Rozdział 6
Cień
- Od tej pory. - kontynuowała. - Nie mam już ciebie na wyłączność, Kaziu.
- Wiem.
- Jeśli zdradzisz, czeka cię śmierć.
- Z twojej ręki? - spytał.
- Najczęściej tak to się robi. - powiedziała spokojnie, ale Kazimierz zauważył, że to maska.
Milczenie.
- Lepiej tego nie rób, bo będę musiała to zrobić. - zasmuciła się.
- Przysięgam.
- Przysięgi łatwo się składa, gorzej je dochować. - powiedziała.
Milczenie.
- W szatni masz mundur. - rzekła.
Po tych słowach udała się do budynku, nad którego drzwiami widniała czerwona gwiazda z sierpem i młotem. Budynek znajdował się obok innego mającego nad drzwiami dwugłowego czarnego orła.
Wszedłszy do budynku udał się do szatni.
Mundur niczym się nie wyróżniał. Jeśli nie liczyć orła białego trzymającego w szponach Kołowrót.
- Nowy? - spytał oficer.
- Tak, Polska. - odparł Kazimierz po starosłowiańsku.
- Mało u nas zna język przodków. - odparł. - Jesteś wyjątkowy.
Otworzył notes.
- Imię i nazwisko?
- Kazimierz Studnicki.
- Rok urodzenia?
- 2004
- Rodzice?
- Jan i Sylwia.
- Rodzeństwo krwi?
- Nadieżda Kowalczuk, moja żona.
- Narodowość?
- Polska.
- To wszystko. - oficer zamknął notes. - Zapamiętaj. Jeśli jesteś jednym z nas, nie możesz odejść.
- Rozumiem.
- Jeszcze jedno, religia?
- Rodzimowierstwo Słowiańskie.
Twarz oficera wykrzywiła się w grymasie zaskoczenia.
- Ciekawe... - mruknął do siebie zamykając drzwi.
...
Nadieżda w tym samym czasie wypełniała jakiś dokument.
To było normalne w tej formacji.
Za oknem widać było jedną z drużyn,
- Jeśli będzie musiał zginąć. - popatrzyła przez okno. - To wykonam polecenie, szybko, po cichu.
Zamilkła na chwilę.
- Żeby nie cierpiał. - dodała czulej.
W nocy nie mogła spać.
Ciągle przypominała sobie, jak się poznali, przez co przeszli. W pewnym momencie usłyszała pukanie do drzwi.
- Proszę.
Do środka weszła kobieta ubrana w szkarłatną szatę z długimi złotymi włosami.
- Nie jesteś człowiekiem. - stwierdziła Nadieżda.
- Masz rację, nie jestem. - odparła postać.
- Więc kim?
Brak odpowiedzi.
- Jestem tą, której inne się wyparły. - rzekła w końcu kobieta.
- Te barwy... - Nadieżda zapaliła światło. - To są moje kolory.
Postać uśmiechnęła się.
- Więc wiesz kim jestem.
- Związkiem. - szepnęła dziewczyna.
Sovietica uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Brawo, moja córeczko.
Po chwili dodała podchodząc do niej.
- Zawsze byłaś moja.
Przytuliła.
- I zawsze będziesz.
- Ciebie już nie ma... mamo. - stwierdziła Nadia. - Umarłaś, Ruś cię zabiła. W 2006.
Sovietica spojrzała na nią ze łzami w oczach.
- Wiem. - powiedziała w końcu wyjmując sierp i młot spod szaty.
- Jestem żołnierzem bez ojczyzny. - Nadieżda spojrzała na wielką flagę Związku Radzieckiego nad jej łóżkiem. - Dlatego wolałam iść do Korpusu i być sobą niż zostać Rosjanką.
- Wiesz czemu przyszłam do ciebie? - spytała kobieta.
- Nie.