Gdzieś na oceanie Spokojnym leży wyspa owalnego kształtu,
długa na dwieście, szeroka na sto kilometrów. Pasmo gór dzieli ją
na dwie nierówne części, południową i północną. Część północna,
najeżona dzikiemi skałami, miała niegdyś grunta jałowe albo
bagniste, ubogą roślinność, dużo zwierząt drapieżnych i jadowitych
gadów, a powietrze nasycone wilgocią, wśród której wałęsały się
niebezpieczne gorączki. Zato część południowa wyspy miała prawo
nazywać się rajem ziemskim.
Była to miejscowość poprzecinana mnóstwem rzeczułek, ozdobiona
wzgórzami i dolinami, nad któremi unosi się wieczna wiosna. Niby w
ogrodzie botanicznym żyje tam wiele tysięcy roślin, które
dostarczają drzewa na budowle, włókien na tkaniny, barwników,
lekarstw, pachnideł, a nadewszystko materjałów pokarmowych. Trudno
byłoby policzyć wszystkie odmiany jagód, orzechów, owoców,
przypominających jabłka lub ananasy, daktyle i słodkie kasztany.
Samych roślin, wydających mączkę, istnieje około trzydziestu
gatunków. Mniej obfitym jest świat zwierzęcy. W każdym razie znajduje się
tyle jeleni, zajęcy, owiec, a dalej - bażantów, kuropatw, gęsi i
kaczek, nareszcie - pstrągów i łososi, że mieszkańcy tamtejsi na
brak mięsa nie mogli narzekać. Północną, ubogą, część wyspy zamieszkiwał naród dziki. Byli to
ludzie czarni, nędzni, o niskich czołach, grubych wargach i
nozdrzach zwierzęcych; mieszkali w jaskiniach albo szałasach z
gałęzi, utrzymywali się z myśliwstwa i rybołówstwa, a wymierali
albo z głodu, albo z gorączek. Niegdyś zaludniali całą wyspę, ale
przed kilkoma wiekami napadnięci przez inny, silniejszy naród,
zostali częścią wytępieni, częścią wygnani do północnych okolic. Od tego czasu południową stronę zajęli triumfujący najezdnicy. Był
to lud barwy bronzowej, odznaczający się piękną postawą i
niezwykłemi zdolnościami. Dzielił on się na dwie kasty: Majungów i
Androwanów, czyli panów i podwładnych. Panowie mieli cerę
jaśniejszą i greckie rysy twarzy; podwładni mieli fizjognomje
pospolitsze, wyższy wzrost i silniejsze muskuły. Oni to zajmowali
się uprawą jarzyn, hodowlą drzew owocowych i roślin mącznych; oni
polowali na zwierzynę, tkali i szyli odzież, budowali domy,
wyrabiali naczynia i sprzęty; oni trudnili się handlem i
przenoszeniem towarów. Na panach ciążył jeden tylko obowiązek: walczenia z
nieprzyjaciółmi. Ale ponieważ nieprzyjaciół nie było na wyspie,
więc panowie musieli w inny sposób zużywać swoje siły. W tym celu
za każdą odmianą księżyca wykonywali wspaniałe tańce wojenne, a w
dnie zwykłe uczyli się grać na arfie i flecie, układali poematy na
cześć bohaterskich przodków, albo z różnokolorowych piórek czy
kamyków układali obrazy, przedstawiające znakomitsze wypadki
dziejowe. Były to niepospolite wydarzenia: walki z olbrzymami, tępienie
smoków, oswabadzanie pięknych księżniczek z rąk czarodziejów... W
hołdach składanych przodkom każde pokolenie starało się wyścignąć
poprzedników, dzięki czemu liczba bohaterów mnożyła się tak, że
trudno było zapamiętać ich nazwisk, olbrzymy stawały się coraz
ogromniejsze, czarownicy coraz brzydsi, a smoki miewały coraz
większą ilość głów. Muzyka, tańce, malowanie i opiewanie chwały przodków, tak
zapełniały czas Majungom, że żaden z nich nietylko nie chciał, ale
nawet nie potrafiłby sam zerwać owocu z drzewa, sam nakryć do
stołu, a choćby przynieść sobie wody ze źródła. Majungowie tak
pogardzali pracą, że jeden z najpopularniejszych poematów był
poświęcony bohaterowi, który podróżując, umarł z głodu przy koszu
pełnym jadła, ponieważ służący zabłąkał się w drodze i nie mógł
swemu panu pokrajać ani podać na tacy mięsiwa i chleba. Między Majungami, od czasu do czasu zjawiali się mędrcy, których
niepokoiło to lekceważenie pracy przez kastę panów. - Postacie wasze - mówili do Majungów - są drobniejsze, nogi
cieńsze, a ręce słabsze, aniżeli u waszych podwładnych, u
Androwanów. A ponieważ jest was mniej, aniżeli ich, więc może
nadejść chwila, że Androwanowie nie zechcą spełniać waszych
rozkazów, przestaną wam dostarczać miodowych placków i papuzich
języków, a nawet, kto wie, czy nie ośmielą się wypędzić was z
bambusowych dworców i ubierać się w wasze szaty, którym tęcza
zazdrości kolorów.CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI