Wprowadzenie do drugiego wydania
Pierwsze wydanie książki Wnioskowanie o projekcie ukazało się w 1998 roku nakładem wydawnictwa Cambridge University Press[1]. Wywołało ono stanowcze reakcje - zarówno przychylne, jak i nieprzychylne. Książka nosiła podtytuł Wykluczanie hipotez przypadku na podstawie małych prawdopodobieństw, co wskazywało na to, że przedstawiono w niej statystycznie ścisłą metodę eliminacji hipotez przypadku i wykrywania projektu. Opublikowano ją w wydawanej przez renomowane wydawnictwo uniwersyteckie serii monografii statystycznych ("Cambridge Studies in Probability, Induction, and Decision Theory"). Dawała ona nadzieję na nadanie ścisłości naukowej dociekaniom na temat projektu w przyrodzie. Jej bezpośrednim skutkiem było dodanie wigoru dopiero wówczas powstającemu ruchowi inteligentnego projektu i uwiarygodnienie jego naukowych aspiracji. Dzięki tej monografii ruch inteligentnego projektu rozwinął się, a w niektórych miejscach wręcz rozkwitł.
Wiele osób próbowało przeformułować, przeanalizować lub podważyć przedstawioną w pierwszym wydaniu metodę wykrywania projektu, którą później zaczęto nazywać po prostu wnioskowaniem o projekcie[2]. Jak będziemy przekonywali w niniejszym drugim wydaniu książki, ta metoda nadal pozostaje w mocy. Po publikacji pierwszego wydania szybko jednak stało się jasne, że wymaga ona uproszczeń, klaryfikacji, a przede wszystkim rozbudowania. Na przykład najważniejsze w tej metodzie pojęcie specyfikacji potrzebowało znacznego uproszczenia: możliwe okazało się zupełne pozbycie się jednego z definiujących to pojęcie warunków (mianowicie niezależności warunkowej), a to za sprawą ściślejszego zastosowania innego warunku definiującego (rozwiązywalności). Filtr eksplanacyjny - diagram umożliwiający szybką i intuicyjną rekonstrukcję metody wnioskowania o projekcie - wymagał natomiast dalszych klaryfikacji, aby mieć pewność, że jego węzły decyzyjne adekwatnie i spójnie wyczerpują wszystkie możliwe wyjaśnienia.
Różne tego typu korekty zostały wprowadzone do książki stanowiącej kontynuację pracy Wnioskowanie o projekcie, zatytułowanej Nic za darmo. Dlaczego przyczyną wyspecyfikowanej złożoności musi być inteligencja (wydanie oryginalne ukazało się w 2002 roku)[3], oraz do książki The Design Revolution: Answering the Toughest Questions About Intelligent Design [Rewolucja projektu. Odpowiedzi na najtrudniejsze pytania o teorię inteligentnego projektu] (2004)[4]. Jednak żadna z tych dodatkowych prac nie zastąpiła tej pierwotnej monografii, która wciąż była głównym punktem odniesienia zarówno dla zwolenników, sympatyków, jak i krytyków teorii inteligentnego projektu. Kiedy krytycy podnosili zarzuty, zwykle pisałem [William Dembski] odpowiedzi, czasem w formie długich artykułów. Niektóre zarzuty okazały się bezpodstawne i starałem się pokazać, dlaczego tak jest. Inne słusznie wskazywały na możliwość dokonania korekt i podejmowałem próbę ich wprowadzenia. Zawsze jednak utrzymywałem, że przedstawiona w pierwszym wydaniu metoda wnioskowania o projekcie jest zasadniczo poprawna, a różne jej słabe strony mają niewielkie znaczenie i można je wyeliminować. Nadal tak uważam.
Powiązanie z teorią informacji
Po opublikowaniu pierwszego wydania coraz bardziej pilna stawała się kwestia, jak metodę wnioskowania o projekcie można połączyć z teorią informacji. Wyraźnie wskazałem na to powiązanie w epilogu do pierwszej edycji. Starałem się tam ustalić, jakie jest "główne znaczenie metody wnioskowania o projekcie dla nauki"[5]. Uznałem, że "metoda wnioskowania o projekcie umożliwia wykrywanie i pomiar informacji"[6]. Następnie, w kilku kolejnych akapitach pierwszego wydania, pokazałem w zarysie, że relacje między specyfikacjami a zdarzeniami o małym prawdopodobieństwie odpowiadają procesowi przesyłania wiadomości przez kanał komunikacyjny od nadawcy do odbiorcy.
Do 2004 roku poczyniłem już pewne postępy w zakresie szczegółowego powiązania metody wnioskowania o projekcie z teorią informacji. Nadal pozostała jednak paląca kwestia pojęcia wyspecyfikowanej złożoności. Termin "wyspecyfikowana złożoność" nie pojawił się w pierwszym wydaniu, ale był tam pojęciowo zawarty w koncepcji wyspecyfikowanego małego prawdopodobieństwa, która stanowiła klucz do wykrywania projektu. Złożoność, w sensie użytym w terminie "wyspecyfikowana złożoność", jest więc równoważna małemu prawdopodobieństwu. Ta równoważność ma doskonały sens. Rozważmy przykład rzutów prawidłową monetą. Im więcej razy ją podrzucamy, tym mniejsze prawdopodobieństwo zaobserwowanej sekwencji orłów i reszek, a jednocześnie tym większa złożoność tej sekwencji wyrażona za pomocą bitów. Prawdopodobieństwo tej sekwencji dokładnie odpowiada więc liczbie potrzebnych do jej opisania bitów.
Jednak nawet pomimo takiej korespondencji z teorią informacji wyspecyfikowana złożoność nie stanowiła pojęcia jasno zdefiniowanego w kategoriach informacji. W pierwszym wydaniu wyspecyfikowaną złożoność odniosłem do określonej listy warunków i sprawdziłem, czy spełnia ona pewne warunki logiczne, statystyczne i informacyjne. Pojęcie informacji było tam obecne, ale mogło się wydawać, że chodzi również o aspekty niezwiązane z informacją. Co więcej, ścisłe powiązanie pojęcia wyspecyfikowanej złożoności z koncepcją informacji shannonowskiej, koncepcją informacji algorytmicznej bądź z jakąkolwiek inną dobrze ugruntowaną matematyczną teorią informacji nie było oczywiste.
Mój przyjaciel i współpracownik Jay Richards, który był gościnnym redaktorem numeru specjalnego w czasopiśmie filozoficznym "Philosophia Christi", poprosił mnie o napisanie artykułu na ten temat. Artykuł, zatytułowany Specification: The Pattern That Signifies Intelligence [Specyfikacja - wzorzec wskazujący na inteligencję][7], ukazał się w tym czasopiśmie w 2005 roku. Pokazałem w nim, jak wyspecyfikowaną złożoność można zdefiniować jako zunifikowaną miarę informacji utworzoną poprzez połączenie informacji shannonowskiej (zastosowanej do zdarzenia) z informacją algorytmiczną (zastosowaną do wzorca). Ta definicja rozwiązała problem, czy wyspecyfikowana złożoność może stanowić formę informacji, i była zadowalająca pod względem pojęciowym, ponieważ różne elementy metody wnioskowania o projekcie ujęła w jedną miarę informacji.
Argument z niewiedzy?
Żadna z tych prób wyartykułowania informacyjnej podbudowy metody wnioskowania o projekcie nie uciszyła jednak krytyków. Milcząco w pierwszym wydaniu pracy Wnioskowanie o projekcie i otwarcie w jej kontynuacji, książce Nic za darmo, argumentowałem, że dobór naturalny i losowe zmiany nie są w stanie tworzyć tego rodzaju złożoności, jaki obserwujemy w organizmach żywych. Stosując metodę wnioskowania o projekcie do biologii, opierałem się na wynikach badań biologów będących zwolennikami teorii inteligentnego projektu - Douglasa Axe'a i Michaela Behego. Zidentyfikowali oni pewne układy subkomórkowe (na przykład wić bakteryjną i enzym beta-laktamazę), które w wielkiej mierze wymykają się wyjaśnieniom darwinowskim.
Naszym wspólnym zadaniem było przypisanie tym układom wiarygodnych liczb, aby pokazać, że nawet przy uwzględnieniu darwinowskiego doboru naturalnego prawdopodobieństwo powstania tych układów jest skrajnie małe. Zauważmy, że określenie odpowiadającej tym układom specyfikacji, czyli wykazanie, że ukazują one wzorzec odpowiedni do przeprowadzenia wnioskowania o projekcie, nigdy nie stanowiło problemu. Trudniejszym zadaniem zawsze było wykazanie, czy prawdopodobieństwo powstania tych układów jest dostatecznie małe. Biorąc wyspecyfikowane małe prawdopodobieństwo za podstawę wnioskowania o projekcie w biologii, musiałem więc argumentować, że prawdopodobieństwo wytworzenia pewnych układów biologicznych (na przykład tych wskazywanych przez Axe'a i Behego) przez procesy darwinowskie rzeczywiście jest małe.
Jednak w oczach darwinistów wszystkie próby wykazania, że takie układy biologiczne cechuje skrajnie małe prawdopodobieństwo, są błędne i nieistotne. Wszystkie przeprowadzone wnioskowania o projekcie, które miały podważyć darwinowską teorię ewolucji, to według nich argumenty z niewiedzy. W ich przekonaniu nie można definitywnie wykluczyć wszystkich nieznanych jeszcze ścieżek darwinowskich, a sama ich możliwość unieważnia wnioskowania o projekcie zastosowane do zagadnienia ewolucji biologicznej. Krótko mówiąc, żadne obliczenia wskazujące na małe prawdopodobieństwo nie mogą przekonać krytyków, że prawdopodobieństwo ewolucji darwinowskiej rzeczywiście jest małe.
Nie ma znaczenia, że darwiniści nie znają żadnych szczegółowych świadectw istnienia takich darwinowskich ścieżek, przez co nie są w stanie podać bardziej sprzyjających ich tezom szacunków prawdopodobieństwa. Wystarczy im samo wskazywanie możliwości istnienia takich ścieżek, jak gdyby wskazanie możliwości samo w sobie stanowiło świadectwo przeczące argumentom o małym prawdopodobieństwie. Z punktu widzenia zwolenników teorii inteligentnego projektu, którzy mają krytyczne nastawienie do darwinowskiej teorii ewolucji, zarzut o stosowanie argumentu z niewiedzy godzi bardziej w samych darwinistów, którzy postulują istnienie ścieżek darwinowskich, ale nie zapewniają takim postulatom szczegółowego empirycznego potwierdzenia, lecz tylko usiłują odwrócić naszą uwagę od sedna sprawy.
Potwierdzenie empiryczne nie jest dla nich istotne. Do obalenia teorii inteligentnego projektu darwiniście wystarczy samo postulowanie nieznanych jeszcze, a być może nawet zupełnie niepoznawalnych, pośrednich ścieżek darwinowskich, którymi struktura i funkcja układów biologicznych ulegały koewolucji, prowadząc ostatecznie do powstania rozpatrywanych przez nas złożonych cech biologicznych. Drogę do stosowania takiej argumentacji utorował biolog Kenneth R. Miller z Uniwersytetu Browna. Michael J. Behe zdefiniował układ (biologiczny lub inny) jako nieredukowalnie złożony, jeżeli traci on funkcję po usunięciu jego podstawowych części. Behe argumentował, że takie układy stanowią problem dla wyjaśnień darwinowskich. Miller uznał, że zaproponowana przez Behego koncepcja nieredukowalnej złożoności jest błędna, ponieważ nigdy nie można wykluczyć, że usunięcie części z układu biologicznego, czyli - inaczej mówiąc - jego uproszczenie, będzie skutkowało otrzymaniem układu pełniącego inną funkcję. W oczach takich zatwardziałych darwinistów, jak Miller, hipoteza projektu w biologii to idea od samego początku skazana na porażkę. Darwinowskie ścieżki prowadzące do wszystkich złożonych układów biologicznych musiały istnieć, a nasza ewentualna niezdolność do ich odkrycia świadczy po prostu o niedoskonałości naszej wiedzy biologicznej, nie zaś o słabości darwinowskiej teorii ewolucji.
Richard Dawkins, skuteczniej niż ktokolwiek inny, publicznie propagował dogmatyczne przekonanie, że do każdego układu biologicznego mogą i muszą prowadzić jakieś ścieżki darwinowskie. W wywiadzie telewizyjnym przeprowadzonym w latach dziewięćdziesiątych XX wieku pamiętnie zbeształ Behego za twierdzenie, że nieredukowalnie złożone maszyny biochemiczne - tego typu, jakie Behe spopularyzował w książce Czarna skrzynka Darwina[8] - znajdują się poza zasięgiem procesów darwinowskich. Dawkins oskarżył Behego o "lenistwo" (tak, użył dokładnie tego słowa), jeśli w nieredukowalnej złożoności tych maszyn widzi powód do przyjęcia wniosku o projekcie. Behe po prostu nie chce podjąć żadnego wysiłku, aby odkryć, jak procesy darwinowskie mogły utworzyć na przykład wić bakteryjną. Inaczej mówiąc, zamiast uznać, że takie układy zaprojektowała autentyczna inteligencja, Behe powinien wrócić do laboratorium i podwoić wysiłki w celu odkrycia, jak ewolucja darwinowska mogła je wytworzyć bez udziału projektu[9].
W odpowiedzi na wysunięte przez Dawkinsa "oskarżenie o lenistwo" teoretycy projektu mogliby równie dobrze zalecić fizykom, aby nie ustawali w próbach skonstruowania perpetuum mobile. Dlaczego jednak jedno zadanie (skonstruowanie perpetuum mobile) wydaje się daremne, a drugie - nie (odkrycie ścieżek darwinowskich prowadzących do nieredukowalnie złożonych maszyn biochemicznych)? W celu odrzucenia oskarżenia o lenistwo fizycy mogą powołać się na drugą zasadę termodynamiki. To dlatego Dawkins nigdy nie powiedziałby fizykowi: "Jesteś leniwy, jeśli porzucasz próby wynalezienia maszyny, która mogłaby wykonywać pracę w nieskończoność".
W każdym razie wysunięte przez Dawkinsa "oskarżenie o lenistwo" było i jest nietrafne, ponieważ podstawą sceptycyzmu Behego nie jest niewiedza, lecz sumienna analiza przeszkód, jakie musi pokonać ewolucja darwinowska, oraz stałe niepowodzenia tego procesu w tym zakresie. Aby postawić kropkę nad "i", teoretycy projektu potrzebowali jednak czegoś w rodzaju drugiej zasady termodynamiki, która obowiązywałaby w biologii. Uznaliśmy, że taką zasadą jest prawo zachowania informacji. To prawo stanowi logiczne dopełnienie metody wnioskowania o projekcie. Opiszemy je w epilogu. Prawo zachowania informacji to rozległy temat, który wymaga napisania osobnej książki. Zamierzamy taką książkę ukończyć po opublikowaniu drugiego wydania niniejszej monografii.
Dobór naturalny jako wielki substytut projektanta
Bez względu na to, w jakiej mierze darwinowscy krytycy są gotowi do dopuszczenia wnioskowań o projekcie w innych kontekstach, odruchowo wykluczają tę możliwość, gdy prowadzi się takie wnioskowania w biologii, kosmologii czy gdziekolwiek, gdzie można podejrzewać, że projektant nie ma charakteru naturalnego. Pozbawiają więc metodę wnioskowania o projekcie wszelkiego szerszego światopoglądowego znaczenia i gwarantują, że nigdy nie da się jej zastosować do naprawdę wielkich i ważnych pytań zadawanych przez ludzkość.
W książce Ślepy zegarmistrz Dawkins stwierdził, że życie jest czymś szczególnym, ponieważ ma "cechy", które są "określone z góry" i których "powstanie w drodze przypadku można uznać za wysoce nieprawdopodobne"[10]. W przedstawionym przez Dawkinsa opisie życia zawarte są wszystkie elementy koncepcji wyspecyfikowanej złożoności. Jednak Dawkins i inni darwiniści nie uznają wyspecyfikowanej złożoności za oznakę rzeczywistego projektu, lecz za skutek działania doboru naturalnego, który stanowi wielki substytut projektanta. Zdaniem Dawkinsa dobór naturalny eliminuje małe prawdopodobieństwa potrzebne do przyjęcia wniosku o projekcie. Jak zauważył: "To przekonanie, że ewolucja darwinowska jest "przypadkowa", jest nie tylko fałszywe. Stanowi ono wręcz odwrotność prawdy. Przypadek to tylko podrzędna ingrediencja w recepcie darwinowskiej, której zasadniczym składnikiem jest dobór kumulatywny [czyli naturalny] - z samej swojej istoty nieprzypadkowy"[11]. Nieprzypadkowy oznacza tutaj nie aż tak mało prawdopodobny.
Aby dzięki zastosowaniu metody wnioskowania o projekcie zasadnie wyciągnięto wniosek o projekcie, muszą być spełnione dwa warunki:
X. zaobserwowany skutek pasuje do pewnego niezależnie rozpoznawalnego wzorca, który nazywamy specyfikacją (Dawkins mówi w tym przypadku o cechach "określonych z góry"); oraz
X. zdarzenie odpowiadające temu wzorcowi ma małe prawdopodobieństwo (przykładem takiego wzorca może być cel, a tego typu zdarzeniem może być wylądowanie strzały w dowolnym punkcie celu).
Jeśli oba te warunki są spełnione, to metoda wnioskowania o projekcie nakazuje przypisać zaobserwowany skutek projektowi. Dawkins uznaje taką formę wnioskowania za prawidłową pod warunkiem, że prawdopodobieństwa rzeczywiście są małe. Przyznaje nawet, że w teoriach naukowych "wolno nam jeszcze powoływać się" na pewną dozę "niczym nie ograniczonego, cudownego przypadku"[12], ale nie więcej. Dawkins dał tutaj wyraz powszechnej intuicji, że pewne zdarzenia znajdują się w zasięgu przypadku, a inne - nie. Ma on słuszność, że u ludzi ta intuicja jest powszechna i że rzutuje ona na naukę.
Biorąc pod uwagę pogląd Dawkinsa, zgodnie z którym w teoriach naukowych na przypadek można powoływać się tylko w pewnej mierze (teoretycy projektu się z tym poglądem zgadzają), powinien on przyznać, że gdyby za proces ewolucji życia odpowiadały głównie procesy losowe, to prawdopodobieństwa zdarzeń byłyby małe, a wnioskowanie o projekcie należałoby uznać za zasadne. Jako wskazówkę, że Dawkins rzeczywiście tak myśli, rozważmy, w jaki sposób wyraża on uznanie dla sformułowanego przez Williama Paleya argumentu na rzecz projektu. W zdumiewającym przypływie szczerości Dawkins pisze: "nie rozumiem, jak można było być ateistą przed rokiem 1859, kiedy to Darwin opublikował swoje O powstawaniu gatunków. [...] Chociaż więc, logicznie rzecz biorąc, można było być ateistą już przed Darwinem, dopiero Darwin sprawił, że ateizm jest w pełni satysfakcjonujący intelektualnie"[13]. Czyli - w przekonaniu Dawkinsa - gdyby nie Darwin, bylibyśmy skazani na argumenty Paleya i musielibyśmy być teistami.
Uważano więc, że Darwin, uznając dobór naturalny za motor napędowy ewolucji, osłabił moc klasycznych argumentów na rzecz projektu. Dobór naturalny, potrafiący kumulować małe, narastające ulepszenia, umożliwia stopniowy przebieg ewolucji - krok po małym kroku - dzięki czemu pokonuje ona wszelkie przeszkody. Konsekwencją postępującej małymi krokami ewolucji darwinowskiej jest wyeliminowanie skrajnie małych prawdopodobieństw, które w przeciwnym razie mogłyby stanowić dla ewolucji życia przeszkodę nie do pokonania. Każdy etap ewolucji darwinowskiej powinien mieć więc dostatecznie duże prawdopodobieństwo (czyli nie nazbyt małe).
Skoro procesy darwinowskie pokonują przeszkody probabilistyczne w ten sposób, to wnioskowania o projekcie powinny być wykluczone z biologii. Zdaniem Dawkinsa i innych biologów darwinowskich w rzeczywistości nigdy nie mamy do czynienia z małymi prawdopodobieństwami potrzebnymi do zasadnego przeprowadzenia wnioskowania o projekcie. W gruncie rzeczy właśnie to Dawkins starał się wykazać w książce Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa[14], która ukazała się po Ślepym zegarmistrzu. Wejście na Szczyt Nieprawdopodobieństwa jest mało prawdopodobne tylko wtedy, gdy trzeba tego dokonać za pomocą jednego ogromnego skoku, ale jeżeli da się znaleźć stopniowo (mały krok po małym kroku) wznoszącą się, krętą ścieżkę na szczyt, to wejście na szczyt okaże się całkiem prawdopodobne.
Dawkins nigdy nie oferuje czegoś więcej niż ten ogólnikowy opis, jak można wyeliminować skrajnie małe prawdopodobieństwa, które w przeciwnym razie uniemożliwiłyby ewolucję. Jest wiele sytuacji probabilistycznych, w których każdy krok jest dostatecznie prawdopodobny, ale koordynacja wszystkich tych dostatecznie prawdopodobnych zdarzeń pozwala otrzymać skutek bardzo mało prawdopodobny. Gdy podrzucamy monetą sto razy, istnieje duże prawdopodobieństwo, że wypadnie orzeł. Jednak otrzymanie stu orłów z rzędu jest bardzo mało prawdopodobne i nie powinniśmy oczekiwać, że zdarzy się to zupełnie przypadkowo. Dawkins potrzebuje nie tylko dostatecznie dużych prawdopodobieństw na każdym kroku, lecz także takiego rodzaju koordynacji lub mechanizmu zapadkowego, który utrzymuje wcześniej uzyskane korzyści i wykazuje tendencję do uzyskiwania przyszłych korzyści oraz ich nagromadzania. Wskazywanie na to, że dobór naturalny posiada tę zdolność w każdym przypadku, jest równoznaczne z wybieganiem dalece poza to, co Dawkins lub jakikolwiek inny biolog darwinowski był kiedykolwiek w stanie uzasadnić na gruncie probabilistycznym.
Krótko mówiąc, darwinowscy krytycy metody wnioskowania o projekcie mylą pozorną wyspecyfikowaną złożoność z rzeczywistą wyspecyfikowaną złożonością. Tacy darwiniści, jak Dawkins, przyznają, że rzeczywista wyspecyfikowana złożoność uzasadnia wniosek o projekcie. Darwinowski mechanizm doboru naturalnego postrzegają jednak jako wzmacniacz prawdopodobieństwa, który sprawia, że skądinąd mało prawdopodobne zdarzenia stają się prawdopodobne i przestają być złożone. Dlatego nie ma znaczenia, że z perspektywy logiki statystycznej wyspecyfikowana złożoność uzasadnia wniosek o projekcie, ponieważ w przekonaniu darwinistów życie w istocie nie przejawia wyspecyfikowanej złożoności. Darwiniści będą oczywiście twierdzili, że mechanizm darwinowski tworzy wyspecyfikowaną złożoność, ale naprawdę będą mieli na myśli to, że dzięki działaniu mechanizmu darwinowskiego życie daje jedynie złudzenie wyspecyfikowanej złożoności. Układy ożywione tylko wydają się bardzo mało prawdopodobne, jeśli bowiem rozumiemy, jak tworzy je ewolucja darwinowska, to w rzeczywistości okazują się mieć duże prawdopodobieństwo. W ten właśnie sposób większość biologów ewolucyjnych dokonuje racjonalizacji metody wnioskowania o projekcie (o ile w ogóle ją rozumieją).
Od czasu opublikowania pierwszego wydania niniejszej książki debata nad metodą wnioskowania o projekcie i możliwością zastosowania jej do zagadnienia ewolucji skupiała się na tym, czy takie stopniowo wznoszące się, kręte ścieżki istnieją i czy ich istnienie bądź nieistnienie ma wpływ na prawdopodobieństwo, z jakim procesy darwinowskie mogą tworzyć formy życia. Teoretycy projektu identyfikują różne układy biologiczne, które wymykają się wyjaśnieniom darwinowskim, i argumentują, że prawdopodobieństwo darwinowskiej ewolucji takich układów jest znikomo małe. Uznają tym samym, że w praktyce te układy nie mogą powstać w wyniku ewolucji darwinowskiej i że ich istnienie uzasadnia wniosek o projekcie. W niniejszej książce dokonujemy przeglądu tej debaty i przekonujemy, że teoria inteligentnego projektu oferuje mocniejszą argumentację.
Lektura drugiego wydania
Drugie wydanie książki Wnioskowanie o projekcie całkowicie zastępuje wydanie pierwsze. Pierwsza edycja nadal może mieć wartość historyczną, ale nowe wydanie stanowi teraz kanoniczną pozycję dla każdego, kto chciałby ocenić, czy i w jakim stopniu metoda wnioskowania o projekcie na podstawie małych prawdopodobieństw jest zasadna. W pierwszym wydaniu roiło się od specjalistycznych notacji i skomplikowanej terminologii. Chociaż drugie wydanie ma bogatszą treść i jest ściślejsze, to jednocześnie jest napisane jaśniej i pozbawione zbędnych treści. Czytelnikom, którzy nie zapoznali się z pierwszym wydaniem, wystarczy po prostu zgłębić wydanie drugie. Ci zaś, którzy czytali pierwszą edycję, mogą najpierw zapoznać się z dodatkiem C.5 - "Przejście od wydania pierwszego do drugiego".
Pierwsze dwa rozdziały nowego wydania ("Problem małych prawdopodobieństw" i "Przykłady wnioskowań o projekcie") są bardzo łatwe do zrozumienia dla każdego czytelnika. Ich celem jest po prostu pokazanie, że wnioskowania o projekcie stosowane są powszechnie i głęboko przenikają ludzkie myślenie i doświadczenie. Jak w przypadku karty płatniczej American Express, nie możemy opuścić domu bez wnioskowań o projekcie w naszej skrzynce na narzędzia umysłowe. Stosujemy te wnioskowania wszędzie. I nawet jeśli nie artykułujemy wyraźnie podstawowych pojęć specyfikacji i małego prawdopodobieństwa, to rozumiemy i stosujemy je w sposób intuicyjny.
W kolejnych dwóch rozdziałach ("Specyfikacja" i "Zasoby probabilistyczne") przedstawiamy dwa filary, na których wspiera się metoda wnioskowania o projekcie, mianowicie rodzaje wzorców umożliwiających rozpoznawanie skutków działania inteligencji (czyli specyfikacje) oraz istotne okazje do przypadkowego nastąpienia zdarzenia (czyli zasoby probabilistyczne). W tych i kolejnych rozdziałach znajduje się więcej specjalistycznych szczegółów niż w dwóch pierwszych. Aby ułatwić zrozumienie dalszych rozdziałów, dołączyliśmy do książki dodatek A ("Podstawy rachunku prawdopodobieństwa i teorii informacji"). Radzimy czytelnikom, aby zapoznali się z tym dodatkiem po przeczytaniu pierwszych dwóch rozdziałów. Czytelnicy, którzy chcieliby bardziej zgłębić zagadnienie specyfikacji, powinni zapoznać się z dodatkiem B ("Wybrane zagadnienia pokrewne"), zwłaszcza z częściami B.1-B.4.
Rozdział 5 ("Logika wnioskowania o projekcie") spaja ze sobą przedstawione w dwóch poprzednich rozdziałach ustalenia na temat specyfikacji i zasobów probabilistycznych. Omawiamy w nim formalny aparat logiczny związany z ogólnie pojętymi argumentami na rzecz eliminacji hipotez przypadku na podstawie małych prawdopodobieństw, a w szczególności z wnioskowaniami o projekcie. W rozdziale 5 jako konkretny przykład zastosowania tego formalnego aparatu szczegółowo omawiamy też podejrzaną kolejność kandydatów na kartach do głosowania ustaloną przez Nicholasa Caputo, odpowiedzialnego za to urzędnika ze stanu New Jersey (któremu pierwsze wydanie niniejszej książki zapewniło - jak wyraził się filozof Charles Chastain - "nieśmiertelność"). W rozdziale tym prezentujemy również filtr eksplanacyjny, czyli diagram stanowiący łatwą do zrozumienia rekonstrukcję metody wnioskowania o projekcie. Jeśli czytelnikowi pierwszego wydania cokolwiek zapadło w pamięć, to zwykle był to właśnie filtr eksplanacyjny.
W rozdziale 6 ("Wyspecyfikowana złożoność") znajduje się ścisłe matematyczne ujęcie wyspecyfikowanej złożoności. Uzupełnia on więc nasze ujęcie specyfikacji różnymi ważnymi specjalistycznymi szczegółami. Dokładniej rzecz biorąc, z zachowaniem pełnej ścisłości pokazujemy w nim, co to znaczy, że opis zdarzenia ma krótką długość. Następnie pokazujemy, jak specyfikacja łączy się z małym prawdopodobieństwem, tworząc zunifikowaną miarę informacji mogącą stanowić podstawę dla wnioskowań o projekcie. W tym rozdziale opieramy się na ustaleniach informatyki teoretycznej (zwłaszcza algorytmicznej teorii informacji), aby w przekonujący sposób odpowiedzieć na zastrzeżenia do pewnych kwestii technicznych, które były niedostatecznie jasno przedstawione w pierwszym wydaniu. W tym rozdziale szczegółowo opisujemy też przykłady ilustrujące koncepcję wyspecyfikowanej złożoności.
W rozdziale 7 - i ostatnim (zatytułowanym "Biologia ewolucyjna") - zapewniamy ostateczny poligon doświadczalny dla najważniejszych tez niniejszej książki. Gdyby wnioskowanie o projekcie miało zastosowanie wyłącznie do skutków aktywności człowieka, to nie mogłoby być mowy o żadnych kontrowersjach. Problem pojawia się wtedy, gdy to wnioskowanie zastosujemy do pewnych cech przyrody (biologicznych lub kosmologicznych), ponieważ wówczas wskazuje się na projekt, w którym nie mogła mieć żadnego udziału inteligencja ludzka lub pozaziemska. Z tego powodu badacze wierni naturalizmowi odruchowo starają się unieważnić takie wnioskowania o projekcie. My natomiast przekonujemy, że wnioskowanie o projekcie ma zasadne zastosowanie również do struktur i zjawisk przyrodniczych. W szczególności pewne aspekty układów biologicznych zapewniają przekonujące uzasadnienie pełnoprawnym wnioskowaniom o projekcie. Dodatek B.5-B.8 stanowi rozszerzenie treści tego rozdziału i zawiera sporo interesującego materiału, którego część jest w stanie zrozumieć każdy czytelnik. Książkę kończymy epilogiem, w którym pokrótce omawiamy koncepcję zachowania informacji stanowiącą dopełnienie metody wnioskowania o projekcie. Tematowi zachowania informacji poświęcimy książkę, która będzie kontynuacją niniejszej monografii.
W różnych miejscach tekstu znajdują się dygresje zapewniające przydatne spostrzeżenia. Większość tych dygresji pierwotnie miała być przypisami, ale okazały się one zbyt długie. Wydawały się też na tyle istotne, by włączyć je do tekstu głównego, unikając tym samym możliwości przeoczenia ich w przypisach. Dołączyliśmy dziewięć takich dygresji: "Nieodzowność ZARÓWNO małego prawdopodobieństwa, JAK I specyfikacji" (podrozdział 1.3), "Metafizyka przypadku" (podrozdział 1.4), "David Hume a Thomas Reid" (podrozdział 2.8), "Złożoność probabilistyczna i prostota opisu" (podrozdział 3.1), "Metafizyka projektu i informacji" (podrozdział 5.5), "Powód umniejszania wartości koncepcji wyspecyfikowanej złożoności" (podrozdział 6.1), "Odmiany algorytmu WEASEL" (podrozdział 7.1), "Kto stosuje argument z niewiedzy?" (podrozdział 7.2) oraz "Podważenie koncepcji ewoluowalności" (podrozdział 7.6). Każda dygresja jest na swoim początku i końcu oddzielona od tekstu głównego za pomocą obrazka podwójnej helisy.
Drugie wydanie niniejszej książki, podobnie jak pierwsze, jest monografią badawczą, a jej celem jest dotarcie do różnych czytelników - zarówno specjalistów, jak i laików. Zachęcamy więc wszystkich czytelników do rozpoczęcia lektury od rozdziału 1 i przeczytanie wszystkich kolejnych rozdziałów oraz epilogu, zaglądając w razie potrzeby do dodatków. Czytelnicy lepiej znający się na rzeczy powinni zapoznać się z całym materiałem od początku do końca. Inni czytelnicy mogą pominąć części, które są dla nich niezrozumiałe, co jednak nie znaczy, że lektura będzie dla nich mniej wartościowa. Nie powinni jednak poddawać się od razu, gdy tylko napotkają bardziej onieśmielające specjalistyczne czy matematyczne treści. W niniejszej książce to, co łatwiej zrozumieć, zawsze wynika z czegoś trudniejszego do zrozumienia.
Długa, kręta droga
Drugie wydanie niniejszej książki mogło zostać ukończone dziesięć lat temu (aczkolwiek dzięki większemu odwleczeniu w czasie książka wiele zyskała). Przeszkodziło w tym kilka rzeczy. Przede wszystkim w 1999 roku otrzymałem [William Dembski] finansowanie na książkę od Fundacji Templetona[15]. Aplikując o uzyskanie tego finansowania, musiałem zaproponować szczegółowy opis przyszłej książki. Zdobywając finansowanie, zgodziłem się napisać książkę poświęconą nauce i metafizyce informacji. Zdecydowałem się rozbić materiał na dwie książki - jedną na temat nauki informacji (książka ukazała się w 2002 roku i nosiła tytuł Nic za darmo[16]), oraz drugą, dotyczącą metafizyki informacji i zatytułowaną Being as Communion [Bycie jako relacyjność][17].
Odwlekałem publikację tej ostatniej książki, ponieważ miała ona połączyć teorię informacji ze świadectwami celowości w przyrodzie, a to powiązanie było przedmiotem moich intensywnych badań, najpierw w pojedynkę, a później we współpracy z kolegami z Evolutionary Informatics Lab (zwłaszcza w temacie zachowania informacji). To, że jestem już w stanie napisać książkę Being as Communion, poczułem w 2013 roku. Napisałem ją w rok i w 2014 roku opublikowano ją w ramach serii książkowej "Ashgate Science and Religion Series". Wraz z publikacją tej o wiele lat opóźnionej książki wywiązałem się ze zobowiązania związanego z finansowaniem otrzymanym od Fundacji Templetona.
Po opublikowaniu książki Being as Communion miałem wolną drogę do rozpoczęcia pracy nad drugim wydaniem niniejszej książki. Dlaczego nie zabrałem się do tego od razu? Były inne powody do odwleczenia tego w czasie. Obecnie dużą popularność zyskała kultura unieważniania (cancel culture), ale doświadczyłem jej już dwadzieścia lat wcześniej jako opowiadający się za teorią inteligentnego projektu pracownik akademicki, który usiłował utrzymać się na powierzchni. Na początku drugiej dekady XXI wieku miałem już tego dość i zdecydowałem się opuścić kręgi akademickie na dobre. Mój przyjaciel, który z sukcesami prowadził różne interesy w internecie, wziął mnie pod swoje skrzydła i przyuczył do zawodu. Dzięki jego naukom zostałem przedsiębiorcą rozwijającym edukacyjne strony internetowe i technologie. W 2013 roku raz na zawsze porzuciłem życie uniwersyteckie. To, że zostałem biznesmenem, było bardzo dobrym ruchem z mojej strony, ponieważ od tej pory mam szczęśliwsze życie. Wiązało się to jednak z tym, że od tego momentu miałem pełnoetatową pracę pozaakademicką i moje zaangażowanie w pracę nad teorią inteligentnego projektu musiało być znacznie mniejsze.
Może to zabrzmieć dziwnie, ale dla mnie osobiście główną przeszkodę do napisania niniejszego drugiego wydania stanowiło to, że było mi nie po drodze z moim wydawcą - Cambridge University Press. Mój redaktor w tym wydawnictwie, Terence Moore, początkowo był bardzo zadowolony z pierwszego wydania książki Wnioskowanie o projekcie. Przez pierwsze pięć lat był to bestseller wśród monografii filozoficznych wydanych przez Cambridge University Press[18]. Zapytałem się więc Moore'a, czy wydawnictwo byłoby zainteresowane wydaniem kontynuacji tej książki, w której otwarcie pisałbym o związku między metodą wnioskowania o projekcie a zagadnieniem ewolucji biologicznej.
W tamtym czasie moja przychylność dla teorii inteligentnego projektu i krytyczny stosunek do darwinizmu były już powszechnie znane. Zdradzając kulisy wewnętrznego funkcjonowania wydawnictwa, Moore powiedział mi, że członkowie Syndykatu Cambridge (zwłaszcza jeden lub dwóch biologów) byli przeciwni mojej pracy w zakresie teorii inteligentnego projektu i że nawet gdyby tę książkę zatwierdzono po tej stronie Atlantyku, to Syndykat najprawdopodobniej wyraziłby sprzeciw, gdyby możliwość wydania książki rozważono po drugiej stronie Atlantyku. Normalnie Syndykat zatwierdza książki rekomendowane po tej stronie Oceanu Atlantyckiego. W moim przypadku miałby jednak zrobić wyjątek.
Terence Moore był szczerym człowiekiem i byłem wdzięczny za to, że powiedział mi to wszystko bez ogródek. Niestety, niedługo po naszej rozmowie zmarł na raka. Ostatecznie opublikowałem kontynuację monografii Wnioskowanie o projekcie, czyli książkę Nic za darmo, w innym wydawnictwie - Rowman and Littlefield. Przez wiele lat nie oglądałem się za siebie. Po prostu dalej rozwijałem idee i aparat techniczny inspirowane przez pierwsze wydanie pracy Wnioskowanie o projekcie, nie myśląc o wprowadzeniu do tej książki korekt i zaktualizowaniu jej w postaci drugiego wydania. Porzucając kręgi akademickie, by zostać przedsiębiorcą, miałem jeszcze mniejszą motywację do przygotowania drugiej edycji.
Wciąż jednak dręczyła mnie myśl o tym, że mój wydawca, Cambridge University Press, nie stał po mojej stronie. W końcu, w 2020 roku, pod wpływem impulsu, skontaktowałem się z Cambridge University Press i poprosiłem o zwrócenie mi praw autorskich do książki. W ciągu tygodnia odzyskałem prawa autorskie i mogłem zrobić z książką, co tylko chciałem. Poczucie bezwładności, które odczuwałem na myśl o napisaniu drugiej edycji, teraz znikło. Aby poważnie zająć się pracą, poprosiłem władze Discovery Institute w Seattle o przyznanie mi grantu. Przedstawiciele Discovery Institute wspierali moją pracę przy pierwszym wydaniu i wspaniałomyślnie przyznali mi grant na wydanie drugie. To utorowało mi drogę do przygotowania niniejszego wydania książki Wnioskowanie o projekcie.
Podziękowania do drugiego wydania
Kiedy Winston Ewert zgodził się zostać współautorem drugiego wydania książki Wnioskowanie o projekcie, poczułem [William Dembski], że będzie to płodna współpraca, co potwierdza ukończona już książka. Już od 2009 roku współpracujemy nad zapewnieniem teorii inteligentnego projektu podstaw w teorii informacji, a wiele związanych z tym zagadnień wywodzi się z pierwszego wydania niniejszej książki. Wiedza Winstona w zakresie informatyki uzupełnia moją wiedzę z matematyki teoretycznej, dzięki czemu drugie wydanie jest znacznie bogatsze i bardziej stymulujące niż pierwsze.
Pierwsze wydanie książki Wnioskowanie o projekcie od samego początku zarówno chwalono, jak i krytykowano. W ciągu ponad dwudziestu lat wielu uczonych proponowało uwagi oraz klaryfikacje i wysuwało zarzuty w stosunku do idei przedstawionych w pierwszej edycji. Dzięki temu drugie wydanie niniejszej książki jest znacznie lepsze od pierwszego i chcielibyśmy przynajmniej niektórym z tych ludzi za to podziękować. Dwadzieścia pięć lat to długi okres i pamięć coraz bardziej się zamazuje. Oczywiście wszystkim osobom, którym wyraziłem wdzięczność w pierwszym wydaniu, podziękowania należą się również teraz i dlatego przedrukowaliśmy podziękowania do pierwszego wydania jako dodatek do niniejszego tomu (dodatek C.4).
Największe podziękowania i pochwały należą się naszemu dobremu przyjacielowi Robertowi Jacksonowi "Bobowi" Marksowi II. Jako mój [Williama Dembskiego] główny współpracownik od 2004 roku oraz promotor rozprawy doktorskiej Winstona z zakresu inżynierii elektrycznej i komputerowej na Uniwersytecie Baylora, odegrał on kluczową rolę w rozwinięciu idei wyartykułowanych w pierwszym wydaniu niniejszej książki i doprowadzeniu ich do obecnej, dojrzałej postaci. Koniecznie musimy też wspomnieć o George'u Monta?ezie, który odbył studia doktoranckie pod kierunkiem Boba na Uniwersytecie Baylora w tym samym czasie, co Winston, a następnie obronił doktorat z informatyki na Uniwersytecie Carnegiego i Mellonów. Nasza czwórka przyczyniła się do wzrostu liczby recenzowanych artykułów poświęconych zagadnieniu zachowania informacji, które prowadzi formalny aparat metody wnioskowania o projekcie do jego logicznego wniosku (o tym temacie wspominamy w epilogu, a jego szczegółowe omówienie zawrzemy w kolejnej książce - zachowaj czujność!).
Discovery Institute z siedzibą w Seattle odegrał kluczową rolę w publikacji pierwszego wydania pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku i to samo dotyczy drugiej edycji. Jesteśmy wdzięczni przedstawicielom instytutu za finansowe wsparcie drugiego wydania, ale też za ich nieustające wsparcie dla całego programu badawczego teorii inteligentnego projektu. Członkowie i pracownicy instytutu są sercem ruchu inteligentnego projektu. Do wszystkich kierujemy gorące podziękowania! Pośród osób, którym należały się podziękowania dwadzieścia pięć lat temu przy pierwszej edycji, większość wciąż żyje, aktywnie działa na rzecz teorii inteligentnego projektu i cieszy się na myśl o publikacji drugiego wydania. Na największe wyróżnienie pod tym względem zasługują: Stephen Meyer, Paul Nelson, Jonathan Wells, Michael Behe, David Berlinski, Bruce Gordon, Jay Richards, Douglas Axe, Walter Bradley oraz nieżyjący już Phillip Johnson (1940-2019).
Osoby kierujące Discovery Institute - Stephen Meyer, John West, Casey Luskin, Steven Buri i Bruce Chapman - to wizjonerzy, którzy przyczynili się do rozwoju teorii inteligentnego projektu. W ich stronę kierujemy szczególne podziękowania za to, że dostrzegli znaczenie naszego przedsięwzięcia i pomogli w jego ukończeniu. Na pochwałę zasługuje również zespół Discovery Institute Press - w tym Jonathan i Amanda Wittowie - którego umiejętności redaktorskie i produkcyjne sprawiają, że książki są o wiele lepsze. Pod tym względem chcielibyśmy także wyrazić wdzięczność wydawcy Jonowi Buellowi (1939-2020), którego wydawnictwo Foundation for Thought and Ethics trafiło pod skrzydła Discovery Institute Press. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku Buell odegrał kluczową rolę w utworzeniu ruchu inteligentnego projektu, zwłaszcza dzięki przyczynieniu się do wydania książki The Mystery of Life's Origin [Tajemnica pochodzenia życia] w renomowanym wydawnictwie akademickim Philosophical Library[19].
Inne osoby i podmioty, którym chcielibyśmy podziękować za ich wkład do niniejszej książki, to między innymi: Jake Akins, American Scientific Affiliation, Eric Anderson, Barry Arrington, Joe Audi, Pam Bailey, James Barham, Jonathan Bartlett, Chris Bishop, John Bracht, Linda Montgomery Buell, Ashby Camp, Gregory Chaitin, David Chiu, Christian Scientific Society, Sal Cordova, Paul Davies, Michael Denton, Daniel Andrés Díaz-Pachón, Kirk Durston, Michael Egnor (szczególne podziękowania za jego wspaniałe słowo wstępne do niniejszej książki!), Mark Fitzmaurice, Michael Flannery, Ann Gauger, Mike Gene, Howard Glicksman, Guillermo Gonzalez, Niels Henrik Gregersen, Charles Harper, Joseph Holden, Cornelius Hunter, Muzaffar Iqbal, Stuart Kauffman, David Klinghoffer, Rob Koons, Erik Larson, Steve Laufmann, John Leslie, Rick Martinez, Sean McDowell, Tim i Lydia McGrewowie, Jonathan McLatchie, Angus Menuge, Brian Miller, Todd Moody, nieżyjący już o. Richard John Neuhaus, Denyse O'Leary, nieżyjący już Willis Page, Nancy Pearcey, J. Brian Pitts, Martin Poenie, Mary Poplin, Alex Pruss, Terry Rickard, nieżyjący już Noel Rude, Douglas Rudy, Michael Ruse, Andrew Ruys, John Sanford, James Shapiro, Rob Sheldon, Rupert Sheldrake, Michael Shermer, Edward Sisson, Fred Skiff, Wolfgang Smith, David Snoke, Micah Sparacio, Richard Sternberg, John Stonestreet, Iain Strachan, Fundacja Templetona, James Tour, Ide Trotter, Frank Turek, o. Pasquale Vuoso, Rob Ward oraz Bill Wilberforce.
Na koniec chcielibyśmy upamiętnić nasze rodziny i wyrazić im wdzięczność. Żona Winstona, Elyse, i żona Williama, Jana, zasługują na szczególne podziękowania za swoją cierpliwość, wsparcie oraz miłość okazane w trakcie redagowania i pisania książki. Winston jest teraz w wieku, w którym William opublikował pierwsze wydanie książki. Na szczęście rodzice Winstona wciąż żyją i mogą zobaczyć na własne oczy naszą książkę, gdy ukaże się ona drukiem. Rodziców Williama nie ma już wśród nas. Pierwsze wydanie zadedykowane było rodzicom Williama - Billowi i Ursuli. W drugim wydaniu do dedykacji dołączyliśmy rodziców Winstona - Kena i Micki.
William A. Dembski
Winston Ewert
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki