Rozdział I
1. Warszawa, styczeń 2020
Laura Kirsch biegła hotelowymi zaułkami, kierując się tabliczką informacyjną z napisem "Argus - konferencja". Spojrzała na zegarek. Najwyraźniej była spóźniona. Nie lubiła się spóźniać.
O poranku telefon do syna, rozmowa z jego nianią, by się upewnić, że wszystko jest w najlepszym porządku. To zabierało czas i energię. Ale nie mogła z tego zrezygnować - po raz pierwszy zostawiała Mikołaja na noc. A nawet na dwie noce. Musiała zadzwonić rano, by potem już tylko skoncentrować się na wiadomościach przekazywanych na konferencji. Bardzo jej zależało na tym, by na nią przyjechać, co wcale nie było łatwe, i chciała wykorzystać ten czas w stu procentach.
Dotarła wreszcie do wielkich drzwi sali wykładowej, zza których dobiegał głos prowadzącego. Weszła po cichu do środka.
- Przepraszam, to miejsce jest zajęte? - zapytała, spoglądając na foldery reklamowe leżące na pierwszym z brzegu wolnym miejscu.
- Oczywiście, dla pani. - Mężczyzna się uśmiechnął i zabrał materiały, by mogła usiąść.
Laura zignorowała ewidentną zaczepkę.
- Dawno się zaczęło?
- Przed chwilą. Nic pani nie straciła. Na razie tylko się przywitał i prezentuje firmę. - Wskazał na bruneta stojącego na scenie. - Jak zawsze. Muszą się przecież wszystkim pochwalić. - Westchnął.
Mężczyzna najwyraźniej miał ochotę na bliższy kontakt, ale Laura tylko się uśmiechnęła. Nie przyjechała tutaj zawierać znajomości, chyba że biznesowe. Jednak zaczęła się rozglądać po sali pełnej mężczyzn w garniturach i kobiet w nieskazitelnych garsonkach. Przeważał granat. Coś się jednak zmieniło, odkąd była tu ostatnio. Dwa lata temu dominowały szarości.
Nie znalazła tego, którego szukała. Spojrzała na środek sceny. Mężczyzna w granatowym garniturze i lśniących butach stał na tle wielkiego ekranu, na którym widać było logo z pawim okiem i wielki napis "Argus".
Firma Argus od wielu lat była organizatorem tej konferencji. Mówiło się, że robi to tylko po to, by zwerbować do pracy najlepszych. Może faktycznie tak było? Praca tam była marzeniem wielu analityków. Laura nawet nie śmiała na razie o tym myśleć. Może kiedyś...
Argus był bezkonkurencyjny, jeżeli chodziło o wykorzystanie najnowszych technologii do zbierania i przetwarzania danych. Współpracował z wieloma branżami, miał zasoby i pieniądze, by eksperymentować i tym samym niemal z dnia na dzień stawać się jeszcze lepszym. Firma działała od prawie dwudziestu lat i była już obecna chyba na całym świecie. Członkowie zarządu pochodzili z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Polski. Nieoficjalnie mówiło się, że właśnie ludzie w Polsce trzęsą całą organizacją. A w zasadzie jeden człowiek. Pani prezes. Laura nie musiała słuchać peanów na cześć Argusa. Doskonale znała szczegóły. Każdy analityk je znał. Kiedy pracowała w banku, często kupowała od Argusa dane albo gotowe rozwiązania. Korzystała z wielu szkoleń, starała się też bywać na każdej konferencji. Pozyskana tam wiedza była warta każdych pieniędzy. A kontakty? Też zdarzały się wartościowe.
Na wielkim ekranie za sceną zmienił się wyświetlany obraz, światło przygasło i wszędzie pojawiły się tysiące serduszek, jakby ktoś wypuścił na salę małe migoczące świetliki. Nagle te punkciki zaczęły szybko wirować, jakby chciały połączyć się w pary, i wszystkie zdawały się osiadać na ekranie.
- Do walentynek mamy jeszcze miesiąc, ale ja już chciałbym porozmawiać o miłości. Dziwny temat na konferencji biznesowej, prawda? A jednak! Bo czy wszystkim w naszym życiu nie kieruje miłość? - Prezenter uśmiechnął się szeroko. - Drodzy państwo, wiadomo, że równowaga życiowa jest najważniejsza. Praca, życie prywatne, rodzina. W tym zabieganym świecie czasem trudno poznać kogoś, u kogo boku możemy czuć się dobrze przez resztę naszych dni. My, jako firma Argus, również o tym wiemy. Wiemy też, jak bardzo spełnienie na każdym polu przekłada się na efektywność pracownika. Przecież nie samą pracą i biznesami żyje człowiek. - Mężczyzna zawiesił głos. - Jestem ciekaw, a także pełen obaw, czy słyszy mnie moja szefowa... - Niczym aktor grający ważną rolę na scenie teatralnie rozejrzał się wokół.
- Szefowa wszystko słyszy i wszystko widzi. - Niespodziewanie w głośnikach rozległ się nieco chrapliwy kobiecy głos. - Dzień dobry państwu, tu Salome, prezes Argusa. Niestety nie mogłam osobiście przyjechać do państwa. I to nie przez pracę, ale właśnie przez próbę zachowania równowagi w tym szalonym świecie! Postanowiłam jednak przywitać się i przedstawić pokrótce firmę. To fragment dla tych, którzy jeszcze nas nie znają. Są tacy?
W sali rozległ się śmiech.
- Działamy na rynku baz danych już prawie dwadzieścia lat. Jak to często bywa, trójka zaprzyjaźnionych studentów zrealizowała swoje marzenie. Najpierw tworzyliśmy wyszukiwarki i portale branżowe. Wraz ze zwiększającym się zapotrzebowaniem na usługi związane z bazami danych i z ich przetwarzaniem w celu uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytania skupiliśmy się już tylko na tej dziedzinie. Ostatnio mocno zainwestowaliśmy w medycynę, a teraz rozwijamy mój ulubiony produkt, MoreThanHeart. Po tym, jak zwiększyliśmy nasze udziały w branży medycznej, mogę śmiało powiedzieć, że firma Argus pomaga już każdej branży! Na podstawie danych z przeszłości pomagamy uporządkować przyszłość i tym samym nasi analitycy są w stanie rozwiązać wszystkie państwa problemy! Posunęłabym się dalej: pomagamy rozwiązywać wszystkie problemy świata!
Przemowa wywołała burzę oklasków.
- A teraz czas na mój ulubiony produkt. Pewnie go znacie, bo któż nie zna MoreThanHeart? Nie będę zanudzać państwa danymi statystycznymi, o tym przeczytacie w broszurach, które znaleźliście na swoich fotelach. Ja powiem jedno: to działa. A nawet więcej: to już działa świetnie. A będzie jeszcze lepiej! Miliony połączonych serc na całym świecie. Ponownie oddaję głos Piotrowi Homli, szefowi produktu. Na miłości i na tym, by ludzie byli szczęśliwi, zna się jak nikt! A ja? Ja będę tylko wszystko obserwować.
- Dziękuję, Salome. Uwaga. Trzydzieści małżeństw w efekcie znajomości zawartych w naszym portalu. W jakim czasie? Może ktoś wie?
- Tygodnia? - zapytał ktoś z sali.
- Jest pan blisko, ale to nie jest prawidłowa odpowiedź. - Na twarzy Piotra znowu pojawił się uśmiech. - W ciągu ostatniej godziny. Dziś sobota, a my jesteśmy na całym świecie. Mamy mapę z zaznaczonymi sercami wszystkich naszych użytkowników. Jesteście państwo ciekawi?
Uczestnicy wyraźnie byli zainteresowani, więc Piotr Homla nacisnął przycisk i na wielkim ekranie pojawiła się mapa. Wszystkie lądy były pokryte sercami, nawet gdzieniegdzie na wodach również błyszczały czerwone punkty.
- Tak, dobrze widzicie. - Spojrzał na mapę. - Jesteśmy na stacjach arktycznych, na platformach wiertniczych i nawet na statkach. Marynarze też korzystają z MoreThanHeart! Ale nie sama liczba użytkowników jest ważna. Ważne są efekty. Do tej pory połączyliśmy w pary miliony osób. Średnia jakość dopasowania wynosiła trzydzieści pięć procent, ale opatentowaliśmy nowe metody. Za pomocą opracowanych przez nas modeli ekonometrycznych możemy jeszcze dokładniej oszacować dopasowanie! Zbieramy dane z aplikacji internetowych, śledzimy przyzwyczajenia użytkowników, ich upodobania. Patrzymy, jakie filmy lubią, jakiej muzyki słuchają, a nawet... czy ich serca biją w tym samym rytmie!
- Totalna inwigilacja - szepnął mężczyzna siedzący obok Laury.
Ta nic nie odpowiedziała.
- Obecnie wybraliśmy sto czterdzieści osiem różnych zmiennych, które są najistotniejsze. Oczywiście te zmienne mają różne wagi. Jakie? Określa to nasz model, który każdego dnia jest ulepszany przez sztab analityków. Pilnie go strzeżemy! - Zmarszczył groźnie czoło. - Mamy ambitne plany. Ostatnio sporo zainwestowaliśmy w medycynę i testujemy jeszcze bardziej zaawansowane rozwiązania. Już nie tylko bazujemy na wspólnym biciu serc czy oddechu... ale patrzymy głębiej. Zaglądamy w każdą, nawet najmniejszą komórkę.
Na ekranie pojawiło się serce z wielkim napisem "DNA" w środku.
- Dokładnie tak. - Mężczyzna na chwilę zawiesił głos. - Badamy DNA, by miłość opanowała cały świat. Po przerwie zapraszamy państwa do wysłuchania szczegółowych danych statystycznych na temat całego projektu. Niestety, będzie mniej serduszek na ekranie, a więcej liczb i kodów. - Uśmiechnął się. - Chciałbym również zwrócić uwagę na materiały, które każdy z państwa znalazł na fotelu. Oprócz interesujących treści i świetnych niespodzianek znajduje się tam informacja o tym, że ruszamy właśnie z ogromną akcją rekrutacyjną. W związku z naszym rozwojem planujemy zatrudnienie w kolejnym roku stu pięćdziesięciu osób. Może właśnie ty dołączysz do naszej drużyny?
Laurze wydawało się, że Piotr Homla patrzy wprost na nią.
* * *
- Szukasz kogoś? - Mężczyzna w szarej marynarce i granatowych dżinsach stanął tuż obok niej.
Piła kawę i oglądała w telefonie zdjęcia bawiącego się Mikołaja, które właśnie przysłała Irina. Naprawdę miała szczęście, że ta kobieta pojawiła się na ich drodze.
- Marek? - zapytała zdziwiona.
- A spodziewałaś się kogoś innego? - Uśmiechnął się, całując ją w policzek.
- Nie... - Laura pokręciła głową. - Nie, ale bardzo miło widzieć tutaj znajomą twarz. Dużo się zmieniło, odkąd byłam tu ostatnio.
Nie chciała mu mówić, że od rana wypatrywała Jurija. A może go widział?
- Nie wiedziałem, czy podejść do ciebie, bo wyglądasz, jakbyś na kogoś czekała. Poczekaj, pójdę po kawę. Przynieść ci coś?
- Nie, dziękuję. - Laura uniosła filiżankę z kawą. - Wszystko mam.
- Zaraz wracam - powiedział. - Dobrze cię znowu widzieć.
Po chwili wrócił, niosąc kawę i talerz ciastek.
- Ciasteczka! - ucieszyła się.
- Wiedziałem, że nie odmówisz!
Laura wzięła eklerka.
- Widziałeś może Jurija? Zawsze przyjeżdżał, a teraz nigdzie go nie widzę.
Marek nagle zbladł. Zamarł z filiżanką w połowie drogi do ust. Chrząknął, jakby się wahał, co powiedzieć.
- Nic nie słyszałaś? - zapytał poważnym tonem.
- Nie. A coś się stało? Już tu nie pracuje? Ostatnio wydawał się bardzo zadowolony.
Marek głęboko westchnął, jakby zbierał siły na odpowiedź.
- Jurij popełnił samobójstwo - wyszeptał, głośno przełykając ślinę.
Laurze zrobiło się niedobrze. Odłożyła na talerzyk na wpół zjedzonego eklerka.
- Samobójstwo? - wydukała łamiącym się głosem. - Jurij? - Laura nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. - On nigdy nie popełniłby samobójstwa! Za bardzo kochał życie! - Łzy napłynęły jej do oczu.
- A jednak... - westchnął Marek. - Czasem wydaje ci się, że doskonale kogoś znasz, pijesz z nim wódkę, rozmawiacie o wszystkim i o niczym, a później się okazuje, że nic o nim nie wiesz.
Laura zastygła w bezruchu. Miała wrażenie, że nie jest w stanie zrobić kroku, a nawet oddychać.
- Wiadomo dlaczego? - zapytała po chwili.
- W zasadzie nikt nic nie wie. W firmie to temat tabu. Wiadomo tylko, że skoczył z okna. Z okna budynku przypominającego nasz Pałac Kultury. Jest kilka takich w Moskwie.
- Kiedy to się stało?
- Nie wiem, będzie już chyba ze dwa lata... Nie, trochę ponad rok. To było w grudniu dwa tysiące osiemnastego.
- To niemożliwe... To jest, kurwa, niemożliwe!
- Byliście sobie bliscy?
Laura zamknęła oczy i we wspomnieniach przywołała te chwile, gdy się spotykali. Dwa razy, rok po roku, o tej samej porze i niemalże w tym samym miejscu. To niemożliwe, że on nie żyje! To jest po prostu, kurwa, niemożliwe!
2. Wcześniej... Warszawa, styczeń 2017
Laura siedziała w pierwszym rzędzie i wpatrywała się z zachwytem we wszystko, co działo się na scenie. Po raz pierwszy w życiu udało jej się dostać na najlepszą w Polsce konferencję dotyczącą baz danych i nowoczesnych rozwiązań w analityce, organizowaną przez firmę Argus, z którą kooperowała od początku swojej pracy w banku. Wprawdzie jej szefowa nie chciała inwestować w dość drogie przedsięwzięcie i Laura myślała, że nie uda się jej przyjechać, ale w ostatnim momencie okazało się, że darmowe imienne zaproszenie czeka na nią w sekretariacie. Nie spodziewała się takiego wyróżnienia. Miała bardzo dobry kontakt z działem technicznym Argusa i chętnie korzystała z pomocy, którą jej oferowano. Była już rozpoznawalna w tamtej firmie, więc pewnie dlatego ją docenili.
Przygotowywała się do tej konferencji bardziej niż do randki, zwłaszcza że na randki nie miała kiedy chodzić. Praca i nauka zajmowały jej cały czas. Po śmierci rodziców zaszyła się w świecie analityki i bankowości. Uważała, że tylko liczby nie mogą mieć dla niej niemiłych niespodzianek, bo z losem to różnie bywało. A z liczbami zawsze wiadomo: były przewidywalne. Dwa plus dwa równa się cztery. Nie ma inaczej możliwości.
Na scenie stanął wysoki, około czterdziestoletni barczysty mężczyzna, który przywitał się, mówiąc z wyraźnym, śpiewnym wschodnim akcentem.
- Dzień dobry państwu. Nazywam się Jurij Wasiljewicz Abramow. Jestem odpowiedzialny za rozwój firmy na rynkach wschodnich. To ja mam zaszczyt reprezentować zarząd i prowadzić dzisiejszą konferencję. Cieszę się, że jesteśmy tutaj razem.
Z sali dobiegły oklaski. Laura czuła podekscytowanie, jakby była na premierze jednego z najlepszych teatralnych spektakli. Nagle poczuła na sobie wzrok Jurija. Czekała, co będzie dalej.
Światła przygasły, na scenie pojawiła się kobieta w długiej zielono-niebieskiej błyszczącej sukni. Do ust podniosła flet i w całej sali rozbrzmiała spokojna melodia.
- Argus! - powiedział głośno Jurij. - W mitologii greckiej olbrzym o stu wiecznie czuwających oczach. Znacie państwo jego historię? Opowiem ją. Zeus miał romans. Aby ukryć kochankę przed zazdrosną żoną, zamienił Io w jałówkę. Jednak Hera kazała jej pilnować właśnie Argusowi. Olbrzym, jak każdy mężczyzna, miał słabość do piękna - mówca wskazał na grającą kobietę - w szczególności do pięknych dźwięków fletu. Gdy Zeus wysłał Hermesa, by wykradł jego kochankę, ten uśpił muzyką Argusa, a potem odciął mu głowę.
Flet nagle ucichł. Gdy po chwili ponownie rozbrzmiała muzyka, Abramow kontynuował:
- Hera, zazdrosna żona Zeusa, przeniosła oczy Argusa na ogon pawia. Ptaka, który był jej poświęcony.
Dźwięk fletu stał się bardziej donośny, a na ekranie za plecami Jurija Abramowa pojawiło się logo firmy przedstawiające pawie oko.
- Obserwujemy dla państwa rzeczywistość. Po to, by nam wszystkim żyło się lepiej. Po to, by na podstawie zdarzeń z przeszłości prognozować przyszłość. By wyciągać z tej przeszłości wnioski i nie popełniać błędów. I to nie czary, proszę państwa, ale twarde statystyczne dowody. Obliczenia. Komu ufać, jak nie liczbom? Już Albert Einstein opracował wzór na szczęście.
Na ekranie pojawił się napis:
Szczęście = x + y + z,
gdzie:
x - praca,
y - rozrywki,
z - umiejętność trzymania języka za zębami.
- Jestem przekonany - kontynuował Abramow - że po tej konferencji będziecie państwo szczęśliwi, bo wszystkie te zmienne będą na wysokim poziomie. No, jedna, ta ostatnia, jest zależna tylko od was! Może nie warto mówić o wszystkim, co będzie się tutaj działo? - Jurij spojrzał na Laurę w taki sposób, że zrobiło jej się gorąco. - A teraz czas na prezentację osób, bez których nie byłoby naszej firmy. Dziękujemy pani Marii Piotrowskiej za wspaniały występ. - Jurij zaczął klaskać, a sala mu zawtórowała.
Laura chłonęła każde jego słowo. Czekała na więcej.
Na ekranie w prezentacji Abramowa pojawił się stary model komputera. Laura widziała takie tylko na zdjęciach.
- Zacząłbym tak, jak opowiada się bajki: "Dawno, dawno temu...", jednak obawiam się, że mógłbym przez to mieć kłopoty w pracy - zażartował Jurij. - Powiem inaczej. W tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym siódmym roku los zetknął troje studentów informatyki. Dokładnie dwóch studentów i jedną studentkę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że mieszkali w różnych częściach Europy. W Polsce, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Może nadal nie ma w tym nic dziwnego, przecież ludzie z różnych stron naszego globu się spotykają, ale tutaj jest pewne novum. Otóż oni poznali się w sposób wirtualny. Pewnie młodsza część publiczności - mężczyzna spojrzał na Laurę - myśli sobie: "Cóż w tym dziwnego?", prawda? Pamiętajmy jednak, że to był dziewięćdziesiąty siódmy rok! Salome, Horus i Nostradamus poznali się na IRC-u, na kanale "data". Pewnie nie wszyscy wiedzą, co to IRC. W tamtych czasach to był chyba jedyny sposób wirtualnej komunikacji.
Na kolejnym slajdzie pojawił się ekran z oknem rozmowy w języku angielskim w jednym z programów. Można było wyraźnie zobaczyć podświetlone słowa:
<Salome>
<Horus>
<Nostradamus>
#data
- Zacznę od mężczyzn, a serce i głowę całego przedsięwzięcia, kobietę, zostawię na deser. Horus, kiedyś student informatyki i prawa z Berlina, obecnie jest odpowiedzialny w firmie za szeroko rozumiane bezpieczeństwo. To dzięki niemu wszystkie dane, które zbieramy, które państwo nam powierzają, są w bezpieczny sposób przechowywane na naszych serwerach. Bezpieczeństwo to jeden z priorytetów naszej firmy. - Jurij zmienił slajd. - Nostradamus. Brzmi groźnie! Ale to on, dawniej student informatyki i psychologii z Londynu, koordynuje wszelkie analizowanie i prognozowanie w naszej firmie. To on kieruje wieloma zespołami analityków. I wreszcie serce i mózg Argusa, Salome! Absolwentka wielu uczelni, polskich i zagranicznych. Studiowała informatykę i psychologię, ale jest również zakochana w literaturze i mitologii greckiej. Bystra i ponadprzeciętnie inteligentna. To właśnie z jej inicjatywy w dwa tysiące piątym roku powstała firma Argus. I dzięki niej każdego roku rozwija się w bardzo szybkim tempie.
W sali rozległy się oklaski.
- Dziękujemy państwu za przyjęcie zaproszenia na naszą konferencję. Po przerwie zapraszamy na poświęcone państwa branży bloki tematyczne. Szczegóły znajdziecie państwo w materiałach reklamowych, ale również w informatorach znajdujących się na korytarzu. Życzę wielu niezapomnianych wrażeń, nie tylko tych zawodowych, ale też prywatnych. - Znów spojrzał na Laurę. - I pamiętajmy o wzorze na szczęście!
* * *
Tamtego dnia Laura spędziła najwięcej czasu na panelu poświęconym bankowości i ubezpieczeniom. To ją najbardziej interesowało ze względów zawodowych. Prywatnie bardziej interesował ją Jurij, ale do końca konferencji go nie spotkała. Gdy zabierała płaszcz z szatni, nagle ktoś za nią stanął.
- Może pomogę? - Usłyszała znowu ten śpiewny rosyjski akcent.
Jurij wziął jej płaszcz i pomógł jej go włożyć.
- Dziękuję.
- Jurij Wasiljewicz Abramow. - Mężczyzna wyciągnął do niej rękę.
- Wiem. - Uśmiechnęła się. - Laura Kirsch. - Odwzajemniła uścisk dłoni.
- Może masz ochotę na kolację? - zapytał. - Kawę dają tutaj dobrą, ale słabo karmią.
- Z przyjemnością.
- Teraz czy chwilę później?
- Nie mam teraz żadnych planów.
- Świetnie, to chodźmy. Nie znam warszawskich knajpek, ale pewnie gdy pójdziemy ulicą, znajdziemy coś, co się nam spodoba.
Spacerowali tamtego wieczoru zimnymi warszawskimi ulicami. Wydawało się, że zapomnieli o tym, że szukają restauracji.
- Nie jesteś z Warszawy? - zapytała Laura.
- Nie, mieszkam w Moskwie. W Polsce bywam raz na jakiś czas. Zresztą pracuję głównie zdalnie, częściej jeżdżę do Londynu czy Berlina.
- Doskonale mówisz po polsku - stwierdziła z uznaniem.
- Akcent mam wciąż wyczuwalny. - Jurij pokręcił głową. - Moja mama była Polką. Dbała o to, byśmy z siostrą potrafili się dogadać w jej ojczystym języku.
- I wyszło bardzo dobrze. A akcent... - Laura zamyśliła się na chwilę. - Bardzo mi się podoba. Jest taki śpiewny, delikatny, ale współgra z twoim mocnym głosem.
- Zaraz się zaczerwienię.
- I tak jesteś czerwony od mrozu. - Roześmiała się.
- To nie od mrozu przecież! To z zawstydzenia - zażartował Jurij. - Może jednak gdzieś usiądziemy? Bo faktycznie jest zimno.
- Tak, chętnie. Też zmarzłam.
Jurij otworzył drzwi najbliższej restauracji. Zdawało się, że jest im zupełnie obojętne, co będą jedli tego wieczoru.
- Białe czy czerwone?
- Nie pytasz, czy w ogóle? - zdziwiła się Laura.
- Nie. Wiem, że będziemy pili wino.
- Opracowałeś model ekonometryczny, który mówi, czy kobieta, z którą jesz kolację, pije wino?
- Prawie - przyznał Abramow. - Mam jeszcze szereg innych modeli...
- Jakich?
- W swoim czasie. To jak? Białe czy czerwone? - ponowił pytanie.
- Czy to jest zmienna potrzebna ci do tego, by prognozować to, co się stanie później?
- Dobra jesteś! - Spojrzał na nią z podziwem.
- Też zajmuję się tworzeniem modeli - powiedziała z satysfakcją.
- Czuję, że chyba częściej będę bywał w Warszawie.
- To się nie spotkamy.
- Dlaczego? - zdziwił się Jurij.
- Bo mieszkam w Gdańsku. W Warszawie bywam naprawdę rzadko.
- Nigdy nie byłem w Gdańsku.
- Zapraszam.
Kelnerka podała zamówione dania. Gdy zjedli, dochodziła dwudziesta druga.
- Odprowadzisz mnie do hotelu? - zapytała dziewczyna.
- Z przyjemnością. Mam nadzieję, że jest na drugim końcu Warszawy i będziemy szli całą noc.
- Nie w takich butach. - Laura wysunęła spod stołu stopę w kozaczku na szpilce.
- Nie wiem, dlaczego kobiety to sobie robią. - Jurij pokręcił głową.
- Żeby się podobać.
- Komu?
- Sobie - powiedziała z przekonaniem Laura.
- Nie wierzę. - Jurij zmarszczył brwi.
- No dobrze, mężczyznom też - przyznała ze śmiechem Laura. - Nie mów, że twój model prognozujący zachowanie kobiet na randce bierze pod uwagę to, czy ona wkłada szpilki, czy nie.
- Tutaj musimy przyjąć pewne odchylenie, bo tych szpilek nie włożyłaś specjalnie dla mnie. - Wzruszył ramionami. - Niestety.
- Jak dalej będziemy tak spacerować, to je specjalnie dla ciebie zdejmę.
- Brzmi dobrze. A może ściągniesz je w hotelu? - zapytał, patrząc wprost na nią.
Laura nic nie odpowiedziała. Szli chwilę w milczeniu, aż stanęli przed drzwiami hotelu.
- To tutaj - powiedziała.
- Niestety nie było daleko - westchnął Jurij.
- Niestety - przyznała mu rację.
- I co teraz? - Jurij poprawił jej szalik.
- Jesteś lepszym specjalistą od modelowania niż ja. Powiedz mi więc, co teraz. - Uśmiechnęła się.
- To zależy... - Zbliżył się do niej.
- Od czego?
- Od jednego czynnika.
- Jakiego?
Jurij nachylił się nad Laurą i ją pocałował. Przylgnęła do niego.
- Właśnie od tego - odparł z uśmiechem. - Mogę do ciebie wejść?
- A co mówi twój model ekonometryczny?
- Mój model ekonometryczny mówi, że wejdę do twojego pokoju i wyjdę dopiero rano - powiedział Jurij, patrząc jej głęboko w oczy.
- Nie byłabym na tej konferencji, gdybym nie ufała nauce. I nie chcę ci psuć statystyk. - Złapała go za rękę. - Oczywiście statystyk dotyczących prognozowania. Chodź.
* * *
Tamtego wieczoru nie rozmawiali już zbyt wiele, a Laura zdjęła nie tylko buty. Model ekonometryczny opracowany przez Jurija w kwestii zachowań na randce sprawdził się w stu procentach. Kochali się pół nocy, by rano pójść razem na konferencję.
- Spotkamy się jeszcze? - zapytał Jurij, gdy po południu odprowadzał ją na pociąg do Gdańska.
- Pewnie tak. - Laura się uśmiechnęła. - O ile załatwisz mi darmową wejściówkę na konferencję za rok.
- A wcześniej? - zapytał. - Może spotkamy się wcześniej?
- Statystyki dotyczące związków na odległość nie są zbyt optymistyczne.
- A ty wierzysz statystykom.
Laura pokiwała głową.
- Zawsze.
- A za rok w tym samym miejscu o tej samej porze zjesz ze mną kolację? - zapytał. - I śniadanie?
- Niestety nie zajmuję się prognozowaniem długookresowym.
- Szybko zleci. To jak?
- Zobaczymy.
3.
MESSENGER
Aleksandra wysłał(a) Dzisiaj o 15:47
Dziękuję ci bardzo. Widziałam was razem.
Tomasz wysłał(a) Dzisiaj o 15:48
???
Aleksandra wysłał(a) Dzisiaj o 15:48
Nie udawaj.
Tomasz wysłał(a) Dzisiaj o 15:49
To już nie można mieć koleżanek?
Aleksandra wysłał(a) Dzisiaj o 15:49
Każdej koleżance wkładasz ręce pod bluzkę?
Tomasz wysłał(a) Dzisiaj o 15:49
Miałem ci już dawno powiedzieć... Tak wyszło...
Aleksandra wysłał(a) Dzisiaj o 15:50
To koniec?
Facebook
Aleksandra Bednarek przygnębiona w: Warszawa, województwo mazowieckie
Publiczne
37 min
Podobno mężczyzn poznaje się po tym, jak kończą, a nie jak zaczynają. No to poznałam. Dupek.
Aleksandra Bednarek
3 min
Status związku: WOLNY