W pracy niniejszej pragniemy przedstawić - w porządku o
tyle systematycznym, o ile na to pozwala nieuchwytna treść
przedmiotu - szereg rozmyślań, które utworzą w całości szkic
hypotetyczny, lecz o ile możności mało fantazyjny, o tem, jak
rozwijać się będą sprawy tego świata w wieku XX. Jednym z
zasadniczych warunków tej pracy będzie dla autora ustawiczna
czujność wobec samego siebie. Dotychczas przepowiednie podobne były
zwykle podawane czytelnikom w formie powieści, a pisarze rzadko
kiedy potrafili powstrzymać się w nich od pokuszeń na satyrę.
Jednakże wszelkie szczersze i dokładniejsze dochodzenia czynią
formę powieściową dość niewygodną i dlatego nie użyliśmy tego
sposobu przedstawienia rzeczy, podając wiązankę badań i
przypuszczeń, opartych na jak najlogiczniejszych podstawach i jak
najściślej związanych z sobą. Celem naszym jest naszkicować obraz czasów przyszłych, dać rodzaj
proroczych - jeśliby kto tak chciał nazwać je - wykładów o
przypuszczalnych wysiłkach ludzkości wobec nieubłaganie
rozwijających się jej potrzeb. Czytelnik i jego spadkobiercy z nim
razem uważani są tutaj za "mających prawo" w przyszłości. Inna
rzecz, czy znajdą oni w tej książce bilans przepowiedni, któreby im
przypadły do smaku, lub były zgodne z ich wierzeniami. Dla przyczyn, które się staną jasne same przez się, uważam za
stosowne rozpocząć od przepowiedni, dotyczących rozwoju i zmian w
komunikacyi lądowej podczas najbliższych dziesiątków lat. Kto tylko
badał historyę społeczną XIX wieku, ten przyzna, że zmiany w
komunikacyi wszechświatowej pociągają za sobą skutki
pierwszorzędnej wagi. Wszyscy, którzy śledzili działania wojenne generałów
Bullera i Deweta, są przekonani, że w przyszłości najważniejsze
wyniki w polityce i na wojnie zależeć będą od środków przewozu i
komunikacyi. Wzrost naszych wielkich miast, szybkie zaludnianie się
Ameryki, wystąpienie na arenę polityki europejskiej Chin - oto
jedne z najprostszych, oczywistych skutków nowych sposobów
przenoszenia się z miejsca na miejsce. Jeżeli jednak, z jednej
strony, zastosowanie tych sposobów powinno pociągnąć za sobą tyle
poważnych skutków, to, z drugiej strony, rozwój ich pozostaje - na
teraz - do pewnego stopnia niezależnym od większości poważniejszych
zmian politycznych, któreby można przewidzieć. Rozwój ten jest w
istocie wynikiem nowo powstałych idei, udanych doświadczeń i
pewnych praw ekonomii politycznej, prawie że równie niewzruszonych,
jak prawa natury. Przypuszczając możliwość zdarzeń tak olbrzymich, jak powrót Europy
Zachodniej do jedności romańskiej, zniszczenie państwa brytańskiego
przez Niemcy, lub zdławienie Europy przez "niebezpieczeństwo
żółte", dochodzimy do wniosku, że wtedy nawet główne zarysy rozwoju
komunikacyi pozostałyby bez zmiany. Rozwój ten ma już obecnie tylko
czysto historyczny związek z narodami Europy Zachodniej: nie zależy
już od nich i nie znajduje się wyłącznie w ich rękach. Malajczyk współczesny wsiada do łodzi parowej, aby uczynić
pielgrzymkę do Mekki, starożytny Hindus jeździ kolejami, a w
Japonii, w Australii, w Ameryce, mnóstwo ludzi zdolnych jest do
udoskonalenia środków przewozowych, jeżeliby Europejczyk tego nie
potrafił. Początek XX wieku styka się z ciekawym okresem szerokiego rozwoju
tych sposobów przewozowych na lądzie, które - z punktu widzenia
materyalnego - były cechą charakterystyczną XIX wieku. Symbolem
jego mogłaby być maszyna parowa, biegnąca po szynach. W tym wieku
dokonano właśnie najpierwszych doświadczeń, najpierwszych
udoskonaleń, oraz zupełnego wykończenia tego wynalazku; główne
zarysy historyi XIX wieku możnaby wprost lub pośrednio połączyć z
jego rozwojem. Nie od rzeczy będzie zatem rzucić okiem na już
dokonane postępy w tym kierunku i przejrzeć pokrótce historyę
zdobycia na usługi ludzkości komunikacyi za pomocą pary. Przedewszystkiem nasuwa się pytanie dziwaczne, którego
rozpatrzenie będzie jednak bardzo na miejscu. Dlaczego lokomotywa
ukazała się właśnie w tym czasie, kiedy ją widzimy po raz pierwszy,
a nie w jakiej dawniejszej epoce historyi świata? - Ponieważ jej
nikt przedtem nie wymyślił. - Ale dlaczego nie wymyślił? - Nie dla
braku wyższych inteligencyi, gdyż żaden z długiej listy wielkich
ludzi, którzy interesowali się tym wynalazkiem, nie wydaje się nam
- na wzór Newtonów, Darwinów i Shakespeare'ów - geniuszem bez
poprzedników. Nie można też twierdzić, by potrzeba dróg żelaznych i
maszyn parowych dała się szczególniej silnie uczuć w tej epoce, ani
też - jeżeli już użyjemy jednego z tych najbardziej błędnych i
zwodniczych wyrażeń, jakie wyszły z ust człowieka - aby popyt miał
stworzyć podaż. W rzeczywistości wynalazek ten nie był bardziej niezbędnym
w owej epoce, niż w jakiej innej. Powozy i dyliżanse zdawały się
zupełnie dostatecznie odpowiadać w roku 1800 potrzebom komunikacyi
w Europie, a z drugiej strony rozumni administratorowie państwa
rzymskiego i chińskiego powinniby byli zrozumieć w stosownej chwili
wielką użyteczność szybszych sposobów przewozowych od tych, którymi
rozporządzali. Wynalazek lokomotywy nie był też wynikiem
niespodzianego odkrycia siły pary, której kilka zastosowań
mechanicznych było znanych już od 2000 lat; używano jej do
pompowania wody, do otwierania drzwi, do poruszania zabawek - dawno
przed erą chrześcijańską. Możnaby jeszcze przypuścić, że to
udoskonalenie było wynikiem nowego, bardziej systematycznego użycia
danych naukowych, metody wprowadzonej przez Bacona i stosowanej w
dalszym ciągu przez Towarzystwo Królewskie. Jednakże przyczyna
zdaje się być jeszcze inną, choć niewątpliwie nowe przyzwyczajenia
umysłowe, które promieniowały z tego ogniska nauki, grały już swoją
rolę. Ludzie, których nazwiska umieszczają na czele historyi tego
wynalazku, postępowali przeważnie według metody empirycznej i
maszyna Trevithicka biegła po szynach, statek Evansa płynął po
rzece Hudson przedtem jeszcze, zanim Carnot wyłożył jego ogólną
zasadę. Nie było zupełnie, tak jak w historyi elektryczności,
dedukcyi, które prowadziły od teoryi do praktyki i mogły
wytłomaczyć zastosowanie maszyny parowej przez impuls ze strony
nauki. Nie wydaje się również ów wynalazek być bezpośrednim skutkiem
nowych sposobów topienia i odlewania żelaza, to znaczy skutkiem
zamiany w pracach metalurgicznych drzewa na węgiel w celu
otrzymania wyższej temperatury. W Chinach używano już węgla ziemnego od wieków, aby wytapiać z
rudy żelazo. Nie ulega wątpliwości, że nowe te środki pomogły do
wprowadzenia maszyny parowej w życie bieżące, ale niezaprzeczenie
nie wystarczały one do jej wynalezienia. W rzeczywistości to nie
jedna, ale cały szereg przyczyn bardzo złożonych i
nieprzewidzianych wpłynął na stworzenie lokomotywy; używanie węgla
kamiennego przyczyniło się do tego stanowczo, ale w sposób tylko
pośredni. Jeden z warunków produkcyi tego minerału w Anglii zdaje
się że specyalnie wpłynął na wytworzenie czynnika, którego od 2000
lat brakło wśród licznych przyczyn, mogących spowodować pojawienie
się lokomotywy. Brakującym owym czynnikiem była potrzeba maszyny
stosunkowo prostej, o niezwykłych zaletach, do którejby dało się
wprost zastosować zasady elementarne zużytkowania pary. Jeżeli
zbadamy szczegółowo maszynę Stephensona, jeżeli zdamy sobie sprawę
z jej nadzwyczajnej złożoności, to zrozumiemy, o ile możliwem było
stworzenie tego mechanizmu "de novo" - chociażby jej potrzeba była
najbardziej palącą. Ale zdarzyło się, że węgiel, niezbędny do
zastąpienia w tej przesyconej deszczami krainie wytrzebionych
lasów, znaleziono na dnie głębokich dolin, pod pokładami gliny, a
nie, jak w Chinach i Alleghanach, w otoczeniu tak łatwem do
eksploatacyi, jak kreda. Stąd wynikła potrzeba użycia systemu pomp
zupełnie nowego typu i pomysłowość ludzka zwróciła się ku
dotychczas zapoznawanym zastosowaniom pary. Nader trudnem było
zużytkowanie w tym celu wiatru, pod tą szerokością nader zmiennego;
powierzyć się jego opiece mogłoby stać się bardzo niedogodnem, gdyż
w każdej chwili górnicy narazićby się mogli na wstrzymanie robót
całymi tygodniami, gdyby mu się nie podobało dobrze wiać - a
tymczasem woda podniosłaby się w kopalni do wysokości,
uniemożliwiającej dalszą pracę. W pierwszej połowie XVII wieku używano w jednej czy dwóch
kopalniach angielskich pomp, poruszanych parą, ale było to raczej
dziełem przypadku. Woda, przesiąkająca, tak jak w Kornwalii, na
wierzchnie pokłady węgla, wywierała takie same skutki, jak na
produkty chemiczne, które tworzyły od dawna suchą i nieruchomą
mieszaninę: nagle wybuchały uwięzione dotychczas reakcye. Savery,
Newcoman, całe mnóstwo wynalazców oraz największy ze wszystkich
Watt - postępowali krok za krokiem i znajdywali rzeczy tak
oczywiste, że doprowadziły one w końcu do jednoczesnych odkryć.
Zamienili oni pierwotną zabawkę w przyrząd prawdziwie pożyteczny,
rozwinęli fabrykacyę maszyn parowych, stworzyli odlewarnie i nowy
rodzaj mechaniki, a potem, prawie że nie zdając sobie sprawy z
doniosłości dzieła, które tworzyli, zrobili z lokomotywy ostatni
szczebel tego rozwoju. Istotnie, po udoskonaleniu w przeciągu
całego wieku pomp parowych, nie pozostawało nic innego, jak
postawić na kołach wynalezioną wreszcie maszynę i wysłać ją w
świat. W ciągu XVIII wieku kilka razy puszczano w ruch maszyny,
które robiły najzupełniejsze "fiasco", a w roku 1769 widziano we
Francyi potworny przyrząd "paléoferyczny" Cugnota; ale nawet w
pierwszych latach XIX wieku zadanie było już blizkiem
rozwiązania. W roku 1804 Trevithick niezaprzeczenie puścił w ruch
maszynę, która z finansowego punktu widzenia była już do pewnego
stopnia dobrą do użytku. Ruszała się ona na razie bardzo powoli,
już znacznie szybciej szła pod ręką Stephensona, a później,
powiększając stopniowo swą chyżość, zawładnęła światem. Nie było to
zresztą nic innego, jak pompa parowa, która znalazła nowe
zastosowanie, maszyna, którą rozwijano bez zwracania baczniejszej
uwagi na jej ciężar. Z tego ostatniego faktu wyniknął skutek, który
przewozowi po szynach wyrządził olbrzymie szkody i z którym godzą
się w dzisiejszych czasach jedynie ze względu na ogólne przekonanie
o jego konieczności w praktyce: ponieważ lokomotywa byłaby zbyt
wielką i ciężką na wielkich drogach, należało więc postawić ją na
szynach. Maszyna i jej szyny tak są w naszej wyobraźni ściśle
związane z sobą, że jedno pojęcie nasuwa jako konieczność i drugie.
Należałoby więc raz sobie wreszcie uświadomić, że jeśli jeździmy
dzisiaj po szynach, zawdzięczamy to jedynie przypadkowym
okolicznościom oraz trudnościom, które były łatwe do usunięcia.
Podróż drogami żelaznemi to tylko kompromis. Łatwo zrozumieć, iż
najwygodniejszym sposobem przenoszenia się z miejsca na miejsce
byłby wehikuł nadzwyczaj obrotny, na którymby można łatwo i szybko
udawać się do wszelkich żądanych okolic, z umiarkowaną chyżością
przebiegać ulice i drogi zwyczajne, a jednocześnie jeździć po
wielkich drogach specyalnych, przeznaczonych na większe
przestrzenie i może nawet zaopatrzonych w szyny. System tego
rodzaju byłby o wiele lepszym od istniejących, tembardziej, że
sprzyjałby ustawicznemu postępowi w ulepszeniach motorów i wozów, a
postęp ten ma obecnie zupełnie drogę zamkniętą z powodu
komunikacyi, opartej na zastosowaniu stałych, umocowanych szyn.
Gdyby nie to, możnaby z całą swobodą próbować nowych wynalazków na
istniejących drogach bez szkody dla ruchu ogólnego. Gdyby ideał
tego rodzaju przeświecał wynalazcom maszyn parowych, przeznaczonych
dla ułatwienia i przyśpieszenia komunikacyi, każdy podróżny mógłby
obecnie przebywać bardzo dalekie przestrzenie po 100 kilometrów na
godzinę - i więcej - bez przesiadania, bez niewygód, bez straty
drogiego czasu, wreszcie bez kosztów i opóźnień przy udawaniu się
na stacyę i wyjazdach ze stacyi. Człowiek inteligentny mógłby był
korzystać już pięćdziesiąt lat temu z tego stanu rzeczy, a gdyby
postępowano konsekwentnie w tym kierunku, świat, zamiast popadać z
kompromisu w nowy kompromis - jak to się działo zawsze i dziać się
będzie zapewne jeszcze bardzo długo - znajdowałby się w posiadaniu
systemu komunikacyi nietylko praktycznego, ale też zdolnego do
bezustannych ulepszeń. Ale cóż - zdarzyło się, że natrafiono na sposób rozwoju, który
dawał natychmiastowe i oczywiste korzyści, i oto krótkowidzący
postęp XIX wieku nie omieszkał rzucić się całą siłą w tym kierunku,
nie bacząc na to, że zagrzęźnie w błoto. Pierwsze lokomotywy były zupełnie niepotrzebnie ciężkie i
niezgrabne, jak zresztą każda próbna maszyna; wynalazcy ich, ludzie
małej wiary, zamiast popracować nad sposobami nadania im lekkości,
poradzili sobie w sposób daleko wygodniejszy, umieszczając je na
istniejących już wtedy szynach, przeznaczonych dla cięższych
towarów, które trudno było przewozić po lichych drogach ówczesnych.
Wynik tych kombinacyi był istotnie bardzo ciekawy. Szyny miały
dokładnie szerokość taką, jaką ma wózek zwyczajny, zastosowany do
możliwego wysiłku jednego konia. Mało kto widział wtedy w
lokomotywie coś innego, jak przyrząd, zastępujący konia i będący
jednocześnie o wiele tańszym od tego zwierzęcia. Nie dziwiło
nikogo, że obliczano rozmiary lokomotywy według rozmiarów konia.
Nie widziano na razie nic niewygodnego w tem, że podróżni będą
śmiesznie ściśnięci, stłoczeni jedni na drugich w wagonach. Zawsze
bywało to samo w dyliżansach i myśl podróżowania bez bólu w
krzyżach, czego tak silnie doświadczali nasi praojcowie, mogła
wydawać się utopijną. W ten sposób odległość pomiędzy kołami wózka
jednokonnego - około 1 metra 50 cent., "nemine contradicente",
stała się samą siłą inercyi prawidłem w całym świecie. Teraz
jeszcze pociągi są wszędzie zredukowane do rozmiarów, które
uniemożliwiają wszelki komfort, siłę i szybkość. Przed każdą
maszyną kroczy, że tak się wyrażę, widmo konia wydziedziczonego:
widmo to uparcie przeszkadza do osiągnięcia szybkości większej niż
80 kilometrów na godzinę, a przytem w każdej chwili i na każdym
zakręcie grozi straszliwemi katastrofami. Większość ludzi,
znających się na rzeczy, zaznacza, że owe 80 kilometrów na godzinę
będzie granicą ostateczną dla szybkości podróży lądowych, dopóki
tylko istnieć będą stosunki obecne. Trzeba zupełnej rewolucyi w
zużytkowaniu dróg żelaznych, albo też rozwoju kilku metod
komunikacyi współzawodniczących, aby posunąć tę granicę. Koleje żelazne uważa się dzisiaj za rzecz tak naturalną, jak niebo
lub morze. Urodziliśmy się w ich czasach, sądzimy, że pomrzemy też
za ich panowania. Gdyby każdy z nas zechciał wyzbyć się wpływów
przyzwyczajenia i nie przyjmować z zamkniętemi oczyma rzeczy,
które, że tak powiem, spoufaliły się z nami, spostrzeglibyśmy
natychmiast, że cały ten tak szeroko zastosowany i skomplikowany
system dróg żelaznych, łączących z sobą różne strony świata, to w
rzeczywistości bardzo niewymyślny sposób konwojowania wagonów lub
dyliżansów, które się ciągnie po szynach za pomocą pomp poruszanych
przez "konie parowe" i umieszczonych na kołach! Czy ten system, pomimo obecnego rozpanoszenia się, zachowa swoją
przewagę ponad innymi sposobami komunikacyi lądowej - chociażby
tylko podczas tak krótkiego okresu czasu, jakim jest rozpoczynające
się obecnie stulecie? W teraźniejszy typ kolei żelaznych włożono
tyle kapitałów, mają one tak silną podstawę w ogólnem uznaniu, że
wątpię, aby odważono się przeprowadzić jakie zasadnicze zmiany w
celu uzyskania większej szybkości i łatwości przewozu. Inna rzecz,
że współczesne przedsiębiorstwa mogłyby być narażone na inną
ewentualność - na walkę z konkurencyą. W tym wypadku ciekawem
byłoby obliczenie czasu potrzebnego do osiągnięcia zwycięstwa nad
współzawodnikami. Zobaczmy naprzód, jakie nam zdają się nasuwać inne środki
komunikacyi. Powróćmy do już omawianego ideału i zbadajmy, o ile
możemy się spodziewać jego osiągnięcia, lub jakie przeszkody
napotka on na swej drodze. Obfitość motorów, które doświadczają
obecnie, tak dalece pobudza wyobraźnię, jest tyle osób, zajmujących
się ich doskonaleniem, że nie śmiem wierzyć, aby w blizkiej
przyszłości nie znikły owe bijące w oczy wady niektórych nowych
przyrządów, jak te ich ruchy podskakujące i konwulsyjne, ich
prostacka konstrukcya, i - w wielu wypadkach - ich rozpaczliwy
zapach. Trzebaby mieć bardzo słabą wiarę w postęp, aby nie dodać,
że co dotyczy naszego wymarzonego samochodu - cichego, lekkiego,
wykwintnego, o potężnej sile motorowej, a przytem szanującego nasze
nerwy węchowe - to zadanie to zostanie w niedługim czasie
rozwiązane. Otóż, opierając się na tej nadziei, zapytajmy w jakim
kierunku rozwiną się owe nowe wehikuły? Jaki wpływ wywrą na koleje
żelazne? Jak na teraz, rozwój ich zdaje się zapowiadać w trzech zupełnie
różnych i ściśle określonych kierunkach. Przedewszystkiem pojawi się wózek motorowy do przewożenia towarów,
zastosowany na szeroką skalę. Widać go już gdzieniegdzie, jak
rozwozi różnego rodzaju przesyłki. Prędzej czy później, wielkie
korzyści, osiągane w ten sposób, spowodują bez wątpienia
zorganizowanie wielkich stowarzyszeń transportowych, używających
wozów z motorami na wielkich drogach. Stowarzyszenia te znajdą się
w bardzo dogodnych warunkach, jeżeli będą trzymały na składzie
wielkie ilości samochodów do użytku publicznego i wejdą w spółki z
zakładami przemysłowymi, wyrabiającymi maszyny motorowe. CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI.