Wizualizacja - François J. Paul-Cavallier

Kup ebooka

27.99 zł
23.23 zł (22,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od tłumacza

Książka ta należy do dzie­dziny, któ­rej twórcy rzu­cają nam wyzwa­nie. Wyzwa­nie to doty­czy prze­ję­cia "w swoje ręce" odpo­wie­dzial­no­ści za jakość wła­snego życia, za stan naszego ducha, umy­słu i ciała. Mówię o "wyzwa­niu", ponie­waż cho­dzi tu rze­czy­wi­ście o obu­dze­nie poczu­cia god­no­ści osoby, zerwa­nie z powszechną ten­den­cją szu­ka­nia przy­czyn zda­rzeń na zewnątrz. "Taki los", "pech", "fatum" - to nie­zwy­kle czę­ste słowa poja­wia­jące się w języku codzien­nych roz­mów mię­dzy ludźmi. Wystar­czy zapy­tać leka­rzy, by usły­szeć, o ileż chęt­niej ludzie się­gają po leki, ani­żeli zmie­niają dietę czy tryb życia. Nawet bar­dzo silne pra­gnie­nia este­tyczne, takie jak poprawa wyglądu lub utrata nad­wagi, zdu­mie­wa­jąco rzadko mobi­li­zują do wła­snej, sys­te­ma­tycz­nej aktyw­no­ści w rodzaju gim­na­styki czy innych form ruchu. Jakby brak było wiary we wła­sne moż­li­wo­ści zmiany. O ileż łatwiej "wziąć" tabletkę i "pod­dać się" lecze­niu. Nie ma jed­nak table­tek na tzw. pecha lub zły los, są też pro­blemy i cho­roby, wobec któ­rych tabletka jest nie­sku­teczna lub co naj­mniej nie­wy­star­cza­jąca. A jed­nak ist­nieje moż­li­wość zmiany. Jej tech­niki są liczne. Nie­które z nich poznamy dzięki lek­tu­rze niniej­szej książki.

Jej autor François Paul-Caval­lier jest zna­nym, rów­nież w Pol­sce, psy­cho­te­ra­peutą i tre­ne­rem o sze­ro­kim, huma­ni­stycz­nym spoj­rze­niu na czło­wieka i jego roz­wój. Należy on do tej grupy prak­ty­ków, któ­rzy bez waha­nia się­gają do naj­bar­dziej zawi­łych pro­ble­mów ludz­kiej duszy - od poczę­cia aż do śmierci - i nie wahają się czer­pać z róż­nych dzie­dzin wie­dzy psy­cho­lo­gicz­nej i filo­zo­ficz­nej, nie bojąc się oskar­że­nia o eklek­tyzm. Jego sze­roka wizja nie tylko tajem­nicy sensu ludz­kiego ist­nie­nia, ale i sku­tecz­no­ści dzia­ła­nia jako tera­peuty, popchnęła go do pro­pa­go­wa­nia idei więzi i roz­woju poza gra­ni­cami Fran­cji, a szcze­gól­nie tam, gdzie "znie­wo­le­nie" i "odpod­mio­to­wie­nie" prze­pla­tało się z poczu­ciem bez­na­dziej­no­ści. I tak oto w 1984 roku roz­po­czął on w Pol­sce sys­te­ma­tyczną i wie­lo­stronną pracę, która miała na celu przy­wró­ce­nie ludziom wiary w to, że mają wpływ na zda­rze­nia, na wewnętrzną i zewnętrzną rze­czy­wi­stość, wiarę w siłę ich decy­zji i woli. W swo­jej wędrówce po insty­tu­cjach nauko­wych, służby zdro­wia i pomocy spo­łecz­nej prze­ka­zy­wał pod­stawy teo­rii i prak­tyki tera­peutycznej, któ­rej ideą wio­dącą był respekt dla moż­li­wo­ści i gra­nic poten­cjału czło­wieka, a także wiara w sens i siłę natu­ral­nych praw roz­woju, łań­cu­cha cią­głych trans­for­ma­cji form ist­nie­nia, nie­uchron­no­ści śmierci jed­nej formy dla naro­dzin nowej. Nie bacząc na ogra­niczenia i koszty, inwe­sto­wał swoją wie­dzę i zasoby, aby przy­spie­szyć szko­le­nie zespołu mają­cego w przy­szło­ści kon­ty­nu­ować pracę, i w naj­trud­niej­szych okre­sach orga­ni­zo­wał róż­nego rodzaju pomoc, dostar­cza­jąc lite­ra­turę, pro­wa­dząc bez­in­te­re­sow­nie wykłady i zasi­la­jąc insty­tu­cje służby zdro­wia w leki i sprzęt. Wspo­mi­nam o tym nie tylko dla­tego, by wyra­zić mu naszą ser­deczną wdzięcz­ność, ale by przy oka­zji zwró­cić uwagę czy­tel­nika na dąże­nie autora do jed­no­ści mię­dzy gło­szoną nauką i dzia­ła­niem - na codzienną reali­za­cję idei dzie­le­nia się, umie­jęt­no­ści dawa­nia i przyj­mo­wa­nia w imię wspól­nego roz­woju.

Nurt tera­peu­tyczny zaini­cjo­wany przez François Paula-Caval­liera w Pol­sce należy do sze­ro­kiego kręgu psy­cho­lo­gii huma­ni­stycz­nej i znany jest psy­cho­lo­gom pod nazwą ana­lizy trans­ak­cyj­nej.

Tech­nika wizu­ali­za­cji, któ­rej poświę­cona jest książka, nie jest w ści­słym tego słowa zna­cze­niu narzę­dziem ana­lizy trans­ak­cyj­nej, do któ­rej tak czę­sto odwo­łuje się autor. Naukowe opra­co­wa­nie pod­staw wizu­ali­za­cji uto­ro­wały bada­nia nad bio­fe­ed­bac­kiem, czyli sys­te­mem sprzę­że­nia zwrot­nego pomię­dzy funk­cjami bio­lo­gicz­nymi orga­ni­zmu a świa­do­mo­ścią i wyobra­że­niem tych funk­cji. Dzięki pra­com labo­ra­to­ryj­nym, pro­wa­dzo­nym w tej dzie­dzi­nie od lat sześć­dzie­sią­tych, popu­larne stały się dziś tech­niki, w któ­rych pacjent uczy się mody­fi­ko­wa­nia funk­cji wła­snego ciała, na przy­kład ciśnie­nia tęt­ni­czego czy tem­pe­ra­tury, za pomocą two­rze­nia ich men­tal­nego obrazu. Opa­no­wa­nie umie­jęt­no­ści wpły­wa­nia na rytm wła­snego serca i ciśnie­nie pozwala wie­rzyć w moż­li­wość oddzia­ły­wa­nia rów­nież na inne sys­temy i funk­cje, na przy­kład na sys­tem immu­no­lo­giczny i funk­cje obronne orga­ni­zmu. Od dawna też, mimo braku ich opra­co­wa­nia nauko­wego, obser­wo­wano efekty oddzia­ły­wań hip­no­tycz­nych na funk­cje orga­ni­zmu, tak więc w samej tech­nice wizu­ali­za­cji nie ma nic szcze­gól­nie nowego. Ważne jest nato­miast, że dzięki pra­com ludzi tej miary co Law­rence LeShan czy Carl i Ste­pha­nie Simon­to­no­wie, któ­rzy z wielką mądro­ścią i odwagą, w cza­sach, gdy świat naukowy trak­to­wał jesz­cze symp­tomy cho­roby w spo­sób izo­lo­wany, ode­rwany od osoby, kon­se­kwent­nie poj­mo­wali osobę chorą jako jed­ność w jej emo­cjo­nal­nym i ducho­wym wymia­rze.

Roz­wój cho­roby, jak każdy roz­wój, wymaga warun­ków. Warunki te, czyli nie­jako "otwar­cie się" na cho­robę, są natury bio­lo­gicz­nej i psy­cho­lo­giczno-ducho­wej. Rezy­gna­cja z mobi­li­za­cji sił obron­nych orga­ni­zmu w celu pod­trzy­ma­nia zdro­wia lub zwal­cza­nia cho­roby też prze­biega w płasz­czyź­nie fizjo­lo­gicz­nej i psy­chicz­nej jed­no­cze­śnie i w spo­sób wza­jem­nie sprzę­żony. Wola życia ma więc zarówno swój psy­chiczny, jak i fizyczny wymiar. Przy­kła­dów mobi­li­zo­wa­nia sił orga­ni­zmu do walki z cho­robą poprzez tech­niki psy­cho­lo­giczne - a w tym i wizu­ali­za­cję - jest wiele. Naj­gło­śniej­szym z nich jest jed­nak zaini­cjo­wany przez Simon­to­nów w Kali­for­nii nurt tera­pii cho­roby nowo­two­ro­wej. Włą­cze­nie tech­nik wizu­ali­za­cyj­nych do tera­pii raka jest dziś sto­so­wane rów­nież w Pol­sce.

Tera­pia wizu­ali­za­cyjna pro­po­nuje wiele roz­wią­zań, nie tylko w celu odzy­ska­nia zdro­wia, lecz także w celu pod­trzy­ma­nia go, wspo­ma­ga­nia, prze­ciw­dzia­ła­nia stre­sowi i czer­pa­nia satys­fak­cji z podej­mo­wa­nych dzia­łań. Czło­wiek zawsze, zanim coś zrobi czy nawet pomy­śli, two­rzy men­talny obraz czyn­no­ści. Jakość tego obrazu, a także pozy­tywne lub nega­tywne nasta­wie­nie anty­cy­pa­cyjne deter­mi­nują w istotny spo­sób koń­cowy efekt jego dzia­łań. Na przy­kład spor­to­wiec zbli­ża­jący się ku prze­szko­dzie z wyobra­że­niem porażki blo­kuje część swo­jego poten­cjału ener­ge­tycz­nego. Wyobra­że­nie suk­cesu mobi­li­zuje funk­cje orga­ni­zmu w kie­runku czyn­no­ści, któ­rej on doty­czy.

Wizu­ali­za­cja jako tech­nika posiada cechy: relak­sa­cji, suge­stii i anty­cy­pa­cji. Wnosi więc do pro­cesu tera­pii ele­menty tych tech­nik. Uwol­nie­nie od napię­cia pozwala na swo­bodny prze­pływ ener­gii: zmo­bi­li­zo­wa­nie jej wokół tego, co chcemy i możemy zmie­nić, i wyco­fa­nie, a tym samym pogodne zaak­cep­to­wa­nie tego, czego zmie­nić nie możemy. Anty­cy­pa­cja wyniku pozwala skon­kre­ty­zo­wać pro­gram, a tym samym sku­tecz­niej loka­li­zo­wać ener­gię.

Suge­stia wzmac­nia oby­dwa pro­cesy, two­rząc warunki wzmo­żo­nej podat­no­ści na wyobra­żane tre­ści i toru­jąc dostęp do tre­ści nie­świa­do­mych.

Wizu­ali­za­cja zapre­zen­to­wana jest w tej książce w kon­tek­ście psy­cho­lo­gii huma­ni­stycz­nej i ana­lizy trans­ak­cyj­nej. Pozwala to spoj­rzeć na nią jak na tech­nikę wyko­rzy­sty­wa­nia w pracy wszech­stron­nego poten­cjału osoby dzięki odwo­ły­wa­niu się do róż­nych pozio­mów jej funk­cjo­no­wa­nia, wyra­żo­nych tu w kate­go­riach sta­nów Ja. Ozna­cza to moż­li­wość uru­cha­mia­nia w kon­tro­lo­wany spo­sób wszyst­kich kana­łów sfery sen­so­ryczno-per­cep­cyj­nej i emo­cji (stan Dziecko), się­ga­nia do prze­szło­ści, zaka­zów i przy­zwo­leń (stan Rodzic), w warun­kach zgody wyra­żo­nej z pozy­cji świa­do­mego sie­bie pod­miotu (stan Zin­te­gro­wa­nego Doro­słego).

Ogromne zna­cze­nie wizu­ali­za­cji wynika z jej roli w odkry­wa­niu przed klien­tem lub sobą samym nie- roz­po­zna­nego lub dawno zapo­mnia­nego poten­cjału psy­cho­lo­gicz­nego i fizycz­nego. Ogra­ni­cze­nia i cier­pie­nia powstałe w następ­stwie fru­stra­cji wcze­snego okresu życia deter­mi­nują nas tylko tak długo, jak długo pozo­sta­jemy wobec nich bierni, jak długo mniej lub bar­dziej świa­do­mie wyra­żamy na nie zgodę.

Nauka od dawna już udo­wod­niła ist­nie­nie wza­jem­nych oddzia­ły­wań mię­dzy wyobra­że­niem a dzia­ła­niem, myślą a reak­cją - zarówno na pozio­mie komó­rek i narzą­dów, jak i zło­żo­nych dzia­łań oraz zacho­wań. Wyka­zano empi­rycz­nie, w spo­sób zobiek­ty­wi­zo­wany, że w sprzy­ja­ją­cych warun­kach psy­chicz­nych, na przy­kład pod wpły­wem suge­stii hip­no­tycz­nej, wyobra­że­nie zmian funk­cji, a także struk­tury tkanki pro­wa­dzi do zmian rze­czy­wi­stych, widocz­nych (i zare­je­stro­wa­nych kamerą lub labo­ra­to­ryj­nymi przy­rzą­dami pomia­ro­wymi), (Cher­tok, 1989). Inten­sywna aktyw­ność korowa uru­cha­mia bowiem zwrot­nie aktyw­ność impul­sów zstę­pu­ją­cych, dzia­ła­ją­cych ana­lo­gicz­nie jak w sytu­acji rze­czy­wi­stego bodźca.

Eks­pe­ry­menty nad wpły­wem emo­cji na funk­cje narzą­dów i spraw­ność ruchową należą już do kla­syki wie­dzy psy­cho­lo­gicz­nej. Podobny sta­tus mają też twier­dze­nia o wpły­wie nasta­wie­nia i ocze­ki­wań na efekty dzia­łań. Już cho­ciażby te trzy działy wie­dzy psy­cho­lo­gicz­nej dostar­czają wystar­cza­ją­cych pod­staw teo­re­tycz­nych i empi­rycz­nych dla uzna­nia zasad­no­ści tech­niki wizu­ali­za­cji w prak­tyce tera­peu­tycz­nej. Osobny pro­blem sta­no­wią spo­sób i zakres korzy­sta­nia z tej tech­niki. W powyż­szej kwe­stii książka ta jest nie­zwy­kle cen­nym prze­wod­ni­kiem. W czę­ści teo­re­tycz­nej autor uwraż­li­wia czy­tel­nika na poten­cjalne źró­dła i mecha­nizm rezy­gna­cji z rado­ści, ze zdro­wia, a nawet z życia. Przy­po­mina o tym, że auto­de­struk­tywne funk­cjo­no­wa­nie ludzi najczę­ściej zde­ter­mi­no­wane jest nie­pra­wi­dło­wym roz­wo­jem więzi i nie­za­spo­ko­je­niem pod­stawowych potrzeb we wcze­snym okre­sie życia, kiedy to dziecko zaczyna two­rzyć pierw­sze "prze­ko­na­nia" i "wnio­ski" na temat sie­bie i świata. Dal­sze utrwa­la­nie się tych prze­ko­nań, a następ­nie dzia­łań, nastę­puje zgod­nie z mecha­nizmem samo­spraw­dza­ją­cej się prze­po­wiedni. Łatwiej zna­leźć potwier­dze­nie wła­snych prawd niż prawd innych ludzi. Czło­wiek posiadł nie­mal per­fek­cyjną zdol­ność redu­ko­wa­nia roz­bież­no­ści infor­ma­cji, dyso­nansu poznaw­czego, i kon­se­kwent­nie jej używa w celu obrony wła­snych prze­ko­nań, szcze­gól­nie jeśli peł­niły one nie­gdyś ważną przy­sto­so­waw­czą funk­cję.

Deli­katną i zło­żoną sprawą jest więc towa­rzy­sze­nie czło­wie­kowi w zmia­nie, w rezy­gna­cji z peł­nej cier­pie­nia, ale wygod­nej, spraw­dzo­nej drogi na rzecz zacho­wań nowych, cza­sem trud­nych. Z roz­wo­jem bywa tak jak z cho­robą lub nało­giem; dopóki cier­pie­nie nie sta­nie się nie do znie­sie­nia, lecze­nie wydaje się zbyt kło­po­tliwe i ogra­ni­cza­jące. Sta­gna­cja czę­sto nie dostar­cza doraź­nych cier­pień, daje zaś miłe poczu­cie bez­pie­czeń­stwa i wygody, tym bar­dziej że czę­sto nawet nie podej­rze­wamy wiel­ko­ści naszego uśpio­nego poten­cjału. Tak więc ludzi się­ga­ją­cych po pomoc w celu wspo­ma­ga­nia wła­snego roz­woju jest bar­dzo nie­wielu, tak jak rela­tyw­nie nie­wielu jest alpi­ni­stów wybie­ra­ją­cych trudne szlaki, by zoba­czyć wię­cej, ina­czej, by zmie­rzyć się z naturą i samym sobą.

Tym nie­licz­nym autor książki daje w pre­zen­cie tech­niki wizu­ali­za­cji dla eks­plo­ro­wa­nia wła­snego poten­cjału i roz­wi­ja­nia go. Dla tych zaś, któ­rzy prze­kro­czyli już gra­nicę dys­kom­fortu i cier­pie­nia fizycz­nego, psy­cho­lo­gicz­nego czy ducho­wego, książka ta jest już nie tylko wyzwa­niem. Jest szansą...

Anna Suchań­ska

Przedmowa

Nie lada to pro­blem pisać książkę prze­zna­czoną zarówno dla przy­god­nego odbiorcy, jak dla pacjen­tów i tera­peu­tów. Nie jest to jed­nak zada­nie nie­wy­ko­nalne, cho­ciażby dzięki sta­no­wi­sku psy­cho­lo­gii huma­ni­stycz­nej, a w szcze­gól­no­ści ana­lizy trans­ak­cyj­nej. W tej kon­cep­cji przy­znaje się pacjen­towi prawo do pozna­wa­nia i uzna­nia za wła­sne narzę­dzi zmiany, która ma się w nim doko­nać. Tak więc i w tej książce posta­ram się uni­kać pro­fe­sjo­nal­nego żar­gonu na rzecz języka potocz­nego. Wyko­rzy­sta­nie ter­mi­no­lo­gii ana­lizy trans­ak­cyj­nej będzie tu jedy­nie pomocą, ponie­waż warsz­tat poję­ciowy tej kon­cep­cji wywo­dzi się z mowy potocz­nej. Mia­nem "pod­miot" lub "klient" okre­ślać będziemy osobę, która wyko­nuje ćwi­cze­nie, zaś mia­nem "tera­peuta" tego, który ćwi­cze­nie pro­wa­dzi. Zacho­wamy taką ter­mi­no­lo­gię, mimo że sto­so­wa­nie pro­po­no­wa­nych ćwi­czeń nie jest zastrze­żone dla pro­fe­sjo­na­li­stów: mogą one być pro­wa­dzone przez tre­ne­rów spor­to­wych, nauczy­cieli i leka­rzy.

Zada­niem tej książki jest zebra­nie pod­sta­wo­wych tech­nik wizu­ali­za­cji przy jed­no­cze­snym wyraź­nym zróż­ni­co­wa­niu metod pozor­nie podob­nych. Tym samym sta­nowi ona pro­po­zy­cję two­rze­nia bazy teo­re­tycz­nej, pobu­dza­ją­cej do roz­wi­ja­nia badań w oma­wia­nej dzie­dzi­nie. Sądzę ponadto, że książka ta dostar­czy prak­ty­kom uży­tecz­nych infor­ma­cji. Pełne tek­sty ćwi­czeń pozwolą na prak­tyczne wyko­rzy­sta­nie pre­zen­to­wa­nych zało­żeń teo­re­tycz­nych.

Książkę moją adre­suję więc do tych wszyst­kich, któ­rym bli­skie są nauki huma­ni­styczne, a w szcze­gól­no­ści do psy­cho­te­ra­peu­tów zain­te­re­so­wa­nych wła­snym roz­wo­jem i osób zawo­dowo zwią­za­nych z poma­ga­niem innym, do leka­rzy i ich pacjen­tów, do stu­den­tów, spor­tow­ców i do wszyst­kich tych, któ­rzy zde­cy­do­wali się na mak­sy­malne wyko­rzy­sta­nie wła­snych zaso­bów, wła­snego oso­bo­wego poten­cjału. Książka ta w żad­nej mie­rze nie może zastą­pić auten­tycz­nej pracy ani psy­cho­te­ra­pii. Nie jest więc prze­zna­czona dla osób szu­ka­ją­cych magicz­nych recept na roz­wią­za­nie trud­no­ści i uni­ka­ją­cych aktyw­nej kon­fron­ta­cji z samym sobą.

Współ­cze­sne bada­nia funk­cjo­no­wa­nia mózgu i prze­biegu pro­ce­sów myśle­nia uka­zują, że więk­szość z nas wyko­rzy­stuje jedy­nie zni­komą część wła­snych moż­li­wo­ści umy­sło­wych. Jaka część naszego poten­cjału psy­chicz­nego pozo­staje zablo­ko­wana? Ta psy­cho­lo­giczna roz­rzut­ność jest w znacz­nej mie­rze spo­wo­do­wana lękiem: przed nie­po­wo­dze­niem, odrzu­ce­niem, kolej­nym cier­pie­niem. Brak kon­kret­nej wie­dzy na temat funk­cjo­no­wa­nia naszego umy­słu i roz­woju oso­bo­wego rów­nież odgrywa tu nie­ba­ga­telną rolę. Tech­niki komu­ni­ka­cji, jak na przy­kład pro­gra­mo­wa­nie neu­ro­lin­gwi­styczne, umiały zebrać i wyko­rzy­stać ważne ele­menty innych metod w celu skon­stru­owa­nia kana­łów pozwa­la­ją­cych ludziom na komu­ni­ko­wa­nie się i ana­li­zo­wa­nie pro­ce­sów spo­strze­ga­nia, leżą­cych u pod­łoża naszego widze­nia i oceny ota­cza­ją­cego świata. Pro­ble­ma­tyka wizu­ali­za­cji jest czę­ścią sys­temu teo­re­tycz­nego wywo­dzą­cego się z psy­cho­lo­gii huma­ni­stycz­nej i tych tren­dów nauki, które skon­cen­tro­wane są na ochro­nie i roz­woju ludz­kiego poten­cjału.

Przy­toczmy za Mari­lee Zde­nek opo­wieść indiań­ską, która zna­ko­mi­cie ilu­struje pro­ces per­cep­cji. Żył kie­dyś młody wojow­nik, który zabrał z gniazda orle jajo i umie­ścił je w kur­niku. Kiedy nad­szedł czas i jajo pękło, wydo­stało się z niego orle pisklę, które rosło wraz z kur­czę­tami, dzio­biąc jak i one ziarno. Pew­nego dnia wpa­trzone w niebo spo­strze­gło nad sobą szy­bu­ją­cego orła. Poczuło drże­nie wła­snych skrzy­deł i rze­kło do jed­nego z kur­cząt: "Jakże bym chciał robić to samo". "Nie bądź głupi - odpo­wie­dział kur­czak - tylko orzeł może latać tak wysoko". Zawsty­dzony wła­snymi pra­gnie­niami młody orzeł powró­cił do dra­pa­nia w pia­chu i ni­gdy wię­cej nie zakwe­stio­no­wał już miej­sca, które we wła­snym mnie­ma­niu otrzy­mał na tej ziemi.

Mari­lee Zde­nek kon­ty­nu­uje swą myśl: "Wyobraź­cie sobie, że mały orzeł odma­wia komu­kol­wiek innemu niż on sam prawa do okre­śla­nia jego poten­cjału. Przyj­mij­cie, że dostrzegł swoje wyjąt­kowe zdol­no­ści i wyzwo­lił się, że roz­ło­żył swe potężne skrzy­dła i uniósł się ponad te wszyst­kie kur­czaki, które odmó­wiły mu uzna­nia jego praw­dzi­wej siły i praw­dzi­wej toż­sa­mo­ści. Wyobraź­cie sobie, jak by się czuł, gdyby choć raz, pierw­szy raz wziął na sie­bie odpo­wie­dzial­ność za wła­sny los".

"Postę­po­wać tak, jak gdyby..." to nie­zbędny etap, zanim sta­niemy się takimi, jakimi naprawdę chcemy być. Młode pisklęta też prze­cież ude­rzają skrzy­dłami, jakby fru­wały, zanim jesz­cze wyjdą z gniazd. Gdyby tego nie robiły i wyska­ki­wały od razu - upa­dłyby. Unie­sie­nie się w górę i lata­nie poprze­dza długi okres nauki, długi okres "tak jakby". Nauka pły­wa­nia rów­nież wymaga symu­lo­wa­nia ruchów, takich jakby się pły­wało. W pew­nym sen­sie na dro­dze do bycia sobą w pełni zawsze poja­wia się czas prób. Zachę­cam więc i zapra­szam was wszyst­kich do nauki suk­cesu, powo­dze­nia, "tak jak­by­ście" posia­dali wszyst­kie nie­zbędne ku temu kom­pe­ten­cje, tak jak­by­ście już teraz ten suk­ces prze­ży­wali!

Zarys analizy transakcyjnej

Ana­liza trans­ak­cyjna jest uko­ro­no­wa­niem psy­cho­lo­gicz­nego nurtu teo­re­tyczno-prak­tycz­nego doty­czą­cego pro­blemu "poten­cjału natury ludz­kiej". Roz­wi­nął się on w Sta­nach Zjed­no­czo­nych po dru­giej woj­nie świa­to­wej. Ana­liza trans­ak­cyjna opi­suje w ter­mi­nach języka potocz­nego pro­cesy psy­cho­lo­giczne cha­rak­te­ry­styczne dla aktyw­no­ści życio­wej jed­nostki. Została opra­co­wana przez Erica Berne'a w począt­kach lat pięć­dzie­sią­tych. Tema­tyczne ramy tej książki pozwa­lają jedy­nie na bar­dzo krótki szkic pod­sta­wo­wych pojęć ana­lizy trans­ak­cyj­nej.

Każda istota ludzka jest fun­da­men­tal­nie OK, nawet jeśli jej zacho­wa­nia nie zawsze są takie.

Każdy z nas potrze­buje dla prze­trwa­nia pew­nego mini­mum sty­mu­la­cji psy­cho­lo­gicz­nej, czyli otrzy­ma­nych od bliź­nich zna­ków świad­czą­cych o tym, że jeste­śmy zauwa­żeni, roz­po­znani jako osoby. Psy­cho­lo­giczna egzy­sten­cja jed­nostki, jej życie, w sumie toczy się wokół swo­istej eko­no­miki tych zna­ków. Znaki o zabar­wie­niu pozy­tyw­nym (stro­kes) okre­ślane są w lite­ra­tu­rze pol­sko­ję­zycz­nej jako "gła­ski".

Przed ukoń­cze­niem szó­stego roku życia jed­nostka two­rzy plan wła­snego życia okre­ślany mia­nem skryptu lub sce­na­riu­sza. Skrypt jest natu­ral­nie nie­świa­domy i dyk­tuje jed­no­stce prze­bieg jej życio­wych zda­rzeń. Może on mieć zakoń­cze­nie szczę­śliwe lub tra­giczne. W tym dru­gim przy­padku mamy do czy­nie­nia z tzw. dra­ma­tycz­nym zakoń­cze­niem sce­na­riu­sza.

Psy­cho­lo­giczną naturę jed­nostki opi­suje się w kate­go­riach sta­nów Ja. Stany Ja są instan­cjami oso­bo­wo­ści wysy­ła­ją­cymi i odbie­ra­ją­cymi komu­ni­katy oraz sta­no­wią­cymi pod­stawę wszel­kiej wymiany mię­dzy jed­nost­kami. Komu­ni­katy te noszą miano trans­ak­cji.

Każdy stan Ja jest spój­nym zbio­rem postaw, zacho­wań i uczuć.

Każda jed­nostka posiada stan Rodzic (R), Doro­sły (D) i Dziecko (Dz). Ter­miny te uży­wane jako poję­cia teo­re­tyczne ana­lizy trans­ak­cyj­nej zapi­sy­wane są dużą literą, co pozwala je odróż­nić od tych samych ter­mi­nów w języku potocz­nym.

Każda osoba ponosi odpo­wie­dzial­ność za ilość ener­gii, którą decy­duje się inwe­sto­wać w poszcze­gólne stany Ja.

Stan Ja Dziecko odpo­wiada naszym uczu­ciom i emo­cjom, a także temu, co prze­ży­li­śmy jako dzieci: Dziecko w nas odczuwa...; pra­gnie...; jest smutne... itd.

Stan Ja Doro­sły, porów­ny­wany czę­sto do kom­pu­tera, jest instan­cją decy­zyjną, która w spo­sób racjo­nalny ana­li­zuje dane. Doro­sły myśli, stwier­dza, decy­duje.

Stan Ja Rodzic jest odzwier­cie­dle­niem tego wszyst­kiego, co zgro­ma­dzi­li­śmy i przy­ję­li­śmy z wzor­ców rodzi­ciel­skich: ojca, matki, osób zna­czą­cych, takich jak: star­szy brat, sio­stra, nauczy­ciel itd. Rodzic osą­dza, war­to­ściuje. Jego wypo­wie­dzi zaczy­nają się od "Należy...", "Powi­nie­neś..." Rodzic może być kry­tyczny, nor­ma­tywny, gdy wyty­cza gra­nice, ustala normy, lecz może być także Rodzi­cem Żywi­cie­lem, gdy trosz­czy się o potrzeby jed­nostki i chroni ją.

I. Jak funkcjonujemy?

Zanim zaj­miemy się wizu­ali­za­cją i jej teo­re­tycz­nymi pod­sta­wami, przyj­rzyjmy się funk­cjo­no­wa­niu ludz­kiego umy­słu w uję­ciu współ­cze­snej psy­cho­lo­gii. Roz­ważmy pro­blem natury antro­po­lo­gicz­nej: "Co to zna­czy być czło­wie­kiem, kim jest czło­wiek?". Co możemy na te pyta­nia odpo­wie­dzieć?

1. Trzy wymiary naszej natury

Natura ludzka ma trzy pod­sta­wowe wła­ści­wo­ści:

- Czło­wiek jest istotą rela­cyjną. Ta wła­ści­wość odgrywa zasad­ni­czą rolę we wszyst­kich aspek­tach ludz­kiego życia. Czło­wiek two­rzy swą oso­bo­wość i roz­wija się w rela­cji. Czło­wiek jest istotą, któ­rej atry­bu­tem jest przy­na­leż­ność i więź, bycie w łącz­no­ści. I tak dziecko in utero jest w usta­wicz­nej więzi z matką, matka z kolei pozo­staje w sta­łym związku z oto­cze­niem, z part­ne­rem, z rodziną. Pod­sta­wowa komórka rela­cyjna, jaką jest rodzina, jest zwią­zana z szer­szym krę­giem spo­łecz­nym w mie­ście. Mia­sto zwią­zane jest z funk­cjo­no­wa­niem kraju, kraj zaś kon­ty­nentu, a kon­ty­nent świata. Jeśli pier­wotna rela­cja czło­wieka prze­biega w warun­kach wystar­cza­jąco bez­piecz­nych, będzie ona moto­rem i narzę­dziem roz­woju.

- Czło­wiek jest ponadto pod­mio­tem cią­głego sta­wa­nia się i wzro­stu. Wła­śnie w rela­cji znaj­duje źró­dło zdro­wia i wzro­stu. W rela­cji rów­nież tkwią korze­nie pato­lo­gii. Jeśli rela­cja pier­wotna nie jest bli­ska, jest ogra­ni­cza­jąca lub wypa­cza­jąca, będzie sta­no­wiła zaczyn dla przy­szłej pato­lo­gii, zbo­cze­nia lub cho­roby. Zdrowa rela­cja leczy, chora alie­nuje. Praca tera­peu­tyczna pole­gać będzie na odtwo­rze­niu jed­no­ści osoby, obrazu sie­bie, rela­cji z innymi... Zosta­li­śmy poczęci, by być szczę­śli­wymi, zdro­wymi ludźmi, by wzra­stać i się sta­rzeć. Wza­jemne uwa­run­ko­wa­nia dwóch pierw­szych wła­ści­wo­ści wyraża slo­gan: "Czło­wiek nie może być szczę­śliwy sam".

- Czło­wiek jest istotą duchową. Pozo­staje w szcze­gól­nej więzi z Bogiem, sta­no­wiąc wraz z nim duchową całość lub, innymi słowy, prze­ży­wa­jąc stan ducho­wo­ści1.

Czło­wiek jest istotą trój­wy­mia­rową. Jest bytem fizycz­nym, zbio­rem komó­rek utrzy­my­wa­nych we względ­nej rów­no­wa­dze, by się roz­wi­jać i mno­żyć. Jest on także bytem psy­cho­lo­gicz­nym i w końcu jest bytem ducho­wym. Więź powi­nien on prze­ży­wać w pełni we wszyst­kich trzech wymia­rach swo­jej natury. W prze­ciw­nym razie pojawi się dys­kom­fort, brak.

2. Potrzeba wsparcia

Wobec wyda­rzeń wywo­łu­ją­cych cier­pie­nie osoba o sła­bej rów­no­wa­dze w ramach trzech opi­sa­nych wymia­rów zwróci się do oto­cze­nia. Współ­brz­mie­nie emo­cjo­nalne, uzy­skane w dobrym tera­peu­tycz­nym słu­cha­niu, może istot­nie pomóc w cier­pie­niu i ule­czyć powstałą ranę. Nie­rzadko tera­peuta sły­szy w takich wypad­kach: "Ja po pro­stu chcia­łem wie­dzieć, że jest pan tu dla mnie, że może pan mnie wysłu­chać i przy­jąć moje łzy". James Pen­ne­ba­ker badał efekty współ­czu­cia i wysłu­cha­nia u osób, które prze­żyły silne wstrząsy i urazy psy­chiczne. Jedno z badań obej­muje 2000 osób po prze­by­tych aktach prze­mocy fizycz­nej, gwał­tach i stra­cie bli­skiej osoby. Wyniki potwier­dziły fakt, że osoby, które mogły oprzeć się na kimś po trau­ma­tycz­nym wyda­rze­niu, były w lep­szej for­mie ani­żeli inni. Autor przy­stą­pił następ­nie do bar­dzo inte­re­su­ją­cego stu­dium doty­czą­cego wpływu spo­wie­dzi - w sze­ro­kim tego słowa zna­cze­niu - na odzy­ska­nie rów­no­wagi potrzeb­nej dla zdro­wia. Spo­wiedź w sen­sie reli­gij­nym pełni bez wąt­pie­nia podwójną funk­cję, przy­wra­ca­jąc więź ze spo­łe­czeń­stwem i z Bogiem. W płasz­czyź­nie soma­tycz­nej potrzeba nam rów­nież zna­ków, sty­mu­la­cji fizycz­nej. Od momentu naro­dzin czło­wiek potrze­buje dotyku, piesz­czoty, spoj­rze­nia i obec­no­ści innych; musi czuć, że zna­czy coś dla innych, że jest dla nich ważny. Od pierw­szych chwil swego życia dziecko cierpi, gdy czuje się nie­chciane, gdy jest źró­dłem roz­cza­ro­wa­nia, zawodu, lęku lub depre­sji. Prace R. Spitza2 wyka­zują, że dziecko pozba­wione sty­mu­la­cji i miło­ści staje się apa­tyczne. Pełne prze­ży­wa­nie emo­cji wymaga obec­no­ści dru­giej osoby zna­czą­cej dla dziecka. Wymiana i przy­na­leż­ność dają poczu­cie wła­snej war­to­ści dzięki spo­strze­ga­niu sie­bie jako war­tość dla innych.

Zro­zu­mie­nie całej zło­żo­no­ści i głębi pro­cesu wymaga uwzględ­nie­nia wymiaru ducho­wego, trans­cen­dent­nego wobec nas samych i nada­ją­cego naszemu życiu sens. "Dla­czego ist­nieję?", "Co jest moim powo­ła­niem?" - oto pyta­nia, które w końcu sobie sta­wiamy. Kiedy sta­jemy wobec życio­wej próby, na przy­kład wobec dra­ma­tycz­nej sytu­acji zerwa­nia więzi, towa­rzy­szą­cej stra­cie bli­skich - się­gamy do naszego ducho­wego poten­cjału, szu­kamy wspar­cia w sfe­rze ducho­wej.

3. Wizja świata

Za pomocą infor­ma­cji napły­wa­ją­cych do nas dzięki naszym zmy­słom kon­stru­ujemy stop­niowo wła­sny, okre­ślony obraz świata. Nasza oso­bo­wość roz­wija się w kon­tek­ście spo­strze­ga­nych przez nas rela­cji z innymi. Każda seria sty­mu­la­cji rodzi doświad­cze­nie, prze­ży­cie. To prze­ży­cie z kolei nie­za­leż­nie od tre­ści i znaku pro­wa­dzi do for­mo­wa­nia się "decy­zji" [cudzy­słów mój - A.S.]. Kon­se­kwen­cją decy­zji są postawy i zacho­wa­nia, które ode­grają zasad­ni­czą rolę w przy­szłych doświad­cze­niach. Na ogół bywa tak, że to póź­niej­sze doświad­cze­nie potwier­dza wcze­śniej­szą decy­zję (pod­jętą przy poprzed­nim doświad­cze­niu)(por. rys. 1).

Pro­ces gro­ma­dze­nia doświad­czeń potwier­dza­ją­cych decy­zje służy pod­trzy­ma­niu zgod­no­ści pomię­dzy tym, co prze­ży­wamy w spo­sób uwew­nętrz­niony, a tym, co dzieje się wokół nas. Zgod­ność ta zapew­nia nie­zbędne dla życia poczu­cie bez­pie­czeń­stwa.

Od naro­dzin, a praw­do­po­dob­nie już od momentu poczę­cia, kon­stru­ujemy z łań­cu­cha bodź­ców, doświad­czeń i decy­zji jedyny i nam tylko wła­ściwy obraz świata. Nasz roz­wój będzie kon­se­kwen­cją tego wła­śnie obrazu. Jeśli obraz ten odbiega w zna­czący spo­sób od rze­czy­wi­sto­ści, będzie nam trudno żyć w świe­cie. Per­cep­cja zależna jest od ocze­ki­wań; jest inna, gdy czu­jemy, że nale­żymy do śro­do­wi­ska i świata. Inna, gdy czu­jemy się z niego wyalie­no­wani. W kon­se­kwen­cji każdy znak, każdą sty­mu­la­cję ode­brać możemy jako zapro­sze­nie lub jako atak.

Wyobraźmy sobie na przy­kład, że spa­ce­ru­jemy w parku. Grupa wyrost­ków ota­cza nas dokoła, śpie­wa­jąc pio­senkę, któ­rej słowa są dla nas nie­zro­zu­miałe. Możemy poczuć się wyróż­nieni ("Domy­ślili się, że mam poczu­cie humoru"), prze­stra­szeni ("To próba kra­dzieży..."), zawsty­dzeni ("Kpią sobie ze mnie"), zasmu­ceni ("Nie rozu­mieją mnie, nie chcą mówić w języku zro­zu­mia­łym dla mnie").

Rys. 1. Kon­stru­owa­nie wła­snego sys­temu war­to­ści

Zin­ter­pre­to­wa­nie tej sceny należy do was, a spo­sób reak­cji będzie zale­żał od waszych doświad­czeń i odzwier­cie­dli wasz sto­su­nek do świata. Przez lata bowiem pod­le­ga­li­ście zło­żo­nym uwa­run­ko­wa­niom, otrzy­mu­jąc pozy­tywne i nega­tywne wzmoc­nie­nia od rodzi­ców lub innych zna­czą­cych postaci waszego dzie­ciń­stwa. Każdy sły­szał kie­dyś takie zda­nia, jak: "Do niczego nie doj­dziesz", "Nie myśl, że ci się uda", "Idiota", "Jaki ojciec, taki syn", "Ach, ta mło­dzież"... itp. W wyniku tych prze­ka­zów podej­mo­wa­li­śmy decy­zje, które stały się blo­ku­jące dla roz­woju naszego poten­cjału i wyko­rzy­sta­nia wszyst­kich naszych moż­li­wo­ści. Spra­wiały one, że zwy­kli­śmy prze­wi­dy­wać przy­szłość w spo­sób nega­tywny, spo­dzie­wa­jąc się naj­gor­szego. Mimo­wol­nie doko­nu­jemy w grun­cie rze­czy wizu­ali­za­cji, tyle że w odwrot­nym kie­runku! Czas naj­wyż­szy zro­zu­mieć, że nasze myśli mają kon­se­kwen­cje i siłę spraw­czą. Jeśli myślimy w spo­sób twór­czy, pozy­tywny - kon­se­kwen­cje będą miały cha­rak­ter twór­czy i pozy­tywny, i na odwrót - myśle­nie pesy­mi­styczne, nega­tywne pro­wa­dzi do nega­tywnych rezul­ta­tów. Trzeba więc zmie­nić spo­sób myśle­nia i widze­nia świata, jeśli chcemy popra­wić jakość naszego życia.

4. Zrozumieć umysł...

W Sta­rym Testa­men­cie powie­dziane jest: "Czło­wiek jest taki, jak jego myśli". Prawa suge­stii oparte są na uświa­do­mie­niu jako­ści i siły naszych myśli. Celem tej książki i tech­nik wizu­ali­za­cji jest umoż­li­wie­nie każ­demu z nas spraw­dze­nia tego we wła­snym doświad­cze­niu.

W ostat­nich latach w całej naszej kul­tu­rze wraz z ewo­lu­cją myśli huma­ni­stycz­nej nastą­pił zwrot w kie­runku uzna­nia wpływu psy­che na mate­rię, myśli na rze­czy­wi­stość. Nie­które teo­rie, na przy­kład teo­ria dwóch mózgów, pozwa­lają lepiej zro­zu­mieć psy­cho­lo­gię czło­wieka, a także zasto­so­wa­nie wizu­ali­za­cji w tera­pii. Od wielu lat nauka usi­łuje dotrzeć do tajem­nicy struk­tury myśle­nia. Inte­re­su­jące hipo­tezy wyni­kają z badań nad funk­cjo­nal­nym zróż­ni­co­wa­niem pół­kul mózgo­wych.

Z fizjo­lo­gicz­nego punktu widze­nia posia­damy dwie pół­kule mózgowe o podob­nym wyglą­dzie - pół­kulę prawą i lewą - mające drogi umoż­li­wia­jące komu­ni­ka­cję mię­dzy nimi. U czło­wieka cen­tralny układ ner­wowy łączy się z obwo­do­wym w spo­sób skrzy­żo­wany, tzn.: pół­kula lewa spra­wuje kon­trolę nad prawą czę­ścią ciała, zaś pół­kula prawa nad lewą. W przy­padku urazu lewej pół­kuli ewen­tu­alne następ­stwa poja­wiają się po pra­wej stro­nie ciała i na odwrót. Z funk­cjo­nal­nego punktu widze­nia lewa pół­kula odpo­wiada za sferę racjo­nalną funk­cjo­no­wa­nia psy­chicz­nego, a więc rozu­mo­wa­nie, logiczne myśle­nie, zdol­no­ści ana­li­tyczne, kry­ty­cyzm. Tu znaj­duje się też cen­trum mowy. Aktyw­ność świa­doma i na jawie wła­ściwa jest tej pół­kuli. Uważa się, że jest ona bar­dziej aktywna. Prawa pół­kula jest raczej sie­dzibą pro­ce­sów nie­ra­cjo­nal­nych, intu­icji i emo­cji. Myśle­nie przez ana­lo­gię, sko­ja­rze­nia, myśle­nie obra­zowe i marze­nia senne są także zlo­ka­li­zo­wane w tej pół­kuli. Jest ona bar­dziej roz­wi­nięta u ludzi sztuki. Tu prze­biega znaczna część aktyw­no­ści nie­świa­do­mej. Oddzia­łuje ona na pół­kulę "aktywną", stąd bywa okre­ślana jako pół­kula "wpływu".

Kali­for­nij­ska szkoła tera­peu­tyczna, cen­trum ruchu na rzecz roz­woju poten­cjału oso­bo­wego czło­wieka, twier­dzi, że w aktyw­no­ści naszego mózgu da się wyróż­nić dwa sys­temy: pro­gra­mu­jący i wyko­naw­czy. Pierw­szy gene­ruje pomy­sły, plany na pod­sta­wie doświad­cze­nia i posia­da­nej wie­dzy. Sys­tem wyko­naw­czy reali­zuje je w miarę otrzy­my­wa­nych infor­ma­cji. Słusz­niej byłoby może mówić o sys­te­mie oddzia­łu­ją­cym i aktyw­nym lub świa­do­mym i nieświa­do­mym. W tym momen­cie inte­re­suje nas jed­nak przede wszyst­kim to, jak funk­cjo­nu­jemy, dys­po­nu­jąc infor­ma­cjami zgro­ma­dzo­nymi w naszej nie­świa­do­mo­ści, a więc praw­do­po­dob­nie w pra­wej pół­kuli naszego mózgu. Infor­ma­cje te umoż­li­wiają nam przy­sto­so­wa­nie się do warun­ków i reago­wa­nie na wyda­rze­nia na pod­sta­wie naszych wcze­śniej­szych doświad­czeń. Tak wła­śnie dzieje się w kom­pu­te­rze, gdzie roz­wią­za­nie pro­blemu wymaga odwo­ła­nia się do infor­ma­cji poprzed­nio zgro­ma­dzo­nych. Mniej lub bar­dziej świa­dome prze­ko­na­nia tak wła­śnie wpły­wają na nasze życie, na rze­czy­wi­stość. Doświad­cze­nia porażki, zapi­sane w pra­wej pół­kuli w postaci nega­tyw­nych emo­cji, stłu­mione i nieświa­dome, będą oddzia­ły­wać na roz­kazy wysy­łane do lewej, aktyw­nej pół­kuli uru­cha­mia­ją­cej świa­domą aktyw­ność.

Dla przy­kładu wyobraźmy sobie dziecko, któ­remu nie wie­dzie się w szkole. Nauczy­ciele i rodzice, zamiast wska­zać pomyłkę ze sło­wami: "Pomy­li­łeś się, zobacz, jak możesz to ina­czej zro­bić, jesteś mądrym chłop­cem, spró­buj jesz­cze raz", mówią: "Głup­cze, nie myślisz, ni­gdy do niczego nie doj­dziesz". Jeśli chło­piec przyj­mie tę nega­tywną suge­stię, będzie sie­bie spo­strze­gał w spo­sób zani­ża­jący war­tość wła­snej osoby, pesy­mi­styczny - pew­nego dnia "zde­cy­duje" na dobre: "Cokol­wiek bym robił, jak bym się nie sta­rał - nie podo­łam, nie uda mi się". Na całe jego zacho­wa­nie będzie odtąd wpły­wać poczu­cie porażki. W przy­szło­ści będzie on tak mode­lo­wać sytu­ację i swoje zacho­wa­nie, aby potwier­dzić swoje prze­ko­na­nie o porażce i zacho­wać spój­ność i rów­no­wagę poznaw­czą.

Zgod­nie z pra­wem efektu Pig­ma­liona3 czy samo­spraw­dza­ją­cej się prze­po­wiedni prze­wi­dy­wa­nia reali­zują się nie­mal auto­ma­tycz­nie. Gdy spo­dzie­wamy się cze­goś w przy­szło­ści, mamy ten­den­cję do zacho­wy­wa­nia się w spo­sób zgodny z ocze­ki­wa­niami. Jakaś część nas potrze­buje potwier­dze­nia prze­ko­nań doty­czą­cych naszego życia, innych ludzi, świata - w celu pod­trzy­ma­nia zgod­no­ści wewnętrz­nej naszego sys­temu infor­ma­cji. Wszelka zmiana wymaga reor­ga­ni­za­cji tego sys­temu i próby two­rze­nia nowej, mniej destruk­tyw­nej rów­no­wagi. Można odwo­łać się ponadto do zasady związ­ków przy­czy­nowo-skut­ko­wych. Zgod­nie z tą zasadą mamy w życiu to, co sobie prze­zna­czamy, a brak nam tego, czego sami sobie odma­wiamy.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki