Wojny zła: Początek - Dawid Szymon Sroczyński

-
Proszę czekać

Rozdział I: Narodziny Lykanusa

W Greenwich mieszkał pewien dziennikarz, Mike O'Donnell. Za dnia był zwykłym karierowiczem, który gonił za świeżymi tematami dla swojej gazety. w nocy zaś, był bezlitosnym kira putuk (był tak nazywany wśród swoich braci, co oznaczało zabójca wampirów). Jednakowoż Greenwich było małą mieściną w Idaho leżąca w górach Salmon River, co sprawiało, że Mike czuł się jak w klatce. Również fakt, że wampiry postanowiły na jakiś czas opuścić Greenwich z powodu małej liczebności, bardzo zachęcił Mike'a do opuszczenia rodzinnego miasta i poszukania większego miejsca, w którym potrzebna była pomoc w walce z nieprzyjacielem. Mike pochodził z rodziny donos, czyli wilków. Jego rodzice byli wilkołakami. Rodzina Mike'a należała do nielicznej grupy we własnej rasie zwanej Vegos, czyli wegetarianie. Żywili się oni mięsem zwierząt i nie poddawali się pokusie żywienia się ludzkim mięsem. Vegos to grupa najpotężniejszych wilkołaków. Zwycięstwo nad pokusą jest dla wilkołaka najtrudniejszą z wojen. Tylko jeśli pokona własny instynkt zwierzęcy może stać się jenok vezot, czyli przywódcą rasy. Taki właśnie był Mike. Chronił ludzi przed wampirami zamiast ich zabijać.

Mike podjął decyzję o wyjeździe z rodzinnego miasta i niewiele się zastanawiając pożegnał się z rodziną, która w dalszym ciągu strzegła spokoju w Greenwich. Wsiadł w autobus i pojechał do Nampa, skąd samolotem odleciał do Nowego Jorku. Mike dostał bardzo dobrą opinię od swojego byłego pracodawcy i od ręki dostał pracę w jednym z najpopularniejszych dzienników w USA, News Daily.

Gdy Mike dotarł do Nowego Jorku zaczął szukać pewnego domu, o którym słyszał opowieści od rodziców. Otóż w tym domu swoją kryjówkę miały wilkołaki z Nowego Jorku i okolic. Zbierali się w nim najsilniejsi, należący do elitarnej grupy tanask helal, czyli Rady Śmierci. Mike po kilku dniach poszukiwań spotkał pewnego podstarzałego mężczyznę.

-Panie, jednak powróciłeś! - wykrzyknął tajemniczy nieznajomy. - Twoja obietnica nareszcie się wypełniła!

Starzec rzucił się na kolana i zaczął oddawać Mike'owi pokłony.

-Co Pan robi, niech Pan natychmiast wstanie! - powiedział zmieszany całą sytuacją Mike. - Dlaczego oddaje mi Pan cześć?

-Bo tylko w taki sposób można się witać z władcą.

-Z jakim władcą?!

-Jak to Panie, czyżbyś zapomniał kim jesteś i po co wróciłeś?

-Pamiętam kim jestem. Jestem Mike O'Donnell z Greenwich i jestem dziennikarzem.

Nagle zerwał się porywisty wiatr. Zapach Mike'a poczuł starzec i jego oczy nagle zrobiły się całe czarne. Mike gdy tylko to zobaczył od razu zapytał nieznajomego:

-Czy Ty jesteś tym, kim i ja jestem?

-Nie mój Panie, Ty jesteś władcą, a ja tylko twoim wiernym sługą.

-Ale czy Ty i ja pochodzimy od wilków?

-Ty, Panie, tak, ja zostałem tylko stworzony przez ciebie.

-Przeze mnie?! - zdziwił się Mike.

-Chyba straciłeś pamięć, mój Panie. Ale po tak długim czasie to nic dziwnego. Chodź ze mną, Panie, a gwarantuje ci, że odzyskasz pamięć.

-Dobrze, mogę z Tobą pójść, tylko ostrzegam Cię, nie próbuj żadnych numerów, bo jestem bardzo silny.

-Nie ma obaw, Panie. Zresztą i tak nic byś nie wskórał. - wyszeptał pod nosem.

Mike udał się razem z dziwnym mężczyzną w nieznane dla siebie miejsce. Szli dość długo i przez cały ten czas milczeli. Mike tylko w myślach cały czas się zastanawiał czy może zaufać dziwakowi. Dotarli w końcu do małego lasku na skraju miasta. Starzec zatrzymał się przed wejściem do lasu.

-Dlaczego się zatrzymaliśmy? - spytał Mike.

-Zobaczysz, mój Panie.

Po chwili z lasu wyszło dwóch wilkołaków, którzy zamienili się w ludzi.

-Czego tu szukasz, Argothian? Dobrze wiesz, że Rada wykluczyła cię ze swoich szeregów. - powiedział jeden z nich.

-Tak, wiem o tym kochaniutki, ale mam ze sobą niespodziankę, dzięki której przywrócą mnie do Rady z powrotem. - odparł starzec.

-Tak? Jestem tego bardzo ciekaw. a to kto?!

-To właśnie moja niespodzianka.

-Co? Chcesz mi powiedzieć, że przyprowadzasz tu byle kogo i dzięki temu chcesz wejść do środka? Zapomnij o tym.

-No dobrze Sashaq, to miała być niespodzianka, ale skoro nie chcesz mnie wpuścić to muszę ci ją teraz zdradzić. To jest król Lykanus. Powrócił do nas i dlatego muszę się widzieć z Lanteriusem.

-Co... co... coś ty powiedział? Przecież to niemożliwe. To nie prawda. Skąd masz pewność, że to on?!

-Uwierz mi. Tylko ja i Lanterius wiemy jak on wygląda. i mimo sędziwego wieku jestem tego pewien, że to on.

Mike ze zdumieniem słuchał rozmowy tej dwójki.

-Kim ja niby jestem? Król Lykanus? - spytał Mike.

-O właśnie, to jest kolejna niespodzianka. Stracił pamięć i dlatego tym bardziej muszę się widzieć z Lanteriusem. - powiedział Argothian.

-Dobrze, więc chodźmy prędko zanim ktoś nas zobaczy. - ponaglił przybyszy Sashaq.

I tak wszyscy udali się w głąb lasu. Na środku lasu była mała przestrzeń bez drzew i nie było tam zupełnie nic. Sashaq stanął na środku, zmienił się wilkołaka i zawył najgłośniej jak potrafił. Nagle w miejscu, w którym stali pojawiły się drzwi. Przeszli przez nie i znaleźli się w domu, którego Mike szukał od przyjazdu do Nowego Jorku. Znaleźli się w salonie, który do złudzenia przypominał pokój z luksusowego hotelu. Krzesła, sofy i kanapy zdawały się zachęcać swoim urokiem do siadania na nich. Na podłodze był biały, delikatny w dotyku dywan, po którym chodzenie było przyjemnością.

-Poczekaj tu, Panie, przez chwilkę, ja zaraz wracam. - powiedział Argothian.

Mike był w takim szoku, że nie mógł wykrztusić z siebie nawet jednego słowa, wiec tylko kiwnął głową na znak, że rozumie. Rozglądał się po całym pomieszczeniu, w którym się znajdował. Było tam mnóstwo obrazów i portretów. Jednak jeden przykuł jego największą uwagę, gdyż zobaczył na nim siebie w lśniącej zbroi, z mieczem i koroną na głowie.

-Widzę, Panie, że szybko znalazłeś siebie na Ścianie Mroku. - powiedział Argothian.

-Ściana Mroku? - spytał ze zdziwieniem na twarzy Mike.

-Tak, Panie, na tej ścianie wiszą portrety naszych największych wojowników, którzy zginęli podczas walki z tymi przeklętymi potomkami nietoperzy. i nie tylko z nimi.

-To ja... umarłem? - jeszcze bardziej zdziwił się Mike.

-Niestety tak, Panie. - odezwał się jakiś głos z drugiej strony pokoju. Był to Lanterius, najstarszy z członków Rady. - Umarłeś, Panie, na moich kolanach i poprzysiągłeś zemstę na wampirach.

-Ale kiedy to się stało? - zapytał Mike ze zszokowaną miną.

-Panie, proszę pójść ze mną, a ja wszystko opowiem i postaram się przywrócić ci pamięć.

We dwoje udali się w kierunku dużych, czarnych drzwi. Dotarli do pewnego pokoju, a nad drzwiami widniał napis: " Pokój przeszłości". Oboje weszli do środka. Pokój cały był wymalowany na czarno, a na ścianach wisiały lampy z czerwonymi żarówkami. Na środku pokoju rozłożone były duże poduszki tworzące okręg, a w środku okręgu były dwie małe miski.

-Proszę siadać, Panie. - powiedział Lanterius siadając naprzeciw Mike'a.

-Do czego służą te miseczki?

-Zaraz się przekonasz, Panie. Do pierwszej miski nalewam wodę święconą, a do drugiej zwykłą wodę i dodaję do niej opium.

-Woda święcona? Czy to aby nie jest niebezpieczne?

-Ależ skądże, Panie. Woda święcona działa tylko na wampiry. Gdy jesteśmy spragnieni to możemy ją pić jako zwykłą wodę. Nic nam się po tym nie stanie. To po to, aby cię wybudzić ze snu.

-Uspokoiłeś mnie, Lanteriusie.

-To dobrze, Panie. a teraz wypij, proszę, zawartość pierwszej miski. - powiedział Lanterius podając Mike'owi miseczkę z mieszanką wody i opium.

-I co teraz?

-Teraz proszę się rozluźnić i położyć na poduszkach.

Mike wysłuchał polecenia wiernego sługi i położył się na poduszkach.

-Proszę zamknąć oczy, Panie, a ja zacznę opowiadać od początku wszystko po kolei. - powiedział Lanterius. Jego opowieść spowodowała, że Mike zasnął i przyśnił mu się dziwny sen.