Totalna wojna i totalana paranoja.Niemiecki generał o wojnie i polityce.
Aliancka propaganda w okresie pierwszej wojny światowej nazywała go
jednym ze "straszliwych Dioskurów". W amerykańskiej prasie na początku
lat dwudziestych XX wieku pisano o nim jako o "najniebezpieczniejszym
człowieku w Niemczech". W listopadzie 1923 roku maszerował obok Adolfa
Hitlera w centrum Monachium podczas nieudanego puczu przeciw władzom
republikańskiej Rzeszy Niemieckiej. Po upływie paru lat pisał o Hitlerze
jako o "zdrajcy narodu niemieckiego". Jednak w jego pogrzebie osobiście
wziął udział przywódca III Rzeszy.
Erich Ludendorff - autor Wojny totalnej był jednym z najwybitniejszych
niemieckich dowódców okresu Wielkiej Wojny (1914-1918), marnym
politykiem i jeszcze gorszym publicystą i pisarzem politycznym. Jednak
nie można go pominąć, omawiając dzieje Niemiec między wybuchem pierwszej
wojny światowej a przejęciem władzy w tym kraju przez narodowych
socjalistów.
Erich Ludendorff urodził się w 1865 roku w Kruszczewinie pod Swarzędzem.
Ojciec przyszłego generalnego kwatermistrza armii niemieckiej, Wilhelm
Ludendorff - właściciel dóbr rycerskich w Kruszczewinie, pochodził z rodziny bogatych kupców pomorskich1. Mieszczańskie
pochodzenie okazało się w przyszłości "szklanym sufitem" dla ambitnego i uzdolnionego oficera, który na swojej skórze przekonał się o istniejącej
w pruskiej armii niepisanej, acz bezwzględnie przestrzeganej zasady,
wedle której najwyższe stanowiska w siłach zbrojnych (przede wszystkim w armii lądowej) zarezerwowane były dla oficerów pochodzenia
szlacheckiego.
W 1877 roku Erich Ludendorff rozpoczął wojskową edukację. Po ukończeniu
w 1882 roku szkoły kadetów w Groß-Lichterfelde rozpoczął rutynową służbę
garnizonową (początkowo w Nadrenii). Dość szybko rozpoznano jego talenty
sztabowe. Uwagę zwierzchników Ludendorffa zwróciła również jego wiedza w zakresie historii wojskowości. W latach 1890-1893 odbył szkolenie w niemieckim Sztabie Generalnym. W latach 1894-1904 pełnił funkcję oficera
sztabowego w garnizonach w Magdeburgu, Toruniu, Głogowie i Poznaniu. W tym czasie zyskał sobie opinię pracowitego oraz inteligentnego oficera
sztabowego. Doceniał te walory szef niemieckiego sztabu gen. Helmut von
Moltke (młodszy), który korzystał ze współpracy z Ludendorffem,
przygotowując korektę strategicznego planu Schlieffena dotyczącego
przyszłej wojny Niemiec przeciw Francji (poprawka polegała na rezygnacji
z uderzenia przez Holandię, pozostawiając plan oskrzydlenia Francji
przez zajęcie neutralnej Belgii)2. Zadanie to podpułkownik Erich
Ludendorff wykonywał jako szef II Wydziału Operacyjnego
(Aufmarschabteilung) Sztabu Generalnego w latach 1908-1913. W jego
gestii było przygotowywanie planów mobilizacyjnych armii niemieckiej.
Zważywszy na to, że od szybkości mobilizacji niemieccy planiści
uzależniali powodzenie swojego ryzykownego planu strategicznego
(zrewidowany plan Schlieffena), pozycja Ludendorffa w Sztabie Generalnym
wydawała się bardzo mocna.
W tym samym czasie dał jednak o sobie znać trudny charakter przyszłego
autora Wojny totalnej, który z biegiem czasu będzie odgrywać coraz
większą rolę w wojskowej i politycznej karierze Ludendorffa. Większą nie
oznaczało korzystniejszą. Jak pisze współczesny historyk wojskowości
"trudna osobowość [Ludendorffa] oraz głębokie przekonanie, że bez
względu na koszty społeczne, gospodarcze czy polityczne należy
rozbudować niemieckie siły zbrojne na stopie pokojowej, przysporzyły mu
wiele wrogów zarówno w samej armii, jak i poza nią" (D.E.
Showalter)3.
Bezpardonowe domaganie się ze strony pułkownika Ludendorffa
wykorzystania przegłosowanego na lata 1912-1913 budżetu wojskowego w celu utworzenia trzech nowych korpusów armijnych, zostało odczytane
przez pruskie ministerstwo wojny i najbliższych doradców wojskowych
cesarza Wilhelma II skupionych w jego Gabinecie Wojennym, nie tyle jako
troskę niemieckiego oficera o powiększenie potencjału wojskowego Rzeszy
Niemieckiej, co raczej jako działanie na pograniczu nielojalności.
Konsekwencją było przeniesienie w 1913 roku Ludendorffa do Düsseldorffu,
gdzie objął dowództwo pułku piechoty. Awans w 1914 roku na stopień
generała majora i objęcie dowództwa nad brygadą stacjonującą w Strasburgu oznaczało jednak, że powrót Ludendorffa do Sztabu Generalnego
w przewidywalnej przyszłości został dla niego zamknięty. Wybuch
"sierpniowych salw" w 1914 roku zmienił na świecie wszystko. Także w życiu Ludendorffa.
Odsunięty na boczny tor generał powrócił w wielkim stylu. 6 sierpnia
1914 roku dzięki jego przytomności umysłu wojska niemieckie zdobyły
jedną z kluczowych belgijskich twierdz w Li?ge (Lüttich). O zdobyciu
cytadeli zadecydował szturm brygady, nad którą dowództwo na polu bitwy
przejął Ludendorff4. Z dnia na dzień nielojalny intrygant
stał się w oczach niemieckiej opinii publicznej "bohaterem spod Li?ge",
a cesarz Wilhelm II przyznał mu najwyższe pruskie odznaczenie "Pour le
merite".
Do świeżo zyskanej sławy dochodziła fachowa, sztabowa wiedza gen.
Ludendorffa, o której doskonale pamiętano w kierownictwie wojskowym
cesarskiej Rzeszy. Dlatego też "bohater spod Liege" został przydzielony
jako szef sztabu do operującej w Prusach Wschodnich 8. Armii
Niemieckiej, która w pierwszych dniach sierpnia 1914 roku odniosła już
pierwsze porażki w starciu z napierającą armią rosyjską. Swoje nowe
obowiązki Ludendorff objął 22 sierpnia 1914 roku. Tego samego dnia
dotarł do niego rozkaz szefa niemieckiego Sztabu Generalnego Helmuta von
Moltke: "Powierza się Panu nowe i trudne zadanie [...]. Nie znam nikogo
innego, komu ufałbym tak bezgranicznie. Jest szansa, że zdoła Pan
jeszcze uratować sytuację na wschodzie [...]. Oczywiście nie będzie się
Pana obarczać odpowiedzialnością za to, co już się stało, ale przy swej
energii może Pan zapobiec najgorszemu"5.
Jego bezpośrednim zwierzchnikiem został 67-letni gen. Paul von
Hindenburg (urodzony w Poznaniu), wezwany ze stanu spoczynku, aby objąć
dowództwo nad 8. Armią. Być może niemieckie naczelne dowództwo liczyło
na wytworzenie synergii między "zadziornym, potrafiącym mocno kopać"
Ludendorffem a "spokojnym i ułożonym" Hindenburgiem6. Do
pierwszego spotkania tak charakterologicznie odrębnych "Dioskurów"
doszło w nocy 23 sierpnia 1914 roku w specjalnym pociągu jadącym w kierunku Prus Wschodnich. Jak nie bez patosu relacjonował Hindenburg w swoich wspomnieniach: "Jechaliśmy więc w kierunku wspólnej przyszłości,
w pełni świadomi powagi sytuacji, ale również pełni ufności wobec Pana
Boga, naszych dzielnych oddziałów i - co niemniej ważne - wobec siebie
nawzajem. Od tego czasu przez całe lata miało łączyć nas wspólne
myślenie i wspólne działanie. [...] Ja sam mój stosunek do generała
Ludendorffa określałem często jako szczęśliwe małżeństwo"7.
Na początku tego związku szczęście rzeczywiście dopisywało. Stoczona
między 23 a 31 sierpnia 1914 roku bitwa wojsk niemieckich dowodzonych
przez Hindenburga i Ludendorffa z wojskami rosyjskimi w Prusach
Wschodnich zakończyła się straszliwą klęską armii cara Mikołaja II.
Rosjanie stracili ok. 50 tysięcy zabitych i rannych żołnierzy. Niemal 90
tysięcy Rosjan trafiło do niemieckiej niewoli8. Zginął kwiat
rosyjskiego korpus oficerskiego (całe pułki gwardii). Dowódca
rozgromionej rosyjskiej armii, generał Aleksander Samsonow w nocy z 29
na 30 sierpnia 1914 roku popełnił samobójstwo.
Bez pracy sztabowej wykonanej pod nadzorem "zadziornego" Ludendorffa
taki sukces nie byłby możliwy. "Profesjonalizm - to najlepsze określenie
postawy wojsk niemieckich w kampanii pod Tannenbergiem" (D.E.
Showalter), podczas gdy armia rosyjska na skutek słabości swojego
dowództwa, "poświęcającego więcej uwagi liniom na mapie niż
rzeczywistemu przeciwnikowi w polu" stała się nieruchawym, "ciężkim
mieczem"9.
Ponieważ Tannenberg znajduje się w okolicach Grunwaldu pozwoliło to
niemieckiej propagandzie wojennej (czyt. znakomitej większości
niemieckiej prasy) na nazywanie bitwy, w której dowodził Hindenburg
"rewanżem za Grunwald" lub wręcz "drugą bitwą pod
Grunwaldem"10. Nie stroniono zresztą od innych, dobrze
kojarzących się porównań, pisząc o tej samej bitwie, że była "rosyjskim
Sedanem"11.
Na tym tle tym jaśniej świeciła gwiazda Hindenburga, którego osoba stała
się w latach 1914-1918 centralnym punktem swoistego świeckiego kultu w całych Niemczech, przyćmiewając nawet osobę panującego cesarza
niemieckiego i króla Prus Wilhelma II. Jak pisze współczesny badacz tego
zjawiska, "kluczową funkcją mitu Hindenburga w czasie pierwszej wojny
światowej była funkcja integracyjna i tożsamościowa"12.
Pod koniec Wielkiej Wojny mit ten urósł nawet do rangi "ostatniego
czynnika integrującego niemieckie społeczeństwo"13.
Ludendorff - choć jego rola była przecież kluczowa w tannenberskiej
wiktorii - pozostał na drugim planie. Być może wtedy zrodziła się w sercu ambitnego generała zadra wobec Hindenburga, który dla milionów
Niemców stał się w latach 1914-1918 jedynym "obrońcą niemieckiego
Wschodu", twarzą zwycięstwa i nadzieją na ostateczny sukces w wielkiej
wojnie. Jednak przez kolejne cztery lata współpraca Ludendorffa z Hindenburgiem układała się bez żadnych zgrzytów i obfitowała w kolejne
sukcesy.
Po Tannenbergu dowódca 8. Armii objął naczelne dowództwo armią niemiecką
na froncie wschodnim (w skrócie: Ober-Ost). Ludendorff pozostał jego
prawą ręką jako szef sztabu. Dwie zwycięskie dla niemieckich armii bitwy
nad Jeziorami Mazurskimi (wrzesień 1914, luty 1915) ostatecznie
pozbawiły armie rosyjską potencjału ofensywnego w rejonie Prus
Wschodnich i utrwaliły sławę "straszliwych Dioskurów" - jak od tego
czasu coraz częściej pisano o Hindenburgu i Ludendorffie w prasie
alianckiej.
Po załamaniu się we wrześniu 1914 roku niemieckiej ofensywy na froncie
zachodnim nad rzeką Marną - co oznaczało ostateczne pogrzebanie
niemieckich kalkulacji strategicznych obliczonych na odniesienie
szybkiego zwycięstwa w "wojnie ruchomej" na zachodzie, by potem móc
przerzucić gros sił na front wschodni - nowym szefem Sztabu Generalnego
został Erich von Falkenhayn. Pod jego kierownictwem niemieckie naczelne
dowództwo ciągle szukało decydującego rozstrzygnięcia na froncie
zachodnim, co spotkało się z rosnącym sprzeciwem "zadziornego"
Ludendorffa, który realne szanse na odniesienie szybkiego zwycięstwa
widział na froncie wschodnim. Po raz kolejny dała o sobie znać jego
skłonność do intryg przeciw swoim zwierzchnikom. Z drugiej jednak strony
nie sposób odmówić trafności diagnozy postawionej na początku 1915 roku
przez Ludendorffa. Potwierdził ją w kolejnych miesiącach przebieg
działań wojennych.
Ostatecznie bowiem wiosną 1915 roku ruszyła wielka ofensywa państw
centralnych (Niemiec i Austro-Węgier) na froncie wschodnim. Falkenhayn
zdecydował się na przełamujące uderzenie pod Gorlicami. Ludendorff
optował za wyprowadzeniem ciosu z Prus Wschodnich. W ostatecznym
rozrachunku ta różnica zdań nie miała większego znaczenia, skoro wiosną
i latem 1915 roku wojska niemieckie oraz ich austriackich i węgierskich
sojuszników przesunęły front na linię Dźwiny, Prypeci i Wołynia (na
początku sierpnia 1915 roku wojska niemieckie zajęły Warszawę). Ten
przebieg linii oddzielającej wojska niemieckie i austro-węgierskie od
rosyjskich ustabilizował się na ponad dwa lata.
Powodzenie militarne Berlina i Wiednia stworzyło w Europie Środkowej i Wschodniej również nową sytuację polityczną. Od lata 1915 roku przez
kolejne trzy lata niemal całość ziem dawnej Rzeczypospolitej znalazła
się pod okupacją mocarstw centralnych. W okupowanej Kongresówce siedzibą
sektora zajętego przez Niemcy była Warszawa, gdzie na czele Generalnego
Gubernatorstwa stanął gen. Hans von Beseler (w Lublinie rezydował jego
austro-węgierski odpowiednik). Natomiast ziemie litewskie i białoruskie
dawnej Rzeczypospolitej (w tym część Podlasia) dostały się pod
okupacyjny zarząd niemieckiego dowództwa na wschodzie (Ober-Ost). Jego
siedzibą było Kowno.
W ten sposób powstała "wojskowa kolonia", na której czele formalnie stał
Hindenburg (jako dowódca Ober-Ost), ale tak naprawdę bezpośrednio
zarządzał nią Erich Ludendorff. W odróżnieniu od warszawskiego
Generalnego Gubernatorstwa polityka okupacyjna realizowana przez
Ober-Ost pozbawiona była jakiejkolwiek cywilnej, politycznej kontroli ze
strony najwyższych władz Rzeszy Niemieckiej. Ani kanclerz Rzeszy, ani
rząd pruski nie miał tutaj nic do powiedzenia. Rządzili "straszliwi
Dioskurowie", a właściwie jeden z nich - Ludendorff.
Urzędujący w Warszawie generał Beseler w swojej prywatnej korespondencji
zżymał się, że dowództwo Ober-Ost realizując własny model polityki
okupacyjnej udowadnia, że stojący na jej czele Hindenburg i Ludendorff
charakteryzują się "mentalnością kadeta"14. Warszawski generał
gubernator nawiązywał w ten sposób do bezwzględnej eksploatacji
gospodarczej (jej częścią był na przykład masowy wyrąb Puszczy
Białowieskiej) oraz idącą z nią w parze systemem reglamentacji i restrykcji odnoszących się do niemal wszystkich aspektów życia
codziennego ludzi żyjących pod zarządem Ober-Ost. Kontrolowano wszystko,
począwszy od produkcji rolnej i drzewnej po ilość rowerów na
gospodarstwo15.
Ludendorff prowadził na zarządzanym przez siebie terenie klasyczną
politykę imperialną w myśl zasady "dziel i rządź". Jej wyrazem była
polityka szkolna prowadzona na obszarze okupacji Ober-Ost, która
polegała na faworyzowaniu przez niemieckie władze okupacyjne rozwoju
szkolnictwa litewskiego i białoruskiego oraz nakładaniu w tym samym
czasie restrykcji na szkolnictwo polskie16. Podejmując takie
kroki Ludendorff miał świadomość, że najpoważniejszym zagrożeniem dla
trwałości niemieckich wpływów na obszarach zarządzanych przez Ober-Ost
jest żywotność i atrakcyjność polskiej kultury na ziemiach
litewsko-białoruskich dawnej Rzeczypospolitej. Był przekonany, że
"mieszana narodowościowo ludność sama z siebie nie tworzy żadnej
kultury. Pozostawiona sama sobie, ulega polskości"17.
Ludendorff jako faktyczny kierownik niemieckiej polityki okupacyjnej na
obszarze podległym Ober-Ost traktował swoją pracę jako istotny element
tego, co wśród niemieckich elit politycznych oraz intelektualnych
nazywano na początku dwudziestego wieku "niemiecką pracą kulturową na
Wschodzie" (deutsche Kulturarbeit im Osten). Bardzo wymowne w tym
kontekście było zanotowane przez Ludendorffa wspomnienie swoich
pierwszych wrażeń po przybyciu jesienią 1915 roku do Kowna - siedziby
administracji okupacyjnej Ober-Ost: "Po drugiej stronie Niemna stała
wieża dawnego zamku zakonu niemieckiego [krzyżackiego] jako znak
niemieckiej pracy kulturowej na Wschodzie. [...] Przemożne historyczne
wrażenia obudziły się we mnie. Byłem zdecydowany podjąć na nowo na
okupowanym obszarze pracę kulturową, którą przez wiele stuleci
prowadzili Niemcy na tych obszarach"18. Według Ludendorffa
"praca cywilizacyjna" wykonywana przez administrację okupacyjną Ober-Ost
"była z korzyścią dla armii, dla Niemiec, jak również dla kraju
[okupowanego] oraz jego mieszkańców"19. Należy się zgodzić
ze współczesnym badaczem historii Niemiec w okresie Wielkiej Wojny, że
"Ober-Ost był obszarem testowym dla nowej formy jeszcze bardziej
totalnej mobilizacji. To tutaj przyszły pierwszy generalny kwatermistrz
[Ludendorff] rozwijał i wcielał w życie swoją ideę scentralizowanego
wysiłku wojennego zarządzanego na rozkaz"20.
Niemiecka "wojskowa kolonia" pod zarządem "straszliwych Dioskurów" miała
być również koniecznym warunkiem wstępnym dla zbudowania w Europie
Środkowej i Wschodniej nowego układu politycznego (i kulturowego)
polegającego na stworzeniu wokół Rzeszy Niemieckiej wianuszka państw
zależnych w postaci "niepodległej" Litwy, Ukrainy oraz Polski
(ograniczonej terytorialnie do Kongresówki i pomniejszonej o "pas
graniczny" przeznaczony do aneksji przez Niemcy oraz o Chełmszczyznę dla
Ukrainy). Planowano również bezpośrednie wcielenie do Rzeszy Niemieckiej
Kurlandii (obszar dzisiejszej Łotwy i Estonii). Dominację polityczną i wojskową Berlina miała wspierać i utrwalać kulturowa dominacja Niemiec
na tych terenach. Nowy kod kulturowy dla całej Europy Środkowej i w dalszej perspektywie dla Europy Wschodniej miała zapewnić niemiecka
filozofia idealistyczna. Przewidywały to założenia imperialnej strategii
ogłoszonej już w 1915 roku przez Friedricha Naumanna w jego słynnej
książce Mitteleuropa21.
Najpierw jednak musiała zostać pokonana Rosja. Szansa pojawiła się na
początku 1917 roku, gdy doszło do obalenia caratu w wyniku rewolucji
lutowej. Władzę objął słaby Rząd Tymczasowy. Kruchość jego pozycji
pogłębiał narastający chaos wewnętrzny, wzniecany przez prących do
władzy bolszewików. Erich Ludendorff, grzmiący po 1918 roku na wpływy
komunistyczne w Niemczech, które miały być odpowiedzialne za klęskę
cesarskiej Rzeszy w Wielkiej Wojnie, w 1917 roku należał do wąskiego
kręgu osób odpowiedzialnych w politycznym i wojskowym kierownictwie
Niemiec za przetransportowanie słynnym zaplombowanym wagonem Lenina i jego najbliższych współpracowników ze Szwajcarii przez Rzeszę do
Skandynawii22. Po stronie niemieckiej liczono, że eksport do
Rosji "bakcyla rewolucji" pogrąży to państwo w anarchii wewnętrznej, co
ostatecznie pozbawi ententę wojskowego wsparcia ze strony swojego
rosyjskiego sojusznika.
Kalkulacje Berlina okazały się trafne. Bolszewicki rząd nie tylko
wycofał się z działań wojennych przeciw mocarstwom centralnym. W marcu
1918 roku przyjął narzucone mu przez Niemcy warunki "kartagińskiego
pokoju" w Brześciu nad Bugiem, które oznaczały oddanie pod kontrolę
Niemiec niemal jednej trzeciej europejskich posiadłości Rosji w granicach sprzed 1914 roku. Pokój brzeski stworzył ponadto szansę dla
Niemiec przerzucenia na front zachodni wojsk niepotrzebnych już na
froncie wschodnim, tak aby spróbować osiągnąć zwycięstwo nad aliantami
zachodnimi przed przybyciem do Europy większości sił amerykańskich (USA
w kwietniu 1917 roku przystąpiły do wojny pod stronie ententy).
Gdy wysyłano z Niemiec do Rosji zaplombowany wagon z "bakcylem
rewolucji" Ludendorff od kilku miesięcy był już na szczytach władzy w Rzeszy. W sierpniu 1916 roku doszło bowiem do kolejnej zmiany naczelnego
dowództwa armii niemieckiej (OHL). Nastała "trzecia komenda OHL" na
czele z Hindenburgiem i Ludendorffem. Ten ostatni jako generalny
kwatermistrz armii niemieckiej i świeżo awansowany na stopień generała
majora w tandemie "straszliwych Dioskurów" nie tylko odznaczał się
większą energią i "zadziornością" (swoją rolę odgrywał wiek, Ludendorff
był o osiemnaście lat młodszy od Hindenburga). Miał również znaczniejsze
apetyty polityczne i nieraz już ujawnioną zdolność do intryganctwa.
Wraz z nastaniem "trzeciej OHL" realna władza w Niemczech przeszła w ręce "czynnika wojskowego". Wilhelm II już na początku Wielkiej Wojny
skarżył się, że generałowie odsunęli go od wszystkiego, a jego aktywność
w kwaterze głównej ogranicza się do "popijania herbaty, rąbania drewna i chodzenia na spacery"23. Po sierpniu 1916 roku - głównie za
sprawą bezceremonialnego Ludendorffa - wojskowa dyktatura była coraz
bardziej widoczna. W 1917 roku "Dioskurowie" wymusili na Wilhelmie II
zdymisjonowanie zbyt "uległego" ich zdaniem kanclerza Rzeszy Niemiec i premiera Prus Theobalda von Bethmann Hollwega.
W zakresie polityki wewnętrznej "trzecie OHL" zmierzało do nadania
wysiłkowi wojennemu Niemiec charakteru tego, co Ludendorff po latach
nazywać będzie "wojną totalną". Można powiedzieć, że odwoływano się
tutaj do doświadczeń zdobytych na obszarze Ober-Ost w zakresie
centralizacji i militaryzacji systemu zarządzania. W listopadzie 1916
roku z inicjatywy OHL powołano do życia w Niemczech Najwyższy Urząd
Wojenny (Kriegsamt) bezpośrednio podporządkowany Ludendorffowi. Miał on
centralnie zarządzać całym system aprowizacji i produkcji w Niemczech.
Jego powołanie było jednak tyleż wynikiem dążeń "Dioskurów" do
optymalizacji niemieckiego wysiłku wojennego, co rezultatem sporów
kompetencyjnych między nową obsadą OHL a pruskim ministerstwem wojny
(Kriegsamt pozostawał zresztą w jego strukturach)24.
Ostatecznie jednak wysiłki Ludendorffa jako generalnego kwatermistrza
armii na rzecz "totalizacji" wysiłku wojennego Niemiec okazały się
fiaskiem. "Opór materii" był zbyt duży w samej Rzeszy. Uchwalona w grudniu 1916 roku przez Reichstag ustawa o "patriotycznej Służbie
Pomocniczej" była tego najlepszym dowodem. Wyjściowy projekt
przygotowany z inicjatywy Ludendorffa przewidywał, że na wezwanie
ministerstwa wojny wszyscy mężczyźni od 15. do 60. roku życia mieliby
obowiązek wykonywać "pomocnicze prace" w miejscu wskazanym przez władze
wojskowe. Ostatecznie jednak prawo przegłosowane w Reichstagu za sprawą
socjaldemokratów, Centrum i lewego skrzydła liberałów, było tak dalekie
od oryginału, że sam Ludendorff orzekł, że jego uchwalenie należy raczej
odczytać jako porażkę, która przyniesie więcej szkody niż
pożytku25. Wojskowy styl zarządzania nie sprawdzał i nie
sprawdza się w sferze gospodarczej, a tym bardziej społecznej. Cały
problem Niemiec pod koniec Wielkiej Wojny polegał na tym, że tego
zdawało się nie dostrzegać trzecie dowództwo OHL, a zwłaszcza przyszły
autor Wojny totalnej.
"Totalizacja" wysiłku wojennego przyniosła nową brutalność, ale nie
skuteczność26. Im więcej było bezwzględności w zakresie
dążenia do maksymalizacji niemieckiej wewnętrznej mobilizacji, tym
mniejsze były szanse na utrzymanie wewnętrznego rozejmu politycznego
ogłoszonego na początku wojny (Burgfrieden) i tym mniejsze były szanse
na osiągnięcie dalekosiężnych celów politycznych opisanych w imperialnej
strategii "Mitteleuropy" i budowania niemieckiego imperium w Europie
Wschodniej.
Skoro nie udało się przekonać niemieckich deputowanych do przegłosowania
oryginalnej wersji ustawy o "Pomocniczej Służbie", trzecie OHL (czytaj:
Ludendorff) tym bezwzględniej szukało wsparcia produkcji przemysłowej i rolnej w Niemczech za pomocą robotników przymusowych ściąganych z zagranicy. Tylko z okupowanych ziem polskich w ten sposób służyło Rzeszy
w ciągu całej wojny niemal pół miliona ludzi (z tego ponad dwieście
tysięcy wywiezionych do Niemiec)27. Jednak sprowadzanie z okupowanych terenów w tak dużej liczbie robotników przymusowych, tym
bardziej karkołomne czyniło polityczne starania Niemiec, by zyskać
poparcie miejscowej ludności na rzecz wspierania "niemieckiej pracy na
Wschodzie", nie mówiąc o zaciąganiu się do kontrolowanych przez Niemcy
formacji wojskowych w rodzaju planowanego po 5 listopada 1916 roku
"polnische Wehrmacht". Między innymi na tę rozbieżność między celami
rekwizycyjnymi a politycznymi zwracał uwagę urzędujący w Warszawie gen.
Hans von Beseler w swojej korespondencji z władzami w Berlinie;
rozbieżność, której nie dostrzegali "ludzie o mentalności kadeta"
(czytaj: Ludendorff)28.
Z punktu widzenia Niemiec najgorsze było to, że straty polityczne
(zniechęcenie ludności na okupowanych terytoriach) nie były
rekompensowane przez korzyści ekonomiczne (praca przymusowa nie okazała
się tak efektywna, jak oczekiwano)29. Podobnie było z inną
decyzją, którą ostatecznie na początku 1917 roku przeforsowali
Hindenburg i Ludendorff - wznowienie przez Niemcy nieograniczonej wojny
podwodnej. "Dioskurowie" mieli w tej sprawie potężnego sojusznika w postaci niemieckiej opinii publicznej, która w swojej zdecydowanej
większości widziała w tym Wunderwaffe, która jeśli nie pozwoli rzucić
na kolana Anglii, to przynajmniej pozwoli przełamać nałożoną na
Brytyjczyków w 1914 roku blokadę morską Rzeszy. Ta zaś była głównym
źródłem coraz bardziej doskwierającym milionom Niemców problemów
aprowizacyjnych (zima 1916/1917 przeszła do historii jako "zima
brukwiowa).
Kanclerz Beethmann Hollwegg był raczej sceptyczny. Porównywał podjęcie
decyzji o nieograniczonej wojnie podwodnej do "gry va banque, której
stawką będzie nasze [Niemiec] istnienie jako wielkiego mocarstwa i cała nasza przyszłość jako narodu [niemieckiego]"30.
Niemiecki polityk przesadzał, gdy chodzi o wielkość stawki. Miał jednak
całkowitą rację, gdy chodziło o konsekwencje polityczne dla Rzeszy
nieudanej "zagrywki".
W czasie całej pierwszej wojny światowej niemieckie U-Booty zatopiły
ponad 6300 statków, o tonażu sięgającym niemal 12 milionów ton. Tylko w 1917 roku nieograniczona wojna podwodna prowadzona przez Niemcy
zredukowała brytyjski import o 37 milionów ton, co oznaczało jego
redukcję do dwóch trzecich stanu z 1914 roku31. Jednak "perfidny
Albion" nie został rzucony na kolana. Przez cały okres Wielkiej Wojny
nie wprowadzono w Wielkiej Brytanii racjonowania chleba. Kartki na mięso
pojawiły się dopiero w lutym 1918 roku. Jak to było możliwe? Odpowiedź
leżała za Oceanem.
W kwietniu 1917 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson
ogłosił wejście Ameryki do wojny po stronie ententy. Prowadzona przez
Niemcy nieograniczona wojna podwodna, której ofiarą padały również
statki pływające pod banderą państw neutralnych (a więc i amerykańskie),
była istotnym argumentem wykorzystanym przez administrację amerykańską
dla wyjaśnienia tak radykalnej zmiany kursu politycznego (jeszcze
jesienią 1916 roku podczas kampanii prezydenckiej Wilson obiecywał, że
"żaden amerykański chłopiec nie pojedzie walczyć za Ocean"). Amerykański
potencjał przemysłowy i wojskowy "robił różnicę". Jedynie w 1918 roku
USA wybudowały tyle statków (2, 6 miliona ton), że stanowiło to niemal
połowę tonażu całej alianckiej floty handlowej i wojennej (5,4 miliona
ton). Niemieckie U-Booty nie były po prostu w stanie nadążyć w niszczeniu tych wszystkich jednostek pływających. Wejście Stanów
Zjednoczonych do wojny po stronie aliantów było prawdziwym game
changerem.
Trzecie dowództwo OHL doskonale zdawało sobie z tego sprawę. Od kwietnia
1917 roku trwał prawdziwy wyścig Niemiec z czasem. Wyłączenie Rosji z wojny (por. wyżej) dawało Berlinowi nadzieje na odniesienie zwycięstwa
na froncie zachodnim przed przybyciem głównej fali wojsk amerykańskich
na Stary Kontynent. Wiosną 1918 roku Hindenburg i Ludendorff podjęli
kolejną grę va banque, czyli ostatni szturm armii niemieckiej na
Paryż. Całością prac nad przygotowaniem tej ofensywy, która pod
kryptonimem "Michael" ruszyła 21 marca 1918 roku, osobiście kierował
generalny kwatermistrz Erich Ludendorff.
Wśród niemieckich dowódców nie brakowało jednak głosów sceptycznych, co
do słuszności podjętej przez Ludendorffa strategii. Już na początku 1918
roku pojawiały się głosy, że generalny kwatermistrz myśli bardziej
względami taktycznymi niż strategicznymi. Bawarski następca tronu ks.
Ruppert Wittelsbach, który dowodził grupą armii wyznaczoną do dokonania
zasadniczego uderzenia na pozycje alianckie, był najznaczniejszym
oponentem Ludendorffa w sprawie prowadzenia działań wojennych na froncie
zachodnim wiosną 1918 roku. Uważał on, że tutaj wojska niemieckie
powinny skupić się na defensywie, dając szansę na działanie dyplomatom.
Wittelsbach podpisywał się pod koncepcją "pokoju bez aneksji".
Dopuszczał do siebie myśl nie tylko ewakuacji przez Niemcy zajętych
obszarów Francji i Belgii, ale nawet oddania Francji Alzacji i Lotaryngii. By wzmocnić pozycję negocjacyjną państw centralnych w ewentualnych negocjacjach pokojowych zalecał natomiast podjęcie ofensywy
na froncie włoskim, widząc w Italii (zresztą całkiem słusznie)
najsłabsze ogniwo w alianckiej koalicji32.
Jednak w pierwszych miesiącach 1918 roku to nie bawarski następca tronu
podejmował najważniejsze decyzje odnoszące się do sposobu prowadzenia
wojny przez Niemcy. Trzeba mieć świadomość, że wtedy "straszliwi
Dioskurowie" byli na fali. Na początku marca 1918 roku bolszewicka Rosja
przyjęła podyktowany jej w Brześciu "kartagiński pokój". W Niemczech, a jeszcze bardziej w monarchii Habsburgów opinia publiczna w zdecydowanej
większości ufała w zdolność armii niemieckiej, zwycięskiej na froncie
wschodnim, odniesienia zwycięstwa również na froncie
zachodnim33.
Ofensywa "Michael" ostatecznie załamała się 5 kwietnia 1918 roku.
Kolejne zrywy armii niemieckiej (ostatni 15 lipca 1918 roku) choć
sprawiły, że stolica Francji znalazła się w zasięgu ostrzału
artyleryjskiego działa paryskiego (Paris-Geschütz), to jednak nie były
w stanie osiągnąć strategicznego sukcesu w postaci całkowitego załamania
się alianckiej linii obronnych. 8 sierpnia 1918 roku nastąpił "czarny
dzień armii niemieckiej", gdy Brytyjczycy przełamali niemiecką linię
obrony pod Amiens. Od tej pory - aż do 11 listopada 1918 roku - alianci
będą iść do przodu, a Niemcy będą się cofać.
W ciągu kolejnych tygodni po 21 marca 1918 roku Ludendorff pracował
niezmordowanie, niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę. Całymi nocami
telefonował do oficerów dowodzących na poszczególnych odcinkach coraz
bardziej grzęznącej ofensywy. Im było gorzej, tym bardziej było nerwowo.
Generalny kwatermistrz coraz częściej zarzucał swoim podwładnym brak
stosownego zaangażowania34. Zmęczenie (tylko cztery
godziny snu) i nerwy - to wszystko musiało odbić się na stanie zdrowia
Ludendorffa. Do tego doszła osobista tragedia. Na początku operacji
"Michael" poległ syn generalnego kwatermistrza. To był jego drugi
potomek, który zginął w czasie Wielkiej Wojny. O stanie ducha
Ludendorffa wiele mówił fakt, że nie zezwolił na odtransportowanie ciała
poległego syna do Berlina, ale polecił pochować go w obrębie kwatery
głównej armii niemieckiej. "Chciałem go tutaj zatrzymać. Często do niego
chodzę" - pisał zrozpaczony generał do swojej żony35.
Najbliższe otoczenie namówiło generalnego kwatermistrza na poddanie się
badaniom lekarskim (w tym psychologicznym). Na początku września 1918
roku jeden z wezwanych medyków stwierdził "przepracowanie przy braku
innego poważnego stanu chorobowego". Drugi zalecił codzienne spacery i ćwiczenia rozluźniające. Polecano również, by generalny kwatermistrz
"nauczył się mówić innym głosem", czyli aby porzucił "napięty obecnie i wysoki głos wydający rozkazy [jetzt angespannte hohe
Kommandostimme]"36.
Nerwy i tytaniczna praca Ludendorffa nie mogły jednak nic poradzić na
to, że w momencie, gdy podejmował on swoją ostatnią wojenną grę va
banque, Niemcy stały na straconej pozycji. Strategiczne zasoby były po
stronie aliantów. W momencie, gdy Niemcy powołały ostatni rocznik tej
wojny (1899/1900), oznaczało to, że jesienią 1918 roku armia cesarska
miała do dyspozycji niewiele ponad 630 tysięcy nowych żołnierzy.
Pomiędzy marcem a czerwcem 1918 roku armia niemiecka straciła zaś 973
tysięcy żołnierzy (zabitych i rannych). W tym samym czasie przypłynęło
do Francji 956 tysięcy amerykańskich żołnierzy. W momencie rozpoczęcia
ofensywy "Michael" na froncie zachodnim obecna była jedna amerykańska
dywizja. W lipcu 1918 roku amerykańskich żołnierzy było już ponad milion
dwieście tysięcy, a w listopadzie 1918 roku liczba ta sięgnęła dwóch
milionów37.
Spustoszenie w niemieckich szeregach siały nie tylko alianckie pociski.
Coraz dotkliwsze straty powodowała epidemia hiszpańskiej grypy. Tylko
latem 1918 roku na "hiszpankę" zapadło ok. pół miliona niemieckich
żołnierzy. W kolejnych miesiącach - po obu stronach frontu - ta liczba
będzie się systematycznie powiększać38.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki