Prolog
- Rusz się, kobieto, bo zaraz będziesz spóźniona - mruknęłam do siebie, wsadzając kolejne bukiety do bagażnika samochodu.
Słońce dziś grzało wyjątkowo mocno, nie miało litości dla nikogo. Pracowałam jak mrówka w swojej malutkiej kwiaciarni przy kolejnym zamówieniu, które powinno realizować co najmniej kilka osób. Mój biznes nie szedł zbyt dobrze i musiałam ciąć koszta, dlatego nie mogłam pozwolić sobie na zatrudnienie pracowników, o ile nie chciałam oddawać im całej swojej pensji.
Wróciłam się po następną skrzynkę, po drodze zerkając nerwowo na zegarek.
Jeszcze chwila i nie zdążę...
Pochyliłam się, aby ją podnieść, i zakręciło mi się w głowie. Kucnęłam, biorąc głęboki oddech.
- Po prostu świetnie - burknęłam zła na samą siebie.
Ostrożnie dźwignęłam się na nogi. Na szczęście była to ostatnia skrzynka. Zatrzasnęłam bagażnik swojego starego auta i wskoczyłam na kierownicę.
- Błagam, odpal - powtarzałam, przekręcając kluczyk w stacyjce.
Samochód zacharczał i niemal straciłam nadzieję, aż w końcu warkot silnika sprawił, że odetchnęłam z ulgą.
Udało się!
Wcisnęłam gaz i ruszyłam z piskiem opon, zupełnie niechcący wymuszając przy tym pierwszeństwo na kimś, kto jechał za mną. Pomachałam mu ręką na przeprosiny i włączyłam się do ruchu.
Mój mały staruszek jeszcze dawał radę na zakorkowanych przez turystów uliczkach. Każdy mechanik płakał, kiedy wjeżdżałam nim na warsztat. Dla mnie jednak miał ogromną wartość sentymentalną i nawet nie myślałam, żeby zamienić go na młodszy model.
Wciskałam się między inne auta, zyskując tym kolejne sekundy. Musiałam dostarczyć te bukiety na ślub, inaczej klientka będzie wściekła i nie dostanę swojej zapłaty.
Na rondzie rozdzwonił się telefon. Zerknęłam na wyświetlacz i zobaczyłam, że to mama. Zaklęłam pod nosem. Był duży ruch, chwila nieuwagi i mogło się to skończyć tragicznie. To nie był dobry moment. Po omacku wcisnęłam guzik.
- Tak, mamo? - zawołałam, kręcąc kierownicą.
- Co słychać, kochanie? Jeszcze dziś nie dzwoniłaś. - Usłyszałam jej zmartwiony głos.
Stłumiłam ciężkie westchnienie. To była bardzo nadopiekuńcza kobieta. Przeniosłam się do centrum miasta, bo rodzice postawili mi ultimatum, że jeśli nie znajdę pracy, to poślubię swojego rudego przyjaciela z dzieciństwa. Postawiłam więc wszystko na jedną kartę i uciekłam, po czym otworzyłam niewielką kwiaciarnię w centrum. Od tamtej pory dzwoni trzy razy dziennie.
Mama nie mogła się dowiedzieć, że ledwo wystarcza mi do pierwszego, inaczej przyprowadziłaby tu Kevina i siłą zaciągnęłaby nas przed ołtarz.
- Jestem w pracy, później do ciebie zadzwonię. Całuski! - Rozłączyłam się, zanim zdążyła zareagować.
Zaparkowałam z piskiem opon pod wejściem do hotelu. Ostatni raz zerknęłam w lusterko. Moje spięte wysoko ciemne włosy wysunęły się częściowo ze spinki i opadały na twarz. Brązowe oczy miałam zmrużone od słońca.
Zacisnęłam usta wąską kreskę i zatrzasnęłam lusterko wściekłym ruchem.
Pospiesznie wyskoczyłam z samochodu i dopadłam do bagażnika. Zaczęłam wyciągać skrzynki z bukietami, a następnie przenosić je do hotelu. Byłoby łatwiej, gdybym miała parę rąk do pomocy, ale nie było mnie na to stać.
Potknęłam się o krawężnik i o mało co nie runęłam jak długa tuż przed wejściem.
- Niech to szlag! - zaklęłam.
Zawsze to samo. Mama powtarzała, że byłam chodzącym nieszczęściem.
W środku obsługa pokazała mi, gdzie odbędzie się przyjęcie, i czym prędzej wzięłam się do roboty. Kochałam kwiaty, przez cały czas kiedy zajmowałam się ich ustawianiem, przemawiałam do nich czułym tonem. Wierzyłam, że dzięki temu będą lepiej rosły.
Po godzinach ciężkiej pracy stanęłam u wejścia sali i obrzuciłam pomieszczenie krytycznym spojrzeniem. Nieźle to wyglądało. Musiałam przyznać, że jak dotąd była to moja najbardziej udana kompozycja. Róże pięknie współgrały z białymi kaliami, do tego sporo zieleni i luksusowe wnętrze hotelu od razu zyskało ciepła.
Zanim spotkam się z klientką, postanowiłam skoczyć do łazienki, aby choć odrobinę poprawić swój wygląd. Stając przed lustrem, natychmiast pożałowałam swojej decyzji. Pół nocy zajęło mi przygotowanie bukietów, co odbijało się na mojej twarzy. Podkrążonym oczom nie pomógł nawet tusz do rzęs, a podkład z trudem maskował ziemistą cerę. Poprawiłam ogrodniczki oraz krótką białą bluzeczkę pod nimi i postanowiłam wracać.
Opuszczałam właśnie damską, kiedy na korytarzu wyłączyło się światło. Zamarłam, wstrzymując oddech. Od dziecka bałam się ciemności. Namacałam najbliższą ścianę, próbując zwalczyć narastającą panikę. Dłonie zaczęły mi się pocić, serce waliło w piersi. Coraz trudniej było mi się skupić na oddychaniu.
Męskie dłonie chwyciły mnie za ramiona i obróciły. Nie zdążyłam nawet pisnąć, kiedy ktoś mnie pocałował.
Strach nagle zniknął.
Cały świat się zatrzymał. Ach, co to był za pocałunek. Nogi się pode mną ugięły, położyłam dłonie na napiętych bicepsach, by nie upaść. Miękkie usta całowały cudownie, natarczywy język napierał, aby wślizgnąć się do środka. Bezwiednie rozchyliłam wargi.
Zakręciło mi się w głowie. Nieznany, seksowny zapach otumanił moje zmysły. To były męskie perfumy. Nigdy nie przeżyłam tak namiętnego pocałunku. Mężczyzna skubnął zębami moją dolną wargę. Zaczął sunąć dłońmi po plecach i znieruchomiał...
Dotarło do niego, że nie byłam osobą, którą zamierzał pocałować. Odsunął się ode mnie, ale wciąż panowała ciemność i nie zdążyłam przyjrzeć się jego twarzy. Odskoczyłam od niego jak poparzona. Wciąż czułam otumanienie, trudno mi było zebrać myśli.
Niewiele myśląc, odwróciłam się na pięcie i puściłam się biegiem przed siebie. Miałam jedynie nadzieję, że nic nie stało na mojej drodze.
Jasność rozświetliła korytarz. Skręciłam za róg i nie oglądając się, pognałam w kierunku wyjścia z hotelu. Kręcąc się niecierpliwie w kółko, czekałam, aż przyprowadzą mój samochód, po czym od razu wskoczyłam do środka i odjechałam.
Walnęłam głową w zagłówek.
- Brawo, debilko! Mogłaś przynajmniej zobaczyć twarz tego faceta! - wyrzucałam sobie przez całą drogę.
Musiał być piekielnie przystojny, skoro tak całował...
Wstyd jednak kazał mi uciec.
Ewidentnie zostałam z kimś pomylona i za wszelką cenę chciałam uniknąć widoku miny tego faceta, kiedy sobie o tym uświadomił.
Boże, co to był za pocałunek...
Z rozkojarzenia o mało nie przejechałam kobiety na pasach.
Musiałam jak najszybciej dojechać do mieszkania, inaczej spowodowałabym jakiś wypadek.
I ten zapach. Męski, ostry, podniecający. Jego dłonie, te usta...
Ktoś zatrąbił, przestraszona podskoczyłam na siedzeniu.
Weź się w garść, kobieto.
Telefon zasygnalizował przelew od klientki. Zaparkowałam pod kwiaciarnią i walnęłam głową o kierownicę. Uciekłam stamtąd, jakbym była czemukolwiek winna. Przecież to nie ja go pocałowałam, nie powinnam była tak zareagować.
Na samo wspomnienie poczułam, jak płoną mi policzki. Nie chciałam przyznać przed sobą, że tak naprawdę chodziło o coś zupełnie innego. Wstydziłam się reakcji swojego ciała. Dlatego uciekłam...
Przez resztę dnia nie potrafiłam się na niczym skupić. W głowie wciąż miałam wizję nieznanego mężczyzny, próbowałam wyobrazić sobie to, jak wyglądał. Co rusz dotykałam dłonią ust, wciąż czując na nich ten pocałunek...