Wojownicy. Pierwsza bitwa, Wojownicy - Erin Hunter

Kup ebooka

44.90 zł
35.92 zł (34,82 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Obozy

OBÓZ NIEBA CZYSTEGO

PRZYWÓDCA

Niebo Czyste - jasnoszary kocur o niebieskich oczach

CZŁONKOWIE OBOZU

Pióro Lotne - młoda biała kotka

Liść - czarno-biały kocur

Płatek - drobna jasnoruda pręgowana kotka o zielonych oczach; przybrana matka Brzozy i Olchy

Woda Wartka - szaro-biała kotka

Szyszka - szylkretowy kocur

Pokrzywa - szary kocur

KOCIĘTA

Brzoza - rudy kocurek

Olcha - szara nakrapiana koteczka

OBÓZ CIENIA WYSOKIEGO

PRZYWÓDCZYNI

Cień Wysoki - czarna kocica o zielonych oczach i gęstej sierści

CZŁONKOWIE OBOZU

Skrzydło Szare - ciemnoszary kocur o gładkiej sierści i złocistych oczach

Szczyt Szczerbaty - mały szary pręgowany kocur o niebieskich oczach

Runo Łaciate - drobna szylkretowa kotka o złocistych oczach

Kwiat Słotny - brązowa pręgowana kotka o niebieskich oczach

Lód Trzaskający - szaro-biały kocur o zielonych oczach

Obłok Plamisty - czarny kocur o długiej sierści z białymi uszami, białą piersią i dwiema białymi łapami

Skrzek Kawki - młody czarny kocur o niebieskich oczach

Jastrząb Pikujący - ruda pręgowana kotka

Wietrzna Sprinterka - żylasta brązowa kocica o żółtych oczach

Janowcowe Futro - chudy szary pręgowany kocur

Ogon Żółwia - szylkretowa kotka o zielonych oczach

Ogon Błyskający - czarny kocur

Futro Żołędzie - kasztanowa kotka

Piorun - rudy kocur o bursztynowych oczach i dużych białych łapach

Szron - śnieżnobiały kocur o niebieskich oczach

KOCIĘTA

Ślepia Sowie - szary kocurek

Serce Łupane - ciemnoszary pręgowany kocurek o bursztynowych oczach

Futro Wróble - szylkretowa kotka

Włóczędzy

Wąż - drobny brązowy pręgowany kocur

Chyża - ruda pręgowana kotka

Rosa - kotka o krótkiej gęstej szarej sierści i błyszczących niebieskich oczach

Cierń - kocur o zmatowiałym nakrapianym futrze

Rzeka Falująca - srebrzysty długowłosy kocur

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Prolog

Przed wejściem do jaskini przelewała się woda. Szary kocur przyglądał się kaskadzie, której huk zagłuszał dźwięk wiatru i łagodził poszarpane szczyty leżące w oddali, po czym znikał daleko w dole wśród tęczowej mgły.

Z tyłu za kocurem poruszały się inne koty, cicho, jak cienie w pociętej plamami światła jaskini. Szary kocur z oczami zamglonymi tęsknotą przysłuchiwał się pomrukom pozostałych.

- Kamyki w moim legowisku! - zaskrzeczała starsza. - Wciąż mam kamyki na posłaniu.

- Ja je powybieram! - Po ziemi zatupały drobne łapki.

- Wracaj, Mrozie Sójczy! - zawołała matka. - Twoje łapki są za miękkie na ostre kamienie.

Szary kocur odwrócił się, czując dreszcz przebiegający po gładkiej sierści.

- Spróbuj, Wodo Zamglona. - Stary złocisty kocur popychał nosem chudą mysz w kierunku kocicy o zmatowiałej sierści.

Woda Zamglona zerknęła na zdobycz ze swojego posłania na nierównym podłożu jaskini.

- Daj to komuś młodszemu. - Wskazała Mróz Sójczy, który wybierał kamyki z posłania starszej.

- Musisz jeść - przekonywał Ryk Lwa.

- To ostatnie zwierzę - odparła kocica.

- Ale niedługo myśliwi wrócą z polowania. Może coś upolowali! - zawołał brązowy kocur, dzielący się językami z białą kotką przy ścianie jaskini.

Szary kot radośnie nadstawił uszu.

- Gałąź Skręcona! Zając Ośnieżony! - Poszedł w stronę dwojga kotów, ale zaskoczony przystanął i podniósł się na tylne łapy, gdyż drogę przecięła mu czwórka mło-dziaków.

- Bawcie się grzecznie! - zawołała matka, biegnąc za nimi.

Liść Zroszony! - rozpoznał karmicielkę szary kocur. - Urodziłaś szczęśliwie! Tak się cieszę. - Przez chwilę mruczał gardłowo, po czym zamilkł.

- Gdyby Cień Księżycowy został dla kociąt, może by jeszcze żył - miauknął.

- Skrzydło Szare!

Kocur odwrócił się na dźwięk skrzekliwego głosu. Z cieni w głębi jaskini szła ku niemu sędziwa kocica.

- Bardo! - Skrzydło Szare pospieszył do niej. - Widzisz mnie?

- Oczywiście. - Kocica wyciągnęła pysk na powitanie. - Dzielimy ten sam sen.

Zetknęli się nosami i kocur stwierdził z zaskoczeniem, że jej nos jest bardzo zimny. Od tylu księżyców już mieszkał na wrzosowisku, że zapomniał, iż w górach panuje przenikliwy ziąb, który tak naprawdę nigdy nie odpuszcza.

Rozejrzał się wokół, omiatając spojrzeniem dawnych współplemieńców.

- Czy oni nas widzą?

- My możemy sięgnąć spojrzeniem poza sen - wyjaśniła Barda - ale oni nie mogą tu zajrzeć.

Skrzydło Szare zamrugał.

- Czy jestem tutaj, czy śnię w moim gnieździe na wrzosowisku?

- Jedno i drugie. - Rozbawienie rozjaśniło oczy Bardy tak, że przez moment przypominały oczy kociaka. - W tej chwili jest tu wszystko, co ważne.

Skrzydło Szare zesztywniał przed obliczem nakrapianej szarej kocicy.

- Mżawka Głucha - powiedział; na widok matki skulonej w swojej sypialnej niszy poczuł ucisk w piersi. Łagodne oczy kocicy zamgliły się, kiedy jej spojrzenie powędrowało szlakiem migotliwych odblasków na ścianach jaskini.

- Dobrze się czuje? - zapytał Bardę.

- Dobrze - zapewniła.

- Chciałbym móc jej przekazać, że przetrwaliśmy podróż, że Niebo Czyste jest zdrowy, Szczyt Szczerbaty też... pomimo kontuzji. Tak się o nas martwiła przy pożegnaniu, chociaż twierdziła, że to słuszna decyzja.

- Przekażę jej - obiecała Barda.

Skrzydło Szare niemal jej nie słyszał. To, co powiedział, że Szczyt Szczerbaty i Niebo Czyste czują się dobrze, było tylko częścią prawdy - i ta świadomość przebiła mu serce lodowatym ostrzem. Czy powinien wyznać, że Szczyt Szczerbaty kuleje, gdyż po upadku z drzewa ma niesprawną łapę? Przysiągłem go chronić - wypomniał sobie.

A Niebo Czyste? Brat Skrzydła Szarego jest może i bezpieczny, ale tak się zmienił, że Mżawka Głucha z trudem rozpoznałaby swojego pierworodnego. Znaleźli ziemię bogatą w zwierzynę, na którą mieli nadzieję, lecz koty, które wyszły z gór jako jedna drużyna, na ciepłych polach i lasach nowego domu podzieliły się na dwie grupy. Niebo Czyste z kilkoma współplemieńcami wziął w posiadanie las. Skrzydło Szare z bólem przyznawał się do tego nawet przed sobą, lecz jego brat zaczął brutalnie strzec swojego udziału w bogatej zdobyczy.

Wstyd rozgrzał sierść Skrzydła Szarego. Zawiodłem ich... i zawiodłem matkę - pomyślał ze smutkiem.

Poczuł, że Barda próbuje spojrzeć mu w oczy, lecz nie potrafił podnieść na nią wzroku.

- To nie twoja wina, Skrzydło Szare. - Barda wskazała pyskiem wychudzonych członków plemienia. - Koty, które mają mało, uczą się dzielić. - Delikatnie dotknęła nosem jego ramienia. - Koty, które mają wiele, stają się chciwe.

Skrzydło Szare gwałtownie uniósł głowę. Czyżby Barda wiedziała, o czym myśli? Niebo Czyste był kiedyś jego najbliższym przyjacielem, teraz zaś stali się dla siebie rywalami.

- Długo żyję. - Barda przechyliła głowę. - Muszę cię ostrzec: chciwość to dopiero początek. - Jej oczy ściemniały. - Zbliża się wojna.

Skrzydło Szare przełknął ślinę.

- Z Niebem Czystym?

- Nie bój się - miauknęła uspokajająco Barda.

Skrzydło Szare uniósł głowę.

- Nie boję się! - powiedział, lecz serce zaczęło mu bić szybciej.

Jak mam walczyć z własnym bratem? - zapytał się w duchu.

- Pamiętaj o kotach, które cię kochają i ci ufają - zamruczała Barda. - Drogi twoje i Nieba Czystego się rozeszły, ale wciąż macie Szczyt Szczerbaty.

Skrzydło Szare poczuł ciepło w piersi na wspomnienie odwagi i lojalności młodszego brata.

- A Ogon Żółwia? - Oczy Bardy zaokrągliły się z ciekawości. - Co u niej?

- Jest szczęśliwa - odparł Skrzydło Szare głosem zdławionym z emocji.

- W końcu doceniłeś siłę jej uczucia. - Oczy Bardy rozbłysły. - Cieszę się.

Skrzydło Szare przestąpił z łapy na łapę. Wyobrażał sobie Ogon Żółwia, śpiącą obok niego, podczas gdy on chodził we śnie. Serce Łupane, Ślepia Sowie i Futro Wróble zapewne leżą skulone przy jej brzuchu - wciąż jeszcze kocięta, lecz z każdym dniem większe. Chociaż ich ojcem był pieszczoch, Skrzydło Szare kochał je jak własne, a one kochały jego, tak samo jak uwielbiała go Ogon Żółwia.

Poczuł w sercu ukłucie bólu. Tęsknił za wszystkimi, choć przecież wiedział, że styka się z nimi sierścią - tam daleko, na wrzosowisku. Jak to możliwe? - zastanowił się. W głowie zaczęło mu się mącić; skierował myśli z powrotem do jaskini. W tej chwili tylko to się liczy - uznał.

Rozrzewniony, odwrócił się do Bardy, jednak kocica wpatrywała się w wodospad; na jej pysku odbijało się światło księżyca.

Zamknęła oczy.

- Dlaczego tu przyszedłeś?

Czy naprawdę wybrałem ten sen? - Skrzydło Szare poczuł pod skórą dreszcz niepokoju. Coś wciągnęło go w głąb wspomnień. Ale co? Nagle poczuł w żołądku ukłucie winy. Od przybycia na wrzosowiska koty z plemienia tyle razy już widziały śmierć. Skrzydło Szare instynktownie spiął się na myśl o Lisie, włóczędze, który zginął z jego łap, zabity przypadkiem w potyczce o granicę.

- Przynieśliśmy ze sobą śmierć.

- Przynieśliście zmianę - powiedziała łagodząco Barda.

- Ale czy każda zmiana musi się rodzić we krwi?

Jedyne, czego pragnąłem, to bezpieczeństwo dla moich przyjaciół - pomyślał.

- Wszyscy rodzimy się we krwi - zamruczała Barda. - Ale to oznacza początek, nie koniec.

Początek? - powtórzył w myślach. Czy znów dojdzie do rozlewu krwi?

Wejście do jaskini zasnuła mgła, pochłonęła członków plemienia, otuliła Bardę, która po chwili zniknęła kocurowi z oczu.

- Bardo, proszę... - Gęsty tuman stłumił jego okrzyk.- Nie odchodź! - zawołał z gardłem ściśniętym z żalu. Nie chciał znów tracić starych przyjaciół.

- Wierzę w ciebie, Skrzydło Szare - w gęstniejącej mgle odezwało się echo głosu Bardy. - Zawsze.

Mgła przesłoniła mu oczy, zatkała gardło i weszła do płuc; zaczął walczyć o każdy oddech, czując, jak myśli mu się plączą i ogarnia go ciemność.

Rozdział 1

Niebo Czyste zmrużył oczy. Widział jaskraworudą sierść Pioruna idącego przez paprocie. Syn szedł pod górę, na wrzosowisko; wychodził z lasu ze Szronem.

Widocznie tak musi - pomyślał Niebo Czyste. Próbował nie zwracać uwagi na żal powodujący ucisk w brzuchu. W górze liście szeleściły na lekkim wietrze. Ciepłe promienie słońca tworzyły plamy na sierści. Za nim skrzypiały sękate pnie starych drzew. Lekki zapach wilgoci uniósł się spod łap kocura, z grubej warstwy liści na ziemi. To jego terytorium. Jeśli Piorun nie chce tu mieszkać, może odejść. Szron musiał to zrobić, ale Piorun sam podjął taką decyzję. Szron został ranny, a rana nie goiła się i jego stan może się pogorszyć. Dla kota z infekcją nie ma miejsca w obozie. Jego słabość stanowi obciążenie dla leśnego plemienia. Czy Piorun tego nie pojmuje? - rozmyślał Niebo Czyste, z gniewem wbijając pazury w ziemię. Dlaczego tak niewielu go rozumie? On chce tylko chronić koty leśne, to zawsze był jego cel, odkąd osiedli w tym miejscu. A jednak własny syn widział w nim potwora, ponieważ mu zależy. W takim razie musi odejść. Nie pozwolę nikomu podkopywać mojego autorytetu - stwierdził. Jeśli będzie to sobie powtarzał, może ból w brzuchu osłabnie...

Plemię! To słowo zabrzmiało w głowie Nieba Czystego przenikliwie jak krzyk kosa. Po raz pierwszy pomyślał o kotach leśnych jak o plemieniu. Nie! - z gniewem odsunął od siebie tę myśl. - Nie jesteśmy plemieniem! Po księżycach udanych polowań koty z lasu miały sierść gładszą i były lepiej odżywione niż ich biedni wychudzeni pobratymcy, którzy postanowili zostać w górach. Przy odpowiednim przewodnictwie w bujnym lesie rozkwitną. Staną się silniejsi od każdego kota z gór. Nigdy już nie zaznają zimna ani głodu.

Niebo Czyste strzepnął ogonem i skierował się między drzewa.

Na granicy wzroku mignęła mu biała sierść. Pióro Lotne przebiegała przez wysoką trawę porastającą skraj lasu.

Niebo Czyste z irytacją uniósł sierść na wspomnienie słów, jakimi Pióro Lotne pożegnała Pioruna. "Niemal żałuję, że nie idę z wami". Piorun usiłował przekonać białą kotkę, by z nim odeszła. A ona zaczęła rozważać ten pomysł!

Niebo Czyste wysunął pazury.

- Pióro Lotne!

Kotka gwałtownie uniosła głowę.

- Tak, Niebo Czyste? - Wydawała się zaskoczona.

- Chcę z tobą porozmawiać.

Spojrzała na niego nad trawą.

- O czym?

Niebo Czyste zmrużył oczy. Nie zdaje sobie sprawy, że ją słyszał?

- Widziałem, jak żegnasz się z Piorunem i Szronem.

- Tak?

Starała się mówić niewinnym tonem, ale Niebo Czyste zauważył, że w poczuciu winy zmarszczyła sierść na karku.

- Chodź tutaj! - burknął. - No i?

- Życzyłam im powodzenia, to wszystko. - Ruszyła do niego przez wysoką trawę.

- Piorun zachęcał, żebyś z nim odeszła. - Obrzucił ją oskarżycielskim spojrzeniem.

Kotka wyskoczyła z trawy i wylądowała na pokrytej liśćmi ziemi o długość ogona dalej.

- Odmówiłam.

- Powiedziałaś, że niemal żałujesz, iż nie idziesz z nimi. - Niebo Czyste zataczał koła wokół niej, ogon drgał mu nerwowo. Zachowywała się, jakby nie miała nic na sumieniu.

- Postanowiłam zostać. - Spojrzenie kotki nabrało ostrości. - A co ci do tego? Mogę iść, dokąd zechcę.

Niebo Czyste odsłonił zęby. Głupia kocurzyca! Czy nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo potrzebuje jego ochrony i przewodnictwa?

- Teraz należysz do mojego plemienia. Jeśli nie mogę liczyć na twoją lojalność, to równie dobrze możesz sobie odejść.

- Plemienia? - Pióro Lotne zaskoczona wytrzeszczyła oczy. - Nie jesteśmy plemieniem. Połowa naszych została w górach. Połowa z tych, którzy przyszli tu z nami, mieszka na płaskowyżu. Nie mamy Bardy, która nas poprowadzi.

Niebo Czyste poczuł palący żar pod skórą. Słowo "plemię" wymknęło mu się niechcący; czy ona chciała go upokorzyć?

- No dobrze - warknął. - Nie jesteśmy plemieniem. Jesteśmy lepsi niż plemię. Komu potrzebna Barda? Macie mnie. - Strzepnął ogonem. - Ja was teraz prowadzę. To ja znalazłem nam obóz. Wytyczam nasze granice. Powinniście być mi wdzięczni, bo dzięki mnie już nigdy nie będziecie głodować ani marznąć.

- Dzięki tobie? - parsknęła Pióro Lotne. - Zachowujesz się tak, jak byś to ty nas tu przyprowadził! Zapomniałeś, że razem przyszliśmy tu z gór? Kto uratował Wodę Wartką, kiedy się topiła? Ja! Kto uratował Szczyt Szczerbaty przed orłem? Skrzydło Szare. Chroniliśmy się nawzajem. Nikt nie jest ważniejszy od reszty; nikt, oprócz Bardy. To ona rozmawia z przodkami. Jest mądrzejsza od ciebie, ty nigdy taki nie będziesz!

Niebo Czyste poczuł w brzuchu falę wściekłości.

- Rozejrzyj się! - Zatoczył ogonem po drzewach wokół. W gałęziach śpiewały ptaki, między korzeniami przemykała zwierzyna. - Skoro jest taka mądra, dlaczego została w górach i głoduje?

Pióro Lotne gwałtownie zbliżyła do niego pysk.

- Opiekuje się innymi kotami!

- To akurat ja robię! - zawołał Niebo Czyste z oburzeniem. Co za niewdzięcznica! - To dzięki mnie jesteście bezpieczni i dobrze odżywieni.

Pióro Lotne zmarszczyła pysk.

- Przecież las nas żywi.

- A kto pilnuje, by las był nasz, i nie dopuszcza do niego innych? - Niebo Czyste pyskiem wskazał granicę biegnącą skrajem lasu.

- Ciebie interesują tylko granice - powiedziała oskarżycielsko Pióro Lotne. - Przy każdej okazji przesuwasz je coraz dalej. Życie to nie tylko terytorium!

- Czyżby? - warknął Niebo Czyste. - Chcesz się dzielić zwierzyną z każdym włóczęgą, który tędy przejdzie?

- Zwierzyny w lesie wystarczy dla wszystkich!

- Ale teraz mamy kocięta! Zapomniałaś o Brzozie i Olsze? - Niebo Czyste nie wyobrażał sobie, jak można być tak krótkowzrocznym. - Pewnego dnia urodzą się nowe, potem jeszcze kolejne! Chcesz, żeby ginęły z głodu jak Ptaszyna Trzepocząca? - Z głębi wspomnień powrócił żal na myśl o młodszej siostrze, która zmarła w górach. Powróciło też poczucie winy. Czy przeżyłaby, gdybym lepiej polował? - Już nigdy nie chcę widzieć głodujących kociąt.

- Myślisz, że ja tego chcę? - syknęła Pióro Lotne. - Przestań udawać, że przesuwasz granice dla naszego dobra. Jesteś po prostu chciwy!

Wściekłość zaszumiała mu w uszach; ruchem szybkim jak wąż wysunął łapę i przejechał pazurami po pysku kotki.

Pióro Lotne odskoczyła, ślizgając się na liściach, i spojrzała na niego tak, jakby widziała go po raz pierwszy w życiu.

Niebo Czyste pokazał zęby.

- Wszystko, co robię, robię dla nas - warknął.

Pióro Lotne cofała się; z jej nosa kapała krew.

- Dobrze - zamruczała ochryple.

- Przykro mi, że cię zraniłem - powiedział Niebo Czyste. - Ale kiedy nadejdzie pora zimna, a w obozie pojawią się nowe kocięta, zrozumiesz to, co ja już wiem: każdy, kto kwestionuje moją lojalność, naraża nas wszystkich na niebezpieczeństwo.

Machnął gwałtownie ogonem, odwrócił się i poszedł głębiej w las.

Chociaż od wielkiego pożaru minęło kilka księżyców, w lesie wciąż unosił się zapach spalenizny, kiedy cicho przez niego szedł. Po przyjściu do obozu Niebo Czyste wspiął się na strome zbocze otaczające obóz z jednej strony i przyglądał się, jak Pióro Lotne przemyka przez polanę w kierunku splątanych korzeni dębu. Tam przycupnęła samotnie, co chwilę przesuwając językiem po pysku, by polizać zadrapanie. Woda Wartka podeszła do niej szybko i obie kotki przysiadły tuż obok siebie, rozmawiając przyciszonymi głosami, z głowami jedna przy drugiej.

Niebo Czyste przestąpił z łapy na łapę. Czy plotkują o nim? Czy Pióro Lotne skarży się na to, że ją podrapał? Czy powinien im przerwać? Nie chciał, by koty ukradkiem o nim rozmawiały. Jednak jeśli poświęci jej skargom zbyt wiele uwagi, może pogorszyć sytuację. Mimo dreszczu niepokoju nie odzywał się.

Przesunął spojrzenie na Szyszkę i Pokrzywę. Te dwa młode kocury niedawno dołączyły do kotów z lasu, a ich lojalność wciąż była krucha jak suche liście. To oni przekonali Pioruna, by zakwestionował decyzję Nieba Czystego o powiększeniu granic. Kocur poczuł narastające w gardle warczenie. Musi wzmocnić ich zaangażowanie... i nauczyć odwagi! Odważne koty same stawiłyby mu czoła.

Wyprostował się, zeskoczył ze stoku i poszedł na środek polany.

Liść, czarno-biały kocur, wylizujący sobie brzuch u stóp gładkiego głazu znaczącego kraniec polany, uniósł na niego wzrok i poszukał jego spojrzenia.

- Czy Piorun naprawdę odchodzi?

- Już odszedł. - Niebo Czyste strzepnął ogonem. Nie chciał myśleć o przeszłości; liczyła się tylko przyszłość. - Zbierzecie się tutaj, chcę do was przemówić! - Potoczył wzrokiem po kotach leśnych.

Woda Wartka zbliżyła się tuż za nim; Pióro Lotne człapała zaraz obok. Pokrzywa i Szyszka obeszli go kołem i zatrzymali się o długość ogona dalej. Liść strzepnął sierść i dołączył do Pokrzywy, wymieniając spojrzenia z młodym włóczęgą.

Spod nisko zwisających gałęzi cisu wychynął jasnorudy pysk.

- Spotkanie?

Niebo Czyste przywołał kotkę gestem ogona.

- Tak, Płatku. Proszę, dołącz do nas.

Z ciemnozielonych gałęzi wynurzyła się złocista kotka; w ślad za nią wyjrzały pyszczki dwóch kociąt o błyszczących okrągłych oczach.

- Nie martw się, Brzozo. - Płatek odwróciła się do kociaka. Kiwnęła głową jego siostrze, skulonej obok. - Olcho, zostań tutaj i dopilnuj, żeby Brzoza był z tobą.

Delikatnym ruchem ogona popchnęła kocięta z powrotem w cień, po czym przeszła na polanę.

- Co się dzieje? - Przystanęła przy Piórze Lotnym.

Niebo Czyste niemal jej nie słyszał; spoglądał na Brzozę i Olchę, wyglądające spod cisu. To nie były kocięta Płatka; kotka przygarnęła je po śmierci ich matki.

Po tym, jak zabiłem ich matkę - pomyślał.

Te słowa nieproszone zabrzmiały mu w głowie. Pod skórą poczuł świerzbienie wyrzutów sumienia; w gardle rozległ się pomruk. Nie! To ona nas napadła! Ja tylko broniłem moich kotów - usprawiedliwiał się sam przed sobą.

A ona tylko broniła swoich kociąt.

Nie zwrócił uwagi na oskarżenie dzwoniące mu w uszach i skupił się na tym, by pewnie stanąć na nogach. Łapy pod nim drżały. Muszę być silny, jeśli mam przeprowadzić moje koty przez porę zimna - pomyślał. Las wciąż kwitł, ciepły sezon powoli ustępował gorącemu; lecz ciepło nigdy nie trwa długo. Już niebawem las ściśnie mróz. Zwierzyna skryje się pod ziemią, a koty zacznie prześladować głód, bezwzględny jak lis, tak jak to było w górach.

Z zamyślenia wyrwało go miauknięcie Płatka:

- Niebo Czyste!

Strzepnął ogonem i mijając Liścia, wskoczył na głaz.

Koty odwróciły do niego pyski.

- Piorun i Szron odeszli. Już nie wrócą.

Szyszka i Pokrzywa wymienili spojrzenia.

- W naszym lesie nie ma miejsca dla nielojalnych. - Niebo Czyste przeskoczył spojrzeniem na Pióro Lotne.

Kotka wyprężyła pierś.

- Jestem lojal...

- Pióro Lotne zastanawiała się, czy nie odejść z nimi - przerwał jej.

- Tylko przez chwilę! - zaprotestowała.

Z satysfakcją zauważył, że w niebieskich oczach odbiło się poczucie winy. Kotka niespokojnie rozejrzała się wokół. Niebo Czyste miał nadzieję, że pozostałe koty widzą to samo. Wtedy zrozumieją, dlaczego robi to, co ma zamiar zrobić.

- Nawet jedna chwila to za długo - warknął. - Jeśli mamy przetrwać porę zimna, musimy stworzyć silne więzi i zdobyć się na niezachwianą wierność. Teraz. - Podszedł do skraju głazu i rzucił kotce surowe spojrzenie. - W ciężkich czasach muszę być pewien waszejlojalności.

Woda Wartka uniosła pysk.

- Znasz Pióro Lotne od czasów, kiedy oboje byliście kociętami! - zawołała. - Oczywiście, że możesz jej ufać!

Liść przesunął wzrokiem po Piórze Lotnym.

- A co z resztą, tymi, którzy nie urodzili się w górach? - zapytał. - Czy my możemy jej ufać?

Niebo Czyste niecierpliwie przesunął spojrzeniem po pozostałych kotach. Czy ktoś jeszcze podziela obawy Liścia?

- No jasne! - zawołała Woda Wartka, wbijając gniewny wzrok w pytającego.

Płatek zmrużyła oczy.

- Niebo Czyste ma rację - zamruczała. - Musimy być w stanie liczyć na siebie nawzajem w trudnych chwilach. Gdybyśmy chcieli prowadzić życie włóczęgów, nie trafilibyśmy tutaj. Ale postanowiliśmy dołączyć do Nieba Czystego, bo uznaliśmy, że on proponuje nam lepszy byt.

- Właśnie! - Niebo Czyste triumfalnie uniósł ogon. - Cieszę się, że ty to rozumiesz, Płatku. Chcę tylko waszego dobra. Wierność daje nam siłę, sprawia, że ufamy sobie nawzajem. To gwarancja naszego bezpieczeństwa. - Rzucił szybkie spojrzenie na Pióro Lotne. - Dlatego trzeba ją ukarać.

Pióro Lotne nastroszyła śnieżnobiałe futro na grzbiecie.

- Ukarać? - miauknęła ledwo dosłyszalnie.

Niebo Czyste rozejrzał się po pozostałych.

- Jeśli zobaczycie w niej najlżejszą oznakę braku lojalności, musicie mi to zgłosić. Natychmiast! - odczekał, aż Płatek pokiwa głową, a Liść przymknie powieki na znak zgody.

Szyszka i Pokrzywa niespokojnie zaszurali łapami.

- Natychmiast! - Niebo Czyste odsłonił zęby.

Koty szybko pokiwały głowami.

- Wodo Wartka? - Niebo Czyste rzucił ostre spojrzenie na szaro-białą kotkę.

- Nie będę musiała na nią donosić - odparła kotka z równie ostrym łypnięciem. - Pióro Lotne nigdy nie okaże braku lojalności.

Przywódca zmrużył oczy.

- Każdy z was może wydawać jej rozkazy. Każdy może zabrać jej zdobycz, jeśli zechce. Teraz nie znaczy więcej od węża... dopóki znów nie zasłuży na nasze zaufanie.

W oczach Pióra Lotnego błysnęła uraza, lecz kotka nie oponowała. Woda Wartka przysunęła się bliżej przyjaciółki.

Niebo Czyste strzepnął ogonem.

- Mamy jednak ważniejsze sprawy do omówienia. - Spojrzał na Szyszkę i Pokrzywę. - Niektórzy kwestionują moją decyzję poszerzenia naszych granic. - Zobaczył, jak Pokrzywa obronnie wysuwa pazury. Jego ostrzeżenie zostało zauważone. - To dla waszego dobra. Nie widzicie tego? - Głową wskazał drzewa otaczające obóz. Niektóre spośród nich były poczerniałe. - Pożar zniszczył dużą część naszego terytorium, minie trochę czasu, zanim las się odrodzi, a zwierzyna do niego powróci. Na razie potrzebujemy więcej miejsca do polowania. Skoro Piorun i Szron odeszli, a mamy kocięta do wykarmienia... - Zerknął w stronę cisu. Z cienia wypełznął Brzoza i patrzył na zgromadzonych, podczas gdy Olcha zębami szarpała go za ogon, próbując wciągnąć z powrotem do schronienia. Niebo Czyste kontynuował: - Musimy zdobyć jak największe terytorium.

Liść zmarszczył brwi.

- Zdobycie terytorium to jedno - zawołał - ale jak je utrzymamy?

Niebo Czyste wysunął pazury.

- Będziemy patrolować granice i walczyć z każdym kotem, który je przekroczy.

- Nawet ze Skrzydłem Szarym? - Woda Wartka przechyliła głowę. - To twój brat!

Niebo Czyste poczuł falę wściekłości w brzuchu.

- Napadł na mnie! Oskarżył mnie o morderstwo Pszczółki, tej pieszczoszki! - W furii zjeżył sierść. - Ja miałbym zamordować pieszczocha? - Smagnął ogonem w kierunku Brzozy i Olchy. - Ja ratuję koty, a nie zabijam. - I zanim ktokolwiek zdążył przypomnieć mu, w jaki sposób kocięta straciły matkę, ciągnął: - Czasy są trudne, a pora zimna dopiero przed nami. Musimy razem budować mocny, bezpieczny dom!

- Razem! Razem! - podjęła Płatek żywo.

- Razem! - dołączył do niej Liść.

Do biało-czarnego kocura dołączył Szyszka.

- Razem!

Niebo Czyste poczuł dumę w piersi, kiedy kolejne koty okrzykami wyrażały swoje poparcie dla niego. Nawet Woda Wartka i Pióro Lotne dołączyły do okrzyków, chociaż ich oczy czujnie przyglądały się nowym członkom grupy. I co z tego? - zapytał się w duchu. Wiedział, że zbudowanie lojalności i zaufania zajmie kotom czas. Ale to działanie się opłaci. Kiedy nadejdzie kolejna pora ciepła, las będzie należał do nich, a oni będą najedzeni i bezpieczni. Musimy zebrać siły - pomyślał. Uniósł głowę.

- Trenujmy, żeby nikt z nami nie wygrał!

- Trenujmy? - odezwał się Liść z wielkimi oczami, a pozostałe koty zamilkły.

- Będziemy ćwiczyć walkę, aż staniemy się lepsi od wszystkich włóczęgów i kotów z wrzosowisk! - Niebo Czyste poczuł zalewającą go gwałtownie falę ekscytacji; w głowie zaroiło mu się od planów.

Jeśli zaczniemy się dzielić umiejętnościami i siłą, będziemy w stanie chronić nasze terytorium - myślał.

- Pokrzywo! - Zeskoczył z głazu i okrążył szarego kocura. - Chcę, żebyś stoczył walkę z Szyszką. - Podszedł do Szyszki i trącił go w cętkowany bark. - Walcz!

- Nie chcę zranić przyjaciela! - zaprotestował Po-krzywa.

- To nie wysuwaj pazurów - odparł Niebo Czyste. - Chcę tylko, żebyście nam pokazali waszą technikę walki. - Skinął głową Liściowi i Płatkowi. - My będziemy się przyglądać. - Gestem ogona przywołał Wodę Wartką i Pióro Lotne. - Nauczymy się waszych umiejętności, a potem pokażemy, jak my walczymy.

Liść kiwał głową.

- To świetny pomysł, Niebo Czyste. Na pewno oni znają chwyty, których my nie znamy.

Płatek wyciągnęła szyję.

- A ja znam chwyty, których oni mogą się nauczyć.

- Ty możesz być następna - obiecał Niebo Czyste, zachwycony tym, że koty tak bardzo chcą dzielić się swoimi umiejętnościami. Spojrzał na Szyszkę.

- Gotowy?

Szyszka kiwnął głową; bursztynowe oczy błyszczały mu entuzjazmem.

- Ja też. - Pokrzywa machnął ogonem i przypadł do ziemi.

Szyszka zmrużył oczy i stanął naprzeciw przyjaciela.

Niebo Czyste przeszedł przez polanę i trącając koty nosem, ustawił Liścia, Płatek, Pióro Lotne i Wodę Wartką w szerokim, równym kręgu wokół dwóch młodych kocurów.

- Możemy się przyglądać? - Brzoza wyrywał się z uścisku Olchy, która przytrzymywała go za ogon.

- Tak - odparł pobłażliwie Niebo Czyste. - Na naukę nigdy nie jest za wcześnie.

Woda Wartka rzuciła mu pełne dezaprobaty spojrzenie; zignorował je. Miał nadzieję, że kotka zmieni zdanie, kiedy kocięta wyrosną na nieustraszonych, zaprawionych w boju pobratymców.

Odsunął się, a Brzoza i Olcha podbiegły do reszty kotów i zatrzymały się przy Płatku.

Szyszka zamiatał ogonem ziemię za sobą i wbijał wzrok w Pokrzywę.

Ten zmrużył oczy i sprężył mięśnie pod skórą.

Przeciwnik skoczył.

Pokrzywa wspiął się na tylne łapy i spotkał się z nim w powietrzu, po czym oba kocury zderzyły się z łoskotem, który odbił się echem po obozie.

Spadli na ziemię. Pokrzywa wylądował na Szyszce, uniósł przednie łapy i przycisnął przyjaciela za barki do podłoża.

Szyszka wypuścił powietrze, przetoczył się, podkulił tylne łapy i kopnął w chwili, kiedy przeciwnik wspiął się na nogi, szykując do kolejnego ciosu.

Kopnięcie trafiło Pokrzywę w podbródek i odrzuciło do tyłu.

Płatek odskoczyła dalej.

Olcha i Brzoza stały jak wmurowane, spoglądając na potężnego kocura przewalającego się w ich kierunku.

- Uciekajcie! - poleciła Płatek.

Kocięta z piskiem rozbiegły się jak myszy; w tej chwili Pokrzywa zwalił się ciężko na ziemię tuż obok nich.

- Wykończ go, Szyszko! - judził Niebo Czyste.

Szyszka już skoczył na równe łapy, z furią w oczach. Najwidoczniej nie spodziewał się po sobie tak gwałtownego ataku. Sycząc bojowo, ruszył na przyjaciela.

Pokrzywa gramolił się, jednak zbyt wolno.

Szyszka uderzył go mocno i rozpłaszczył na ziemi.

Pokrzywa warknął, zwinął się jak gąsienica i chwycił tylne łapy napastnika, który stanął pionowo. Zacisnął zęby na nodze przyjaciela i szarpnął; Szyszka zatoczył się i upadł.

- Nie dam się wykończyć! - zasyczał Pokrzywa i z odsłoniętymi zębami zbliżył się do gardła leżącego.

- Dość! - Niebo Czyste skoczył do nich, złapał Pokrzywę za kark i pociągnął do tyłu. - Nie robimy sobie krzywdy!

- On chciał mi zrobić krzywdę! - Pokrzywa rzucił Szyszce oburzone spojrzenie.

- Ja się tylko broniłem! - odparł równie oburzony towarzysz.

- Obaj doskonale walczyliście - pochwalił ich Niebo Czyste. Ucieszyła go taka zajadłość. Skoro tak się zaangażowali w walkę z przyjacielem, to jak groźni będą dla wrogów! - Pokrzywo, pokazałeś nam świetny ruch. - Z aprobatą kiwnął głową szaremu kocurowi. - Szyszka nie spodziewał się, że chwycisz go za tylne łapy. - Odwrócił się do Szyszki. - A ty dobrze się ruszasz w powietrzu. Musisz nam pokazać, jak udało ci się takobrócić.

- Pomogłem sobie ogonem - wyjaśnił Szyszka.

Liść z zaciekawieniem przechylił głowę.

- Jak?

- Pokażę wam. - Szyszka przypadł do ziemi. - Kiedy się wybijasz, zaczynasz obrót od koniuszka ogona. Jeśli odpowiednio nim machniesz, zmienisz balans. - Skoczył, obrócił się cały w powietrzu i zgrabnie wylądował na czterech łapach.

Pokrzywa pochylił się do niego; gniew ustąpił miejsca zaciekawieniu.

- Nie wiedziałem, że umiesz coś takiego.

- Spróbuj - zachęcił go żywo Szyszka.

Niebo Czyste usiadł. Przyjaciele zapomnieli już o złości, teraz interesowało ich tylko to, jak nauczyć się lepiej walczyć. Przywódca poczuł ciepłe zadowolenie pod sierścią. To zdolne koty. A po odpowiednim szkoleniu staną się zabójczo groźne - pomyślał z satysfakcją.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki