodzić na terytorium Klanu Cienia. Pomogliśmy wam w bitwie, ale to nie znaczy, że jesteśmy sojusznikami.
- Typowe dla Klanu Pioruna - dodał Wężowy Ogon niskim, warczącym głosem. - Każdy klan traktują jak przyjaciela.
- A co w tym złego? - zapytała Ostrokrzewiasty Liść, dotknięta ich wrogością.
Nikt jej nie odpowiedział, lecz Bluszczowy Ogon stanęła nos w nos z Leszczynowym Ogonem.
- Co robicie tak blisko granicy?
- Tropiłam wiewiórkę - odparła Leszczynowy Ogon zdziwionym głosem. - Ale...
- Kradną zwierzynę! - wpadł jej w słowo Wężowy Ogon, gniewnie strosząc sierść na barkach i bijąc o ziemię pręgowanym ogonem.
- Nie kradłyśmy! - miauknęła z oburzeniem Ostrokrzewiasty Liść. - Może nie zauważyliście, ale wciąż znajdujemy się na terytorium Klanu Pioruna. Leszczynowy Ogon nie przekroczyła waszej granicy.
- Tylko dlatego, że pojawiliśmy się na czas i ją powstrzymaliśmy - burknął Wężowy Ogon.
Zarośla za Ostrokrzewiastym Liściem zaszeleściły; kotka odwróciła się gwałtownie - zbliżali się do nich Jeżynowy Pazur i Piaskowa Burza, tuż za nimi szedł Brzozowy Zachód.
- Dzięki ci, Klanie Gwiazdy! - zamruczała Ostrokrzewiasty Liść.
Jeżynowy Pazur stanął obok niej i Leszczynowego Ogona.
- Witajcie! - miauknął, kiwnięciem głowy pozdrawiając trzy koty z Klanu Cienia. - Co się tu dzieje?
- Musieliśmy zatrzymać wasze wojowniczki - wyjaśnił kot z Klanu Cienia. - Jeszcze chwila i przekroczyłyby naszą granicę.
- To nieprawda! - zaprotestowała gorąco Ostrokrzewiasty Liść.
- Tropiłam wiewiórkę. - Leszczynowy Ogon spojrzała przepraszająco na zastępcę przywódcy Klanu Pioruna. - Rzeczywiście na moment się zapomniałam, ale Ostrokrzewiasty Liść mnie zatrzymała, a potem pojawił się patrol Klanu Cienia. Naprawdę nie postawiłam nawet łapy za granicą!
Jeżynowy Pazur kiwnął głową.
- Stoicie tak blisko granicy, jak i my - zwrócił się do kotów z Klanu Cienia. - A przecież nikt z nas nie oskarża was o próbę jej przekroczenia.
- Jesteśmy na patrolu! - Wężowy Ogon odsłonił groźnie zęby. - I dobrze, że przyszliśmy tu we właściwym momencie.
- Nie można ufać Klanowi Pioruna - dodał Osmolona Łapa, podchodząc do swojego mentora.
Brzozowy Zachód wydał z siebie wściekłe syknięcie, przebił się przez wysoką trawę i stanął przy zastępcy przywódcy Klanu Pioruna.
- Jeżynowy Pazurze, będziesz tak stał spokojnie, kiedy ten uczeń obraża nasz klan, chociaż nie zrobiliśmy nic złego?
Piaskowa Burza smagnęła go ogonem po barku.
- Wystarczy, Brzozowy Zachodzie. Niech Jeżynowy Pazur się tym zajmie.
Młodszy wojownik parsknął z niesmakiem; nie odezwał się więcej, ale mierzył patrol Klanu Cienia gniewnym wzrokiem.
- Brzozowy Zachód ma rację! - zaprotestowała Ostrokrzewiasty Liść. - Oni próbują mącić. Nie złamaliśmy kodeksu wojownika.
- Ech, ten drogocenny kodeks! - prychnęła pogardliwie Bluszczowy Ogon. - Dla was to odpowiedź na wszystko, ale to nieprawda. Kodeks wojownika nie powstrzymał zniknięcia słońca, prawda?
- Właśnie - poparł ją Wężowy Ogon. - Może nadszedł czas, żeby klany skończyły z tą obsesją na punkcie zmarłych i zaczęły szukać odpowiedzi gdzie indziej!
Ostrokrzewiasty Liść spojrzała na nich wstrząśnięta. Wiedziała, że te myśli podsunął im Sol. Czy tego właśnie ten dziwny kot pragnął od samego początku? Zniszczyć kodeks wojownika od wewnątrz, w samych klanach?
Chciał zacząć od nas. - Ostrokrzewiasty Liść przypomniała sobie, jak przyjacielski i uczynny wydawał się Sol na początku. Może jednak Klan Cienia stanowił łatwiejszy cel? Ostrokrzewiasty Liść nie wyobrażała sobie, by Ognista Gwiazda porzucił swoje wierzenia tak łatwo jak Czarna Gwiazda.
Muszę ocalić Klan Cienia! - pomyślała Ostrokrzewiasty Liść. W swojej desperacji ledwie uświadamiała sobie obecność pozostałych kotów. - Nie mogą odwrócić się od Klanu Gwiazdy i kodeksu wojownika! Muszą istnieć cztery klany!
- Ostrokrzewiasty Liściu, uspokój się - zamruczał stojący obok Jeżynowy Pazur.
Kotka uświadomiła sobie, że jest zjeżona i wbija pazury w wilgotną ziemię. Trzy koty z Klanu Cienia wpatrywały się w nią, również jeżąc sierść, jakby się spodziewały, że zaraz się na nie rzuci. Ostrokrzewiasty Liść wzięła głęboki oddech, schowała pazury i spróbowała wygładzić futro.
- Już dobrze - zamruczała do ojca.
- To słowa Sola, prawda? - szydził Brzozowy Zachód, robiąc krok do przodu i stając na samej granicy. - Całkiem wam odbiło! Żeby słuchać kogoś, kogo żaden kot z klanów wcześniej nie spotkał, trzeba naprawdę mysiego móżdżku!
- Słuchamy, bo Sol mówi z sensem - odpalił Wężowy Ogon, podchodząc do Brzozowego Zachodu. - Wie, jak zapewnić Klanowi Cienia lepsze życie w przyszłości. Może gdyby Klan Pioruna też go posłuchał, byłby zdolny sam toczyć swoje bitwy. Może dlatego znikło słońce, żebyśmy się przekonali, że czas klanów się skończył i koty muszą nauczyć się żyć samodzielnie. Jeśli Klanowi Pioruna brakuje odwagi, żeby się z tym zmierzyć...
Z wściekłym wrzaskiem Brzozowy Zachód rzucił się na Wężowego Ogona.
Oba koty potoczyły się po ziemi w plującym kłębie futra. Osmolona Łapa skoczył na nich i wbił pazury w bark Brzozowego Zachodu. Leszczynowy Ogon rzuciła się na ucznia, próbując go odciągnąć od pobratymca.
- Brzozowy Zachodzie, Leszczynowy Ogonie, wracajcie natychmiast! - Piaskowa Burza podeszła o krok bliżej granicy, ale drogę zastąpiła jej Bluszczowy Ogon.
- Czy wasi młodzi wojownicy nie mogą sami dokończyć walki? - zapytała szyderczo wojowniczka Klanu Cienia. - Walki, którą sami rozpoczęli? - Wysunęła pazury i odsłoniła zęby w groźnym grymasie.
Jeżynowy Pazur podbiegł do Piaskowej Burzy i stanął obok niej.
- Nie. Tę walkę sprowokował Klan Cienia.
Od strony walczących kotów doleciał kolejny przeszywający wrzask. Ostrokrzewiasty Liść skuliła się na odgłos wydzieranej sierści, jakby pazury przejechały po jej własnym futrze.
- Stójcie! - krzyknęła. - Co wy wyprawiacie?
Ku jej zaskoczeniu koty rozdzieliły się i spróbowały złapać oddech. Jeżynowy Pazur natychmiast wysunął się do przodu i przepchnął Brzozowy Zachód i Leszczynowy Ogon z powrotem na ich własne terytorium.
- Wystarczy bójek - miauknął. - Klanie Pioruna, idziemy - polecił. Kiedy patrol ruszył z powrotem, wojownik przystanął i obejrzał się przez ramię na koty Klanu Cienia. - Możecie wierzyć, w co chcecie, dopóki będziecie się trzymać waszej strony granicy.
- Przede wszystkim to nie my ją przekroczyliśmy - syknęła Bluszczowy Ogon.
Jeżynowy Pazur odwrócił się tyłem do niej i skoczył przed siebie, by wysunąć się na czoło patrolu.
- Wszystko w porządku? - mruknęła Ostrokrzewiasty Liść do Leszczynowego Ogona; wojowniczka na oślep szła przez las, potykając się o gałęzie i ocierając bokami o pędy jeżyn.
- Trochę kręci mi się w głowie - przyznała Leszczynowy Ogon. - Uderzyłam głową o gałąź, kiedy próbowałam ściągnąć Osmoloną Łapę z Brzozowego Zachodu.
- Poprowadzę cię. - Ostrokrzewiasty Liść położyła ogon na barku Leszczynowego Ogona. - Jak wrócimy do obozu, poprosimy Liściastą Sadzawkę, żeby cię obejrzała. Brzozowy Zachód miał szczęście, że mu pomogłaś - dodała. - Bez ciebie wyszedłby z tego jeszcze bardziej podrapany.
Młody wojownik Klanu Pioruna szedł, kulejąc, z cięcia na barku ciekła mu krew. Kiedy patrol przystanął przy jeżynach, by zabrać drozda Piaskowej Burzy i pozostałą zdobycz, Brzozowy Zachód usiadł i zaczął energicznie wylizywać ranę.
- Brzozowy Zachodzie, sam się o to prosiłeś. - Jeżynowy Pazur przerwał na moment wykopywanie swojej nornicy. - Klan Cienia nie powinien oskarżać nas o próbę przekroczenia granicy, ale wszczynając walkę, pogorszyłeś nasze położenie. Wojownicy powinni umieć nad sobą zapanować.
- Przykro mi - wymamrotał Brzozowy Zachód.
- I bardzo słusznie.
Kiedy patrol ruszył dalej, Jeżynowy Pazur i Piaskowa Burza zachowywali ponure milczenie. Brzozowy Zachód dreptał za nimi ze zwieszoną głową.
Leszczynowy Ogon powoli dochodziła do siebie.
- Dzięki, Ostrokrzewiasty Liściu - miauknęła, strząsając z siebie ogon przyjaciółki. - Już sobie poradzę. Nie wydaje ci się, że Jeżynowy Pazur trochę surowo potraktował Brzozowy Zachód? - ciągnęła. - Klan Cienia prosił się o walkę.
- Ale my nie powinniśmy dać się sprowokować - odparła z roztargnieniem Ostrokrzewiasty Liść. Trudno jej przychodziło skupienie się na czymkolwiek. Przerażenie oblepiło ją jak druga skóra, tak gruba, że odbierała jej oddech. Klan Cienia uważał, że Sol potrafi zapewnić im lepszą przyszłość, ale nie miał racji.
On zniszczy klany - pomyślała Ostrokrzewiasty Liść, czując, że strach krępuje jej nogi; w końcu ledwie stawiała łapę za łapą. - Musimy znaleźć jakiś sposób, żeby go powstrzymać.