Wojna o Kresy Wschodnie 1918-1921 - Lech Wyszczelski

Kup ebooka

44.00 zł
36.52 zł (35,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Wstęp

W listo­pa­dzie 1918 r. po 123 latach Polacy zrzu­cili nie­wolę naro­dową, odzy­sku­jąc wol­ność. Odby­wało się to w zupeł­nie innych uwa­run­ko­wa­niach geo­po­li­tycz­nych ani­żeli pod­czas roz­bio­rów. W wyniku I wojny świa­to­wej upa­dły monar­chie wszyst­kich państw roz­bio­ro­wych. Były to, jak w wypadku Austro-Węgier i Rosji, pań­stwa wie­lo­na­ro­dowe, na gru­zach któ­rych powstało wiele nowych orga­ni­zmów pań­stwo­wych. Stało się to moż­liwe, bowiem w dru­giej poło­wie XIX w. roz­po­częło się budze­nie świa­do­mo­ści naro­do­wej wielu naro­dów, zaś nacjo­na­lizm jako kie­ru­nek poli­tyczny miał duże grono zwo­len­ni­ków.

Odro­dze­nie Pol­ski nie mogło się odbyć w gra­ni­cach przed­ro­zbio­ro­wych. Rzecz­po­spo­lita Obojga Naro­dów fak­tycz­nie była ojczy­zną co naj­mniej trzech naro­dów: pol­skiego, litew­skiego i ruskiego. Świa­do­mość naro­dowa Litwi­nów była naj­sil­niej­sza wśród ludów wymie­nio­nej Rze­czy­po­spo­li­tej; co wię­cej, wcze­śniej­sze więzi z Pol­ską rzu­to­wały nega­tyw­nie na bie­żące rela­cje z Pola­kami. Oba­wiano się pol­skiej domi­na­cji kul­tu­ro­wej osła­bia­ją­cej więzy toż­sa­mo­ści naro­do­wej Litwi­nów. Świa­do­mość naro­dowa Ukra­iń­ców jako narodu datuje się od koń­co­wych dekad XIX w. i była naj­sil­niej­sza w Gali­cji, gdzie nacjo­na­lizm osią­gnął naj­wyż­szy poziom, będąc do tego pod­sy­cany przez Austria­ków dla osła­bia­nia pol­skich aspi­ra­cji naro­do­wych. Naj­sła­biej z ziem, wcho­dzą­cych wcze­śniej w skład przed­ro­zbio­ro­wej Rze­czy­po­spo­li­tej, więzy świa­do­mo­ściowe kształ­to­wały się wśród Bia­ło­ru­si­nów. W powyż­szych uwa­run­ko­wa­niach z góry prze­wi­dzieć można było ostry kon­flikt naro­do­wo­ściowy i tery­to­rialny przy powsta­wa­niu odro­dzo­nej Pol­ski.

Pol­skie kon­cep­cje kształtu tery­to­rial­nego odro­dzo­nego pań­stwa w zasa­dzie kon­cen­tro­wały się wokół dwóch idei: inkor­po­ra­cyj­nej, lan­so­wa­nej przez Naro­dową Demo­kra­cję i jej lidera Romana Dmow­skiego, dążą­cej do utwo­rze­nia pań­stwa jed­no­li­cie naro­do­wego lub w takim kształ­cie, w któ­rych mniej­szo­ści naro­dowe podatne będą na asy­mi­la­cję, i fede­ra­cyj­nej, gło­szo­nej przez obóz sku­piony wokół Józefa Pił­sud­skiego, zakła­da­ją­cej utwo­rze­nie na byłych zachod­nich rubie­żach impe­rium rosyj­skiego państw naro­do­wych powią­za­nych wię­zami fede­ra­cyj­nymi z Pol­ską (a fak­tycz­nie znaj­du­ją­cych się pod pol­ską domi­na­cją). Obie kon­cep­cje nie przy­sta­wały do wizji poli­tycz­nej mocarstw zachod­nich, wykre­śla­ją­cych nowy ład euro­pej­ski, i nie miały ich akcep­ta­cji. Dla tych mocarstw sprawą naj­istot­niej­szą była odbu­dowa Rosji o ustroju bur­żu­azyjno-demo­kra­tycz­nym - pań­stwa sil­nego, odgry­wa­ją­cego ważną rolę w powo­jen­nej Euro­pie. Wobec tego to takiej Rosji dawano prawo do decy­do­wa­nia o prze­biegu jej gra­nicy zachod­niej. Pol­ska w myśl tych inten­cji miała być ogra­ni­czona do obszaru etno­gra­ficz­nego, na któ­rym zamiesz­ki­wał w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści żywioł pol­ski. To były główne przy­czyny, dla któ­rych nie pod­jęto na poko­jo­wej kon­fe­ren­cji pary­skiej w 1919 r. roz­strzy­gnięć co do kształtu pol­skiej gra­nicy wschod­niej; co wię­cej, wyra­żano zde­cy­do­wany sprze­ciw wobec poli­tyki fak­tów doko­na­nych upra­wia­nej przez War­szawę. Mocar­stwa zachod­nie uzna­wały jako tym­cza­sową wschod­nią gra­nicę Pol­ski tzw. Linię Cur­zona, nakre­śloną 8 grud­nia 1919 r. - nie do końca rze­tel­nie - według kry­te­riów etno­gra­ficz­nych.

Wła­dzę wyko­naw­czą w odro­dzo­nej Pol­sce zdo­był Pił­sud­ski, lecz była ona ogra­ni­czana przez obóz pra­wi­cowy, mający zna­czące wpływy w pierw­szym skła­dzie par­la­mentu. Mimo tego to wła­śnie Pił­sud­ski sta­rał się narzu­cić wła­sną kon­cep­cję poli­tyki wschod­niej, uzna­jąc brak decy­zji mię­dzy­na­ro­do­wych co do gra­nicy wschod­niej jako cichą zgodę mocarstw na podej­mo­wa­nie wła­snych roz­wią­zań; te nato­miast nie mie­ściły się w for­mule roko­wań dyplo­ma­tycz­nych, lecz moż­liwe były do reali­za­cji wyłącz­nie na dro­dze zma­gań mili­tar­nych. Pił­sud­ski uwa­żał, że wobec sytu­acji w Rosji dla Pol­ski powstała nie­po­wta­rzalna oka­zja: z jed­nej strony - reali­za­cji wła­snej poli­tyki wschod­niej, z dru­giej - doko­na­nia tego poprzez mili­tarne poko­na­nie bol­sze­wi­ków. Tyle tylko, że kon­cep­cja fede­ra­cyjna miała jakże istotną sła­bość - narody, do któ­rych była kie­ro­wana, odrzu­cały ją, a w wypadku Litwi­nów była to nega­cja abso­lutna. Czy wobec tego mogła być zre­ali­zo­wana? Z pew­no­ścią zasa­dzała się na fik­cyj­nych prze­słan­kach.

Kon­cep­cja inkor­po­ra­cyjna w wyda­niu Dmow­skiego była też nie do zaak­cep­to­wa­nia - zarówno przez mocar­stwa, jak i narody, któ­rych miała doty­czyć. Stąd wyni­kać będą duże trud­no­ści z jej reali­za­cją, cho­ciaż zosta­nie ona w pew­nym stop­niu urze­czy­wist­niona.

Odra­dza­jąca się Pol­ska była skon­flik­to­wana z wszyst­kimi sąsia­dami. Nie było to wyni­kiem postawy samych tylko Pola­ków, ale i naro­dów, ubie­ga­ją­cych się o samo­dziel­ność pań­stwową, które wycho­dziły czę­sto z kurio­zal­nymi żąda­niami tery­to­rial­nymi włą­cze­nia w skład ich państw dużych sku­pisk Pola­ków. Żąda­nia te przy­bie­rały naj­bar­dziej skrajną postać w przy­padku Litwi­nów. W tych uwa­run­ko­wa­niach trudno było o roz­strzy­gnię­cia kom­pro­mi­sowe doko­ny­wane w roko­wa­niach dyplo­ma­tycz­nych. Widmo docho­dze­nia wła­snych racji poprzez walkę zbrojną było aż nadto widoczne - sta­wało się to fak­tem.

Czy wal­czono tylko o gra­nice? Oka­zało się, że w wypadku wojny z Rosją Radziecką miała to być walka o zde­cy­do­wa­nie szer­sze cele. Moskwa bol­sze­wicka zakła­dała przy­stą­pie­nie do prak­tycz­nej reali­za­cji hasła rewo­lu­cji świa­to­wej, a droga do tego pro­wa­dziła przez Pol­skę. Pola­kom gro­ziła sowie­ty­za­cja, czyli ponowna utrata nie­pod­le­gło­ści z tra­gicz­nymi skut­kami tego kroku. Dla prze­ciw­sta­wie­nia się temu zagro­że­niu nastą­piła pełna kon­so­li­da­cja spo­łe­czeń­stwa, które prak­tycz­nie samo­dziel­nie, bez zna­czą­cej pomocy zewnętrz­nej, zaha­mo­wało pochód fali rewo­lu­cyj­nej. Tym spo­so­bem uchro­niło pań­stwa zachod­nie od gro­żą­cego im nie­bez­pie­czeń­stwa. Wojna pol­sko-rosyj­ska 1919-1920 r. miała więc wymiar co naj­mniej euro­pej­ski.

Roz­pa­tru­jąc walkę o Kresy Wschod­nie, postrze­gać ją należy jako czynne zma­ga­nia zbrojne z Ukra­iń­cami, Litwi­nami i przede wszyst­kim z Rosją Radziecką. Do walki z tymi pierw­szymi doszło jesz­cze przed ofi­cjal­nym reak­ty­wo­wa­niem wol­nej Pol­ski. Roz­po­częły się one od ukra­iń­skiego puczu we Lwo­wie wcze­snym ran­kiem 1 listo­pada 1918 r. Walki objęły tery­to­rium całej Gali­cji Wschod­niej i w ogra­ni­czo­nym wymia­rze Wołyń. Do lata 1919 r. był to naj­waż­niej­szy front walk, absor­bu­jący główną uwagę for­mo­wa­nego Woj­ska Pol­skiego. Wyrzu­ce­nie oddzia­łów ukra­iń­skich za Zbrucz oraz rozejm zawarty z wiel­kim ata­ma­nem Symo­nem Petlurą, obej­mu­jący Wołyń, zakoń­czył etap walk z tym prze­ciw­ni­kiem, który w następ­nym roku jako Ukra­iń­ska Repu­blika Ludowa Petlury stał się sojusz­ni­kiem w woj­nie z Rosją Radziecką. Star­cia zbrojne z Litwi­nami pro­wa­dzono tak w 1919 r., jak przede wszyst­kim w 1920 r. Ich pod­ło­żem były obu­stronne rosz­cze­nia tery­to­rialne doty­czące Suwalsz­czy­zny i Wileńsz­czy­zny. Walki zakoń­czyły się suk­ce­sem pol­skim, bowiem prze­ciw­nik dys­po­no­wał poten­cja­łem mili­tar­nym nie­da­ją­cym mu szans w tej kon­fron­ta­cji. Pozo­stał jed­nak stan wro­go­ści mię­dzy obu naro­dami, utrzy­mu­jący się przez nie­mal cały okres mię­dzywojenny. Wojna z Rosją Radziecką nie była wypo­wie­dziana przez żadną ze stron, lecz walki zbrojne roz­po­częły się od lutego 1919 r. i trwały do paź­dzier­nika 1920 r. Wska­zy­wa­li­śmy już na ich zde­cy­do­wane wykra­cza­nie poza tema­tykę wyłącz­nie tery­to­rialną. W 1920 r. anga­żo­wały one po obu stro­nach cały roz­po­rzą­dzalny poten­cjał mili­tarny i były pro­wa­dzone o reali­za­cję dale­ko­sięż­nych celów stra­te­gicz­nych. Pol­skie zwy­cię­stwo mili­tarne w tej woj­nie nie zostało prze­ło­żone na osią­gnię­cie zakła­da­nych celów poli­tycz­nych. Pokój ryski pod­pi­sany 18 marca 1921 r., koń­czący tą kon­fron­ta­cję zbrojną, zawarty został na dro­dze kom­pro­misu. Pił­sud­skiemu nie udało się zre­ali­zo­wać zało­żo­nego celu poli­tycz­nego - odsu­nię­cia Rosji od odgry­wa­nia roli mocar­stwa euro­pej­skiego. Kolejną jego porażką było osta­teczne fia­sko kon­cep­cji fede­ra­cyj­nej. Była to idea nie do zre­ali­zo­wa­nia wobec oporu państw i naro­dów, do któ­rych była kie­ro­wana. Pol­ska gra­nica wschod­nia okre­ślona w Rydze w zasa­dzie prze­bie­gała w myśl zało­żeń kon­cep­cji inkor­po­ra­cyj­nej Dmow­skiego. Kresy Wschod­nie weszły w skład Pol­ski, tyle tylko, że ozna­czało to wchło­nię­cie wie­lo­mi­lio­no­wej masy mniej­szo­ści naro­do­wych (głów­nie Ukra­iń­ców i Bia­ło­ru­si­nów).

Klamrą zamy­ka­jącą powyż­sze roz­strzy­gnię­cia były decy­zje pod­jęte pod­czas pol­sko-rosyj­skich roko­wań poko­jo­wych, pro­wa­dzo­nych w Rydze, zakoń­czo­nych pod­pi­sa­niem układu poko­jo­wego co prawda mię­dzy tymi dwoma pań­stwami, ale fak­tycz­nie usta­la­ją­cych wschod­nią gra­nicę Pol­ski, także w odnie­sie­niu do Woły­nia i Gali­cji Wschod­niej. Mocar­stwa zachod­nie dość długo zwle­kały z jej mię­dzynarodowym uzna­niem - nastą­piło to 15 marca 1923 r. - licząc na restau­ra­cję "bia­łej" Rosji, a także wyra­ża­jąc sprze­ciw wobec odsu­nię­cia ich od wpływu na zawarte usta­le­nia.

Trak­tat ryski sta­no­wił, obok trak­tatu wer­sal­skiego, główny filar bez­pie­czeń­stwa naro­do­wego Pol­ski w całym dwu­dzie­sto­le­ciu mię­dzy­wo­jen­nym; nie uchro­niło to jej jed­nak od kata­strofy wrze­śnio­wej 1939 r., kiedy to dwaj wielcy sąsie­dzi poro­zu­mieli się co do ponow­nego usu­nię­cia jej z poli­tycz­nej mapy Europy.

Wojny o Kresy Wschod­nie lat 1918-1920 sta­no­wiły wyda­rze­nie ogrom­nej wagi dla losów odro­dzo­nej Pol­ski. Anga­żo­wały wie­lo­mi­lio­nowe rze­sze Pola­ków, ich bez­po­śred­nich uczest­ni­ków. Miały wielki wpływ na poli­tykę II Rze­czy­po­spo­li­tej w całym dwu­dzie­sto­le­ciu mię­dzy­wo­jen­nym. Mimo tego nie docze­kały się one, jak dotąd, lite­ra­tury histo­rycz­nej na miarę ich zna­cze­nia. Brak jest w pol­skiej histo­rio­gra­fii mono­gra­ficz­nego opra­co­wa­nia tego tematu. Uka­zują się prace obej­mu­jące każdą z tych wojen z osobna. Tym­cza­sem miały one wiele cech wspól­nych, któ­rych łącz­ni­kiem było mili­tarne wywal­cze­nie prawa Pola­ków do włą­cze­nia w skład II Rze­czy­po­spo­li­tej Kre­sów Wschod­nich.

W pol­skiej histo­rio­gra­fii o wal­kach pol­sko-ukra­iń­skich o Gali­cję Wschod­nią i Wołyń w latach 1918-1919 pisali m.in. Cze­sław Mączyń­ski1, Witold Hupert2, Michał Kli­mecki3, Jere­miasz Śli­piec4. Dzia­ła­nia mili­tarne pol­sko-litew­skie naj­peł­niej przed­sta­wili Piotr Łos­sow­ski5 i Józef Smo­leń­ski6. Wojna pol­sko-rosyj­ska 1919-1920 r. docze­kała się opra­co­wań wielu auto­rów; wśród nich piszący te słowa ma też swój oso­bi­sty udział7. To tylko pod­sta­wowa lite­ra­tura; w niniej­szej pracy wyko­rzy­stano jej znacz­nie wię­cej, i to autor­stwa zarówno pol­skich, jak i zagra­nicz­nych histo­ry­ków.

Niniej­sza praca, przy­go­to­wana w ramach nowej serii Bel­lony "Wojny, kam­pa­nie, ope­ra­cje", wycho­dzi naprze­ciw, jak się wydaje, zapo­trze­bo­wa­niu spo­łecz­nemu na takowe cało­ściowe opra­co­wa­nie. Autor, od wielu lat publi­ku­jący opra­co­wa­nia z dzie­jów poszcze­gól­nych eta­pów wojny pol­sko-rosyj­skiej 1919-1920 r., jak też cało­ściowej syn­tezy tej wojny, pod­jął się tym razem zada­nia przy­bli­że­nia zma­gań mili­tar­nych o Kresy Wschod­nie. Wymogi usta­lone dla tej serii mają też wpływ na cha­rak­ter tego opra­co­wa­nia.

Niniej­sza książka, mająca cha­rak­ter popu­lar­no­nau­kowy, oparta została na ana­li­zie mate­riału źró­dło­wego, w tym archi­wal­nego - pol­skiego i rosyj­skiego. Wyko­rzy­stane zostały także opra­co­wa­nia cząst­kowe - tak pol­skie, jak i zagra­niczne. I cho­ciaż pisana jest przez pro­fe­sjo­nal­nego histo­ryka, dba­ją­cego o zacho­wa­nie rze­tel­no­ści przed­sta­wia­nej fak­to­gra­fii, to jed­nak spo­sób jej poda­nia i pre­zen­ta­cji dosto­so­wany został do sze­ro­kiego kręgu czy­tel­ni­ków, do któ­rych jest kie­ro­wana, w tym sen­ty­men­tal­nie powią­za­nych z opi­sy­wa­nymi wyda­rze­niami. Napi­sana została więc języ­kiem przy­stęp­nym dla poten­cjal­nego odbiorcy.

Wojna pol­sko-ukra­iń­ska o Gali­cję Wschod­nią i Wołyń (1918-1919)

WOJNA POL­SKO-UKRA­IŃ­SKA O GALI­CJĘ WSCHOD­NIĄ I WOŁYŃ (1918-1919)

Obszar Gali­cji Wschod­niej i Woły­nia zamiesz­ki­wany był przez lud­ność mie­szaną, w więk­szo­ści nie­po­lskiej naro­do­wo­ści. Polacy prze­wa­żali w mia­stach i pew­nych sku­pi­skach wokół nich, lud­ność wiej­ska to głów­nie Ukra­ińcy. Na obsza­rze Gali­cji Wschod­niej Ukra­ińcy sta­no­wili 71,1% lud­no­ści, Polacy - 14,4% i Żydzi - 12,4%. Lud­ność wiej­ska to 82% całej spo­łecz­no­ści. Zbli­żone pro­por­cje były i na Woły­niu. Budze­nie się świa­do­mo­ści naro­do­wej Ukra­iń­ców roz­po­częło się pod koniec XIX w. Jego ośrod­kiem była głów­nie Gali­cja Wschod­nia. Naro­do­wo­ściowe aspi­ra­cje Ukra­iń­ców wspie­rali Austriacy, któ­rzy widzieli w tym pomoc w poskra­mia­niu pol­skich żądań nie­pod­le­gło­ścio­wych. Klę­ska mili­tarna Austro-Węgier w I woj­nie świa­to­wej i w jej efek­cie roz­pad wielonaro­do­wej monar­chii spo­wo­do­wały powsta­nie moż­li­wo­ści ubie­ga­nia się Pola­ków o odzy­ska­nie nie­pod­le­gło­ści, przez Ukra­iń­ców nato­miast trak­to­wane były jako szansa na budowę wła­snego pań­stwa. Wyklu­czało to moż­li­wość poko­jo­wego ure­gu­lo­wa­nia spraw spor­nych i zapo­wia­dało walkę mili­tarną o reali­za­cję jakże odmien­nych i wyklu­cza­ją­cych się wza­jem­nie celów obu nacji. Jej areną stał się jako pierw­szy Lwów - sto­lica byłego zaboru austriac­kiego, naj­waż­niej­sze mia­sto Gali­cji Wschod­niej. Pucz Ukra­iń­ców, prze­pro­wa­dzony ran­kiem 1 listo­pada 1918 r., oddał w ich wła­da­nie nie­mal całe mia­sto. Wła­dze powo­ła­nej tam przez Ukra­iń­ców Zachod­nio­ukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej jako sepa­ra­ty­stycz­nego pań­stwa ukra­iń­skiego czy­niły przy­go­to­wa­nia do siło­wego zaję­cia całej pro­win­cji. Celem stra­te­gicz­nym Ukra­iń­ców z Gali­cji Wschod­niej było prze­ję­cie wła­dzy w tym regio­nie i usta­no­wie­nie gra­nicy pań­stwo­wej z Pol­ską na linii San-Wisłok; ich moż­li­wo­ści reali­za­cji tego celu środ­kami mili­tar­nymi były jed­nak bar­dzo ogra­ni­czone.

Innym obsza­rem kon­fliktu był Wołyń. W tym wypadku kon­fron­ta­cja zbrojna pro­wa­dzona była z siłami Ukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej na czele z wiel­kim ata­ma­nem Symo­nem Petlurą.

Wio­sną 1919 r. doszło do pod­po­rząd­ko­wa­nia się rządu Zachod­nio­ukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej, uzna­ją­cemu zwierzch­ność Petlury rzą­dowi Ukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej, ale z zacho­wa­niem dużej auto­no­mii.

1. Obrona Lwowa (listo­pad 1918-marzec 1919)

Polacy mieli pewne infor­ma­cje o przy­go­to­wa­niach mili­tar­nych Ukra­iń­ców, lecz wyka­zy­wali nie­po­rad­ność w zespa­la­niu wła­snych sze­re­gów. Rada Regen­cyjna mia­no­wała 27 paź­dzier­nika 1918 r. gen. Sta­ni­sława Puchal­skiego (szef sztabu - płk Wła­dy­sław Sikor­ski) dowódcą woj­sko­wym w Gali­cji. Przy­był on do Lwowa dopiero 29 paź­dzier­nika i nie wyka­zy­wał ini­cja­tywy w orga­ni­zo­wa­niu pol­skich for­ma­cji woj­sko­wych. Nie było też jed­no­ści wśród znaj­du­ją­cych się w mie­ście pol­skich orga­ni­za­cji nie­pod­le­gło­ścio­wych, które baga­te­li­zo­wały wie­ści o przy­go­to­wa­niach Ukra­iń­ców do puczu. Nie utwo­rzono też wspól­nej pol­skiej komendy woj­sko­wej dla znaj­du­ją­cych się w mie­ście orga­ni­za­cji nie­pod­le­gło­ścio­wych. Tym­cza­sem Ukra­ińcy, popie­rani przez Austria­ków, czy­nili przy­go­to­wa­nia do walki zbroj­nej. Plan zaję­cia Lwowa opra­co­wali Dmy­tro Wit­kow­ski i Petro Bubela. Liczyć oni mogli począt­kowo jedy­nie na około 1500 żoł­nie­rzy naro­do­wo­ści ukra­iń­skiej, sta­cjo­nu­ją­cych w mie­ście w ramach wojsk austro-węgier­skich. 1 listo­pada 1918 r. Ukra­ińcy pod­stę­pem, przy cichej apro­ba­cie władz austro-węgier­skich, opa­no­wali Lwów, a w kolej­nych dniach - całą Gali­cję Wschod­nią. Zama­chu woj­sko­wego doko­nały skła­da­jące się z Ukra­iń­ców: 15. Tar­no­pol­ski Pułk Pie­choty, 19. Pułk Strzel­ców oraz 41. Bata­lion Asy­sten­cyjny. Tak­tyka strony ukra­iń­skiej pole­gała na wcze­śniej­szym (przed zama­chem) wyeli­mi­no­wa­niem z gar­ni­zonu lwow­skiego żoł­nie­rzy naro­do­wo­ści nieukra­iń­skiej. Opa­no­wane z zasko­cze­nia mia­sto Ukra­ińcy obsa­dzili swo­imi zało­gami. Doty­czyło to naj­waż­niej­szych obiek­tów i budyn­ków. Jed­no­cze­śnie prze­rwano połą­cze­nia kole­jowe i tele­fo­niczne Lwowa z Gali­cją Zachod­nią. Zasko­czeni żoł­nie­rze austriaccy nie prze­ciw­sta­wiali się zama­chow­com, tym jed­nak, mimo zaję­cia nie­mal całego mia­sta, nie udało się zupeł­nie go spa­ra­li­żo­wać; np. nie kon­tro­lo­wali Dworca Głów­nego - bra­ko­wało im na to sił. Inter­no­wali za to ofi­cjalne wła­dze cywilne i woj­skowe Austro-Węgier; te dru­gie uznały puczy­stów za part­ne­rów i zgo­dziły się na prze­ka­za­nie im uzbro­je­nia, znaj­du­ją­cego się na obsza­rze Gali­cji Wschod­niej. Za pucz na pro­win­cji odpo­wia­dał Dmy­tro Pali­jew. Orga­ni­za­to­rzy i dowódcy puczu byli niskiej rangi żoł­nie­rzami armii austro-węgier­skiej.

Ukra­ińcy spra­wie opa­no­wa­nia Lwowa poświę­cili naj­wię­cej uwagi, kon­cen­tru­jąc do wyko­na­nia tego zada­nia więk­szość dys­po­zy­cyj­nych wojsk, a ogo­ła­ca­jąc z nich pozo­stały obszar Gali­cji Wschod­niej. Z punktu widze­nia sztuki wojen­nej nie było to roz­wią­za­nie opty­malne, kon­cen­tra­cja wojsk nastą­piła bowiem w miej­scu, gdzie lokalne for­ma­cje woj­skowe miały dużą prze­wagę nad Pola­kami. Zacho­wa­nie Ukra­iń­ców uza­sad­nione było chę­cią opa­no­wa­nia mia­sta pla­no­wa­nego na sie­dzibę władz oraz obawą, czy można byłoby tego doko­nać wyłącz­nie siłami lokal­nymi, wie­dząc o pol­skiej domi­na­cji wśród miesz­kań­ców tego mia­sta8.

Pol­skie orga­ni­za­cje para­mi­li­tarne, począt­kowo zasko­czone zama­chem ukra­iń­skim, stop­niowo przy­stą­piły do mobi­li­za­cji swych sił we Lwo­wie. Kon­cen­tro­wały się one w kilku odizo­lo­wa­nych obiek­tach (Szkoła im. H. Sien­kie­wi­cza - komen­dant kpt. Zdzi­sław Tatar-Trze­śniow­ski, Dom Tech­ni­ków - pchor. Ludwik Wasi­lew­ski, obiekty przy ul. Issa­kow­skiej). Z uwagi na brak uzbro­je­nia począt­kowe walki podej­mo­wane były przez pol­ską samo­obronę z myślą o zdo­by­ciu broni. Sta­rano się ata­ko­wać maga­zyny uzbro­je­nia i poje­dyn­czych żoł­nie­rzy ukra­iń­skich. Tak­tyka ta oka­zała się słuszna, bowiem umoż­li­wiła prze­ję­cie czę­ści uzbro­je­nia, daleko jed­nak nie­wy­star­cza­jąca do wypo­sa­że­nia licz­nie zgła­sza­ją­cych się ochot­ni­ków. Sła­bo­ścią były spory wokół powo­ła­nia jed­no­li­tego dowódz­twa. Dopiero po licz­nych spo­rach i tar­gach został nim kpt. Cze­sław Mączyń­ski9. Utwo­rzono Naczelną Komendę Wojsk Pol­skich we Lwo­wie. Powo­łano także jed­no­litą repre­zen­ta­cję poli­tyczną - Pol­ski Komi­tet Naro­dowy na czele z Wła­dy­sła­wem Ste­sło­wi­czem.

Ukra­ińcy dążyli do szyb­kiego zdła­wie­nia prób sta­wia­nia oporu przez Pola­ków, stąd ata­ko­wali nie­liczne jesz­cze pol­skie pla­cówki na tere­nie mia­sta. Atak na Szkołę im. H. Sien­kie­wi­cza nie powiódł się, a do tego pol­skie patrole już pod koniec 1 listo­pada oczy­ściły z oddzia­łów prze­ciw­nika ul. Gru­decką. Obro­niły się i pozo­stałe pla­cówki.

Po stro­nie pol­skiej cechą cha­rak­te­ry­styczną w pierw­szych godzi­nach walk było podej­mo­wa­nie prób two­rze­nia regu­lar­nych oddzia­łów woj­sko­wych. Z koniecz­no­ści zacho­wy­wały się one jesz­cze defen­syw­nie wobec zde­cy­do­wa­nej prze­wagi prze­ciw­nika. Polacy w tym cza­sie nie mieli planu walki i jed­no­li­tego dowódz­twa, stąd ich poczy­na­nia były nie­sko­or­dy­no­wane i żywio­łowe. Za główny cel tej fazy dzia­łań strona pol­ska uznała zdo­by­cie nie­zbęd­nego uzbro­je­nia. Przy­jęto tak­tykę pro­wa­dze­nia licz­nych napa­dów na patrole nie­przy­ja­ciela.

2 listo­pada Naczelne Dowódz­two Obrony Lwowa zde­cy­do­wało o przy­stą­pie­niu uzbro­jo­nych oddzia­łów do ogra­ni­czo­nych dzia­łań ofen­syw­nych. Utwo­rzono dwie grupy sztur­mowe, które miały opa­no­wać Dwo­rzec Główny i znaj­du­jące się tam maga­zyny woj­skowe. Zapla­no­wano natar­cie wypro­wa­dzane od pół­nocy i wschodu. Sta­rano się wyko­rzy­stać czyn­nik zasko­cze­nia. Ata­ko­wano z deter­mi­na­cją, do walki na bagnety włącz­nie. Aktyw­ność wyka­zy­wała w szcze­gól­no­ści załoga Szkoły im. H. Sien­kie­wi­cza, kie­ro­wana przez nowego dowódcę, kpt. Mie­czy­sława Borutę-Spie­cho­wi­cza. Zano­to­wano spory suk­ces, bowiem zdo­byto duży maga­zyn broni i amu­ni­cji. Po kil­ku­go­dzin­nej walce opa­no­wano cały kom­pleks Dworca Głów­nego. W tym cza­sie inna grupa Pola­ków zdo­była dwa działa w pobli­skiej wsi Sokol­niki, a kolejna zajęła Szkołę im. St. Konar­skiego. Opa­no­wano lot­ni­sko na Lewan­dówce. Nie­udana była pod­jęta przez por. Anto­niego Jakub­skiego próba sfor­mo­wa­nia pol­skich oddzia­łów na Zamar­ty­no­wie.

Zasko­czeni Ukra­ińcy w odwe­cie pró­bo­wali zdo­być obiekty Szkoły im. H. Sien­kie­wi­cza i Domu Tech­ni­ków, ale bez powo­dze­nia. Obszar kon­tro­lo­wany przez Pola­ków 2 listo­pada znacz­nie się posze­rzył. Wyzna­czony był on linią bie­gnącą od Dworca Głów­nego przez Dwo­rzec Kle­pa­row­ski, wzgó­rze na pół­noc od ul. Janow­skiej, Cmen­tarz Janow­ski, ulice: Bema, Kor­dow­skiego, Lesz­czyń­skiego, plac Bil­czew­ski, ulice: Chrza­now­skiego, Koper­nika, wzgó­rza Wulec­kie i Kul­par­tow­skie, szosę gró­decką, część Dworca Czer­niow­skiego, by zamknąć się ponow­nie przy Dworcu Głów­nym10.

Do oddzia­łów pol­skich sys­te­ma­tycz­nie napły­wali ochot­nicy. Stwa­rzało to nadzieję na kon­ty­nu­owa­nie dzia­łań ofen­syw­nych, zapla­no­wano więc natar­cie w kie­runku cen­trum mia­sta lub na cyta­delę. Tym­cza­sem 3 listo­pada zawarto cza­sowe zawie­sze­nie broni. Ukra­ińcy czas ten zamie­rzali wyko­rzy­stać na ścią­gnię­cie regu­lar­nych for­ma­cji strzel­ców siczo­wych.

Pierw­szy etap walk po stro­nie pol­skiej okre­ślić można jako dzia­ła­nia impro­wi­zo­wane, spon­ta­niczne, bez jasno wytknię­tego celu stra­te­gicz­nego. Główna uwaga impro­wi­zo­wa­nych oddzia­łów sku­piona była na zdo­by­wa­niu broni. Pierw­sza pla­nowa akcja - natar­cie na Dwo­rzec Główny - wyka­zała prze­wagę dzia­łań pla­no­wych nad żywio­ło­wymi. Dało to asumpt do opra­co­wy­wa­nia pla­nów kolej­nych ope­ra­cji.

Obie strony pod­jęły już 2 listo­pada nego­cja­cje, ale bez powo­dze­nia. Ukra­ińcy zamie­rzali na trwałe opa­no­wać Gali­cję Wschod­nią.

Ukra­ińcy prze­rwę w wal­kach wyko­rzy­stali na znaczne wzmoc­nie­nie swych sił we Lwo­wie. Napływ ochot­ni­ków do pol­skich oddzia­łów nie rekom­pen­so­wał znacz­nego przy­ro­stu sił prze­ciw­nika, mimo to bilans dwu­dnio­wych walk był nie­ko­rzystny dla Ukra­iń­ców, bowiem po począt­ko­wym zasko­cze­niu Pola­ków nie zdo­łali oni roz­sze­rzyć stanu posia­da­nia w mie­ście, a nawet nastą­piło jego pewne uszczu­ple­nie. Stąd też już pod wie­czór 3 listo­pada Ukra­ińcy pod­jęli dzia­ła­nia zaczepne dla odbi­cia Dworca Głów­nego. Walki w tym rejo­nie cha­rak­te­ry­zo­wały się dużym dyna­mi­zmem - obie strony ata­ko­wały i kontrata­ko­wały na prze­mian. Osta­tecz­nie Polacy obro­nili Dwo­rzec Główny, ale utra­cili pozy­cje wokół radio­sta­cji pod Kozia­ten­ni­kami.

Ukra­ińcy, posia­da­jąc znaczną prze­wagę sił, zapla­no­wali na 4 listo­pada gene­ralne natar­cie, dodat­kowo licząc na szyb­kie przy­by­cie do mia­sta Legionu Strzel­ców Siczo­wych. Ata­ko­wano nie­mal na całej linii frontu, sto­su­jąc tak­tykę jed­no­cze­snych natarć pro­wa­dzo­nych przez wydzie­lone grupy sztur­mowe. Doszło do zacię­tych walk. Ukra­ińcy poczy­nili liczne wyłomy w pol­skich liniach obron­nych; mimo to Polacy nie ogra­ni­czali się wyłącz­nie do dzia­łań defen­syw­nych.

Mimo podej­mo­wa­nych przez obie strony w dniach 4-5 listo­pada prób uzy­ska­nia prze­wagi, pro­wa­dzone dzia­ła­nia zakwa­li­fi­ko­wać można jako walki pozy­cyjne. Sta­bi­li­za­cja walk zapo­wia­dała ich prze­wle­kłość. Wyma­gało to od obu stron zna­czą­cego wzmoc­nie­nia liczeb­nego wal­czą­cych wojsk, ich reor­ga­ni­za­cji oraz pla­no­wego zaopa­try­wa­nia. Polacy wydali roz­kaz mobi­li­za­cji wyzna­czo­nych rocz­ni­ków, ale jego reali­za­cja napo­ty­kała trud­no­ści. Mimo to liczeb­ność oddzia­łów pol­skich 5 listo­pada wyno­siła 6022 żoł­nie­rzy i 1421 mło­do­cia­nych11. Linii frontu, podzie­lo­nego na odcinki, podod­cinki i sek­tory, bro­niły dwie grupy wojsk. Obok oddzia­łów obsa­dza­ją­cych linię frontu roz­po­częto for­mo­wa­nie spe­cjal­nych grup sztur­mo­wych. Zakoń­czono for­mo­wa­nie Naczel­nej Komendy. Two­rzono służbę zabez­pie­cze­nia logi­stycz­nego i sani­tarną. Ogło­szono wer­bu­nek na zasa­dzie poboru do woj­ska męż­czyzn w wieku od 18 do 35 lat i byłych woj­sko­wych do 45 roku życia. Tajne punkty wer­bun­kowe funk­cjo­no­wały w dziel­ni­cach opa­no­wa­nych przez Ukra­iń­ców. Łącz­ność z kra­jem utrzy­my­wano wyłącz­nie za pomocą trzech posia­da­nych samo­lo­tów. Wszystko to powo­do­wało prze­cho­dze­nie od etapu dzia­łań impro­wi­zo­wa­nych do zor­ga­ni­zo­wa­nych i wcze­śniej zapla­no­wa­nych. Nad­mie­nić należy, iż część prze­by­wa­ją­cych we Lwo­wie w armii austro-węgier­skiej pol­skich ofi­ce­rów zacho­wała się neu­tral­nie wobec roz­gry­wa­ją­cych się wyda­rzeń.

Cechą cha­rak­te­ry­styczną tej fazy walki było po stro­nie pol­skiej wyko­rzy­sty­wa­nie pew­nych ele­men­tów teo­rii wojny ludo­wej, opra­co­wa­nej w dru­giej poło­wie XIX w. Wyra­żało się to w maso­wym udziale lud­no­ści cywil­nej w wal­kach oraz jej peł­nym popar­ciu dla tej walki. Było to dosto­so­wy­wane do lokal­nych warun­ków.

Kolejne zawie­sze­nie broni zawarto 6 listo­pada. Trwały nie­sna­ski w dowódz­twie ukra­iń­skim, połą­czone z dymi­sjami. Nowym dowódcą wojsk we Lwo­wie został płk Hry­ho­ryja Kos­sak, który jed­nak szybko prze­ka­zał dowódz­two kpt. Hna­towi Ste­fa­ni­wowi. Powo­łano w mie­ście namiastkę gali­cyj­skiego rządu ukra­iń­skiego na czele z Kostem Lewic­kim. Prze­rwę w wal­kach obie strony wyko­rzy­stały na wzmoc­nie­nie oddzia­łów bojo­wych, reor­ga­ni­za­cję wojsk oraz umac­nia­nie linii frontu. Przy­stą­piono do kopa­nia cią­głej linii oko­pów. Zapo­wia­dało to sta­bi­li­za­cję dzia­łań, cho­ciaż tak Ukra­ińcy, jak i Polacy przy­go­to­wy­wali się do pro­wa­dze­nia dużych ope­ra­cji zaczep­nych. Obie strony z deter­mi­na­cją sta­rały się prze­jąć kon­trolę nad Lwo­wem, wie­dząc o jego roli w pano­wa­niu nad całą Gali­cją Wschod­nią.

Naczelny Dowódca Wojsk Pol­skich we Lwo­wie kpt. Cze­sław Mączyń­ski opo­wia­dał się jed­nak za pro­wa­dze­niem dzia­łań obron­nych. Nie­chętny był dzia­ła­niom zaczep­nym, jako że "...ataki pro­wa­dzą przy dużych stra­tach jedy­nie do korekty prze­biegu frontu"12.

Ukra­ińcy, zasko­czeni nie­spo­dzie­wa­nie sil­nym opo­rem Pola­ków, wzmo­gli ter­ror wobec lud­no­ści pol­skiej zamiesz­ku­ją­cej kon­tro­lo­wane przez nich rejony mia­sta. Doko­ny­wali licz­nych bru­tal­nych rewi­zji, w cza­sie któ­rych podej­rza­nych o przy­na­leż­ność do pol­skiej samo­obrony natych­miast roz­strze­li­wano13.

Rozejm został zerwany przez Ukra­iń­ców, któ­rzy natarli na Szkołę im. H. Sien­kie­wi­cza. Ich natar­cie zała­mało się wsku­tek upo­rczy­wej obrony Pola­ków. Ci dru­dzy z kolei prze­pro­wa­dzili udany wypad na przed­pola Lwowa, przej­ściowo opa­no­wu­jąc maga­zyny woj­skowe w Skni­ło­wie. Zdo­byto 12 armat, 4 kara­biny maszy­nowe i wiele kara­bi­nów ręcz­nych.

7 listo­pada Komenda Główna Wojsk Pol­skich we Lwo­wie zatwier­dziła plan natar­cia na śród­mie­ście. Zała­mało się ono w ogniu prze­ciw­nika. Obu stro­nom bra­ko­wało doświad­cze­nia w orga­ni­zo­wa­niu i pro­wa­dze­niu więk­szych ope­ra­cji. Wyszko­le­nie żoł­nie­rzy, z uwagi na domi­na­cję w sze­re­gach zupeł­nie nie­prze­szko­lo­nych ochot­ni­ków, było słabe. Szwan­ko­wało współ­dzia­ła­nie i koor­dy­na­cja dzia­łań. Potwier­dzona została znana przez sztukę wojenną zasada, iż żoł­nierz słabo wyszko­lony nie jest zdolny do uczest­nic­twa w skom­pli­ko­wa­nych ope­ra­cjach.

Natar­cie Pola­ków, pro­wa­dzone 9 listo­pada, zakoń­czyło się nie­po­wo­dze­niem. Jedy­nym suk­ce­sem było opa­no­wa­nie gma­chu Poczty Głów­nej. To jesz­cze bar­dziej utwier­dziło kpt. Mączyń­skiego w prze­ko­na­niu o nie­ce­lo­wo­ści podej­mo­wa­nia dużych akcji ofen­syw­nych. Sys­te­ma­tycz­nie rosła liczeb­ność wojsk pol­skich. 11 listo­pada w oddzia­łach linio­wych znaj­do­wało się 239 ofi­ce­rów i 3044 sze­re­go­wych, w for­ma­cjach pomoc­ni­czych - 129 ofi­ce­rów i 1679 sze­re­go­wych14.

13 listo­pada strona ukra­iń­ska roz­po­częła natar­cie w rejo­nie Kul­par­towa. Wywią­zała się zażarta walka. Polacy po raz pierw­szy do walki wpro­wa­dzili szwa­dron kawa­le­rii "Wilki". Prze­ciw­nik zmu­szony został do zanie­cha­nia dzia­łań zaczep­nych, nie trwało to jed­nak długo. Ukra­ińcy naj­więk­szą w dotych­cza­so­wych wal­kach ofen­sywę roz­po­częli w nocy z 13 na 14 listo­pada. Do natar­cia użyli 2,5 tys. żoł­nie­rzy oraz 25 dział i moź­dzie­rzy. Nacie­rano na Zamar­sty­nów i Kul­par­towo. Walki trwały przez cały dzień 14 listo­pada. Docho­dziło do licz­nej walki wręcz. Straty były duże, zwłasz­cza po stro­nie ukra­iń­skiej. Mimo to nie nastą­piła istotna zmiana linii frontu.

Walki pozy­cyjne, z pró­bami pro­wa­dze­nia lokal­nych natarć, trwały do 17 listo­pada, czyli do kolej­nego rozejmu. Strona ukra­iń­ska zaczęła zda­wać sobie sprawę z tego, że cel główny zama­chu lwow­skiego, czyli usta­no­wie­nie pań­stwo­wo­ści ukra­iń­skiej w Gali­cji Wschod­niej, nie został osią­gnięty. Polacy tym­cza­sem gro­ma­dzili w głębi kraju posiłki, mające podą­żyć na odsiecz do Lwowa.

W cza­sie gdy toczyły się zacięte walki we Lwo­wie, Ukra­ińcy dopro­wa­dzili do prze­ję­cia peł­nej kon­troli nad całą Gali­cją Wschod­nią; przej­ściowo zajęli nawet Prze­myśl. Dopro­wa­dziło to do peł­nego odcię­cia bro­nią­cych się we Lwo­wie Pola­ków od łącz­no­ści z kra­jem. Powo­do­wało to, że mimo boha­ter­stwa obroń­ców Lwowa zmiana ich poło­że­nia mogła nastą­pić dopiero po nadej­ściu odsie­czy z głębi kraju. Przy­go­to­wa­nia do niej naka­zał m.in. Pił­sud­ski, ale w tym cza­sie efek­tyw­nej pomocy udzie­lić mogła tylko Gali­cja Zachod­nia. W War­sza­wie plan odsie­czy jesz­cze przed for­malną datą reak­ty­wo­wa­nia wol­nej Pol­ski przy­go­to­wy­wał szef Sztabu Gene­ral­nego WP, gen. Tade­usz Jor­dan Roz­wa­dow­ski. Jego reali­za­cja wyma­gała wydzie­le­nia znacz­nych sił, któ­rych bra­ko­wało.

Józef Pił­sud­ski, który objął wła­dzę w War­sza­wie, dostrze­gał waż­ność przy­na­leż­no­ści do Pol­ski Lwowa i Gali­cji Wschod­niej i podej­mo­wał kroki dla udzie­le­nia pomocy wal­czą­cym tam Pola­kom. Prze­ka­zał dowódz­two nad obsza­rem całej Gali­cji, Zagłę­bia Dąbrow­skiego i Ślą­ska Cie­szyń­skiego gen. Emi­lowi Goło­gór­skiemu. Tym­cza­sem w róż­nych regio­nach kraju for­mo­wano oddziały odsie­czowe. For­mo­wany w Lubli­nie oddział mjr. Fer­dy­nanda Zarzyc­kiego dość długo nie był gotowy do akcji; znacz­nie bar­dziej zaawan­so­wane były przy­go­to­wa­nia pro­wa­dzone w Kra­ko­wie, z ini­cja­tywy gen. Bole­sława Roji. Utwo­rzona została Grupa "San", dowo­dzona przez mjr. Juliana Sta­chie­wi­cza. Bez­po­śred­nią orga­ni­za­cją odsie­czy dla Lwowa zajął się ppłk Michał Kara­sze­wicz-Toka­rzew­ski. Skon­cen­tro­wał on w Prze­my­ślu około 1400-oso­bową grupę sztur­mową. 19 listo­pada zała­do­wał ją w Prze­my­ślu na sześć pocią­gów trans­por­to­wych, ubez­pie­cza­nych przez pociąg pan­cerny, i z zasko­cze­nia przedarł się do Lwowa.

19 listo­pada komendę nad woj­skami wal­czą­cymi w Gali­cji Wschod­niej otrzy­mał gen. Roz­wa­dow­ski, sto­jący na czele Dowódz­twa "Wschód" z sie­dzibą w Kra­ko­wie. Sze­fem sztabu był ppłk Jan Thul­lie, następ­nie mjr Fran­ci­szek Kle­eberg, Głów­nym Kwa­ter­mi­strzem - płk Wła­dy­sław Sikor­ski, komi­sa­rzem cywil­nym przy tym dowódz­twie - Jerzy Dzie­du­szycki. Zada­niem miało być trwałe opa­no­wa­nie tego regionu. Wyma­gało to czasu na two­rze­nie odpo­wied­nio licz­nych wojsk, do tego wystę­pu­ją­cych jako for­ma­cje impro­wi­zo­wane. W pla­nach gen. Roz­wa­dow­skiego było two­rze­nie regu­lar­nych struk­tur orga­ni­za­cyj­nych woj­ska, jego nale­żyte wyszko­le­nie i wypo­sa­że­nie. Reago­wał też na wro­gość wobec Pola­ków lud­no­ści ukra­iń­skiej zamiesz­ku­ją­cej Gali­cję Wschod­nią - stąd naka­zy­wał jej bez­względne roz­bra­ja­nie oraz surowe kara­nie osób uję­tych z bro­nią.

Komenda Główna Wojsk Pol­skich we Lwo­wie, wraz z ppłk. Toka­rzew­skim po jego przedar­ciu się do mia­sta, opra­co­wała plan wypar­cia z niego Ukra­iń­ców. Zapla­no­wano pro­wa­dze­nie dzia­łań oskrzy­dla­ją­cych od pół­nocy i połu­dnia. Siły pol­skie, liczące 500 ofi­ce­rów, 4360 sze­re­go­wych, 40 kara­bi­nów maszy­no­wych i 13 dział, podzie­lone zostały na cztery grupy ude­rze­niowe. Dwie z nich ope­ro­wały na skrzy­dłach, pro­wa­dząc zasad­ni­cze dzia­ła­nia, pozo­stałe dwie, usy­tu­owane w cen­trum, miały pro­wa­dzić walki wią­żące. Natar­cie wspie­rały trzy pociągi pan­cerne. W akcji brało także udział lot­nic­two lwow­skie.

Mimo zasko­cze­nia Ukra­ińcy sta­wiali zacięty opór. Był on szcze­gól­nie silny w pasie dzia­ła­nia zgru­po­wa­nia pół­noc­nego. Woj­ska przy­byłe z odsie­czą nie były przy­go­to­wane do walk ulicz­nych, stąd tempo natar­cia było wolne. Polacy stop­niowo prze­ła­my­wali opór prze­ciw­nika, jed­nakże w dniu 21 listo­pada nie uzy­skali zakła­da­nego roz­strzy­gnię­cia. Tym­cza­sem w nocy z 21 na 22 listo­pada woj­ska ukra­iń­skie opu­ściły Lwów. Można to oce­nić z woj­sko­wego punktu widze­nia jako decy­zję przed­wcze­sną; dowódz­two wojsk ukra­iń­skich oba­wiało się jed­nak cał­ko­wi­tego znisz­cze­nia znaj­du­ją­cych się w mie­ście wojsk i dla­tego posta­no­wiło je wyco­fać. Na ranem 22 listo­pada bro­niły się tylko nie­liczne punkty oporu, które wkrótce ska­pi­tu­lo­wały15.

Ta faza walk o Lwów dostar­czyła wielu inte­re­su­ją­cych doświad­czeń dla dopiero wypra­co­wy­wa­nej pol­skiej sztuki wojen­nej. Pro­wa­dzone one były w dużej aglo­me­ra­cji miej­skiej, co deter­mi­no­wało tak­tykę walki. Zdo­byto doświad­cze­nia w prze­cho­dze­niu od impro­wi­zo­wa­nej samo­obrony do dzia­łań regu­lar­nych, jak rów­nież w pro­wa­dze­niu dzia­łań obron­nych z wyko­rzy­sta­niem trwa­łej zabu­dowy. W akcjach zaczep­nych inte­re­su­jące było dąże­nie do pro­wa­dze­nia manew­rów okrą­ża­ją­cych, zwłasz­cza dwu­stron­nych. Prze­ko­nano się, że sztur­mo­wa­nie sil­nie ufor­ty­fi­ko­wa­nych pozy­cji nie jest moż­liwe bez wspar­cia arty­le­rii. Na uli­cach wzno­szono bary­kady, w tere­nie otwar­tym kopano rowy strze­lec­kie. Uwi­docz­niły się braki i błędy w pro­wa­dzo­nych dzia­ła­niach. Zali­czyć do nich należy:

- słabe wyszko­le­nie oddzia­łów i poje­dyn­czych żoł­nie­rzy;

- błędy w dowo­dze­niu i koor­dy­na­cji dzia­łań;

- nie­umie­jęt­ność współ­dzia­ła­nia mię­dzy oddzia­łami.

Naj­waż­niej­szym doświad­cze­niem było prze­ko­na­nie się, że nawet w naj­trud­niej­szych warun­kach, przy ogrom­nej deter­mi­na­cji spo­łe­czeń­stwa w dąże­niu do obrony swo­jej nie­pod­le­gło­ści, można podej­mo­wać walkę ze znacz­nie sil­niej­szym prze­ciw­ni­kiem.

Za inte­re­su­jący z punktu widze­nia sztuki wojen­nej uznać należy spo­sób prze­pro­wa­dze­nia odsie­czy ze strony grupy prze­my­skiej, dopro­wa­dza­ją­cej do wypar­cia nie­przy­ja­ciela ze Lwowa.

Gene­ralne wnio­ski wypły­wa­jące z tego etapu walk we Lwo­wie spro­wa­dzają się do kon­sta­ta­cji, iż strona pol­ska została zasko­czona akcją prze­ciw­nika i w pierw­szych dniach listo­pada mogła jej prze­ciw­sta­wić tylko dzia­ła­nia impro­wi­zo­wane pro­wa­dzone metodą insu­rek­cyjną, czyli metodą dzia­łań par­ty­zanc­kich, ale reali­zo­wa­nych w warun­kach miej­skich. Z powo­dze­niem korzy­stano z infra­struk­tury miej­skiej, umoż­li­wia­ją­cej tę formę dzia­łań. Po eta­pie dzia­łań impro­wi­zo­wa­nych nastą­piło przej­ście do two­rze­nia regu­lar­nej struk­tury woj­sko­wej i stop­nio­wego prze­cho­dze­nia do tak­tyki dzia­łań kon­wen­cjo­nal­nych.

Tę fazę walk podzie­lić można na trzy cha­rak­te­ry­styczne etapy:

- począt­kowy (1-4 listo­pada), cha­rak­te­ry­zu­jący się spon­ta­nicz­no­ścią dzia­łań i dąż­no­ścią strony pol­skiej do prze­ję­cia ini­cja­tywy ofen­syw­nej;

- drugi (5-19 listo­pada) to walki pozy­cyjne z domi­na­cją dzia­łań zaczep­nych Ukra­iń­ców;

- koń­cowy (21-22 listo­pada) - ofen­sywa pol­ska po przy­by­ciu oddzia­łów odsie­czo­wych, zakoń­czona wypar­ciem wojsk ukra­iń­skich ze Lwowa16.

Ukra­ińcy, choć zmu­szeni do opusz­cze­nia Lwowa, zacho­wali na­dal ini­cja­tywę zarówno w wymia­rze stra­te­gicz­nym, jak i ope­ra­cyj­nym, kon­tro­lo­wali bowiem obszar Gali­cji Wschod­niej, ota­cza­jąc Lwów pier­ście­niem okrą­że­nia. Suk­ces Pola­ków w wal­kach o Lwów miał przede wszyst­kim wymiar psy­cho­lo­giczny, nie zmie­niał nato­miast ogól­nego poło­że­nia mili­tar­nego w Gali­cji Wschod­niej.

Strona ukra­iń­ska po porażce ponie­sio­nej we Lwo­wie przy­go­to­wy­wała się do odzy­ska­nia mia­sta. Dla reali­za­cji tego celu skon­cen­tro­wała grupę wojsk liczącą 30 tys. żoł­nie­rzy z 40 dzia­łami. Dzia­ła­nia ubez­pie­cza­jące zamie­rzano pro­wa­dzić na linii Sanu. Do czasu uru­cho­mie­nia ofen­sywy pla­no­wano szczelną blo­kadę mia­sta. Czy­niły to grupy "Stare Sioło", "Szcze­rzec" i "Nawa­ria". Jed­no­cze­śnie płk Ste­fa­niw two­rzył doraźne grupy wojsk prze­zna­czone do walki ze zgru­po­wa­niami Pola­ków. Woj­ska ukra­iń­skie zło­żone były głów­nie z pie­choty, odczu­wa­jąc brak jazdy, miały też trud­no­ści z for­mo­wa­niem arty­le­rii. Pod­jęto próby orga­ni­za­cji lot­nic­twa, które two­rzył Petro Franko. Nato­miast pomoc mili­tarna Ukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej była wręcz sym­bo­liczna. 10 grud­nia 1918 r. dowo­dze­nie woj­skami ukra­iń­skimi prze­jął gen. Micha­iło Ome­lia­no­wicz-Paw­lenko. Jego zada­niem miało być szyb­kie odzy­ska­nie Lwowa, stąd doko­nano reorga­ni­za­cji pod­le­głych mu wojsk, pla­nu­jąc wysta­wie­nie trzech kor­pu­sów, z któ­rych każdy liczył po cztery bry­gady. Były to ambitne plany z długą per­spek­tywą ich reali­za­cji.

Gene­rał Roz­wa­dow­ski 30 listo­pada naka­zał nową orga­ni­za­cję linii obron­nych we Lwo­wie. Zwra­cał uwagę na ich roz­bu­dowę inży­nie­ryjną i ufor­ty­fi­ko­wa­nie. Linie obronne w mie­ście obsa­dzić miały oddziały pod­le­głe awan­so­wa­nemu do stop­nia pod­puł­kow­nika Mączyń­skiemu, zło­żone z 1. i 2. puł­ków Strzel­ców Lwow­skich, Legii Ofi­cer­skiej i kom­pa­nii sztur­mo­wej. Zgru­po­wa­nie ppłk. Kara­sze­wi­cza-Toka­rzew­skiego miało być odwo­dem Dowódz­twa "Wschód". Od 3 grud­nia dowódcą obrony Lwowa został gen. Józef Leśniew­ski. Dys­po­no­wał on w poło­wie grud­nia w oddzia­łach linio­wych w pie­cho­cie 486 ofi­ce­rami i 5570 sze­re­go­wymi, w jeź­dzie - 38 ofi­ce­rami i 257 sze­re­go­wymi, i w arty­le­rii - 200 ofi­ce­rami i 1032 sze­re­go­wymi17. Woj­ska te two­rzyły bry­gadę ppłk. Mączyń­skiego i bry­gadę ppłk. Kara­sze­wi­cza-Toka­rzew­skiego oraz rezerwę.

Polacy pla­no­wali także pro­wa­dze­nie ener­gicz­niej­szych dzia­łań dla wypar­cia Ukra­iń­ców z całej Gali­cji Wschod­niej. W ten rejon zaczęto kie­ro­wać for­mo­wane w głębi kraju różne grupy ope­ra­cyjne i tak­tyczne. Począt­kowo były to sto­sun­kowo nie­liczne oddziały. Grupa płk. Swo­body, skła­da­jąca się z trzech kom­pa­nii pie­choty i pociągu pan­cer­nego, ope­ro­wała w rejo­nie Rawy Ruskiej, dążąc do zerwa­nia kon­cen­tra­cji wojsk prze­ciw­nika szy­ku­ją­cych się do ofen­sywy na Lwów. Podobne zada­nie miała reali­zo­wać grupa mjr. Wacława Sce­voli-Wie­czor­kie­wi­cza (bata­lion pie­choty, kom­pa­nia kara­bi­nów maszy­no­wych, szwa­dron kawa­le­rii, trzy działa), która po zaję­ciu Bełza szy­ko­wała się do mar­szu na Lwów. W Prze­my­ślu utwo­rzony został oddział mjr. Jana Hem­pla (bata­lion pie­choty, bate­ria arty­le­rii), który pró­bo­wał nacie­rać w kie­runku Gródka Jagiel­loń­skiego, ale bez powo­dze­nia.

Walki poza Lwo­wem pro­wa­dzone były do końca 1918 r. ze zmien­nym powo­dze­niem. Nie udało się Ukra­iń­com odzy­skać utra­co­nej w końcu grud­nia Rawy Ruskiej, nato­miast opa­no­wali przej­ściowo Chy­rów, Gró­dek Jagiel­loń­ski i Dublany.

Istot­nym wzmoc­nie­niem dla załogi Lwowa było skie­ro­wa­nie pod koniec grud­nia 1918 r. do mia­sta grupy mjr. Józefa Sopot­nic­kiego liczą­cej 2400 bagnety, 150 sza­bel i 10 dział. Mało efek­tywna była tak­tyka nęka­nia pozy­cji prze­ciw­nika przez natar­cia drob­nych grup wypa­do­wych z mia­sta.

Dzia­ła­nia nie­licz­nych, do tego odizo­lo­wa­nych grup nie mogły zmie­nić nie­ko­rzyst­nego dla Pola­ków poło­że­nia ope­ra­cyj­nego w Gali­cji Wschod­niej, stąd z ini­cja­tywy gen. Roz­wa­dow­skiego utwo­rzona została znacz­nie sil­niej­sza grupa gen. Zyg­munta Zie­liń­skiego, która pod­jęła natar­cie na Chy­rów-Sam­bor. Sto­so­wała ona sku­teczną tak­tykę bicia prze­ciw­nika czę­ściami. Począt­kowo dopro­wa­dziło to do wypar­cia oddzia­łów ukra­iń­skich z połu­dniowo-zachod­nich rubieży Gali­cji Wschod­niej. Sytu­acja ule­gła zmia­nie po roz­po­czę­ciu przez prze­ciw­nika ofen­sywy na Lwów. Wów­czas gen. Zie­liń­ski otrzy­mał zada­nie odblo­ko­wa­nia Lwowa.

Strona pol­ska prze­ko­nała się, że w wal­kach w Gali­cji Wschod­niej liczą się tylko silne, dobrze wypo­sa­żone w broń maszy­nową i arty­le­rię grupy wojsk. Jed­nak i one mogły tylko doraź­nie popra­wić poło­że­nie mili­tarne. Pełny suk­ces można było osią­gnąć tylko wów­czas, gdy zosta­nie otwo­rzony oddzielny front, pro­wa­dzący dzia­ła­nia ofen­sywne w dużym stylu.

Ofen­sywa ukra­iń­ska na Lwów roz­po­częła się 22 grud­nia 1918 r. Zablo­ko­wana załoga lwow­ska spo­so­biła się, na miarę posia­da­nych moż­li­wo­ści, do odpar­cia natar­cia prze­ciw­nika. Gar­ni­zo­nem dowo­dził gen. Leśniew­ski. Doko­nał on reor­ga­ni­za­cji wojsk, tym razem już regu­lar­nych oddzia­łów. Roz­bu­do­wy­wano pod wzglę­dem inży­nie­ryj­nym pozy­cje wokół mia­sta.

Prze­ciw­nik nacie­rał z kilku kie­run­ków. Dzia­ła­nia dez­orien­tu­jące obroń­ców Lwowa pro­wa­dzone były na Sądową Wisz­nię przez zgru­po­wa­nie płk. Antina Krawsa. Mia­sto zostało szczel­nie zablo­ko­wane, pozba­wione wody (znisz­cze­nie urzą­dzeń wodo­cią­go­wych w Dobro­sta­nach) i ener­gii elek­trycz­nej (uszko­dze­nie elek­trowni na Per­sen­kówce). Mimo to obrońcy pod­jęli boha­ter­ską walkę.

Naczelne Dowódz­two WP posta­no­wiło udzie­lić pomocy obroń­com Lwowa. Z grupy gen. Zie­liń­skiego wydzie­lony został oddział ude­rze­niowy mjr. Józefa Sopot­nic­kiego, skła­da­jący się z czte­rech bata­lio­nów pie­choty, bata­lionu war­szaw­skich ochot­ni­ków dla odsie­czy Lwowa, kom­pa­nii kara­bi­nów maszy­no­wych, szwa­dronu kawa­le­rii i trzech bate­rii arty­le­rii. Mimo swej sto­sun­kowo nie­wiel­kiej liczeb­no­ści (około 2,5 tys. żoł­nie­rzy), ale przy sto­sun­kowo dobrym wypo­sa­że­niu w broń ciężką, grupa ta pod­jęła ener­giczne dzia­ła­nia zaczepne. W pierw­szym eta­pie zamie­rzano roz­bić woj­ska prze­ciw­nika ope­ru­jące w rejo­nie Lubień Wielki-Staw­czany i Obro­szyn. Udało się przez zasko­cze­nie zająć Staw­czany, a następ­nie Obro­szyn, odblo­ko­wu­jąc połą­cze­nie Lwowa z Gali­cją Zachod­nią. Był to suk­ces w skali tak­tycz­nej, bowiem nie zmie­niał ogól­nego poło­że­nia mili­tar­nego wokół Lwowa. Udo­wod­nił on jed­nak, że ener­giczne dzia­ła­nia znacz­niej­szych sił, do tego dobrze dowo­dzo­nych, mogą dopro­wa­dzić do trwa­łego odblo­ko­wa­nia mia­sta. Na pod­sta­wie tych doświad­czeń przy­stą­piono do two­rze­nia nowych grup ude­rze­niowych. Gene­rał Jan Romer sta­nął na czele zgru­po­wa­nia, liczą­cego 5 tys. żoł­nie­rzy, 40 kara­bi­nów maszy­no­wych i 18 dział18. Nawet te siły nie były wystar­cza­jące do rady­kal­nej zmiany poło­że­nia mili­tar­nego wokół Lwowa.

Grupa gen. Romera, po skon­cen­tro­wa­niu się w rejo­nie Rawy Ruskiej, zamie­rzała nacie­rać przez Żół­kiew na Lwów. Zada­niem dodat­ko­wym miało być odrzu­ce­nie prze­ciw­nika od linii kole­jo­wej Lwów-Prze­myśl. Natar­cie ruszyło 6 stycz­nia 1919 r. Po dwu­dnio­wych zacię­tych wal­kach zdo­byto Żół­kiew. Kolejne zażarte walki toczono w rejo­nie Kuli­kowa. W nocy z 11 na 12 stycz­nia grupa gen. Romera przedarła się do Lwowa. On sam po kilku dniach ponow­nie udał się do Rawy Ruskiej dla for­mo­wa­nia kolej­nego zgru­po­wa­nia. Nie udało się nato­miast oczy­ścić z sił prze­ciw­nika linii kole­jo­wej Lwów-Prze­myśl. Zgru­po­wa­nia wojsk ukra­iń­skich podej­mo­wały kolejne próby wdar­cia się do mia­sta.

O ile Pola­kom udało się doraź­nie prze­ła­mać pier­ścień okrą­że­nia ota­cza­jący Lwów i wydat­nie wzmoc­nić siły bro­niące mia­sta, to nie­po­wo­dze­niem zakoń­czył się plan jego trwa­łego odblo­ko­wa­nia. Zawio­dła tak­tyka kie­ro­wa­nia w rejon oblę­żo­nego mia­sta poje­dyn­czych grup wojsk. Nie wyko­rzy­stano znacz­nie efek­tyw­niej­szego spo­sobu, pole­ga­ją­cego na utwo­rze­niu jed­nego sil­nego zgru­po­wa­nia, któ­rego zada­niem byłoby nie tyle przedar­cie się do okrą­żo­nego mia­sta, co zabez­pie­cze­nie jego trwa­łych połą­czeń z resztą kraju.

Naczelne Dowódz­two WP, nie wycią­ga­jąc wła­ści­wych wnio­sków z dotych­cza­so­wych dzia­łań, upo­rczy­wie trzy­mało się kon­cep­cji for­mo­wa­nia kolej­nych grup wojsk i wysy­ła­nia ich w rejon Lwowa. Tym samym nie­po­trzeb­nie roz­drab­niano siły nie osią­ga­jąc więk­szych efek­tów ope­ra­cyj­nych.

Nie­po­wo­dze­nia pol­skie przy usi­ło­wa­niach trwa­łego odblo­ko­wa­nia Lwowa podej­mo­wane na początku stycz­nia 1919 r. były pokło­siem błęd­nych zało­żeń w sztuce wojen­nej przy­ję­tych przez Naczelne Dowódz­two WP. Naj­więk­szym błę­dem był brak szcze­gó­ło­wych pla­nów pro­wa­dze­nia sko­or­dy­no­wa­nych dzia­łań ofen­syw­nych przez różne impro­wi­zo­wane grupy tak­tyczne. Podobny błąd powie­lały dowódz­twa tych grup w odnie­sie­niu do swych oddzia­łów. Za mało efek­tywne uznać należy pre­fe­ro­wa­nie natarć czo­ło­wych zamiast obejść i oskrzy­dleń. Zwięk­szało to pono­szone straty oraz hamo­wało tempo dzia­łań. Zbyt kur­czowo trzy­mano się też szla­ków dro­go­wych. Za błąd w sztuce wojen­nej uznać należy brak kore­la­cji w dzia­ła­niach grupy gen. Romera i załogi Lwowa; co wię­cej, Naczelne Dowódz­two WP nie wycią­gnęło wła­ści­wych wnio­sków z nie­po­wo­dzeń w trwa­łym odblo­ko­wa­niu Lwowa i na­dal upo­rczy­wie reali­zo­wało zasadę dzia­łań impro­wi­zo­wa­nych z uży­ciem samo­dziel­nie dzia­ła­ją­cych grup tak­tycz­nych.

Do Gali­cji Wschod­niej wysłana została bry­gada płk. Mie­czy­sława Kuliń­skiego. Zre­or­ga­ni­zo­wano także grupę gen. Zie­liń­skiego, dopro­wa­dza­jąc do jej roz­drob­nie­nia. W sumie woj­ska te liczyły 10 tys. żoł­nie­rzy pie­choty, 400 jazdy, posia­dały 84 kara­bi­nów maszy­no­wych i 34 działa. Miały one prze­pro­wa­dzić trzy rów­no­le­głe natar­cia. Walki roz­po­częto 11 stycz­nia 1919 r.i kon­cen­tro­wały się one wokół Bar­ta­tów. Po trzy­dnio­wych wal­kach wsku­tek sil­nego oporu prze­ciw­nika zgru­po­wa­nie płk. Wła­dy­sława Sikor­skiego prze­rwało ofen­sywę. Płk Kuliń­ski po zaję­ciu Skni­łowa także zaprze­stał dzia­łań zaczep­nych. Nie uzy­skało powo­dze­nia i natar­cie pro­wa­dzone przez grupę gen. Zie­liń­skiego.

Ukra­ińcy, mimo nikłych rezul­ta­tów dotych­cza­so­wych dzia­łań, nie ponie­chali zamiaru zaję­cia Lwowa. Czy­nili to wie­lo­krot­nie w stycz­niu 1919 r. Dys­po­no­wali wów­czas bli­sko 30 tys. żoł­nie­rzy linio­wych i około 14 tys. będą­cych w trak­cie szko­le­nia. Siły te zostały zgru­po­wane w trzech kor­pu­sach, z któ­rych II Kor­pus płk. Mirona Tar­now­skiego ota­czał Lwów, I Kor­pus Osypa Mikitki roz­lo­ko­wany był w rejo­nie Rawy Ruskiej, Bełza i Sokala, a III Kor­pus płk. Hry­cia Kos­saka zgru­po­wany był pod Chy­ro­wem i Sam­bo­rem. Zor­ga­ni­zo­wana na prze­ło­mie stycz­nia i lutego 1919 r. regu­larna Ukra­iń­ska Gali­cyj­ska Armia liczyła około 40 tys. żoł­nie­rzy, 150 dział i dwa pociągi pan­cerne. Jej uzbro­je­nie było moż­liwe dzięki prze­ję­ciu w Pod­woł­czy­skach maga­zy­nów austriac­kich ze zgro­ma­dzo­nymi tam około 80 dzia­łami, 300 kara­bi­nami maszy­no­wymi, 20 tys. kara­bi­nów oraz znacz­nymi zapa­sami amu­ni­cji19.

Walki o Lwów i wokół tego mia­sta pro­wa­dzone w stycz­niu 1919 r. nie przy­nio­sły powo­dze­nia żad­nej ze stron. Obrońcy Lwowa, zasi­lani przez docie­ra­jące posiłki, obro­nili mia­sto; z kolei natar­cia pro­wa­dzone przez poje­dyn­cze pol­skie grupy nie dopro­wa­dziły do trwa­łego jego odblo­ko­wa­nia. Osta­tecz­nie obie strony wyczer­pały moż­li­wo­ści ofen­sywne.

Poło­że­nie mili­tarne w Gali­cji Wschod­niej na początku 1919 r. nie ule­gło istot­nej zmia­nie. Domi­no­wali na tym tere­nie Ukra­ińcy. Stop­niowo two­rzyła się cią­gła linia frontu. Ukra­ińcy w tym cza­sie posia­dali ponad­trzy­krotną prze­wagę liczebną nad oddzia­łami pol­skimi. Pogor­sze­niu ule­gło za to poło­że­nie zewnętrzne Zachod­nio­ukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej wsku­tek zaję­cia przez Rumu­nów Buko­winy, a przez Cze­cho­sło­wa­cję - Rusi Zakar­pac­kiej. Zde­cy­do­wano się na pod­ję­cie roz­mów z Ukra­iń­ską Repu­bliką Ludową, które 12 stycz­nia 1919 r. dopro­wa­dziły do for­mal­nego połą­cze­nia obu czę­ści Ukra­iny. Wpły­nęło to na wzmoc­nie­nie wojsk ukra­iń­skich, wal­czą­cych w Gali­cji Wschod­niej. Prze­for­mo­wane one zostały w regu­larne oddziały i związki tak­tyczne. Kon­tra­sto­wało to z sytu­acją wal­czą­cych w tym regio­nie wojsk pol­skich, które na­dal nie posia­dały jed­no­li­tych struk­tur orga­ni­za­cyj­nych.

W dru­giej poło­wie stycz­nia i na początku lutego 1919 r. w dzia­ła­niach mili­tar­nych w Gali­cji Wschod­niej nastą­pił zastój. W tym cza­sie obie strony przy­go­to­wy­wały się do decy­du­ją­cych dzia­łań ofen­syw­nych. Roz­po­częli je Polacy 4 lutego 1919 r. lokal­nym natar­ciem na Chy­rów i Sam­bor, ale bez powo­dze­nia. Do tego prze­ciw­nik roz­po­czął swoją dużą ofen­sywę zmie­rza­jącą do zaję­cia Lwowa. W pierw­szej fazie walk Ukra­ińcy natarli na Lubień Wielki z myślą o prze­rwa­niu połą­cze­nia kole­jo­wego Lwowa z Prze­my­ślem. Po zacię­tych wal­kach Polacy obro­nili w tym rejo­nie zaj­mo­wane pozy­cje, ale Ukra­iń­com udało się prze­ła­mać pol­skie pozy­cje pod Gród­kiem Jagiel­loń­skim, mimo nie­zdo­by­cia wymie­nio­nego szlaku kole­jo­wego. Trans­port na tej magi­strali został jed­nak wstrzy­many wsku­tek moż­li­wo­ści jej ostrzału przez prze­ciw­nika. Doraź­nie utwo­rzona grupa płk. Aure­lego Seredy-Teo­do­row­skiego otrzy­mała zada­nie odrzu­ce­nia oddzia­łów ukra­iń­skich od tego szlaku kole­jo­wego, lecz go nie wyko­nała. Lwów ponow­nie utra­cił połą­cze­nie z kra­jem.

W lutym 1919 na fron­cie walk w Gali­cji Wschod­niej pano­wał względny spo­kój. Pod pre­sją mocarstw zachod­nich zawarty został rozejm i poszu­ki­wano poli­tycz­nych dróg roz­wią­za­nia sporu. Przy­by­wały tu misje sojusz­ni­cze. Ich zabiegi o trwałe zakoń­cze­nie kon­fliktu ska­zane były na nie­po­wo­dze­nie wobec roz­bież­no­ści sta­no­wisk stron w nim uczest­ni­czą­cych. Twarde sta­no­wisko nego­cja­cyjne zaj­mo­wali Ukra­ińcy. W skła­dzie rządu Zachod­nio­ukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej nie było osób real­nie oce­nia­ją­cych wła­sne moż­li­wo­ści poli­tyczne i mili­tarne w kwe­stii zdo­by­cia pano­wa­nia nad Gali­cją Wschod­nią i na tym tle ogra­ni­cze­nia wła­snego pro­gramu tery­to­rial­nego. W ogóle nie brano pod uwagę moż­li­wo­ści zawar­cia kom­pro­misu z Pol­ską, a przede wszyst­kim nie dopusz­czano myśli o włą­cze­niu Lwowa w skład pań­stwa pol­skiego. Z kolei Polacy także nie wyobra­żali sobie utraty Lwowa, uwa­ża­nego za naj­waż­niej­sze mia­sto kre­sowe, sym­bol pol­sko­ści. Mocar­stwa zachod­nie były nato­miast skłonne do zaże­gna­nia kon­fliktu kosz­tem wza­jem­nych ustępstw tery­to­rial­nych obu zwa­śnio­nych stron, lecz nie prze­są­dzały kształtu pol­skiej gra­nicy wschod­niej i na tym tere­nie z uwagi na rachuby odbu­dowy "bia­łej" Rosji.

Prze­rwę w dzia­ła­niach mili­tar­nych obie strony sta­rały się wyko­rzy­stać na reor­ga­ni­za­cję wojsk i ich przy­go­to­wa­nie do nowych ope­ra­cji. Strona pol­ska uak­tyw­niła funk­cjo­no­wa­nie Dowódz­twa "Wschód" odpo­wie­dzial­nego za ope­ra­cje pro­wa­dzone w Gali­cji Wschod­niej. Dys­po­no­wało ono jed­nak na­dal tylko impro­wi­zo­wa­nymi oddzia­łami róż­nego rodzaju grup tak­tycz­nych oraz obroń­cami Lwowa. Nie posia­dało także pre­cy­zyj­nego planu zakoń­cze­nia tej wojny. Tako­wego planu nie posia­dało także Naczelne Dowódz­two WP.

Ina­czej zacho­wy­wał się prze­ciw­nik. Naczelna Komenda Ukra­iń­ska zre­or­ga­ni­zo­wała swoje woj­ska w trzy kor­pusy i opra­co­wała plan szyb­kiego zaję­cia Lwowa oraz wypar­cia wojsk pol­skich za San. Szcze­gól­nie opty­mi­stycz­nie zapa­try­wał się na wła­sne moż­li­wo­ści mili­tarne naczelny dowódca wojsk zachod­niej Ukra­iny, gen. Ome­lia­no­wicz-Paw­lenko. Pla­no­wał on wypar­cie oddzia­łów pol­skich za San, zaję­cie Chy­rowa i Prze­my­śla, jak też Rawy Ruskiej i Bełza. Do tego nie liczył na wspar­cie wojsk Petlury (poza pomocą mate­ria­łową).

Pod­jęte przez Ukra­iń­ców 16 lutego 1919 r. dzia­ła­nia ofen­sywne zasko­czyły stronę pol­ską20 siłą natar­cia zmie­rza­ją­cego do opa­no­wa­nia Lwowa. Po zgro­ma­dze­niu dużej ilo­ści pie­choty i arty­le­rii roz­po­częto natar­cie meto­dyczne. Polacy dys­po­no­wali mniej­szymi od prze­ciw­nika siłami liczą­cymi około 21 tys. żoł­nie­rzy. Kil­ku­dniowe walki dopro­wa­dziły do ponow­nego szczel­nego okrą­że­nia Lwowa. Po opa­no­wa­niu Brat­ko­wic i Woł­czuch Ukra­ińcy prze­cięli linię kole­jową Lwów-Prze­myśl. Miało to wpływ na ogra­ni­cze­nie dostaw na ten front mate­riału wojen­nego oraz innego zaopa­trze­nia. Ugru­po­wa­nie pol­skie zostało roz­cięte i nie­po­wo­dze­niem zakoń­czyły się próby strony pol­skiej zmie­rza­jące do odzy­ska­nia wcze­śniej­szych pozy­cji. Grupa ppłk. Józefa Bec­kiera, sfor­mo­wana w Sądo­wej Wsi (trzy bata­liony pie­choty, dwie bate­rie arty­le­rii), była za słaba dla odblo­ko­wa­nia linii kole­jo­wej na odcinku Gró­dek Jagiel­loń­ski-Lwów. Nie­po­wo­dze­niem zakoń­czyła się akcja zaczepna kie­ro­wana przez płk. Seredę-Teo­do­ro­wi­cza dla odzy­ska­nia wzgórz w oko­licy Bar­ta­tów. Pola­kom udało się jedy­nie ode­przeć natar­cie prze­ciw­nika na Lubień Wielki.

Bar­dzo trudna sytu­acja wytwo­rzyła się w samym Lwo­wie. Mia­sto znaj­do­wało się pod sta­łym ostrza­łem arty­le­ryj­skim prze­ciw­nika. Powstała bar­dzo trudna sytu­acja apro­wi­za­cyjna; bra­ko­wało wody i elek­trycz­no­ści, pogar­szała się sytu­acja sani­tarna. Dowódz­two Woj­ska Pol­skiego nie dys­po­no­wało wol­nymi oddzia­łami, które mogłyby zostać skie­ro­wane do Gali­cji Wschod­niej. Roz­wa­żano moż­li­wość wysła­nia ogra­ni­czo­nego kon­tyn­gentu oddzia­łów poznań­skich. Osta­tecz­nie wysłano grupę wojsk wiel­ko­pol­skich (trzy bata­liony pie­choty z arty­le­rią), dowo­dzoną przez płk. Daniela Kona­rzew­skiego. Kon­cen­tra­cja oddzia­łów pol­skich doko­ny­wała się w rejo­nie Prze­my­śla. Dowo­dze­nie nad tymi woj­skami prze­jął gen. Wacław Iwasz­kie­wicz. Liczyły one 8 tys. żoł­nie­rzy21. Woj­ska te zostały podzie­lone na dwie czę­ści. Pierw­sza z nich, dowo­dzona przez płk. Fran­ciszka Alek­san­dro­wi­cza - wyru­szyła z Medyki w kie­runku Sądo­wej Wsi; odblo­ko­wała ona oddział płk. Józefa Bec­kiera. Pozo­stałe siły, dowo­dzone przez gen. Iwasz­kie­wi­cza, pro­wa­dziły natar­cie wzdłuż linii kole­jo­wej Prze­myśl-Lwów. Po połą­cze­niu się z grupą płk. Alek­san­dro­wi­cza przy­stą­piono do próby odblo­ko­wa­nia Lwowa. Po zacię­tej walce zajęto Gró­dek Jagiel­loń­ski, przy­wra­ca­jąc kon­trolę nad linią kole­jową Lwów-Prze­myśl. Natar­cie pie­choty wspie­rane było przez lot­nic­two z eska­dry kra­kow­skiej.

Cechą cha­rak­te­ry­styczną tej fazy walk była ich kon­cen­tra­cja wokół Lwowa. Doty­czyło to obu stron. Opa­no­wa­nie tego mia­sta sta­no­wiło cel główny Ukra­iń­ców, bowiem jego pozo­sta­wa­nie w rękach pol­skich krzy­żo­wało reali­za­cje ich celu stra­te­gicz­nego. Z punktu widze­nia sztuki wojen­nej dzia­ła­nia strony pol­skiej pole­gały na nacie­ra­niu na ogół z zachodu na wschód z celem utrzy­ma­nia w swych rękach linii kole­jo­wej Prze­myśl-Lwów. Na­dal czy­niono to nie­du­żymi zgru­po­wa­niami, bez jed­no­rod­nej myśli prze­wod­niej i współdzia­ła­nia z sąsia­dami. Ważną rze­czą z punktu widze­nia sztuki wojen­nej było sta­ran­niej­sze for­ty­fi­ko­wa­nie przez Pola­ków Lwowa. Można było zaob­ser­wo­wać, że obie strony kon­fliktu posia­dają słabe doświad­cze­nia w pro­wa­dze­niu natar­cia meto­dycz­nego. Naj­więk­szą sła­bo­ścią Pola­ków było nie­po­sia­da­nie planu pro­wa­dze­nia dzia­łań w Gali­cji Wschod­niej, bowiem trudno uznać za takowe próby odblo­ko­wy­wa­nia mia­sta. Wszyst­kie posiłki napły­wa­jące z głębi Pol­ski na ogół kie­ro­wane były dla utrzy­ma­nia komu­ni­ka­cji kole­jo­wej na linii Prze­myśl-Lwów, bowiem była to jedyna droga zaopa­try­wa­nia mia­sta. Wysoko za to oce­nić należy samą obronę Lwowa. Doświad­cze­nia w obro­nie tego mia­sta w istotny spo­sób wzbo­ga­ciły pol­ską sztukę wojenną. Doty­czy to zarówno sztuki for­ty­fi­ka­cyj­nej, jak i kie­ro­wa­nia ogniem, współdzia­ła­nia i sys­temu dowo­dze­nia. Chwałą okryło się lot­nic­two lwow­skie, które do połowy marca 1919 r., dys­po­nu­jąc kil­koma samo­lo­tami, wyko­nało 2 tys. lotów bojo­wych.

Pod naci­skiem misji mię­dzy­alianc­kiej, kie­ro­wa­nej przez gen. Jose­pha Ber­the­lemy'ego, doszło 24 lutego do zawie­sze­nia broni. Pod­czas nego­cja­cji obie strony nie wyka­zy­wały ustę­pli­wo­ści w pró­bie prze­for­so­wa­nia swo­jego sta­no­wi­ska. Pro­po­zy­cje kom­pro­mi­sowe gen. Ber­the­lemy'ego zostały przez Ukra­iń­ców odrzu­cone.

W tym samym cza­sie, gdy strona pol­ska dążyła do ponow­nego odblo­ko­wa­nia Lwowa, inte­re­su­jącą z punktu widze­nia sztuki wojen­nej była obrona Bełza pro­wa­dzona przez grupę płk. Leona Ber­bec­kiego. Grupa ta nie tylko nie mogła pod­jąć pla­no­wa­nych dzia­łań ofen­syw­nych, ale w dodatku zmu­szona została do pro­wa­dze­nia obrony okręż­nej. Była to obrona aktywna z pro­wa­dze­niem licz­nych wypa­dów, któ­rych celem było:

- unie­moż­li­wie­nie prze­ciw­ni­kowi kon­cen­tra­cji cało­ści sił dla jed­no­cze­snego zaata­ko­wa­nia mia­sta;

- wydzie­le­nie grup ubez­pie­cza­ją­cych i odwo­dów umoż­li­wia­ją­cych pro­wa­dze­nie swo­bod­nego odwrotu oddzia­łów wypa­do­wych;

- dys­po­no­wa­nie dopra­co­wa­nym pla­nem akcji wypa­do­wych;

- sto­so­wa­nie masko­wa­nia oraz wyko­rzy­sta­nie zna­jo­mo­ści terenu.

Zgo­dzić się więc należy z opi­nią, że "przy­jęta przez płk. Ber­bec­kiego forma obrony aktyw­nej była naj­traf­niej­szym roz­wią­za­niem, umoż­li­wia­ją­cym uzy­ska­nie powo­dze­nia"22. Doświad­cze­nia te zale­cano do wyko­rzy­sty­wa­nia w ówcze­snym wyż­szym szkol­nic­twie woj­sko­wym23.

Prze­rwę w dzia­ła­niach mili­tar­nych obie strony wyko­rzy­sty­wały na wzmoc­nie­nie wojsk ope­ru­ją­cych na tym teatrze dzia­łań wojen­nych. Świad­czyło to o sta­wia­niu przez nie na roz­strzy­gnię­cia mili­tarne jako osta­tecz­nie likwi­du­jące powyż­szy kon­flikt. Szcze­gól­nie Ukra­ińcy czy­nili sta­ranne przy­go­to­wa­nia do pod­ję­cia decy­du­ją­cych roz­strzy­gnięć. Polacy nie zamie­rzali być bierni i 7 marca zaata­ko­wali pod Sto­dol­ni­kami, lecz ich natar­cie zakoń­czyło się nie­po­wo­dze­niem i znacz­nymi stra­tami. Kontrnatar­cie prze­ciw­nika dopro­wa­dziło do ponow­nego prze­cię­cia magi­strali kole­jo­wej Prze­myśl-Lwów na odcinku od Roda­tycz do Brat­ko­wic. Lwów został ponow­nie odcięty od zaopa­trze­nia. Oto­czony został Gró­dek Jagiel­loń­ski. Wywo­łało to ogromny nie­po­kój wśród władz cywil­nych Lwowa, doma­ga­ją­cych się od War­szawy sku­tecz­nej pomocy woj­sko­wej. Kry­ty­ko­wano dzia­łal­ność Dowódz­twa "Wschód", postu­lu­jąc odwo­ła­nie gen. Roz­wa­dow­skiego.

Pił­sud­ski nie pozo­sta­wał obo­jętny na te prośby. Dla Woj­ska Pol­skiego wio­sną 1919 r. Gali­cja Wschod­nia była naj­waż­niej­szym teatrem wojny. Wal­czyło na nim sześć grup tak­tycz­nych, dowo­dzo­nych przez gene­ra­łów: Leśniew­skiego, Zie­liń­skiego, Romera, oraz puł­kow­ni­ków: Mie­czy­sława Kuliń­skiego, Hen­ryka Min­kie­wi­cza i Wła­dy­sława Sikor­skiego, dys­po­nu­ją­cych około 23 tys. żoł­nie­rza linio­wego24.

Już na początku marca 1919 r. zapa­dła w Naczel­nym Dowódz­twie WP decy­zja o pod­ję­ciu odsie­czy dla Lwowa. Kie­ro­wać miał nią gen. Wacław Iwasz­kie­wicz, odwo­łany w tym celu z frontu rosyj­skiego. Wydzie­lono do tego dwie grupy sztur­mowe, dowo­dzone przez gen. Fran­ciszka Alek­san­dro­wi­cza i płk. Daniela Kona­rzew­skiego (grupa wiel­ko­pol­ska).

Dzia­ła­nia zaczepne jako pierw­sza roz­po­częła grupa gen. Alek­san­dro­wi­cza, zło­żona z czte­rech bata­lio­nów pie­choty i dwóch bate­rii arty­le­rii. Nacie­rała ona z Prze­my­śla wzdłuż magi­strali kole­jo­wej. 14 marca nastą­piło połą­cze­nie tych wojsk z grupą płk. Bec­kiera. 17 marca do natar­cia włą­czyła się grupa płk. Kona­rzew­skiego, skła­da­jąca się z pię­ciu bata­lio­nów pie­choty i trzech bate­rii arty­le­rii. Nacie­rano z powo­dze­niem, prze­ciw­nik nisz­czył jed­nak infra­struk­turę kole­jową, utrud­nia­jąc szyb­kie wzno­wie­nie ruchu na tym szlaku kole­jo­wym. Do dzia­łań ofen­syw­nych od 26 marca włą­czyła się grupa płk. Sikor­skiego, z którą współ­dzia­łać miała załoga lwow­ska dowo­dzona przez gen. Wła­dy­sława Jędrze­jew­skiego. Oddziały pol­skie, spraw­nie dowo­dzone przez gen. Iwasz­kie­wi­cza, odno­siły zna­czące suk­cesy. Udało się ponow­nie odblo­ko­wać linię kole­jową Prze­myśl-Lwów. Woj­ska ukra­iń­skie zna­la­zły się w trud­nym poło­że­niu. Wów­czas to mocar­stwa wymu­siły wstrzy­ma­nie walk i przy­stą­pie­nie do kolej­nych roz­mów.

21 marca 1919 r. nastą­piła grun­towna reor­ga­ni­za­cja oddzia­łów pol­skich wal­czą­cych w Gali­cji Wschod­niej. Dowo­dze­nie nad nimi prze­jął gen. Iwasz­kie­wicz; gen. Roz­wa­dow­ski skie­ro­wany został do woj­sko­wej misji dyplo­ma­tycz­nej. Na­dal funk­cjo­no­wało dowódz­two szcze­bla ope­ra­cyj­nego - Dowódz­two "Wschód" - pod­czas gdy na innych fron­tach two­rzone były już dowódz­twa fron­tów. Od tego czasu można mówić o fazie dzia­łań pla­no­wych oraz ich pro­wa­dze­nia według jed­no­li­tej, z góry okre­ślo­nej kon­cep­cji. Zamia­rem gen. Iwasz­kie­wicza było sys­te­ma­tyczne wypie­ra­nie nie­przy­ja­ciela na wschód. W pierw­szej kolej­no­ści dążono do oczysz­cze­nia z wojsk ukra­iń­skich obszaru o kształ­cie trój­kąta wyzna­czo­nego prze­bie­giem linii kole­jo­wych: Prze­myśl-Lwów i Prze­myśl-Jaro­sław-Rawa Ruska. Do wyko­na­nia tego zada­nia wyzna­czona została grupa płk. Hen­ryka Min­kie­wi­cza. Wyparła ona oddziały ukra­iń­skie poza linię: Rawa Ruska-Nie­mi­rów-Wiszenka-Gró­dek Jagiel­loń­ski.

W wyniku prze­or­ga­ni­zo­wa­nia wojsk pol­skich, wal­czą­cych w Gali­cji Wschod­niej, w regu­larne struk­tury nastę­po­wał pro­ces for­mo­wa­nia puł­ków i dywi­zji. Jako pierw­sze powstały: 3. Dywi­zja Pie­choty Legio­nów (DPLeg.) dowo­dzona przez gen. Zyg­munta Zie­liń­skiego, zło­żona z 7., 8. i 9. puł­ków Pie­choty Legio­nów (ppLeg.), i 4. Dywi­zja Pie­choty (DP) gen. Fran­ciszka Alek­san­dro­wi­cza w skła­dzie czte­rech puł­ków pie­choty i pię­ciu bate­rii arty­le­rii. Kolejną była Dywi­zja Lwow­ska, po krót­kim dowo­dze­niu przez gen. Leśniew­skiego prze­jęta przez gen. Wła­dy­sława Jędrze­jew­skiego, zło­żona z trzech puł­ków strzel­ców lwow­skich, dwóch puł­ków arty­le­rii polo­wej i pułku arty­le­rii cięż­kiej. Część grup tak­tycz­nych prze­mia­no­wana została na bry­gady pie­choty (bry­gada płk. Kuliń­skiego, bry­gada płk. Sikor­skiego). Na­dal wystę­po­wała Grupa Wiel­ko­pol­ska płk. Kona­rzew­skiego (dwa pułki pie­choty, pułk arty­le­rii, eska­dra lot­nic­twa). Wystę­po­wały i inne grupy tak­tyczne. Była to więc swo­ista mozaika for­ma­cji regu­lar­nych i wojsk impro­wi­zo­wa­nych.

W końcu marca zgru­po­wane w Gali­cji Wschod­niej oddziały pol­skie, po raz pierw­szy od początku tej wojny, dorów­ny­wały pod wzglę­dem liczeb­no­ści prze­ciw­ni­kowi. Były to także już w więk­szo­ści regu­larne związki tak­tyczne i oddziały. Na odcinku Chy­rowa linię frontu obsa­dzała 3. DPLeg. gen. Zie­liń­skiego, w rejo­nie Sądo­wej Wsi zgru­po­wana była 4. DP gen. Alek­san­dro­wi­cza, w rejo­nie Lubie­nia Wiel­kiego - Grupa Wiel­ko­pol­ska płk. Kona­rzew­skiego, w oko­li­cach Lwowa - grupa płk. Sikor­skiego, a odci­nek frontu od Zubry po Rokitno obsa­dzała grupa gen. Fran­ciszka Kar­liczka-Kra­jow­skiego.

Siły pol­skie liczyły wów­czas 60 bata­lio­nów pie­choty, 45 bate­rii arty­le­rii i 12 szwa­dro­nów kawa­le­rii. Był to jed­nak na­dal żoł­nierz słabo wyszko­lony, pocho­dzący z dopiero co prze­pro­wa­dzo­nego poboru. Strona pol­ska na­dal nie miała wystar­cza­ją­cych sił do prze­pro­wa­dze­nia roz­strzy­ga­ją­cej ofen­sywy, uwagę skon­cen­tro­wano więc na pro­wa­dze­niu akcji lokal­nych. Ich celem było stop­niowe wypie­ra­nie nie­przy­ja­ciela na wschód. W pierw­szej kolej­no­ści oczysz­czono z wojsk ukra­iń­skich obszar polowy na pół­noc od linii kole­jo­wej Prze­myśl-Lwów. W trze­ciej deka­dzie kwiet­nia 1919 r. oddziały pol­skie pro­wa­dziły natar­cie w pasie mię­dzy Skni­ło­wem a Lubie­niem Wiel­kim. Do końca tego mie­siąca linia frontu usta­bi­li­zo­wała się i prze­bie­gała ok. 100 km na wschód od Lwowa; strona pol­ska zre­ali­zo­wała więc swój zamiar usu­nię­cia prze­ciw­nika jak naj­da­lej na wschód od Lwowa. Z punktu widze­nia sztuki wojen­nej inte­re­su­ją­cym było to, że sto­so­wano metodę stop­niowego prze­su­wa­nia linii frontu bez prze­pro­wa­dze­nia gene­ral­nej ofen­sywy. Ponie­kąd korzy­stano w tym wzglę­dzie z doświad­czeń I wojny świa­to­wej. Ogra­ni­czony cha­rak­ter pro­wa­dzo­nych dzia­łań mili­tar­nych podyk­to­wany był też wzglę­dami poli­tycz­nymi - wiel­kie mocar­stwa żądały wstrzy­ma­nia walk i roz­wią­za­nia sporu na płasz­czyź­nie dyplo­ma­tycz­nej.

Pierw­sza - obronna - faza pol­skich zma­gań w Gali­cji Wschod­niej trwała do kwiet­nia 1919 r. Cha­rak­te­ry­zo­wała się głów­nie dąże­niem do wypar­cia oddzia­łów ukra­iń­skich ze Lwowa, a następ­nie trwa­łego odblo­ko­wa­nia tego mia­sta. Polacy nie mieli w tym cza­sie odpo­wied­nich sił i moż­li­wo­ści na przej­ście do zde­cy­do­wa­nie ofen­syw­nej fazy wojny.

2. Wojna z Zachod­nio­ukra­iń­ską Repu­bliką Ludową o Gali­cję Wschod­nią

Walki o Lwów sta­no­wiły pierw­szy etap pol­sko-ukra­iń­skich dzia­łań wojen­nych o pano­wa­nie nad Gali­cją Wschod­nią. W tym cza­sie obie strony czy­niły przy­go­to­wa­nia do decy­du­ją­cych roz­strzy­gnięć mili­tar­nych. Rów­no­le­gle trwały na kon­fe­ren­cji poko­jo­wej w Paryżu wysiłki dla zna­le­zie­nia roz­strzy­gnięć na płasz­czyź­nie dyplo­ma­tycz­nej. Zapo­wia­dały się one nie­ko­rzyst­nie dla strony pol­skiej, stąd dele­ga­cja pol­ska czy­niła wysiłki dla prze­cią­ga­nia tych nego­cja­cji w cza­sie, aż do osią­gnię­cia zamie­rzo­nych celów na płasz­czyź­nie zma­gań mili­tar­nych.

Po raz pierw­szy dele­gat pol­ski na kon­fe­ren­cję pary­ską, Roman Dmow­ski, odniósł się do sprawy przy­na­leż­no­ści Gali­cji Wschod­niej 29 stycz­nia 1919 r., zabie­ra­jąc głos na posie­dze­niu Rady Naj­wyż­szej. Dowo­dził, iż spór pol­sko-ukra­iń­ski o to tery­to­rium został celowo zaogniony przez Austria­ków w chwili roz­padu Cesar­stwa Austro-Węgier­skiego, ci bowiem opusz­cza­jąc Gali­cję Wschod­nią hoj­nie wypo­sa­żali w broń Ukra­iń­ców, zachę­ca­jąc ich przy tym do walki z Pola­kami. Ukra­ińcy z zachęty tej sko­rzy­stali natych­miast. Na Woły­niu i Podolu, jak prze­ko­ny­wał Dmow­ski, zostało zamor­do­wa­nych w nie­sły­cha­nych tor­tu­rach ponad 2 tys. Pola­ków; nie­kiedy ofiary te zostały w okrutny spo­sób zma­sa­kro­wane, niczym w śre­dnio­wie­czu. Więk­szość tych ofiar to Polacy, z reguły zie­mia­nie, mor­do­wani przez zre­wol­to­wa­nych chło­pów ukra­iń­skich. Nad losami tej ziemi deba­to­wała na kon­fe­ren­cji tzw. Komi­sja Cam­bona, popie­ra­jąc aspi­ra­cje do niej Pola­ków. W prze­sła­nej do niej nocie dele­ga­cji pol­skiej co prawda przy­zna­wano, że w tej dziel­nicy prze­wagę liczebną posia­dają Ukra­ińcy - 54,6%, - ale "taki stan żywiołu ruskiego w Gali­cji niczym nie uza­sad­nia pre­ten­sji wodzów ruchu ukra­iń­skiego do ode­rwa­nia Gali­cji od pań­stwa pol­skiego". Mocar­stwa zachod­nie popie­rały jed­nak sta­no­wi­sko Ukra­iń­ców, uwa­ża­jąc, iż to im winna przy­paść Gali­cja Wschod­nia. Usi­ło­wały ponadto dopro­wa­dzić do prze­rwa­nia pro­wa­dzo­nych tam walk, co było na rękę Ukra­iń­com.

Pierw­szą ini­cja­tywą było wysła­nie przez alian­tów zachod­nich pod koniec stycz­nia 1919 r. misji kie­ro­wa­nej przez fran­cu­skiego gene­rała, Jose­pha Ber­the­lemy'ego. Kolejna misja, kie­ro­wana przez Bry­tyj­czyka, płk. Adriana Car­tona de Wia­tra, przy­była do War­szawy 12 lutego 1919 r., po czym już ze Lwowa wezwała Pola­ków i Ukra­iń­ców do zaprze­sta­nia walk i zawar­cia rozejmu. Dopro­wa­dziło to w końcu lutego do zawie­sze­nia broni wzdłuż tzw. Linii Ber­the­lemy'ego, ale już 1 marca rozejm został zerwany przez Ukra­iń­ców. Dnia 19 marca 1919 r. Rada Naj­wyż­sza kon­fe­ren­cji poko­jo­wej zażą­dała od Pola­ków i Ukra­iń­ców wstrzy­ma­nia walk w Gali­cji Wschod­niej. Z kolei 2 kwiet­nia, na wnio­sek pre­zy­denta Sta­nów Zjed­no­czo­nych Tho­masa Woodrowa Wil­sona, powo­łana została spe­cjalna komi­sja kie­ro­wana przez gene­rała połu­dnio­wo­afry­kań­skiego Luisa Bothę, która miała wypra­co­wać szcze­góły rozejmu pol­sko-ukra­iń­skiego. Pol­ska dele­ga­cja na kon­fe­ren­cję poko­jową sta­rała się prze­cią­gać sprawę zawar­cia pro­po­no­wa­nego rozejmu, licząc na wła­sne powo­dze­nie mili­tarne w pla­no­wa­nej w maju 1919 r. wiel­kiej ofen­sy­wie. Sprawę tę nad­zo­ro­wał oso­bi­ście pre­mier Ignacy Jan Pade­rew­ski, który dele­go­wał przed­sta­wi­cieli, skła­da­ją­cych wyja­śnie­nia dla Komi­sji Bothy. Sta­no­wi­sko strony pol­skiej było prze­ciwne podzia­łowi Gali­cji Wschod­niej na część pol­ską i ukra­iń­ską. W osta­tecz­no­ści zga­dzano się na taki podział tego obszaru, który zapewni Pol­sce połą­cze­nie z Rumu­nią i dopro­wa­dzi do wła­da­nia przez nią szy­bami naf­to­wymi Zagłę­bia Bory­sław­skiego25.

Komi­sja Bothy po dys­ku­sjach osta­tecz­nie zapro­po­no­wała jako waru­nek zawar­cia rozejmu pol­sko-ukra­iń­skiego podział Gali­cji Wschod­niej na dwie oku­pa­cje: pol­ską i ukra­iń­ską. Pro­po­no­wano wyty­cze­nie linii gra­nicz­nej w kształ­cie litery "S", z Lwo­wem po stro­nie pol­skiej, a zagłę­biem naf­to­wym po ukra­iń­skiej. Prze­by­wa­jąca w Paryżu dele­ga­cja ukra­iń­ska z pew­nymi zastrze­że­niami przy­jęła tę pro­po­zy­cję. Dmow­ski z kolei cał­ko­wi­cie odrzu­cił pro­po­no­wane roz­wią­za­nie, powo­łu­jąc się na rze­kome przy­go­to­wa­nia Nie­miec i Rosji Radziec­kiej do wojny z Pol­ską i wobec tego koniecz­ność posia­da­nia połą­cze­nia gra­nicz­nego Pol­ski z Rumu­nią. Nie­prze­jed­nane sta­no­wi­sko dele­ga­cji pol­skiej spo­wo­do­wało, że Komi­sja Bothy 15 maja 1919 r. zło­żyła Radzie Naj­wyż­szej swój man­dat jako wyga­sły, ponie­waż uchwa­lony "jed­no­gło­śnie przez komi­sję układ rozej­mowy nie został przy­jęty przez jedną z zain­te­re­so­wa­nych stron".

Późną wio­sną 1919 r. sta­no­wi­sko mocarstw wobec pol­skiej gra­nicy wschod­niej ule­gło nieco korzyst­niej­szej dla Pol­ski zmia­nie, bowiem Fran­cuzi, a po czę­ści także i Bry­tyj­czycy, zaczęli trak­to­wać Pol­skę jako "sza­niec prze­ciwko bol­sze­wi­zmowi". W tej sytu­acji Józef Pił­sud­ski mógł bez obaw przy­stą­pić do ofen­sywy w Gali­cji Wschod­niej.

Roko­wa­nia poli­tyczne narzu­cone obu stro­nom kon­fliktu przez mocar­stwa i pro­wa­dzone w trze­ciej deka­dzie marca 1919 r. zakoń­czyły się fia­skiem - zostały zerwane 28 marca. Obie strony nie godziły się na pro­po­no­wane roz­gra­ni­cze­nie tery­to­rialne w Gali­cji Wschod­niej. Do rozej­mów w wal­kach i roz­mów docho­dziło w sytu­acji wymu­szo­nej przez kon­fe­ren­cję poko­jową w Paryżu, ale nego­cja­to­rzy nie prze­ja­wiali woli poli­tycznego ure­gu­lo­wa­nia sporu.

Rząd pol­ski nie chciał pro­wa­dze­nia z Ukra­iń­cami nego­cja­cji (ci czy­nili to podob­nie) w spra­wie zakoń­cze­nia walk w Gali­cji Wschod­niej, słusz­nie oba­wia­jąc się, że ozna­czać to będzie jej podział. Przy­go­to­wy­wał się do cał­ko­wi­tego jej zaję­cia przy pomocy siły. Zamie­rzał użyć do reali­za­cji tego celu przy­by­łej z Fran­cji armii gen. Józefa Hal­lera. Zanim jesz­cze opra­co­wano plan gene­ral­nej ofen­sywy w Gali­cji Wschod­niej, dopro­wa­dzono do stop­nio­wego nara­sta­nia sił pol­skich na tym obsza­rze ope­ra­cyj­nym. Utwo­rzono dowódz­two Frontu Gali­cyj­skiego z gen. Iwasz­kie­wi­czem na czele. Linia frontu podzie­lona została na sześć odcin­ków. Pierw­szy prze­bie­gał od Kar­pat, przez Chy­rów-Nowe Mia­sto, wzdłuż rzeki Wiatr do Sta­ni­sła­wowa, i był obsa­dzony przez 3. DPLeg. gen. Zie­liń­skiego. Odci­nek drugi cią­gnął się wzdłuż linii kole­jo­wej Prze­myśl-Ebe­nau (przez Gró­dek Jagiel­loń­ski), będąc obsa­dzonym przez 4. DP gen. Alek­san­dro­wi­cza. Kolejny prze­bie­gał od tej linii przez Gró­dek Jagiel­loń­ski wzdłuż Weresz­czycy po Lubień Wielki i dalej na wschód po Glinnę, obsa­dzany przez grupę płk. Sikor­skiego. Odci­nek cią­gnący się od Nawa­rii przez Nagó­rzany-Zubrzę zaj­mo­wała grupa płk. Kona­rzew­skiego. Kolejny odci­nek, oka­la­jący Lwów od wschodu i pół­nocy, obsa­dzała grupa gen. Wła­dy­sława Jędrze­jew­skiego, prze­mia­no­wana na Dywi­zję Lwow­ską. Za ostatni odci­nek, prze­bie­ga­jący od Brzu­cho­wic do Maj­dana, odpo­wie­dzialna była grupa gen. Kra­jow­skiego. Siły pol­skie liczyły w końcu marca 1919 r. 25 tys. żoł­nie­rzy for­ma­cji bojo­wych, 543 kara­biny maszy­nowe i 142 działa26. Ich liczeb­ność na początku dru­giej dekady kwiet­nia wzro­sła do 31-32 tys. woj­ska linio­wego (około 60% sił zaan­ga­żo­wa­nych do walk na wscho­dzie). Woj­ska te zor­ga­ni­zo­wane były zarówno w struk­tury regu­larne (dywi­zje, pułki), jak i impro­wi­zo­wane (wszel­kiego rodzaju grupy tak­tyczne). Siły ukra­iń­skie pod­le­głe rzą­dowi Zachodnioukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej były porów­ny­walne co do liczeb­no­ści i uzbro­je­nia do pol­skich, ope­ru­ją­cych na tym teatrze dzia­łań wojen­nych. Ich ogólna liczeb­ność wyno­siła 60 tys. żoł­nie­rzy, z 553 kara­bi­nami maszy­no­wymi i około 200 dzia­łami. Więk­szość z nich zlo­ka­li­zo­wana była na fron­cie, bra­ko­wało zaś rezerw i oddzia­łów odwo­do­wych i zapa­so­wych. Woj­ska te zgru­po­wane były na­dal w ramach trzech kor­pu­sów. Mogły one liczyć na pewne wspar­cie wojsk wiel­kiego ata­mana Petlury. Szwan­ko­wało za to uzbro­je­nie i wypo­sa­że­nie wojsk z powodu trud­no­ści z jego uzy­ska­niem od państw ościen­nych. Ogrom­nym zagro­że­niem były for­ma­cje Armii Czer­wo­nej zbli­ża­jące się do Zbru­cza.

Na ana­li­zo­wa­nym obsza­rze wojen­nym zastój w aktyw­nych wal­kach trwał nie­mal przez cały kwie­cień 1919 r. Obie strony wyko­rzy­sty­wały czas na wzmoc­nie­nie ope­ru­ją­cych tu wojsk. Wyka­zany został już przy­rost sił pol­skich; ich prze­ciw­nik koń­czył prze­for­mo­wy­wa­nie wojsk w for­ma­cje woj­ska regu­lar­nego. Wpro­wa­dzony etat zakła­dał wystę­po­wa­nie w każ­dym kor­pu­sie czte­rech bry­gad pie­choty i trzech puł­ków arty­le­rii. Porząd­ko­wana była struk­tura pod­od­dzia­łów, orga­ni­zo­wano służby. Nastą­piły zmiany na naj­wyż­szych sta­no­wi­skach woj­sko­wych. Dowo­dze­nie III Kor­pu­sem prze­jął w poło­wie kwiet­nia płk Antin Kraws.

W końcu kwiet­nia 1919 r. w Naczel­nym Dowódz­twie WP przy­stą­piono do opra­co­wa­nia planu prze­pro­wa­dze­nia gene­ral­nej ofen­sywy w Gali­cji Wschod­niej i na Woły­niu. Musiał on być mody­fi­ko­wany wsku­tek nie­ustę­pli­wego sta­no­wi­ska mocarstw euro­pej­skich co do uży­cia w tej ope­ra­cji armii gen. J. Hal­lera, która for­mal­nie pod­le­gała Naczel­nemu Dowódcy Wojsk Sprzy­mie­rzo­nych, marsz. Fer­dy­nan­dowi Fochowi. Zamiast pla­no­wa­nych pier­wot­nie czte­rech dywi­zji z tej armii posta­no­wiono osta­tecz­nie użyć tylko dwóch, i to tylko do walk na Woły­niu. Na dowódcę ope­ra­cji wyzna­czony został gen. Józef Hal­ler, który uczest­ni­czył w koń­co­wym eta­pie jej pla­no­wa­nia.

Plan pol­ski zakła­dał oskrzy­dle­nie oddzia­łów ukra­iń­skich pod Lwo­wem i na pół­nocny zachód od tego mia­sta, w rejo­nie Sam­bora. Zasad­ni­cze natar­cie wycho­dzić miało z Rawy Ruskiej w kie­runku na Wło­dzi­mierz Wołyń­ski, pomoc­ni­cze zaś zapla­no­wano z pod­staw wyj­ścio­wych w rejo­nie Styru i miało być pro­wa­dzone przez Kra­sne, Buczacz do dol­nej Strypy. W tych dzia­ła­niach uczest­ni­czyć miały dywi­zje Hal­le­row­skie dowo­dzone przez gen. Domi­nika Odry i grupa płk. Min­kie­wi­cza. Już po roz­po­czę­ciu zasad­ni­czej ofen­sywy pla­no­wano prze­pro­wa­dze­nie dzia­łań zaczep­nych z Chy­rowa i Mościsk na Sam­bor i Stryj. Zapla­no­wano ponadto pro­wa­dze­nie dzia­łań osło­no­wych od wschodu. Wyko­ny­wać to miała grupa gen. Jana Wro­czyń­skiego z Frontu Wołyń­skiego, która po zaję­ciu Łucka wyjść miała na Styr i dążyć do opa­no­wa­nia linii kole­jo­wej Równe-Sarny.

W ostat­niej deka­dzie kwiet­nia Polacy pro­wa­dzili lokalne dzia­ła­nia dla poprawy poło­że­nia wokół Lwowa, z myślą o jego trwa­łym zabez­pie­cze­niu przed ata­kami ukra­iń­skimi. Uzy­skano powo­dze­nie w tych dzia­ła­niach. Sta­no­wić to miało pre­lu­dium do gene­ral­nej ofen­sywy.

Wydzie­lone do gene­ral­nej ope­ra­cji w Gali­cji Wschod­niej siły pol­skie liczyły ponad 50 tys. żoł­nie­rzy i dys­po­no­wały 200 dzia­łami. Miały one prze­wagę liczeb­no­ści i uzbro­je­nia nad prze­ciw­ni­kiem.

Polacy zapla­no­wali prze­pro­wa­dze­nie ope­ra­cji w dużym stylu, któ­rej celem miało być cał­ko­wite usu­nię­cie wojsk ukra­iń­skich z Gali­cji Wschod­niej i czę­ści Woły­nia. Zapla­no­wano prze­pro­wa­dze­nie manewru oskrzy­dla­ją­cego jed­no­stron­nego z dzia­ła­niami pomoc­ni­czymi dla peł­nego okrą­że­nia prze­ciw­nika. Strona pol­ska dążyła do wyeli­mi­no­wa­nia mak­sy­mal­nie dużej ilo­ści żoł­nie­rzy ukra­iń­skich, zakła­dano bowiem, iż zre­ali­zo­wa­nie tego celu dopro­wa­dzi do zła­ma­nia kośćca wojsk zachod­niej Ukra­iny i znie­chę­ce­nia wojsk Petlury do dzia­łań prze­ciwko Pol­sce. Przy­go­to­wu­jąc się do reali­za­cji tej ope­ra­cji na odcinku prze­ła­ma­nia, sta­rano się skon­cen­tro­wać więk­szość posia­da­nej arty­le­rii z myślą o szyb­kim obez­wład­nie­niu ata­ko­wa­nego prze­ciw­nika. Za inte­re­su­jący z punktu widze­nia sztuki wojen­nej uznać należy plan dzia­łań osło­no­wych. Czy­niono to dla zabez­pie­cze­nia się przed ewen­tu­al­nymi dzia­ła­niami Armii Czer­wo­nej.

Ana­li­zo­wana ope­ra­cja miała być prze­pro­wa­dzona przez Front Gali­cyj­ski i Front Wołyń­ski (grupa gen. Bro­ni­sława Babiań­skiego) oraz część armii gen. J. Hal­lera (cztery dywi­zje). Wyma­gało to sprę­ży­stego dowo­dze­nia. Za słuszną uznać należy decy­zję o wyzna­cze­niu oddziel­nego dowódz­twa odpo­wie­dzial­nego za pro­wa­dzoną ope­ra­cję, naru­szona jed­nak została struk­tura dowo­dze­nia na szcze­blu frontu. Dowódca Frontu Gali­cyj­skiego gen. Iwasz­kie­wicz spro­wa­dzony został do spra­wu­ją­cego dowo­dze­nie jedy­nie jedną z grup ope­ra­cyj­nych, i to dzia­ła­jącą na kie­runku pomoc­ni­czym. Bra­ko­wało struk­tury armij­nej lub jed­no­li­tych pod wzglę­dem orga­ni­za­cyj­nym grup ope­ra­cyj­nych.

Natar­cie wyzna­czone zostało na 11 maja 1919 r., lecz wsku­tek nagłej decy­zji o oso­bi­stym prze­ję­ciu dowo­dze­nia ope­ra­cji przez Pił­sud­skiego ter­min ten został prze­su­nięty na 14 maja. Kry­tycz­nie oce­nić należy nagłą decy­zję Naczel­nego Wodza WP o oso­bi­stym kie­ro­wa­niu ope­ra­cją, bowiem kom­pli­ko­wało to czy­nione do niej przy­go­to­wa­nia. Do tego gen. J. Hal­ler, ze wzglę­dów ambi­cjo­nal­nych, nie chciał pod­po­rząd­ko­wać się tej decy­zji i na­dal spra­wo­wał dowo­dze­nie. Pił­sud­ski kolejny raz, a czy­nił to będzie wie­lo­krot­nie, prze­ja­wiał nad­mierną skłon­ność do oso­bi­stego dowo­dze­nia poje­dyn­czymi ope­ra­cjami czy nawet ele­men­tami ope­ra­cji. Wpro­wa­dzało to nie­po­trzebne zamie­sza­nie i było sprzeczne z zada­niami, jakie spo­czy­wały na Naczel­nym Wodzu.

Dzia­ła­nia ofen­sywne Polacy pro­wa­dzili na fron­cie o sze­ro­ko­ści 250 km. Do natar­cia jako pierw­sze przy­stą­piły związki tak­tyczne Frontu Wołyń­skiego. Grupa ope­ra­cyjna gen. Odry już w pierw­szym dniu ope­ra­cji wyszła na linię Kamionka Stru­mi­łowa-Sto­ja­nów-Horo­chów. W tym cza­sie grupa gen. Alek­san­dra Kar­nic­kiego ude­rzyła z Kowla na Wło­dzi­mierz Wołyń­ski i Łuck. Bro­niące tego odcinka frontu oddziały ata­mana Petlury odrzu­cone zostały na znaczną głę­bo­kość.

Z wojsk Frontu Gali­cyj­skiego pierw­sza do natar­cia przy­stą­piła dywi­zja lwow­ska płk. Leona Strze­lec­kiego, zdo­by­wa­jąc Sie­cie­chów, Nowe Sioło i Kuli­ków. 15 maja roz­po­częła dzia­ła­nia grupa ope­ra­cyjna gen. Iwasz­kie­wi­cza, kie­ru­jąc się w trzech kolum­nach na Sam­bor.

Jed­no­cze­sne natar­cie oddzia­łów pol­skich na róż­nych kie­run­kach dopro­wa­dziło do prze­rwa­nia linii frontu, zarówno w Gali­cji Wschod­niej, jak i na Woły­niu. Prze­ciw­nik nie mógł prze­ciw­dzia­łać odwo­dami i zmu­szony został do odwrotu. Oddziały pol­skie w Gali­cji Wschod­niej prze­szły do pościgu. Podob­nie ukła­dała się sytu­acja na Woły­niu. Spek­ta­ku­larny suk­ces odnio­sła grupa gen. Kar­nic­kiego, która zajęła Łuck, bio­rąc do nie­woli zasko­czone sztaby dwóch dywi­zji z armii Petlury.

Duże suk­cesy odno­siły oddziały wal­czące w Gali­cji Wschod­niej. 4. DP gen. Alek­san­dro­wi­cza zajęła Sam­bor, wycho­dząc na linię Stary Sam­bor-Cza­pla. Grupa Wiel­ko­pol­ska płk. Kona­rzew­skiego opa­no­wała Komarno, a grupa płk. Min­kie­wi­cza - Żół­kiew. Woj­ska zachod­niej Ukra­iny zmu­szone były do nie­ustan­nego odwrotu, nie będąc zdol­nymi do pro­wa­dze­nia obrony.

Kie­ru­jący dzia­ła­niami w Gali­cji Wschod­niej gen. Józef Hal­ler dążył do jak naj­szyb­szego opa­no­wa­nia zagłę­bia naf­to­wego. Dążąc do wypar­cia wojsk ukra­iń­skich poza górny odci­nek Dnie­stru, naka­zał on wydzie­le­nie z grupy ope­ra­cyj­nej gen. Iwasz­kie­wi­cza oddziel­nego zgru­po­wa­nia do natar­cia na Miko­ła­jów nad Dnie­strem. Prze­gru­po­wane zostały także zarówno oddziały ope­ru­jące na skrzy­dle Frontu Gali­cyj­skiego, jak i na Fron­cie Wołyń­skim. Grupa gen. Babiań­skiego skie­ro­wana została znad Styru do wzmoc­nie­nia wojsk wal­czą­cych w Gali­cji Wschod­niej, nato­miast grupa ope­ra­cyjna gen. Odry, wsku­tek ostrych pro­te­stów mocarstw, wyzna­czona została do pro­wa­dze­nia dzia­łań defen­syw­nych.

Szyb­kość i zde­cy­do­wa­nie w dzia­ła­niach pro­wa­dzo­nych przez Pola­ków zasko­czyły Ukra­iń­ców, zwłasz­cza woj­ska zachod­niej Ukra­iny. W pierw­szych dniach pro­wa­dzo­nej ope­ra­cji znaj­do­wały się one w sta­nie głę­bo­kiego szoku, stop­niowo jed­nak zaczęły dążyć do sta­bi­li­za­cji linii frontu, a nawet pró­bo­wały prze­pro­wa­dzać lokalne kontr­ataki. Powo­dze­niem zakoń­czyło się ich ude­rze­nie wypro­wa­dzone w styk dwóch pol­skich związ­ków tak­tycz­nych w rejo­nie Horo­chów-Sokal. Nie zmie­niło to faktu, że ini­cja­tywa nale­żała na­dal do strony pol­skiej, która kon­ty­nu­owała dzia­ła­nia zaczepne.

Gene­rał Józef Hal­ler naka­zał gru­pie ope­ra­cyj­nej gen. Iwasz­kie­wi­cza, by do 19 maja 1919 r. zajęła Miko­ła­jów, po czym wraz z grupą płk. W. Sikor­skiego miała dotrzeć do linii rzeki Zubrzy. 3. DPLeg. miała nacie­rać na Bory­sów, a 4. DP - kie­ro­wać się w stronę Dro­ho­by­cza.

19 maja 1919 r. Polacy zajęli zagłę­bie naf­towe, a w dzień póź­niej Stryj, wycho­dząc na linię Turka-Stryj-Miko­ła­jów-Jara­czów-Kamionka Stru­mi­łowa.

Woj­ska Zachod­nio­ukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej zna­la­zły się w nie­zwy­kle trud­nym poło­że­niu ope­ra­cyj­nym. Były dotkli­wie pobite. Zwró­cono się do strony pol­skiej o natych­mia­stowe zawie­sze­nie broni na linii od Bugu przez Kuro­wice, Prze­my­ślany, Miko­ła­jów, Stryj do daw­nej gra­nicy zaboru. Strona pol­ska jako warunki posta­wiła kapi­tu­la­cję wojsk tej repu­bliki, wyda­nie broni, amu­ni­cji i taboru kole­jo­wego oraz powo­ła­nia spe­cjal­nej komi­sji do zba­da­nia popeł­nio­nych przez stronę ukra­iń­ską prze­stępstw w Gali­cji Wschod­niej. Nie były to warunki moż­liwe do zaak­cep­to­wa­nia przez prze­ciw­nika.

Tym­cza­sem ten ostatni prze­cho­dził duży kry­zys; doty­czyło to przede wszyst­kim wojsk Zachod­nio­ukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej, a po czę­ści i wojsk Ukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej. W sze­re­gach woj­ska ukra­iń­skiego na masową skalę wystę­po­wało zja­wi­sko dezer­cji. Część oddzia­łów pod­da­wała się bez walki. Mimo to kie­row­nic­two poli­tyczne i woj­skowe Zachod­nio­ukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej nie rezy­gno­wało z walki. Pro­po­no­wa­nego zawie­sze­nia broni Polacy nie zaak­cep­to­wali; do tego posta­no­wili zwięk­szyć tempo natar­cia, oba­wia­jąc się gwał­tow­nych naci­sków mocarstw na prze­rwa­nie walk. Dla nada­nia więk­szego tempa pości­gowi two­rzono impro­wi­zo­wane grupy sztur­mowe nie­ob­cią­żone tabo­rami. Umoż­li­wiło to gru­pie płk. Min­kie­wi­cza wyj­ście na linię Kup­czyńce-Kozłów-Duni­nów-Lip­sko. W tym cza­sie dywi­zja lwow­ska zajęła Bosu­sin i Barsz­czo­wice, zaś dywi­zje Hal­le­row­skie-Pia­ski i Topo­rów.

22 maja 1919 r. zakoń­czyła się pol­ska ofen­sywa w Gali­cji Wschod­niej i na Woły­niu. Strona pol­ska zmu­szona została tym razem przez mocar­stwa zachod­nie do prze­rwa­nia dzia­łań zaczep­nych. Wpływ na to miała także groźba agre­sji nie­miec­kiej, spo­wo­do­wana pro­te­stami Niem­ców wobec warun­ków wstęp­nych, jakie im przed­sta­wiła kon­fe­ren­cja pary­ska. W tej sytu­acji z Gali­cji Wschod­niej i Woły­nia zaczęto stop­niowo wyco­fy­wać część wojsk, kie­ru­jąc je do wzmoc­nie­nia frontu prze­ciwko Niem­com. Pił­sud­ski zmu­szony był wstrzy­mać dzia­ła­nia zaczepne prze­ciwko Ukra­iń­com, cho­ciaż nie został jesz­cze zre­ali­zo­wany jego zamiar wypar­cia wojsk prze­ciw­nika z całej Gali­cji Wschod­niej. Jako pierw­sze z tego sek­tora frontu wyco­fane zostały dywi­zje Hal­le­row­skie, czego kate­go­rycz­nie żądały mocar­stwa.

W wyniku opi­sy­wa­nych pol­skich dzia­łań pod koniec maja 1919 r. znaczna część terenu walk została zajęta przez Woj­sko Pol­skie. Sytu­ację tę sta­rał się wyko­rzy­stać bry­tyj­ski pre­mier David Lloyd Geo­rge do gwał­tow­nego zaata­ko­wa­nia Pol­ski, a pośred­nio i Fran­cji, za upra­wia­nie poli­tyki fak­tów doko­na­nych. Z jego inspi­ra­cji Rada Naj­wyż­sza 21 maja 1919 r. zażą­dała od Pol­ski wstrzy­ma­nia ofen­sywy w Gali­cji Wschod­niej, a 27 maja prze­wod­ni­czący kon­fe­ren­cji poko­jo­wej, fran­cu­ski pre­mier Geo­rges Cle­men­ceau, w imie­niu Rady Naj­wyż­szej wysto­so­wał do Pił­sud­skiego pismo o tre­ści:

Gra­nice mię­dzy Pol­ską a Ukra­iną są w sta­dium dys­ku­sji i jesz­cze nie są okre­ślone, a Rada nie­raz infor­mo­wała rząd pol­ski, że uzna każde usi­ło­wa­nie, tak ze strony władz pol­skich, jak i ukra­iń­skich, zmie­rza­jące do ich okre­śle­nia lub prze­są­dze­nia przy uży­ciu siły, jako pogwał­ce­nie całego ducha i jako samo­wolne mie­sza­nie się do zamie­rzeń obec­nej Kon­fe­ren­cji Poko­jo­wej, któ­rej Pol­ska co naj­mniej zgo­dziła się pozo­sta­wić decy­zje wła­śnie w tego rodzaju spra­wach. [...] Jeżeli Pol­ska świa­do­mie lek­ce­wa­żyć będzie rady dawane przez Kon­fe­ren­cję, ist­nieje obawa, że auto­ry­tet Rady nie będzie mógł być sta­wiany na jej usługi27.

Było to bar­dzo mocne ostrze­że­nie prze­ka­zane przez mocar­stwa Pol­sce. Wobec tego posta­wić można pyta­nie: czy mocar­stwom, zwłasz­cza Wiel­kiej Bry­ta­nii, zale­żało wyłącz­nie na zaże­gna­niu pol­sko-ukra­iń­skiego kon­fliktu? Wydaje się, iż nie to było sprawą naj­waż­niej­szą. Lloyd Geo­rge dostrze­gał szansę w kate­go­rycz­nym ostrze­że­niu Pol­ski i wyka­za­niu jej nie­sub­or­dy­na­cji wobec sta­no­wi­ska mocarstw dla jesz­cze więk­szego wyjed­na­nia na Fran­cji i Sta­nach Zjed­no­czo­nych ich zgody na kolejne ogra­ni­cze­nie pol­skich rosz­czeń tery­to­rial­nych wzglę­dem Nie­miec, wymógł więc na Radzie Naj­wyż­szej zaję­cie bar­dzo ostrego sta­no­wi­ska wobec Pol­ski w kwe­stii wstrzy­ma­nia walk w Gali­cji Wschod­niej z myślą, iż ewen­tu­alne nie­pod­po­rząd­ko­wa­nie się Pił­sud­skiego temu zale­ce­niu umoż­liwi mu łatwiej­sze ogra­ni­cza­nie pol­skich aspi­ra­cji tery­to­rial­nych wobec Nie­miec. Fak­tycz­nie cel taki osią­gnął, bowiem nawet Cle­men­ceau sta­wał się coraz bar­dziej skłonny ogra­ni­czać pol­skie ape­tyty tery­to­rialne.

Cle­men­ceau, jako prze­wod­ni­czący kon­fe­ren­cji poko­jo­wej, naci­skał więc na Pola­ków, aby ci powstrzy­mali się od siło­wego docho­dze­nia swych rosz­czeń w Gali­cji Wschod­niej. Czy­nił to zwłasz­cza wobec Dmow­skiego, nie­jako uni­ka­jąc kon­taktu z Pade­rew­skim. Pod koniec maja 1919 r. pre­mier Fran­cji popro­sił Dmow­skiego na roz­mowę, w trak­cie któ­rej oznaj­mił:

Panie Dmow­ski, mam pole­ce­nie powie­dzieć Panu, że jeżeli Pan odmówi pod­pi­sa­nia rozejmu [z Ukra­iną] na warun­kach pro­po­no­wa­nych przez Radę Naj­wyż­szą, wiel­kie mocar­stwa mogą zadać sobie pyta­nie, czy warto jest robić poświę­ce­nia, aże­by­ście na zacho­dzie waszej gra­nicy dostali to, co wam trak­tat wer­sal­ski przy­znaje28.

Czy był to głos sumie­nia Cle­men­ceau, czy wyłącz­nie opi­nia Rady Naj­wyż­szej? Nie­wąt­pli­wie doszu­ki­wać się w tym można pre­sji, wywie­ra­nej na pre­miera Fran­cji przez jego bry­tyj­skiego odpo­wied­nika.

Pił­sud­ski pod pre­sją mocarstw zde­cy­do­wał się wstrzy­mać dzia­ła­nia mili­tarne w Gali­cji Wschod­niej. Czy­nił to, z jed­nej strony, ze świa­do­mo­ścią, że i tak są one na ukoń­cze­niu wsku­tek wyczer­py­wa­nia się wła­snej mocy ofen­syw­nej, z dru­giej zaś - zamie­rzał prze­cze­kać okres, pod­czas któ­rego miał być pod­pi­sany trak­tat wer­sal­ski.

Ana­li­zo­wana ope­ra­cja miała po stro­nie pol­skiej cha­rak­ter dzia­łań wybit­nie zaczep­nych. Głów­nym atu­tem Pola­ków był roz­mach pro­wa­dzo­nych dzia­łań oraz coraz lep­sze współ­dzia­ła­nie uczest­ni­czą­cych w nich związ­ków ope­ra­cyj­nych i tak­tycz­nych. Tym razem wal­czyły już for­ma­cje woj­ska regu­lar­nego, posłu­gu­jące się kla­sycz­nymi zasa­dami sztuki wojen­nej. Wysoko oce­nić należy postępy poczy­nione w obsza­rze pla­no­wa­nia dzia­łań. Nie ozna­czało to, iż nie popeł­niano jesz­cze dużych błę­dów. Naj­więk­szym - w wymia­rze stra­te­gicz­nym - było zatrzy­ma­nie ofen­sywy mimo trud­nego poło­że­nia wojsk prze­ciw­nika. Decy­do­wała o tym nie strona mili­tarna, lecz zde­cy­do­wane naci­ski mocarstw. Poli­tyka w tym wypadku zde­cy­do­wa­nie domi­no­wała nad zasa­dami sztuki wojen­nej.

Dużo błę­dów Polacy popeł­nili w obsza­rze dowo­dze­nia. Szwan­ko­wało ono zwłasz­cza na szcze­blu tak­tycz­nym i było wyni­kiem krót­kiego okresu, upły­wa­ją­cego od powo­ła­nia regu­lar­nych związ­ków tak­tycz­nych. Noto­wano przy­padki nie­do­pusz­czal­nego z punktu widze­nia sztuki wojen­nej samo­wol­nego zmie­nia­nia ter­mi­nów roz­po­czy­na­nia dzia­łań oraz pre­cy­zyj­no­ści wyko­na­nia sta­wia­nych zadań. Uzy­skane powo­dze­nie nie w pełni wyko­rzy­stano do pro­wa­dze­nia ener­gicz­nego pościgu.

Mimo wstrzy­ma­nia pol­skiej ofen­sywy poło­że­nie wojsk ukra­iń­skich w Gali­cji Wschod­niej było nie­zwy­kle trudne. Zepchnięte one zostały w trój­kąt wyzna­czony rze­kami Złota Lipa-Dniestr-Zbrucz. Wyma­gały pil­nej reor­ga­ni­za­cji i uzu­peł­nień. Zagro­że­niem dla nich były także woj­ska rumuń­skie, które w sile 10 tys. żoł­nie­rzy skon­cen­tro­wane były na gra­nicy z Gali­cją Wschod­nią w goto­wo­ści do współ­dzia­ła­nia z oddzia­łami pol­skimi. Zagro­że­niem dla Ukra­iń­ców było i to, że pomimo wstrzy­ma­nia dzia­łań wojsk regu­lar­nych, do dzia­łań par­ty­zanc­kich na ich zaple­czu przy­stą­piły lokalne oddziały Pol­skiej Orga­ni­za­cji Woj­sko­wej (POW). Utrud­niały one prze­gru­po­wy­wa­nie i reor­ga­ni­za­cję oddzia­łów ukra­iń­skich. Oddziały POW samo­dziel­nie opa­no­wały Sta­ni­sła­wów, zmu­sza­jąc wła­dze rzą­dowe Zachod­nio­ukra­iń­skiej Repu­bliki Ludo­wej do ewa­ku­owa­nia się do Bucza­cza. Do tego, mimo for­mal­nego wstrzy­ma­nia pol­skiej ofen­sywy, część oddzia­łów na­dal posu­wała się na wschód.

Gene­rał Józef Hal­ler tuż przed osta­tecz­nym odwo­ła­niem go z Gali­cji Wschod­niej - nastą­piło to 27 maja 1919 r. - pla­no­wał wzno­wie­nie dzia­łań mili­tar­nych, Polacy nie mieli jed­nak do tego ani wystar­cza­ją­cej siły mili­tar­nej, a przede wszyst­kim nie mogli wystę­po­wać prze­ciwko woli mocarstw. Mimo tego opa­no­wano Zło­czów, Brze­żany, a 2 czerwca - Tar­no­pol29.

W końcu maja 1919 r. Pił­sud­ski doko­nał zna­czą­cej reor­ga­ni­za­cji Wojsk Pol­skich. Z dotych­cza­so­wego Frontu Gali­cyj­skiego i Frontu Wołyń­skiego utwo­rzony został Front Gali­cyj­sko-Wołyń­ski, któ­rego dowo­dze­nie 31 maja prze­jął gen. Iwasz­kie­wicz. Jego decy­zją wstrzy­mane zostały wszel­kie dzia­ła­nia zaczepne pro­wa­dzone w Gali­cji Wschod­niej. Zaostrze­nie sytu­acji na fron­cie pol­sko-nie­miec­kim spo­wo­do­wało dal­sze wyco­fy­wa­nie wojsk z Gali­cji Wschod­niej i Woły­nia. W pierw­szej kolej­no­ści, po dywi­zjach Hal­le­row­skich, wyco­fana została Grupa Wiel­ko­pol­ska płk. Kona­rzew­skiego, po czym i inne związki tak­tyczne. Osta­tecz­nie na tym obsza­rze ope­ra­cyj­nym pozo­stały tylko trzy związki tak­tyczne - 4. i 5. DP oraz kom­bi­no­wana dywi­zja płk. Sikor­skiego. Ich siła bojowa to około 17,5 tys. żoł­nie­rzy, 372 kara­biny maszy­nowe i 54 działa30. Na Poku­ciu odpo­czy­wała 3. DPLeg.

Wyco­fa­nie się Petlury z wojny z Pol­ską, o czym sze­rzej w kolej­nym pod­roz­dziale, sta­wiało Ukra­iń­ców gali­cyj­skich we wręcz bez­na­dziej­nym poło­że­niu. Liczeb­ność ich wojsk spa­dła do 25 tys. Utra­cili więk­szość baz zaopa­trze­nio­wych i byli ści­śnięci na nie­wiel­kiej prze­strzeni mię­dzy Dnie­strem i Zbru­czem. W tej sytu­acji zde­cy­do­wali się na zawar­cie cza­so­wego rozejmu z Pol­ską. Nie trwał on zbyt długo, posta­no­wiono go jed­nak wyko­rzy­stać na reor­ga­ni­za­cję wojsk, zwłasz­cza pod­nie­sie­nie dys­cy­pliny i morale. Zde­cy­do­wano się na powo­ła­nie nowego dowódcy tych wojsk, któ­rymi dowo­dze­nie prze­jął Rosja­nin z pocho­dze­nia, gen. Alek­san­der Gre­kow, czy­niąc przy­go­to­wa­nia do pod­ję­cia ofen­sywy.

8 czerwca 1919 r. gali­cyj­skie oddziały ukra­iń­skie z II Kor­pusu płk. Mirona Tar­naw­skiego przy­stą­piły do lokal­nych dzia­łań ofen­syw­nych prze­ciwko Woj­sku Pol­skiemu. Miały one moral­nie pod­bu­do­wać będące w głę­bo­kim kry­zy­sie gali­cyj­skie oddziały ukra­iń­skie. Natar­cie skie­ro­wano na kom­bi­no­wany pułk mjr. Józefa Jakli­cza z dywi­zji płk. Sikor­skiego. Po zaję­ciu Czort­kowa głów­no­do­wo­dzący tą armią gen. Gre­kow pla­no­wał wypar­cie Pola­ków nawet za San. Woj­ska II Kor­pusu posu­wały się wzdłuż linii kole­jo­wej na Try­bu­chowce. Do natar­cia przy­stą­piły także kor­pusy I i III. Dzia­ła­nia te miały popar­cie miej­sco­wej lud­no­ści ukra­iń­skiej. Ukra­ińcy pro­wa­dzili natar­cie w kie­runku pół­nocno-zachod­nim. Wyko­rzy­stu­jąc znaczne osła­bie­nie pozo­sta­ją­cych w Gali­cji Wschod­niej oddzia­łów pol­skich, zmie­rzano do reali­za­cji swych celów stra­te­gicz­nych. Była to decy­zja despe­racka, nie­li­cząca się z fak­tycz­nymi moż­li­wo­ściami. Natar­cie Ukra­iń­ców począt­kowo dopro­wa­dziło do cha­otycz­nego odwrotu Pola­ków; strona pol­ska nie miała planu dzia­ła­nia i stąd wyni­kała duża impro­wi­za­cja w pró­bach opa­no­wa­nia poło­że­nia. Błę­dem dowódz­twa Frontu Gali­cyj­sko-Wołyń­skiego były próby powstrzy­ma­nia ofen­sywy przez kie­ro­wa­nie do walki nie­wiel­kich, odizo­lo­wa­nych oddzia­łów. Nie wytrzy­my­wały one impetu natar­cia prze­ciw­nika i szły w roz­sypkę. Ukra­ińcy zajęli Pod­hajce.

W dniach 13 i 14 czerwca 1919 r. gen. Gre­kow naka­zał zmianę kon­cep­cji dzia­łań. Główne ude­rze­nie skie­ro­wano w styk 4. DP i dywi­zji płk. Sikor­skiego - dla roz­cię­cia pol­skiego ugru­po­wa­nia. W dzień póź­niej Ukra­ińcy prze­ła­mali linię frontu pod Ostro­wem. Ich silna kolumna kie­ro­wała się w stronę Brze­żan w celu zaję­cia tego waż­nego węzła komu­ni­ka­cyj­nego i znaj­du­ją­cych się tam maga­zy­nów woj­sko­wych. Kie­runku tego bro­niły oddziały 3. DPLeg. Do dwu­dnio­wych zacię­tych wal­kach Ukra­ińcy prze­ła­mali pol­skie pozy­cje. Dal­sze natar­cie pro­wa­dzili w dwóch kie­run­kach: na Roha­tyn i Brze­żany. 15 czerwca zajęli Tar­no­pol. Oddziały pol­skie roz­po­częły odwrót na całej linii frontu; na nie­któ­rych odcin­kach był to odwrót nie­kon­tro­lo­wany.

W cza­sie tej fazy dzia­łań po stro­nie pol­skiej ujaw­niły się duże braki w spo­so­bie dowo­dze­nia i ugru­po­wa­nia wojsk, które były nad­mier­nie roz­cią­gnięte na całej sze­ro­ko­ści frontu. Zasto­so­wano sys­tem ugru­po­wa­nia kor­do­no­wego, skła­da­ją­cego się z wąskiej linii tyra­lier, bez wydzie­la­nia sil­niej­szych odwo­dów; to zaś powo­do­wało, że po prze­ła­ma­niu frontu przez nie­przy­ja­ciela bra­ko­wało sił na zablo­ko­wa­nie wła­ma­nia. Zada­nia tego nie mogły wyko­nać słabe poje­dyn­cze pod­od­działy. Stro­nie pol­skiej bra­ko­wało jasnej kon­cep­cji powstrzy­ma­nia ofen­sywy prze­ciw­nika; dowódca frontu miał nie­wielki wpływ na pro­wa­dzone dzia­ła­nia bojowe; szwan­ko­wało współ­dzia­ła­nie mię­dzy dywi­zjami, a nawet puł­kami. Żoł­nierz młody, pocho­dzący z poboru i słabo wyszko­lony, był mało wytrwały w obro­nie, podatny na panikę i tym samym skłonny do ucieczki z pola walki.

Pod­czas odwrotu Polacy zano­to­wali zna­czące straty wyno­szące 2121 żoł­nie­rzy, w tym 156 pole­głych, 1743 ran­nych i 222 zagi­nio­nych31.

Pił­sud­ski, zanie­po­ko­jony nie­ko­rzyst­nym roz­wo­jem wyda­rzeń w Gali­cji Wschod­niej, naka­zał szyb­kie wzmoc­nie­nie ope­ru­ją­cych tam wojsk. Jako pierw­sza prze­rzu­cona została 6. Dywi­zja Strzel­ców z armii gen. J. Hal­lera. W kolej­no­ści miała być wysłana Grupa Wiel­ko­pol­ska płk. Kona­rzew­skiego. Napły­wały dal­sze uzu­peł­nie­nia. Mocar­stwa zachod­nie wobec nie­do­trzy­ma­nia przez Ukra­iń­ców warun­ków wstrzy­ma­nia dzia­łań zgo­dziły się na uży­cie do walk w Gali­cji Wschod­niej armii gen. J. Hal­lera. Oso­bi­stej inspek­cji wojsk wal­czą­cych w Gali­cji Wschod­niej doko­nał Pił­sud­ski.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Cz. Mączyń­ski, Boje lwow­skie, t. I-II, War­szawa 1921. [wróć]

2. W. Hupert, Walki o Lwów od 1 listo­pada 1918 do 1 maja 1919 r., War­szawa 1933; Zaję­cie Mało­pol­ski Wschod­niej i Woły­nia w 1919 r., Lwów-War­sza-wa 1928. [wróć]

3. M. Kli­mecki, Pol­sko-ukra­iń­ska wojna o Lwów i Gali­cję Wschod­nią 1918-1919, War­szawa 2000. [wróć]

4. J. Śli­piec, Drogi nie­pod­le­gło­ści - Pol­ska i Ukra­ina 1918-1921, War­szawa 1999. [wróć]

5. P. Łos­sow­ski, Sto­sunki pol­sko-litew­skie w latach 1918-1920, War­szawa 1966; Kon­flikt pol­sko-litew­ski 1918-1920, War­szawa 1966. [wróć]

6. J. Smo­leń­ski, Walki pol­sko-litew­skie na Suwalsz­czyź­nie we wrze­śniu 1920 r.,War­szawa 1938. [wróć]

7. M.in.: L. Wyszczel­ski, Nie­wy­po­wie­dziana wojna. Pol­sko-rosyj­skie dzia­ła­nia mili­tarne w 1919 roku, Toruń 2005; Ope­ra­cja nie­meń­ska 1920 roku, War­szawa 2003; Ope­ra­cja ukra­iń­ska 1920 roku, War­szawa 2009; Ope­ra­cja war­szaw­ska sier­pień 1920, War­szawa 2005; Bitwa na przed­po­lach War­szawy, War­szawa 2000; Wojna pol­sko-rosyj­ska 1919-1920, t. 1-2, War­szawa 2010. [wróć]

8. J. Śli­piec, op.cit., s. 65. [wróć]

9. Rela­cja o wypad­kach lwow­skich w listo­pa­dzie 1918 r. płk. dypl. w st. spocz. Anto­niego Kamiń­skiego, Cen­tralne Archi­wum Woj­skowe (CAW). Kolek­cje ręko­pi­sów, zbiór rela­cji uczest­ni­ków walk we Lwo­wie zło­żo­nych do Woj­skowego Biura Histo­rycz­nego w War­sza­wie w 1933 r., I. 400. 15. 17. [wróć]

10. W. Hupert, Walki..., s. 24. [wróć]

11. Obrona Lwowa, t. III, Lwów 1938, s. 455. [wróć]

12. M. Kli­mecki, s. 94. [wróć]

13. J. Gella, Ruski mie­siąc 1 XI - 22 XI 1918. Ilu­stro­wany opis walk listo­pa­do­wych we Lwo­wie, Lwów [b.r.w.], s. 82-105. [wróć]

14. Obrona Lwowa, t. III, op.cit., s. 459. [wróć]

15. Cz. Mączyń­ski, t. I, op.cit., s. 328. [wróć]

16. L. Wyszczel­ski, Pol­ska sztuka wojenna w latach 1918-1921, Toruń 2004, s. 91-91. [wróć]

17. M. Kli­mecki, op.cit.., s. 148. [wróć]

18. W. Hupert, Zaję­cie..., s. 26. [wróć]

19. J. Śli­piec, op.cit., s. 98. [wróć]

20. H. Hupert, Zaję­cie..., s. 13. [wróć]

21. A. Przy­byl­ski, Wojna pol­ska 1918-1921, War­szawa 1930, s. 51. [wróć]

22. Ibi­dem, s. 120. [wróć]

23. L. Ber­becki, Pamięt­nik gene­rała broni, Kato­wice 1959, s. 114. [wróć]

24. M. Kli­mecki, op.cit., s. 178-179. [wróć]

25. L. Wyszczel­ski, O Pol­sce w Wer­salu, Toruń 2008, s. 116. [wróć]

26. W. Hupert, Zaję­cie..., s. 32-34. [wróć]

27. 1919 maj 29, Paryż - notatka R. Dmow­skiego z roz­mowy z G. Cle­men­ceau, [w:] Sprawy pol­skie na kon­fe­ren­cji poko­jo­wej w Paryżu w 1919 r. Doku­menty i mate­riały, t. II, War­szawa 1967, s. 272-279. [wróć]

28. Ibi­dem. [wróć]

29. J. Śli­piec, op.cit., s. 136. [wróć]

30. M. Wrzo­sek, Woj­sko Pol­skie i ope­ra­cje wojenne lat 1918-1921, Bia­ły­stok 1988, s. 356. [wróć]

31. M. Kli­mecki, op.cit., s. 236. [wróć]