Wojna u progu?
Historycznie biorąc, logika wojny zawsze brała górę nad logiką pokoju.
Człowiek od zarania podbijał nowe ziemie, cywilizował nowe ludy,
powiększał lub chronił swoje terytoria, bronił swojej kultury, swoich
ludzi, swojego narodu. Wywoływał konflikty wojenne tak z powodów
polityczno-wojskowych, jak i terytorialnych czy religijnych. Często były
one konsekwencją bezwzględnych interesów, ale też i ludzkich przywar:
egoizmu, materializmu, chciwości, przebiegłości. I chociaż zawsze
oceniano je negatywnie, wciąż pozostają zjawiskiem aktualnym.
W obliczu katastrofy wojennej nasz bezpieczny i przewidywalny świat
znika. Spokojna, pełna jasnych planów na przyszłość, komfortowa
egzystencja dobiega końca. Opanowuje nas ponura rzeczywistość.
Banki, sklepy, stacje benzynowe i kawiarnie zostaną zamknięte. Prędzej
czy później miasto będzie pozbawione energii elektrycznej, uszkodzeniu
ulegnie dopływ wody, przestanie działać kanalizacja, zostanie odcięty
gaz. Komputer zwolni, zniknie połączenie komórkowe. Bombardowanie
spowoduje pożary, zniszczy domostwa, doprowadzi do katastrofy. Naruszone
zostaną wszelkie normy sanitarne. Uzbrojeni szabrownicy rozpoczną
plądrowanie.
Pokój jest jednym z najcenniejszych dóbr ludzkości, wojna zaś to śmierć,
terror, niewyobrażalne cierpienie, głód i materialne zniszczenia.
Nabiera zatem aktualności sentencja Si vis pacem, para bellum - jeśli
chcesz pokoju, przygotuj się do wojny. To łacińskie powiedzenie jest
parafraza sformułowania Publiusza Flawiusza Wegecjusza Renatusa,
cesarskiego urzędnika i historyka żyjącego w IV w. n.e.: Igitur qui
desiderat pacem, praeparet bellum: zatem, kto dąży do pokoju, niech
przygotuje wojnę. Powyższa dewiza z dzieła o sztuce wojennej była
wielokrotnie wykorzystywana w najważniejszych poradnikach strategii
utrzymania władzy, na przykład w Księciu, słynnym dziele
Machiavellego, oraz w stosunkach międzynarodowych, aby legitymizować
zasadę odstraszania i unikania konfliktów, jednym słowem: tworzenia
systemu równowagi między supermocarstwami.
W obliczu nadchodzącego konfliktu wojennego
Inwazja Rosji w Ukrainie cofnęła nas do czasów zimnej wojny, zagrażając
pokojowi na całym kontynencie. Od 24 lutego 2022 roku Europa przeżywa na
swoim obrzeżu nieznaną od dziesiątków lat nawałnicę militarną dotykającą
pokojowo nastawionego sąsiada, z którym agresora łączyły ścisłe więzi
międzyludzkie. Rządy przygotowują więc coraz ostrzejsze sankcje, aby
zatopić gospodarkę Rosji i odizolować ją od reszty świata, a uwagę
opinii publicznej coraz mocniej przykuwa przebieg wojny. Dawno minęły
czasy, kiedy Stany Zjednoczone za pomocą odtajnionych danych obalały
kłamstwa Związku Sowieckiego na temat jego aktywności na Kubie lub kiedy
blask ognia artyleryjskiego był jedynym dostępnym żywym obrazem kampanii
Pustynna burza w Bagdadzie. Teraz za pośrednictwem Twittera, TikToka i Telegramu świat chłonie militarne operacje agresora niemal w czasie
rzeczywistym.
Śledzimy na żywo ten bestialski najazd i chcemy wierzyć, że wojna
globalna jest nierealna. Bo - tłumaczymy sobie - Ukraina nie jest
przecież członkiem paktu NATO, zatem nie stworzy pretekstu do starcia
militarnego. Ale wojska Władimira Putina dopuszczają się szatańskich
zbrodni wojennych i ludobójstwa na terytorium niezawisłego kraju. A także prowokacji. Nic dziwnego, że rośnie strach przed konfliktem o wymiarze totalnym. Nie wiemy, co się wydarzy jutro, pojutrze. Czy pożoga
wojenna rozprzestrzeni się i zburzy nasze codzienne życie?
Jest mało prawdopodobne, by obywatele kwitnącego Belgradu, stolicy
państwa w centrum spokojnej Europy, zakładali, że ich ulice zostaną
zbombardowane przez samoloty "najbardziej demokratycznego" kraju świata.
Nie myśleli też o tym mieszkańcy proklamowanych w 2014 roku przez
prorosyjskich separatystów samozwańczych republik, donieckiej i ługańskiej, których tysiące zostały bestialsko zamordowane przez
własnych rodaków. Historia zna niezliczone przykłady wojny domowej,
która nie tylko puka do drzwi, ale w każdej chwili może się włamać. W każdej chwili uzbrojeni mężczyźni mogą wpaść i domagać się praw do
twojego życia i własności.
Rosyjska inwazja na Ukrainę sprawiła, że rywalizacja między dwoma
blokami - jednego skupionego wokół sojuszu Chin i Rosji, a drugiego
wokół Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej - weszła w fazę
krytyczną. Wojna przeniosła się już niemal na naszą granicę. Świat
stanął u progu nowej zimnej wojny, a to oznacza niebezpieczny moment w dziejach. Wspomnijmy Sarajewo 1914 roku i pierwszą wojnę światową, jeden
z największych konfliktów zbrojnych w historii świata. Jej wybuch był
przesądzony, niewiadomą było tylko, kiedy on nastąpi. Dziś jest tak
samo, Europa siedzi na beczce prochu, wystarczy iskra, żeby nastąpił
wybuch. Stąd gorączkowe pytania: czy Putin zaatakuje Polskę i czy nasz
kraj zostanie wciągnięty w trzecią wojnę światową?
Kiedy agresor zbliża się do miasta, naturalną reakcją jest zadanie sobie
pytania, jak się zachować w tej nowej, niecodziennej sytuacji. Obcy i wrogi najeźdźca został wysłany z bronią w ręce do twojej ojczyzny, aby
podbijać, niszczyć i zabijać. Dręczą cię niepewność, niepokój, a także
strach i troska o bliskich. W jednej chwili ważne stają się sprawy, o których wcześniej nikt nie myślał. Jednak praktyka pokazuje, że wojna
szybko uczy survivalu, umiejętności radzenia sobie w krańcowych
warunkach.
Ten poradnik przetrwania podczas konfliktu wojennego, przygotowany we
współpracy ze specjalistami od zarządzania kryzysowego, ma dostarczyć
informacji, jak uniknąć zagrożenia i jak się zachować, gdy ono wystąpi.
Zawarta w nim wiedza uchroni cię przed fatalnymi błędami, a być może
nawet ocali życie.
Poniższe rady zostały opracowane z myślą o najgorszych możliwych
scenariuszach, chociaż, dodajmy, nie zawsze wszystko da się przewidzieć.
Warto się z nimi zapoznać i je przyswoić.
Pozostaje tylko modlić się gorliwie, aby nigdy nie nadszedł dzień, w którym będziesz potrzebować tej wiedzy.
Świat wojny
Trzydzieści lat po zakończeniu zimnej wojny Europa stoi przed coraz
bardziej złożonymi zagrożeniami i wyzwaniami. Na Bliskim Wschodzie i w innych częściach świata wciąż trwają nierozwiązane konflikty. Dają się
we znaki nielegalna imigracja, terroryzm i przestępczość zorganizowana.
Jeszcze nie skończyła się pandemia, a już Rosja rozpętała wojnę w Ukrainie. W tak krótkim czasie świat doznaje dwóch potężnych wstrząsów.
To złudzenie, że najgorsza z pandemii jest już za nami. Powinniśmy
zachować czujność i unikać zbyt pośpiesznego ogłaszania zwycięstwa.
Szczepionki pomogły powrócić do stanu półnormalności i COVID-19 może
przerodzić się w chorobę endemiczną. Pamiętamy, jak w sławetnym
wywiadzie dla magazynu "Wired" Barack Obama dowodził, że wolne
społeczeństwa stworzyły najlepszy czas na życie od początku historii
ludzkości. Jak bardzo się pomylił! Jeśli chodzi o inwazję na Ukrainie,
to przeszliśmy płynnie od stanu zagrożenia zdrowia do perspektywy
wojennej.
Władimir Putin, napaddając na Ukrainę, rozpoczął bezprecedensową wojnę
nie tylko z sąsiednim krajem, ale też z całą Europą i całym Zachodem.
Próba destrukcji demokratycznego świata, zasad nienaruszalności granic
oraz praw państw do samostanowienia jest niewybaczalna i nigdy nie
zostanie zapomniana. Pogwałcenie suwerenności Ukrainy i brutalny atak
zbrojny Rosji na to państwo napawa Europę niepokojem.
Godzina policyjna, lockdown, lekarze na pierwszej linii, wojenny
leksykon, wszystko jest takie samo i jednakowo powszechne. Oba
wydarzenia się ze sobą wiążą, nawet jeśli okoliczności, które je
spowodowały, są zupełnie inne. Widać pewną paralelę między pandemią i wojną a Apokalipsą świętego Jana. Mamy już dwóch jeźdźców Apokalipsy, do
których, ze względu na brak zapasów zboża w "spichlerzu Europy", za rok
może dołączyć trzeci - symbol głodu. Baranek Paschalny miałby jeszcze do
rozpakowania kolejne trzy pieczęcie otwierające gromy, błyskawice i trzęsienia ziemi, czyli totalną destrukcję. Można mieć żal do tysięcy
dyplomatów, polityków, naukowców, agentów wywiadu, że nie potrafili
zapobiec tej wojnie. Aby uniknąć głodu, trzeba natychmiast ją zakończyć.
Schylam głowę przed garstką bojowników podziemia kombinatu Azowstal,
ostatniego bastionu obrony Mariupola - uosobienia piekła na ziemi,
których heroiczny, prawie trzymiesięczny opór nie poszedł na marne.
Zabarykadowani bez wody i jedzenia skomplikowali plany najeźdźcy,
uniemożliwiając Putinowi szybkie zdobycie miasta, pokazali niewydolność
armii rosyjskiej, powstrzymali ofensywę na Krym, dając armii ukraińskiej
czas na dozbrojenie ze strony Zachodu. Mariupol w przyszłości będzie
znaczniejszą legendą niż Majdan. Oprócz żołnierzy Samodzielnej Piechoty
Morskiej walczył tam podlegający bezpośrednio Ministerstwu Spraw
Wewnętrznych sławny pułk Azow. Świetnie wyszkolony, słynący z odwagi i skuteczności, został sformowany w 2014 roku między innymi z prawicowych
radykałów i neonazistów. Właśnie kontrowersje w związku z jego
nacjonalistycznymi korzeniami stały się jednym z propagandowych
pretekstów do inwazji na Ukrainę. Rosjanie go nienawidzą i się go boją,
bo Azow już osiem lat temu nie pozwolił im wejść do Mariupola, gdy Putin
proklamował samozwańcze "republiki ludowe" charkowską, doniecką oraz
ługańską.
Tym razem ci niegrzeczni chłopcy stali się swoistym symbolem oporu i niezłomności narodu ukraińskiego. Ich bój w kombinacie metalurgicznym
przywoływał na myśl bitwę pod Termopilami toczoną 25 wieków temu podczas
drugiej wojny perskiej, utrwaloną jako metafora poświęcenia życia na
polu bitwy. Ale też i bój o fort Alamo sprzed 187 lat, w którym podczas
walki o niepodległość 183 Teksańczyków stawiało czoło trzytysięcznej
armii meksykańskiego dyktatora. Śmierć ponieśli prawie wszyscy, jednakże
trzynastodniowe oblężenie powstrzymało na pewien czas pochód wroga.
Sława narodowych bohaterów i przeciągający się konflikt zbrojny
przyniosły diametralną zmianę w postrzeganiu pułku Azow, ludzie
zapomnieli o towarzyszących wcześniej tej formacji neonazistowskich
konotacjach. Rosjanie, dla których jest ona wcieleniem wszelkiego zła,
będą nadal odwoływać się do czarnej legendy kraju z faszystowskimi
insygniami.
Nie kryję podziwu dla odwagi, determinacji, patriotycznej postawy
narodu, który stawia opór zbrodni putinowskiej machiny militarnej o niebywałej skali, popełnianej na bratnim narodzie, w której łamanie praw
wojny stało się częścią doktryny. Bestialstwo żołnierzy agresora,
eksterminacja narodu, apokaliptyczne sceny, które nie pozwalają zasnąć w nocy, zostaną zapisane jako najbardziej barbarzyńskie w historii.
Nie poddaję się maniakalnej poprawności i nie mam wątpliwości, że pożoga
wojenna w Ukrainie to konflikt Stanów Zjednoczonych i NATO z imperium
zła. Kijów został złożony w ofierze na amerykańskim ołtarzu wojen
światowych, które napędzają gospodarkę. Wiele rządów europejskich obiera
zupełnie inne kierunki niż te, które wytyczono zaledwie dwa miesiące
wcześniej: sankcje wobec agresora, które nie dają oczekiwanych skutków,
broń dla Ukrainy i zbrojenia, dywersyfikacja energetyczna, akceptacja
nadmiernego uchodźstwa. Europejczycy zaczynają bać się zapaści
ekonomicznej i udręczenia egzystencjalnego.
Putin nie zaprzestanie wojny na wyniszczenie i... w końcu prawdopodobnie
ją wygra. Weźmie górę jego terroryzująca karta ostatniego ratunku -
szantaż nuklearny.
Od momentu powstania w 1947 roku Zegara Apokalipsy, metaforycznego
czasomierza wymyślonego na uniwersytecie w Chicago, który na podstawie
zachodzących napięć na świecie oblicza, ile czasu pozostało do
hipotetycznego końca świata, ludzkość nigdy jeszcze nie zbliżyła się tak
bardzo do samozagłady. W końcu lutego 2022 roku wskazówka zatrzymała się
100 sekund przed północą.
Mimo postępującego rozwoju sztucznej inteligencji świat nie wymyślił
dotąd kieszonkowego sygnalizatora zagrożenia. Bywa ono jednoznaczne, ale
czasem podpełza niespodziewanie, płynie spokojną falą i trudno
stwierdzić, czy stan zagrożenia przekroczył już Rubikon, za którym
stanowi dla nas realne niebezpieczeństwo.
A przecież skuteczne działania prewencyjne musisz podjąć w odpowiedniej
chwili. Spóźniona reakcja może cię kosztować więcej wysiłku, wyższe
ryzyko, a w niesprzyjających okolicznościach - ceną będzie porażka.
Dlatego otwórz umysł i obserwuj świat wokół siebie. Oto twój czujnik.
Każdy z nas mieszka w znanym sobie środowisku, które hołduje pewnym
normom, zachowaniom, ma własne reguły i przyzwyczajenia. Pierwszym
sygnałem ostrzegawczym winny być zmiany w tych obszarach. I absolutnie
nie oznacza to, że pojawiło się realne zagrożenie zewnętrzne. Bywa i tak, że w odruchu stadnym ludzie ulegają społecznej histerii, i to
właśnie ich nieracjonalne działania, a nie realne zagrożenie zewnętrzne,
stanowić będą problem.
Warto jednak wzmóc czujność, gdy pojawiają się sygnały ostrzegawcze.
Objawy medialne
Jak wychwycić narastanie atmosfery zagrożenia?
Zauważ, że w internecie, telewizji i radiu częściej niż zwykle
wypowiadają się analitycy sytuacji międzynarodowej, stratedzy i specjaliści od konfliktów, szczegółowo rozpatrywane są zachowania
przywódców państw, ruchy armii, media przyglądają się manewrom.
W sytuacji wojny w państwie ościennym takie zainteresowanie jest
oczywiste, ale może nadejść chwila, gdy wojskowi czy politolodzy zaczną
"gdybać". Czynić założenia, że w razie eskalacji konfliktu, w wypadku
naruszenia naszych granic, w sytuacji konieczności obrony... Potem dodadzą
wprawdzie, że tylko luźno rozpatrywali rozmaite ewentualności, ale skoro
o tym mówią, to znaczy, że o tym myślą. Uważają to za możliwe.
Przy tym w mediach pojawia się coraz więcej poradników survivalowych. I nie mam tu na myśli opowieści z lasu typu "jak rozpalić ogień nożem".
Raczej wskazówki, jak sobie radzić, gdyby zabrakło gazu, gdyby wyłączono
prąd, jak upiec chleb w domu i jak filtrować deszczówkę.
Do myślenia dać musi też uaktywnienie się wszelkiej maści youtuberów i instagramerów, których życie toczy się wokół podróży, turystyki i survivalu - i każdy z nich będzie udzielał dobrych rad, co robić w razie
kryzysu.
I znów - nie oznacza to, że nadciąga wojna. Jedynie - że społeczny
niepokój obudził w mediach zapotrzebowanie na takie treści.
Zwróć też uwagę, jakie branże reprezentują ludzie, z którymi robi się
wywiady, komu podsuwa mikrofon, kogo polubiła kamera. Jeśli są to
osobnicy samodzielni, sprawni, pomysłowi - oto kolejny sygnał, że
właśnie pojawiło się zainteresowanie takimi postawami.
Zachowania ludzi
Wokół ciebie przemyka rój ludzi. Stale. Każdy ma swój cel, śpieszy się
do pracy, domu, klubu, znajomych, na zakupy. I naraz ten tłum zaczyna
tętnić inaczej. Zaaferowani ludzie pędzą w inną stronę. Do sklepów
zamiast do kina. Po konserwy i papier toaletowy zamiast na sushi.
Zmniejsza się zapotrzebowanie na rozrywkę, wzrasta - na bezpieczeństwo.
W sytuacji społecznej niepewności radykalnie maleją wydatki na zabawę,
turystykę, spadają inwestycje długoterminowe. Coraz mniej osób czyni
życiowe plany na "za rok". Odkłada się śluby, zakup mieszkań (więc
spadają ceny nieruchomości), w dół leci rynek samochodów, leasingu.
Niepewność przetykana znakami zapytania wyziera z każdej niemal rozmowy,
publikacji w mediach społecznościowych, każdego komentarza.
Jednocześnie kto może, przyśpiesza termin koniecznych zabiegów,
operacji, terapii.
Symptomem sytuacji kryzysowej będzie zauważalny zanik uśmiechu - choć w Polsce i tak panuje dość powszechne ponuractwo. Zamyśleni, zamknięci w sobie ludzie będą wykazywać deficyt dobrego humoru i empatii.
Nieuchronnie także poczujesz niepokój. Nie poddawaj mu się w odruchu
stadnym. Przeanalizuj sytuację - być może zapanowała samonapędzająca się
społeczna panika. Ale też nie ignoruj tych uczuć. Na kolejnych stronach
odpowiemy sobie razem po wielokroć, co robić w takim wypadku.
Działania służb bezpieczeństwa i ratunkowych
Jeśli analitycy uznają, że zbliża się zagrożenie, władze uruchomią
- często bez naszej wiedzy - procedury kryzysowe. Z urlopów zostaną
odwołani wszyscy wojskowi, strażacy, policjanci, służby medyczne i ratunkowe. Pojawią się wzmożone kontrole przeciwpożarowe, spisy i weryfikacje infrastruktury. Mogą zostać odwołane mniej pilne zabiegi.
Instytucje strategiczne, magazyny, linie kolejowe czy węzły
komunikacyjne mogą otrzymać dodatkową ochronę lub pośpiesznie
zainstalowany monitoring.
Niewykluczone, że nastąpi weryfikacja wszystkich osób posiadających broń
- myśliwską, sportową czy do obrony własnej. W ślad za nią rząd czasem
uruchamia konfiskatę broni - ale nie jest to powszechne.
Te objawy oznaczają tylko, że administracja nie zasypia gruszek w popiele. Chce być gotowa na ewentualne działania wojenne. Od tej chwili
daleko do samej wojny - to jak zakładanie kamizelki kuloodpornej przed
spodziewanym ostrzałem, który być może nie nastąpi.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki