Dopadamy Dariusza na Królowej Jadwigi. Musiał się o coś potknąć, bo upadł. I już nie wstanie. Spadają na niego ciosy pięści i pałki. Kopniaki gdzie się da, po całym ciele. Próbuje się zasłaniać rękami, to go pałą w te łapy. Już się ledwo rusza, jeden z nas skacze mu na głowę, żeby doprawić. Załatwiony.
Nagranie z monitoringu przedstawiające atak psychofansów na kibola Górnika Zabrze.
Rozdział 1.ŚMIERĆ ZA ŚMIERĆ
Moja dzielnica to haziel. Rzędy budynków z poczerniałej cegły, szare podwórka, połamane ławki, wydeptana trawa i rdza. Kamienica to familok, podwórko to plac, dziecko to bajtel, a haziel to ubikacja. Jedzie gównem.
W mojej dzielnicy chleje się z plastikowych kubków w bramie familoka albo prosto z gwinta na skwerze obsranym przez psy.
Moja dzielnica mogłaby żyć, ale jakoś nie potrafi. Zdechła razem z kopalniami, hutami i fabrykami. Nasi ojcowie przestali być dla nas bogami. Zobaczyliśmy, że są słabi, bezradni jak dzieci i nic nie potrafią nam już dać. Nasze matki to sprzątaczki, sklepowe, barmanki, woźne i salowe. Szyją po nocach. Chowają naszym ojcom butelki z wódą albo piją razem z nimi.
W mojej dzielnicy nie usłyszysz słów: nadzieja, sukces i przyszłość. Tu się żyje tu i teraz. Co będzie, tego nikt nie wie. Tu i teraz można dostać w mordę. Albo kroisz, albo jesteś krojony - innego wyjścia nie ma.
W mojej dzielnicy liczy się wybite witryny w sklepach. Wszędzie świeży kit i nowe, stalowe kraty. Kradzież to nie wstyd. Każdy coś ukradł i jeszcze ukradnie. Bo wszyscy to robią, a najczęściej ci, co dużo mają. Gdzieś tam, na szczycie, jumają miliony. W mojej dzielnicy chodzi o to, żeby zajebać browara ze sklepu. Żaden grzech.
Nie bieda jest najgorsza, ale nuda. Jak się nic nie dzieje, nie ma o czym gadać. No to idziemy w dzielnicę i wybijamy szyby w sklepach. Robimy hałas, żeby ktoś zadzwonił po psy. Suki jadą, a my już w innym miejscu kroimy sklep po cichu.
Albo wskakujemy do tramwaju i robimy bydło. Wrzeszczymy, wieszamy się na rurkach, skaczemy po siedzeniach. Ludzie sztywni ze strachu, jest co wspominać. Albo robimy karuzelę. Trzeba znaleźć pijanego gościa. Jeden z nas łapie go z tyłu za kurtkę i robi mu karuzelę. Jak padnie, zaczynamy go kopać. Zanim się frajer pozbiera, już nie ma portfela.
W mojej dzielnicy babki siedzą w oknach. Wykładają poduszki na parapetach i opierają na nich swoje wielkie cyce. - Kto was tak wychował, chachary? - pytają.
Durne babsztyle. Wychowujemy się sami. Wystarczy kilku chłopaków z sąsiednich familoków, którzy trzymają ze sobą. To już ekipa, a takich sporo. Ekipy się znają, chodzimy do tych samych szkół, gramy na tych samych boiskach, przesiadujemy na ulicach i na klatkach schodowych. Każdy z nas ma za plecami całą watahę. Siadamy codziennie i gadamy. Jak się gada, to się zabija nudę.
W mojej dzielnicy nie ma imion. Kumple to Bolo, Siwy, Gruby, Mocny, Małpka, Kozioł, Kizia, Fuks... Wkurwiają nas ci, którzy coś mają. Bo my nie mamy markowych ciuchów, butów i najnowszych telefonów. Podeszłoby się do takiego, co ma, i trzasnęło w pysk. Musiałby ściągać. Frajer, kurew, banan, ciul.
W mojej dzielnicy o niczym się nie marzy, może tylko o piłce. Nasz klub, nasza drużyna, której kibicujemy, pod jej barwami się zbieramy. Jest ukochana drużyna i nie ma lepszej. Drużyna to świętość, jak ołtarz w kościele.
W mojej dzielnicy szalik też święty. Kosztuje z dychę, ale nie ma wyjścia. Cała ekipa nosi szaliki i ty też musisz. Wcześnie zaczynasz chodzić na mecze, najpierw na swój stadion, potem starsi kibole zabierają cię na wyjazdy. Potem odkrywasz hierarchię - wiesz, kto rządzi, i się pilnujesz. Widzisz, że stać go na ciuchy, na telefon, na furę. I też tak chcesz. Jeździć na mecze, robić akcje, kroić przeciwnikom flagi, szale, transparenty, a potem palić je na trybunach, chować w domach, prowokować, ganiać się z policją.
W mojej dzielnicy suki policjantów nawołują się kogutami. Tutaj na murach CHWDP!
Jebać policję! Policja to najgorsze kurwy, czepiają się wszystkiego. Nie powiedzą normalnie, tylko od razu chwytają za pały.
- No i co? - pytają.
- No i gówno.
O psach rymujemy:
Urodził się w tramwaju, przyciśnięty drzwiami,
mózg został w kasowniku razem z biletami.
Matka się otruła, ojciec się powiesił,
kiedy zobaczyli, co to za imbecyl (...)
gdy go zobaczycie, weźcie go na buty.
Jest kosa z psami. Zgody nigdy nie będzie, policja może nam skoczyć. Kibic drużyny z sąsiedniego miasta to też wróg. Kurwa, szmata, lachociąg. Biją naszych, trzeba się odwinąć. I nie ma, kurwa, żartów. Krzywda rodzi krzywdę, tej spirali nie da się wyprostować.
No bo jak? Siniak za siniak, kopniak za kopniak, ząb za ząb, śmierć za śmierć. To będzie przechodzić z pokolenia na pokolenie.
Wszędzie tak samo. Cwajka w Chorzowie, Bobrek w Bytomiu, Zandka w Zabrzu, Lipiny w Świętochłowicach.
Moja dzielnica jest przejebana. I ja mam przejebane. I my wszyscy chyba też.
24 października 2017
- Zajebiemy cię!
- No bez żartów. Za-je-bie-my!
Adrenalina taka, że nawet nie kumam do końca, co się dzieje.
Ale po kolei. Jesteśmy w Rudzie Śląskiej, familoki przy ulicy Królowej Jadwigi. My, chłopaki z Ruchu, na terenie Górnika Zabrze. Przyjechaliśmy w kilka aut. Mamy zamalować żabolskie symbole. W bagażnikach, oprócz farb i pędzli, maczety, metalowe pałki, kije bejsbolowe. Na wszelki wypadek.
Miało nikogo nie być. Mamy własny wywiad, jak MI6 albo Mosad. Nawet lepszy. Włamujemy się w internecie na konta przywódców innych grup kibolskich na Śląsku, montujemy im pod samochodami nadajniki GPS. Wiemy, o czym gadają, gdzie mieszkają, gdzie pracują, do jakich przedszkoli odwożą dzieci, jak nazywają się ich dziewczyny, żony i kochanki. I w których knajpach spotykają się przed meczami.
Wywiad to podstawa. Chłopaki wiedzą wszystko.
I nagle on. Kurwa, kto uwierzy? Że on jeździ tutaj, gdzie my malujemy? Że będzie sam. Że wpadnie nam w ręce. Właśnie on? Taka szycha!
Dariusz, jebany kibolski ważniak z Górnika Zabrze.
Między familokami jego audi. Jedzie wolno, na pewno nie wie, że my tu jesteśmy. Kilkunastu chłopa z niebieskich. Z którymi Górnik ma kosę.
Do aut i kurwa za nim!
Jeździmy między budynkami, kaj on jest?! Chyba go zgubiliśmy. Pierdolić go, trudno.
I nagle wyjeżdża z bocznej uliczki, wprost na nasz wóz.
A my trzymamy metalowe pałki i bejsbole. I już wiemy, że go mamy.
Jeszcze próbuje wrzucić wsteczny, ale ma chyba uszkodzoną skrzynię biegów. On też już wie, że jest nasz. Ale otwiera drzwi auta i zaczyna biec. Wyskakujemy i biegiem za nim. Kilku naszych zatrzymuje się przy audi, wybijają szyby, tłuką reflektory. Reszta jak w amoku, jak psy gończe.
Dopadamy go na Królowej Jadwigi. Musiał się o coś potknąć, bo upadł. I już nie wstanie. Spadają na niego ciosy pięści i pałki. Kopniaki gdzie się da, po całym ciele. Próbuje się zasłaniać rękami, to go pałą w te łapy. Już się ledwo rusza, jeden z nas skacze mu na głowę, żeby doprawić.
- Załatwiony - słyszymy. Znak do odwrotu. Ile to mogło wszystko trwać? Osiemnaście sekund?
Ładujemy się do wozów, jedziemy ulicą Królowej Jadwigi. Wciąż tam leży, nawet nie drgnie, wygląda, jakby już nie żył. I chuj. Czym się przejmować?
Wiadomo, że w pościg za nami ruszą najpierw psy z Rudy Śląskiej. Więc my, dla zmyłki, kierunek Bytom.
Na Królowej Jadwigi leży szycha z Torcidy. Warto to uczcić hot dogami na stacji benzynowej. Z ostrą musztardą i sosem tysiąca wysp.
26 października 2017
Wszyscy już wiedzą, internety prześcigają się w szczegółach.
Podobno widziała nas ekspedientka ze spożywczego. Liczyła towar na zapleczu. Zeznała, że od niechcenia spojrzała na obraz z kamer monitoringu i gapiła się w ekran bez słowa, jakby zamrożona. Gdy odjechaliśmy, wezwała pogotowie.
Zeznała psom, że jeden z nas kopał leżącego po głowie tak wściekle, że pozostali musieli go odciągnąć. Ja tego nie pamiętam, bo to były sekundy.
Podobno jak przyjechało pogotowie, on już nie oddychał, nie można było wyczuć tętna, ale ratownicy sprawili, że jego serce znów zaczęło bić. Zapakowali go nieprzytomnego do karetki i pędem do szpitala. Po drodze musieli go reanimować po raz drugi. Aż dojechali do szpitala w Blachowni. To koło Częstochowy.
31 października 2017
Szok. On nie żyje. Nie odzyskał przytomności w tej Blachowni. Podobno w akcie zgonu lekarz napisał: "uszkodzenie pnia mózgu".
Lekka załamka. Chcieliśmy pobić, nastraszyć, dać nauczkę, poniżyć, pokazać, kto rządzi. Ale nie zabić.
I co teraz? Będą kłopoty? Policja się będzie dopierdalać? A może - jak mówią nasi - sprawa rozejdzie się po kościach, jak ze wszystkim, co do tej pory robiliśmy?
A jak nie?
W sumie on z Torcidy, więc mu się należało.
Torcida. Kibole Górnika Zabrze. Dwa uczucia - nienawiść i zemsta. A ten Darek? Notowany za atak na Cyganów, za udział w chuligańskim zbiegowisku, za handel dopalaczami. Ale nie obijał się na siłce. I charakterny, nigdy nie gadał z policją. Był na każdym meczu Górnika Zabrze. Kozak.
Nie spodziewał się nas. Odwoził swoją dziewczynę do Rudy Śląskiej. A miasto jest podzielone pomiędzy Górnika Zabrze i Ruch Chorzów. Każdy może zobaczyć, gdzie kto rządzi, choćby na murach budynków - symbole klubów to granice wpływów. Noszenie emblematów swojej drużyny jest ryzykowne, można dostać po ryju. Pokrzywdzeni tracą szaliki, koszulki, bluzy. Wybitych zębów nikt nie liczy.
Ale Królowej Jadwigi to teren żaboli.
Na zamkniętym forum kibicowskim ktoś wpisuje: "Przed laty w podobny sposób zajebaliście nam Remika. Rachunki wyrównane".
I dobrze. Kibolska Polska musi wiedzieć, że Darka zajebali kibole Ruchu Chorzów.
1 listopada 2017
O Remiku pamiętamy, to nasza legenda. Na jego grobie zawsze stoją setki zniczy. To od niego zaczęła się święta wojna między niebieskimi i żabolami.
Sobota przed Zielonymi Świątkami, 17 maja 1997 roku. W śląskich wsiach i miasteczkach płoną ogniska. Na granicy Radlina i rybnickiej dzielnicy Niedobczyce też. Po jednej stronie asfaltowej drogi ognisko rozpalają nasi, z Ruchu Chorzów, po drugiej szalikowcy Górnika Zabrze. Wszyscy mieszkają na osiedlu Wrębowa w Niedobczycach.
Zapach smażonej kiełbasy, żarty, śmiechy, dużo piwa. Zaczynają żabole, na cały głos, po polach niesie się przyśpiewka: "Zawsze i wszędzie Ruch Chorzów jebany będzie".
Nasi nie gorsi. Drą się jeszcze głośniej: "Ruch, Ruch, HKS! Pierdolę cię, zabrzański psie!". Niedziela, ogniska, kiełbasy, a jest prawie jak na stadionie. Eskalacja.
Tamci wrzeszczą: - Konfidenci!
My odpowiadamy: - Pedały! Pedały!
I ruszamy na te kurwy.
Żabole uciekają, ale szybko się ogarniają. Demolują szkolne boisko, wyrywają deski z ławek, łapią jakieś kije. Ktoś wrzeszczy, że leci do domu po nunczako. Nie zostawią tak tego, muszą się odegrać, uzbrojeni wracają w pobliże asfaltowej drogi. Nasze ognisko już dogasa, siedzi przy nim tylko czterech chłopaków. Dwóch naszych na widok kiboli Torcidy ucieka ulicą w kierunku baru Edyta. Pozostała dwójka, Krzysiek i Remik, rusza w stronę pobliskiej skarpy. Żabole za nimi.
Krzysiek ma szczęście: przewrócili go na ziemię, dostał po plecach, nogach, jeden cios w kark. Kiedy się ocknął, nikogo już nie było. Uciekł do domu.
Remigiusz, jego bliski kumpel, miał 19 lat. Uczeń maturalnej klasy w Zespole Szkół Mechanicznych w Rybniku. Za cztery dni miał mieć ostatni egzamin, z historii, ale nie wrócił do domu z ogniska. Nad ranem ktoś znalazł jego ciało w głębokiej trawie w pobliżu skarpy. Remik miał rozbitą głowę. Obok niego leżało 12 zakrwawionych drewnianych pałek.
Na pogrzeb Remika przyjechało ponad tysiąc kiboli. Policja obstawiła trasę konduktu, sklepikarzom i restauratorom radzili pozamykać lokale.
Prosto z cmentarza w niebieskich szalikach Ruchu Chorzów poszliśmy na miejsce, gdzie żabole dopadli Remika. Ustawiliśmy tam krzyż, a na nim napis: "Zło dobrem zwyciężaj". Odśpiewaliśmy klubowy hymn, zapaliliśmy znicze.
A te kurwy z Torcidy krzyczały z bloków na osiedlu Wrębowa: - Jeden do zera dla Górnika!
Jakbyśmy tam wpadli, poleciałyby wszystkie szyby w oknach, ale policja ustawia szczelny kordon.
Psy złapały tych, co zajebali nam Remika. Ten, co zadał najwięcej ciosów, posiedział sześć lat. Inni po cztery, pięć. Reszta dostała zawiasy. Parę lat za śmierć!
A te kurwy żabolskie dzwonią w nocy do macochy Remika i skandują do słuchawki: "Jeden zero dla Górnika. Wy nie macie Remika". Czasem ktoś powie: "Górnik żyje, Remik gnije".
A my? Co roku organizujemy w Radlinie halowy turniej piłkarski, tak czcimy pamięć Remika. Na ścianie pawilonu handlowego obok hali sportowej wieszamy napis: "Bóg wybaczy - my nigdy. Remi, nie zapomnimy".
Jest nienawiść, jest kosa.
2 listopada 2017
Na skarpie, gdzie zginął Remik, stoją dwa krzyże. Jeden duży, ten nasz. Drugi mały, na polu, gdzie znaleziono zwłoki. Ktoś napisał palcem na śniegu: "Niebiescy to chuje".
My!?
10 sierpnia 2002 roku dochodzi do starcia na ulicy Różańskiego w Zabrzu, na terenie żaboli. My i oni. Najpierw petardy, jak przygotowanie artyleryjskie. My w nich, oni w nas. Jeden z ładunków, wzmocniony śrubami, eksploduje na kroczu Rajmunda z Rudy Śląskiej. Chłopak ma tylko 16 lat. Umiera w szpitalu. Na ścianach kamienic w wielu śląskich miastach obiecujemy farbą: "Rajmunda pomścimy".
Na pogrzebie tłum. Niektórzy z naszych założyli koszulki z napisem "Chuliganeria". Ksiądz prosi nad grobem: "W imieniu Rajmunda proszę was o miłosierdzie. Nie dajcie się sprowokować i nie pozwólcie, aby zapanowało zło, nie kierujcie się zasadą oko za oko".
Ktoś z naszych apeluje na stronie internetowej "Niebieskich", żeby po pogrzebie Rajmunda nie brać odwetu na kibicach Górnika Zabrze, bo "śmierć jakiegoś żabola nic już nie zmieni".
Ten apel to dla picu, chuj z tym. Już w drodze na cmentarz atakujemy ekipę jakiejś telewizji. Na kimś zemścić się trzeba. Rozbijamy im kamerę, podobno kurewsko drogą, ale to za mało.
- Rachunki trzeba wyrównać. Zabrze ma spłynąć krwią. Jeżeli nie dzisiaj, to wkrótce - taką przysięgę składamy nad trumną Rajmunda i przykrywamy ją niebieskimi szalikami.
Wyrównamy rachunki. Cierpliwości.
3 listopada 2017
Ktoś puszcza plotkę, że załatwiliśmy Darka maczetami. Co za zniewaga! Było dziesięciu chopa na jednego, maczety nie były nam potrzebne. To by było niehonorowe, tak robią ino pizdy! Ktoś chce nas zhańbić, wiadomo. Musimy udowodnić, że nie było maczet, ale jak?
Wydać oświadczenie? Kibole innych drużyn umrą ze śmiechu.
Zwołać konferencję prasową? Policja ino na to czeka.
Nasz wywiad zdobywa kopię nagrania z zabójstwa Darka. Z kamery tego sklepu spożywczego, przed którym go zatłukliśmy.
Nagranie zaczyna się 17 sekund po godzinie 22.15. Widać uciekającego Darka, pięć sekund później upada. Nie widać naszych twarzy, bo wszyscy mamy na głowach kaptury.
Nasi przekazują nagranie kibolom GKS-u Katowice, którzy mają sztamę z Górnikiem. Torcida ogląda film, ale plotki o maczetach nie odwołuje. Za to wszyscy rozkminiają na forach, czy to było zabójstwo honorowe? I czy aby nie przesadziliśmy?
Nożeż kurwa! A co masz powiedzieć, jak czytasz: "Przecież ten kop w tył głowy praktycznie zabił. No cud, że on w ogóle przeżył te kilka dni. Jesteście zwykłymi kurwami. Czołówka polskiej chuliganerii, a musi katować człowieka już nieprzytomnego. Jebać Was".
No to dajemy odpór. Odpowiadamy - każdy, jak umie: "Nie bądź taki kozak. Torcida parę lat temu mnie na ogródkach w centrum Piekar tak samo przekopała. Na spokojnie było was wtedy ponad 10 chłopa. We 4 nie potrafiliście se poradzic z 2 typami z Ruchu to po kolegów dzwoniliście. Ot taka ciekawostka odnośnie przewagi liczebnej".
Albo tak: "Nie była to żadna ekzekuzja, jak żeście tu jebane downy żabskie pisali. Przekopa i stało się jak się stało. Robił to samo w drugą stronę".
A oni swoje: "Od kiedy do przekopki używa się pałki/pręta? Od kiedy w takich sytuacjach skacze się nieprzytomnemu po głowie? Jesteś totalnym debilem i wielki huj ci do ryja!".
No to my: "Zamknijcie ryje gimbusy, bo chuja wiecie co się działo i nadal dzieje po tej śmierci".
A oni: "Jak widać bronią tutaj swoich sami kibice Ruchu bo każdy racjonalnie myślący widzi film i widzi, że to jest napaść z zamiarem zabicia. Wystarczy zobaczyć co robi to najbliżej jego głowy. To zwykły morderca, który wiedział co robi. Poza tym na fonie widać jak jest bity jakąś pałką i nożem więc to już nie jest żadna przekopka. Zabiliście z premedytacją, a udawanie, że tak nie było pokazuje że jesteście pokroju tych morderców, niczym się nie różnicie. Gardzę wami".
I jeszcze to: "Już widzę jakby tak Górnik wam chłopaka zajebał co byście pisali. Nie macie kurwy niebieskie honoru, żeby przynajmniej napisać, że zajebaliście chłopaka w kompletnie frajerski sposób. Mam nadzieję, że koleżkę z pałką i tego następnego bohatera kopiącego w twarz nieprzytomnego spotka karma i to szybko. Chuj mnie obchodzi czy zrobi to Górnik, wkurwiony sąsiad, taksówkarz czy boy hotelowy kiedy frajer pojedzie na wakacje do Bułgarii".
Po jakąś cholerę w dyskusję włącza się Grażyna Dziedzic, prezydent Rudy Śląskiej. I wypisuje, że Darek musiał być kibolem, i to "bardzo agresywnym", i to "nie z naszego miasta". A w następnym poście dodaje, że: "zginął młody człowiek, a mógł żyć... czemu zginął?! Czy czasem nie było w tym porachunków?".
Jej wpis podgrzewa żaboli. Jadą z nią ostro.
"Jedziemy kurwo po Ciebie"; "ChoRzowska kurwa do gazu"; "Żeby francę tramwaj przejechał"; "Jak tylko przekroczy rude sl to załadować jej rakietę w dupsko"; "Gdyby to się stało mojemu dziecku to osobiście kurwo bym Cię zajebał i twój kurwo łeb wrzucił bym na pożarcie psom w schronisku w Rudzie".
A ona musi się wystraszyć, bo próbuje łagodzić, że "jej komentarz był niefortunny", że "w Rudzie Śląskiej mieszkają kibice zarówno Górnika, jak i Ruchu, i obu grupom jestem tak samo przychylna. Nie mogę jednak tolerować aktów przemocy czy wandalizmu szerzonych pod płaszczykiem sympatii do którejś z drużyn. Śmierć tego mężczyzny wywołała w mieście napięcie, wiem, że teraz jedni kibice polują na drugich. To nie jest normalne i rodzi zagrożenia dla mieszkańców".
A potem prosi policję, żeby patrolowała przed jej domem.
5 listopada 2017
Mieli rację ci, który mówili, że psy nam nie darują. Nasz wywiad donosi, że do Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach oraz Centralnego Biura Śledczego Policji listonosz miał przynieść dwie duże koperty. Na każdej nagłówek: "Historia, działania, cele oraz ludzie gangu Psycho Fans - zorganizowanej międzynarodowej grupy przestępczej wywodzącej się ze środowiska pseudokibiców Ruchu Chorzów". Podobno miały być tam nasze nazwiska. Lista wszystkich, którzy brali udział w obławie na Darka.
Kurwa! Czy to prawda?
A co na to Baluś? Szef wywiadu naszej grupy, numer cztery w hierarchii. Musi coś wiedzieć. I musi coś zrobić, przecież też brał w tym udział. Jeśli jest jakaś lista, jego nazwisko też jest na niej zapisane.
7 grudnia 2017
Szkoda ojca tego Darka. Film z naszej akcji krąży po internecie.
- Widziałem, jak mordują mojego syna. Do dziś żałuję, że to zobaczyłem - mówi.
Lekki kwas. Gadamy z chłopakami.
Ale w sumie to można podciągnąć pod wypadek.
Nie chcieliśmy zabić, sam wpadł nam w ręce.
Żabole zaczęli tę wojnę, a na wojnie są ofiary.
Jednak śmierć - czy to nie za duża kara? Taka nieodwracalna.
Bo w sumie to nie Dariusz zabił Remika.
Ale jednak żabol.
Kodeks mówi, żeby okiem za oko, a zębem za ząb.
I śmiercią za śmierć.
Zemsta jest ważna.
I nie ma co żałować.
Stało się i się nie odstanie.
Postąpiliśmy jak należy. Honorowo. Godnie.
Sumienia mamy czyste.
Zajebiście jest, jak za dzieciaka przed pierwszą spowiedzią w konfesjonale. Wchodzisz do kościoła brudny, a wychodzisz rozgrzeszony.