Wkład Polaków w walkę z dwoma totalitaryzmami w Polsce i na Zachodzie (1939-1945 ) - Waldemar Grabowski

Kup ebooka

30.00 zł
25.50 zł (10,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Instytut Pamięci Narodowej i Towarzystwo Historyczno-Literac­­kie w Paryżu w dniach 16-17 listopada 2021 r. w gościnnych salach Biblioteki Polskiej w stolicy Francji zorganizowały wspólnie konferencję naukową pt. "Wkład Polaków w walkę z dwoma totalitaryzmami w Polsce i na Zachodzie (1939-1945)". Była to druga polsko-francuska konferencja dotycząca okresu II wojny światowej przygotowana przez IPN. Pierwsza odbyła się dziesięć lat wcześniej (10-11 maja 2011 r.) w Warszawie z udziałem historyków z Polski, Francji, a także z Belgi. Jej tematem przewodnim były podobieństwa i różnice w rzeczywistości okupacji niemiec­­kiej Polski oraz państw zachodniej Europy. Wygłoszone wówczas referaty wydano w formie publikacji w językach polskim i francuskim1.

Podobnie jak przed laty, tak również teraz materiały konferencji "Wkład Polaków w walkę z dwoma totalitaryzmami w Polsce i na Zachodzie (1939-1945)" otrzymują postać drukowaną. Układ pracy z podziałem na trzy rozdziały odzwierciedla schemat sympozjum. W pierwszym rozdziale, zatytułowanym Rok 1939 we Francji i w Polsce, zaprezentowano 5 artykułów. Najpierw płk dr Frédéric Guelton przedstawia refleksje nad francuską tragedią 1939 r., potem prof. Marek Kornat zarysowuje faktyczne relacje polsko-francuskie w 1939 r., a następnie dr Frédéric Dessberg zwraca uwagę na temat tworzenia polskich oddziałów wojskowych na terenie Francji w latach 1939-1940, odnosząc się przy tym do podobieństw w organizowaniu analogicznych oddziałów w 1917 r. Na koniec dr hab. Wojciech Mazur skupia się na polskich zakupach sprzętu wojskowego we Francji w 1939 r., a dr Paweł Kosiński omawia organizację oraz walki Wojska Polskiego we Francji w latach 1939-1940.

W drugim rozdziale, Działalność Polaków na terenie Francji i Wielkiej Brytanii w latach 1939-1945, zostały zamieszczone trzy artykuły: prof. Marka Neya-Krwawicza pt. Komenda Główna Związku Walki Zbrojnej we Francji (listopad 1939 - czerwiec 1940 roku), dr. hab. Andrzeja Suchcitza pt. Ewakuacja Wojska Polskiego z Francji w 1940 roku i początki polskich ośrodków wojskowych we Francji i dr. hab. Waldemara Grabowskiego pt. Działalność polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych we Francji i łączność radiowa Francja-Londyn (1941-1945).

W trzecim, ostatnim rozdziale Polskie Państwo Podziemne a ZSRS i ich polscy współwinowajcy na początku dr hab. Patryk Pleskot przybliża kwestię, zwłaszcza francuskim kolegom, organizacji i działalności Armii Krajowej. Kolejne dwa artykuły dotyczą zwalczania struktur Polskiego Państwa Podziemnego oraz żołnierzy AK przez komunistów. W pierwszym dr Przemysław Gasztold omawia działalność komunistycznego aparatu bezpieczeństwa wobec Armii Krajowej (1944-1945), w drugim prezes Towarzystwa Historyczno-Literac­­kiego i dyrektor Biblioteki Polskiej w Paryżu prof. Kazimierz Piotr Zaleski jako świadek historii wspomina swoje lata młodzieńcze (1942-1946).

Między jedną a drugą konferencją ukazało się drukiem kilka prac istotnych dla relacji polsko-francuskich w okresie II wojny światowej. Odniesienia do nich znajdują się w poszczególnych tekstach niniejszego wydawnictwa. W tym miejscu należy zwrócić szczególną uwagę na dwie publikacje - wydane po raz pierwszy w języku polskim wspomnienia Maurice' a Gamelina, głównodowodzącego Sił Sprzymierzonych na Zachodzie, oskarżonego o dopuszczenie do klęski Francji w 1940 r.2, i pierwszy tom diariusza czynności gen. Władysława Sikorskiego3, w latach 1939-1943 premiera polskiego rządu i Naczelnego Wodza, który zginął tragicznie w katastrofie lotniczej w Gibraltarze.

Pragnę podziękować wszystkim uczestnikom konferencji, referentom i organizatorom. Szczególne wyrazy wdzięczności kieruję do prof. Kazimierza Piotra Zaleskiego. Mam nadzieję, że dalsze spotkania historyków polskich i francuskich (może także belgijskich) pozwolą na wyjaśnianie oraz opisanie kolejnych fragmentów historii XX w.

- - -

Publikację referatów poprzedzają przemowy powitalne prezesa Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu prof. Kazimierza Piotra Zaleskiego i zastępcy prezesa IPN dr. hab. Karola Polejowskiego, wygłoszone na początku konferencji.

dr hab. Waldemar Grabowski

Szanowni Państwo,

Towarzystwo Historyczno-Literac­kie w Paryżu jest bardzo szczęśliwe, że może gościć uczestników konferencji poświęconej wkładowi Polaków w walkę z nazizmem; trudnym, konfliktowym relacjom między Polską a Armią Czerwoną; oraz przeciwstawieniu się agresji sowiec­kiej, kierowanej przez Stalina.

Nasza konferencja nosi ambitny tytuł. Dysponując jednak ograniczonym czasem, będziemy mogli omówić tylko niektóre aspekty polskiego wkładu w walkę z totalitaryzmami. Mam nadzieję, że kolejne konferencje zostaną poświęcone innym, bardzo istotnym przejawom zwalczania nazizmu przez Polaków, jak: nierówna, ale bohaterska obrona w kampanii wrześniowej 1939 r.; udział polskich lotników w bitwie o Anglię; kampania włoska 2. Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa; udział w wyzwalaniu Francji, Belgii i Holandii 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka; oraz działania tzw. Armii Berlinga, całkowicie zależnej od Sowietów, ale złożonej z Polaków, w tym wywiezionych w latach 1939-1940 do Związku Radziec­kiego. Wierzę, że konferencje te przypomną bogatą i ważną historię, mało znaną we Francji oraz innych krajach zachodnich.

Chciałbym gorąco podziękować Instytutowi Pamięci Narodowej za umożliwienie organizacji tej konferencji, na której tak bardzo mi zależało. Słowa wdzięczności za wkład w jej przygotowanie kieruję także do Panów: konsula Ambasady RP w Paryżu Andrzeja Szydły, reprezentującego ambasadora RP w Paryżu Tomasza Młynarskiego, oraz zastępcy prezesa IPN dr. hab. Karola Polejowskiego.

Oczywiście o wartości tej konferencji zadecyduje niezwykle wysoki poziom prac polskich i francuskich historyków, których wystąpień wysłuchamy. Dziękuję im wszystkim. Wreszcie chciałbym bardzo podziękować Panom dr. hab. Waldemarowi Grabowskiemu i prof. Maciejowi Foryc­kiemu, którzy czuwali nad organizacją tego przedsięwzięcia od strony naukowej, oraz moim współpracowniczkom, Paniom: Aleksandrze Le Ber, Beacie Skrzypek, Ewie Rutkowskiej i Agnieszce Wiatrzyk, które zajęły się stroną praktyczną.

prof. Kazimierz Piotr Zaleski

prezes honorowy

Towarzystwa Historyczno-Literac­kiego

w Paryżu

Panie Ambasadorze,

Panie Przewodniczący,

Panie i Panowie,

Szanowne Koleżanki i Koledzy,

oto jesteśmy w gościnnych salach Biblioteki Polskiej w Paryżu, kilka dni po uroczystościach 103. rocznicy zakończenia I wojny światowej i odzyskania przez Polskę niepodległości. Ta niepodległość trwała tylko 21 lat, do 1939 r., kiedy to Niemcy i Związek Sowiec­ki zaatakowały Polskę. Był to spisek dwóch państw totalitarnych, mający na celu zniszczenie wolnych i niepodległych państw w Europie. Wojna, która wtedy wybuchła, wywarła ogromny wpływ na losy i mieszkańców naszych krajów - Polski i Francji - wpływ, który jest odczuwalny do dziś.

Koniec wojny w 1945 r. nie przyniósł Polsce wolności. Odtworzone wówczas państwo polskie znalazło się pod komunistycznym protektoratem ZSRS. Nie było ono ani wolne, ani suwerenne przez następne pięćdziesiąt lat, aż do upadku komunizmu i rozpadu ZSRS. Ale to właśnie nasz kraj wraz z Niezależnym Samorządnym Związkiem Zawodowym "Solidarność" dał decydujący impuls do zakończenia komunizmu w Europie Środkowej. Doświadczenia Francji w czasie II wojny światowej i po niej były zupełnie inne niż losy Polski. Niemniej jednak oba kraje znalazły się pod okupacją: Francja - pod niemiecką, a Polska - pod niemiecką i sowiecką. Te kwestie poruszyliśmy już na naszej konferencji dziesięć lat temu.

Belgijscy, francuscy i polscy historycy spotkali się bowiem w 2011 r. w Warszawie w Instytucie Pamięci Narodowej. Prezentacje i materiały ­konferencyjne wydane w języku francuskim i polskim pozwalają społeczeństwom obu krajów lepiej zrozumieć specyfikę tamtych wydarzeń.

Dzisiejsza konferencja, zatytułowana "Wkład Polaków w walkę z dwoma totalitaryzmami w Polsce i na Zachodzie (1939-1945)", zorganizowana wspólnie z Towarzystwem Historyczno-Literac­kim w Paryżu, jest kontynuacją naszej warszawskiej konferencji. Dziękuję panu prezesowi Kazimierzowi Piotrowi Zaleskiemu za współpracę. Mam nadzieję, że będzie ona kontynuowana w kolejnych latach.

Podczas tych dwóch dni skupimy się na relacjach polsko-francuskich na początku II wojny światowej. Możliwe będzie również poszerzenie wiedzy na temat działalności Polaków i organizacji polonijnych w kolejnych latach wojny oraz losów polskich patriotów - żołnierzy Armii Krajowej - po jej zakończeniu. Jak wspomniałem, doświadczenia Francji po 1945 r. były zupełnie inne niż Polski. Armia sowiecka, rosyjskojęzyczna armia Stalina, nie wkroczyła wtedy do Paryża, nie biwakowała na jego ulicach, jak na początku XIX w. Historia oszczędziła Francuzom sowiec­kiej okupacji, terroru, wywózek na Syberię i niewolniczej pracy w łagrach. Mogli oni żyć wolni, ciesząc się ze swojej niepodległości i suwerenności. I może właśnie ze względu na odmienne doświadczenia warto rozmawiać o tym, co nasze narody przeżyły w czasie II wojny światowej i o jej długofalowych skutkach w Europie Środkowo-Wschodniej. Zrozumienie przeszłości, a co za tym idzie możliwość lepszego zrozumienia siebie nawzajem, jest najtrwalszym fundamentem naszych obecnych i przyszłych relacji.

Dziękujemy wszystkim za przybycie i udział w spotkaniu. Życzę udanej konferencji.

dr hab. Karol Polejowski

zastępca prezesa IPN

Frédéric Guelton

Badacz niezależny

Francja wobec napaści na Polskę we wrześniu 1939 roku. "Panie premierze, król Francji prowadziłby wojnę!"

Działania polityczne i militarne Francji na początku II wojny światowej były krytykowane od samej napaści III Rzeszy na Polskę we wrześniu 1939 r. Biorąc pod uwagę, że wydarzenia, które nastąpiły później nie tylko w Polsce, lecz także we Francji, a w końcu na całym świecie, charakteryzował niewyobrażalny dramatyzm, jest to całkowicie zrozumiałe. Zachowanie Francji wciąż jednak nie zostało poddane pogłębionej analizie. Choć nowe źródła należą do rzadkości, reinterpretacja tych już znanych wciąż jest możliwa. Aby jednak wyciągnąć odpowiednie wnioski, należy rozszerzyć pole widzenia i cofnąć się aż do I wojny światowej. W tym celu wykorzystano deklaracje, oświadczenia i rozkazy gen. Maurice' a Gamelina (chociaż przywołano też postawę kilku innych francuskich uczestników zdarzeń z kręgów polityczno-wojskowych). Dlaczego gen. Gamelina? Ponieważ bardziej niż premierzy oraz ministrowie wojny i spraw zagranicznych był on kluczową postacią rozgrywającego się dramatu, głównie z dwóch powodów. Od stycznia 1935 do września 1939 r. jednocześnie kierował sztabem armii francuskiej i pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Najwyższej Rady Wojennej (fr. Conseil supr?me interallié) oraz od stycznia 1938 r. przez 56 miesięcy stał na czele sztabu odpowiedzialnego za obronę narodową. Oznacza to, że opracowywał francuską strategię wojskową dla jedenastu rządów, które wówczas sprawowały władzę we Francji, każdy średnio przez 5 miesięcy, przy czym pierwszym "rekordzistą" na stanowisku premiera był Ferdinand Buisson, którego gabinet nie przetrwał nawet tygodnia w 1935 r., drugim zaś - Édouard Daladier, który od kwietnia 1938 r. aż do wybuchu II wojny światowej przewodniczył trzem kolejnym radom ministrów. Daladier był wówczas najistotniejszą postacią dla obrony narodowej, ponieważ pełnił funkcję premiera i zajmował różne stanowiska ministerialne przez 29 miesięcy.

Mechanizmy funkcjonowania polityki i wojska we Francji oraz dysfunkcje występujące na ich skraju pozwoli lepiej zrozumieć posunięcie Léona Bluma, premiera Francji a propos wojny domowej w Hiszpanii.

Od hiszpańskiej wojny domowej do napaści na Polskę w 1939 roku

W marcu 1938 r. premier Léon Blum poprosił o spotkanie z ppłk. Henrim Morelem, który od dwóch lat był attaché wojskowym w Hiszpanii. Oczekiwał od niego zdania szczegółowej relacji z sytuacji militarnej w ogarniętym wojną kraju. Dlaczego Blum zapragnął rozmowy w cztery oczy? Pierwszym, oficjalnym powodem była chęć utwierdzenia się w przyjętej strategii tzw. niemieszania się w wojnę, a właśnie takie było stanowisko zarówno premiera, jak i sztabu armii francuskiej oraz jego szefa gen. Gamelina. Druga przyczyna, bardziej interesująca dla historyka, leżała u podstaw zaufania premiera do dowódcy armii. Gdyby było ono pełne, ppłk Morel nie musiałby przyjeżdżać do Francji. W czasie spotkania stało się jednak coś nieprzewidzianego. Po tym jak ppłk Morel wygłosił swój oficjalny raport, nagle zwrócił się do Bluma słowami: "Panie premierze, mogę powiedzieć tylko jedno: król Francji prowadziłby wojnę!". Uwaga ta wybrzmiała tym mocniej, że ppłk Morel był związany z Akcją Francuską (fr. Action Française - francuski prawicowy ruch ideowo-polityczny). Należałoby się więc spodziewać, że bliżsi mu będą frankiści niż republikanie. Deklaracja ta pozostaje w całkowitej sprzeczności ze stanowiskiem sztabu i można ją zinterpretować w następujący sposób: po zaledwie kilku dniach od Anschlussu (aneksji terytorium państwowego Federalnego Państwa Austriac­­kiego przez Rzeszę Niemiecką 12 marca 1938 r.) Francja nie powinna być pasywna, a skoro nie chce występować przeciw Niemcom, może pokazać swoją determinację Berlinowi i Rzymowi, popierając hiszpańskich republikanów. Ich zwycięstwo i zawarcie z nimi sojuszu jednocześnie zabezpieczy granicę na linii Pirenejów. Gdyby jednak gen. Gamelin posłuchał rady attaché wojskowego w Hiszpanii, złamałby linię strategii militarnej, zasadzającej się na tym, by wyczekiwać, nic nie robić i pozostawać pasywnym.

Postawę opieszałości gen. Gamelina i braku woli po stronie rządu w Paryżu przyjęto także we wrześniu 1939 r. Współdziałanie w bezczynności zarówno francuskich dowódców, jak i polityków to jedna z głównych cech charakteryzujących okres międzywojenny po interwencji wojskowej w Zagłębiu Ruhry. Aby umieścić kryzys z września 1939 r. w perspektywie historycznej, trzeba wrócić do początków III Republiki i przyjrzeć się relacjom między jej sferami polityczną i militarną.

Lęk przed zamachem stanu jako polityka obronna i bezczynność jako strategia militarna

Od czasu upadku II Cesarstwa i proklamowania III Republiki, francuskie koła polityczne były nieufne wobec armii, którą uważały za potencjalnie niebezpieczną dla swoich rządów. Ta podejrzliwość, do której narodzin przyczyniły się dwa zamachy stanu - Napoleona Bonapartego 18 brumaire' a 1799 r. i Ludwika Napoleona Bonapartego 2 grudnia 1851 r. - i kryzys bulanżystowski z lat osiemdziesiątych XIX w., stanowiła stały element życia politycznego. Jej główną konsekwencją w celu uniknięcia stałego dowodzenia przez jedną osobę całym wojskiem było wykształcenie się w dowództwie armii w czasach pokoju diarchii. Składali się na nią szef sztabu odpowiedzialny za przygotowania do wojny oraz wiceprzewodniczący Najwyższej Rady Wojennej, przejmujący dowodzenie nad wojskiem dopiero po wybuchu wojny. Sytuację tę mógł zmienić wyłącznie lęk przed wojną, do czego doszło, gdy niedługo przed rokiem 1914 (w 1910 r.) gen. Joseph Joffre otrzymał jednocześnie oba tytuły. Trzeba jednak dodać, że jego wyboru dokonano ze szkodą dla dwóch innych generałów - Josepha Galliéniego i Paula Pau, nie tyle ze względów kompetencyjnych, ile z uwagi na uległość Joffre' a.

Gdy gen. Gamelin, przez wielu uważany za duchowego syna Joffre' a, został mianowany dowódcą armii w 1935 r., był postrzegany tak samo jak jego słynny poprzednik i z tych samych powodów - ponieważ bez szemrania realizował wszystkie strategie polityczne, niezależnie od zachodzących w nich zmian i nawet wtedy, gdy osobiście uważał je za nieskuteczne. W nagrodę za uległość polityczną przed II wojną światową rząd przekazał mu niemal absolutną władzę nad wszystkimi rodzajami wojsk.

Tę sytuację, która sama w sobie była wystarczająco złożona, pogorszyła jeszcze spuścizna I wojny światowej. Już w 1919 r. francuskie najwyższe dowództwo nie radziło sobie z konsekwencjami zwycięstwa. Przypisywało je sobie, chwaliło się odwagą i zasługami żołnierzy. W tej postawie utwierdzali go rząd, parlamentarzyści, dziennikarze i całe społeczeństwo. Ponieważ wszyscy uznawali armię francuską za najlepszą na świecie, przedstawiciele najwyższego dowództwa winni być "najlepszymi dowódcami" na świecie ale wszyscy naraz nie mogli być "głównodowodzącymi". Zakulisowe walki między nimi, do których dochodziło jeszcze przed wojną, po jej wybuchu nie tylko nie ustały, lecz wręcz przybrały na sile. Ścierały się ze sobą trzy obozy. Najsilniejszy w 1918 r. był obóz marsz. Ferdinanda Focha, głównodowodzącego sił sprzymierzonych. Czuwał on nad karierą swojego syna duchowego i spadkobiercy gen. Maxime' a Weyganda, który od września 1914 r. pozostawał mu absolutnie wierny. Politykom nie podobała się ta "prawicowa" opcja. Weygand słono za to zapłacił, zwłaszcza za rolę, jaką odegrał w wojnie polsko-bolszewic­­kiej. Chociaż nie udało się zablokować jego nominacji na dowódcę sztabu generalnego w 1930 r. oraz na wiceprzewodniczącego Najwyższej Rady Wojennej w 1931 r., aż do odejścia w 1935 r. uniemożliwiano mu modernizację armii.

Na czele drugiego obozu stał wspomniany gen. Joseph Joffre. Jego spadkobiercą w latach trzydziestych był z kolei gen. Gamelin, który w roku 1914 przygotował plan bitwy nad Marną. W styczniu 1935 r., gdy stanowisko głównodowodzącego zajmował jeszcze gen. Weygand, uważano go za jednego z najbardziej błyskotliwych dowódców swojego pokolenia. Léon Blum słusznie piał peany na cześć jego inteligencji i niezłomnego patriotyzmu. Kilka miesięcy później, w warunkach i z powodów przypominających nominację Joffre' a w 1910 r., gen. Gamelin został dowódcą armii francuskiej. Pełnił tę funkcję aż do roku 1940, odgrywając, z powodu swojej niezdolności dowodzenia, kluczową rolę w 1939 r.

Za utrzymywaniem się gen. Gamelina na szczycie hierarchii wojskowej stało jedno. Wiedział, że aby zachować stanowisko, trzeba wypracować strategię stanowiącą odpowiedź nie na sytuację międzynarodową, lecz na koniunkturalne oczekiwania rządu i narodu. A oczekiwania te można streścić jednym słowem - defensywa, którą wkrótce zaczął mylić z wyniesioną do rangi naczelnej zasadą bezczynności. Generał Gamelin to człowiek wyczekujący. Zauważył to malarz Gustave Brisgand, który spojrzenie portretowanego dowódcy właśnie tak określił.

W przededniu wojny gen. Gamelin, mianowany równolegle szefem sztabu armii, wiceprzewodniczącym Najwyższej Rady Wojennej oraz szefem sztabu odpowiedzialnym za obronę narodową, przekształcił się w bezczynnego wysokiego urzędnika, administrującego sprawami związanymi z obronnością. Otoczył się generałami niemal tak samo błyskotliwymi i biernymi jak on sam. Razem utracili wszelką zdolność decyzyjną i dowódczą, a nawet wyzbyli się wszelkiej woli. Brytyjski odpowiednik gen. Gamelina gen. John Gort (w latach 1937-1939 naczelny dowódca British Army) powiedział o nim, że nie ma w sobie nic z fighting man.

Jeśli chodzi o prawdopodobieństwo wybuchu wojny, to gen. Gamelin go nie negował. Wprost przeciwnie. Zdecydował, że należy ją maksymalnie opóźnić, ponieważ pod tym warunkiem Francja ją wygra. Zachęcał do wypowiadania się ostrożnie, angażowania się, a jednocześnie zawsze pozostawiania sobie wyjścia awaryjnego; składania obietnic, ale nieoficjalnie. Jedną z jego głównych strategii było rozdrobnienie informacyjne. Niczego nie ukrywał, ale to, co mówił - a był jednym z najlepiej poinformowanych ludzi we Francji - dostosowywał do publiczności (najlepiej widać to przy kryzysie nadreńskim w 1936 r.; pośrednio o takim postępowaniu świadczy też wezwanie Bluma do złożenia raportu przez gen. Morela). Taka postawa sprawiała, że zawsze odpowiadał na oczekiwania rządu. W wirtualnym świecie gabinetów ministerialnych sprawdzało się to do czasu, gdy rzeczywistość wzięła górę. Jak pisał dziennikarz André Géraud alias Pertinax, redaktor naczelny "L' Europe nouvelle" ("Nowej Europy") w książce Les Fossoyeurs. Défaite militaire de la France. Armistice. Contre-révolution1 (Grabarze. Klęska militarna Francji. Zawieszenie broni. Kontrrewolucja), gen. Gamelin czuł się "kryty, gdy w liście do premiera sformułował jakieś zastrzeżenie lub postawił jakiś warunek".

Daleko mu było do Charles' a de Gaulle' a, który w tym samym czasie pisał, że "Francję wykuły uderzenia miecza. Nasi ojcowie przeszli do historii dzięki mieczowi Brennusa". Charles de Gaulle, młody, utalentowany wyższy oficer, był przedstawicielem trzeciego powojennego obozu, na którego czele stał marsz. Philippe Pétain. Samotny i milczący, uważnie śledził karierę de Gaulle' a od 1914 r., gdy ten dowodził pułkiem w Arras, aż do gwałtownego zerwania relacji w latach trzydziestych XX w.

Jaką zatem rolę odegrał gen. Gamelin w latach 1935-1939? Próbę odpowiedzi na to pytanie częściowo dostarczy analiza kryzysu z marca 1936 r.

Kryzys nadreński w marcu 1936 r.

Kryzys, który dla wszystkich rozpoczął się 7 marca, dla gen. Gamelina zaczął się dużo wcześniej. O sytuacji w Niemczech na bieżąco informował go wywiad, więc kiedy 19 lutego kreślił Daladierowi swoje plany, był świadomy groźby złamania postanowień traktatu wersalskiego. Wyjaśnił wtedy ministrowi wojny, że w przypadku wkroczenia Niemców do strefy zdemilitaryzowanej nie zamierza podejmować żadnych otwartych działań zbrojnych, skłonny był natomiast rozmieścić przy granicy symboliczne oddziały złożone z Brytyjczyków, Belgów i Francuzów. Takie podejście dobrze oddaje jego sposób funkcjonowania: postawiony w określonej sytuacji, planuje bezczynność i działanie wyłącznie ze sprzymierzeńcami, jeśli oni je podejmą. Innymi słowy, jeśli nie podejmuje działania, to "przez innych".

W pierwszych dniach marca Gamelin dowiedział się, że Polska o której wcześniej nie wspominał w razie wojny wypełni swoje powinności wobec sojusznika znad Sekwany. Przeczytał o tym w telegramie ambasadora Francji w Warszawie Léona Noëla, który 2 marca poinformował Paryż o jasnym oświadczeniu gen. Wacław Stachiewicza, szefa Sztabu Głównego Wojska Polskiego: "jeśli Niemcy zaatakują Francję, my natychmiast zaatakujemy Niemcy". Minister spraw zagranicznych II RP płk Józef Beck widział sytuację podobnie i twierdził, że Polska jest "bardzo przyjazną sojuszniczką", gotową wziąć udział w akcji wojskowej, "ale nie w kłuciu szpilką". Równolegle, 7 marca, czechosłowac­­ki minister spraw zagranicznych Kamil Krofta stwierdził, że "w tych krytycznych okolicznościach [Czechosłowacja] dostosowałaby się całkowicie do naszej postawy, [ponieważ] w Europie wszystko jest ze sobą połączone i powodzenie niemiec­­kiego planu w Nadrenii spowodowałoby wkrótce upadek całego naszego systemu bezpieczeństwa na wschodzie i w dorzeczu Dunaju".

Oznaczało to, że dwaj główni kontynentalni sojusznicy Francji już 7 marca byli gotowi z nią współdziałać, gdyby zdecydowała się egzekwować przestrzeganie traktatu wersalskiego. Nie wpłynęło to jednak ani na postawę gen. Gamelina, ani na stanowisko rządu Francji, wbrew fanfaronadzie ówczes­nego premiera Alberta Sarrauta: "Nie dopuścimy, by Strasbourg znalazł się w zasięgu niemiec­­kich armat". W rzeczywistości francuskich deputowanych bardziej interesowały wybory parlamentarne, które miały się odbyć miesiąc później, niż zajęcie Nadrenii przez wojska niemiec­­kie, będące pogwałceniem artykułu 42. i następnych traktatu wersalskiego. Gamelin natomiast pozostawał sobą. Gdy rząd zapytał go o ewentualną interwencję wojskową, odpowiedział, że w celu zajęcia Saary czy Nadrenii lub przynajmniej przyczółków na kierunku Kehl i Sarrebruck konieczna jest mobilizacja poborowych z trzech przedziałów wiekowych, czyli ok. 400 tys. osób. Później dodał, że Francja nie może działać, nie uzyskawszy zgody sygnatariuszy traktatu locarneńskiego, co było niezgodne z prawdą. W końcu stwierdził, że wojsko francuskie powinno się przygotować na starcie z armią niemiecką, liczącą ok. 300 tys. żołnierzy. Chciał przez to powiedzieć, że niewielka interwencja francuska mogłaby doprowadzić do wybuchu wojny wymagającej powszechnej mobilizacji. Jak zwykle zastosował wypróbowaną metodę: najpierw wydawał się zdeterminowany, dopuszczając możliwość zabezpieczenia Nadrenii, później sugerował, że nie może działać bez zgody sprzymierzonych mocarstw, co pozwalało mu zrzucić winę na innych, wreszcie dawał do zrozumienia, że to rząd powinien wziąć odpowiedzialność za ogłoszenie powszechnej mobilizacji. Wiedział, że rząd tego nie zrobi. Tymczasem stosunek sił między Francuzami, Polakami i Czechosłowakami z jednej strony a Niemcami z drugiej był zdecydowanie korzystniejszy dla tych pierwszych, co Gamelin sam przyznał w swoich pamiętnikach, ale "trochę za późno". Niczym kruk z bajki Kruk i lis Jeana de La Fontaine' a stracił wówczas "ostatnią okazję", by rozwiązać kwestię niemiecką.

W przededniu II wojny światowej

Gdy nadszedł rok 1939, gen. Gamelin, któremu wciąż zależało, by jak najdłużej odwlekać wojnę z Niemcami, zaczął grać kartą polską. Uważał, że dzięki temu możliwe będzie wycieńczenie niemiec­­kiej armii na odległość i zyskanie na czasie (liczył na kilka miesięcy). 10 maja, tuż przed wizytą w Paryżu ministra spraw wojskowych II RP gen. Tadeusza Kasprzyc­­kiego, pisał, że idealnie byłoby, aby "Polska wytrzymała do wiosny". Później, przygotowując się do spotkania z polskim generałem, uporządkował myśli i opracował odpowiednią retorykę. Chodziło o to, by "nie odrzucać [polskich] awansów", ale kontrolować rozgrywkę, sprawiając "wrażenie, że nie musimy Polaków o nic prosić".

Generał Gamelin przyjął gen. Kasprzyc­­kiego 16 maja. Jak zwykle był stanowczy i powtórzył "zapewnienie, że Francja zrobi wszystko, co w jej mocy, żeby zatrzymać przy swoich granicach jak najliczniejsze siły niemiec­­kie", czyli około dwudziestu dywizji. Zarówno wyrażenie "wszystko, co w jej mocy", jak i "jak najliczniejsze", z góry usprawiedliwiały poziom francuskiego zaangażowania. Ponadto gen. Gamelin próbował zrzucić winę na innych, jeśli nic - lub niemal nic - nie zrobi. Po pierwsze uwypuklił odpowiedzialność swojego zastępcy gen. Alphonse' a Georges' a, który miał osobiście sprawdzać poziom zaangażowania armii francuskiej w celu "zmniejszenia presji na froncie polskim". Po drugie, jak w przypadku Nadrenii, obiecał, że będzie wobec Brytyjczyków adwokatem sprawy polskiej, jeśli chodzi o wykorzystanie sił powietrznych. Co miało oznaczać, że jeśli Londyn nie wyśle na pomoc Polakom swojego lotnictwa, będą temu winni sami Brytyjczycy, a nie on. Po trzecie przypomniał, zresztą słusznie, że bez umowy wojskowej nie będzie mogło dojść do żadnego zaangażowania militarnego. Innymi słowy, gen. Gamelin uprawiał dyplomację, co nie leżało w jego kompetencjach, unikał natomiast bycia dowódcą wojskowym, którym de facto był. A po wyjeździe gen. Kasprzyc­­kiego wrócił ne varietur do swojej zwyczajowej strategii. Do Georges' a wysłał wytyczne, które zapowiadały już przyszłą "nie-ofensywę" w Saarze i brak rzeczywistego wsparcia dla Polski. Wyjaśniał w nich, że pomoc będzie musiała przyjąć formę ofensywy metodycznej i umiarkowanej, a więc powolnej. Powinna się ona zacząć od działań lokalnych, mających na celu ocenę sił wroga. Później miał przyjść czas na stopniowe angażowanie kolejnych jednostek, a następnie - na wysiłek, którego intensywność będzie proporcjonalna do siły niemiec­­kiego oporu. Innymi słowy, wytyczne Gamelina dla Georges' a, mające charakter strategiczny, ledwie wykraczają poza poziom ograniczonego zaangażowania taktycznego.

Co więcej, gen. Gamelin wyjaśniał rządowi, że byłoby rozsądne przyznać Polsce dwumiliardową pożyczkę, o którą prosi. Jednocześnie zadbał o to, by mógł jej odmówić ktoś inny niż on. W istocie, jak tylko wsparł tę prośbę, obwarował jej spełnienie warunkiem, że produkcja na rzecz armii francuskiej nie ulegnie zmniejszeniu. Aby sprostać zadaniu, domagał się pomocy ze strony przemysłu brytyjskiego, amerykańskiego i sowiec­­kiego.

Ostatni kryzys

Na wiadomość o podpisaniu paktu niemiecko-sowiec­­kiego 23 sierpnia 1939 r. Daladier zwołał Komitet Wojenny i postawił jego członkom trzy pytania:

"[1.] Czy Francja może, nie reagując, przyglądać się zniknięciu z map Europy Polski i Rumunii lub jednego z tych państw?

[2.] Jakimi środkami dysponuje, by zareagować?

[3.] Jakie środki należałoby przedsięwziąć natychmiast?".

Generał Gamelin odpowiedział, że Polska musi wytrzymać do wiosny, ale "armia jest gotowa". Jego stanowisko wydawało się wtedy jasne: "Francja nie ma wyboru: jedynym możliwym wyjściem jest dotrzymanie naszych zobowiązań wobec Polski", do niczego jednak nie doszło. Należy zauważyć, że 5 dni później, 28 sierpnia, gen. Georges oświadczył płk. Paulowi de Villelume' owi z otoczenia Daladiera, że "armia francuska nie jest w stanie podjąć ofensywy".

Gdy 1 września, wraz z niemiecką napaścią na Polskę, wybuchła II wojna światowa, gen. Gamelin znów zachował się w sposób, którego nie można określić inaczej niż dwulicowy. Wbrew wytycznym przekazanym gen. Georges' owi, napisał do Daladiera: "jedynie przez Belgię moglibyśmy udzielić silnej, z pewnością skutecznej i względnie szybkiej pomocy Polsce". Wiedział, że to niemożliwe, ponieważ oznaczałoby to pogwałcenie neutralności Belgii, Luksemburga i Holandii. O tym mógłby oczywiście zdecydować rząd francuski w porozumieniu z brytyjskim, nie zaś on sam.

Gdy upłynęło ultimatum brytyjskie i francuskie, 3 września po południu, Francja znalazła się w stanie wojny z Niemcami. Generał Gamelin, postawiony w sytuacji, której nie dało się zignorować, musiał działać. Wyłożył karty na stół. Wszystko, co obmyślał od 5 lat, stało się rzeczywistością. Miał jedynie ambicję krótkoterminową - obronić Francję, "bezpieczną za swoim systemem umocnień ", tak jak Brytyjczycy są bezpieczni "na swojej wyspie". Chciał zmobilizować siły imperialne obydwu sprzymierzeńców, poczekać na przystąpienie do konfliktu Stanów Zjednoczonych i rozpocząć długą wojnę, jeśli to możliwe w oparciu o blokadę, ograniczając starcia do minimum, a nawet nie dopuszczając do żadnego na ziemi francuskiej. Generałowi Georges' owi w osobistych i tajnych wytycznych z 9 września nakazał przygotowania do energicznych działań przeciw Niemcom, jedocześnie przykazując, by "myślał o jutrze", tzn. nie atakował brutalnie. Przede wszystkim jednak to Polska musiała wytrzymać. Należało więc dodać jej otuchy, przypominając, że on, gen. Gamelin, dotrzymał słowa. Tak też zrobił, w notatce skierowanej do gen. Feliksa Musse' a, attaché wojskowego w Warszawie, kazał przekazać Polakom, że "ponad połowa naszych dywizji czynnej armii na północnym wschodzie weszła do walki i [że on, gen. Gamelin,] przekroczył o 1 dzień złożoną obietnicę, że rozpocznie ofensywę 15. dnia, licząc od 1. dnia mobilizacji. [I że] nie mógł zrobić więcej". Gdy 8 września Daladier pytał go na posiedzeniu Komitetu Wojennego o pomoc dla Polski, Gamelin stwierdził: "w powietrzu należy działać równie ostrożnie, jak na ziemi i nie angażować swoich sił przedwcześnie". I tak właśnie się stało - w trakcie "nie-ofensywy" w Saarze, ograniczającej się do zaangażowania ok. 10 dywizji, ledwie zadraśnięto niemiecką obronę na froncie o długości 25 km i głębokości niecałych 10 km.

W ten sposób koło się zamknęło. Generał Gamelin pozostawił Polskę własnemu losowi, a rząd francuski poszedł za jego przykładem. Skutki były tragiczne, choć początkowo nikt nie spodziewał się, jak bardzo. Najwyższe dowództwo Francji nie stanęło na wysokości zadania. Generałowie-urzędnicy otaczający gen. Gamelina byli do niego podobni. Marc Bloch przedstawił to we wstrząsający sposób w książce L' étrange défaite2 (Dziwna klęska).

Największym błędem francuskich głównodowodzących w poprzedzającej wojnę dekadzie była niezdolność do stworzenia spójnej ciągłości między politykami a wojskowymi i pełnego wykonania zadań, jakie stawiały przed nimi sprawowane funkcje, nawet za cenę niespełnienia oczekiwań społeczeństwa wyczerpanego poprzednią wojną. Slogany, takie jak "la der des der" ("ostatnia z ostatnich") czy "plus jamais ça" ("nigdy więcej"), choć mieli prawo je wykrzykiwać Francuzki i Francuzi, na których I wojna światowa odcisnęła piętno, nie wystarczyły, by zdefiniować jakąkolwiek politykę. A jednak to właśnie na tych hasłach opierała się francuska polityka w tamtych latach.

Czy sprawy mogły się potoczyć inaczej? Bez wątpienia tak, bo nic nie jest z góry przesądzone. Są na to liczne przykłady. W książce Au carrefour du destin. Weygand-Pétain-Giraud-de Gaulle3 (Na zakręcie losu. Weygand-Pétain-Giraud-de Gaulle), René Chambe napisał: "generał Georges chciał przede wszystkim (podobnie jak Giraud), by przypuścić silny atak na armię niemiecką już na początku września, zachodząc ją od tyłu w chwili, gdy wszystkie jej dywizje pancerne były zajęte zdobywaniem Polski". Jak wtedy rozwinęłaby się sytuacja? Nikt tego nie wie, ale historia II wojny światowej mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.

Słowa kluczowe: II wojna światowa, Francja, Polska, działania wojenne

La France face a l'invasion de la Pologne en septembre 1939. "Monsieur le Président un roi de France ferait la guerre!"

Les actions politiques et surtout militaires de la France dans les premi?res années de la Seconde Guerre mondiale sont critiquées depuis des années par les hommes politiques et les historiens. Les énormes pertes françaises pendant la Premi?re Guerre mondiale et les crises politiques et militaires qui ont suivi dans la seconde moitié des années 1930 - la crise rhénane, la guerre civile espagnole, la crise tchécoslovaque et enfin la conclusion du pacte Molotov-Ribbentrop en ao?t 1939 - avaient fait que les autorités militaires françaises ont décidé de ne pas agir militairement contre le Troisi?me Reich lors de l'invasion de la Pologne. Selon le général Gamelin, elle devait tenir seule jusqu'au printemps 1940. En analysant l'attitude de la France a cette époque, cet article s'intéresse particuli?rement aux déclarations et aux ordres du général Maurice Gamelin, chef d'état-major de l'armée française et vice-président du Conseil supérieur de la guerre.

Bibliografia

Bloch M., L' étrange défaite, Chicoutimi 2005 (wydanie polskie: Dziwna klęska, Warszawa 2008).

Chambe R., Au carrefour du destin. Weygand-Pétain-Giraud-de Gaulle, Paryż 1975.

Géraud A., Les Fossoyeurs. Défaite militaire de la France. Armistice. Contre-révolution, t. 1, Nowy Jork 1943.

Frédéric Guelton - pułkownik, doktor, historyk, były szef Departamentu Obrony w Ministerstwie Obrony Republiki Francuskiej, w latach 2013-2019 członek Rady Naukowej francuskiej Misji ds. Obchodów Stulecia I Wojny Światowej. Specjalizuje się w historii armii francuskiej i stosunkach między Francją a państwami Europy Wschodniej. Autor i współautor wielu publikacji, m.in. Journal du Général Edmond Buat 1914-1923 (Paris 2015); Fr?res d'armes. Le soutien militaire de la France a la Pologne 1917-1924/Braterstwo broni. Wsparcie wojskowe Francji dla Polski 1917-1924 (Warszawa 2020); La France sous l'occupation (Grenoble 2023); La bataille des Ardennes. La Seconde Guerre mondiale en couleur (Grenoble 2024); Le débarquement de Provence (Grenoble 2024).

Dalsza część w wersji pełnej