Rodzina Tkachenko
Natalija urodziła się w Charkowie i spędziła tutaj całe swoje życie. Dzieciństwo nie było łatwe, ale wspomina je z lekkim uśmiechem na ustach, tak jakby chciała jeszcze raz powrócić do tamtych beztroskich czasów. Jako nastolatka żywo interesowała się czarami i zabobonami, których w Ukrainie nie brakuje po dziś dzień. Podania przekazywane ustnie szerzą się niczym mity wśród starszych i młodszych.
Kiedy miała dwadzieścia lat, poznała uroczego, choć ubogiego mężczyznę imieniem Igor. Ich relacja szybko zmieniła się w szczerą miłość i oddanie, co tu mówić, szaleli za sobą i w ogień by razem wskoczyli. Igor nie widział świata poza Nataliją, obsypywał ją kwiatami polnymi i malutkimi kamyczkami, które łudząco przypominały kryształy i diamenty. Właśnie z nich dziewczyna tworzyła piękne naszyjniki, a później nosiła je wdzięcznie na swojej smukłej szyi.
Gdy sznury kryształków wypełniły już całą szufladkę w szafce przy łóżku Nataliji, Igor poszedł krok dalej i podarował jej przepiękną, własnoręcznie przez niego rzeźbioną szkatułkę na biżuterię. Malutki mebelek tak spodobał się dziewczynie, że pozbyła się czterech swoich ulubionych książek, by tylko móc postawić szkatułkę na półce przy oknie.
Patrzyła teraz na dawno uwielbiony prezent i wspominała te czasy beztroski, młodzieńczej miłości i frywolności z tym samym lekkim uśmiechem na twarzy, gdy do sypialni wszedł Igor. Uścisnął dłoń swojej żony i pocałował zaróżowiony policzek.
Kobieta podała mu obiad i wysłuchała z zainteresowaniem jego opowieści z pracy. Zawsze tak robiła, zresztą ciekawiło ją, jak wygląda codzienność Igora. Mało czasu spędzali wspólnie, mężczyzna musiał naprawdę dużo pracować, by zapewnić rodzinie dobre życie.
Mieszkali w mieszkaniu, które Natalija oddziedziczyła po swoich rodzicach, blisko centrum Charkowa. I chociaż Igor chwytał się każdej pracy, jaka tylko pojawiła się w zasięgu wzroku, rodzina Tkachenko nie mogła się pochwalić zbytnim przepychem czy gadżetami na swoich czterdziestu pięciu metrach kwadratowych. Ale jedno trzeba przyznać, Natalija była świetną panią domu, zawsze wszystko było czyste, wręcz lśniące, dzieci dobrze ubrane i zadbane, a mąż zadowolony i szczęśliwy. I ona była bardzo wdzięczna Bogu za to, że postawił na jej drodze tak oddanego i spokojnego mężczyznę, że mogła zostać dumną matką trójki zdrowych dzieci.
- Tata! - krzyknęła Yulia i młodsze rodzeństwo wbiegło do kuchni, a za nim weszła najstarsza siostra.
- Moje słoneczka, jak tatuś za wami tęsknił.
Igor wyściskał swoje pociechy, wypytał o szkołę i poczęstował każde kawałkiem kotleta.
- No, nie przeszkadzajcie tacie, musi zjeść obiad - upomniała Natalija i wygnała dzieci do ich pokoju. - Pobawcie się jeszcze kwadrans, a później zęby i do łóżek. Darya, nie czytaj dzisiaj za długo, dobrze?
Igor popatrzył na swoją żonę, gdy ponownie weszła do kuchni, włożył do ust ostatni kęs obiadu i założył ramiona na piersi. Natalija od ponad piętnastu lat była dla niego najpiękniejszą kobietą pod Słońcem. Nawet sam nie potrafił sobie tego logicznie wytłumaczyć, w końcu codziennie otaczało go mnóstwo ładnych kobiet, ale żadna z nich nie dorastała Nataliji do pięt. Ciemne, długie włosy, zazwyczaj zaplecione w warkocz i jasne, niebieskie oczy wzbudzały w nim nie tylko podziw, ale i pożądanie.
- Jutro niedziela, pamiętasz? - zapytał, gdy wkładał naczynia do zlewu.
- Nie pamiętam, planujemy coś?
- No, co ty? Kochanie, dzieciaki cię uduszą! - zażartował Igor. - Idziemy jutro do parku.
- No tak, obiecaliśmy im, ale ja tak się denerwuję, kiedy wybieracie te wielkie karuzele - odparła Natalija i przysłoniła dłonią usta.
Igor podszedł do niej i objął ją ramieniem. Był sporo wyższy od swojej żony, dzięki temu, kobieta zawsze czuła się przy nim bezpieczna, ale i delikatna. On też silnie na nią działał, chociaż zawsze myślała, że takie uczucia w małżeństwach wypalają się po dwóch, góra trzech latach. Podejrzewała nawet, że ich związek był po prostu wyjątkiem i dlatego nadal łączyła ich gorąca miłość, a nie tylko przywiązanie i wspólne problemy.
Kłopotów nie mieli za wiele albo się na nich nie skupiali. Najważniejsze dla nich było rodzinne szczęście, celebrowali każdy wspólnie spędzony dzień, świętowali hucznie kolejne urodziny. I choć takie radosne chwile nie zdarzały się zbyt często, właśnie następnego dnia wybierali się do pobliskiego parku. To miejsce było wspaniałe, tętniło życiem i promieniowało radością. Nie tylko dzieci śmiały się tam i biegały wśród atrakcji, również dorośli przez chwilę mogli zapomnieć o codzienności i przenieść się w zupełnie inny świat - pełen kolorów, zapachów i wolności.
Kolejnego dnia rodzina Tkachenko zjadła w pośpiechu śniadanie i wybiegła z klatki schodowej. Sąsiedzi, których minęła na korytarzu, dobrze wiedzieli, że dzisiaj wypada właśnie ten szczególny dzień, kiedy bliscy spędzą razem wspaniałe chwile. Dzieci zachowywały się trochę za głośno, ale ani rodzicom, ani obcym na ulicy zupełnie to nie przeszkadzało. A Natalija szła ze swoim ukochanym pod rękę i zastanawiała się, jak będzie wyglądać ich przyszłość, kiedy dzieci dorosną, założą własne rodziny, a oni zostaną sami.
Najstarsza córka małżeństwa miała na imię Darya i niecały miesiąc wcześniej skończyła dwanaście lat. Wchodziła już w prawdziwy nastoletni wiek, często się obrażała, buntowała i zadzierała nosa. Matka pozwoliła jej dzisiaj pomalować rzęsy, więc nastolatka była w niebo wzięta i dumnie kroczyła jako pierwsza charkowską ulicą.
Za nią biegły dwa urwisy - sześcioletnia Yulia w różowej sukience w kwiaty i beżowym sweterku oraz czteroletni Dima w białej koszuli z granatową muchą. Młodsze rodzeństwo świetnie się dogadywało, było do siebie bardzo przywiązane. Każdą czynność dzieci chciały wykonywać razem - myć zęby, układać klocki, kroić marchewkę. Ich matka nie mogła się napatrzeć, jak wieczorem opowiadali sobie bajki i gładzili delikatnie po rączkach.
Najpierw opowiadał bajkę Dima i zazwyczaj mówił o dinozaurach albo postaciach z bajek. Później przychodziła kolej Yulii, która rozwijała historię brata dodatkowo o parę księżniczek i kucyków. A gdy oczy same się im już zamykały, Natalija przykrywała ich szczelnie kołderkami i utulała do snu.
Matka kobiety zawsze jej powtarzała, że dzieci trzeba mieć dużo, tak jak zastawy stołowej i najlepiej, jak co roku rodzi się kolejny bobas, wtedy rodzeństwo będzie miało dobry kontakt. Miała po części rację, Darya nie potrafiła się bawić z młodszymi urwisami, nie miała też u nich żadnego głosu. Można by powiedzieć, że za młoda była jeszcze na ich ciotkę, a za stara już na towarzyszkę zabaw i psot.
Szli dalej w kierunku parku, Słońce ogrzewało ich twarze, kwiecień w tym roku rozpieszczał swoim ciepłem oraz piękną pogodą i tylko czasami wplatał gdzieś lekki mróz wśród wiosenny mrok nocy.
Park jak zwykle huczał wesołą muzyką i był bardzo zatłoczony. Dzieci przyspieszyły kroku, od zabawy dzieliła ich już tylko jedna ulica.
- Darya, weź ich za ręce! - zawołała Natalija, która zawsze bardzo dbała o bezpieczeństwo swoich dzieci.
Najstarsza siostra posłusznie zawołała rodzeństwo i przeprowadziła je po pasach. Potem nic już nie było w stanie zatrzymać urwisów. Na pierwszy ogień poszło stoisko z watą cukrową, potem karuzele i inne atrakcje. Kolejka dla dzieci niestety jeszcze była nieczynna - uruchamiano ją dopiero w maju, co wywołało smutek na twarzach Yulii i Dimy.
Ponure nastroje skutecznie rozpędziła nowa atrakcja w parku - trampolina. Dzieci skakały, wykrzykując swoją radość. Nawet Darya dała się skusić i również podskakiwała w rytm muzyki obok swojego rodzeństwa.
- Jak ona szybko urosła, co? - spytał cicho Igor.
Natalija pokiwała głową i pociągnęła łyk gorącej kawy, którą kupili w pobliskiej budce. Siedzieli na ławce dobre trzydzieści minut, nim dzieci zmęczyły się na tyle, by wreszcie wrócić do domu na obiad.
- Ja chcę jeszcze pociąg - zajęczał Dima.
- Dmytro, kolejka jest jeszcze zamknięta, ale jestem pewien, że następnym razem będzie już działać - wytłumaczył spokojnie chłopcu ojciec, a maluch ukrył łzy w jego koszuli.
Igor nadal kucał z przyklejonym do piersi synkiem, gdy trzy panie Tkachenko przekraczały już ulicę, trzymając się za ręce i wesoło o czymś rozmawiając.
Gdy Dima i Igor zaczęli podążać za resztą rodziny, maluch zorientował się, jak daleko znajduje się jego kochana siostrzyczka, wyrwał rączkę z dłoni taty i rzucił się biegiem w kierunku jezdni.
- Dima, stój! - krzyknął ojciec i pobiegł najszybciej jak potrafił.
Natalija odwróciła się dopiero, gdy usłyszała pisk opon. Zbyt mocno zajęła się starszymi córkami, by zwrócić uwagę na to, że jej mężczyźni zostali w tyle. Zacisnęła usta w krzywym uśmiechu, który dosłownie sekundę wcześniej wywołała wesoła historia Daryi. Puściła dłonie swoich córek i popędziła w kierunku przejścia dla pieszych.