Władca - Anma Ko

Reflow text when sidebars are open.
Tysiące jeźdźców mknęło przez równinę, a ziemia zdawała się drżeć pod ciężarem galopujących koni. Władca i generał Katano jechali na czele swoich wojsk, ich sylwetki wyraźnie odcinały się na tle zachodzącego słońca. Powietrze było ciężkie od nadchodzącej bitwy, a ciszę przerywały jedynie odgłosy kopyt i brzęk uzbrojenia. Władca spojrzał na Katano, jego oczy błyszczały czerwonym, niemal nieludzkim blaskiem.
- Ja zajmę wzgórze północne - powiedział lodowatym, głębokim głosem. - Ty, Katano, południowe. Tu się rozdzielamy. Katano uśmiechnął się lekko, pewny siebie jak zawsze. - Się wie, mistrzu - odpowiedział z uznaniem, unosząc dłoń w geście pozdrowienia. - Zrobię, co trzeba.
Władca skinął głową i pociągnął wodze swojego czarnego konia. Jego sylwetka zniknęła w oddali, gdy ruszył jak burza w kierunku północnego wzgórza, zostawiając za sobą tylko wzbijający się w powietrze pył. Jechał samotnie, jego koń zdawał się mknąć szybciej niż wiatr. Gdy dotarł na wzgórze, władca zeskoczył z konia z nieludzką lekkością. Jeden zgrabny ruch i jego stopy znalazły się na gałęzi pobliskiego drzewa. Stojąc na niej, skanował wzrokiem wrogie wojska. Jego ciemna aura zdawała się otaczać go jak cień, przyciągając uwagę, choć nikt z wrogów nie miał odwagi spojrzeć na niego zbyt długo. - Tchórze - mruknął do siebie z nutą pogardy, zanim zeskoczył na ziemię. Szurnięcie ciężkich wojskowych butów o twardą glebę zdawało się nosić echem w powietrzu. Każdy jego krok brzmiał jak uderzenie młota, zwiastując nadejście czegoś nieuniknionego. Ubrany w czarne wojskowe ciuchy, przypominał samego posłańca śmierci. Widząc jego sylwetkę, wrogie wojska zaczęły się cofać, trzęsąc się ze strachu. Żołnierze wymieniali przestraszone spojrzenia, a ich dowódca, król Henryk, zmarszczył brwi, próbując zrozumieć, kto to jest.
- Kto to? - zapytał, wskazując na ciemną postać.
Jeden z jego doradców odpowiedział drżącym głosem:
- To... to władca.
Henryk zmrużył oczy, jego twarz pobladła. Wiedział, że władca nie jest zwykłym wojownikiem - jego reputacja wyprzedzała go wszędzie. A teraz stał na polu bitwy, sam przeciwko całej armii.
Władcy przenikliwe oczy omiatały teren, rejestrując każdy ruch. Żołnierze króla Henryka, ustawieni w nieporadnym szyku, wyglądali na przerażonych, jakby przeczuwali nadciągającą klęskę. - Głupcy. - mruknął do siebie. Wyciągnął miecz z pochwy, a ostrze błysnęło w promieniach zachodzącego słońca. Rzucił go w powietrze, klinga zatoczyła łuk, jakby czas zwolnił, a on złapał ją z niezwykłą lekkością. W tym momencie ruszył. Był szybki, niemal niewidzialny dla ludzkiego oka. Żołnierze padali jeden za drugim, ich krzyki urywały się, zanim zdążyli zrozumieć, co się dzieje. Każde cięcie jego miecza było śmiertelne, każdy ruch precyzyjny. Izune był jak burza, której nic nie mogło zatrzymać. Nie potrzebował armii. Nie potrzebował wsparcia. Sam był wystarczającą siłą, by pokonać całe wojsko króla Henryka. Gdy ostatni z żołnierzy padł u jego stóp, Izune wbił miecz w ziemię z lekkim, niemal nonszalanckim gestem. Przez chwilę stał nieruchomo, w ciszy, która nastała po rzezi. Nie czekając długo, ruszył w kierunku króla Henryka. Nikt go nie powstrzymał, bo nie było już nikogo, kto mógłby stawić mu opór. Wkrótce znalazł się za plecami króla. Henryk, który jeszcze chwilę wcześniej stał dumnie, teraz drżał, jego ręce lekko się trzęsły, a oddech był przyspieszony.
- Boisz się? - spytał Izune cicho, ale w jego głosie brzmiała mroczna siła. - Trzęsiesz się ze strachu przede mną? Masz rację.
Henryk powoli odwrócił się, a Izune pozwolił mu spojrzeć w swoje oczy. W jego spojrzeniu kryła się moc - potężna i przerażająca. Król chciał coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mu w gardle. W tej samej chwili Izune użył swojej mocy. Król Henryk osunął się na ziemię, martwy, jak stary, bezbronny starzec. - Kolejny pokonany słabeusz. - Zaśmiał się Izune, a jego głos niósł się po pustym polu bitwy.
Nie oglądając się za siebie, ruszył na południe, gdzie jego uczeń, generał Katano, prowadził swoje wojska w walce. Izune był gotowy, by znów stanąć w ogniu bitwy.
Otwórzcie bramę! Władca wraca!
Katano: Baczność! Czołem żołnierze!
Żołnierze: Czołem panie generale!
Katano: Aleks wyrównaj!
Nie gadaj!
Kevin nie śpimy!
Izune: Idąc do sali tronowej, wszyscy oddawali mi pokłoń, po czym stanąłem na środku, podrzucając kamyczkami, patrzyłem na ludzi żołnierzy i złoczyńców, mam bardzo donośny głos rozchodzi się aż pod pola, łąki, lasy.
Strażnik: Panie ten zabił rodzinę.
Izune: Co żeś uczynił!?
Złoczyńca: Zabiłem, bo lubię cha, cha.
Izune: Zła odpowiedź! Więc przepadnij! Chacha, cha.
Używając swej mocy oczów zabijam złoczyńcę, znikaj!
Następny!
Straż: Panie ten...
Złoczyńca: Nie mów za mnie ty cuchnąca świnio!
Izune: Wraz z generałem zaczęliśmy się głośno śmiać.
Chacha, cha. - A więc spierdalaj stąd!
Złoczyńca: wstałem i zacząłem biegnąć podskakując i krzycząc - Dzięki, zły wielki władco chacha, cha wolność!
Strażnik: Panie, ale on jest mordercą.
Izune: Podszedłem do strażnika, stanąłem na wprost, patrząc mu w oczy. - Podważasz moje słowo!?
Strażnik: Nie, nie.
Izune: Nie!? A co myślisz kurwa, że robisz!? Co hm m!?
Strażnik: Ja tylko.
Izune: Nadal to robisz! Pochyliłem się nad nim, wyciągnąłem miecz - uups i mu wbiłem, cóż, odwróciłem się, podszedłem bliżej schodów i stanąłem na środku, stojąc pokazałem palcem na strażnika, który stał obok złoczyńcy.
Izune: Ty! Podejdź tu i kontynuuj!
Strażnik: Ten panie władco zabił dwóch chłopców.
Izune: Co żeś uczynił!?
Złoczyńca: Nic.
Izune: więc przepadnij! Ha, haha używając swej mocy oczu, zabiłem złoczyńcę, następny!
Strażnik: Ten panie.
Izune: Nie słuchając strażnika zabijam złoczyńcę.
Strażnik: Ten nie był winny śmierci, on ukradł tylko chleb.
Izune: twierdzisz że się pomyliłem!? Śmiejąc się pod szedłem do niego stanąłem z nim twarzą w twarz.
Strażnik: Nie panie.
Izune: Ach tak, chwyciłem mocno go za szyję i uderzyłem nim o podłogę. - A więc, co kurwa! Złapałem go za włosy i mocno uderzyłem o podłogę.
Strażnik: Panie proszę!
Izune: Co ja kurwa mówiłem że co!?
Strażnik: Że złodziej wprowadzamy na koniec.
Izune: A ty co myślisz, że co zrobiłeś!?
Strażnik: Pomyliłem się.
Izune: Czego się nauczyliście!?
Strażnik: Przepraszam.
Izune: Za późno, wstając otrzepałem się i używając swej mocy ręką rzucam w niego pręty. Stojąc czuje zapach krwi, kocham to kocham ten cudowny zapach. Po czym stanąłem na środku głośno zacząłem się śmiać, chacha cha. - Następny!
Straż: Panie zostało trzech złoczyńców.
Izune: Świetnie! Dawaj ich tu, ustawić się ścierwa jeden obok drugiego. Złoczyńcy stanęli tak jak im kazałem.-Nie ruszać się brudasy! Używając mocy oczów, zabijam wszystkich trzech, ale było mi ciągle mało. Czy to już wszyscy!?
Strażnik: Tak panie.
Izune: Nie pierdol, tylko stawaj tutaj raz i dwa, widziałem, jak się trzęsie: co żeś uczynił!?
Strażnik: Nic panie władco.
Izune: Błędna odpowiedź! A więc! Wyciągnąłem miecz i obciąłem mu głowę, po czym usiadłem na swym tronie, jedną ręką podrzucałem kamyczkami, patrzyłem zimnym wzrokiem na żołnierzy.
Katano: Marcel!!
Marcel: Tak jest.
Katano: Zbierz kilku wojowników i zabijcie rodziny tych biedaków, nie okazujcie litości, a ich chaty podpalcie.
Marcel: Tak jest, panie generale.
Katano: Rozproszyć się!
Izune: Wypieprzać do domów, jest już pierwsza w nocy.
Izune: Obudziłem się rano jak zwykle i poszedłem do łazienki. Umyłem zęby twarz i wszedłem pod prysznic. Po prysznicu poszedłem do szafy, ubrałem się, założyłem zegarek pierścionek i kolczyki, uczesałem włosy i wyszedłem. Moje serce biło szybciej, z jakiegoś powodu pierwszy raz bije tak mocno, ale to zignorowałem. Kiedy szedłem wszyscy pracownicy kłaniali mi się z szacunkiem, a ja od niechcenia rzucałem kamieniami jedną ręką. Nagle coś uderzyło mnie od środka i zawartość wiadra które ktoś trzymał, rozprysła się na mnie. Kurwa! Jak ty do cholery chodzisz, ty żebraku!?
Marika: Jestem dziewczyną!
Izune: Nosisz tę rzecz, skąd kurwa mam wiedzieć? Mocno złapałem ją za nadgarstki. Patrz do cholery! Co ty mi zrobiłaś? Teraz jestem cały brudny!
Marika: Przepraszam, nie widziałam cię. Zaczęłam wycierać z niego brud swoją peleryną, czując mrowienie.
Izune: Poczułem mrowienie gdy ten brudas wycierał z moich ubrań popiół. Jak myślisz, że co kurwa robisz!? Zdajesz sobie sprawę kim kurwa jestem!?
Marika: Nie mam pojęcia, proszę pana, ja jestem tu nowa.
Izune: Jestem władcą szmato, władcą! Gdzie kurwa pracujesz i kto cię zatrudnił? Wynoś się przybłędo z mojego królestwa. Pchnąłem ją na ziemię, nagle rozległ się głos.
Kin: Ooo Izune! Już się poznaliście?
Izune: Kin!? Co tu robisz mistrzu?
Kin: Przyprowadziłem ci kucharkę, Lola potrzebuję odpoczynku. Z przyda się do pomocy.
Izune: Nie chcę jej tu kurwa! Zobacz co mi zrobiła, przez tego motłochu jestem cały brudny!
Kin: Izune, jesteś mi winny przysługę.
Izune: Na co się gapisz, wypierdalaj stąd!
Marika: To mogę zostać?
Kin: Tak idź do kuchni.
Marika: Dziękuje.
Izune: Dlaczego sprowadziłeś do mnie żebraczkę?
Kin: Tylko na jakiś czas, ooo teraz idę do wnuka, chacha cha.
Izune: Byłem wkurwiony, już jej nienawidziłem, udałem się z powrotem do mojej komnaty i wziąłem prysznic, musiałem wyszorować moje ciało i się przebrać, zdecydowałem że będę gnębił tę sukę, tak by sama uciekła, to idealny plan.
Izune: Wstałem o 4 rano, udałem się pod prysznic, w myślach miałem nimfę, to jak ją pieprzyłem kurwa wynocha z mojej głowy. Włączyłem zimną wodę, tak lepiej muszę się skupić, wyszedłem nałożyłem kremu, ubrałem się dałem perfum, ułożyłem włosy, nałożyłem kolczyk pierścienie ubrałem czarną pelerynę z napisem władca i ruszyłem do sali tronowej, idąc każdy mi się po kłaniał. Po czym stanąłem na środku i zacząłem pytać. - Co żeś uczynił!?
Złoczyńca: Zabiłem kilka szmat.
Izune: Więc wypierdalaj stąd! Następny! - A ty co żeś uczynił!?
Złoczyńca: Polowałem na nimfę.
Izune: Mówisz kurwa!
Złoczyńca: cha, cha a tak to, że nimfa uciekła, wczoraj z siostrą widziałem wyskoczyła przez okno i biegła do lasu śledziłem je, ale nie była głupia od razu skumała pokręciła na mnie głową, i wysłała dwóch jej dziwaków, straciłem ją z oczu.
Izune: Czego od niej chciałeś!?
Złoczyńca: Przyprowadzić ją do ciebie mój panie.
Izune: Zaśmiałem się, więc co tu robisz!?
Złoczyńca: Te skurwiele mnie złapali.
Izune: Cóż ... złap nimfę, a dam ci dwa worki złota.
Złoczyńca: Tak jest!
Izune: Patrzyłem, na złoczyńcę jak wybiega z sali tronowej, przejrzałem jego chytry plan, chciał sierotę dla swojego synka, dlatego go zabiłem, przy schodach wbiłem w niego pręty, nikt nie może dotknąć tego, co jest moje. - Służba! Posprzątaj szybciej!
Hugo Żołnierze teraz mają tu przyjść ci, którzy pilnowali lochów.
Hugo: Tak jest.
Izune: Jestem bardzo wściekły, zły odwróciłem się do generała.
Katano: Na pewno to sprawka tej małej zamierzam ją ukarać, ale wpierw ją znajdę.
Izune: Widocznie tak było, nie teraz Katano mówiłem ci, miłość jest dla słabe? No powtórz dla kogo szczeniaku? No dalej dla słabeuszy.
Katano: Cóż nie dla mnie nie powtórzę tego mistrzu.
Izune: Cha, cha zapominasz o moich naukach?
Katano: Nie, ale dziadek ma rację.
Izune: Więc mu podziękuj później. Odwróciłem się, zimnym wzrokiem skanowałem osoby, które przyprowadził Hugo, było ich 40. - Wy wskazałem palcami podejść!
Zacząłem, chodzić w jedną i drugą stronę- jak myślicie, co kurwa wczoraj robiliście!?
Strażnicy: Nic panie.
Izune: Więc co myślicie, że tu robicie!?
Strażnik: Nie wiemy panie.
Izune: Zła odpowiedź! Więc przepadnijcie! Używając, swej mocy oczów zabiłem 20 żołnierzy, wy! Podejść! Raz i dwa! Patrzyłem na żołnierzy: Czy to nie wy mieliście wczoraj wartę w lochu!?
Żołnierze: Tak panie.
Izune: H m jak się ma, moja niewolnica nimfa!?
Żołnierz: Ma się dobrze.
Izune: Ach tak, z moją szybkością złapałem żołnierza za szyję i uderzyłem nim o mur. Jak myślisz, co kurwa mówisz! Nie dając mu głosu, rzuciłem nim o podłogę i przebiłem prętami, po czym stanąłem na wprost pozostałych żołnierzy. Co żeście uczynili!?
Żołnierz: Nic panie.
Izune: Jesteś pewien!?
Żołnierz: Nie.
Izune: Podszedłem do żołnierza, wyciągnąłem miecz i go zabijam, patrząc na resztę żołnierzy.
Żołnierz: Panie my graliśmy w karty, a ta mała spała słowo daję.
Izune: Błędna odpowiedź! Cóż, nie mam dla was cierpliwości ustawić się jeden obok drugiego raz i dwa, używając swej mocy zabijam pozostałych żołnierzy. Pijemy u ciebie.
Katano: Jasne.
Izune: Wypierdalać do domu!
Dwa miesiące później
Izune: Śniłem każdego dnia o sierocie, o tym że jest moją żoną i matką moich dzieci, bzdura kurwa splunąłem, nigdy nawet nie wiem jak wygląda a jak będzie bękart, to będzie patrzył jak ja żyję w bogactwie, a on będzie jak biedak, chacha cha, dlaczego ona mi się śni, tego nie wiem, czyżbym miał coś stracić? Wróciliśmy dopiero z obchodów.
Izune: Hugo zebranie teraz! Z generałem ruszyliśmy do sali konferencyjnej. Weszliśmy usiadłem na środku a nogi położyłem na stole. - Nawijaj.
Marcel: to dokumenty z banku Zenon i inni jego gang licząc, ich tysiąc osób znajdują się na twoich ziemiach. Zenon wynieśli cztery skrzynki złota.
Izune: Tak jak myślałem dalej!
Hugo: To zdjęcia magazynu!
Katano: Biorę magazyn!
Rafael: Przebywają na wzgórzu zachodnim dwie godziny drogi.
Izune: Doskonale! Czas się zabawić!!
Katano: świetnie!
Izune: Hugo ty Marcel i Rafael udajcie, się do wioski Zenona spalcie wszystko.
Katano: Niech nikt nie przetrwa.
Hugo: Tak jest.
Izune: Obaj ruszyliśmy, do stajni wziąłem, mojego konia królewskiego Carlosa przypiąłem karoce i ruszyliśmy.
Izune: Carlos stań tu przy skałach, gdy dam ci znać podjedziesz do nas.
Carlos: Dobrze władco.
Biegliśmy, mały kawałek Katano ruszył do magazynu, a ja do ich willi.
W tym samym czasie w ogromnej posiadłości trwała, impreza w środku sali było, około tysiąc wojownicy wszyscy śmieli się i pili.
Zenon: Polej Henryk!
Henryk: Na zdrowie, za nasze złoto.
Staszek: Za złoto!
Izune: Wyciągnąłem bat i wleciałem przez szybę, zrobiłem fikołki i stanąłem na środku, wszyscy rzucili się do ataku, ale wyciągnąłem miecz i ruszyłem na nich, zabijałem w szybkim tępię przeskakując i robiąc przy tym fikołki, czułem ich strach, z łatwością unikałem ich ataków, padali jak muchy jeden za drugim, trwało to tylko minutę, został tylko jeden widziałem przerażenie wypisane na twarzy Zenona, zacząłem wolnym krokiem iść w jego kierunku.
- Jak myślisz, że kurwa zrobiłeś?
Zenon: Kim jesteś!? Nie podchodź!
Izune: Cha, cha zacząłem się śmiać głośno, czułem jego strach.
Zenon: Nie! Nie! nie.
Izune: To na nic! Możesz się cofać ja i tak cię znajdę głupcze! Poślę cię tam, gdzie twoje miejsce!
Zenon: Kim jesteś!?
Izune: Twoim największym wrogiem, podrzuciłem miecz w górę, złapałem i obciąłem mu łeb, zszedłem w dół do piwnicy, wziąłem cztery skrzynie ze złotem i pieniądze, po czym gwizdnąłem i podjechał Carlos z karocą, wsadziłem złoto do środka, stanąłem na wprost willi i w momencie w którym miałem podpalić wille z okna wyszła nimfa, oparłem się o drzewo, do buzi włożyłem kawałek zboża, co ona tu kurwa robi?? Moje serce biło mi mocniej, ale usunąłem te myśli na bok, patrzyłem jak wyciąga rękę do kogoś, wyszła Katana obsesja, bardziej zainteresowało mnie jak obie pchały coś znajomego, kurwa moja skrzynka złota.
Marika: Cha, cha mówiłam że trzymają tu złoto.
Marina: Pomóż mi.
Marika: Głupia, pociągnij się i spływamy stąd!
Izune: Kurwa na pewno nie pozwolę głupiej nimfie zabrać moje złoto, jeszcze czego wzbogaci się z bękartem. Generał powinien tu lada chwila dotrzeć.
w tym samym czasie.
Katano: Włamałem się do magazynu, moje serce biło mi szybciej ale to zignorowałem, od samego przyjazdu czułem coś dziwnego, chciałem tylko to skończyć i poszukać mojej sieroty, kurwa, to coś mi się dzieje to uczucie boli, mogłem trochę inaczej, czułem złość. W środku było z 500 potworów, sam ich widok był obrzydliwy, jednak moim celem jest zabicie główne głowy, więc robiąc fikołki wszedłem z hukiem do pomieszczenia w którym siedziało dziesięciu olbrzymów, miały po cztery pary rogów i twarz ni to zwierzę, ni to człowiek, robiąc fikołki stanąłem na lampie. - Czołem prosiaczki! Wyciągnąłem miecze, robiąc fikołki obciąłem jednemu łeb, przeskoczyłem i zrobiłem to samo z dwoma innymi, po czym stałem na stole. - Wy! Cuchnące świnie siedmiu na jednego!? Prosiaczki patrzyły na siebie, zacząłem się śmiać, używając swej techniki zabijam wszystkie, zeskoczyłem i ruszyłem w dół na chwilę stanąłem, używając mocy ognia podpalam magazyn, przez chwilę patrzyłem jak te obrzydliwe świnki płoną od nich wydobywał się ryk, wyciągnąłem swój bat, przywiązałem do słupa i wyskoczyłem przez okno, będąc na miejscu ruszyłem do Izune.
Izune: Paląc papierosa zobaczyłem mojego ucznia, robiąc fikołki stanął obok, wziął papierosa i zapalił, - martwiłem się o ciebie szczeniaku.
Katano: Niepotrzebnie.
Izune: Jesteś narwany.
Katano: Tak robię, cha, cha zobaczyłem sierotę ciągle o niej myślałem, nie mogłem wyrzucić ją z głowy, w dzień w dzień marzyłem o jej ustach kurwa czułem jak się rumienię, ale krzyknąłem za nią. - Suczko lepiej żebyś dotarła do mojego domu! Masz być przed de mną.
Izune: Cha, cha zauważyłeś.
Katano: Co one tu kurwa robią.
Izune: Odpierdalają. Spojrzeliśmy na biegnące dwa drzewa, jeden z nich zobaczył nas. - Co on kurwa myśli że robi.
Katano: Że ma szansę.
Izune: Spierdalaj! I rzuciłem w niego shurikenem upadł na ziemię.
Katano: Kurwa niedołęga.
Izune: Drugi dalej przed siebie biegnie cha, cha.
Katano: On, nas nie widzi.
Izune: Tak robi.
Katano: To jest.
Izune: Tak piąta skrzynka.
Marika: Moje drzewko wzięło skrzynki i zaczęło biec a drugi wstał szybko i zaczął biegnąc za nim.
Marika: Szybko! Uciekamy!
Izune: Nimfo! Brzydka uciekaj przede mną nie ma ucieczki! Gdziekolwiek się udasz tam zjawie się ja! Brudasko.
Marika: Czułam, że to on: biegnijmy szybko.