Prolog
Ta książka nie powstała z nudów. Nie powstała też dlatego, że zabrakło mi tematów do pisania. Powstała z ciekawości, ale także irytacji wynikającej z tego, że w historii, sztukach pięknych, odkryciach i nauce wciąż jesteśmy stosunkowo niewidoczne. My, kobiety. Prowadząc zajęcia ze studentami, często uświadamiam sobie, jak wiele oczywistych, ale i ukrytych kobiecych osiągnięć, narracji, codziennych przeżyć, które są również przedmiotem analizy historycznej, po prostu nie zauważamy i nie doceniamy. Wciąż i mimo wszystko. W pewnym sensie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego czynią to mężczyźni. Jakby nie było, przez z górą sześć tysięcy lat cywilizacyjnego rozwoju to głównie oni tworzyli i kontrolowali instytucje: prawo, religię, naukę i politykę, które z czasem, często niezależnie od siebie i bez jednego, świadomego planu, utrwaliły ich dominującą pozycję. W efekcie historia stała się his story. Dlaczego jednak, rzecz jasna nieco uogólniając, kobiety czują się zwolnione z obowiązku mówienia o kobietach w historii, która przecież jest też her story? Bo przecież w większości okresów historycznych kobiety nie stanowiły demograficznej mniejszości, a okresowo, tak jak ma to miejsce obecnie, stanowiły nawet większość. To właśnie ta ciekawość, podobnie jak ciekawość samego przedmiotu, przywiodła mnie do napisania tego zbioru esejów, w nadziei, że zaczniemy jeszcze więcej mówić o nas samych, z dumą, z fascynacją, ciekawością i zrozumieniem.
Moja ciekawość wynika również z tego, co o historycznych kobietach przeczytałam w materiałach archiwalnych, między innymi podczas pracy naukowej nad kobiecą piłką nożną, oraz w opracowaniach. Wbrew temu, co potocznie wiemy o kobietach w historii, kobiety były w nią znacząco i w sposób sprawczy wpisane od zarania cywilizacji. Kobiety miały i mają historię, tyle tylko, że zapisaną i napisaną przede wszystkim przez mężczyzn i dla mężczyzn. I właśnie w tym momencie chciałabym, abyś, czytelniku lub czytelniczko, zatrzymała się na chwilę i pomyślała: ile znam kobiet przywódczyń z historii, ile malarek, ile odkrywczyń, kompozytorek, podróżniczek, filozofek, teolożek, bohaterek narodowych? A ile męskich przykładów jesteśmy w stanie wymienić? Różnica, a przekonana jestem, że taka istnieje, nie wynika z braku kobiet godnych zapamiętania, lecz z selektywności pamięci kulturowej, która przez stulecia promowała jedne narracje i tłumiła inne. Z ciekawości i z irytacji postanowiłam oddać im głos.
Z irytacji, bo ile razy można słuchać, że kobiety w przeszłości były głównie matkami, żonami i ofiarami. Że nie miały głosu, nie miały wpływu, nie miały historii; że pojawiały się na kartach kronik tylko wtedy, gdy coś im się przydarzyło: ślub, poród, śmierć. Albo gdy przydarzyły się komuś innemu: mężowi, synowi, królowi. Jednocześnie niniejszej książce towarzyszy świadomość, że pytania o kobiecą sprawczość, głos i widzialność nie należą wyłącznie do przeszłości. Przeciwnie. Współczesne media społecznościowe stały się areną, na której kobiety coraz śmielej i bardziej świadomie artykułują swoje doświadczenia, odzyskują narrację o własnym ciele i psychice, a także demaskują mechanizmy przemocy i wykluczenia, które przez wieki pozostawały ukryte pod płaszczykiem obyczajowości lub medycznej neutralności. Hasła takie jak #MeToo, #TimesUp czy #WomensHistoryMonth stanowią przejaw długofalowej zmiany w strukturze władzy nad opowieścią o nas samych. Ale czy na pewno jest to zmiana stała?
Paradoksalnie jednak, równolegle do fali emancypacji, w przestrzeni cyfrowej umacniają się ruchy z przeciwległego spektrum dyskursu. Manosfera, czyli luźny konglomerat forów, kanałów i społeczności skupionych wokół narracji o kryzysie męskości, rzekomej dominacji kobiet nad instytucjami oraz konieczności przywrócenia "naturalnego" porządku hierarchicznego, stanowi interesujący, choć niepokojący, rezonans z mechanizmami opisywanymi w tej książce. Retoryka inceli, ruch MGTOW (Men Going Their Own Way) czy treści promowane przez wpływowych "twórców", takich jak Andrew Tate, odwołują się do schematów głęboko zakorzenionych w zachodniej tradycji, do których niniejsza publikacja również się odnosi. Kobieca seksualność pokazana jest jako zagrożenie, niezależność jako dewiacja, a emancypacja jako przyczyna społecznego chaosu i upadku ludzkości. W tym sensie XIX-wieczne diagnozy histerii i współczesne internetowe oskarżenia o "manipulację" czy "toksyczną kobiecość" dzielą wspólny rdzeń: potrzebę kontrolowania tych, którzy wymykają się rzekomo przypisanym im rolom.
Co za tym idzie, w tym kontekście historia kobiet przestaje być wyłącznie opowieścią o przeszłości. Staje się narzędziem analizy teraźniejszości. Jeśli w XIX-wiecznej diagnozie choroby psychicznej dostrzeżemy mechanizm dyscyplinowania nieposłusznych żon, może łatwiej nam będzie zauważyć podobne mechanizmy w dzisiejszych internetowych narracjach o "szalonych ex" czy "emocjonalnie niestabilnych" kobietach? Jeśli zrozumiemy, dlaczego średniowieczne wdowy były zamykane w klasztorach pod pretekstem duchowej opieki, może z większą podejrzliwością spojrzymy na współczesne głosy postulujące powrót kobiet do "naturalnych" ról żon i matek?
Niniejsza książka stanowi próbę krytycznego spojrzenia na historię kobiet w perspektywie długiego trwania: od starożytnych mitów po współczesne diagnozy psychiatryczne. Nie jest to praca syntetyczna, lecz zbiór esejów łączących analizę źródeł historycznych, medycznych, prawnych i kulturowych wokół wspólnego pytania: w jaki sposób patriarchalne struktury społeczne przez stulecia definiowały, kontrolowały i wykluczały kobiety, które nie mieściły się w przypisanych im rolach? W jaki sposób kobiety próbowały budować niezależność i sprawczość?
W ostatnich latach na rynku wydawniczym pojawiło się kilka znakomitych publikacji podejmujących ten temat w sposób przeglądowy i krytyczny. Na szczególną uwagę zasługuje Normal Women: 900 Years of Making History Philippy Gregory (2023), która z imponującym rozmachem dokumentuje codzienne życie, pracę i sprawczość kobiet w Anglii od średniowiecza po współczesność, odnosząc się zarówno do elit, jak i do warstw niższych. Równie istotna jest Femina: A New History of the Middle Ages, Through the Women Written Out of It Janiny Ramirez (2022), która poprzez analizę przedmiotów, manuskryptów i artefaktów przywraca pamięć o średniowiecznych kobietach: władczyniach, artystkach, heretyczkach i uczonych, celowo pomijanych lub marginalizowanych w tradycyjnej narracji historycznej. Obie te książki, choć różne w metodzie i zakresie, łączy wspólne założenie: historia kobiet nie jest odrębnym, niszowym działem dziejów, lecz ich integralną, choć systematycznie ukrywaną częścią.
Niniejsza praca wpisuje się w ten sam nurt, choć z innym akcentem. Nie aspiruje do całościowego opisu dziejów kobiet, lecz koncentruje się na wybranych momentach i zjawiskach, w których kontrola nad kobiecym ciałem, seksualnością i psychiką ujawniała się szczególnie wyraźnie. Są to zarówno rytuały nocy poślubnej i polityczna kontrola nad królewskim łożem, jak i medykalizacja porodu, społeczne piętnowanie wdowieństwa, demonizacja kobiecej niezależności w literaturze gotyckiej, a także mechanizmy wykluczenia kobiet z przestrzeni publicznej: od zakazów gry w piłkę nożną po wymazywanie filozofek z podręczników akademickich.
Wybór takich, a nie innych wątków nie jest przypadkowy. Łączy je przekonanie, że kategoria "kobiecości" była przez wieki konstruowana nie tyle przez same kobiety, ile przez instytucje: Kościół, prawo, medycynę, kulturę, które definiowały normę i piętnowały odstępstwa. Jak dowodził Michel Foucault w Historii szaleństwa w dobie klasycyzmu, to właśnie poprzez mechanizmy wykluczenia społeczeństwa nowożytne utrwalały swoje granice. Kobiety, które wykraczały poza przypisane im role: niezależne wdowy, czytające w samotności panny, głośne emancypantki, ale też kobiety zbyt smutne lub zbyt radosne - trafiały do szpitali psychiatrycznych, klasztorów lub na margines społeczny, często pod pozorem choroby lub moralnego upadku.
Książka nie jest jednak kroniką opresji i dyskryminacji. Stara się oddać sprawczość i strategie przetrwania kobiet, które mimo ograniczeń potrafiły negocjować swoją pozycję, wykorzystywać luki w systemie, a niekiedy otwarcie się buntować.1
Struktura pracy jest z założenia modułowa. Każdy rozdział można czytać osobno, jednak łączy je wspólna perspektywa teoretyczna inspirowana przede wszystkim myślą Foucaulta, feministyczną krytyką medycyny oraz badaniami nad kulturą wizualną. Z racji mojego doświadczenia zawodowego, które sytuuje mnie na styku historii anglosaskiej i polskiej, praca opiera się na źródłach i przykładach z obu kręgów kulturowych. Jednakże wątki polskie nie stanowią jedynie lokalnego uzupełnienia, lecz mają pokazać, że opisywane mechanizmy nie były wyłączną domeną Europy Zachodniej, lecz działały również na ziemiach polskich, choć często w odmiennych konfiguracjach instytucjonalnych.
I w końcu, nie roszczę sobie pretensji, by niniejsza książka odmieniła stan badań czy choćby poruszyła fundamenty historycznej narracji. Jeśli jednak któraś czytelniczka lub czytelnik po jej lekturze spojrzy na dzieje kobiet z nieco większą podejrzliwością wobec utartych schematów, jeśli zadrży w nich przekonanie, że "zawsze tak było", jeśli obudzi się w nich ciekawość - cel zostanie osiągnięty.
A jeśli ktoś po przeczytaniu uzna, że przesadzam, że współczesność różni się od przeszłości w sposób fundamentalny i że opisywane przeze mnie mechanizmy należą wyłącznie do epoki gorsetów i krynolin - zapraszam do lektury wspomnianych wyżej pozycji, a może nawet do wycieczki do lokalnych archiwów. Zapraszam do poszukiwań genealogicznych we własnej rodzinie i spojrzenia na swoje przodkinie przez pryzmat ich sprawczości, ich osiągnięć, ich barier. Historia ma to do siebie, że nie tyle się kończy, ile zmienia kostiumy. Nie zawsze niesie to ze sobą zmianę na lepsze...
3. Wdowieństwo
Wdowieństwo było nie tylko osobistym przełomem w życiu kobiety, ale często też momentem zmiany jej pozycji społecznej. Dla wielu kobiet był to pierwszy raz, gdy mogły samodzielnie zarządzać swoimi finansami i domem. Uwolnione od ograniczeń narzucanych przez małżeństwo, niektóre z nich wykorzystywały tę niezależność jako szansę na zdobycie większej swobody, wpływów i autorytetu w otoczeniu. Choć wdowieństwo mogło dawać kobietom pewną niezależność, dla wielu było przede wszystkim okresem niepewności, straty i społecznego wykluczenia. W wielu kulturach i epokach wdowy spotykały się z podejrzliwością, a ich niezależność bywała źródłem lęku i uprzedzeń. Często tracąc prawo do majątku męża na rzecz rodziny zmarłego, zmuszone były polegać na łasce krewnych lub wspólnoty. Społeczne oczekiwania, takie jak wymóg skromności, izolacji czy nawet celibatu, skutecznie ograniczały ich możliwości ponownego ułożenia sobie życia. Dla niektórych wdowieństwo było więc nie tyle początkiem nowego rozdziału, co pułapką samotności i marginalizacji.
Warto również na wstępie zaznaczyć, że choć utrata męża dotyczyła kobiet ze wszystkich warstw społecznych, była ona doświadczeniem głęboko zróżnicowanym klasowo.
Różnice klasowe wpływały więc nie tylko na praktyczny wymiar życia po stracie, ale też na to, jak społeczeństwo postrzegało wdowy i ich rolę w strukturze społecznej.
Jednakże, aby móc zrozumieć wdowieństwo, musimy na chwilę powrócić do samej instytucji małżeństwa, która tak naprawdę jeszcze w XX wieku często miała przede wszystkim wymiar praktyczny i ekonomiczny. Nie wykluczało ono miłości, aczkolwiek ta nierzadko postrzegana była raczej jako dodatek niż konieczność. Jak wspomniano we wcześniejszym rozdziale, małżeństwo często miało charakter transakcyjny. W czasach gdy posiadanie dóbr, jakkolwiek małych czy wielkich, było przywilejem prawnym mężczyzn, małżeństwo było dla kobiet niejednokrotnie jedynym płaszczem ochronnym przed biedą bądź zależnością finansową, prawną i społeczną od dalszych, męskich rzecz jasna, członków rodziny. Z drugiej jednak strony, związek małżeński de facto skazywał większość kobiet na formalną podległość wobec męża. Jeszcze w pierwszych dekadach drugiej połowy XIX wieku kobiety w Wielkiej Brytanii nie miały prawa do posiadania nieruchomości oraz prawa do własności dochodów. Oznaczało to, że wszelkie dobra, w tym zarobki kobiety do 1870 roku, kiedy to wprowadzono pierwszy z serii aktów regulujących prawo do własności, były własnością męża bądź innego męskiego członka rodziny. Równość w dziedziczeniu wprowadzono dopiero w 1922 roku. W Polsce Konstytucja marcowa z 1921 roku (art. 96) zrównała kobiety i mężczyzn w zakresie praw obywatelskich i politycznych, w tym prawa do składania zeznań w sądzie bez zgody męża. Oznaczało to zniesienie formalnej nadrzędności mężczyzny wobec kobiety w prawie publicznym. Pełną równość w sprawach cywilnych (w tym zarządzanie i posiadanie nieruchomości oraz zdolność do samodzielnych czynności prawnych) przyniósł jednak dopiero dekret z 25 września 1945 roku, Prawo małżeńskie (obowiązujący od 1946 roku) oraz Kodeks cywilny z 1964 roku. W okresie międzywojennym zamężne kobiety wciąż miały ograniczoną zdolność do rozporządzania majątkiem wspólnym, a do wielu czynności prawnych wymagana była zgoda męża.
Restrykcyjny system społeczno-prawny, który penalizował kobiety niezależnie od ich klasy społecznej, wieku i statusu matrymonialnego, wydaje się sięgać starożytności.
W starożytnej Grecji, tu postrzeganej przez pryzmat ateński, sytuacja zależała głównie od ich wieku. Wczesne wdowieństwo nie było niczym niezwykłym, toteż system społeczno-prawny przewidywał dla wdów w wieku reprodukcyjnym opcję ponownego zamążpójścia. I choć nie było formalnie takiego obowiązku, jedną z najgorszych rzeczy, jaka mogła przytrafić się obywatelce Aten, było pozostawanie w stanie bezżennym. Bywało zatem i tak, że to mężowie na łożu śmierci poszukiwali swoim jeszcze żonom kandydatów na męża numer dwa. Podobnie rzecz miała się z udającymi się na wojny mężami, których to Ateny, zwłaszcza w tak zwanym "okresie klasycznym", stoczyły niemało. Warto także zauważyć na marginesie dyskusji o wdowieństwie, że większość myślicieli, teoretyków i praktyków ateńskich, na przykład Platon, Arystoteles czy Ksenofon, postulowali, aby kobiety wychodziły za mąż między 15 a 20 rokiem życia, natomiast mężczyźni powyżej 30 roku życia, z naciskiem na późniejsze lata tejże dekady. Jak łatwo się domyślić, duża różnica wieku małżonków niejednokrotnie oznaczała stosunkowo wczesne wdowieństwo kobiet i częściowe sieroctwo ewentualnych dzieci z pierwszego małżeństwa. Ponowne zamążpójście było więc poniekąd koniecznością przede wszystkim z perspektywy ochrony prawnej i ekonomicznej.
Młode wdowy mogły również powrócić do domu rodzinnego bądź udać się pod opiekę braci lub wujów, jeśli takowych posiadały. Wówczas w świetle prawa stawały się one zależne od ich woli także w kwestii zarządzania ich majątkiem. Reformy Solona przeprowadzone w VI wieku p.n.e. dążyły do uproszczenia i usystematyzowania prawodawstwa ateńskiego także w kwestii prawa rodzinnego i dziedziczenia. Gwarantowały one wdowom-obywatelkom oraz ich dzieciom, zwłaszcza potomkom męskim, prawo do dziedziczenia, które zapobiegałoby absorpcji majątku przez krewnych zmarłego, a co za tym idzie, wymarcia rodu męża w linii prostej. Wdowy z dziećmi, jak również ciężarne, miały prawo zamieszkiwać nieruchomość męża po jego śmierci, co chroniło je przed bezdomnością lub koniecznością powrotu do swojej rodziny.
Sytuacja wdów powyżej wieku reprodukcyjnego zależała od tego, czy miały dorosłych synów. Jak łatwo zgadnąć, nie oczekiwano od nich ponownego zamążpójścia, a poniekąd nawet je odradzano. Priorytetowy był bowiem ożenek panien i młodych wdów, które właśnie ze względu na wspomnianą dużą różnicę wieku między małżonkami i tak już borykały się z deficytem kawalerów. Dorośli synowie wdów przejmowali w takiej sytuacji rolę kyrios, czyli opiekuna prawnego, którego zadaniem była ochrona matki. Kyrios stawał się również prawnym dysponentem majątku.